Smutny koniec prezydentury Trumpa

Szanowni Państwo, 6 stycznia 2021 roku w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej zaczął się komunizm. W ostatnich dniach w USA doszło do niespotykanych wcześniej, skoordynowanych  wydarzeń polityczno-medialno-cenzorsko-korporacyjnych. Efektem tych wydarzeń jest całkowite upodlenie prezydenta Donalda Trumpa na finiszu jego kadencji, wymazanie go z przestrzeni publicznej i mediów oraz zapoczątkowanie procesu, który w przyszłości spowoduje, że Donald Trump będzie jednoznacznie negatywną postacią historyczną. Tekst ten dla porządku podzielę na 3 „akty”: wybory prezydenckie, wydarzenia w Kapitolu oraz aspekty propagandowo-cenzorskie, które po 6 stycznia wydarzyły się (i ciągle się dzieją) na styku polityki, mediów i wielkiego biznesu.


Akt 1: Wybory

3-go listopada 2020 roku odbyły się wybory prezydenckie w USA. System liczenia głosów jest tam dosyć dziwny, jak na „świątynię demokracji”. Zamiast po prostu (tak, jak w Polsce i większości krajów demokratycznych) policzyć wszystkie głosy i przyznać zwycięstwo temu, który zdobył ich więcej- Amerykanie mają tzw. głosy elektorskie, których liczba różni się w zależności od Stanu. Liczba elektorów niby odpowiada liczbie populacji danego Stanu, ale łatwo zauważyć, że w praktyce tak nie jest. Np. Alaska ma 3 głosy przy populacji Stanu 750 tysięcy osób, czyli wychodzi 1 głos na 250 tysięcy, a Kalifornia ma 55 głosów przy populacji 40 milionów osób, czyli 1 głos na 730 tysięcy obywateli. W przypadku Teksasu jest to aż 745 tysięcy obywateli na 1 głos. Nie wnikam, dlaczego tak to skomplikowali, chyba chodzi po prostu o podtrzymanie 200-letniej tradycji. Wg mnie jest to bez sensu i lepszy byłby „model polski”- wyniki byłyby szybciej, byłoby mniej okazji do nadużyć, a armię elektorów można by wykreślić z listy płac.

Nie będę pisał tu o potencjalnych fałszerstwach i nieprawidłowościach, bo jestem zbyt daleko, aby to zweryfikować. Widziałem jednak w internecie dziwne rzeczy, np. zdjęcia komisji wyborczych, składających się w 100% z pigmentalnie uposażonych osób w koszulkach „Black Lives Matter”, których trudno posądzić o obiektywizm przy liczeniu głosów. Z drugiej strony- Biden miał praktycznie 100% poparcia wśród „Julek”, antify, studentów, hipisów, komunistów, „buntowników” z iPhonem i imiennym kubeczkiem ze Starbucksa oraz osób „kolorowych” (tzw. POC), a to już w sumie daje powyżej 50% społeczeństwa, więc jeżeli wyniki były nagięte, to minimalnie.

Chwilę po wyborach sondaże ogłosiły wstępny remis. Mnóstwo było mediów prawicowych, które już ogłaszały Trumpa zwycięzcą (co uśpiło jego czujność). Stało się jednak inaczej, wygrał Biden z dużą przewagą. Oficjalne wyniki są następujące:

Kandydat Joe Biden Donald Trump
Partia polityczna Partia Demokratyczna Partia Republikańska
Stan rezydencji Delaware Floryda
Kandydat na Wiceprezydenta Kamala Harris Mike Pence
Głosy elektorskie 306 232
Głosy powszechne 81 268 867 74 216 747
Stany 25 + DC + ME-02 25 + NE-02
Wyniki procentowe 51,3% 46,8%

Frekwencja wyniosła około 67%. Jak widać- „wspaniały” amerykański system przyznał Bidenowi 57% głosów elektorskich, podczas gdy zdobył on tylko 51.3% głosów ogółem. Zaprzysiężenie nowego prezydenta odbędzie się 20-go stycznia.

Teraz kilka słów o obu kandydatach:

Joe Biden

Polityk „Demokratów” ma aż 79 lat. Karierę zaczynał jako prawnik, ale dosyć szybko zasiadł w Senacie, gdzie spędził niemalże 40 lat. Za czasów prezydentury Barracka Obamy był wiceprezydentem. W wyborach w 2020 roku miał on oficjalne poparcie korporacji i lewactwa, a także takich „osobistości” jak Donald Tusk, Guy Verhofstadt, Robert de Niro, Cher, Justin Timberlake i Cardi B. Biden bardzo lubi przytulać dzieci, co zostało uwiecznione na wielu zdjęciach i filmach. Z racji zaawansowanego wieku zdarza mu się palnąć rasistowską gafę, ale z powodu przynależności do odpowiedniego obozu politycznego- jest mu to szybko wybaczane. Powiedział on m.in: „Biedne dzieci są tak samo inteligentne, tak samo utalentowane, jak białe dzieci„, a Barracka Obamę nazwał „pierwszym mainstreamowym Afroamerykaninem, który jest elokwentny, bystry, czysty i dobrze wygląda„. W mojej opinii Biden to swego rodzaju Donald „Król Europy” Tusk, czyli jego rolą będzie uśmiechanie się i rzucanie bon-motów. Prawdziwą władzę pełnić będzie (za jego plecami) „deep state”, korporacje oraz jego zastępczyni, Kamala Harris (radykalna lewaczka).

Donald Trump

Jaki jest koń- każdy widzi. Nigdy nie był to mój ulubiony polityk, ale jednak wolałbym, gdyby on pozostał na stanowisku, co gwarantowałoby pewien pluralizm (w obliczu tego, że amerykańskie media, korporacje, szkolnictwo i rozrywka to zaangażowane lewactwo). Jako jeden z nielicznych prezydentów USA nie wywołał on żadnej wojny misji stabilizacyjnej, a wręcz złagodził napięcie z Koreą Północną. Gospodarka rozwijała się nieźle (do czasu COVID), próbował on sprzeciwić się wysysaniu miejsc pracy i środków produkcji do Chin. Nie udało mu się zbudować (wielokrotnie zapowiadanego) muru na granicy z Meksykiem. Za czasu prezydentury Trumpa komunizm i lewactwo w tym kraju rozwinęło się niesamowicie, ale pomimo tego faktu- został on zgodnie uznany przez politycznych rywali za faszystę i nazistę. Poza docinkami i krytyką werbalną nie stosował on represji wobec nieprzychylnych mu ośrodków, jak telewizja CNN czy Facebook. Jeśli chodzi o stosunki na linii USA-Polska, spodziewałem się po Trumpie dużo więcej. Pamiętam jego przemówienie na początku kadencji w 2015 roku, gdy mówił, że zaniedbania poprzedników doprowadziły do tego, iż teoretyczni sojusznicy USA nie są wcale pewni, czy nadal nimi są. Trump obiecał, że sojusznicy USA wkrótce poczują, że nadal mogą liczyć na wsparcie USA. Co z tego wyszło w rzeczywistości? Duże plusy dla Polski są dwa, czyli częściowe zniesienie wiz oraz zablokowanie (przy pomocy sankcji) budowy rurociągu Nord-Stream II z Rosji do Niemiec (która pewnie za chwilę ruszy pełną parą, po objęciu stanowiska przez Bidena, przyjaciela Putina i Brukseli). Niestety, z plusów dla Polski to by było chyba wszystko. Z „Fort Trump” i „tarczy antyrakietowej” nic nie wyszło, zamiast tego mamy wątpliwej jakości garnizon amerykański, który zresztą sami musimy utrzymywać. Za czasów Trumpa weszła w życie słynna ustawa 447, która wprawdzie na dzień dzisiejszy nie przyniosła Polsce żadnych wymiernych szkód, ale w przyszłości może ona być dla nas bardzo groźna. Trump przysłał do Polski ambasador Żorżettę Mosbacher, która zachowywała się u nas jak Magda Gessler, wezwana na ratunek podupadłej restauracji. Dzięki jej działaniom zablokowano śledztwo przeciwko TVN w sprawie sfabrykowania „Urodzin Hitlera”. Swobodę działania dostały też amerykańskie firmy, jak Uber, Google czy Facebook, które zarabiają w Polsce gigantyczne pieniądze i transferują je (bez płacenia zbyt wielu podatków) do amerykańskich central (jak się potem okazało- ochrona przywilejów tych korporacji wyszła Trumpowi bokiem). Czyli poza wizami i Nord Streamem, którego zatrzymanie było zresztą w interesie USA i zrobili to dla siebie (eksport gazu łupkowego), a nie dla Polski- szału w stosunkach polsko-amerykańskich nie było, a Polska traktowana była jako wasal i sojusznik gorszego sortu. Oczywiście za nadchodzącej prezydentury Bidena będzie pewnie pod tym względem jeszcze gorzej, ale ja osobiście po Trumpie spodziewałem się dużo więcej.

Na początku stycznia było już wiadomo, że głosy elektorskie dadzą prezydenturę Joe Bidenowi. Jakby tego było mało- zbiegło się to w czasie z odbiciem Senatu przez „Demokratów”, gdyż w stanie Georgia odbyły się bardzo ważne, senackie wybory „dogrywkowe”. Drobną różnicą głosów zwyciężył w nich kandydat  „Demokratów”, co poskutkowało uzyskaniem większości w całym senacie USA, po około 10 latach panowania większości Republikańskiej. Niższą izbę parlamentu, czyli Izbę Reprezentantów „Demokraci” posiadali już wcześniej, więc po 20 stycznia (dzień zaprzysiężenia Bidena) będą mieli oni pełnię władzy w USA: prezydenta i obie izby parlamentu (do tego korporacje, edukację i media). Republikanie z kolei przez najbliższe lata nie będą mieli zupełnie nic.


Akt 2: Akcja w Kapitolu

Jak widać na zdjęciu- „szturmowcy” dla zmylenia przeciwnika zachowują się, jak azjatyccy turyści pod Wieżą Eiffla

Zaczęło się od apelu Trumpa, który w mediach społecznościach wezwał swoich zwolenników do przyjazdu pod Kapitol 6-go stycznia, czyli w dniu, w którym miało odbyć się oficjalne „klepnięcie” zwycięstwa Bidena w wyborach. Trump od początku nie zgadzał się z tym wynikiem i uważał, że wybory zostały sfałszowane. Środowiska „antytrumpowe” postanowiły zastawić pułapkę, gdyż pan Donald popełnił ogromny błąd i wystawił im się, jak na tacy. Plan był prosty- pozostawić Kapitol bez ochrony i pozwolić sympatykom Trumpa się w nim przez parę chwil rozbisurmanić, aby potem ostatecznie przedstawić to w mediach jako „atak”, „szturm”, „zamach stanu” i obarczyć za ten skandal winą Donalda Trumpa, co miałoby być początkiem procesu wymazywania go z życia publicznego i oczerniania go w ujęciu historycznym.

6-go stycznia tłumowi sympatyków Trumpa udało się bez żadnych przeszkód dostać do Kapitolu, tak jakby wpuszczono ich specjalnie, by potem kręcić z tego aferę. Co najmniej dzień wcześniej wiadomo było, że zwolennicy Trumpa wybierają się pod Kapitol (o czym trąbiły wszystkie media), ale na miejscu nie było ani policji, ani FBI, ani Gwardii Narodowej. Była jedynie miejscowa ochrona (coś jak u nasz Straż Marszałkowska). Liczne filmiki pokazują, że nikt „Rejtanem” nie bronił dostępu do drzwi Kapitolu, ludzie po prostu wchodzili sobie swobodnie, jak do muzeum. Chyba sami byli zdziwieni, że ich wpuszczono, bo pierwotnie planowano zwykły protest przed budynkiem. Media podały, że „szturm” był idealnie przygotowany taktycznie i „terroryści” mieli swoje zadania, polegające na jak najszybszym opanowaniu budynku i strategicznych punktów. Liczne filmy pokazują jednak coś odwrotnego- tłum był kompletnie niezorganizowany, chodzili w tę i we w tę, cykając sobie „selfie”. Skojarzyła mi się scena z filmu „Chłopaki nie płaczą”, gdy Maciej Stuhr wchodzi go gabinetu „Bolca”, a zdziwiony Cezary Pazura pyta: „Byle frajer może sobie ot tak tutaj wejść?„. Swobodne wpuszczenie tłumu, który wszedł sobie do Kapitolu, jak do muzeum nie przeszkadzało mediom i Wikipedii nazwać (już oficjalnie) te wydarzenia „Atakiem na Kapitol” oraz „Szturmem na Kapitol”. Parafrazując klasyka: jakie media, taki szturm. Mundurowe służby „ostre” przyjechały dopiero po jakimś czasie i szybko zakończyły imprezę, która bardziej przypominała tzw. flash-mob, aniżeli „szturm”. Pojawiały się oczywiście „groźne” artykuły medialne, jakoby „szturmowcy znali plany budynku” i „było bardzo blisko linczu” na obecnych w budynku politykach, jednak „przypadkiem” żadnemu nic się nie stało, a służby nie miały żadnych problemów z błyskawicznym opanowaniem sytuacji. Istny cud boski! Pieczołowicie zaplanowany „szturm”, a w efekcie zero poszkodowanych polityków i sytuacja opanowana po kwadransie od wezwania prawdziwych sił porządkowych. Trump został rozegrany, jak małe dziecko, a przeciętny człowiek obecnie uważa go za terrorystę i belzebuba, który zorganizował „Szturm na Kapitol”.

Łącznie tego dnia w Kapitolu zginęło 5 osób. 4 z nich to zwolennicy Trumpa, do tego dochodzi 1 policjant. Dwóch „Trumpowców” zmarło na zawał/wylew. Z policjantem nie wiadomo, co się dokładnie stało, wszędzie piszą tylko, że zmarł „od odniesionych ran”, ale nie wiadomo jakich. Gdzieś przeczytałem, że  była to rana głowy od gaśnicy, ale nie wiemy, czy ktoś go uderzył gaśnicą, czy może była ona umocowana na ścianie na wysokości głowy i przypadkowo w nią przydzwonił. Informacje na temat przyczyn śmierci tych 5 osób są nad wyraz skąpe (w przeciwieństwie do np. George Floyda, gdzie szybko poznaliśmy siłę i kąt nacisku kolana na jego szyję oraz wyniki badania jego krwi, a także obfite życiorysy wszystkich osób, które brały w tym udział).

Śmierć tych 5 osób to główna „okoliczność obciążająca” wydarzeń w Kapitolu. Zabawne jest to, że najbardziej „wstrząśnięci” są lewacy, BLM i Antifa, którzy sami wielokrotnie apelowali, że trzeba zabić wszystkich zwolenników Trumpa oraz policjantów. Gdy jednak pięciu (4+1) „wrogów” straciło życie- lewaki doznali szoku. Winą za zajścia oczywiście został obarczony Donald Trump.

„Twarzą” i „bohaterem negatywnym” akcji na Kapitolu został  „człowiek-bizon”, Jacob Anthony Chansley (znany również jako Jake Angeli), 32 letni zwolennik Trumpa, były żołnierz marynarki USA, odznaczony wieloma medalami (m.in. za działalność antyterrorystyczną). Co takiego zrobił w Kapitolu, pewnie zabił mnóstwo osób? No właśnie nie. Jego jedyną winą było to, że tam po prostu był, w dodatku w śmiesznej czapce futrzanej. Jego poglądy są bardzo nie na rękę „Demokratom” (wielbiciel Trumpa, patriota, wierzący w teorię 'Q Anon'). Media zrobiły z niego diabła i oprawcę, ale prawda jest taka, że do wyczynów byle chuligana z Antify czy BLM bardzo dużo mu brakuje. Obecnie Jake Angeli przebywa w areszcie, gdzie prowadzi głodówkę. Zarzucono mu „wtargnięcie i przebywanie w budynku u ograniczonym dostępie„. Lewica (także polskojęzyczna) oczywiście cieszy się z tego, jak głupi do sera i domaga się jak najwyższej kary, mimo że w ich szeregach osób śmiesznie przebranych oraz łamiących prawo jest nieporównywalnie więcej. „Człowiek-bizon” jednak nie wyznaje jedynych słusznych poglądów, więc nie można go traktować na równi z dużo gorzej zachowującymi się lewakami.

Podsumowując wydarzenia w Kapitolu- Donald Trump dał się wciągnąć w pułapkę swoich przeciwników politycznych. Zwołał on swoich zwolenników na protesty 6-go stycznia pod Kapitolem, a „Demokraci” to skrzętnie wykorzystali. Pozwolono „szturmowcom” wejść do budynku i poszwendać się po nim chwilę, a media przedstawiły to groźniej, niż wszystkie części „Szklanej pułapki” razem wzięte.

Najbardziej żenujące jest tu „oburzenie” lewaków, zarówno amerykańskich, jak i polskich. Wszak oni sami robili dużo gorsze rzeczy, nazywając to „zrywem obywatelskim” i „obroną demokracji”. Polski sejm wielokrotnie okupowany był przez KODziarstwo, różnica była tylko taka, że nikt ich siłą nie usuwał, lecz pozwolono im tam siedzieć, aż im się nie znudzi. Jedyną ofiarą śmiertelną był Wojciech Diduszko, który jednak cudownie zmartwychwstał. Gdyby jednak wtedy umarł, to zgodnie z obecną logiką amerykańską- byłaby to okoliczność obciążająca wobec „szturmowców” z KOD, gdyż w wyniku ich działań: „zginęła 1 osoba”. W czasie protestu opiekunów niepełnosprawnych KODziarze koczowali w sejmie przez wiele dni i jeszcze marudzili, że (zamówiony przez władze) catering im nie smakuje. Potarmoszone przez koleżankę ramię pani Hartwich (którego zdjęcie obiegło wszystkie media) było dowodem na „brutalność reżimu”, a sama pani „męczenniczka” została ostatecznie posłanką Platformy. W Kapitolu z kolei protest brutalnie spacyfikowano, 4 protestujących straciło życie, ale nikt nie robi z nich męczenników, a wręcz odwrotnie- są oni sami sobie winni, a najbardziej „organizator” Donald Trump. Takie apele, jaki wygłosił Trump są normą w Polsce. Co chwilę jakieś Lemparty, Lisy i inne Podleśne nawołują do siłowej okupacji sejmu i usunięcia rządu, jeden ważny pracownik niemieckich mediów opublikował nawet konkretną instrukcję co należy robić 'krok po kroku'. No i co? No i nic. Nie ma żadnego problemu, wszak to „zryw obywatelski” i „walka o demokrację liberalną„. Parafrazując tytuł słynnej piosenki Kazika- mój pucz jest lepszy, niż twój. Niestety- większość 'zwykłych' ludzi poddaje się narracji mediów.

Koszykarz Kyrie Irving z drużyny Brooklyn Nets stwierdził, że wydarzenia w Kapitolu tak nim wstrząsnęły, że nie jest w stanie grać. Przyjęto to oczywiście z ogromnym zrozumieniem, wszak Irving jest uposażony pigmentalnie i przypomniały mu się czasy kolonializmu oraz niewolnictwa. Po opuszczeniu 4 meczów NBA do sieci wyciekły filmiki, na których Irving… hulaszczo bawi się na zakrapianej imprezie.

Ciemnoskóra raperka Azealia Banks ostatnio wykopała zwłoki swojego martwego kota i ugotowała je, wszystko nagrywając i publikując na swoich profilach w mediach społecznościowych. Czy dostała bana, albo chociaż ostrzeżenie czy taga? Pytanie retoryczne.

W „odpowiedzi” na wydarzenia w Kapitolu przez całe Stany Zjednoczone przeszła fala kontr-protestów w wykonaniu Antify i BLM. Dochodziło tam do brutalnych pobić i niszczenia mienia na ogromną skalę, jednak żadna duża telewizja tego nie pokazywała, gdyż ważniejszy był człowiek-bizon, który nic złego nie zrobił, a i tak ma przerąbane.


Akt 3: Ofensywa totalitarnej cenzury i wykluczenie Trumpa z życia publicznego

Donald Trump już od listopada miał problemy w mediach społecznościowych (prawdopodobnie wiedziały one już, że Trump przegra wybory, więc zaczęły swego rodzaju „preludium”, aby nie banować wszystkiego naraz, bo żaba mogłaby wyskoczyć z gorącej wody). Zarówno Facebook, jak i Twitter w grudniu, dokładnie w tym samym czasie (co za przypadek, wszak to konkurenci) wprowadziły „innowację”, czyli „tagowanie” i oznaczanie wpisów, oraz dopisywanie do nich zdania, że post może zawierać nieprawdę. Na jakiej podstawie te dopiski, pewnie sprawdzali nieścisłości w śledztwie lub posługiwali się wyrokiem sądu? Otóż nie. Po prostu tagowali wszystkie wpisy Trumpa, jak leci. Od razu, sekundę po wysłaniu post miał już przypiętą łatkę, że może być nieprawdziwy. Pewnie nawet, jakby Trump napisał, że 2+2=4 to z automatu algorytm dorzuciłby okienko z napisem, że informacje zawarte w poście mogą być nieprawdziwe. Taka sytuacja trwała do 6-go stycznia i okazała się tylko wstępem do prawdziwej czystki.

Całkowite usunięcie Trumpa z wszystkich mediów społecznościowych nastąpiło w bardzo znamiennym momencie. Zdał on sobie sprawę, że „szturm” na Kapitol to pułapka, która zostanie wykorzystana przeciwko niemu. Zamieścił on więc na swoich profilach na Facebooku, Twitterze i Youtube film z apelem o rozejście się. Mówił: „Go home!„. Prosił sympatyków, aby nie dali się wrobić w prowokację, tylko opuścili teren Kapitolu. I właśnie w tym momencie nastąpił globalny ban na profile Trumpa. Dlaczego akurat wtedy? Otóż, skoordynowana narracja mainstreamowych mediów była dokładnie odwrotna. „Informowano”, że Trump chce eskalacji zamieszek i wywołania ogólnokrajowego powstania zbrojnego, a to kompletnie nie sklejało się z tym, co mówił sam Trump. Postanowiono więc go wyłączyć, aby nie zaburzał przyjętej za jego plecami narracji. Do dziś bardzo niewielki odsetek ludzi wie, że Trump apelował o rozejście się, natomiast przytłaczająca większość jest przekonana, że chciał on zaognienia konfliktu. Na TEJ STRONIE znajduje się archiwum wszystkich tweetów Donalda Trumpa, niech każdy sobie oceni, czy podżegały one do nienawiści i czy wśród kont, które nadal funkcjonują na Twitterze nie ma profili, które bardziej niż Trump zasługują na bana.

Ktoś może powiedzieć, że social-media są to prywatne firmy i mogą robić co chcą. Niby tak, ale nie w tym przypadku. Największe serwisy społecznościowe zbudowały swą potęgę również dzięki zaangażowaniu ludzi o poglądach prawicowych i konserwatywnych. Gdy w 2004 roku powstawał Facebook- był on platformą dla wszystkich, reklamując się jako miejsce, gdzie można wymieniać przeróżne poglądy. Nikt nie mówił, że jedyne dozwolone poglądy to lewactwo. Gdyby w 2004 roku powiedziano, że Pejs jest tylko dla lewaków, a reszta ma „wypierdalać” to serwis nigdy nie osiągnąłby takiej potęgi, jaką ma teraz i na 100% miałby teraz silnego, konserwatywnego konkurenta. Po kilkunastu latach pozorowanego pluralizmu, gdy Pejs wyrósł na światowego giganta- nagle zmieniono reguły gry i zaczęto usuwać z niego prawicę i konserwatyzm. Dalej można jednak powiedzieć, że jak się komuś nie podoba, to może pójść gdzie indziej, wolny rynek. Problem w tym, że Trump chciał tak właśnie zrobić, czyli olać gigantów, pójść do innego serwisu społecznościowego i przy jego pomocy kontaktować się ze swoimi sympatykami. W tym momencie zaczyna się już kryminał i dowód na to, że wielkie korporacje to kartel i oligopol, który nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem. Trump wybrał serwis Parler, który jest portalem podobnym do Twittera. „Giganci” zareagowali błyskawicznie. Firny Google i Apple (posiadające niemal 100% udziału w rynku systemów operacyjnych na urządzenia mobilne) usunęły aplikację Parler ze swoich sklepów. Z kolei inny gigant internetowy, korporacja Amazon wyłączyła Parlerowi hosting (nie zachowując nawet miesięcznego terminu wypowiedzenia).

„Think Different” (Myśl inaczej) to słynne hasło reklamowe firmy Apple. Okazało się, że „myślenie inaczej” narażone jest na ocenzurowanie.

Firmy Google i Apple w teorii są dla siebie konkurencją- oferują praktycznie ten sam produkt (Android oraz iOS), muszą się między sobą podzielić ograniczoną liczbą klientów. Tymczasem dokładnie w tym samym momencie obie korporacje wycofały ze swoich usług aplikację Parler. Gdyby tylko jedna z nich wycofała Parlera- ta druga (na której Parler nadal byłby dostępny) nazajutrz sprzedałaby pewnie z 70 milionów nowych smartfonów z odpowiednim systemem operacyjnym, notując rekordowe zyski (oficjalnie mówi się, że głównym celem korporacji jest zysk). Tak się jednak nie stało, obie firmy były dogadane ze sobą na zasadach kartelu, co dowodzi na to, że nie konkurują ze sobą na zasadach rynkowych, a potęga korporacji ewoluowała z wolnego rynku w komunizm. Co ciekawe- tworzenie karteli jest nielegalne w USA, ale widocznie kartel medialno-informatyczny jest już tak silny, że to on ustala prawo i on wyznacza podmioty, które należy ukarać. Pomijam już to, że kartele są nieetyczne i skrajnie niekorzystne dla konsumentów, bo przy wolnym rynku smartfony byłyby dużo tańsze i mniej najeżone reklamami oraz inwigilacją.

Obecnie firma Parler szuka jakiegokolwiek serwera, który „udźwignąłby” wzmożony ruch. Kartel oczywiście utrudnia im zadanie na wszelkie sposoby. Zastraszani są operatorzy telekomunikacyjni i firmy hostingowe. Boję się, że kartel jest tak silny, że Trumpowi nie uda się znaleźć żadnego miejsca, gdzie mógłby publikować swoje treści i zostanie on wymazany z przestrzeni publicznej bez prawa do obrony w nadchodzącym „przyprawianiu mu gęby”. Trumpowi i Parlerowi najłatwiej byłoby znaleźć serwer za granicami USA, ale też nie wiadomo, gdzie by to miało być. Kraje „zaprzyjaźnione” (jak np. Polska) udźwignęłyby by to zadanie pod względem technicznym, ale od razu byłyby poddane gigantycznej presji ze strony (posiadających pełnię władzy) „Demokratów” i powiązanych z nimi korporacji amerykańskich, mogłoby to nawet skończyć się sankcjami i embargiem. Z kolei hosting portalu Trumpa w kraju „wrogim”, jak Rosja czy Chiny byłby wizerunkowym strzałem w stopę. Ja mocno kibicuję Trumpowi, aby stworzył jakiś nowy portal i rozwinął go na tyle, aby stał się konkurencją dla gigantów, ale obawiam się, że kłody rzucane mu pod nogi mogą okazać się zabójcze. „Amerykański sen” polega na założeniu biznesu od zera i rozwijaniu go latami w przyjaznych do prowadzenia warunkach, a Trump musi w bardzo niesprzyjających warunkach założyć co najmniej 3 duże biznesy od razu (hosting, portal i bank, który nie zablokuje mu kont), a to może okazać się trudne, nawet dla miliardera Trumpa i jego (nadal licznych) sponsorów. Bank Światowy prowadzi indeks, zwany „Wskaźnik łatwości prowadzenia działalności gospodarczej” (Ease of doing business index). Stany Zjednoczone są oczywiście na tej liście bardzo wysoko, natomiast Donald Trump w tychże Stanach Zjednoczonych ma obecnie „łatwość prowadzenia działalności gospodarczej” na poziomie poniżej 25, gdzieś między Somalią a Jemenem. Nazywając rzeczy po imieniu- jest on obecnie prześladowany przez wielkie korporacje, które monitorują każdy jego ruch i robią mu „pod górkę” na wszelkie możliwe sposoby.

Kilka lat temu w Polsce pewien drukarz, bazując na własnym widzimisię, odmówił wydruku „tęczowych” ulotek, bo za niesłuszną uznał ich treść. Sąd uznał takie postępowanie za niezgodne z prawem, bo godzące w prawa obywatela, który druk ulotek chciał zlecić. Owa drukarnia była niewielka, daleko jej było do dominującej pozycji na rynku. Tęczowy klient mógł pójść do dowolnej innej drukarni, jakich setki i tam bez problemu zrealizować swoje zamówienie, tak też zresztą zrobił. Jednakże wybuchła gigantyczna afera, wieloletni proces sądowy, a lewactwo wpadło w szał, kreując się na męczenników.

Pofantazjuję, jak ta sama sytuacja wyglądałaby obecnie w USA. Donald Trump zawsze, od lat drukował ulotki w jednej, dużej drukarni. Teraz jednak, gdy przyszedł do tej drukarni- przywitano go klasycznym Lempartem, czyli „wypierdalać”. Poszedł więc do drugiej, dużej drukarni. Tam już na drzwiach wisiała kartka z jego podobizną i dopiskiem, że tych klientów nie obsługuje się. Pomyślał więc, że jest wolny rynek, więc pójdzie do jakiejś małej drukarni i tam zrealizuje zamówienie. Tak też zrobił, lecz w połowie drogi zorientował się, że ktoś go śledzi. Nie przejmując się „ogonem” wszedł do kolejnej drukarni i złożył zlecenie. Miał odebrać zamówienie nazajutrz. Po kilku godzinach dostał telefon, że zamówienie nie może być zrealizowane i proszę nie pytać, dlaczego. Trump przypomniał sobie, że jego stary przyjaciel również prowadzi drukarnię, więc udał się do niego. Przyjaciel przywitał go serdecznie, ale łamiącym głosem odmówił wykonania zamówienia, gdyż chwilę wcześniej niebezpieczni ludzie złożyli mu wizytę i oznajmili, że dla własnego dobra powinien nie obsługiwać Trumpa. W kolejnej drukarni udało się złożyć zamówienie, ale nazajutrz, podczas próby odbioru ulotek okazało się, że ktoś wyłączył im prąd, a na pytanie do energetyków „dlaczego nie ma prądu” właściciel usłyszał: „ty już wiesz dlaczego”. Trump przypomniał sobie wtedy, że jest jedna drukarnia, w której pracują ludzie uczciwi i niepodatni na żadne naciski. Złożył tam swoje zamówienie. Gdy nazajutrz poszedł odebrać ulotki- ujrzał mnóstwo radiowozów policyjnych i budynek drukarni doszczętnie zniszczony w wyniku eksplozji ładunków wybuchowych. Zrozpaczony Trump poszedł do parku i chciał wygadać się przypadkowemu człowiekowi. Ten mu szybko odpowiedział: „Panie, ja z panem nie będę gadał, panu nawet drukarnie odmawiają wykonania usługi!„. Gdyby to samo spotkało geja, a już nie daj Boże, murzyna- wybuchłby skandal nad skandale.

Oprócz Google (+Youtube), Twittera i Pejsa- profile Trumpa „spadły” z takich globalnych serwisów, jak Instagram, Tumblr i Tik-Tok (zabawne jest to, że Trump wymusił na Chińczykach sprzedaż Tik-Toka firmie amerykańskiej, a ci mu się tak ładnie odwdzięczyli). Zresztą Chiny na całym zamieszaniu mocno zyskają (pozbędą się gospodarczego wroga Trumpa i zyskają łagodniejsze postrzeganie ich własnej cenzury), dużo na to wskazuje, że Chińczycy aktywnie uczestniczyli w ostatnich przemianach politycznych w USA, bo opłaca im się to pod każdym względem i dzięki temu właśnie stały się największym mocarstwem świata.

Wykorzystując rozpęd, wielkie korporacje rozpoczęły czystkę wśród innych „nieprawomyślnych” środowisk, niezwiązanych bezpośrednio z Trumpem. Zbanowanych zostało tysiące prawicowych kont na Pejsie i Twitterze, dostało się nawet profilowi… Grupy Wyszehradzkiej. Amazon oprócz Parlera usunął też ze swoich serwerów największą światową stronę o broni palnej, ar15.com. Z kolei telewizje CNN i ABC mocno lobbują wśród telewizyjnych sieci kablowych o usunięcie z oferty jedynego prawicowego kanału informacyjnego, FoxNews. Niektórzy operatorzy płatniczy zablokowali konta Trumpa oraz ludzi, którzy go finansowali. Kilka banków z Wall Street po „szturmie” na Kapitol zamroziło dotacje dla republikańskich senatorów. Linie lotnicze Delta wyprosiły z samolotu kilka osób, gdy okazało się, że są oni wyborcami Trumpa.

Głównym usprawiedliwieniem firm wykluczających Trumpa (i innych) jest posądzenie o „teorie spiskowe”. Problem w tym, że nie wiadomo czy teoria jest spiskowa i nie ma żadnego organu, który mógłby to skutecznie weryfikować. Co wtedy, gdy teoria uznana za spiskową kiedyś okaże się prawdą i banowano za mówienie prawdy? Przykładowo, uznaje się powszechnie, że najpotężniejszym człowiekiem świata (a już na pewno najpotężniejszym człowiekiem USA) jest prezydent Stanów Zjednoczonych. Pogląd, w którym uważa się, że istnieje ktoś jeszcze potężniejszy uważany jest (był?) za jedną z najpopularniejszych teorii spiskowych. Najważniejszy jest prezydent, a ten, kto uważa inaczej jest foliarzem i płaskoziemcą. Ostatnie dni pokazały jednak dobitnie, że prezydent USA nie jest najpotężniejszym człowiekiem w USA, gdyż (nadal urzędujący, do 20-go stycznia Trump) niewątpliwie jest prezydentem, a spuszczono go momentalnie, jak wodę w kiblu.

Nie próżnują też politycy przeciwni Trumpowi, właśnie dziś w nocy (z 13 na 14 stycznia) przegłosowana została procedura impeachmentu, czyli postawienia Trumpa w stan oskarżenia. Już wcześniej „Demokraci” kilka razy tego próbowali, ale za każdym razem nie zdołali uzbierać wymaganej liczby głosów. Teraz jednak im się to udało, gdyż jak pisałem wcześniej- „Demokraci” odbili Senat oraz zdołali „przekonać” 10 senatorów Republikańskich do głosowania przeciwko Trumpowi. Głównym zarzutem ma być rzekome „podżeganie do powstania” i „zaangażowanie w rebelię” (oczywiście dużo bardziej krwawe i wandalistyczne „protesty” BLM nie zostały nigdy uznane za powstanie i rebelię). Po co „Demokratom” jest teraz ten impeachment? Wszak kadencja Trumpa i tak za chwilę sama wygaśnie. Według mnie chodzi o to, żeby na koniec maksymalnie upodlić i zbezcześcić Trumpa, zamknąć mu wszelkie polityczne ścieżki na przyszłość oraz mieć jakąś „podkładkę” do dalszego upadlania go na innych płaszczyznach (społecznej, elektronicznej, finansowej oraz historycznej). Jakby tego było mało- właśnie wszczęto odrębną procedurę odwołania Trumpa ze stanowiska (6 dni przed wygaśnięciem kadencji!). Za kilka lat dzięki lewackiej propagandzie Trump wśród ignorantów i lemingów będzie demonem oraz synonimem Hitlera. Gdy ktoś wówczas spyta, dlaczego wspomina się go aż tak źle- nie będą mówili o człowieku-bizonie, spacerującym po Kapitolu (bo zostaliby wyśmiani), lecz właśnie o impeachmencie, odwołaniu przed końcem kadencji oraz o banach w social-media (to za jakiś czas będzie traktowane jako okoliczność obciążająca Trumpa, a nie banujących). Obecna „mądrość etapu” przeciwników Trumpa to krwiożerczy człowiek-bizon, pseudo-szturm i 5 ofiar śmiertelnych, ale za kilka lat to na nikim nie będzie robiło wrażenia, więc „mądrością etapu” będzie w przyszłości impeachment i skrócenie prezydentury.

Podsumowując cały wpis. Trump przegrał wybory i jeżeli były one sfałszowane, to nieznacznie. Nie mógł on pogodzić się z porażką, więc podważał wynik wyborów przy każdej okazji. Jego posunięcie z wezwaniem sympatyków do Kapitolu zostało skrzętnie wykorzystane przez politycznych rywali. Wprawdzie wyznawcy Trumpa nie popełnili żadnych przestępstw w Kapitolu (poza tym, że tam bez większych problemów „wtargnęli”)- media przedstawiły to jako szturm, atak terrorystyczny i III Wojnę Światową. Prawda jest taka, że protesty Antify/BLM po śmierci Floyda były setki razy bardziej brutalne, niż to, co się stało 6-go stycznia w Waszyngtonie.

Akcja w Kapitolu pomogła korporacjom i powiązanym z nimi politykom na „wykasowanie” Trumpa z przestrzeni publicznej. Poleciały bany na wszystkich jego profilach w social-media, do tego aktywowano impeachment. Według mnie- i tak by to zrobiono, ale „szturm” na Kapitol mocno to komunistom ułatwił.

Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził, że lewaki i KODziarze (albo przynajmniej część z nich) odbiorą ostatnie wydarzenia jako zagrożenie dla wolności słowa. A gdzie tam! Cieszą się oni do rozpuku i proszą o więcej represji dla Trumpa i prawicy. Nie zdają sobie oni sprawy, że sami są następni w kolejce do zakneblowania, bo po eliminacji prawicy z życia publicznego rewolucja będzie rozwijała się dalej i dosięgnie najpierw symetrystów, potem umiarkowaną lewicę, a na koniec resztę. Zresztą nawet Kaczyński mógłby dzisiaj zrobić to samo do „Demokraci”, czyli wpuścić awanturników z KODu lub Lempartu do sejmu, a potem spacyfikować, zabić czterech, poświęcić jednego policjanta i powiedzieć na koniec, że była to haniebna próba przewrotu na wzór „szturmu” zwolenników Trumpa. Ciekawe, jak skomentowałaby to Gazeta Wyborcza? Wydaje mi się, że gdy opozycja totalna przejmie w przyszłości władzę w Polsce, to może być podobnie (nawet bez tego bany w social-mediach już jakiś czas temu się zaczęły, np. ban na Pejsie dla Korwina-Mikke, który posiadał najwięcej lajków spośród profili wszystkich polskojęzycznych polityków).

„Demokraci” z USA ostatnimi działaniami chcą się zabezpieczyć przed utratą koryta w przyszłości. Od 20-go stycznia będą mieli 100% władzy, czyli prezydenta, Senat, Izbę Reprezentantów, media (tradycyjne i społecznościowe), finansjerę, edukację i przemysł rozrywkowy. Sytuacja niby wymarzona, ale najlepiej jeszcze (dla pewności) wyciąć opozycję prawicową i podstawić własną. Daleko nie trzeba szukać, Polska przed 2015 rokiem też była w rękach jednej opcji. Miała ona sejm, senat, prezydenta, Trybunał Konstytucyjny, wszystkie media (poza niszowym Rydzykiem i TV Republiką), wsparcie Unii Europejskiej, Rosji, żydokomuny. Jednakże w 2015 roku stracili sporą część władzy na rzecz środowiska, które było wykluczone medialnie, ale nie społecznie. „Demokraci” z USA nie chcą powtórzyć tego błędu i poza zajęciem wszelkich ośrodków władzy będą starali się przejąć kontrolę nad Republikanami, zmieniając ich w „lekką lewicę” na wzór brytyjski (tam tzw. Partia Konserwatywna, czyli 'Torysi' mają konserwatyzm na poziomie naszej Partii Razem). Republikanie prawdopodobnie staną się przystawką „Demokratów” i „lekką lewicą”, czymś jak „Nowoczesna” i „Ruch Hołowni”, które powstawały jako opozycja dla Platformy. Aby plan się udał- najbardziej buntowniczych Republikanów oczywiście będzie trzeba usunąć, tak jak Trumpa.

Rok 2021 jest tym, w którym USA przestaną być głównym mocarstwem świata. Największe korporacje będą nadal wypierały z rynku średnie i małe firmy, monopolizując rynek do reszty (nawet w czasie koronawirusa, gdy mnóstwo biznesów plajtuje- korporacje mają się lepiej niż kiedykolwiek, a indeksy amerykańskiej giełdy biją kolejne rekordy). Nastanie korpo-komunizm, czyli ustrój totalitarny, gdzie zaprzyjaźnione ze sobą korporacje będą wybierały rząd oraz wycinały z rynku resztki „normalnych” biznesów. Oczywiście efektywność takiego systemu gospodarczego jest niska i USA skończą jak ZSRR.

Mocno kibicuję Trumpowi w kwestii stworzenia prawicowych portali: społecznościowych, streamingowych, wyszukiwarki i encyklopedii, bo te które są- zostały opanowane przez lewactwo, które nie dopuszcza użytkowników o poglądach innych, niż „jedyne słuszne”. Czy się to uda- okaże się w najbliższych tygodniach.

Zmiany w USA według mnie nie odbiją się zbyt mocno na Polsce (przynajmniej nie od razu), bo jak pisałem- już wcześniej nie mieliśmy prawa czuć się ich pełnoprawnym sojusznikiem, pomimo uskuteczniania szeroko pojętej „murzyńskości” (jak to mawiał Radek Sikorski). Jedyna zmiana będzie taka, że USA być może będą teraz wolały, aby władzę w Polsce przejęła „opozycja totalna” (choć z drugiej strony zwycięstwo „totalnych” to zbliżenie z Niemcami  i Rosją, a więc siłą rzeczy oddalenie od USA). Czas pokaże, co się stanie. Ja osobiście jestem przerażony „postępem” w USA i jego przyspieszeniem. Spodziewałem się, że do tego dojdzie, ale nie przyszło mi do głowy, że może stać się to tak szybko. Gdyby rok temu o tej porze ktoś powiedziałby mi, że w przeciągu kolejnego roku wybuchną masowe protesty szabrowniczo-wandalistyczne po śmierci czarnego rzezimieszka, Donald Trump zostanie całkowicie wymazany z życia publicznego i trzeba będzie chodzić po ulicy w maseczkach- zaleciłbym mu konsultację psychiatryczną.

RacimiR, 14.01.2021

PS: Wielkie dzięki za konkretne wsparcie dla Krzysztofa i Marii.

27 myśli w temacie “Smutny koniec prezydentury Trumpa

  1. Szkoda, ze nic nie napisałeś o zniesieniu przez Trumpa wiz dla Polaków. Uważam, że przemilczenie tego faktu nie było fair.

    od RacimiR: Zupełnie wyleciało mi to z głowy, mój błąd. Już to wpisałem w główny tekst.

    • Te wizy dla mnie żadnego znaczenia nie mają , byłem w pieprzonej hameryce w 2008 czyli jak w ogóle nieznałem się na polityce etc, ale już wtedy ten kraj mnie zwyczajnie brzydził i przyrzekłem sobie że już nigdy więcej tam nie pojadę. Tam jest same dziadostwo i nawet nie było czego oglądać i nawet parszywe jedzenie było wymiotnie gdziekolwiek nie jadłem.

  2. Gdyby nie te 4 rzeczy USA nie byłyby dzisiaj takim ściekiem
    – przegrana konfederacji w wojnie secesyjnej
    – udział w 2 wojnie światowej
    -przegrana w Wietnamie jedynej słusznej wojnie USA
    -ugięcie się przed czarnymi i hippisami
    Co do wyborów lewactwo zjeżdżało z Kalifornii do Teksasu i Arizony do tego imigracja a wg jakieś sondażu gdyby nie przemilczenie przez media afery bękarta starego komucha nie miałby tyle głosów, bo wg jakiegoś sondażu 13 procent po tym jak się dowiedziałam o tym żałowała oddanego głosu na niego.

    od RacimiR: Wojna Secesyjna, Wietnam i faworyzacja czarnych mają jeden mianownik, to jakby 3 etapy jednej rewolucji. Nie zgodzę się jednak, że 2 Wojna Światowa była zła dla USA. Oni świetnie rozegrali to taktycznie, odczekali dużo czasu aż najsilniejsi rywale zużyją zasoby militarne i na koniec wjechali na zgliszcza na białym koniu, zgarniając „zwycięstwo” i wpływy w wielu rejonach świata. Zresztą dokładnie to samo zrobił Stalin z takim samym efektem, dlatego przez 40-kilka lat po wojnie na świecie liczyły się tylko 2 bloki polityczne.

    • Kiedyś udostępniłeś grafikę z amerykańskimi żołnierzami ze zdjęciem dewianta że o takiego wartości pojechali wtedy walczyć, poza tym gdyby USA nie miała żadnych związków z 2:wojna być może straszenie faszyzmem nie odnosiłoby tam żadnego skutku

  3. Z Kresy.pl

    W związku z ostatnimi wyborami do amerykańskiego Kongresu, „The Jerusalem Post” opublikowało listę z nazwiskami Żydów zasiadających w obu izbach parlamentu Stanów Zjednoczonych.

    Jak podano, jest ich teraz łącznie 37 – 10 w stuosobowym Senacie i 27 w liczącej 435 kongresmenów Izbie Reprezentantów. W wyliczeniach uwzględniono wyniki ubiegłotygodniowych wyborów w Georgii, dzięki którym Demokraci będą mieć przewagę w obu izbach.

    Zdecydowana większość Żydów w amerykańskim Kongresie związana jest z Partią Demokratyczną. To aż 25 w Izbie Reprezentantów, gdzie tylko dwie osoby pochodzenia żydowskiego to Republikanie. W Senacie wszyscy żydowscy senatorowie związani są z Partią Demokratyczną, a najpewniej nowojorski senator Charles Schumer zostanie pierwszym Żydem-liderem większości w Senacie . „Jpost” zaznacza też, że będzie on zarazem najwyższym rangą amerykańskim dygnitarzem pochodzenia żydowskiego w historii.

    Żydowscy kongresmeni w Izbie Reprezentantów, jak podaje izraelska gazeta, to: Jake Auchincloss z Massachusetts (wybrany po raz pierwszy), Suzanne Bonamici z Oregonu, David Cicilline z Rhode Island, Steve Cohen z Tennessee, Ted Deutch z Florydy, Lois Frankel z Florydy, Josh Gottheimer z New Jersey, Sara Jacobs z Kalifornii (wybrana po raz pierwszy), Andy Levin z Michigan, Mike Levin z Kalifornii, Alan Lowenthal z Kalifornii, Elaine Luria z Wirginii, Kathy Manning z Karoliny Północnej (wybrana po raz pierwszy) Jerry Nadler z Nowego Jorku, Dean Phillips z Minnesoty, Jamie Raskin z Maryland, Jan Schakowsky z Illinois, Adam Schiff z Kalifornii, Brad Schneider z Illinois, Kim Schrier z Waszyngtonu, Brad Sherman z Kalifornii, Elissa Slotkin z Michigan, Debbie Wasserman Schultz z Florydy, Susan Wild z Pensylwanii i John Yarmuth z Kentucky. Wszyscy oni to politycy Partii Demokratycznej. Republikanie to David Kustoff z Tennessee i Lee Zeldin z Nowego Jorku.

    W przypadku Senatu wszyscy to Demokraci: Michael Bennet z Kolorado [„JPost” zaznacza, że choć poprzez matkę ma żydowskie pochodzenie, to nie utożsamia się z judaizmem – red.], Richard Blumenthal z Connecticut, Ben Cardin z Maryland, Dianne Feinstein z Kalifornii, Jon Ossoff z Georgii (wybrany po raz pierwszy), Jacky Rosen z Nevady, Bernie Sanders z Vermont (niezależny, ale związany z Demokratami), Brian Schatz z Hawajów, Charles Schumer z Nowego Jorku i Ron Wyden z Oregonu.

  4. Wcale mi Trumpa nie szkoda, głównie dlatego, że podpisał 447. Jedyne, co rzeczywiście dla Polski zrobił, to zniesienie wiz (ma to znaczenie wyłącznie wizerunkowe, bo dozwolony jest tylko ruch turystyczny – żeby pracować, nadal trzeba załatwiać papiery). Bombardowanie Nord-Stream jest ponadpodziałowe i tutaj Biden będzie kontynuował. Chodzi trochę o eksport LNG, trochę o gaz łupkowy w Polsce, na który wyłączność załatwili sobie Amerykanie (ale na razie go nie eksploatują), ale najbardziej o to, że USA kontroluje przepływ gazu przez Ukrainę i pobiera niemały haracz za przepuszczanie tego gazu na zachód.

    Co do sojuszy – zobacz, jak Trump wykolegował Kurdów. Trump jest lojalny tylko wobec samego siebie. (i oczywiście wobec rodaków swojego zięcia)

    W 2016 Trump wygrał o mały włos. A wiadomo, że polonia amerykańska w większości na niego głosowała. Tym razem być może tego właśnie małego włosa zabrakło.

    • Polonia mieszka w stanach w których i tak wygrywa demokratyczne lewactwo więc jej chodzenie na wybory nic nie zmienia ani niema zbytnio sensu.

      Kafr się wygadał że będą teraz wprowadzać demokrację na Węgrzech i na Filipinach o Polsce na razie cicho. Ale tym śmieciom już nawet lewicowy Duterte nie pasi, może dlatego że dał swoim ludziom broń aby robili porządek z ćpunami.

  5. A co do tej raperki – co złego jest w jedzeniu kociej padliny?

    od RacimiR: W większości krajów bezczeszczenie zwłok jest nielegalne, na pewno jest to niesmaczne i nieetyczne.

    • Bezczeszczenie zwłok _ludzkich_ jest nielegalne. Ze zwierzęcymi można robić różne rzeczy, na przykład je jeść. Inaczej trzeba byłoby pozamykać wszystkie masarnie.

      Kot był ugotowany, więc odpadają problemy natury sanitarno-epidemiologicznej.

      Koty nie są pod ochroną gatunkową, więc sozoogia też tu odpada.

      Kot był już martwy, więc nie został zabity specjalnie po to, żeby go zjeść. Czyli okrucieństwo wobec zwierząt znacznie mniejsze, niż rutynowe jedzenie kiełbasy czy kebabu.

      Jedynymi ludźmi, których mogłoby to poruszyć, są wielbiciele kotów (w nie większym stopniu niż jedzenie wołowiny obraża hindusów). Innymi słowy, gdyby takie coś wrzuciła na jakieś forum kociarskie, to ban byłby na miejscu, ale tylko wtedy.

      Jednym z problemów współczesnej postcywilizacji posteuropejskiej jest to, że zwierzęta zaczyna się traktować jak ludzi. Zamiast mieć dzieci, ludzie otaczają się psami i kotami. Dochodzi do zatarcia różnic moralnych między traktowaniem ludzi i zwierząt, a ponieważ zabijanie zwierząt jest konieczne (np. szkodniki), łatwiej przełknąć i zabijanie ludzi. Paradoksalnie wyczyn tej raperki oddala zagrożenie.

      od RacimiR: Tu nie chodzi o to, że ugotowała „świeżego” kota, tylko o to, że on już był od jakiegoś czasu pogrzebany. Gdyby tego kota ugotował ktoś biały, albo (olaboga) Trump, to byłby ban i skandal na pół świata. Zrobiła to jednak czarna celebrytka, więc nie ma żadnego problemu.

      • Wolę rozmawiać o faktach, niż o domysłach „co by było gdyby”, tym bardziej, że jest to temat niespecjalnie związany z Trumpem i dziwię się, że w ogóle wrzuciłeś to do tego artykułu. Poprzestanę na stwierdzeniu, że bez względu na albedo skóry wykonawcy, zjedzenie kociej padliny nie łamało to ani prawa, ani poprawności politycznej, ani nie obrażało nikogo.

        od RacimiR: Chodzi o to, że jednego dnia były dwie sytuacje: akcja z kotem i nawoływanie Trumpa do rozejścia się do domów. Jedna z nich zasłużyła na bana, druga nie.

  6. I kolejna refleksja – po czyjej stronie był Trump, gdy Morawiecki próbował opodatkować amerykańskich gigantów cyfrowych? Jeżeli po stronie gigantów, to ma teraz za swoje.

    od RacimiR: Amerykanie (i np. Żydzi) już tak mają, że za granicą grają w tej samej drużynie, a kłócą się tylko u siebie w kraju, we własnym sosie.
    Polacy jednak po zaborach i komunie mają spore tradycje jurgieltnicze, skutkujące tym, co robi opozycja totalna w Brukseli.

    • No właśnie. Czyli wszystko nam jedno, kto jest prezydentem, bo i tak rozmawiamy z USA jako organizacją, a nie z Trumpem czy z Zuckerbergiem.

      Nawiasem mówiąc, i w USA zdarzają się wyjątki od teamworku. Na przykład końcówka wojny w Wietnamie. Wiele osób uważa, że USA przegrało tę wojnę, ale to jest tak samo uproszczone, jak to, że Polska wygrała 2 w.ś. A było to tak:

      W 1973 Nixonowi udało się doprowadzić do rozejmu między Wietamem Północnym a Wietnamem Południowym, podobnego do tego w Korei. Był to cel Nixona od samego początku prezydentury. Miało to sporo zalet:
      – zatrzymanie rozlewu krwi, powrót amerykańskich chłopaków do domu
      – zachowanie reputacji USA na arenie międzynarodowej
      – utrzymanie Wietnamu Północnego w roli „straszaka”, przydaje się to
      Układ był taki, że USA wycofuje się z wojny, ale w mocy pozostaje sojusz z Wietnamem Południowym — jeżeli kiedykolwiek Wietnam Północny zaatakuje, to USA wraca do gry.

      Niestety, rok później Nixon wpadł w poważne tarapaty i gdy Wietnam Północny zaatakował, Nixon, ograniczany przez Demokratów, nie był w stanie wysłać wojska w ilości zdolnej odeprzeć atak. W 1975 Wietnam Południowy padł, zdradzony przez sojusznika. Nie przez samego Nixona, ale przez USA jako organizację.

      od RacimiR: Uważa się, że USA przegrało wojnę w Wietnamie, bo kosztowała ona gigantyczne kwoty finansowe oraz ludzkie, a także propagandowe (jedyny raz w historii USA nie wygrały wojny, którą sami zaczęli). Do tego z jej powodu zrodził się masowy ruch hippisów, czyli ludzi totalnie oderwanych od rzeczywistości, którzy obecnie rządzą w USA i doprowadzą ten kraj do upadku wewnętrznego. Gdyby za pieniądze „zainwestowane” w wojnę w USA zmniejszono podatki, to ten kraj byłby dalej największym mocarstwem świata przez wiele dekad.

      • Nieprawda – USA przegrało z kretesem wojnę z Imperium Brytyjskim już w 1812. Parafrazując poetę, USA zaczęło, Brytyjczycy/Kanadyjczycy skończyli. Spalili Kapitol i wrócili do domu.

        Natomiast formalnie USA nie przegrało wojny w Wietnamie, tylko ją zremisowało (doszło do sytuacji takiej, jak w Korei). Przegrał Wietam Południowy, zostawiony na lodzie.

        „Uważa się”, że USA przegrało tę wojnę, bo amerykańska propaganda do tej pory przedstawia to jako przegraną – bo przegranie wojny z dżunglowymi półtorametrowymi wieśniakami w słomianych kapeluszach jest mimo wszystko mniejszą hańbą niż zostawienie sojusznika na lodzie.

        Co do inwestowania pieniędzy. Dla USA najlepszą inwestycją są właśnie wojny. Taki jest ich model biznesowy. Wydają mnóstwo hajsu, ale to im się zwraca w postaci różnych pośrednich korzyści, związanych z utrzymywaniem tak wielkiej strefy wpływów. Wojna w Wietnamie to akurat taka inwestycja, która się nie zwróciła. No cóż, intratne inwestycje są zwykle obarczone ryzykiem. No i trzeba jednak stwierdzić, że zarządzanie tą konkretną inwestycją nie było najefektywniejsze, począwszy od braku dobrego rozpoznania i analizy SWOT.

        od RacimiR: W 1812 roku USA dopiero się formowały i były de facto koloniami europejskich krajów, więc nie ma co tego liczyć.
        Ostatnie „misje stabilizacyjne” (Irak, Iran i Afganistan) chyba też są deficytowe. Wydali kupę szmalu, a ich kontrola nad tymi terenami jest niewielka.

  7. Zaś na miejscu Bidena miałbym oczy dookoła głowy.

    Demokraci zmądrzeli, tym razem nie wystawili ani murzyna, ani kobiety, tylko heteroseksualnego białego mężczyznę, w dodatku oficjalnie wierzącego (aczkolwiek jego wiara jest prawdopodobnie na poziomie Hołowni). Będąc katolikiem jest kompromisem między bezbożnikami a radykalnymi odłamami protestanckimi. Tak właśnie oni kombinują – w obliczu polaryzacji społeczeństwa, która przybiera już formy destrukcyjne, wystawili kogoś, co do którego część wyborców zapewne ma nadzieję, że ten człowiek wszystkich pogodzi, a Ameryka znowu będzie fajnym miejscem.

    Oczywiście, po wygranych wyborach te cechy nie są już potrzebne, a wręcz utrudniają, dlatego w interesie Demokratów byłoby, gdyby wyzionął on ducha w taki czy inny sposób (najlepiej na jakieś choroby współistniejące). Wtedy będą mogli pojechać z grubej rury, a umiarkowani wyborcy Bidena westchną, że stary Joe, gdyby żył, nie pozwoliłby na taki burdel.

    od Racimir: Hołownia to dobre porównanie. troszkę na lewo od urzędującego „faszysty”, więc zdobędzie zarówno głosy lewaków, jak i „umiarkowanych”. A rządzić i tak będzie kto inny, Biden nie ma charyzmy ani witalności.

  8. Właśnie ten impeachment jest potrzebny lewakom, chociażby na ostatnie dni przed końcem prezydentury Trumpa. Wszyscy byli prezydenci USA (żyjący rzecz jasna) otrzymują dzienny raport z działań tajnych służb, dokładnie taki sam jaki otrzymuje obecny prezydent na swoje biurko. Kaście to nie na rękę, bo informacje tam zawarte będzie można wykorzystywać przeciwko nim. Dokumentów tych nie dostaje prezydent usunięty ze stanowiska przedwcześnie, na skutek orzeczenia działania niezgodnego z konstytucją (czyli impeachmentu). Dlatego im zależy na uskutecznieniu impeachmentu. Nie wiem jak wygląda sprawa ewentualnego oczyszczenia w przyszłości Trumpa z zarzutów (w co wątpię). Ponadto proszę wziąć poprawkę na to, że cały mój komentarz może być wielkim stekiem bzdur, nie jestem pewien. Może mnie ktoś poprawi?

    • Zgodnie z amerykańskim prawem, gdyby doszło do impeachmentu prezydenta Trumpa, zostałby on pozbawiony:

      – dożywotniej emerytury prezydenckiej (200k USD)
      – corocznego budżetu na podróże (1 mln. USD)
      – dożywotniej ochrony Secret Service
      – prawa do ponownego startu w wyborach

      od RacimiR: Już doszło do impeachmentu, pytanie tylko czy zdążą w te 4 dni go przeprowadzić formalnie. Chodziło właśnie o zablokowanie ponownego startu w wyborach i usunięcie go z życia politycznego. Punkty 1-3 są typowo finansowe, a Trump jest bogaczem.

      • Troche sie nie trzyma kupy. Po co byłym prezydentom briefy, skoro już nie mają kontroli nad służbami. Bardziej chodzi o pogrążenie w infamii, i ułatwienie różnym zainteresowanym dobrania się jemu do dupy (prócz kilku spraw sądowych sprzed prezydentury, ma jeszcze ok miliarda dolarów długu, więcej niż jego majątek)

        A proces impeachmentowy prawdopodobnie zacznie się już po inauguracji Joego, bo niby tylko to głosowanie w ichniejszym sejmie (które już przeszło) musi się odbyć w trakcie kadencji

  9. To dziwne, że gracz tego pokroju jakim jest Trump dał się tak łatwo podejść z tym kapitolem. Czy on nie ma swoich sztabów którzy go mieli ostrzec, że może wpaść w pułapkę medialną? Przeciez oni jako politycy najlepiej wiedzą jak się manipuluje przekazem. To tak śmierdzi że hej. Czyżby sam się podłożył?

    Nie wiem czy jesteśmy kompetentni aby oceniac sytuacje w Stanach w kategori dobra i zła, bo jeśli oni tak pragną demokratów to niech ich sobie biorą. Widocznie lubią bata lewackiego czuc na plecach.

    od RacimiR: Pewnie bardzo wąskie grono osób wiedziało, że sympatycy Trumpa zostaną wpuszczeni do Kapitolu.

  10. Jeden Rusek skomentował, że ten przewrót w Kongresie nie udał się dlatego, że w Waszyngtonie nie ma amerykańskiej ambasady, która mogłaby go poprzeć. W Kijowie to co innego. Tam ambasada amerykańska jest i wsparła Majdan.

  11. Taka ciekawostka nie trzeba mieć konta aby to przeczytać na tym parszywym portalu. Ogólnie tekst ten napisany przez jakiegoś amerykańskiego trepa idealnie obrazuje jakie są to poryte dekle. Niby twierdzi że nienawidził trumpa ale zagłosował przez lewackie protesty ale na końcu stwierdza że to był błąd a Kapitol był straszno zbrodniom. I takich szajbusów nam sprowadzili nie muszę mówić kto
    https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=3644655398960126&id=305481276210905

  12. Oczywiście, że ten teatr dla gojów to jedna wielka ściema. Ludzie mają tam dość kłamstw, przynajmniej ci świadomi.

    Racimir – co sądzisz o ewentualnym podziale USA i odłączeniu się Texasu i innych stanów? Tam ludzie są przygotowani na wojnę. Może być wojna domowa? Texas raczej nie chce mieć nic wspólnego z syfem mentalnym miast na Wschodnim Wybrzeżu.

    Lewaki tamtejsi („demokraci” i „liberałowie”) pomimo wycia o zakazie posiadania broni, sami zaczęli się zaopatrywać w broń. Jakoś jednak nie ufają państwu i służbom. Jednakże są przekonani o swojej wygranej i władzy wszędzie, gdzie tylko są ludzie.

    od RacimiR: Nie sądzę, żeby się to stało, bo sytuacja trochę przypomina to, co w Polsce (gdzie też KODziarze co wybory gadają, żeby odciąć PiSowski Wschód i przyłączyć do Białorusi). Ludzie są zbyt wymieszani, nawet w Teksasie czy Kalifornii znajdzie się dużo zwolenników opcji nie-wiodącej. Często tak też jest, że duże miasto i stolica stanu jest za Demokratami, a cała reszta naokoło jest za Republikanami, więc jak to niby podzielić terytorialnie? (u nas jest to samo z Małopolską).
    CHAZ w Seattle pokazał, że gdyby na danym terenie zgromadzić 100% lewaków i dać im się gospodarzyć, to bardzo szybko dojdzie tam do klęski pod każdym względem cywilizacyjnym i społecznym, dlatego sami Demokraci potrzebują republikańskich obywateli do pracy i budowania PKB. O to im zresztą chodzi- uciszyć rywali i zmusić do pracy na rzecz lewackiej klasy uprzywilejowanej, taki amerykański Gułag.

    • Ciekawy koment z jednego forum
      „Tylko dlatego maja jaja, bo jada na kodach i maja przyzwolenie na pewne kwestie. Owszem, ktos przez dekady ciezko pracowal na taki stan rzeczy, ale obecnie jako lewak atakujacy bialych mozesz sobie pozwolic na cokolwiek i jestes czysty, bo jezeli media tego nie rusza to nikt ci sie do dupy nie dobierze. Politycznie pozycja bialych Muricanow i chrzescijanskich konserw jest taka, jak czarnych pare dekad temu.

      Prawaki w polityce nic nie robia, bo finansuja ich ludzie typu Sheldon Adelson (ten akurat juz nie), ktorzy tak naprawde sa progresywni i ich prawilnosc dotyczy tylko i wylacznie Izraela.

      Prawica to MAGA oraz America First i jedyne co im potrzeba to sensowna wewnetrzna organizacja oraz charyzmatyczny lider, a lider po niemiecku to…Fuhrer 🙂

      I moim zdaniem kwestia czasu jest jakies amerykanskie Electric Boogaloo, bo im bardziej wajcha idzie w lewo to tym mniej bialych zostaje na pokladzie rewolucji, gdzie coraz wiecej jest wyznaczonych do odjebki oraz Gulagow.

      Na koncu bedzie tak, ze zostanie spora czesc bialych pozytecznych idiotow, czarno-latynoski lumpenproletariat i znow robiacy nadwyzki w Politbiurze Zydzi.

      Z drugiej strony powstanie amerykanska wersja Narodowych Socjalistow i bedzie rzeznia. Kazda akcja powoduje reakcje, Nazisci w Niemczech byli tylko i wylacznie reakcja na pewne kwestie, to samo bedzie w USA, i skonczy sie to wszystko jak zwykle, bo Moloch potrzebuje krwi.”

  13. W świetle tego co napisałeś to co poniżej może być rzeczywiście szokujące:
    https://wiadomosci.wp.pl/sledczy-celem-tlumu-bylo-zamordowanie-politykow-szokujace-ustalenia-po-szturmie-na-kapitol-6597615144061920a

    Ale tym, co szokuje, to rozmiar, skala i bezczelność propagandy mającej wspomóc cały ten impeachment.

    Ja to widzę tak: Rosja i Chiny już zacierają ręce. Gdyby doszło do jakiejś długotrwałej awantury na własnym podwórku w USA, to raczej ich wojska ściągane byłyby do kraju (bo skoro 20.000 w samym Waszyngtonie to gdzie inne większe miasta?). A tym samym mogą to wykorzystać właśnie Rosja i Chiny. I wykorzystają.

    od RacimiR: Toż to szok 😉 Skoro celem był lincz, to dlaczego „terroryści” go nie wykonali, tylko łazili tam i z powrotem, cykając sobie selfiacze? Właśnie dla takich artykułów wpuszczono Trumpowców do budynku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *