Stosunek do gejów na przykładzie wokalistów

Dziś o „stopniu zaawansowania” ideologii LGBT na przykładzie konkretnych wykonawców muzycznych. Lewactwo w ostatnim czasie próbuje skonsolidować cały swój obóz w imię zasady „jeden za wszystkich- wszyscy za jednego„, aby potencjalne ataki drugiej strony na wybryki zaprzyjaźnionych ideologicznie jednostek ekstremalnych były odbierane jako atak na całe środowisko (wówczas dużo łatwiej się bronić, robiąc zbiorowy raban). Jak powszechnie wiadomo- cała popkultura jest jednym z głównych źródeł pozyskiwania młodych sympatyków dla neomarksistowskiej ideologii. Poniżej zebrałem listę kilkunastu wokalistów muzycznych o homoseksualnej orientacji seksualnej. Podzieliłem ich na kilka grup, w zależności od mojej sympatii do nich. Przy okazji udowodnię oskarżającym mnie lewakom, że nie mam nic przeciwko homoseksualizmowi samemu w sobie, za to mam pretensje do osób, którzy wykorzystują swą orientację do prywatnych korzyści i rozwoju kariery zawodowej. Wokalistów opisałem w kolejności „rosnącej”, od tych, których lubię i szanuję, do tych, na których widok zaczynam odczuwać ból fizyczny.



Kategoria 1: Wokaliści-geje profesjonalni

Pierwsza, grupa to wokaliści „niegroźni” z powodu swej orientacji. Są homoseksualni, ale nie uważają tego za swój atut/wadę na tle heteroseksualnych kolegów. Śpiewają, robią swoje i wyznają równość wobec orientacji, konkurując wyłącznie talentem i umiejętnościami.

 

Michael Stipe

Popularny wokalista amerykańskiego zespołu REM przyznał się do bycia gejem dopiero w 2001 roku, czyli u schyłku kariery muzycznej. Zrobił to, gdyż od lat trwały w mediach spekulacje na ten temat. Jego „coming out” był normalny. Stipe po prostu powiedział w wywiadzie, że denerwuje go szum wobec jego potencjalnej orientacji, więc oficjalnie ogłasza, że jest gejem: „Zrobiono już w mediach wielkie zamieszanie z tego powodu. Wszyscy interesują się moją seksualnością, nikt nawet nie pomyślał, że to może być moja prywatna sprawa, ale prawda jest taka, jaka jest„. No i tyle. Powiedział co i jak, po czym wrócił do śpiewania, nie próbował się w jakikolwiek sposób lansować z tej okazji. Zastrzegł też, żeby fani zwracali uwagę na jego piosenki, a nie na prywatne sprawy, a „drążenia tematu” w kwestii jego seksualności nie będzie tolerował.

 

Andrzej „Piasek” Piaseczny

Tu występuje jeszcze bardziej zachowawcza postawa, co u Michaela Stipe. Popularny „Piasek” nawet nigdy oficjalnie nie potwierdził, że jest gejem (choć wszystkie znaki wskazują, że tak jest). Wielokrotnie był o to pytany, ale nigdy nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, mówiąc, że to jego prywatna sprawa i nikogo to nie powinno interesować. „Piasek” swą karierę zbudował na śpiewaniu piosenek o miłości, ale nigdy nie próbował „podkręcać” tej kariery angażując się w sprawy ideologiczne, choć wówczas z pewnością zyskałby przychylność celebrytów i lewackich mediów. Zamiast tego woli budować swą pozycję na talencie wokalnym.

 

Michał Bajor

Tu podobnie, co u „Piaska”. Bajor nigdy konkretnie nie wypowiedział się o swojej orientacji, ale ludzie swoje wiedzą (aczkolwiek pewności nie ma). Bajor zamiast paradować w tęczowych barwach z transparentem „cipkomaryjki” i być ekspertem TVNu- wybrał odmienną, dużo trudniejszą ścieżkę. Przez lata występów zbudował unikatową pozycję na polskiej scenie muzyczno-teatralnej. Mimo, tego że większość Polaków go nawet nie kojarzy- posiada on swoje wierne, oddane grono fanów (zwłaszcza rodzaju żeńskiego) i regularnie zapełnia sale teatralne, zarabiając na chleb swoim talentem wokalno-tekściarsko-kompozytorskim. Szacun, panie Michale!

 

Freddie Mercury

Jeden z najpopularniejszych wokalistów w historii muzyki. Nawet najbardziej zatwardziałe „konserwy” cenią jego twórczość (która broni jego kontrowersyjne występki). Do pewnego momentu Mercury był heteroseksualny, ale wraz ze wzrostem popularności był poddany ekstremalnej presji i nie udźwignął psychicznie ciężaru swej sławy. Mógł mieć w łóżku każdą kobietę na wyciągnięcie ręki (co też uskuteczniał), swoje zrobiły też narkotyki/alkohol i w końcu potrzebował nowych wrażeń. Oficjalnie ogłosił, że jest biseksualny, jednak zawsze zastrzegał, że nie jest z tego dumny, nie identyfikuje się z zawodowymi „tęczowymi”  i ogólnie nikogo nie powinno interesować to, co robi w wolnym czasie. Bardzo nie lubił, gdy dziennikarze próbowali wkraczać w sferę jego seksualności i szybko kończył takie wywiady.

 

Marc Almond

Marc Almond to lider duetu Soft Cell, który wylansował megahit „Tainted Love„. „Od zawsze” był to zadeklarowany gej, ale nigdy nie przechwalał się swoją orientacją i nie próbował jej wykorzystywać do rozwoju kariery (być może dlatego niemalże całkowicie zniknął z mediów, mimo ciągle kontynuowanej aktywności muzycznej). W dzisiejszych wywiadach sprawia wrażenie rozsądnego i fajnego gościa. Przescrollowałem jego pejsbuka na rok wstecz i nie znalazłem ani jednej tęczy, ani jednego posta o kościele czy „faszyzmie”. Po prostu sama muzyka, zero polityki i zero ideologii. Almond wprawdzie zagrał ostatnio kilka razy na koncertach typu „pride”, ale w jego sytuacji życiowej- trudno mu się dziwić, pecunia non olet. Występy te jednak były stonowane, bez tancerzy z gołymi dupami i wszechobecnych 6-kolorowych tęcz. Almond to kolega Jimiego Sommervilla (o którym trochę niżej), nagrali nawet razem piosenkę: „I feel love„.



Kategoria 2: Wokaliści-geje, którym lekko odbiło na stare lata

Drugi zbiór to muzycy, którzy do pewnego momentu nadawaliby się do kategorii pierwszej, jednak na starość, gdy ich popularność i muzyczna płodność weszły w fazę schyłkową- zaczęli delikatnie „dopalać” swe kariery zawodowe gadaniem o swej orientacji seksualnej i niekiedy występując na gejowskich koncertach. Jednakże nawet po metamorfozie trudno nazwać ich arcy-lewakami.

 

Pet Shop Boys

Bardzo popularny duet, grający muzykę elektroniczną, w której rozwój panowie z Londynu mieli duży wkład. Autorzy nieskończonej liczby przebojów. Zespół istnieje od 1981 roku do dzisiaj, jednakże ostatni wielki hit grupy to „Go West” z roku 1993. Swoją drogą- jedyna nasza kibicowska przyśpiewka reprezentacyjna to: „Polska, biało czerwoni!„, właśnie na melodię „Go West”. Według mnie należałoby to zmienić i wprowadzić nowe przyśpiewki na polskie hale i stadiony. Po pierwsze- obecna przyśpiewka jest mało wysublimowana („aż” 3 słowa, powtarzane do zarzygania) i opieranie na niej całego repertuaru jest nudne jak flaki z olejem. Po drugie- piosenkę wypromował zespół, który poszedł w LGBT, a w teledysku jest… Lenin, który ‚idzie na zachód’. Wg mnie śpiewanie tej melodii na meczach kadry narodowej jest mocno nie na miejscu. Zresztą „Go West” to przeróbka piosenki zespołu Village People, teledysk do oryginału również niezbyt pasuje do konserwatywnych i patriotycznych klimatów stadionowych…. No, ale nie jest to temat kibicowski, więc kończę dygresję. Od wspomnianego roku 1993 zespół Pet Shop Boys nie nagrał nic ciekawego (mimo, że wydali potem jeszcze 10 płyt studyjnych). Obaj członkowie zespołu są zadeklarowanymi gejami, ale nie lubili o tym mówić i nie łączyli tego z muzyką, uważając, że to ich prywatna sprawa. Niestety- tylko do czasu. Gdy popularność zaczęła spadać- nagle zaczęli „nadrabiać zaległości”, biorąc udział w różnych imprezach „pride” i coraz chętniej opowiadać o swoich sprawach seksualnych. Na szczęście nie poszli w LGBT na 100%, a na jakieś 20%, ale i to trochę smuci, bo całe moje pokolenie wychowało się na ich muzyce. Mimo wszystko- ja mam do tego zespołu stosunek raczej pozytywny.

 

Rob Halford

Rob Halford to utalentowany wokalista metalowego zespołu Judas Priest. Jest to jeden z niewielu przypadków, gdy gej objawia się w tym rodzaju muzyki. Mówi się wręcz, że Halford przełamał tabu w heavy-metalowej kulturze. Halford dołączył do grupy w roku 1973 i kilka lat później zespół odniósł światową sławę oraz sukces komercyjny. Lata świetności trwały do początku lat 90-tych, gdy zespół zanotował obniżkę formy i kryzys twórczy. Halford odszedł z Judas Priest w roku 1993 i próbował grać na własną rękę, niestety bez większych sukcesów. Hmmm, co by tu zrobić, aby wrócić na szczyt? Ta-dam! W roku 1998 Halford ogłosił wszem i wobec, że jest gejem, a kilka lat później powrócił do macierzystej bandy. Niestety, dzisiejszy Halford dosyć chętnie opowiada o sprawach LGBT, wystarczy zresztą podać kilka nagłówków z wywiadów z nim: „Rob Halford: Jako homoseksualista walczę o równość”, „Rob Halford z Judas Priest o byciu gejem w metalowym świecie”, „Rob Halford o trudach bycia gejem w 2017”, „Rob Halford zachęca innych gejów”, „Rob Halford: Bóg jest gejem” itd. Jednakże Halfordowi daleko do ideologicznego lewaka, który domaga się przywilejów politycznych. Nie pokazuje się on w tęczowych elementach odzieży czy dekoracji. Nie wiadomo, na ile „coming out” pomógł Halfordowi w karierze zawodowej, ale faktem jest, że ostatnia płyta Judas Priest (z 2018 roku) odniosła największy komercyjny sukces z wszystkich kilkunastu albumów zespołu. Na filmiku powyżej ciekawa sytuacja sprzed kilku miesięcy- Halford „wykopuje” z rąk widza smartfona, którym ów widz nagrywał występ (celności i siły kopnięcia nie powstydziłby się nawet Christiano Ronaldo). Potem wokalista tłumaczył, że widownia powinna „uczestniczyć” w koncercie, a nie bezmyślnie stać z telefonem i nagrywać. Ja przychylam się do tego podejścia- ludzie ze smartfonami to plaga dzisiejszych koncertów. Za moich czasów tego nie było…

 

George Michael

Popularny piosenkarz pragnął zostać gwiazdą muzyki już od lat dziecięcych. Pomógł mu w tym ogromny talent wokalny, a nie zaszkodziła domieszka krwi „rzymskiej”. Globalną sławę uzyskał już w wieku 21 lat (w 1984 roku), za sprawą drugiego albumu zespołu „Wham!”, na którym znalazły się aż 3 światowe megahity (‚Last christmas’, ‚Wake me up’ i ‚Careless whisper’).  Michael w młodości nie wykazywał oznak homoseksualizmu. Zaliczał kobiety, aż huczało, związany był m.in. ze znaną aktorką Brooke Shields. Po nagłym sukcesie nie wytrzymała jego psychika- Michael potrzebował nowych wrażeń, aby móc „normalnie” funkcjonować. Szybko uzależnił się od alkoholu i narkotyków oraz zainteresował się męskimi organami rozrodczymi. Od 1991 roku związany był z Brazylijczykiem, Anselmo Feleppą, od którego prawdopodobnie zaraził się wirusem HIV. Następnie Michael regularnie staczał się na dno, wchodził w burzliwe i krótkotrwałe relacje z mężczyznami, nadużywał narkotyków, miewał liczne konflikty z prawem. Po kilku latach ukrywania swojej orientacji seksualnej, George Michael w 1998 roku, przy pomocy piosenki „Outside” publicznie wyjawił, że jest gejem. Zmarł w roku 2016, prawdopodobnie z powodu wyniszczenia organizmu przez AIDS. Pomimo tego, że George Michaela (zwłaszcza jego ostatnie 20 lat życia) można nazwać zboczeńcem, dewiantem i seksoholikiem- nigdy nie był on lewakiem. Miał on ogromny problem z emocjami i funkcjonowaniem w „zwykłym” świecie, jednakże nigdy nie politykował i nie żądał przywilejów dla LGBT. Michael był dumnym chrześcijaninem, często nosił łańcuszki i kolczyki z krzyżem, a 2 z jego największych przebojów to: „Faith” (wiara) oraz „Jesus to a child„, w której Jezus Chrystus jest postacią pozytywną (co nie przeszłoby przez gardło żadnemu szanującemu się lewakowi). Michael zmarł w Boże Narodzenie.

 

Ricky Martin

Bożyszcze dzisiejszych 30-latek z całego świata. Na początku był heteroseksualny, chętnie baraszkował ze znanymi modelkami i sportsmenkami, jak Gabriela Sabatini, w której kochało się wtedy pół świata. Powoli, dzięki talentowi i ciężkiej pracy wspinał się po szczeblach kariery, a globalną sławę odniósł w okolicach 1995 roku, po wydaniu trzeciej płyty- z przebojem „Maria”. Popularność niestety przerosła jego psychikę, powodując syndrom Freddiego Mercury i George Michaela- Martin zaczął interesować się kuśkami. Kolejnych kilka płyt podtrzymało jego wiodącą pozycję na rynku muzycznym, jednakże od 2000 roku jego popularność zaczęła spadać. W 2010 roku Martin publicznie przyznał, że jest gejem, co dało lekkiego kopa jego karierze, z której od dłuższego czasu odcinał tylko kupony. Trwa to zresztą do dzisiaj, Martin od kilkunastu lat nie wylansował już żadnego światowego przeboju, a coraz częściej spotkać go można na lewackich paradach i koncertach z serii „pride”, gdzie występuje obwieszony w tęczowe flagi, jak choinka. Na szczęście nigdy nie poszedł w arcy-lewactwo i nie politykuje, ani nie domaga się przywilejów z racji homo-orientacji. Obecnie Martin związany jest z Jwanem Yosefem- armeńsko-syryjskim artystą-malarzem, urodzonym w Szwecji 🙂



Kategoria 3: Wokaliści-geje niezmarksizowani

Trzecia kategoria jest dosyć trudna do opisania. Umieściłem w niej gejów-wokalistów, którzy z jednej strony kipieli swoim homoseksualizmem, ale z drugiej strony- stronili od lewackiej ideologii i polityki, przez co zyskują nić mojej sympatii.

 

Divine

Divine (Harris Glenn Milstead) to gruby, łysy, ale charyzmatyczny „drag queen”, bez głosu i wyglądu, którego wszystkie piosenki były niemalże identyczne. Zadeklarowany gej, ikona „podziemnego” LGBT z lat 70 i 80. Nawet, gdy najlepsi charakteryzatorzy „robili” go na kobietę, to i tak z kilometra było widać, że to chłop, co paradoksalnie dodawało mu popularności. Zjawisko z gatunku: „tak głupie, że aż śmieszne„. Niby patologia i gorszycielstwo, ale mało groźne. Występował w „specjalistycznych” klubach, gdzie przychodzili tylko sami zainteresowani, nie pchał się z gołym tyłkiem na główne ulice miast, jak dzisiejszy zawodowi działacze Sorosa. Stronił też od polityki i wywalczania przywilejów dla własnej mniejszości. Wystarczała mu estrada.

