Ruchy miejskie – dawniej i dziś

Dzisiaj napiszę o dosyć bliskiej mi sprawie czyli o tzw. ruchach miejskich i ich ewolucji w ciągu ostatnich 20 lat. Ich zalążek w Polsce zaczął się wraz z upowszechnieniem dostępu do internetu w okolicach roku 2000. Najpierw były to środowiska typowo oddolne i pasjonackie, które bezpłatnie, poświęcając swój własny czas próbowały wpłynąć (niestety z marnym skutkiem) na szeroko pojęte polepszenie funkcjonowania miast. Grupy te z racji „niedasizmu” są dzisiaj w dużej niszy, skupionej wokół forum dyskusyjnego Skyscrapercity. Wraz z upływającym czasem i coraz większymi nakładami finansowymi na urbanizację- w ich miejsce zainstalowały się (przy źródełku) całkiem nowe środowiska, bardziej globalne, powiązane z międzynarodową finansjerą, reprezentowane przez „aktywistów” i „działaczy”, dla których jest to praca zawodowa. Ich dwa główne obszary działań to utrudnianie życia kierowcom oraz snucie utopijnych, niemożliwych do zrealizowania wizji na organizację „nowego, wspaniałego świata”.


Najpierw napiszę swoją historię z młodości. Od dziecka interesowałem się szeroko pojętą infrastrukturą miejską, wychowałem się w typowej „miejskiej dżungli”, w okolicach Stadionu Śląskiego, gdzie były (są nadal) wielkie bloki, główna śląska linia tramwajowa i bardzo ruchliwa dwupasmówka. Gdy miałem jakieś 15 lat grałem (z sukcesami) w grę „Transport Tycoon” i wtedy zacząłem być wyczulony na różnorakie błędy w organizacji transportu. W grze wystarczyło źle zbudować jeden mały fragment torowiska, a wszystkie pociągi stawały, albo jechały w ślimaczym tempie, ale po pewnych przeróbkach wszystko funkcjonowało prawidłowo. Już przed 20-tką zacząłem łapać się na swego rodzaju 'zboczeniu’, że np. stojąc w ulicznym korku zawsze obserwuję jego powód/źródło i analizuję co można by poprawić, aby usprawnić przepustowość. Oczywiście, jeżeli jest wypadek, albo kolizyjne skrzyżowanie dwóch ruchliwych dróg, obudowane kamienicami z wszystkich stron, to niewiele da się zrobić. Często jednak jest tak, że np. wystarczy gdzieś zamiast 'świateł’ zrobić rondo, albo zbudować kawałek drugiego pasa na wlotach i wylotach do skrzyżowania, aby tanim kosztem znacznie usprawnić newralgiczne miejsce.

Gdy byłem na studiach pojawił się w Polsce „stały” internet, z którego można było korzystać bez limitu. Nie było jeszcze Facebooka, więc bardzo popularne były internetowe fora dyskusyjne. Jednym z takich miejsc była lokalna, katowicka grupa dyskusyjna o szeroko pojętej urbanistyce, inżynierii i infrastrukturze (głównie transportowej). Szybko się w niej zadomowiłem. Wraz z rozwojem forum wytworzyła się mini-społeczność. Należały do niej osoby o nienagannej kulturze osobistej, głównie studenci i absolwenci studiów technicznych. Wpisy były wysokiej jakości, wolne od emocji i błędów ortograficznych. Kilka razy spotykaliśmy się na żywo. Aby się nie poróżnić – unikaliśmy tematów politycznych. Była to grupa typowo oddolna, nikt nikomu nie płacił za poświęcanie swego wolnego czasu (wręcz przeciwnie, robiliśmy zrzutki na serwer, co było droższe, niż dzisiaj). Pisaliśmy o tramwajach, stacjach kolejowych, źle nastawionej sygnalizacji świetlnej i szeroko pojętych obserwacjach/pomysłach/rozwiązaniach, które małym kosztem finansowym mogłyby przynieść duży skutek w postaci np. rozładowania korku ulicznego i skrócenia czasu przejazdu na danym odcinku.

Nasza grupa bazowała na chrześcijańskim podejściu do zamieszkiwanego terenu. Czyli na pierwszym miejscu jest własny dom (i prządek w nim), na drugim miejscu obejście (najbliższa okolica), a potem okolica 'dalsza’, w której też regularnie bywamy (miasto). W tych miejscach powinien panować ład i porządek, aby wszystkim lepiej się żyło. To różni nas od cywilizacji afrykańskiej czy hinduskiej, w których dba się tylko o własny dom i to też nie zawsze, a 'miejską’ normą jest zrobienie „dwójki” na środku chodnika na oczach setek osób, albo wywalenie śmieci do rzeki.

Statystyczny członek 'ruchów miejskich’ sprzed 20 lat

Głównym problemem naszego forum było to, że nikt nas nie słuchał i mimo świetnych pomysłów niewiele udało się zrobić (poza drobnostkami typu likwidacja wielkiego, prostopadłego krawężnika na środku ścieżki rowerowej), a my uprawialiśmy „myślenie życzeniowe”. Bardzo chętnie wtedy (ja i pewnie większość osób z naszego forum) zatrudniłbym się np. w Zarządzie Dróg i Mostów albo w jakimś wydziale planowania infrastruktury, myślę że byłbym spełnionym i skutecznym pracownikiem. Niestety te miejsca opanowane były przez postkomunistyczny „beton” i stare baby, które w ogóle nie ogarniały tematu, dostać się tam można było jedynie po znajomości. Dzisiaj jest już trochę inaczej, ale 20 lat temu sytuacja była dramatyczna. Do tego dochodziła najzwyklejsza bieda w samorządach, więc o nowych inwestycjach mało kto myślał, bo priorytetem były doraźne remonty dotychczasowej, niszczejącej infrastruktury. Pociąg z Katowic do Krakowa (80km) jechał wówczas 3 godziny, a codziennością była np. awaria tramwaju, gdzie na torowisku jeden za drugim stało 20 składów, a bokiem piechotą szedł potok wkurwionych pasażerów. Dzisiaj sytuacja trochę się poprawiła, Polska stała się bogatsza i zainwestowano duże pieniądze w infrastrukturę (choć jest jeszcze ogrom dalszej pracy do zrobienia).

Grupa, skupiona wokół naszego forum dyskusyjnego (i podobnych grup, funkcjonujących w każdym polskim większym mieście) to w mojej opinii ideał tzw. ruchów miejskich. Wtedy nikt tego tak nie nazywał, ale z dzisiejszej perspektywy- były to lepsze ruchy miejskie, niż te, które są teraz (o nich będzie niżej). Według mnie tzw. ruchy miejskie mają sens, jeżeli spełnione są naraz trzy warunki: muszą być one oddolne (wiarygodność), zdecentralizowane (lokalne, aby świetnie znały teren działania) i musi być 'decyzyjność’, połączona z finansowaniem. My mieliśmy dwie pierwsze rzeczy, ale zabrakło tego trzeciego, przez co byliśmy jedynie grupą pasjonatów, która pisała na forum, że fajnie byłoby, aby np. zbudowano na stacji Załęże tunelik, umożliwiający wyjście w bardziej zurbanizowaną stronę północną, bo teraz trzeba chodzić naokoło (dalej tak zresztą jest), albo fajnie byłoby, gdyby dało się przesunąć peron stacji Ruda-Chebzie bliżej pętli tramwajowej i zrobić od tej strony osobne wejście, bo teraz też trzeba chodzić naokoło przed budynek dworca, położony na przysłowiowym zadupiu, przez co nikt z tej stacji nie korzysta, mimo że zatrzymuje się na niej mnóstwo pociągów (również dalej tak jest do dziś).

Ciekawostką jest fakt, że na naszym forum w ogóle nie było kobiet (zresztą dokładnie to samo było na podobnych grupach w innych miastach, jak i na forum SSC). Nie było to spowodowane żadnym szowinizmem, wręcz przeciwnie- chcieliśmy, żeby były z nami kobiety, ale one jakoś się nie garnęły (nieliczne przypadki pisały nie na temat i z braku 'feedbacków’ szybko odchodziły jak niepyszne). W mojej opinii winne są tu uwarunkowania biologiczne- kobiety świetnie (lepiej od mężczyzn) potrafią zorganizować swoje najbliższe otoczenie- dom i o niego dbać, ale w kwestii, nazwijmy to 'inżynierii miejskiej’ nie mają już tak dużych kompetencji, myślenia abstrakcyjnego i wyobraźni przestrzennej.

Jako, że nikt 'decyzyjny’ nas nie słuchał, a chłopaki pożenili się i rzucili w wir pracy, część wyjechała za granicę, więc grupa się rozpadła, pozostały wspomnienia i kilka prywatnych znajomości. Niedobitki przeniosły się na forum 'Skyscrapercity’, ale to już nie jest to samo (zresztą dalej panuje tam głównie 'koncert niezrealizowanych życzeń’, mimo że siedzą tam znakomici fachowcy). Dodatkowo pojawił się Facebook, który wchłonął prawie wszystkie fora dyskusyjne (prężnych forów dyskusyjnych w dzisiejszym polskim internecie dzisiaj jest kilkanaście, może kilkadziesiąt, a w czasach świetności były to tysiące). Ogromny potencjał naszej grupy został zmarnowany.


Ruchy miejskie dzisiaj

Minęło kilka lat, Polska wkroczyła na drogę szybkiego wzrostu gospodarczego, rząd i samorządy coraz więcej inwestowały w infrastrukturę 'miejską’, weszliśmy do UE (czyli królestwa różnych dofinansowań i dotacji), pojawił się Budżet Obywatelski i inne możliwości finansowania. Jednym słowem- pojawiła się kasa. Był to świetny moment na odrodzenie tego typu pasjonackich grup. Niestety, pieniądze przyciągnęły różnej maści cwaniaczków i 'aktywistów’, w dużej części zagranicznych, którzy szybko opanowali rynek. Stała się najgorsza rzecz, jaka mogą się wydarzyć, czyli 'ruchy miejskie’ w całym świecie 'zachodnim’ zostały scentralizowane, zglobalizowane i ujednolicone. Przestały one patrzeć na najbliższą okolicę i to, co konkretnie można w niej zmienić. Zamiast tego pojawiły się postulaty 'ogólne’ i 'uniwersalne’ dla wszystkich miast, wymierzone głównie przeciwko samochodom. Zwężanie ulic (albo ich zamykanie), likwidacja miejsc parkingowych, budowa niezliczonej ilości progów zwalniających, wprowadzanie ograniczeń prędkości, promocja samochodów elektrycznych, wprowadzanie płatnych stref wjazdu do centrum czy wyznaczanie coraz większej ilości „kopert” (które stały się prywatnymi parkingami różnych 'pełnosprawnych’ cwaniaków, którzy za pieniądze wyrobili sobie papiery). Do tego dochodzi cały szereg postulatów, które nie mają nic wspólnego z inżynierią miejską, czyli np. promocja LGBT czy „walka” z głodem na świecie. Cała 'śmietanka’ pojawienia się pieniędzy została zawłaszczona przez zawodowych 'aktywistów’ i 'działaczy’, których działania są nie dość, że są kosztowne, to jeszcze nieprzemyślane i często przeciwskuteczne.

Spodek i MCK – miejsce „The World Urban Forum 2022”

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie wielka międzynarodowa i kilkudniowa impreza „miejska”, która obecnie trwa w Katowicach, czyli The World Urban Forum (WUF). Organizatorem jest ONZ. Oficjalna strona pisze:

„Światowe Forum Miejskie (World Urban Forum) to prestiżowa międzynarodowa konferencja organizowana przez ONZ-Habitat w celu rozwoju obszarów miejskich i osiedli ludzkich. Jest to najważniejsze globalne wydarzenie dotyczące polityki, transformacji i rozwoju miast”.

W mojej opinii- katowicka impreza to kwintesencja upadku oddolnych ruchów miejskich, które dzisiaj są już odgórne, opanowane przez międzynarodową finansjerę, korporacje, politykę oraz światopoglądowe lewactwo. Na organizację konferencji wydano gigantyczne pieniądze, głównie z katowickiego samorządu, ale także z budżetu państwa. Sceny i inne tymczasowe obiekty towarzyszące budowano już od 2 tygodni. „Osobistości” z ONZu oczywiście przyjechały „na gotowe”, cały teren wokół kongresu na kilka dni stał się wręcz strefą eksterytorialną, podlegającą pod jurysdykcję ONZ. Postanowiłem się tam wybrać na przeszpiegi, bo mam blisko, a wstęp jest bezpłatny. Spodziewałem się, co tam zastanę, ale: „Niby człowiek wiedzioł, a jednak trochę się łudził„. Niestety, prawda okazała się jeszcze gorsza, niż moje najczarniejsze scenariusze. W jednym zdaniu: podejrzani „aktywiści” z całego świata, mający niewielkie pojęcie o funkcjonowaniu miast przyjechali sobie na wakacje. Atmosfera jest typowo „chilloutowa”. Na korytarzach MCK hostessy rozdają jakieś podejrzane ulotki i foldery. Zauważalna jest obecność korporacji typu Google. Stosunkowo mało jest tam Polaków, a oficjalnym językiem jest angielski. Mnóstwo jest młodych dziewczyn, które w większości nie potrafiłyby wskazać różnicy między skrzyżowaniem kolizyjnym, a bezkolizyjnym. Nie muszę chyba dodawać, że mój prywatny wykrywacz lewactwa przebił skalę już na wejściu. W licznych salach MCK odbywają się różnorakie przemówienia, wykłady i debaty, większość po angielsku (aczkolwiek można wziąć sobie słuchawy z tłumaczem na polski i kilka innych języków). Tematy tych wykładów to jakiś Monty Python, większość z nich nie ma nic wspólnego z organizacją miast, za to są ogólne truizmy i utopijne 'pierdololo’ typu  prawa mniejszości (ani słowa o islamie), prawa kobiet (również ani słowa o islamie), walka z HIV/AIDS, walka ze zmianą klimatu i globalnym ociepleniem, głód w Afryce (ani słowa o eksplozji populacji), migracje i oczywiście wszechobecna, nachalna promocja fotowoltaiki i samochodów elektrycznych. Brakuje tam tylko Jerzego Zięby i Edyty Górniak. Groteski dopełnia fakt, że „wykłady” z urbanizacji i planowania miast prowadzą 'eksperci’ ze środkowej Afryki czy z Indii, gdzie panuje jeden wielki chaos, samowolka budowlana, prawo silniejszego i ogromne braki w każdym możliwym rodzaju miejskiej infrastruktury.

Na widowniach tych „wykładów” i „debat” oczywiście pustki, a nieliczni 'słuchacze’ bawią się telefonami, ewentualnie jakieś 'obrotne’ dziewczyny wyszukują co bardziej wpływowych ONZ-towców w celu podczepienia się pod ich lukratywne apanaże. „Wykłady” są transmitowane w internecie (na stronie oficjalnej wydarzenia oraz na pejsie i youtubie IRMiR), więc każdy może tego czegoś posłuchać, aczkolwiek nie polecam, chyba że w celach humorystycznych. W tych „debatach” więcej jest żarcików i off-topicu, niż merytoryki (która też jest niskiej jakości). Obecni na miejscu zagraniczni „aktywiści” nie chcą chodzić na te „wykłady” (zresztą trudno im się dziwić, zanudziliby się tam na śmierć), więc szwendają się, robią zdjęcia na instagram i nawiązują kontakty na korytarzach MCK, a także na Mariackiej, w Parku Śląskim, Parku Boguckim czy Nikiszowcu. Przygotowano dla nich liczne atrakcje, np. imprezy taneczne, fitness czy strefy relaksu, są też wycieczki fakultatywne, np. do kopalni Guido czy kopalni soli w Wieliczce, ale największym zainteresowaniem (wszystkie miejscówki zeszły błyskawicznie) cieszą się wycieczki do… Muzeum Auschwitz-Birkenau. Na wtorek w ramach kongresu przygotowano duży koncert takich zespołów jak Kaliber44, Fokus/Rahim czy Cree i podejrzewam, że będzie tam więcej ludzi, niż na wszystkich tych „wykładach” razem wziętych. Poniżej 17 oficjalnych celów konferencji. Aby zwieńczyć utopię- dodałbym do tego jeszcze punkt 18 w postaci cytatu ze znanej piosenki Dire Straits i Stinga: „Money for nothing, chicks for free” (pieniądze za nic i laski za darmo).

Cała ta Konferencja to publiczne pieniądze wywalone w błoto. Absolutnie nic konkretnego po niej nie zostanie (może poza paroma ciążami). Jedyny plus, że zarobią lokalni restauratorzy, taksówkarze, hotelarze czy lotnisko, ale to mały ułamek tego, co wydano na organizację konferencji (można by za to wybudować jakiś ważny wiadukt, albo kupić kilka tramwajów). Cała ta impreza z punktu widzenia zagranicznych gości musi wyglądać jak zagraniczne wczasy, zorganizowane przez biuro podróży. Wakacyjna atmosfera, piękna pogoda, opieka licznych 'animatorów, można leżeć plackiem (w parku czy nad wodą) w 'strefie relaksu’ i nic nie robić, ale można też pojechać zwiedzić sobie Auschwitz. All inclusive, i to takie „lux” bo za nic nie trzeba dopłacać i nikt na każdym kroku nie prosi o „łandolar maj frend” jak to bywa w kurortach wakacyjnych na południu. Wszystko fajnie, tylko czemu my mamy za to płacić w podatkach? W mediach oczywiście zakłamywanie rzeczywistości i propaganda sukcesu, zarówno w TVP, jak i lokalnych, nie mówiąc już o tych OZNtowskich i NGOsowych.

Skoro ruchy miejskie zostały zglobalizowane, to aż się prosiło, żeby zorganizować debatę na dosyć świeży, wspólny problem miast całego świata czyli na hulajnogi elektryczne, których użytkownicy często jeżdżą brawurowo i porzucają je byle gdzie. Oczywiście na temat hulajnóg nie było żadnej debaty.

Jedna z nielicznych „debat”, która dotyczy lokalnego podwórka to dyskusja o śląskim transporcie publicznym. Problem jest taki, że w Katowicach w tym względzie występują problemy absolutnie podstawowe, np. ogromne braki kierowców autobusów, którzy zarabiają żenująco mało (nawet rozwożąc jedzenie można zrobić więcej), przez co wycinane są kursy, albo idiotyczne wypuszczanie na noc przegubów czy dwuskładowych tramwajów, które jeżdżą puste, a w godzinach szczytu jeżdżą pojazdy 'krótkie’ (ścisk w nich, jak w puszce z sardynkami). O tym oczywiście na konferencji ani słowa. Najpierw trzeba rozwiązać najbardziej oczywiste problemy, a potem można planować co dalej. Tego nie ma, za to jest jedna wielka reklama autobusów elektrycznych (oczywiście ani słowa o ich wadach, jak cena, awaryjność, problem ogrzewania ich zimą czy skłonności do samozapłonu latem).

Sytuacja obecna „ruchów miejskich” jest dosyć smutna. Prawdziwi pasjonaci, którzy znają się na rzeczy, dalej nie są słuchani i jedyne co mogą zrobić to pisać na forum Skyscrapercity jak to by fajnie było, gdyby coś przebudowano. Pieniądze na inwestycje są, ale wydawane są źle. Pomijam już organizację opisywanej wyżej konferencji, ale podam dwa przykłady inżynieryjne ze Śląska, w których z braku pomyślunku zmarnowano duże pieniądze.

Centrum Przesiadkowe 'Zawodzie’ w Katowicach

Katowicki samorząd kilka lat temu uparł się, że trzeba wybudować 3 megalomańskie tzw. centra przesiadkowe, kosztujące w sumie kilkaset milionów złotych. Od początku wszyscy mówili, że to kretyński pomysł, bo nie wiadomo nawet, kto by miał z tego czegoś korzystać. Ratusz się jednak uparł i inwestycje wykonał. Powstały 3 ogromne centra przesiadkowe w Ligocie, Brynowie i Zawodziu. Oczywiście, tak jak wszyscy się spodziewali- nikt z nich nie korzystał. Ratusz, zgodnie z zasadą: „socjalizm bohatersko rozwiązuje problemy, które sam stworzył” postanowił, że poskraca trasy niektórych linii autobusowych, które dotychczas przejeżdżały przez centra przesiadkowe (jadąc potem dalej do śródmieścia) i teraz kończą one kurs na centrum przesiadkowym, więc pasażer nie ma wyjścia- musi wyjść i przesiąść się na tramwaj, który zawiezie go do śródmieścia. Te tramwaje (zwłaszcza na Zawodziu) na ogół jeżdżą 'konwojami’, czyli 15 minut nic i potem 5 naraz. W Ligocie jest jeszcze gorzej, bo tam w ogóle nie ma tramwaju, tylko pociągi, które kursują stosunkowo rzadko (zwłaszcza poza szczytem). W efekcie, po wydaniu kilkuset milionów złotych- pasażerowie jadą do śródmieścia jeszcze dłużej, niż wcześniej, bo czeka ich przymusowa przesiadka i czekanie. Gdyby te pieniądze trafiły do grupy lokalnych pasjonatów (takich, jak ekipa z opisywanego na początku forum dyskusyjnego), to oni nie biorąc za to ani grosza wykorzystaliby te pieniądze 100 razy lepiej.

Bytom-Karb. Nie wiadomo, kto miałby korzystać z tej stacji, nie ma na nią nawet żadnego sensownego dojazdu. Najbliższe (niskie i nieliczne) domy są 10 minut pieszo od niej.  Nie lepiej jest na stacji Bytom Północ, Chorzów Stary i kilku innych.

Drugi przykład to kolejowa Magistrala Węglowa i jej trwający remont na śląskim odcinku. Tu jest jeszcze gorzej, bo źle wydane będzie aż 1.5 miliarda złotych, a całość nadzoruje PKP (czyli ludzie z Warszawy, którzy pewnie nigdy nie byli na Śląsku). Konsultacji społecznych z lokalnymi mieszkańcami oczywiście brak, a wręcz nastąpiła totalna 'olewka’ środowisk, które głośno podpowiadały dobre pomysły, które można by wykonać w ramach tego remontu. Sama Magistrala Węglowa (prowadząca ze Śląska do Gdyni) była największą inwestycją kolejową w Polsce w XX-leciu międzywojennym. Zbudowano ją z myślą o transporcie z kopalń do portów naszego hitu eksportowego, odpowiadającego za lwią część polskiego PKB, czyli węgla. Była to trasa typowo towarowa, nikt nie planował na niej ruchu pasażerskiego (poza dalekobieżnym ze Śląska do Trójmiasta), więc specjalnie prowadzona była z dala od terenów zurbanizowanych (ominięto duże skupiska mieszkalne i całe ważne miasta, jak Częstochowa czy Łódź). Właściwie cała trasa między Trójmiastem a Śląskiem prowadzi przez pola, lasy i hałdy. W czasach PRLu między Katowicami i Tarnowskimi Górami (przez Chorzów i Bytom) pojawił się na niej ruch pasażerski. Miało to wtedy jeszcze jakiś minimalny sens, bo po drodze było kilka wielkich zakładów pracy (np. Huta Kościuszko, Kopalnia Barbara, Kopalnia Rozbark, Kopalnia Dymitrów czy kompleks kopalni, elektrowni i koksowni w Bytomiu-Bobrku). Omawianą linią kolejową do pracy dojeżdżali pracownicy tych zakładów. Niestety, większość z tych zakładów już nie istnieje, a te które zostały- znacznie zmniejszyły zatrudnienie. Jednakże pociągi pasażerskie nadal jeździły tą trasą (biegnącą w śladzie tym samym, co za Piłsudskiego), w dodatku tych pociągów było (nie wiadomo po co) dosyć dużo. Teraz zaczął się już 2-letni remont, więc pociągów nie ma, ale jeszcze w zeszłym roku było to kilkadziesiąt składów na dobę (w obie strony). Oczywiście jeździły one puste (bardzo często dosłownie puste, totalne zero pasażerów). Podam kilka przykładów stacji na tej trasie (za danymi PKP – TUTAJ link, dane za 2019, bo potem były lockdowny covidowe i liczba pasażerów była jeszcze mniejsza). W nawiasie przedział liczby pasażerów, którzy skorzystali z danej stacji w ciągu doby (można to de facto podzielić na pół, bo jeżeli ktoś wsiądzie, a potem wróci i wysiądzie to liczy się za dwóch). Chorzów Stary (0-9 pasażerów na dobę), Chorzów-Miasto (50-99, choć tu też zatrzymują się dalekobieżne pociągi pospieszne), Bytom-Bobrek (0-9), Bytom Karb (10-19), Bytom Północny (0-9), Radzionków (10-19), Radzionków-Rojca (20-49), Nakło Śląskie (10-19). Przypominam, że na każdej z wymienionych stacji zatrzymywało się kilkadziesiąt pociągów na dobę. Nie trzeba być ekspertem, aby zauważyć, że coś tutaj nie gra, a takie liczby pasażerów można by obsłużyć, puszczając na tej trasie dużo tańszy autobus (a wręcz starczyłby minibus). Idealną okazją, aby te wyniki trochę poprawić było 1.5 miliarda złotych, przeznaczonych na remont „węglówki” (kwota ta pewnie jeszcze urośnie wraz z inflacją). Zdecydowano jednak, że wszystko zostanie tak jak było. Położone zostaną nowe tory, wyremontowane będą perony, ale stacje zostaną dokładnie w tym samym miejscu (jedynie Bytom Północny przesunięty będzie trochę na północ). Najlepiej oczywiście byłoby trochę skorygować umieszczenie torowiska (przesunąć je bliżej osiedli), ale to mocno problematyczne. Łatwo można by jednak poprzesuwać trochę te perony bliżej cywilizacji (np. Chorzów Miasto w stronę Rynku, o co zabiegała lokalna społeczność), zwłaszcza że wszystkie perony będą gruntownie modernizowane (często budowane od nowa w tym samym miejscu). Wybrano jednak minimalizm i zmarnowanie pieniędzy. Po zakończeniu remontu nadal pociągi będą jeździły puste.

Podobnie jest zresztą w innych częściach kraju. Koleje miejskie w miarę dobrze funkcjonują w Trójmieście i okolicach, coś zaczyna dziać się też w Warszawie, jest jedna jako-taka linia na Śląsku (Gliwice-Częstochowa) i to właściwie wszystko. Cała reszta dużych miast ma jeden główny dworzec w śródmieściu (obsługujący ruch dalekobieżny i pociągi podmiejskie z okolicznych powiatów), a mieszkańcy tych miast zmuszeni są używać innych środków transportu. Linie kolejek miejskich są źle poprowadzone, stacje są w złych miejscach, często też wyjście jest tylko na jedną stronę (trzeba iść naokoło, albo przez tory, narażając się na mandat). Inwestycje polegają głównie na remontach istniejącej, ułomnej infrastruktury.

Tym się zajmuje Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie

Obecna sytuacja w wydatkowaniu pieniędzy na szeroko pojęto organizację miasta według mnie jest chora. Wyróżniłbym trzy odrębne i hermetyczne grupy, powiązane z infrastrukturą „miejską”:

  1. Prawdziwe „ruchy miejskie”, czyli pasjonaci, którzy nie mają żadnej siły przebicia. Co najwyżej mogą oni sobie podyskutować na forum SSC.
  2. Oficjalne, ale fejkowe „ruchy miejskie”, czyli „aktywistyczny”, NGO-sowy, upolityczniony nowotwór lewacki, który nie ma większego pojęcia o architekturze, inżynierii i infrastrukturze. Zainstalował się on blisko wszystkich możliwych źródeł pieniędzy. Ma umiarkowany wpływ na wygląd naszych miast, ale jedyne, co potrafią ci „aktywiści” to darcie ryja, promowanie elektromobilności (chętnie za dodatkowe pieniądze od producentów aut elektrycznych), zwężanie ulic, wprowadzanie zakazów, opłat, uprzykrzanie życia kierowcom i utopijne wizje, niemożliwe do zrealizowania.
  3. Instytucje rządowe i samorządowe, które odpowiedzialne są za wydatkowanie pieniędzy (z budżetu państwa, samorządu czy z UE). Całą uwagę skupiają one na biurokracji oraz na tym, żeby jak najszybciej wydać pieniądze, po najmniejszej linii oporu.

Moja recepta na rozwiązanie problemu źle wydawanych pieniędzy jest prosta. Należy doprowadzić do samolikwidacji nowotworu z punktu 2 poprzez odcięcie mu wszelkiego finansowania, z kolei niekompetentnych i leniwych pracowników punktu 3 wyrzucić z pracy, a w ich miejsca zatrudnić ludzi z punktu 1. Wówczas skorzystalibyśmy na tym wszyscy, a wiele pieniędzy byłoby dużo lepiej wykorzystanych.

RacimiR, 27.06.2022

  1. Witam
    Jak zwykle świetny tekst.
    Fajnie, że piszesz znów częściej.
    Od siebie dodam, że forum SSC – przynajmniej w części dotyczącej dróg ekspresowych i autostrad (bo tylko tą czytam) to straszna lemingoza.

    od RacimiR: Dzięki. Ja też niekiedy czytam i nie jest tak źle. Jest paru debili (jak wszędzie), ale większość ludzi zna się na rzeczy. Radek z SCC i 'autotrady polska’ robi fajne filmiki ostatnio na youtube, pewnie znasz skoro interesujesz się tematem.

  2. Na pierwszym zdjęciu jest Macintosh, aż łezka mi się w oku zakrecila bo od tego sprzętu używanego w LO zaczęła się moja przygoda z komputerami 🙂 w myszce był tylko jeden guzik, a jak symbol stacji dyskietek wrzucałes do kosza to komputerek dyskietke wypluwal hehe. Czarno biały monitor 8 cali, i inne podzespoły w jednej obudowie.
    A drugi komputer to nie wiem czy to Amiga Atari (a może organki Elwirka?) i podłączony monitor tv, w tle widoczny system operacyjny BASIC.
    Calasc obsługuje wasaty okularnik, taki geek czy tam nerd z lat 90tych 😀

    od RacimiR: Wąsacz prawie na pewno nie ma Amigi, chyba że jakiś stary model, których nie było w Polsce. Dyskietki to i tak był luksus, ja zaczynałem od komputerów na kasety (Atari). Jak się wgrywało grę, to trzeba było przestać się ruszać i oddychać, żeby nic się nie zdupcyło.

  3. Aż dziwię się że się angazujesz w temacie…
    W zasadzie jak wszystkim innym tu także rządzi pieniądz, bo przecież nie zachcianki ludu pracującego, a tym bardziej ich potrzeby. Ten sped o którym piszesz to darmowa reklama dla producenci voltaiki i aut elektrycznych.

    Paradoksalnie najlepiej zaprojektowane miasta (z potrzebami mieszkańców typu szkoła przedszkole ośrodek zdrowia przystanki autobusowe i tramwajowe sklepy serwisy osiedlowe, tereny zielone rekreacyjne, zakłady pracy, a także długofalowa obrona w czasie wojny…) zostały nam zaprojektowane przez okupujacych nas kacapow w PRL.
    Jako że wynajmowalem w krakoffie ładnych parę lat w nowej hucie i sporo tam spacerowalem to w porównaniu np z obecną betonoza z osiedlem Piastów w ciągu ostatnich 10 lat (gdzie jest blok, metr obok blok i całość dopełnia blok, 5m od okien linia tramwajowa a ma być jakieś jeszcze park and ride, obwodnica północna miasta ech…) to jest wręcz idealne miejsce do życia. Jako że osiedle to jest zabytkiem zabronione jest tam stawianie nowych blokow – co dla mieszkańców jest ogromnym szczęściem a w przyszłości to ceny tam pofruna w kosmos – stanie się osiedlem dla bogaczy.
    Co do wielkich miast typu Warszawa Kraków czy konurbacja Śląska to w zasadzie jedyne co można zrobić by nie ukisic się tam do reszty to wprowadzenie zakazu budowy mieszkalnej bloków, i zmuszenie do budowania niskiej zabudowy na obzerzach jak np. W Londynie. Podczas wojny jak mamy na wschodzie rakieta zniszczy kilka domów max a nie blok mrowkowiec. No ale rządzą deweloperzy i nowe bloki powstają kilka metrów obok istniejących, w Krakowie było sporo protestów przez to i w zasadzie nic nie dały one, Majchrowski dla developerów zrobi wszystko. Nawet ostatnio chronione parki będą zabetonozowane np. Zakrzówek. Tereny Wisły to w zasadzie wszędzie wydane są już WZtki.

    Co do spedow urządzonych w MCKu to uczestniczyłem w czymś podobnym, tyle że firmowym gdzie wysluchiwalem bla bla bla ale jak już rzygalem od korpo propagandy szedłem na piwo i na jakieś dicho po tym wszystkim. Takie spedy (tzn. szkolenia na Hawajach) urządzają lekarzom firmy farma ceutyczne. Deweloperzy też lowili łosie przed 2008 w ten sposób, oczywiście na kredyty we frankach.
    Tyle że to prywatna kasa korpo jest, a to co piszesz w MCK niestety z naszych podatków co uważam za skandal.

    od RacimiR: Są miasta „planowane” i „wolna amerykanka” (deweloperka). Najlepiej miasta planowali Niemcy, wszystko tam jest uporządkowane. Trochę tego zostało u mnie na 'ziemiach odzyskanych’ na Śląsku, aczkolwiek za PRLU i później między kamienicami pobudowano w randomowych miejscach gierkowskie kloce, co zachwiało równowagę (nieraz na małej uliczce, gdzie „za Niemca” było 5 kamienic zbudowano 10 wieżowców bez żadnej nowej drogi). To samo jest we Wrocławiu.
    Za PRLU też nienajgorzej planowano miasta (te, które budowano od zera), np. jednym z fajniejszych miast do życia są Tychy. Przez środek przechodzi 'zbiorcza’ ekspresówka z mnóstwem węzłów, z jednej strony jest przemysł, a z drugiej blokowiska. Naokoło tereny zielonem a na północy niskie domki. Nowa Huta to też bardzo fajne miejsce, choć zawsze mnie dziwiło, że 100 metrów od Placu Centralnego są jakieś dziwne nieużytki. Londyn to też jest 'wolna amerykanka’, kręte wąskie jednopasmowe uliczki, gdzieniegdzie nagle jakiś z dupy wzięty 30-piętrowy kloc, wsadzony pomiędzy 2piętrowe szeregowce. Gdyby nie metro to miasto utonęłoby we własnych odchodach. Inaczej Paryż, który po wielkim pożarze został trochę przeplanowany i są tam szerokie, prościuteńkie aleje i jest zakaz wysokiej zabudowy wewnątrz obwodnicy.
    Na Śląsku jest w ogóle dziwna sytuacja urbanizacyjna, bo Katowice „wysysają” potencjał z okolicznego pierścienia miast (Chorzów, Bytom, Świętochłowice, Mysłowice, Siemianowice) i prawie wszystko buduje się w Katowicach. Pod względem wysokościowców Katowice są na mocnym, drugim miejscu w Polsce (oczywiście po Warszawie), a potem długo długo nic. Miasto niesamowicie zmieniło się pod względem 'wielkomiejskim’ w ostatnich latach. Tymczasem wokół Katowic jest jedna wielka, niedoinwestowana sypialnia, gdzie nie ma kasy na nic. Tymczasem Katowice mają tej kasy za dużo i potem wydają ją na jakieś bezsensowne centra przesiadkowe czy lewackie spędy w MCK.

  4. W Gdańsku i okolicach też są takie stacje w szczerym polu. Podejrzewam, że chodzi o to, żeby zarobić na nieruchomościach. Osoby poinformowane odpowiednio wcześniej, gdzie będą stacje, kupiły te pola, a teraz się je odrolni, podzieli na działki i sprzeda. Możliwe, że w Bytomiu chodzi o to samo.

    od RaCimiR: W Bytomiu (i na całej 'węglówce’) te stacje są tam już od kilkudziesięciu lat, więc na pewno nie chodzi o deweloperów (zwłaszcza, że Bytom okrutnie się wyludnia i prawie nic się tam nie buduje, a tereny wokół „węglówki” na ogół są zdegradowane przemysłowo- szkody górnicze, metale ciężkie w glebie i inny 'cymes’).
    Po prostu za potężną kasę remontują stacje-widmo, zamiast trochę pomyśleć i wprowadzić pewne korekty, co pewnie by zwiększyło obłożenie tych pociągów o kilkaset procent (z „bazą” typu 0-9 pasażerów dziennie nietrudno o to). W tym linku z danymi stacji pasażerskich ewidentnie aglomeracja Trójmiasta wyróżnia się na plus (naliczyłem 9 stacji wyżej, niż największy dworzec w Łodzi).

  5. Opiszę może teraz punkt 3 z poziomu zadupia powiatu i gminy w świętokrzyskim czyli tzn polska B gdzie kasa jest przyznawana za rozwój tzn. polski B i wydana być musi! A to że niespecjalnie z sensem to nie istotne.

    Ogólnie oddolne ruchy 20 lat temu rzeczywistych mieszkańców danego terenu jak i teraz mają jedną rzecz wspólna – włodarze samorządowi maja na nich wyjebane! No chyba że idą wybory to się urządza tzn. działania pozorowane.
    Rozdział nr 1 drogi: przychodzi kasa z Unii i centrali na drogi, celowo ma być wybudowane 5km nowych dróg. I są budowane tyle że w polu do nikąd (jakby traktor ich potrzebował by raz w roku w pole jechać) albo są dublowane istniejące. Tych dróg lokalnych na zadupia Ch mamy za wiele!
    Rozdział nr 2 internet: wieś gdzie 80% to starzy ludzie, wyludniajaca się, domy puste bo młodzi za granicą i są na sprzedaż, i włodarze na słupach ciągną światłowód 2 lata temu. I sobie zwisa ten światłowód na każdym słupie bo na 100 domów ten internet podlaczylo sobie 2 domy! I to pomimo naganiaczy z urzędu gminy, bo po co emerytom internet? Jak ktoś młody to w komórce ma i mu wystarczy. No ale kasa z UE wzięta, internet jest.
    Rozdział nr 3 farma wiatrowa: jakąś prywatna firma chcąc wybudować wiatraki dogadala się z wójtem, sfinansowala nowe meble w świetlicy i sprzęt strażacki i wybudowała próbną wieże badawcza by zbadać sile wiatru. Mieszkańcy dowiedzieli się po fakcie (jak wieże wybudowano), powołali komitet na Nie i nawet strajk był przed urzędem prawie całej wsi, wszak nikt nie chce wiatraka szumiacego wokół zabudowań. Wójt powiedział jednak ze pomimo strajku farma wiatrowa powstanie bo szansa dla regionu ekologia ble ble ble.
    Po kilku miesiącach ktoś ucial linki podtrzymujące wieże badawcza a ta się zawaliła. Policja aresztowała szefa komitetu, siedział rok w areszcie śledczym i dostał 2 lata zawiasów pomimo braku dowodów. Na szczęście PiS widząc opór społeczny zabronił tych wiatraków na lądzie blisko domów, zobaczymy co dalej.
    Widać więc nawet za jak się angazujesz społecznie to nie dość że nic nie ugrasz to jeszcze możesz siedzieć.
    Rozdział nr 4 zalewane posesje: na ulicy gdzie mieszkam średnio co roku gdy obficie pada zalewane i podmywane są fundamenty domów. Od 20 lat pomimo pism do powiatu, gminy, województwa wszyscy to zlewali każdy szczebel samorządu (aby zrobić chodnik z niwelacja terenu).
    W 2020 coś się zmieniło (wybory a PiS chce je wygrać) więc przeprowadzano działania pozorowane – wykopano 2m głęboki rów i rynny zmieniono na 90cm szersze w mostach.
    Już nie zalewa ale rowów nie wzmocniono ich betonowa krata i się zapadają, a ogrodzenia posesji są przywiązanie linka do drzew przez mieszkancow bo by się w rów zapadły! Tania prowizorka i huj, może kiedyś chodnik i niwelacja terenu oraz te rowy zrobi się porządnie.
    Pzdr.

    od RacimiR: Samo życie. Też mam rodzinę na wsi i również do zrobienia jest mnóstwo. Światłowody to wg mnie powinny robić prywatne firmy na zasadzie popytu i podaży (może poza głównymi żyłami między największymi miastami). I teraz sobie wyobraź, że wójt zamiast naprawić infrastrukturę wydaje wielką kasę na kilkudniowy, międzynarodowy spęd lewacki, na którym debatują o głodzie na świecie i promują autobusy elektryczne. Przyjeżdża TVP, 'aktywiści’, Morawiecki i inne ciuliki, a po kilku dniach rozjeżdżają się do domów i jedyne co po tym zostało to faktury do opłacenia z budżetu gminy.

  6. Czołem RacimiR, czytam post i… jakbym czytał o sobie te 20lat wcześniej… Też działałem w takiej społeczności pasjonatów (komunikacja publiczna). Nawet udało się przekonać zabetonowanych decydentów (po wielu zabiegach i prawie roku) do zmiany trasy autobusu, który dowoził ludzi do mojej Alma Mater – na trasie był beznadziejny lewoskręt, na którym bus łapał zawsze najmniej 10min opóźnienia (trasę zmienili jak już wyszedłem z murów uczelni, ale satysfakcja pozostała 🙂 Trasa nie zmieniła się na tym odcinku od kilkunastu lat i opóźnień nie ma 🙂 ). Cwaniactwo na forach zaczęło się od tego, że różne typki, zaczęły forsować pomysły z grup jako własne i łazić z tym do polityków (albo się okazali młodymi „działaczami” („aktywistami”) partii i partyjek… Receptę wystawiłeś dobrą i podpisuję się pod nią, mimo że to na obecne czasy niestety utopia… Ruchy miejskie to lukratywny interes i miejsce, gdzie można zagospodarować swoich ludzi, szczególnie młodych, którzy będą naiwnie myśleć, że mają siłę sprawczą 🙂 🙂 🙂 Ponieważ bilans jest dobry – wysylam co nieco 😉 Dużo zdrowia życzę!

    od RacimiR: Dzięki, pewnie też nie możesz patrzeć na tych dzisiejszych 'aktywistów’. Tobie się coś przynajmniej udało zrobić, a mi nic 🙂 Chociaż z ewidentnymi rozwiązaniami często jest tak, że wpada na nie większa liczba osób w krótkim czasie. U nas nie było tak, że kto wpadł pierwszy ten lepszy, tylko „mości kupą” próbowaliśmy sprawę załatwić (na ogół bez powodzenia).

  7. Porusze jeszcze temat kobiet w kwestii forow internetowych oraz ich usadowienia we wszelakich urzędach w minionych już dekadach i obecnie.

    Około roku 2000 i dalej był to czas początkowych lat wchodzenia komputerow 'pod strzechy’
    oraz do gospodarki (z wielkim trudem ale jednak zważywszy nasze zacofanie do zachodu wtedy) a także początki istnienia internetu dla coraz większych grup ludzi
    (m. in. w akademikach dla studentów).
    Komputery i internet wtedy używała bardzo mała liczba osób, właściwie studenci kieronkow technicznych, polibud, trochę ekonomiki, dziennikarstwa i tyle. Jak wtedy mówiłeś że na studiach siedzisz przed komputerem, używasz Maila Worda Excela to w towarzystwie był efekt wow… ale i niestety wśród zwłaszcza kobiet byłeś uważany za dziwaka czy kujona (dziś się mówi geek nerd).
    Uczelnie kobiece czyli wszelakie xxx-logie, uniwersytety, uczelnie medyczne, prawnicze wtedy komputerów miały jak na lekarstwo.
    Pod strzechy wchodził internet tepsy i pojawiły się dzieci neo ale w ogromnej większości męska młodzież.
    Tak tak były takie czasy, mówiąc chamsko gimby nie znajo.
    Sytuacja zmieniła się około roku 2010 jak wchodził pierwszy AjFon z dostępem do neta a Jobs zrobił efekt wow. Wszyscy się rzucili na to, inne firmy poszły za ciosem i w ciągu kilku lat smartfona z netem miał każdy. I wtedy właśnie kobiety zaczęły się w internecie angażować, zwłaszcza że powstawały dla nich strony tematyczne o modzie, urodzie dzieciach wraz z forami, swoje dodał też pejs zbuk wypełniając rynkowa potrzebę na narcyzm i lans. Lewactwo na hama wpychalo kobiety na informatyków, polityków, polibud na kierunki gdzie powiedzmy szczerze średnio się nadają. Po prostu natury nie zmienisz, mężczyźni bardziej maja umysł przestrzenny techniczny analityczny, a kobiety humanistyczny, artystyczny. Noi dzieci, mężczyźni słabo i niezdarnie małymi dziećmi się zajmują, kobiety są w tym mistrzowsko dobre. I to przekłada się na aktywność forowa kobiet, na forach budowlanych, samochodowych, technicznych ich nie ma i już, tak jak na forach o modzie urodzie i dzieciach nie ma mężczyzn. I mam nadzieję tak zostanie po wsze czasy 🙂

    Kobiety w urzędach wszelakich to teraz prawie 90%, w samorządach, szkołach, skarbowce, ARiMR, a jeszcze w latach 90tych to było pół na pół. Otóż mniemam że za PRL posada państwowa była lepiej płatna niż teraz (w stosunku do średniej krajowej w gospodarce) i mężczyźni konkurowali o te posady m.in. z kobietami. A teraz początkujący urzedas zarabia minimalna, po kilku latach dobije do średniej więc typowy chłop ma gdzieś tak mała kasę, woli na budowę, na kierowcę albo zagranica. A dla kobiety jak znalazł praca, zwłaszcza że państwo respektuje urlopy macierzyńskie, od razu umowa o pracę że składkami gdzie u niektórych Januszow biznesu tego nie uswiadczysz.

    od RacimiR: Nic dodać, nic ująć. Dodam tylko, że jedyne duże obecne fora kobiece to kafeteria i wizaz.pl, oba to jeden wielki śmietnik. Męskich jest trochę więcej i prezentują na ogół wyższy poziom. Za to na pejsowych grupach dyskusyjnych więcej jest kobiet i też jest jeden wielki mem.

  8. A napisałbyś może coś na temat teorii spiskowych – nurtu wyznawanego np w realu24? Że nadchodzi nwo,zo covid i szczepionki to element manipulalcji ludzmi itp? Jestem ciekawa Twoich pogladaow na tzw teorie spiskowe.

    od RacimiR: To jest bardzo szeroki temat, ale już kiedyś myślałem, czy o tym nie napisać. Jak czas pozwoli to to zrobię.

  9. Ciekawe jak ostatecznie skończy się wojna na Ukrainie. Z jednej strony Ukraińcy wygrali bitwę pod Kijowem i tym samym niepodległość zachowają, w maju udało się odeprzeć Rosjan spod Charkowa no ale Rosjanie ostatecznie chyba otrząsnęli się i zaczęli mierzyć siły na zamiary, póki co wojska ukraińskie nie mogą wyzwolić Chersonia a w Donbasie niestety to armia rosyjska powoli bo powoli ale jednak idzie naprzód, kilka dni temu zdobyli Siewierodonieck, jeszcze został im Lisiczańsk i będą mieli cały Obwód Ługański, potem ostatecznie zajmą się Obwodem Donieckim i pewnie tym samym uda się im zająć cały Donbas. Od kwietnia sugeruję że ta obecna wojna z dużym prawdopodobieństwem skończy się czymś w rodzaju wojny zimowej tzn. Ukraina straci pewnie jakąś część swojego terytorium (Donbas i obszar między Krymem a granicą z Rosją) choć jako niepodległe państwo przetrwa co i tak będzie sukcesem Ukrainy i moralną porażką Rosji biorąc pod uwagę porównanie obu armii.
    No i też kwestia tego co zrobi Zełeński bo on zapowiada że w ewentualnym porozumieniu pokojowym nie zgodzi się na oddanie żadnego kawałka ziemi. No i też wydaje mi się że Rosja w ciągu kilku lat powtórzy atak, tym razem lepiej się przygotowując,

    • I właśnie dlatego Zełenski nie chce oddać ani kawałka ziemi – bo wie, że wtedy za kilka lat Rosja przyjdzie po więcej. Niemcy też to wiedzą, dlatego namawiają Zełenskiego, żeby jednak się zgodził na takie ustępstwa, dzięki czemu Niemcy i Rosja będą mogli kontynuować swoją taktykę salami na od dawna ustalonych strefach wpływów – Rosja zabiera Ukrainę kawałek po kawałku, Niemcy ubezwłasnowolniają Polskę dyrektywa po dyrektywie.

  10. Ciekawostka odnośnie wspomnianego MCKu. Tutaj na zdjęciu może aż tak dobrze tego nie widać, ale można w 3 sekundy znaleźć zdjęcia w Google. Otóż MCK został tak zaprojektowany, aby z perspektywy lotu ptaka wspólnie ze znajdującym się obok Spodkiem utworzyć iluzję. W zamierzonym efekcie wygląda to tak jakby w tym miejscu rozbił się statek UFO.

  11. Jedna uwaga odnośnie dworca Chebzie – zatrzymuje się dużo pociągów, ale wyłącznie z trasy Gliwice – Katowice (ewentualnie przedłużona do Oświęcimia lub Zwardonia), jednak są to same, nazwijmy to, krótkodystansowe. I nie zgadzam się z tym, że korzysta z niego mało osób. Regularnie sam korzystam (chociaż jak pewnego dnia cena za odcinek do Katowic wzrosła z 4,5zł do 8zł to mnie mocno zniechęciło) i widzę jak tam to wygląda – tragedii nie ma, jeśli wziąć pod uwagę lokalizację (oczywiście nijak się to ma do centrów miast). Samo przeniesienie peronu to bardzo dobry pomysł. Zdarzyło mi się, że przez ten przelot przez budynek dworca zobaczyłem zamykające się drzwi pociągu.
    Fajnie, że dalej piszesz, oby zdrowie dopisywało.

    od RacimiR: Chebzie jest specyficzną dzielnicą, bo mieszkańców jest niewielu, ale skomunikowanie wręcz wzorowe. Jest pętla tramwajowa na 4 strony świata, sporo autobusów (łącznie z tymi metropolitarnymi), DTŚ z węzłem no i stacja kolejowa. Gdyby taka sytuacja była np. w Warszawie to deweloperzy zabijaliby się o te tereny, aby zbudować wysokie apartamentowce. A na Chebziu terenów sporo, ale praktycznie od 100 lat nic nie powstaje (poza hurtownią jaboli po drugiej stronie torów). Pociągi stają tylko osobowe, ale jest ich mnóstwo (główna i wg mnie jedyna sensowna linia Kolei Śląskich), a na pośpiech można podjechać (nie nadrabiając ani metra drogi) do Zabrza, Gliwic czy Katowic (one nie mogą wszędzie się zatrzymywać, bo nic by ich nie odróżniało od osobowych). Według danych z linku PKP z dworca Chebzie korzysta 1000-1500 pasażerów dziennie. Tragedii nie ma, ale to ma potencjał na dużo wyższe liczby. Trzeba by przesunąć peron, żeby wchodzić prosto z okolic ronda (sam wiesz ile trzeba stracić teraz czasu i nerwów, chodząc naokoło), do tego przydałoby się też wyjście (tunelik) na stronę północną, żeby nie trzeba było chodzić pod wiaduktem (czyli jeszcze gorsza sytuacja, co z drugiej strony, np. mieszkaniec familoków na ulicy Pawła teraz idzie na peron z 15 minut, a z tunelikiem mógłby iść 3). Wtedy z dworca częściej korzystaliby także ludzie z Goduli/Orzegowa, no i z przystanku 'Chebzie Pawła’ też by było bliżej na peron, oszczędzałoby się 1 przystanek jadąc od strony Lipin. Wystarczy trochę pomyślunku i stosunkowo tanim kosztem można by usprawnić śląskie dworce. Tymczasem PKP właśnie odpicowało stację Chorzów Stary, gdzie psy dupami szczekają i ostatniego pasażera widziano tam 3 lata temu.

  12. To już pewne. Wirus świrus wraca z zaświatów. W Polsce mamy już w lipcu, w czasie dużych upałów ponad 1000 zakażeń. A np. we Francji liczba świrusa to ponad 200000 (dwieście tysięcy) dziennie a chociażby miasto Nicea wprowadza obowiązek maskowania w komunikacji publicznej, podobnie duże liczby zakażeń są w Niemczech czy we Włoszech i już tamtejsze władze przygotowują ustawy umożliwiające wprowadzenie obostrzeń. Uważam że lockdownów raczej nie będzie (no może najbardziej zamordystyczne kraje tj. Australia, Kanada czy Nowa Zelandia coś ostrego wprowadzą) ale maski zapewne wrócą. nakaz zachowania dystansu. Już nie ma że lato, wirus przestaje być sezonowy (choć są teorie ,,foliarzy” że po prostu np. maskowanie osłabiło naszą odporność więc teraz letnia pogoda nie przeszkadza już świrusowi). WHO straszy już nowymi podwariantami, co ciekawe ten oryginalny szczep wirusa z Wuhan był bardzo zaraźliwy, mutacja alfa miała być jeszcze bardziej, delta to już tak szybka że nie ma ratunku a omikron to chyba z prędkością światła a teraz jakieś jeszcze szybsze podwarianty omikronu są, no to chyba na samą myśl o nich można się zarazić teraz. Może jakieś ograniczenia w demonstracjach będą.
    I tutaj widać że świrus może być potrzebny, bo coraz częściej się mówi że na zimę z powodu polityki klimatyzmu, ekoterroryzmu może brakować prądu i ciepła + jeszcze coraz gorsza sytuacja gospodarcza, inflacja, mogą wybuchnąć protesty, bunty (w Holandii trwa duży protest rolników ale media o tym milczą). Pod pretekstem świrusa tłumione będą protesty antyrządowe (w Europie Zachodniej manifestacje antyobostrzeniowe były wielokrotnie brutalnie tłumione), oczywiście np. parady równości świrus będzie je omijał szerokim łukiem. Jak świrus jest potrzebny to przyjdzie jak na zawołanie. W zimę będzie ciemno, zimno, biednie z dodatkiem sanitaryzmu. Jak widać ,,foliarze, płaskoziemcy, szury” mają rację. Teraz to się układa w jedną całość. Jedno tylko wiadomo, nie ma już wolnego świata, w Rosji czy Białorusi to przynajmniej nie ukrywają że nie tolerują sprzeciwu, na ,,wolnym, demokratycznym” Zachodzie obłudnie tłumaczą że robią to z troski.

    od RacimiR: Nawet mi nie przypominaj o tym czymś 😉 Mamy obecnie na świecie wszystkie plagi egipskie (drożyzna, wojna, widmo recesji), a tu jeszcze to. U nas wybory wkrótce, więc PiSiory raczej nie będą chcieli dodatkowo podburzać ludzi, bo i tak pali im się pod tyłkami.

  13. Sri Lanka, kraj o którym pewnie większość kojarzy z tym że jest położony koło równika na Oceanie Indyjskim. A właśnie kraj ten dotychczas kojarzony z turystyką zbankrutował. Dlaczego ? Otóż tamtejsze władze prowadzały tzw. zielony ład, zamykali elektrownie węglowe, certyfikaty na CO2, opodatkowanie wysokie paliw i przede wszystkim zakaz używania nawozów sztucznych w rolnictwie. Spowodowało to ogromny spadek plonów rolnych, szczególnie powszechnego tam ryżu. Wybuchły ogromne protesty gdzie tamtejszy prezydent musiał uciekać z kraju bo protestujący chcieli dokonać samosądu. Na Sri Lance brakuje obecnie paliwa, gazu, węgla a ludzie umierają z głodu i biedy. Dobrze że tam ciepło jest to nie umierają z zimna tak jak może być w Europie.
    Media w szczątkowych informacjach wspominają o Sri Lance, nie wspominają o głównej przyczynie kryzysu, jedynie że turystyka ucierpiała najpierw przez zamachy w 2019, potem przez pandemię, owszem to też się przyczyniło ale bez tzw. zielonego ładu nie byłoby tego wszystkiego.
    Niech Sri Lanka będzie nauczką do czego prowadzi ekologizm.
    Niestety kraje UE idą w podobnym kierunku. Np. w Holandii tamtejszy rząd ,,konserwatysty” Marka Rutte chce ograniczyć użycie azotu w tamtejszym rolnictwie co może doprowadzić do upadku hodowli bydła. Tamtejsi rolnicy organizują ogromne protesty, dochodzi do walk ulicznych z policją która jest brutalna. Mało kto o tym wie bo media u nas praktycznie nic nie mówią, no może TVP czasami coś wspomni w ramach zemsty gdy kraje Europy Zachodniej walczą o tzw. praworządność w Polsce.
    Obawiam się że jak zima będzie mroźna to czeka nas tragedia, będą braki węgla i gazu, ludzie będą marznąć we własnych domach.

    od RacimiR: Przerażające to jest. Szczęście w nieszczęściu to właśnie widmo zimy. Politycy będą obawiali się zamieszek i może trochę zluzują swoje chore wizje pseudoekologiczne (już teraz w Niemczech są zaawansowane plany wznowienia pracy elektrowni atomowych i węglowych). Polska na szczęście produkuje więcej żywności, niż wynosi jej zapotrzebowanie, a w ciągu kilku lat (gdyby uruchomić nowe inwestycje górnicze) jesteśmy w stanie osiągnąć również sporą nadwyżkę węglową (a więc ciepłowniczą i energetyczną). Przerąbane mają kraje Afryki, gdzie prawdopodobnie wkrótce zacznie się głód- można oczekiwać kolejnej fali młodych, silnych imigrantów.

  14. Niemcy widząc jak Putin z przesyłem do nich gazu robi ich w bambuko zalecają swoim obywatelom oszczędności gazowe, m.in. siedzenie w zimie w swetrach przy obniżonej temperaturze w bloku, a także chcą przeforsowac głupie uchwały w UE typu niech inne państwa im przesyłają gaz. Rzecz dla szwabow nie do pomyślenia.
    Malo tego wznawiaja działalność swoich kopalń i elektrowni węglowych, przedłużają pracę atomowych pomimo że polsce nakazywano natychmiastowe ich zamknięcie (czego efekty mamy teraz przy cenie węgla, analogia – kilkanaście lat temu zamknęli nam cukrownie i cukier zdrozal kilkukrotnie).
    Widać więc co wolno Niemcom wojewodzie to nie tobie Polakom smrodzie. A PiS dalej się Unii podlizuje.

    Obawiam się że podobne zalecenia oszczędności trafia i do nas, zresztą nie ma co się dziwić bo nas na drogi gaz węgiel i paliwa po prostu nie stać, będziemy palić miałem śmieciami i drewnem (ciekawostka w tym roku większość drzew w polach i przy drodze jest pilarkowane ile wlezie, przynajmniej drzewa przy wypadkach nie będą się rzucać na kierowców).
    Co do oszczędności paliw i energii są oczywiste oczywistości które nas prawie nie dotkną a które durnie z PiS mogłyby wprowadzić:
    – obowiązek jazdy autem z światłami dziennymi: wprowadzono kilkanaście lat temu rzekomo by poprawić bezpieczeństwo na drogach, czy poprawiło nie wiem, wiem tylko że zawodowi kierowcy maja duże problemy ze wzrokiem, ale wtedy wszystkie auta miały żarówki tradycyjne wolframowe i pradozerne (2x55wat), co spowodowało zwiększone zużycie paliwa o około 1 litr na 100 km (plus dodatkowa wymiana żarówek i większe zużycie akumulatora i alternatora). O ile teraz są światła dzienne Led, to i tak ogromna liczba aut w Polsce nadal ma te tradycyjne żarówki. W ogóle ten obowiązek uważam za najglupsza rzecz jaką kiedykolwiek wprowadzono, tak jakby kierowca auta w dzień nie widział innych aut
    – latarnie przy drodze na odludziu gdzie prawie nikt nie jezdzi: poruszalem już we wcześniejszym komentarzu jak to robi się w gminie wiejskiej drogi w polu (gdzie nikt nie mieszka) chyba dla traktorów bo na pewno nie dla aut, mało tego przy tych drogach budowane są latarnie (co prawda Led ale jednak). Już teraz przy moim domu są lampy sodowe i świeca cała noc. Nie wiem dla kogo bo w nocy mało kto jeździ, a auta chyba mają światła do jazdy w nocy. I oczywiście gmina z naszych podatków płaci za prąd. Głupota na maxa. Oczywiście nie mówię o miastach bo w nich ruch trwa cała dobę np. tiry czy amatorzy nocnej jazdy autem.
    – i oczywiście każdy z nas mógł by jakieś oszczędności wprowadzić, dawniej w jednym pokoju mieszkało całe rodzeństwo (a przed wojną w jednym pokoju była cała rodzina, małżeństwo z kilkorgiem dzieci), a teraz każdy ma swój osobny pokój, który trzeba ogrzać, na ten sezon zimowy pociechy mogłyby się scisnac w jednym pokoju.

    od Racimir: Były obawy, że ruscy zakręcą Niemcom kurek, ale już wiadomo, że Nord Stream 1 zostanie normalnie otwarty po trwającej właśnie, corocznej przerwie technicznej. Czyli Niemcy sobie poradzą, a skoro sobie poradzą to nie będzie żadnych nadzwyczajnych dyrektyw i rezolucji UE.
    Światła w samochodach to są grosze, bo nowe żarówki zużywają mało energii. Dużo bardziej paliwożerne są inne odbiorniki energii (których się namnożyło wraz z rozwojem motoryzacji), a najbardziej klima- akurat są upały i widać doskonale, że używa jej większość kierowców (każde auto z zamkniętymi szybami latem).
    Co do latarni to już indywidualna sprawa- niekiedy oświetlenie jest niepotrzebne, ale nieraz spotykam się z sytuacją dokładnie odwrotną. Fajnie widać to na Śląsku, gdzie jadąc autem nocą co chwilę zmieniasz miasto. Jedziesz sobie oświetloną trasą, nagle zmiana miasta i jeb… ciemno jak w d*** u m****** 🙂

    • Zapomniałeś że książki dobrze się palą, i chyba wrócą do łask z tego powodul. A tym bym się ekscytował bo spedalone niemieckie kurwy są z nimi w zmowie, zaskoczyło ich tylko że Ukraina nie padła po tygodniu. I żeby nie było nie chwale Putina gdyby on był takim kacapskim patriota to w gazpromie napewno nie byłoby miejsca na takie ścierwo jak shreder. Gdyby Rosja była w porządku to dyndalby na szubienicy a nie siedział w zarządzie firmy. Wogole trepy na całym świecie są dla mnie pierdolnięte idą ginąć w bezsensownych wojnach zamiast wymordować polityczne szmaty w swoich krajach, im chyba pranie mózgu robią w tych koszarach.

  15. Wraca temat reparacji wojennych od Niemiec. Ponoć Kaczyński symbolicznie 1 września ma ogłosić kwotę jaką Niemcy są winni Polsce za II wojnę światową.
    Sejmowa komisja do reparacji działała od paru lat, teraz coś dopiero zaczyna się dziać, wydaje mi się że PiS-owi nie zależy na reparacjach tylko na tym żeby o tym mówić, podobnie przez osiem lat aż do kwietnia 2022 było ze Smoleńskiem (choć i w tej sprawie nie słyszałem żeby do międzynarodowych trybunałów wpłynęły jakieś wnioski mimo oficjalnej zmiany stanowiska państwa z wypadku na zamach). Pewnie jakaś kwota będzie ogłoszona (dotychczasowe ekspertyzy wskazują na około 850 miliardów dolarów) ale tylko tyle z tego będzie czyli kolejna gadanina zamiast działania. Dobrze byłoby gdyby kiedyś udało się nam wywalczyć reparacje ale to dopiero gdy będzie prawdziwie polski rząd; obecnie zamiast reparacji jest gadanie dla czysto politycznych celów

    od RacimiR: Niestety nic nie dostaniemy, PiS jest na to za słaby, a PO to niemiecka agentura.

  16. W sklepach cukru brakuje. Ale uważam że to podobnie nakręcona panika przez media żeby ludzie rzucili się na cukier tak samo jak straszyli na początku wojny na Ukrainie że paliwa zabraknie (te słynne kolejki na początku wojny). Ludzie w obawie przed tym że cukru może zabraknąć rzucili się na cukier, a jak wszyscy zaczęli wykupywać to naprawdę go zabrakło, sklepy aż zaczęły wprowadzać limity. Oczywiście później wróci na półki ale droższy a ludzie nie będą już narzekać na ceny ale cieszyć się że w ogóle jest czyli robiona jest socjotechnika żeby ludzie akceptowali wysokie ceny.
    Zaczyna dziać się też to z innymi produktami np. z cukrem pudrem, octem, Ator o tym nagrywał.
    Najgorsze to by było gdyby chleba nie było, bez cukru można żyć ale chleb to podstawa.

    od RacimiR: Gdyby po wejściu do UE nie zlikwidowano większości polskich cukrowni, a reszty nie oddano Niemcom za grosze to nie byłoby teraz problemu z cukrem.

  17. Ciekawe wieści wokół Ukrainy się dzieją. Dziś w mediach przeczytałem że podobno Rosja może dogadać się z Koreą Północną a mianowicie Kim Dzong Un miał zaproponował wysłanie około 100 tysięcy żołnierzy do walki na Ukrainie po stronie Rosji (wpiszcie to w Google a dużo tego wyskoczy), żołnierze z Korei PŁN mieliby walczyć w Donbasie. W zamian Rosja miałaby dostarczyć Korei Północnej surowce energetyczne i zboże.
    Jeśli to prawda a nie tylko plotki medialne to sytuacja Ukrainy może być naprawdę ciężka. Obecnie w Donbasie Rosja powoli, mozolnie ale jednak idzie na przód. Kosztem sytuacji na południu, w okolicach Chersonia Ukraińcy prowadzą kontrofensywę stopniowo zbliżając się do miasta, gdyby KRLD wysłała wojska w tej liczbie na Donbas to Rosjanie mogliby więcej swoich wojsk wysłać w rejon Chersonia bez obaw o powodzenie w Donbasie. Wydaje się że Putin zlekceważył Ukrainę, nie docenił ich możliwości oporu ale teraz otrząsa się z szoku i zaczyna działać (o ile to jest prawda).
    A KRLD to komunistyczne państwo totalitarne i o ile gospodarka i społeczeństwo władza w głębokim poważaniu to wydaje mi się że akurat armia jako podpora władzy co jak co ale jest silna i wydaje mi się że Kim uczynił wszystko żeby na ile jest to możliwe armia północnokoreańska była jak najsilniejsza.

    od RacimiR: Nie sądzę, żeby do tego doszło. To byłby PRowy strzał w stopę, nie mówiąc już o barierze językowej. Zresztą mięsa armatniego w Rosji nigdy nie brakowało.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.