
Z lekkim opóźnieniem zapraszam na zapowiadany artykulik z Marszu Niepodległości 2025. Oficjalne hasło imprezy brzmiało w tym roku: „Jeden naród, silna Polska”. Marsz był bardzo podobny do kilku poprzednich. Trasa była ta sama, co zawsze (czyli z Ronda Dmowskiego do okolic Stadionu Narodowego), żadnych większych „incydentów” nie stwierdzono. Frekwencja była duża, oczywiście „ważne, kto liczy”. I tak, stołeczny ratusz podał 100.000 osób, Onet podał przedział od 120 do 160 tysięcy, a media prawicowe oraz organizatorzy określili liczbę uczestników na 300.000. Według mnie, realnie w Marszu Wzięło udział około 200.000 uczestników, co czyni go najliczniejszym zgromadzeniem w Polsce w całym 2025 roku.
Słówko o dojeździe. Tego dnia, z powodu drobnych prac remontowych z użytku wyłączona była stacja kolejowa Warszawa Centralna (dworzec był otwarty, ale pociągi nie zatrzymywały się). Mój pociąg zatrzymał się na sąsiedniej stacji Śródmieście, więc nie sprawiło mi to różnicy, ale niektóre pociągi z powodu braku przepustowości 'Śródmieścia’ zatrzymywały się tylko na wyraźnie oddalonych stacjach (np. Warszawa Gdańska czy Zachodnia), co już mogło dla niektórych zamiejscowych być problemem logistycznym. Nie wiem, czy zrobione było to przez rząd (PKP) i samorząd (Rafał) na złość, ale nawet jeśli nie, to i tak źle świadczy o ich kompetencjach. Tym bardziej, że w Warszawie na piątek (3 dni po Marszu) zaplanowany był też ważny mecz piłkarski Polska-Holandia. Nie zamyka się głównej stacji kolejowej w tygodniu, w którym są dwie wielkie imprezy, ściągające do stolicy dziesiątki tysięcy ludzi z całej Polski. Można przy okazji przypomnieć, że kilka tygodni wcześniej, na chwilę przed rozpoczęciem XIX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina stołeczny ratusz postanowił, że rozpocznie się remont… pomnika Chopina w Łazienkach Królewskich, więc goście konkursu mogli podziwiać jeden z najsłynniejszych pomników w Polsce co najwyżej zza metalowego ogrodzenia, co faworyzuje tezę, że lokalni administratorzy są po prostu debilami, a nie mścicielami.
Sam prezydent (warszawski i 2-godzinny ogólnopolski) Trzaskowski oczywiście na Marszu się nie pojawił, co chyba nikogo nie dziwi. W kampanii wyborczej w rozmowie z Mentzenem nie wykluczył przyjścia (zresztą w poprzednich latach było podobnie), ale jego obecność byłaby bez sensu i zrodziłaby niepotrzebne negatywne emocje, więc podjął jedną z niewielu dobrych decyzji i 11-go listopada po porannych uroczystościach państwowych pojechał do domu.
W Święto Niepodległości w okolicach Ronda Dmowskiego od samego rana trwały różne „imprezy towarzyszące” (była też jakaś lewacka, czerwono-czarna kontra), a zbiórka na sam Marsz ustalona była (jak zawsze) na godzinę 14. Niestety, tego dnia pogoda była lekko deszczowa, co w połączeniu z około 2-3 godzinami spędzonymi na powietrzu dało niekomfortowy efekt. W oczekiwaniu na wymarsz (poza mżawką) przeszkadzały mi dwie rzeczy. Po pierwsze- brak toalet w okolicy Ronda Dmowskiego. Jak na grubo ponad 100.00 osób, które tam jednocześnie przebywały- przydałyby się jakieś sanitariaty, żeby nie trzeba było chodzić za potrzebą po bramach czy okolicznych lokalach. Już na samej trasie Marszu, w okolicy „Palmy” był rząd Toi-Toiów, ale na samym początku nic takiego nie widziałem (choć specjalistycznego obchodu nie robiłem, więc może coś przegapiłem). Druga wkurzająca rzecz to wszechobecne wuwuzele. Jest ich z roku na rok coraz więcej, przez co całość sprawiała wrażenie Mundialu w RPA w 2010 roku, a ja uważam, że reprezentujemy nieco wyższy poziom cywilizacyjny. Na ligowych stadionach piłkarskich udało się ten irytujący „instrument muzyczny” całkowicie wyeliminować i dobrze byłoby, gdyby tak samo stało się na kolejnych Marszach Niepodległości. Sprytne oko przed wymarszem mogło dojrzeć jakichś ludzi (prawdopodobnie rządowych snajperów) na dachach Novotelu i sąsiedniego biurowca Widok Towers. Sprytne oko także potrafi, po dotarciu na miejsce wymarszu określić czy będzie awantura, czy nie. Zasada jest prosta- jeżeli w okolicy PKiN widoczni są na każdym kroku prężący muskuły policjanci z shotgunami i „jetpackami”- będzie gorąco, a jeżeli ich nie widać- będzie spokój. Oczywiście w drugim przypadku policji też jest mnóstwo (ściągnięci z całej Polski już poprzedniego dnia), ale pochowani są w bocznych uliczkach, bez kontaktu wzrokowego z uczestnikami Marszu. W tym roku w okolicy Ronda, stacji Śródmieście i PKiN nie było ani jednego policjanta, więc już przed startem wiadomo było, że będzie spokojnie. Rzekłbym nawet, że tegoroczny Marsz był najspokojniejszy z wszystkich kilkunastu, na których byłem. Nawet lewaków w oknach była minimalna ilość (bodajże 3 sztuki w sumie) i były to raczej oddolne inicjatywy, bo tęczowym flagom nie towarzyszył zestaw profesjonalnych kamer na sąsiednim balkonie. KODziarzy przy 'Palmie’ też wyjątkowo nie było (Babcia Kasia była na kontrze lewaków, organizowanej kilka przecznic dalej).
Mało też było zorganizowanych grup kibiców, z roku na rok coraz mniej. Oczywiście dalej są oni obecni, ale raczej bez barw klubowych. W tym roku widziałem tylko większą grupę Legii Warszawa i pojedyncze, rozproszone osoby z innych klubów. Ogólnie, byli prawie sami „zwykli” ludzie (dużo kobiet, dzieci i osób starszych) i 3 lewackie flagi w oknach.
Marsz ruszył około 14:30, ale uzyskanie Vśr>1km/h trwało ponad godzinę. Nie wiem, czy ludzi było tak dużo, czy może czoło szło zbyt powoli, ale ostatnie osoby ruszyły w trasę grubo po 15:30, a po drodze (zwłaszcza przy 'Palmie’ i przed 'Poniatoszczakiem’) było kilka dłuższych postojów. Przodem szli politycy: PiS z prezesem i prezydent Nawrocki oraz (osobno) Konfederacja i (również osobno) Konfederacja Brauna. Na Moście Poniatowskiego kolejny raz wyszedł „profesjonalizm” Trzaskowskiego, tzn. na całej długości mostu wyłączone było uliczne oświetlenie. Jeżeli był to zabieg specjalny, to skutek jest dokładnie odwrotny do zamierzonego- niechęć i pogarda uczestników do Trzaskowskiego jeszcze wzrosła. Ludzie na ciemnym odcinku śpiewali szydercze przyśpiewki typu „Rafał włącz światło”. Jeżeli już o rozświetlaniu mowa- płynnie przejdę do rac.

Kolejna żelazna zasada Marszu Niepodległości i jego odbioru przez „demokratów” jest następująca: jeżeli Marsz w danym roku jest spokojny i nic złego się na nim nie działo, to trzeba krytykować go za pirotechnikę i na tej podstawie wysnuć tezę, że „hydra faszyzmu odradza się” i „Hitler też zaczynał od marszów”. Nie inaczej było tym razem. Kiedyś już tutaj pisałem, ale przypomnę, że są dwa rodzaje rac: race miłości i race nienawiści. Technicznie nie różnią się od siebie niczym, ale ważne jest miejsce ich użytkowania. Jeżeli odpalone są na marszach Tuska czy „czarnych protestach” Lempart to są to race miłości, a jeżeli na imprezach prawicowo-konserwatywnych, to są to race nienawiści, prowadzące w linii prostej do Hitlera. Przedstawieni na obrazku powyżej Halicki i Neuman z PO/KO nie ponieśli żadnych konsekwencji za odpalenie rac (miłości), ale już Sławomir Mentzen i setki poszukiwanych obecnie przez policję osób za odpalenie rac (nienawiści) mogą spodziewać się co najmniej mandatów, a nawet spraw sądowych.
Moja opinia na temat pirotechniki jest następująca. Ja jej nie używam i nigdy tego nie robiłem poza 31-szym grudnia. Na pewno nie do obrony są tzw. achtungi, czyli petardy hukowe, których niestety kilka wybuchło w moim pobliżu na tegorocznym Marszu. Ten, który je odpala (i oczywiście żodyn nie rzuci sobie pod nogi, tylko jak najdalej, pod nogi ludzi, którzy się tego nie spodziewają) jest po prostu debilem, albo prowokatorem. Nagły, głośny huk na prawdę nie jest niczym fajnym i u niektórych osób może wywołać nawet zawał. Podobnie jest z kibicami, jadącymi na mecz pociągiem. Często wyrzucają oni achtungi na peron dużych stacji, gdzie zwykli ludzie, czekający na pociąg z pewnością nie zapałają sympatią ani do nich, ani do całego środowiska. Jeśli chodzi o race to mam opinię pośrednią. Odpalenie jej nie jest złe, jeżeli zachowuje się pewne środki bezpieczeństwa. Na pewno trzeba być po pierwsze trzeźwy, a po drugie znaleźć sobie jakieś miejsce, gdzie w pobliżu przynajmniej 1-2 metrów nikogo nie ma, wtedy jest OK. Niestety na Marszu (tegorocznym i poprzednich) zawsze kilka razy widzę, gdy jakiś najebaniec odpala racę w gęstym tłumie i wywija nią na wszystkie strony, także komuś przed oczami.
Grupka osób (bodajże z Młodzieży Wszechpolskiej) na tegorocznym Marszu spaliła flagę Unii Europejskiej. Według mnie to niepotrzebne działanie, bo tylko daje paliwo przeciwnikom politycznym. Tan „akt” zobaczył na żywo jakiś niewielki promil uczestników Marszu, którzy zresztą są świadomi zagrożeń, płynących od biurokratów brukselskich i nie trzeba im pokazywać palącej się flagi. Jednakże filmik z palącą się flagą był obecny we wszystkich prorządowych telewizjach i portalach, z odpowiednim komentarzem, czyli: „w Marszu biorą udział ruskie onuce”, a przekaz ten trafia potem do głów milionów KODziarzy (zwłaszcza osób starszych, którzy dalej są przekonani, że imprezę organizuje Bąkiewicz), którzy przez to betonują się w swoim obozie politycznym i na koniec chętniej zagłosują na Tuska.

Na trasie Marszu jest jedno, jedyne miejsce (koniec Mostu i odbicie na Wybrzeże Szczecińskie), gdzie trasa zakręca i otwiera oś widokową, więc można wyeksponować tam jakiś większy baner, który jest w stanie zobaczyć niemal każdy. Każde inne miejsce jest słabo dostępne wzrokowo i „przekaz wizualny” widoczny jest tylko przez niewielki procent sąsiednich uczestników, ewentualnie dla zdjęć, robionych z góry (budynki czy drony). Na tymże jedynym zakręcie Marszu jest inaczej, przez co z czasem urosło ono do rangi głównego „ekspozytora”. W tym roku pojawiło się tam płótno, widoczne na obrazku powyżej. Jak można się było spodziewać- zesrały się wszystkie środowiska lewicowo-feministyczne, dla którego demografia to bardzo niewygodny temat (zwłaszcza w kontekście narastających przywilejów systemowo-socjalnych dla kobiet, którym im więcej dostają, tym mniej rodzą dzieci, zjawisko zaobserwować można na całym świecie).
Marsz doszedł spokojnie do końca. Brakuje mi trochę „incydentów”, oczywiście nie krwawych i prowokacyjnych, a raczej tych śmiesznych i memicznych typu wypastowany Hugo-Bader czy Antifa z Berlina, paląca wrotki do lokalu Krytyki Politycznej. Obóz ojkofobiczno-tęczkowy przyjął zasadę, że jak zostawią Marsz w spokoju, to ludziom się znudzi. Tak byłoby, gdyby robili to od początku (zanim impreza stała się tak popularna), ale wtedy postanowili blokować i robić problemy, a teraz to już niemożliwe, bo wielu ludzi po prostu jeździ co roku.
Relacje mediów prorządowych na temat Marszu były dosyć skąpe. Jeżeli już coś mówiono, to same klasyki, czyli race, Hitler, faszyści, czy przypominanie „incydentów” sprzed wielu lat (oczywiście ani słowa o prowokacjach typu podpalenie budki pod ambasadą). Skupiono się zresztą na kulisach politycznych (typu, że Kaczyński z Mentzenem się nie lubią), które nikogo 11-go listopada nie obchodzą.
Po Marszu jak zwykle udałem się na stację SKM Warszawa Stadion. Zawsze, gdy tam jestem przypomina mi się przykry obraz sprzed lat (bodajże z tego roku, gdy była prowokacja pod Empikiem). Wsiadłem wówczas do mojego pociągu i kilka sekund po tym, gdy zamknęły się drzwi i skład zaczął ruszać- na peron wpadła banda nabuzowanych, uzbrojonych po zęby policjantów, którzy zaczęli pałować i gazować kogo popadnie (ludzie po prostu stali spokojnie i czekali na pociąg, a policja ich zaatakowała nie wiadomo za co). Miałem wtedy duże szczęście, bo obserwowałem sytuację bezpiecznie, przez okno. Gdyby mój pociąg przyjechał minutę później to pewnie byłbym pobity i miał jeszcze potem spore problemy prawne. Mam nadzieję, że wszyscy, którzy wtedy ucierpieli mają się dzisiaj dobrze.
No i to właściwie byłoby na tyle. Chętnie napisałbym coś więcej, ale po prostu nie ma czego się chwycić. Cała impreza (kolejny już rok z rzędu) przebiegła spokojnie i bezpiecznie. Obiecuję, że kolejne 2 teksty (Prasówka i opis aktualnej sytuacji politycznej w Polsce) będą już znacznie dłuższe.
Tak sobie w drodze powrotnej wymyśliłem, że w przyszłym roku spróbuję pojechać na Marsz rowerem 🙂 To ponad 300 km, więc z moją „formą” i sprzętem (klasy Shimano SIS) bez jakiegoś noclegu albo dwóch się nie obejdzie, powrót oczywiście pociągiem, ale jak pogoda i zdrowie pozwoli to chciałbym to zrobić.
RacimiR, 14.11.2025
PS: Dzięki dla Krzysztofa i Andrzeja!


Pierwszy
> co faworyzuje tezę, że lokalni administratorzy są po prostu debilami, a nie mścicielami.
Ja jednak stosuję w takich przypadkach odwrotnego Hanlona, czyli: nigdy nie przypisuj głupocie działań, które dadzą się wytłumaczyć złośliwością. Dlatego, że ludzie są z natury inteligentni i źli, a nie głupi i dobrzy. A szczególnie ludzie na wysokich stołkach — nawet jeżeli są czyimiś marionetkami, to to też przecież wymaga jakiejś inteligencji. A już na pewno Dupiarz głupi nie jest.
Remont pomnika Chopina w czasie konkursu chopinowskiego to walka z ogólnie pojętą polską kulturą. Chodzi o to, że Chopin jednak sławi polskę, więc trzeba go jak najbardziej ukrywać. Przypomnę, że pomnik Chopina był pierwszym pomnikiem usuniętym przez nazistów w czasie okupacji.
od RacimiR: Nie dowiemy się czy złośliwość, czy dupowatość. Jeżeli to pierwsze to skutek odwrotny, ludzie i tak przyjechali, a różne Republiki miały o czym gadać przez tydzień.
Ja nigdy nie byłem na mn i raczej nie będę brzydzi mnie parchawa i nie widzę nic konstruktywnego w łażeniu po niej bezsensu po ciemku. 11 listopada to obok 1 i 3 mają święto którego wogóle nie obchodzę.
Kiedyś wydawała mi się brzydkim miastem dopóki nie miałem odniesienia do miast typu Paryź, Marsylia, Kolonia z ich towarzyszami chodnika. Również w Brukseli czułem ten sam klimat rybich głów sprzed tygodnia jaki towarzyszy morskiej bryzie w Dakarze czy Dakhla. Polecam na zimowy wyjazd w przeciwieństwie do odwiedzenia tych miast w zach europie. Smród chociaż ten sam to jednak e Afryce piękna pogoda niskie ceny wynagradzają przykre zapachy. W porównaniu z tym Warszawa wypada jak ekskluzywna enklawa Czystych bezpiecznych ulic i chodników.
od RacimiR: Wg mnie miasto to architektura, a nie syf czy bezdomni- tego łatwo można się pozbyć. W Katowicach wyburzono brutalistyczny dworzec kolejowy, bo był brudny, najeżony narkomanami i januszowymi reklamami, według wielu ludzi wystarczyło to po prostu wyczyścić i byłoby lepiej, niż teraz (czyli centrum handlowe z doklejką w postaci dworca, gdzie nie ma nawet gdzie usiąść, bo „hol główny” jest wielkości szkolnej sali gimnastycznej).
Paryż czy Londyn (centralne części, bo obrzeża to bajzel) wg mnie bije Warszawę na głowę, ale ta była praktycznie odbudowywana od zera, kiedy nie było środków na rozmach. W Warszawie moim skromnym okiem brakuje wysokich kamienic, w 10x mniejszym Bytomiu jest ich chyba więcej.
> a nie syf czy bezdomni- tego łatwo można się pozbyć
Byłoby łatwo, gdyby nie to, że ci bezdomni są celowo hodowani przez władzę.
Co do dworców kolejowych — nie widziałem jeszcze ładnego dworca, i mam wrażenie, że ludzkość nie opanowała jeszcze umiejętności budowania ładnych dworców kolejowych. Autobusowe jakoś bywają ładne, nie mówiąc już o terminalach lotniskowych, ale kolejowe dziwnym trafem zawsze są brzydkie i syfiaszcze.
od RacimiR: Polscy bezdomni najczęściej wyjeżdżają na zachód, bo tam mają lepszą opiekę. Dawniej było ich znacznie więcej na ulicach.
Według mnie z dworcami jest odwrotnie, zwłaszcza w Polsce- jednak najładniejsze są przedwojenne (Wrocław, Kraków, Gdańsk, Bielsko-Biała, Sosnowiec i wiele innych). Te nowsze są albo brzydkie i stanowiące doklejkę do galerii (Poznań, Katowice), albo ich nie ma w ogóle. Na Śląsku (i w innych regionach pewnie też) w ostatnich latach wyremontowano gruntownie wiele linii kolejowych i sporo budynków dworców przy okazji po prostu wyburzono (albo przekształcono na domy mieszkalne)- zamiast nich są nowe, ale gołe perony, niekiedy jakiś daszek i ławka. W samych Katowicach są obecnie w budowie bodajże 4 nowe przystanki kolejowe i przy żadnym nie będzie budynku dworca. Dworców z kasami biletowymi i poczekalnią zostało dosłownie kilkanaście w 4-milionowym województwie (w latach świetności było grubo ponad 200). Dzisiaj kolej pasażerska nie potrzebuje takich przestrzeni jak dawniej, wiele mniejszych miast (np. Brzeg) została z wielkimi molochami jak Himilsbach z angielskim, często też są jakieś wieże wodne i inne zarośnięte bocznice, z którymi nie wiadomo co zrobić (zwłaszcza, jak konserwator wpisał je na listę).
Syf na dworcach to nie wina budownictwa, tylko (braku) opieki. Najbardziej zatłoczone miejsca przyciągają bezdomnych, grajków, złodziejaszków i innych cwaniaczków. Jednak sytuacja znacznie się poprawiła. Pamiętam dobrze poprzedni dworzec 'brutal’ w Katowicach z lat 90-tych, kto tam wtedy był ten wie co to bałagan, syf i przestępczość, zwłaszcza w niezliczonych tunelach nocą.
Jeśli chodzi o ładne dworce autobusowe to prawdę mówiąc nie potrafię wymienić ani jednego (może ten w Kielcach, choć to nie mój klimat), ale mało jeżdżę autobusami więc nie mam rozeznania. Większość to chyba plac z peronami i daszkami, a obok ewentualnie jakiś klocek z poczekalnią i kasą. Najbardziej funkcjonalne są ulokowane w podziemiach dworca kolejowego, aby łatwiej było się przesiadać (np. Kraków, Wrocław, Katowice) więc siłą rzeczy nie mogą być ładne, bo ich nawet nie widać.
Terminale lotnicze to prawie same szklane kloce z jakimiś ozdobami na dachu, ujdzie, ale nie ma się czym zachwycać. Zobaczymy jak będą wyglądały za kilkadziesiąt lat, bo teraz prawie wszystkie są dosyć nowe- Polacy zaczęli masowo latać dopiero po roku 2000.
I bardzo dobrze Tancred, tak trzymać! A wy skąd pochodzicie?
„Polacy lubią walczyć o piosenkę i chorągiewkę” ale chyba nie zdają sobie z tego sprawy, a rząd z nimi gra w grę tj. udaje że to dla nich niewygodne, przez co zwykły Polak odczytuje to w sposób „aha, czyli tutaj system boli, tu musimy napierać”, gdzie tak naprawde systemowi w to graj, ze ludzie sie bezsensownymi rytuałami zajmują, jak marsz niepodległosci (notabene posrod budynkow korporacji ktore ich okupują polacy krzyczą o swojej dumie z bycia niepodległymi😮) zmęczą się, a wybory obchodzą lejkum polejkum. Ot taka moja opinia. Wszystki idzie po sznurku rządzących, a ludzie sa przekonani ze są na dobrym tropie.
Taka ciekawostka sąsiad który należy do PiS w 2023 i 2024 wogole nie wieszał flagi na balkonie dopiero po wygraniu Nawrocki znowu wywiesza.
A na tym marszu jakieś feministy były?
https://chamsko.pl/130862/Feministy
Szkoda że nazizm na Ukrainie towarzystwu nie przeszkadza. Jakoś nie widziałem lamentu z tego powodu, a nazizm już się tam odrodził i ma się dobrze.
Drogi Racimirze, jedno sprostowanie:
FLARY to nie RACE !
Nie myl uzywanych na marszu flar z racami, bo nie jestes lewakiem!
🙂
Może mi ktoś logicznie wytlumaczyć sprawę Kotłowni. Skonczył marszałkowanie i teraz jest sprawa o jego kolegium tumanum. Ja nie mogę zrozumować że skoro od zawsze był lizusem Tuska czemu miał problem z blokada elekcji Nawrocki. Dusze diabłu już i tak zaprzedał ale byłby marszałkiem do końca i pewnie by dostał walizkę pieniędzy. Ktoś powie że to było za grube nawet dla niego, ale przecież mówimy o facecie co kazał glosować na trzaskowski sekundę po zakończeniu 1 tury. Przecież on się kieruje swoimi korzyściami materialnymi a za blokadę nikt by nic nie zrobił.
od RacimiR: Poszedłby siedzieć po utracie władzy przez obóz Tuska, bo formalnie wziąłby na siebie całą odpowiedzialność za bezprecedensowe zablokowanie legalnie wybranego prezydenta (różne Zolle, Giertychy czy Gersdorfy, które za tym mocno lobbowały- łatwo umyłyby ręce). Sam Hołownia zresztą w TV mówił, że oferowano mu zamach stanu (co ciekawe sprawę w prokuraturze na ten temat ukręcono).
Przecież Wolne sondy nienawidzą pis i Nawrocki wątpie żeby go skazali nawet jakby pis znów rządził, chyba że Szymuś był taki głupi i naprawdę tego nie wiedział.
od RacimiR: Chcieli go poświęcić jako mięso armatnie. Tusk nie ma żadnych problemów z odstrzelaniem niegdyś bliskich i poddanych mu ludzi, przekonali się o tym ostatnio Bodnar czy Banaś. Gdyby „demokraci” byli pewni bezpieczeństwa to zaangażowaliby się bardziej osobiście w podmiankę prezydenta, wraz w wzięciem na siebie części odpowiedzialności, a tu wszystko było skonstruowane tak, że wszyscy naokoło byli tylko „doradcami”, a całą odpowiedzialność miałby wziąć na siebie Hołownia- ten jednak nie dał się wsadzić na minę.
Nie wiadomo też, co będzie po kolejnych wyborach. Żurek narobił wiele precedensów rodem z Afryki, np. wybiera z własnego widzimisię konkretnych (zaufanych) sędziów do danej sprawy (zamiast losowań) i PiS po ewentualnym zwycięstwie raczej będzie robił to samo, wcześniej (2015-23) bali się bo KOD i Bruksela by się zesrali, ale teraz będą mogli powiedzieć, że zostawiają bez zmian system sądowniczy odziedziczony po praworządnych demokratach, do którego Bruksela nie miała zastrzeżeń, a wręcz go aprobowano poprzez odblokowanie KPO. Kilku-kilkunastu zaufanych sędziów do najbardziej spektakularnych spraw PiSowcy spokojnie znajdą (mogą być też młodzi asesorzy, kolejny precedens obecnej władzy), a sędziowie od OTUY i palenia świeczek (dominująca liczbowo grupa) będą dostawali jakieś niepolityczne sprawy typu rozwody czy spadki.
Gdyby ja był prezydentem zrobiłbym takie szoł dałbym pośmiertne medale tym z zamachów na Dubrovke i Biesłan wtedy gwarantuje że platformiane i kodziarskie śmiecie były pierwsze do krytykowania tak antyrosyjskiego show.
Mylisz się. Oni by się do tego antyrosyjskiego show dołączyli, jeszcze by próbowali tak sprawę obkręcić, żeby ludzie myśleli, że to ich inicjatywa.
Oczywiście, nie przeszkadzałoby im to w robieniu z Rosją interesów w poważnych sprawach. Show jest dla wyborców, a interesy są dla polityków.
Według artykułu z TheEconomist (The world ahead 2026) w 2026 roku ma następować dalsza erozja Stanów Zjednoczonych i złoty czas dla Chin, które jeszcze mocniej przyspieszą kolonizację Rosji.
KPO dofinansowań ciąg dalszy. Zapewne słyszeliście o projekcie IZERA
polskiego auta elektrycznego zaczetego przez Mao wieckiego?
Auta nie ma, grube miliardy wydane na swoich ziomali z pis, i pewno myślicie że
uśmiechnięci zamkną ten projekt, nic z tych rzeczy!
Auta nie ma ale jest teraz niejaki 'hub elektromobilnosci’ z dofinansowaniem
3.5 mld PLN z kpo, czyli przez najbliże 2 lata 7000 urzedasow weźmie po pół bańki.
Te kilkudziesiat tysiący na jacht czy gey Club czy nawet teatrzyk Jandy to kwota na waciki.
A czymże jest ten hub (jak też inne modne nazwy typu inkubator przedsiębiorczosci,
przestrzeń coworkingowa…)? Ano nikt nie wie więc nikt nie zapyta. Czyli to taki
slomiany miś, bo jak wiadomo najlepszy hajc robi się na dużych slomianych inwestycjach.
Malo który portal www o tym piszę, w tv o tym cisza.
Ale za to mamy szum medialny typu grillowanie Ziobry, race na marszu, a ostatnio
sraczka służb przez 'incydent’ torowy.
Psy ujadaja a karawana idzie dalej, a zostały tylko 2 lata przy korycie.