 

Jimmy Sommerville

Lider popularnego w latach 80 i 90, gejowskiego zespołu Bronski Beat (występowali w nim jeszcze dwaj muzycy o polskobrzmiących nazwiskach- Steve Bronski i Larry Steinbachek). Ma bardzo ciekawą barwę głosu. Zespół większość swych utworów poświęcił negatywnym zjawiskom, związanym z homo-orientacją. Nie są to jednak teksty polityczne, ani ideologiczne. Chodzi w nich głównie o „trudy życia codziennego” zwykłych gejów. Ktoś mógłby pomyśleć, że to lewak, ale tak nie jest. Sommerville nie podejmuje się krytyki chrześcijaństwa ani nacjonalizmu, nie stosuje też odpowiedzialności zbiorowej. Nie domaga się też wpływów politycznych, ani żadnych innych przywilejów dla homoseksualistów. Nie współpracuje z Sorosem. Zresztą to, co on postulował w latach 80-tych (głównie brak dyskryminacji prawnej) zostało dawno wywalczone przez jego środowisko, a on (choć mógł)- nie poszedł dalej w „nowoczesne” żądania, jak pedofilia, neomarksizm, homo-adopcje, władza dla lewaków itd. Jego marzeniem było to, żeby „zwykli” geje nie byli dyskryminowani i nigdy nie domagał się niczego więcej. Jego pejsbuk też dużo mówi- niemalże sama muzyka, a jedyny gejowski akcent, jaki tam znalazłem to wspomnienie 50 rocznicy zamieszek w Stonewall.



Kategoria 4: Lewactwo do kwadratu

W przeciwieństwie do 3 poprzednich kategorii- tutaj powyższy nagłówek wystarczy za wprowadzenie.

 

Sławomir Starosta

Ciekawy przykład z krajowego podwórka. Osoba tak niejednoznaczna, że nie wiedziałem, w której kategorii go umieścić (2, 3 lub 4), ale zajrzałem na jego pejsa i padło na kategorię czwartą. Starosta już za PRL był współzałożycielem Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego i Stowarzyszenia Lambda. Po transformacji zarządzał wydawnictwem gazet pornograficznych (gejowskich oraz heteroseksualnych jak „Wamp”). Największą sławę odniósł jako lider zespołu muzycznego Balkan Electrique (swoją drogą- zespół w ujęciu typowo muzycznym był dużo lepszy, niż wiele wychodzącego wówczas chłamu). Tak przy okazji, duet Balkan Electrique Starosta tworzył wraz z Wiolettą „Fiolką” Najdenowicz, która niedawno zasłynęła wywiadem, w którym ogłosiła, że aktualnie szuka mężczyzny i w grę wchodzi tylko i wyłącznie murzyn, a biali mają spadać na bambus (czyż to nie jest przypadkiem rasizm?). Starosta po rozwiązaniu Balkan Electrique imał się różnych biznesów prywatnych w Polsce i zagranicą, o których niewiele wiadomo. Ogólnie nic karygodnego Starosta nie zrobił, wszak gazetki porno wówczas święciły triumfy i nie były zabronione. Wydaje mi się, że urodził się za wcześnie, aby odnieść sukcesy w Sorosowych NGO, bo jest dużo bystrzejszy, niż np. „nadzieja lewicy”, faworyzowany Sławomir Sierakowski, którego jedynym talentem jest umiejętność zanudzenia słuchacza na śmierć. Staroście w karierze zawodowego działacza gejowskiego z pewnością nie pomógł brak domieszki krwi mojżeszowej, co jest jego nieodwracalną wadą. Do tego momentu tragedii nie ma. Jednakże na pejsbuku Starosty jest dramat. Wszędzie tęcze i krzyże. Praktycznie 100% wpisów to albo hejt na kościół, albo gloryfikacja ideologii LGBT (ewentualnie hybryda tych dwóch tematów, czyli hejt na kościół z powodu krytykowania LGBT). Oczywiście podejście w ujęciu typowo kibolskim i ‚zerojedynkowym’, czyli calusieńki kościół jest zły, a calusieńkie LGBT jest dobre. Nic pomiędzy. Z tego co znalazłem w internecie- Starosta pomieszkiwał w Egipcie i często podróżuje po krajach islamskich, więc z bliska miał okazję poznać „kulturę” i „tolerancję” islamu, ale jednak próżno u niego szukać krytyki innej religii, niż katolicka (zresztą o islamie Starosta wyraża się bardzo przychylnie). Sławomir Starosta to podręcznikowy lewak, na szczęście mało dzisiaj znaczący.

 

Peter Garrett

Wokalista australijskiej grupy Midnight Oil, która wylansowała jeden światowy przebój „Beds are burning„. Gdyby nie ta piosenka, pewnie nikt poza Australią nigdy nie usłyszałby o tym zespole. Nie wiadomo do końca, czy Garrett jest gejem, czy bi, ale to akurat mało ważne, gdyż lewactwo otworzyło mu drzwi do wielkiej kariery. Od początku Garrett i cały zespół mieli poglądy ultralewicowe. Jako, że poza wymienionym hitem- dokonania zespołu były raczej słabe, Garrett postanowił w 2004 roku odejść z grupy i pójść w politykę, zapisując się do lewackiej i neokomunistycznej Partii Pracy. Z czasem stał się jednym z najważniejszych australijskich polityków, piastując m.in. stanowiska ministra środowiska, dziedzictwa i sztuki oraz ministra szkolnictwa, małych dzieci i młodzieży. Jego poglądy to lewackie „el clasico”, czyli sprowadzanie nachodźców, ekoterroryzm, marksizm, seksualizacja dzieci, przywileje dla LGBT itd. To o tyle groźne, że ma on w ręku realną władzę i realizuje swoje „racje” w praktyce.

 

Years & Years

Od dłuższego czasu czuję niepohamowaną potrzebę wyrzygania się na ten zespół, co niniejszym czynię. Akurat 2 dni temu zagrali koncert na „Kraków Live Festival„. Trudno właściwie Years&Years nazwać „zespołem”, dużo lepszym określeniem jest „projekt muzyczno-ideologiczny, promowany przez światowe ośrodki kreacji popkultury„. Zacznijmy od składu. Początkowo było to trio. O dwóch klawiszowcach (Mikey Goldsworthy i Emre Türkmen) niewiele wiadomo, stoją oni zawsze w cieniu frontmena. Wprawdzie wszyscy w zespole są homo, ale trochę „faszystowsko” wyglądało trzech białych chłopów na scenie, więc ostatnio zespół coraz częściej pokazuje się również z murzynką, murzynem i białą dziewczyną. Również niewiele o nich wiadomo. To zresztą nieistotne, bo całą śmietankę spija lider, czyli Olly Alexander. Ten muzyczny projekt to książkowy przykład ekspansji ideologii LGBT i lewactwa w kierunku mózgów młodzieży. Gdyby stworzyć listę najbardziej lewackich muzyków świata, przy czym na poszczególnych miejscach nie można było umieszczać kilku osób naraz („ex-aequo”), to pierwsze miejsce na takiej liście miałby bezapelacyjnie Olly Alexander. Zespół tworzy udaną koniunkcję z lewackimi mediami i lewackimi organizacjami. Laurek i laudacji nie ma końca. Gazeta Wyborcza o zespole Years&Years pisze nawet bardziej przychylnie, niż o Donaldzie Tusku. Soros na widok tych muzyków z uśmiechem i zadowoleniem zaciera ręce. W jednym z tekstów GW czytamy: „Ten zespół nie skacze, jak mu zagrają” (wg mnie jest dokładnie odwrotnie- zbieżność zespołu z lewactwem jest idealna, jak szlify na drogocennym diamencie), a dalej: „to nie tylko zgrabne piosenki pop, ale też sugestywne połączenie seksu z religią„. Pisanie o nich jako: „sugestywne połączenie seksu z religią” to tak, jakby o ostatnich wydarzeniach w Białymstoku napisać: „sugestywne połączenie seksu z konserwatyzmem”. Nie muszę chyba pisać, jakie podejście zespół Years&Years ma do religii, bo każdy pewnie się domyśla, że „przypadkiem” uwzięli się na jedną, konkretną religię (jako całość, którą trzeba koniecznie zniszczyć), a o reszcie religii konsekwentnie milczą. Ostatni (zresztą beznadziejny muzycznie) album zespołu nosi nazwę „Palo santo”, znajdziemy na nim piosenki: „Sanctify” czy „Hallelujah”. Klasyczne sranie na chrześcijaństwo „prowokowanie poprzez sztukę”, jak to robią lewackie NGO, badając linię oporu, do której można pchnąć rozrost ideologii. Na koncertach wiadomo- tęczowe flagi ścielą się gęsto, seks wisi w powietrzu, a wśród publiki dominują 14-latki z 6-kolorowymi torbami i smartfonami (Rob Halford, gdyby miał wykopać wszystkie smartfony na występie Years&Years, musiałby wynająć do pomocy 4 drużyny piłkarskie). Trudno mi nawet pisać coś konkretnego o Years&Years, bo po prostu reprezentują wszystko to, co lewackie, a o lewactwie piszę tu od 6 lat (jutro 6 rocznica powstania bloga). Groźne jest to, że zespół święci sukcesy, przed nim świetlana przyszłość i dlatego jest niebezpieczny. Rodzime lewactwo, rafalalstwo czy inne KODziarstwo to przeciwny biegun- jest ono raczej nieporadne i co chwilę dokonuje samozaorania, więc zagrożenie stanowi niewielkie. Natomiast Years&Years to pod względem organizacyjnym i marketingowym projekt wręcz perfekcyjny, dopięty na ostatni guzik. Jeżeli ktoś chce zgłębić wiedzę o tym zespole i o tym, jak przy jego pomocy neomarksistowcy zdobywają dusze młodych ludzi- niech sobie pogugluje o Years&Years. Niestety zespół ma w Polsce (i na całym świecie) wielu fanów. W Krakowie był komplet publiczności (choć to festiwal, więc może ludzie przyszli na coś innego), ale niedawno grali też w Warszawie, gdzie zgromadzili tysiące młodych słuchaczy, napalonych na Ollego Alexandra, jak czerwonoarmiści na złote zegarki. Mi osobiście Alexander mocno działa na nerwy, on w zasadzie, poza atakiem na religię, promowaniem podejścia „ruchajta co chceta” i kilkoma oklepanymi sloganami lewackimi- niewiele ma do powiedzenia, ale traktowany jest przez lewactwo jak jakiś prorok i mędrzec. Zauważyłem też, że Alexander zawsze, kiedy może, to się rozkraczy. Feministki (z powodu braku lepszych postulatów po wywalczeniu równości) ostro zwalczają mężczyzn, którzy np. w komunikacji miejskiej nie trzymają złączonych nóg, uznając to za seksizm i dyskryminację. Tymczasem ikona i idol LGBT, Olly Alexander trzyma nogi złączone tylko w dwóch przypadkach- kiedy stoi (choć wtedy też często się rozkracza) i kiedy siedzi na ławce lub kanapie, ale obok niego z dwóch stron też siedzą jakieś osoby, więc nie ma fizycznej możliwości się rozkraczyć. Natomiast jeżeli siedzi, albo kuca, a po obu stronach ma wolną przestrzeń- rozkraczenie gwarantowane (i to takie, że prawie szpagat), można łatwo sprawdzić na fotkach. Jego przezroczyste koszulki (czyli 90% zasobów garderoby) również są obrzydliwe, tym bardziej, że jest mocno wychudzony. Gdyby heteroseksualny facet, a nie daj Boże jakiś brzuchaty, polski „Janusz” chodził publicznie w takich koszulkach- lewactwo zahejtowałoby go na śmierć. No, ale Alexander ma większe prawa, bo on jest ikoną… Dużo można by pisać o tym zespole-projekcie, najlepiej niech każdy ciekawy zainteresuje się sam, bo ja nie potrafię wyrazić słowami tego zła, które oni reprezentują i lansują w umysłach młodzieży.



Kategoria 5 (specjalna): pseudo-lesbijki, lansujące się poprzez ideologię LGBT

Ostatnia i zarazem najbardziej groteskowa kategoria. Brylują w niej muzyczne celebrytki, które z jednej strony doceniają zalety nabrzmiałej lancy między swymi nogami, żyją w związkach z mężczyznami, kipiącymi testosteronem, ale z drugiej strony mają tak duże parcie na popularność, że kreują się medialnie na lesbijki, lub biseksualistki. To pomaga w utrzymaniu się na topie popularności (zwłaszcza w kwestii promocji medialnej i PR-u oraz dostępie do najmłodszych słuchaczy). Przykłady to Madonna, Lady Gaga, Ariana Grande, czy popularny dawniej rosyjski duet TATU. Zresztą praktycznie każda dzisiejsza młoda wokalistka pop, lansowana przez „zachodni” przemysł rozrywkowy stosuje tę strategię marketingową. Na każdym koncercie tych osób muszą być jakieś elementy ideologii LGBT, niejednokrotnie wzmocnione seksualnym tańcem homo lub biseksualnym. Niemożliwe jest, aby po prostu wyjść na scenę i śpiewać- po prostu konieczny i bezapelacyjny jest jakiś mniejszy (rzadziej), lub większy (częściej) ideologiczny „smaczek”. Według mnie- te muzyczne celebrytki przedmiotowo traktują homoseksualizm i perfidnie wykorzystują osoby, dotknięte tym zjawiskiem, ale to już problem samych homoseksualistów, którzy zdają się nie zauważać, że są przez te gwiazdy (w tym wypadku nie wprost) dymani w tyłek. Np. taka Madonna- dawniej co by nie zaśpiewała, to był światowy przebój. Dzisiaj już forma muzyczna spadła, metryka robi swoje, ale Madonna skutecznie nadrabia swój muzyczny regres poprzez wywijanie pomarszczoną dupą i nabotoksowanymi wargami w lesie 6-kolorowych flag.



Przyszedł czas na zakończenie. Pewnie niejeden się zastanawia- po co ja to w ogóle napisałem? Co to ma być, „gejowskie hall of fame”? Już służę wyjaśnieniem. Inspiracje do powstania tego wpisu były dwie- pierwsza to wspomniany, krakowski koncert projektu muzyczno-ideologicznego „Years & Years” (ah, jak mnie ten zespół denerwuje!), a druga to słynna wypowiedź (również krakowskiego) arcybiskupa, Marka Jędraszewskiego, a konkretnie- reakcje lewaków na tę wypowiedź.

Przenieśmy się na chwilę o około 100 lat wstecz, aby zdiagnozować genezę problemu. Były 2 bolszewickie metody raczenia sobie z wrogami władzy. Cicha (stalinowsko-beriowska) oraz głośna (leninowsko-trockistowska). Metoda „cicha” polegała na tym, że człowiek, któremu nie podobała się bolszewicka władza i miał odwagę to głośno powiedzieć- znikał po cichu (czyli albo Gułag na Syberii, albo od razu strzał w tył głowy w jakimś zaciszu). Plusem metody „cichej” było to, że mało kto wiedział, co się w ogóle z nieszczęśnikiem stało, a ci, którzy wiedzieli- byli przestraszeni, więc niechętni do buntu. Minusem było to, że metoda „cicha” kreowała męczenników, a część społeczeństwa sympatyzowała z ofiarami, wokół których wyrastały legendy. Metoda „głośna” była całkowicie odwrotna. Gdy ktoś odważył się krytykować bolszewickie władze- na podium wychodził świetny mówca (np. Trocki lub Lenin), pokazywał go palcem i wołał: „Ludu pracujący! Robotnicy i proletariusze! Patrzcie na niego! On was krytykuje! Nie nas, a was! On kwestionuję waszą ciężką pracę! To wróg dobrobytu socjalistycznego!”. Prosty lud nabierał się na tę gadkę, przez co śmiałek był już wśród nich spalony (gdy sprawa ucichła, to radziecka władza niejednokrotnie na koniec stosowała na delikwencie ‚dokładkę’ w postaci zastosowania metody „cichej”).

Metodę „głośną” na potęgę stosuje współczesne lewactwo, zresztą zafascynowane Leninem i Trockim także w innych kwestiach. Lewacka wierchuszka zdaje sobie sprawę, że mają wiele za uszami, więc w przypadku próby ich zdemaskowania- jak najszybciej rozkładają przed sobą „klasową tarczę ochronną”, aby stłumić w zarodku rozwój dyskusji, uniemożliwiając dojście do etapu konkretnych oskarżeń i wniosków. Dobrym przykładem jest legendarny już „gorszy sort”. Jarosław Kaczyński skierował to określenie w kierunku kilku konkretnych osób (europosłów PO i Tomasza Lisa), które w pisemnym wniosku domagały się od władz UE ukarania Polski. Adresaci określenia „gorszy sort” wybrnęli z kłopotów znakomicie. Zaprzyjaźnione media otrzymały surowy zakaz cytowania całej wypowiedzi Kaczyńskiego, dozwolone były tylko te dwa słowa „gorszy sort”, okraszone „niezależną” interpretacją nadwornych „ekspertów” i „autorytetów”. Plan się udał. Nie dość, że zatrzymano debatę społeczną na długo przed pojawieniem się pytania: „czy donoszenie Polaka na drugiego Polaka za granicą jest właściwe?„, to jeszcze wykreowano Kaczyńskiego na nienawistnika, który podzielił i obraził dużą część Polaków. Klasyczna bolszewicka metoda „głośna”. Sprytnie (dzięki socjotechnice oraz skoordynowanym działaniom mediów i polityków opozycji) rozszerzono adresatów określenia „gorszy sort” na całe KODziarstwo, które połknęło haczyk, jak wygłodniała ryba- do takiego stopnia, że chwilę później zaczęli nawet kupować sobie kubeczki i opaski z napisem „gorszy sort”…

Dokładnie to samo stało się kilka dni temu z okazji wypowiedzi Marka Jędraszewskiego. Znów próżno u lewaków i KODziarzy szukać całej jego wypowiedzi. Znów dozwolone są tylko 2 słowa: „tęczowa zaraza” oraz ‚interpretacje eksperckie’, w stylu „patrzcie geje i ich sympatycy, Jędraszewski o was wszystkich tak powiedział, trzeba się bronić!„. Np. w najnowszej Angorze „satyryk” i „męczennik”, Antoni Szpak rzyga na Jędraszewskiego, cały kościół i rząd, ale „zapomniał” przytoczyć jego wypowiedź, której poświęcił calusieńki felieton. Tymczasem Jędraszewski „tęczową zarazą” nazwał tylko ideologów LGBT, czyli ułamek promila wszystkich lewaków i homoseksualistów, ale tego przeciętny zjadacz chleba nie miał szansy się dowiedzieć. Trzeba było uciąć dyskusję dużo wcześniej, zanim ktokolwiek zainteresowałby się tym, kim w ogóle są ci ideolodzy LGBT i czy są to ludzie krystalicznie czyści.

Lewactwo dąży do tego, aby wmówić rywalom, że stanowią oni jedność i wszyscy są tacy sami, a atak na któregoś z ważnych członków to automatycznie atak na wszystkich, zwłaszcza tych „zwykłych”, z najniższego piętra. Otóż nie. Po to właśnie zrobiłem całe to zestawienie homoseksualnych wokalistów muzycznych, aby pokazać, że traktuję każdego człowieka indywidualnie i nie każdy gej jest dla mnie automatycznie „do gazu”. Wydaje mi się, że wielu ludzi ma podobne podejście. Owszem, wkurza mnie zespół Years&Years, ale też jest wielu wokalistów-gejów, których lubię i szanuję. Nie lubienie jednego geja nie oznacza automatycznie nie lubienia wszystkich, jak próbuje nam to wmówić lewactwo. Jeżeli dany człowiek jest idiotą, albo psychopatą, to nie ma znaczenia, czy jest homo, czy hetero. Pewnie każdy czytelnik zresztą się z tym spotkał, że skrytykował jakiegoś geja i automatycznie został uznany za nietolerancyjnego neonazistę, który by najchętniej zutylizował wszystkich. Takie właśnie postępowanie dzieli ludzi na obozy, a nie żaden Kaczyński. To ogromny problem i to nie tylko w Polsce, ale w całym świecie „zachodnim”. Jak temu zaradzić? Przyznam się szczerze, że nie wiem. Należałoby chyba zacząć od prawnego obowiązku cytowania medialnego całych wypowiedzi, a nie tylko 2 słów, wyrwanych z kontekstu.

RacimiR, 21.08.2019

Cześć mały kawalerze! My walczymy tylko o to, aby móc się bez problemów odwiedzać w szpitalu.

25 thoughts on “Stosunek do gejów na przykładzie wokalistów

  1. Ja moze nie o wokalistach gejach, ale jako ze mam potrzebę wygadania sie chcialbym ponarzekać na naszych prawicowych politykow, konkretrnie na
    – brak zjednoczenia prawicy przed wyborami
    – zeszmacenie sie kukiza
    Z wielkim smutkiem, żalem, brakiem nadziei stwierdzam ze prawica sie podzieliła, jest rozbita i robi dokładnie to samo co politycy lewactwa: stolki stolki jeszcze raz stolki i całość dopełniają stolki .
    Zamiast zjednoczyć sie w ramach konfederacji jest odwrót pomimo ze za 2 miesiace wybory. Korwin, marzec, godek, kolonko każdy idzie w indywidualność, wielce poobrazany ze nie dostal jedynki w konfederacji, jakby tych jedynek bylo kilkadziesiąt mialo byc.
    Jest nawet gorzej niz w wyborach do PE, teraz nawet obawiam sie ze nawet 4% nie uzyskają, zwlaszcza ze elektorat pis (starcy, malzenstwa z 500+) sa zmotywowani na maxa.
    Kukiz to osobny akapit, ogolnie takiego zeszmacenia sie, zdrady swoich wartości nie spotkalem się jeszcze, a kukiza jako ostatnią osobe bym o to podejrrzewal.
    Przez jego brak zjednoczenia sie z konfederacja i zabranie 700tys głosów nie dostala sie ona do PE.
    Kukiz kopnął sie ze juz po jego partii (zwlaszcza ze przez jego zarzadzanie 3/4 poslow uciekło glownie do piss), a zawod polityk to spory grosz uciekl do konicczynek (swoja drogo psl w wyborach zycze 3%), a psl sie tym wyrroznia ze wchodzi w koalicje z kimkolwiek przy korycie.
    Nawet z kolonko i jego revolution kukiz chciał cos poza-sejmowego wykombinowac, ale ostatecznie sprzedal sie psl-owi. No ale moglo byc gorzej, mogl ogłosić ze jest gejem i zaprrzedac sie lewactwu.

    od RacimiR: Może nie będzie tak źle. Akcję z Kukizem paradoksalnie odbieram jako korzystne zjawisko, bo wcześniej miał swoje ~3% wyznawców, którzy teraz raczej na niego nie zagłosują i naturalnym ich „drugim” wyborem będzie Konfederacja. W eurowyborach Konfederacja i Kukiz podzieliły się na pół wśród niemalże tego samego elektoratu, przez co ani jedni, ani drudzy nie przekroczyli progu. Teraz wybór będzie oczywisty. Godek nie stanowi żadnej siły politycznej i jej odejście raczej niczego nie zmieni. Najbardziej mi żal odejścia Jakubiaka i Liroya, bo to znane i lubiane twarze, bez których Konfederacja sporo traci. Kolonko też mógłby sobie dać spokój, bo nie jest w stanie osiągnąć niczego trwałego. Wg mnie nadzieją dla Konfederacji jest wizyta Donalda Trumpa i to, że z pewnością ktoś z delegacji amerykańskiej (albo przynajmniej jakiś dziennikarz) coś palnie o roszczeniach, współsprawstwie i antysemityzmie, wyssanym z mlekiem matki. To działa na Polaków, jak płachta na byka. Trzeba to tylko odpowiednio nagłośnić w internecie, bo TVP i TVN będą solidarnie milczeć.

  2. Bardzo ciekawe zestawienie.
    Pozwól że dokonam małego uzupełnienia o kilku innych homoseksualnych muzyków. Bardzo znanych na dodatek.
    1. Boy George z zespołu Culture Club
    2. Andy Bell z zespołu Erasure
    3. Holly Johnson z zespołu Frankie Goes to Hollywood

    Każdy z nich otwarcie przyznaje się do homoseksualizmu, Bell oraz Johnson są nosicielami HIV od dawna, mówią o tym otwarcie. Angażują się w kampanie charytatywne i społeczne, tęczowe koncerty również. Myślę że są w kategorii 2/3. Ale zbadaj ich sam 🙂
    Johnson i George napisali swoje autobiografie w których czasem ze szczegółami opisują swoje łóżkowe przygody.
    Ciekawe na koniec czemu nie wspomniałeś o Eltonie Johnie?

    od RacimiR: Znam ich (i jeszcze wielu innych), ale za dużo by było pisania, gdyby każdego opisywać z osobna, trzeba było wybrać „delegację”- i tak całość pisania mi zajęła 7 godzin. Boy George mnie wkurzał, bo on odleciał potem w jakieś dziwne klimaty Hare Kriszna i publicznie gloryfikował twarde narkotyki, coś jak George Harrison z Beatlesów. Mało odpowiedzialny gość, aż dziwne, że się jeszcze nie przekręcił. Zresztą trochę nie moja epoka, za młody jestem, aby go słuchać za małolata. Erasure znałem od razu, bo zespół założył gość z pierwszego składu Depeche Mode, których kiedyś mocno słuchałem (teraz niestety też poszli w lewactwo). Swoją drogą- ładnie się Bellowi przytyło ostatnio. O Frankiem nie wiedziałem, znam parę kawałków, ale nigdy nie interesowałem się muzykami tego zespołu. Elton John to chyba by do kategorii drugiej pasował, albo nawet czwartej. Dawniej zwykły piosenkarz, dzisiaj „magnat” i „wyrocznia” LGBT. Denerwuje mnie niesamowicie z tym, ale ogólnie to nigdy go nie lubiłem, zbyt smętną muzykę robił.

    • moim zdaniem zabrakło byłego (z powodów obiektywnych) lidera zespołu Death or Alive (to ci od „spin me around”), myślę że z powodzeniem musiałbyś stworzyć odrębną kategorię 😉
      Tymczasem Elton John zapłacił odpust dożywotni za swój „ślad węglowy” i z czystym, lewackim sumieniem może sobie latać samolotami.

      od RacimiR: Pisałem o nim (niej?) kiedyś (KLIK). Przerażająca osobistość i typowy przykład na ‚fiksum dyrdum’ spowodowane sławą w młodzieńczych latach.

  3. Cześć RacimiR, na Twój blog natknąłem się całkiem przypadkiem. Jestem ze Śląska i swoje lata też już mam (54). Mam bardzo podobne poglądy do Twoich i jestem pod wrażeniem jak klarownie opisujesz i diagnozujesz sytuację. Startuj na wyborach, głosował bym na Ciebie !. Pozdrowienia z Chorzowa.

    od RacimiR: Pozdrawiam pana sąsiada 🙂

  4. https://wiadomosci.onet.pl/swiat/pozary-w-amazonii-prezydent-brazylii-oskarza-organizacje-pozarzadowe/6qwdhlk

    W Amazonii trwa obecnie największy pożar od kilkunastu lat. Jest to efekt częściowo nieodpowiedzialnej polityki prezydenta Brazylii Bolsonaro, który zezwolił na masową wycinkę i wypalanie lasów pod m. in. pastwiska, ale palce maczały w tym też najprawdopodobniej sorosowi „ekolodzy” z NGO, którym nowy prezydent całkowicie obciął dotacje i chcą wywołać tymi pożarami burzę, aby znów przyznano im kasę. Świadczyć może o tym fakt, że w Europie mało kto o tych pożarach mówi, w Polsce jedynie powiedziano o tym w Wiadomościach, a na TVN nie było o tym ani słowa. Być może, gdyby jacyś reporterzy spoza Brazylii się tym zainteresowali to wyszłoby, że to ci „ekolodzy” podkładają ogień, aby wymusić międzynarodowy nacisk na prezydenta, aby wznowiono finansowanie ich brazylijskich organizacji, a wtedy mogłoby to rozpocząć debatę nt. czy ekolodzy nie działają „przypadkiem” wybiórczo. Sądzę, że lasy Amazonii należy chronić, ale nie przyznawać kasy na to szoroszom, którzy w tym temacie i tak nic nie robią poza pobieraniem pensji za „ochronę środowiska”.

    od RacimiR: Z Brazylią ogólnie jest zabawna historia, bo gdy wybierano tam nowego, prawicowego prezydenta, to w TVNach, Sorosach i GazWybach był popłoch, jak po zwycięstwie PiS czy Trumpa. Miały być brunatne bojówki na ulicach, reżim, bankructwo i kanibalizm. Minęło kilka miesięcy i nastała wielka cisza- bo kraj się rozwija i porządkuje po chudych latach rządów lewactwa. Cytując klasyka- ‚po co o tym mówić, to niedobra jest’ i ‚mądrzejsze jest o tym nie wspominać’ 🙂

  5. Ciekawe zestawienie! Ja generalnie zawsze brzydziłem się pedałami, ale oczywiście nigdy nie uczyniłbym żadnemu z nich krzywdy. To ich sprawa, że są tacy i jeśli im pasuje wkładanie swojego przyrządu w odbyt innemu mężczyźnie, nic mi do tego.
    Ale zawsze wkurzało mnie to ich upublicznianie swoich zboczeń, bycie dumnym z bycia pedziem, a najgorsze z tego wszystkiego jest to, że swoje związki chcą nazywać „małżeństwem”, tak jak jest w Irlandii, w której mieszkam, no i ciągłe walki o możliwość adopcji dzieci! To jest kurestwo najgorszego rodzaju i to jest nie do wybaczenia.
    Skoro są tak mądrzy to niech sobie sami płodzą dzieci! Nie mogą? To ja już nic na to nie poradzę, ale wara od dzieci!
    Generalnie nie mam szacunku dla gejów tak jak ty, nawet dla tych, którzy nie nagłaśniają swojej orientacji, ale oczywiście tacy ja ci z pierwszej kategorii wymienionej przez Ciebie najmniej mi przeszkadzają i za to mogę być im wdzięczy. To ich sprawa kim są i mi nic do tego. Dopóki taki nie dobiera się do mojego odbytu to wszystko w porządku.
    Generalnie super artykuł. Nigdy nie patrzyłem na tę sprawę z tego punktu widzenia.

  6. https://www.rp.pl/Wybory-parlamentarne-2019/190829964-Klaudia-Jachira-kandydatka-KO-w-wyborach-do-Sejmu-To-samo-chce-robic-w-Sejmie.html
    Jedną z kandydatek Koalicji Obywatelskiej do Sejmu jest Klaudia Jachira czyli blogerka znana z szerzenia mowy nienawiści.
    Ale w sumie to będą jajca jak dostanie się do Sejmu, przynajmniej będzie śmiesznie, godna następczyni Ryszarda Petru który odchodzi z polityki.

    od RacimiR: Media (z TVP na czele) robią jej ostatnio ogromną reklamę, więc jest duża szansa, że się dostanie. Wg mnie to bardzo źle- Jachira to ładniejsza i zarazem głupsza wersja Schuering-Wielgus, więc „potencjał” jest duży. Poziom debaty politycznej (już dziś niski) przez takie osoby jeszcze się obniża. Nam w sejmie potrzeba poważnych, patriotycznych ludzi z wizją przyszłości kraju, a nie opętane nienawiścią humanistyczne lalkarki bez pojęcia o funkcjonowaniu państwa, za którymi w przypadku wpadki KODziarstwo będzie stało murem. Z perspektywy czasu mam wrażenie, że Ryszard Petru i tak był najmądrzejszy w tej Nowoczesnej.

    • Swoją drogą można zauważyć ,,ukrainizację” polskiego parlamentu, niestety kwestią czasu może być że dojdzie do rękoczynów (celowo piszę ,,ukrainizację” ponieważ na Ukrainie w tamtejszym parlamencie co chwila są bijatyki). Dla głównych plemion politycznych ,,moja prawda jest najmojsza” i najchętniej by się pozabijali. A jak już zaczęliby się bić w Sejmie to szybko by się to mogło przenieść na ulice pomiędzy zwolennikami obu partii.
      Niestety takie osoby jak Jachira tylko będą ten proces przyspieszać.

  7. Jeszcze do kategorii pierwszej – Grzegorz Skawiński. Można mu wiele zarzucić (np. to, że bardzo źle zachował się wobec Sławomira Łosowskiego), ale nie to, że jest lewakiem lub że buduje karierę w oparciu o orientację. Na koniec – prorocza piosenka:

    https://www.youtube.com/watch?v=UtpO6V0ZeGY

    od RacimiR: Nie podejrzewałem, że Skawa jest homo.

    • A, widzisz. Skawa nie lansuje się tym, podobnie jak Piasek.

      od RacimiR: Lubię go choć od czasów ONA nic ciekawego nie stworzył no i na KODach go widywano, ale ogólnie spoko gość i absolutny top solistów gitarowych. Szkoda, że z Łosowskim się rozeszli, bo gdy działali razem to robili super kawałki, a potem ani jeden ani drugi nie potrafili się pozbierać.

      • Skawiński zagrał bardzo nieczysto w tym rozejściu, i za to go nie lubię, ale nie sposób odmówić mu dwóch rzeczy:
        1. Umie grać i śpiewać
        2. „Siedzi dalej w szafie” i nie miesza życia osobistego do kariery.

        od RacimiR: Ze śpiewaniem to sprawa nieoczywista (śmieszna barwa głosu), ale grać na gitarze potrafi. Łosowskiego zrobił w ciula, ale on też się chyba wypalił, sądząc po jego ostatnich dokonaniach.

  8. https://www.money.pl/gospodarka/budzet-panstwa-bez-deficytu-pis-gra-va-banque-6417586969126529a.html
    Ciekawe. Ponoć rząd PiS chce aby budżet w 2020 roku był bez deficytu. Owszem wpływy z podatków rosną (głównie VAT), dochody zapewnia też inflacja (jednak to że mamy wysokie ceny w sklepach to jest głównie wina suszy, jeśli następny rok byłby normalny pogodowo to ceny nie będą tak wysokie) jednak są programy socjalne które mimo wszystko obciążają budżet (ja jednak nie oceniam aż tak negatywnie tych programów socjalnych, w krajach Europy Zachodniej socjal jest dużo większy niż w Polsce), odkąd rządzi PiS i tak deficyt jest znikomy. Czy uda się to rządowi, byłoby to pierwszy raz w historii III RP kiedy rok skończyłby się bez deficytu.

    od RacimiR: To jest trudne do sprawdzenia, bo można wspomagać się kreatywną księgowością, ale i tak nie wierzę- klasyczna kiełbasa wyborcza. Swoją drogą, przynajmniej raz Polska nie miała deficytu- bodajże w 2014, gdy Tusk z Rostowskim zajumali 130 miliardów z OFE.

    • PiS kupił spore udziały w dwóch dużych bankach, to też spory przychód.

      od RacimiR: To prawda, aczkolwiek też dostali sporo z dywidend no i doprowadzili kilka spółek na skraj załamania, właściwie wszystko co państwowe (prócz banków i PZU) obecnie szoruje po dnie pod względem kapitalizacji akcji. Chyba nawet napiszę z tej okazji jakiś osobny tekst, bo WIG20 właśnie zjechał do najniższych poziomów od 2 lat i to pomimo fascynujących wzrostów Dino i Cd Projektu, które trochę zamaskowały fatalną sytuację.

    • W 2014 był deficyt, mniejszy bo mniejszy ale nadal budżet był na minusie.
      Tak teraz patrzyłem w internecie na plany rządu i chyba w 2020 jednorazowo rzeczywiście mogłoby nie być deficytu.
      W tymże roku nastąpi ostateczna likwidacja OFE i od 9 do 13 miliardów może trafić do budżetu w ramach opłaty przekształceniowej (15% przeniesienia forsy z OFE do IKE). Od 1 stycznia ponoć akcyza na alkohol ma wzrosnąć o 3%, są plany podatku handlowego na sklepy wielkopowierzchniowe (a oprócz pieniędzy z podatku sklepy zapewne zrekompensują to sobie podwyżką cen czyli inflacja), są plany podatku cyfrowego dla korporacji np. Google (tylko ciekawe czy postawią się Mosbacher) oczywiście piramida finansowa czyli ZUS a mianowicie likwidacja 30-krotności składek dla przedsiębiorców i pełne oZUSowanie umów zlecenie i o dzieło, a jeszcze w 2020 skończy się ,,zamrożenie” cen prądu. No i jeszcze pewnie ropa będzie drożeć z powodu sytuacji międzynarodowej a wysokie ceny ropy to wysokie ceny paliwa czyli też wysokie ceny w sklepach (produkty trzeba dowieźć autem) czyli inflacja.

      od RacimiR: W 2014 niby był deficyt, ale spłaciliśmy wtedy trochę zadłużenia zagranicznego, więc ogólnie zakończyliśmy rok na dużym plusie (nawet tacy specjaliści jak PO- nie są w stanie przesrać dodatkowych 130 miliardów w ciągu 1 roku).
      Zobaczymy co będzie w przyszłości. Jedyne pewne kwestie to resztki z OFE i odmrożenie cen prądu. Podatek od marketów nie wejdzie, bo Bruksela na to nie pozwoli, zresztą już próbowali to zrobić 2 lata temu i gówno z tego wyszło (tak jak z repolonizacją mediów). To samo z korporacjami informatycznymi- Mosbacher to zablokuje jednym pismem, tak jak zrobiła z Uberem. Ja uważam, że nie dadzą rady zbilansować budżetu, a jeżeli nawet tak, to tylko jednorazowo, wykorzystując kreatywną księgowość i kilka szczęśliwych zbiegów okoliczności.
      Inflacja też nie jest taka fajna dla państwa, najlepiej żeby była podobna, jak u sąsiadów i w całej strefie euro, bo wtedy równowaga między importem a eksportem będzie zachowana i wolna od nagłych szarpnięć z powodów kursowych.
      Wg mnie wysoka inflacja nie jest aż taka najgorsza, jeżeli jest równoważona przez wzrost płac (a tak obecnie jest), a przy naszej gospodarce opartej o montowanie przez tanią siłę roboczą- inflacja jest całkiem korzystna. Ważne, żeby za 1 przeciętną pensję można było kupić coraz więcej.

  9. Tzw. „Amerykanie” przejęli niesławny Axel Springer.
    https://dorzeczy.pl/ekonomia/112043/Axel-Springer-w-rekach-Amerykanow-Miliarder-kupil-wiekszosc-akcji.html

    od RacimiR: Pytanie tylko, jakiej orientacji „Amerykanie”? Jeżeli Sorosowo-Clintonowo-Ocasio-Cortezowi, to nic się nie zmieni w tych mediach, ale jeżeli Trumpowo-Netanjahowi, to boże dość do szoku medialnego w Polin, bo będzie im zależało, aby ich wasale z PiS dalej byli u władzy. Byłby medialny news roku, gdyby wygrała opcja nr2 (Onet, Newsweek i Fakt przeszłyby na drugą stronę barykady), a jest na to szansa, bo czytam właśnie, że właścicielem tego funduszu jest Hanry Kravis- zadeklarowany republikanin 🙂

    • Tak, są to „Amerykanie” orientacji Trumpowo-Netanjahowej, więc będziemy mieli tam mniej więcej to, co w TVPiS. Ale nawet jakby to byli „Amerykanie” z tej drugiej orientacji, to i tak jest dobra wiadomość, bo „Amerykanie” to jednak mniejsze zło niż Niemcy.

      od RacimiR: Czas pokaże czy to przejęcie spowoduje zmiany w linii programowej. Nie wyobrażam sobie, aby republikański portal nadal pozwalał sobie na bicie brudną maczugą w swoich potulnych wasali. No, chyba, że będą robili problemy z wyłudzaniem wyimaginowanych odszkodowań, to wtedy tak. Byłoby groteską, żeby Springer domagał się wypłaty odszkodowań przez Niemcy. Z drugiej strony, Springerowa zostawiła sobie 42% akcji, więc republikanin de facto nic nie zrobi bez jej zgody, bo sam ma prawie tyle samo.
      Niemcy są pod politycznym i ideologicznym wpływem amerykańskich demokratów, więc tu nie widzę żadnej różnicy. Taki Newsweek to praktycznie to samo, co CNN czy inny Washington Post- tęcza, nachodźcy, biali faszyści, anty kościół itd.

      • Tylko że Niemcy robią wszystko co mogą, żeby się wyzwolić spod wpływów USA (bez względu na to, kto tam akurat rządzi — Amerykanie to nie Polacy; na swoim podwórku się kłócą, ale na arenie międzynarodowej działają jak jeden mąż.

        Tak więc Lisweek napisze to samo, co Washington Post na temat homoparad czy aborcji, ale w temacie Nordstream-2 czy Chin mogą mieć już inne zdanie.

        od RacimiR: Nie jestem taki przekonany, zresztą po co sprzedali im Springera. Za Obamy Niemcy i USA byli jednością, teraz chwilowo Trump schrzanił mariaż, ale lewacy liczą, że demokraci znów odzyskają władzę i wszystko wróci do normy.

        • Sprzedaż Springera mogła być z czysto biznesowych powodów – na przykład zyski za małe, albo był potrzebny hajs na jakąś inną inwestycję.

          od RacimiR: To wiadomo, że z powodów biznesowych, zwłaszcza dla sprzedających. Na tak wielką transakcję musiał zgodzić się rząd Niemiec. Jeżeli jednak prawdą jest to co napisałeś, że „Niemcy robią wszystko co mogą, żeby się wyzwolić spod wpływów USA” to raczej by im nie sprzedali tych udziałów, nieprawdaż?

  10. A gdzie Elton John??? A Mark Feehily z Westlife? A Robbie Williams? Michał Szpak – to już taki jakby kryptotranswestyta.

    od RacimiR: Nie byłem w stanie opisać wszystkich, bo objętościowo wyszłaby Trylogia Sienkiewicza. Opisałem tych, których muzykę najbardziej lubię + 2 ostatnie grupy to ci, którzy najbardziej działają mi na nerwy.

  11. Mój ulubiony z tej listy jest Freddie Mercury. Był po prostu niesamowity, wspaniały głos i talent, ale co do jego „prywatności” to nie do końca tak tego unikał, bo pamiętam że w którymś teledysku występował przebrany za kobietę, w kobiecych ciuchach i makijażu. Chyba w Livin On My Own. Takie już objawy transwestytyzmu tam przejawiał 🙂 Ale mimo wszystko można mu to było wybaczyć, bo swoim talentem przyćmiewał swoją orientację, w ogóle w tamtych czasach tak jak mówisz Racimirze, artyści pracowali na siebie swoimi talentami muzycznymi, a nie wywlekaniem pod publikę z kim śpią. Ja w sumie przyznam się, że też jestem lekko skrzywiony seksualnie, bo jestem fetyszystą i strasznie mnie kręcą kobiety ubrane w skórę, latex, rajstopy, szpilki itd. hehe, ale jednak nadal jestem heteroseksualny. I jakoś się z tym fetyszem nie afiszuję. Gdybym był osobą medialną i znaną w całym kraju albo na świecie, to również bym się z tym nie afiszował. I tutaj właśnie pojawia się odniesienie do niezrozumiałych dla mnie zachowań środowisk LQPTXYZ. Każą Ci się nie interesować tym co robią w łóżku i z kim śpią, a sami ogłaszają wszech i wobec, że są tęczowi, że wolą facetów i qtasy w dupie. Boże – widzisz i nie grzmisz…

    od RacimiR: Fredek to wiadomo klasa. Nie kojarzę, żeby był kiedykolwiek przebrany za transa, w ‚Living on my own’ tego nie robi (choć otaczają go jakieś dziwolągi). Był klip do „I want to break free”, gdzie cały zespół był przebrany za kobity, ale to ewidentnie miało być jajcarskie, a nie ideologiczne.
    U mnie lateks wywołuje odwrotne emocje, co u Ciebie, ale każdy ma swój gust, ja też w kontaktach z kobietami mam jakieś tam swoje upodobania (jak pewnie każdy), ale nie ma sensu o tym gadać publicznie, to prywatna sprawa.

    • „ale to miało być jajcarskie, a nie ideologiczne.”

      Oczywiście – tak jak w tym memie: https://www.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_APy2vWXrY38Tftx5uc8TOEGB4IFaLkjr.jpg

      Przebieranie się chłopa za babę jest jeden z tych rodzajów humoru, który może nie jest najwyższych lotów, ale za to jest ponadczasowy.

      od RacimiR: Zwłaszcza, jak widać z daleka, że to przebrany chłop, np. gdy ma wielgachne wąsy (np. Mercury w tym klipie czy skecz Małej Brytanii z „ladies”). Z kolei lewactwo robi tak, żeby nie było widać różnicy i nawet niekiedy można się nabrać (niektóre dobrze ucharakteryzowane transwestyty mają w sobie więcej kobiecości, niż feministki i lesbijki pokroju Kasi Adamik, Marty Lempart, Elżbiety Podleśnej czy innej Marii Peszek).

  12. Racimir słyszałeś może o Zuzannie Mróz? Jest dziennikarką w UK która pochodzi z Polski. Na youtube jest świetny wywiad z nią i Tommy Robinsonem, jest bardzo ciekawym przypadkiem.Urodziła się jako chłopiec w Polsce w czasie PRL.Od dziecka czuła się źle w swoim ciele,czuła się dziewczynką, i uosabiała siebie jako dziewczynka. Lubiła wszystko co wiązało się z płcią żeńska. Jako dziecko wyemigrowała z rodzicami do Danii i chyba tam jak tylko dorosła poddała się kompletnej transformacji na kobietę,włączywszy zmianę narządów płciowych.Miała tolerancyjna i mądrą mamę, która to postanowiła poczekać aż jej syn dorośnie i sam podejmie decyzję.Po kilku latach przeniosła się do UK. Uważa się za wierzącą osoba , która ma bardzo konserwatywne poglądy na różne sprawy włączając lgbt (dlatego jej tak bardzo nienawidzą). Uważa ,iż lgbt szkodzi sobie bardziej niż pomaga swoimi durnymi pomysłami i chorymi żądaniami.Krytykuje ich wymysły dotyczące bzdur ,iż jest więcej niż dwie płcie. Gdyby się nie przyznała,że była chłopcem i przeszła transformację, w życiu bym nie powiedziała.Jest tak bardzo kobieca, iż myślę ze niejedną feminazistkę musi skręcać z zazdrości. Osobiście bardzo szanuję takie osoby, które nie robią z tego wojny ideologicznej, a wręcz nie boja się krytykować przygłupów z lgbt.Takie przypadki jak Zuzanna zawsze będą obecne w naszym świecie. Jej przypadek nie był skomplikowany pod tym względem,iż zawsze się czuła dziewczynką, później kobietą, przeszła pełna transformację i jest szczęśliwa nie robiąc z tego wielkiego show. Pod tym względem miała dużo szczęścia, ponieważ dane, o których nie znoszą mówić pajace z lgbt pokazują jak wysoki jest wskaźnik samobójstw wśród transseksualistów po operacji zmiany płci. Jest to dowód na to,iż ich psychiczny problem był inny, niż zmiana płci.
    Do szkoły średniej chodziłam z bliźniaczkami, gdzie jedna z nich była bardzo kobieca z wyglądu i osobowości, a druga stuprocentowy chłop. Jej rozbudowane, męskie z wygładu ciało, głos, sposób chodzenia, ubierania się oraz zachowywania się, porostu stuprocentowy facet. Piersi ściskała sobie bandażem i całym sobą upodobniała się do facetów. Kilka lat po skończeniu szkoły, też przeszła operację zmiany płci i jak to zrozumieć?Wydawałoby się bliźniaczki, a tu taki dziwny, nawet nie wiem jak to nazwać kaprys losu, a może geny zawiniły?. Uważam,że niektóre przypadki są bardzo trudne i złożone.
    Wklejam link do wywiadu
    https://www.youtube.com/watch?v=8vOFy_bTuQ8&bpctr=1567089546
    Pozdrawiam

    od RacimiR: Nie słyszałem o niej, ciekawa sprawa co piszesz. Jest na świecie mały procent ludzi, których płeć biologiczna jest inna i do nich nic nie mam, o ile nie lewaczą politycznie i nie zwalczają wielowiekowych obyczajów (przy okazji schodząc z drogi islamistom). Najgorsi są cyniczni lanserzy pokroju Grodzkiej czy Caster Semenya, którzy transformację uważają na łatwy sposób, aby prześlizgnąć się przez życie na wysokim poziomie materialnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *