Powrót Donalda Tuska do Polski

Okres wakacyjny to w polityce na ogół „sezon ogórkowy”, w tym roku jest zupełnie odwrotnie. Polska polityka wewnętrzna właśnie doświadczyła najgłośniejszego wydarzenia trzeciej dekady XXI-go wieku. Chodzi oczywiście o powrót „króla Europy”, Donalda Tuska do krajowej polityki, po około 7 latach przerwy. Wielu ludzi bagatelizuje sprawę i twierdzi, że Tusk jest stary i nic nie wskóra, ale prawda jest taka, że to wydarzenie może wywrócić do góry nogami polską scenę polityczną i trwale zmienić przyszłość naszego kraju (kierując go w stronę niemiecką i marksistowską). Wakacje te są bardzo upalne, a dodatkowego gorąca dodają nim media obu stron barykady, które podgrzewają atmosferę do maksimum- jedne mówią o mesjaszu, drugie o belzebubie. Jednakże jedne i drugie zgodnie poświęcają Tuskowi mnóstwo czasu i miejsca. Niniejszy wpis został podzielony na 4 rozdziały: Dlaczego wrócił, w jakim stylu wrócił, z czym przyszedł i jak jego powrót wpłynie na przyszłość Polski.


Dlaczego Tusk wrócił?

Wszystkie media pro-tuskowe oraz sporo pozostałych mediów twierdzą, że Tusk (gdyby zechciał) mógł pozostać na intratnym stanowisku w Brukseli, ale sam uparł się, by wrócić i teraz cała Unia za nim płacze, jak Niemiec za sprzedanym do Polski samochodem używanym. Mało kto bierze pod uwagę, że mogło być całkiem inaczej, czyli Tusk otrzymał „propozycję nie do odrzucenia” od Angeli Merkel i gdyby odmówił zrzutu na front wschodni to byłby skończony również w Brukseli i zostałaby mu tylko emerytura. Jak było naprawdę? Nie wiem, choć się domyślam.

Z pewnością decyzja o powrocie Tuska została podjęta niedawno, a oczywistym dowodem na to są liczne zmiany barw partyjnych w kierunku od Platformy do Ruchu Hołowni, które apogeum miały w maju (łącznie Ruch Hołowni wzbogacił się o 7 posłów i 1 senatora oraz wielu polityków niższej rangi). Gdyby ci politycy mieli świadomość, albo chociaż podejrzenia, że Tusk za chwilę wróci- z pewnością nie przechodziliby do Hołowni (teraz muszą oni albo wrócić z powrotem, albo przebranżowić się, jak np. większość polityków Ruchu Palikota).

Akapicik należy się samemu stanowisku Przewodniczącego Rady Europejskiej, za którym Tusk wyjechał na zachód w 2014 roku. Mówiono, że będzie „królem Europy”, a nawet „cesarzem Europy”. Prawda jest jednak taka, że jego główną rolą było uśmiechanie się do kamer i podawanie marynarki nabzdryngolonemu moczygębie Jean-Claude Junckerowi. Nikt do końca nie wie, kto naprawdę rządzi Unią Europejską, ale z pewnością można stwierdzić, że nie jest to przewodniczący Rady Europejskiej. Ktoś może pomyśleć, że mam negatywny stosunek do Tuska, więc umniejszam jego wpływowe stanowisko. Problem w tym, że nawet najbardziej zagorzali KODziarze nie wiedzą kim on tam był. Polecam spytać dowolnego tuskowego fanatyka: „jak nazywało się stanowisko, które piastował w Brukseli” – 8/10 osób (mieniących się znawcami i wielkimi sympatykami UE) nie odpowie (i w dodatku się wkurwi na pytającego za zadawanie niewygodnych pytań). Jeszcze trudniejsze jest pytanie: „jak nazywa się następca Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej„- tutaj w konsternację wpadnie aż 9/10 euroentuzjastów i tuskoentuzjastów. Jeszcze mniej osób jest w stanie odpowiedzieć na pytanie: „co konkretnego Tusk w Brukseli zrobił„. Tyle w temacie „wagi” i prestiżu stołka, na którym Donald siedział przez 5 lat.

Jean-Claude Juncker i jego „szatniarz”

Przejdźmy do pytania głównego: dlaczego wrócił? W mojej opinii został tu przysłany z misją obalenia PiS i odbudowy struktur, podległych rządowi Niemiec. Konkretnie- chodzi o wyprzedaż lub likwidację resztek polskiej własności, podczepienie niemieckiego biznesu pod polskie finanse publiczne i wzmożenie roli Polaków jako taniej siły roboczej dla niemieckich firm- zarówno jeśli chodzi o emigrację siły roboczej do Niemiec, jak i pracę w Polsce dla niemieckich firm (wszak społeczeństwo niemieckie się starzeje, a młodzi, brodaci, pigmentalnie uposażeni „uchodźcy” do roboty się nie palą). Po dojściu Platformy do władzy na pierwszy ogień pod nóż pójdzie energetyka i górnictwo węgla (przedsmak mamy obecnie z elektrownią i kopalnią Turów, która poddawana jest eksperymentowi zamknięcia przez dyrektywy). Niemcy (wspólnie z Rosją) właśnie kończą budować rurę pod Bałtykiem, a nowy prezydent USA zezwolił na jej dokończenie. Inwestycja kosztuje fortunę, a musi się szybko zwrócić i na siebie zarabiać. Dlatego należy wykosić energetykę węglową w Polsce, zabronić nam budowy atomu i promować źródła „odnawialne”, czyli mocno niestabilne i nieprzewidywalne. A skąd uzupełniać braki energetyczne w przypadku, gdy nie ma słońca, ani wiatru? Ano tak się składa, że Niemcy mogą nam sprzedać trochę własnego prądu, albo (z sutą prowizją) zrewersować trochę ruskiego, ekologicznego gazu… Donald Tusk zresztą jedyne co ma po powrocie do powiedzenia (poza antyPiSem) to ekologia. Przypadek? Nie muszę chyba wspominać, że rząd Tuska ochoczo udzielałby miliardowych grantów/dotacji dla różnych Lidlów, Kauflandów, T-Mobilów czy niemieckich montowni motoryzacyjnych, oczywiście wszystko w ramach „poprawy warunków życia i dostępu do dóbr w Polsce”. Gdyby desant Tuskowy udał się nadspodziewanie dobrze i Platforma miałaby silną większość sejmową, to z pewnością do łask wróciłby temat relokacji 'matek z dziećmi' i sympatycznych, brodatych inżynierów, prawników i lekarzy z Afryki i Azji. Niemcy mają ich pod dostatkiem, ale z chęcią podzielą się 'najbardziej zdolnymi i pracowitymi' (w ramach europejskiej solidarności) z „prymusem Europy”, czyli tuskową Polską. Oczywiście Niemcy i UE lobbowały za tym wszystkim od dawna (przy pomocy wyroków TSUE, dyrektyw UE, fejk-niusów w zaprzyjaźnionych mediach, puczy/ciamajdanów, instrukcji obalenia rządu czy pseudo-oddolnych demonstracji ulicznych typu KOD czy pioruny lempartowe), ale dotychczasowa „opozycja” była „gwarantem” tego, że zmarnowanie zostanie każde zainwestowane w nich niemieckie euro. Prawdopodobnie po ponad 5 latach marnowania kasy ktoś w Berlinie/Brukseli w końcu zdał sobie sprawę, że przejmowanie władzy w Polsce przy pomocy imbecylowatych gamoni pokroju Budki, Kierwińskiego, Jońskiego, Kidawy, Szczerby czy Scheuring-Wielgus nie ma prawa się udać. Jedyny „sukces” wieloletniego wspierania Platformy polityką i mediami zachodnimi jest taki, że ta partia w ogóle jeszcze istnieje, bo bez tego dawno by się rozpadła. „Opozycja totalna” była ostatnio w fatalnej kondycji, a Niemcy potrzebują poszerzenia swej strefy wpływów, dlatego zdecydowano się użyć najsilniejszej karty, czyli Tuska. Berlin miał w ręku same dwójki/trójki i jednego Jokera. Właśnie tego Jokera w ostatnich dniach użyto. Według mnie to ma prawo się (niestety) udać, aczkolwiek jeżeli się nie uda, to Niemcy wyczerpią wszystkie możliwości i PiS zostanie obalony co najwyżej przez marksistowskie lewactwo, które centralę ma w USA, a nie w Berlinie.

Powrót Tuska porównałbym do tuningu samochodów (niemiecki producent nieprzypadkowy). „Opozycja totalna” z lat 2014-2021 była czymś w rodzaju starego Wartburga. Dzięki sponsorom z zachodu tenże Wartburg był stuningowany, wyczyszczony, miał spojlery, odpowiednie ogumienie, detailing, wszystko idealnie wyregulowane i jechał na najszlachetniejszej mieszance paliwowej. Co z tego, skoro to nadal był Wartburg, czyli konstrukcja wadliwa, ułomna i mocno niedoskonała. Latem 2021 roku sponsorzy z zachodu zorientowali się, że skoro i tak wydają fortunę na samochód w obcym kraju- lepiej, żeby było to auto najwyższej klasy, a nie grat. Przysłali więc może nie najnowszy, ale jednak solidny i sprawdzony model Mercedesa, który (z dalszą ich pomocą) ma szansę wygrać wyścig wyborczy.


W jakim stylu wrócił?

Już ponad 6 lat minęło od wyborczej porażki Bronisława „Bula” i „Szoguna” Komorowskiego, która zapoczątkowała falę dominacji PiSu w polskiej polityce. 6 lat to wystarczająco długo, aby zapomnieć „strategię zarządzania” w wykonaniu Platformy. Jednakże pierwsze dni po powrocie Tuska wszystko nam przypomniały. Sposób wybrania Tuska na prezesa Platformy (i degradacja Borysa Budki) jest jedną z większych politycznych humoresek w IIIRP. Nawet Zdzisław Kręcina, „kadrowy” PZPN od końca lat 90-tych byłby pod wrażeniem obrotności działaczy w kwestii roszad kierowniczych w Platformie.

Obwieszczenie opinii społecznej co się stało 3-go lipca z zarządem Platformy to typowa „brudna robota”, więc oczywiście nie wykonał jej Tusk, lecz oddelegowano do tego rzecznika, Jana Grabca (wszyscy już zapomnieli o jego aferce z tolerowaniem seksisotwskich wypowiedzi prezydenta Legionowa). Na TEJ stronie znajduje się filmik z Grabcem, który pokrętnie tłumaczy, co się konkretnie stało. Z kolei TUTAJ znajdziemy całe wystąpienie Tuska z dnia, w którym został prezesem PO (słuchanie na własną odpowiedzialność, ja zdzierżyłem jakieś 3 minuty i musiałem wyłączyć, bo mój rak zaczął się rozprzestrzeniać po narządach).

Spróbuję wytłumaczyć tajemnicze kulisy „awansu” Tuska na przewodniczącego Platformy, choć nie jestem pewny, czy czegoś nie pomylę. Otóż partia, która kreuje się na oazę demokracji, a swoim przeciwnikom zarzuca dyktaturę- z niewiadomych przyczyn zmieniła nagle cały zarząd. Najpierw do dymisji (z funkcji przewodniczącego) podał się Borys Budka- oczywiście nie podano żadnych powodów, a sam zainteresowany miga się od odpowiedzi na pytanie o przyczyny tej rezygnacji (zaprzyjaźnione media „przypadkiem” go o to nie pytają). Następnie, kilka minut później do dymisji podali się wiceprzewodniczący Platformy: Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz. Powodów również nie podano. Jako, że „dziwnym trafem” cały zarząd partii podał się do dymisji, a akurat w tym dniu była wielka partyjna konwencja, obok której „z tragarzami” przechodził Donald Tusk- ktoś słusznie zauważył, że może by od razu spróbować znaleźć ludzi na zdymisjonowane chwilę wcześniej stołki. Świetny pomysł- uznali wszyscy zgromadzeni. Postanowiono, że wybranych zostanie dwóch nowych wiceprezesów, z których ten, który dostanie więcej głosów- zostanie „pełniącym obowiązki” prezesa partii. Do „rywalizacji” zgłosiły się 2 osoby: pierwsza z nich to (zdymisjonowany wcześniej ze stanowiska prezesa!) Borys Budka, a druga to (a jakże!) Donald Tusk. No i żodyn, absolutnie żodyn się nie spodziewał, że na pełniącego obowiązki prezesa Platformy został wybrany… Donald Tusk! De-mo-kra-cja! OTUA! Na obecną chwilę Platforma nie ma prezesa, ma natomiast 2 wiceprezesów, z których jeden (Tusk) pełni obowiązki prezesa. Jak powiedział Grabiec- taka sytuacja może trwać nawet kilka lat.

Oczywiście w dniu powrotu Tuska do Polski od razu została uruchomiona wielka machina PR-owska w zaprzyjaźnionych mediach (których wpływ ja szacuję na około 70% polskojęzycznego rynku medialnego). Ocieplanie wizerunku i promocja osoby Tuska ruszyła pełną parą. Jak można było się spodziewać- Tusk ukazywany jest w samych superlatywach, istny samiec alfa (często też dodawane są subtelne wzmianki o tym, że Kaczyński to jego przeciwieństwo). Na ocieplenie wizerunku (zwłaszcza na linii portali plotkarskich) załapała się też jego córka, Kasia. Syn „Józef Bąk” (pracujący obecnie w miejskiej spółce w Gdańsku) niestety nie jest promowany, bo ciągną się za nim „przypały” z czasów Amber Gold. Po trzech dniach pobytu Tuska w Polsce, gdy medialna machina ocieplania wizerunku była już przygotowana i rozgrzana do czerwoności- Tusk nagle obwieścił, że idzie na dwutygodniowy urlop…

Co by nie mówić- z dniem powrotu Tuska, po około 7 latach „bezkrólewia” pojawił się lider opozycji. Dotychczas wszyscy politycy „opozycji totalnej” byli bezimiennymi „rzygaczami”, którzy pełnili rolę bezpodmiotowych „gadających głów”, rzygających na PiS w TVN i podobnych mediach. Teraz „rzygacz” jest jeden, ale silny i „imienny”, wymieniany z imienia i nazwiska. To pierwsza taka sytuacja od 7 lat. Dzisiaj każdy anty-PiSowiec zapytany o miano lidera opozycji odpowie bez zastanowienia: Donald Tusk. Wcześniej odpowiedź na to pytanie była wręcz niemożliwa. Nie dość, że „liderzy” byli słabi i mało charyzmatyczni, to jeszcze rozbłyskali nagle i jeszcze szybciej gaśli. Od 2014 „liderami opozycji” byli kolejno: Bronisław Komorowski, Ewa Kopacz, Mateusz Kijowski, Ryszard Petru, Grzegorz Schetyna, Robert Biedroń, Borys Budka, Małgorzata Kidawa-Błońska, Marta Lempart, Rafał Trzaskowski i Szymon Hołownia. Wszyscy z nich pompowani byli PRowo przez GW/TVN/Onet i prawie zawsze nic z tego nie wychodziło (sympatycy „opozycji totalnej” wręcz o większości tych osób nie chcą dzisiaj słyszeć). Dziś jest inaczej- liczy się tylko i wyłącznie niekwestionowany lider, Donald Tusk. Cała reszta polityków „totalnych” (może poza Trzaskowskim) to dziś „doły partyjne” i nieistotne tło. Jest to komfortowa sytuacja dla Tuska, który zawsze lubił otaczać się miernotami pokroju Ewy Kopacz, a silną konkurencję partyjną eliminował (Olechowski, Rokita, Płażyński, Piskorski coś o tym wiedzą, jedynie Schetyna mu się skutecznie postawił). Swoją drogą- sympatycy opozycji jako główny zarzut wobec PiS wymieniają argument, iż partia ta jest autorytarna, wodzowska, dyktatorska, a władzę w niej trzyma „szeregowy poseł”. Teraz jednak w Platformie sami mają dużo większy zamordyzm (wszak w rządzie silną pozycję mają też Morawiecki, Ziobro i Gowin, a w PO trudno wymienić kogokolwiek wpływowego poza Tuskiem). Ponadto Tusk nie jest nawet „szeregowym posłem”, tylko człowiekiem znikąd, zrzutem desantowym z Berlina/Brukseli bez żadnej funkcji publicznej, który w dodatku został prezesem Platformy w groteskowych okolicznościach i po 2 tygodniach od powrotu (z czego 80% czasu spędzając na urlopie zagranicznym) ustawił „pod siebie” całą partię i media. Demokracja „platformowa” w pigułce.


Z czem idzie Tusk?

Z czem idzie Tusk? Otóż, nic nowego on nie przynosi. Jego strategią jest udoskonalenie dotychczasowych metod (ulica, zagranica i brak programu własnego, maskowany twardym anty-PiSem). Ktoś powie, że skoro przez tyle lat plan ten nie działał, to jego kontynuacja również nie zadziała. Nic bardziej mylnego. Odsyłam do porównania z samochodami: Wartburg został właśnie wymieniony na Mercedesa i nawet używając tego samego paliwa- Mercedes będzie miał lepsze osiągi, niż Wartburg. Zwłaszcza w sytuacji, gdy odrobić wystarczy niewiele, wszak PiS rządzi w dużej mierze dzięki szczęściu i korzystnej metodzie przeliczania głosów wyborczych na mandaty sejmowe (a i tak teraz zaledwie balansują na granicy większości sejmowej). Wybory prezydenckie PiS wygrał wręcz symboliczną różnicą. Wystarczy więc, że osoba Tuska zapewni kilka procent więcej, niż nieudacznicy Kierwińsko-Jońskie (co jak najbardziej jest do zrobienia), a scena polityczna w Polsce wywróci się do góry nogami.

Anty-PiS był już rozwinięty do maksymalnego poziomu, ale teraz będzie bardziej wysublimowany, co na pewno spodoba się żelaznemu elektoratowi Platformy. Tusk to mistrz ciętej riposty, bon-motu, autopromocji, odwracania kota ogonem i zarzucania rywalowi własnych wad (złodziejstwa, nepotyzmu, kontroli mediów, zniewalania opozycji, zadłużania kraju itd). Doskonale czuje się on przed kamerami, zwłaszcza w zaprzyjaźnionych mediach (czyli jedynych, z którymi obecnie rozmawia, wszystkie pozostałe zbywa, stosując ostateczną zasadę „Erystyki” Schopenhauera). Tusk będzie stosował strategię „turbopopulizmu”. Zwykły populizm (w klasycznej definicji, bo w neo-definicji populizm jest synonimem prawicy) to mówienie ludziom tego, co chcą usłyszeć (przy czym nie znamy dziedziny, którą populista danego dnia zastosuje w swych obietnicach). „Turbopopulista” z kolei mówi ludziom to, co chcą usłyszeć, przy czym z góry wiadomo, o czym konkretnie będzie on mówił- w przypadku Tuska będzie to atak na PiS. Jedyna niewiadoma to sposób, w jaki zaatakuje i do czego się tym razem, za przeproszeniem, przypierdoli. Z pewnością zrobi to fachowo (nie tak jak przysłowiowy Kierwiński), bo wielu współpracowników Tuska (z Kuroniem i Mazowieckim na czele) mówi, że jest on mściwy i cyniczny, a te cechy mocno pomagają w realizacji strategii anty-PiS. Wyostrzenie anty-PiSu na pewno spodoba się żelaznemu elektoratowi Platformy, ale czas pokaże, czy przysporzy partii dodatkowych głosujących, a właśnie oni są najważniejsi.

Tusk idzie na ostrą polaryzację społeczną (oczywiście „oficjalna” wersja jest taka, że to PiS dzieli Polaków, a Tusk „buduje mosty”) i w niemal każdej wypowiedzi dzieli społeczeństwo na „my” i „oni”, co niestety będzie fatalne w skutkach długofalowych pod względem stosunków międzyludzkich w Polsce (ja to nawet w najbliższej rodzinie mam z tego powodu wojny z osobami, zaczadzonymi TVNem, a zanosi się, że to dopiero początek). Dla poznania skali problemu polecam poczytanie komentarzy na portalu Michnika pod artykułami o Tusku. Portal ten słynie z tego, że nawet pod newsami o pogodzie i sporcie jest prawie sam anty-PiS, ale to, co się dzieje pod tekstami o Tusku przekracza wszelkie normy nienawiści i hejtu- ociera się to wręcz o groźby karalne (co najlepsze- osoby, które te łajdactwa bezkarnie wypisują są jednocześnie święcie przekonane, że w obecnej Polsce nie ma wolności słowa).

Ja mam taką (dość tragiczną i być może kontrowersyjną) teorię, że Żydzi i Niemcy wprawdzie nie dali rady żyć razem na jednym terenie, ale mimo wszystko dużo od siebie się wtedy nauczyli w temacie zarządzania terytorium i niestety jedni i drudzy obecnie stosują poznane doktryny. Jedni robią holokaust Palestyńczykom, a drudzy skłócają między sobą społeczeństwa w innych krajach po to, aby łatwiej było im na tym terenie zainstalować swoją nieformalną władzę.

Media niemieckie (mam na myśli media niemieckie dla Niemców, a nie media niemieckie dla Polaków, typu Onet, Fakt czy Newsweek) szeroko komentują powrót Tuska do Polski, co jest istnym ewenementem. Wszak Niemcy są narodem, który nie ogląda się na innych i interesuje się głównie swoim własnym krajem. Tymczasem jedną z głównych omawianych w Niemczech spraw politycznych na początku lipca była zmiana na fotelu lidera partii opozycyjnej (jeszcze wtedy drugiej na liście poparcia, po Hołowni) w sąsiednim kraju. To tak, jakby u nas czołówki dzienników i pierwsze strony gazet pełne były informacji o zmianie prezesa partii opozycyjnej na Ukrainie… A może Niemcy mają jakiś dodatkowy powód do tego, aby interesować się losami Donalda Tuska? Ale jaki to powód? Gdyby tylko poznać odpowiedź…

Głównym „podtematem” antyPiSu Tuskowego i całej polityki PO będzie gra na „Polexit”, czyli: „każdy dzień rządów PiS zbliża nas do Polexitu, więc wybierzcie Platformę, która zahamuje ten proces„.

O merytorycznym programie wyborczym Platformy nadal nie ma mowy, zresztą to ostatnio standard wśród „liberalnych demokratów„. Wybory bez posiadania żadnego programu (jadąc na samym „fajnizmie” i hejcie wobec „faszystowskich” rywali) wygrywali już: Emmanuel Macron we Francji, Justin Trudeau w Kanadzie czy Joe Biden w USA. Tusk nie jest wyjątkiem- on reprezentuje „fajnizm”, a jego poglądy są po prostu „fajne”, bez wchodzenia w szczegóły. Polityka programowa Platformy zostanie więc niezmieniona i będzie to lewicowa prawica, konserwatywny postęp oraz wolnorynkowy socjalizm. Dla każdego coś się znajdzie, tylko niech najpierw odda głos na PO.

Jedyna (póki co) wzmianka programowa Tuska to szeroko pojęta „ekologia”, ale tu chodzi głównie o populizm (będziemy chronić drzewka i zwierzątka przed PiSem), puszczenie oka do młodych eko-vege-lewaków (których głosy wyborcze są bardzo potrzebne Platformie) oraz o wspomniane wyżej zajechanie polskiej energetyki, opartej na węglu i przerzucenie się na ruski gaz, kupowany z Niemiec za horrendalne pieniądze (oczywiście dla zmyłki Tusk straszy Polaków Putinem).


Spodziewane reperkusje powrotu Tuska

Donald Tusk, fot: youtube

Pierwszą rzeczą, którą muszą zrobić „technicy” opozycji totalnej jest uporządkowanie sondażowe, czyli w praktyce- wysłanie na bambus Szymona Hołownię, aby nie robił Platformie konkurencji o ten sam elektorat. Po względnym sukcesie pana Szymona w zeszłorocznych wyborach prezydenckich zdecydowano, że jego popularność zostanie wykorzystana w podobny sposób co popularność Janusza Palikota czy Ryszarda Petru. Miał on stworzyć projekt dedykowany zawiedzionym wyborcom Platformy (aby nie przeszli do SLD, czy, o zgrozo, do PiS). Później można taki projekt wygasić (kierując elektorat z powrotem do Platformy przy pomocy mediów i socjotechniki) i na koniec, po cichu zlikwidować. Tak stało się z 'Ruchem Palikota' i 'Nowoczesną', tak też wkrótce stanie się z 'Polską2050′ Hołowni. Do niedawna partia Szymona była w dużej ofensywie- wyprzedziła Platformę w sondażach i hurtowo przejmowała jej polityków. Po powrocie Tuska nikt już nie myśli o przejściu z PO do Hołowni, a wręcz przeciwnie- ci, którzy już przeszli zastanawiają się, jak by tu przebazować się z powrotem, nie tracąc resztek reputacji. Hołownia to człowiek TVNu, która to stacja obecnie jest głównym promotorem i mecenasem Donalda Tuska, serwując mu nieustające laudacje. Siłą rzeczy muszą przestać promować swojego człowieka Hołownię, przez co poparcie spadnie mu diametralnie. Pół biedy, gdy finalnie ustabilizuje się powyżej 5% – wówczas zostanie on służalczym koalicjantem Platformy. Gorzej, gdy sondaże będą dawały mu 5% lub mniej- wtedy trzeba będzie go pilnie zdjąć ze sceny (jak w starych filmach- przy pomocy wychodzącej zza kulis rękojeści od parasola). W przeciwnym razie głosy na Hołownię będą zmarnowane, na czym oczywiście skorzysta PiS. Moja intuicja serwuje mi scenę, w której w przyszłym roku smutny/spłakany Hołownia mówi, iż podjął (niby, że sam) decyzję, iż rezygnuje z ruchu politycznego dla dobra Polski, a swoje poparcie i polityków przekazuje Platformie.

Drugą rzeczą, która niewątpliwie się wkrótce wydarzy jest odrodzenie KODu. Oczywiście nie pod tą nazwą i tym bardziej nie z panem Kijowskim (który obecnie jest człowiekiem upadłym- płacze, że nie może znaleźć pracy z powodów politycznych i pisze listy otwarte do Adama Michnika, brata Stefana). Chodzi o „mentalny” KOD i ludzi w wieku emerytalnym (głównie ciepło wyrażających się o okresie PRL), których przez ostatni czas nie było w ogóle widać na ulicach. Z „milionowego” w czasach świetności ruchu na ostatnich manifestacjach bywało średnio po 2-17 osób (licząc już z politykami i wysłannikami zaprzyjaźnionych mediów). Po klęsce pierwotnego KODu i „zmęczeniu materiału”- szeregowi KODziarze wprawdzie nadal nałogowo oglądają „szkiełko” w TVN24, ale znudzili się manifestacjami ulicznymi (nawet Kasprzak i Podleśna wyluzowali). Na ulicach zastąpili ich wyznawcy Lempart i ideologii „wypierdalać”, czyli ludzie raczej młodzi i sympatyzujący przede wszystkim z Partią Razem, a nie Platformą. Od wielu miesięcy zresztą nie było w Polsce żadnych dużych manifestacji (poza cykliczną Paradą Równości i protestami anty-lockdownowymi). Powrót Tuska zmobilizował jednak typowych KODziarzy, którzy siedzieli w domu i klęli przed telewizorem od jakichś 4 lat. Mobilizację uliczną można było doskonale zaobserwować wczoraj (w poniedziałek 19.07) na wiecu Tuska w Gdańsku na Długim Targu, gdzie w bojowym nastroju pojawiło się wiele tysięcy ludzi, ze średnią wieku 65+, czyli książkowy wręcz post-KOD. Zaobserwować tam można było też hierarchię, panującą obecnie w Platformie. Oberfuhrer Tusk finezyjnie hejtował PiS na scenie, a wokół niej przechadzali się działacze pokroju Grabca, Budki czy Neumanna i… rozdawali ulotki.

Od powrotu Tuska poparcie sondażowe dla PO wzrosło już o ponad 5% i pewnie nadal będzie rosło, bo baza „przedtuskowa” była niska (około 17%), oczywiście analogicznie najwięcej traci Ruch Hołowni, który trwale zakończył swoje „5 minut” z drugim (po PiS) miejscem w sondażach.

Różne media (z obu stron barykady) zastanawiają się czy powrót Tuska jest dobrą wiadomością dla PiS i dosyć często odpowiedzi ekspertów na to pytanie są twierdzące. Nie wiem, czy oni się nie znają, czy specjalnie rżną głupa, ale według mnie powrót Tuska jest najgorszą rzeczą, jaka mogła się przytrafić PiSowi. Wszak ostatnie wybory prezydenckie wygrali o ułamki procenta, a za rywala mieli Trzaskowskiego, wspomaganego miernotami. Zresztą historia mówi sama za siebie- Tusk prawie zawsze wygrywał rywalizację wyborczą z Kaczyńskim.

Główną „siłą” Tuska (i jednocześnie nieszczęściem Polski) będzie „współpraca” z Brukselą/Berlinem w temacie sankcji i wstrzymania wypłat funduszy dla Polski. PiS został w tej dziedzinie rozegrany jak małe dzieci- najpierw zgodzili się (po walce, ale jednak) na uzależnienie wypłaty funduszy unijnych od nigdzie niezdefiniowanej (czyli uznaniowej) „praworządności”. Później (tu już z entuzjazmem) zgodzili się na zaciągnięcie gigantycznego długu (na naprawianie strat po COVID), gdzie kredytobiorcą jest „Unia Europejska”. To spowoduje, że Polexit będzie dużo bardziej utrudniony, bo najpierw będzie trzeba uregulować swoją część długu, którą nawet nie wiadomo jak wyliczyć. Na koniec PiS uruchomił gigantyczną kampanię medialno-billboardową „Polski Ład”, opisywaną jako cywilizacyjny skok w przyszłość. Problem w tym, że ten „Polski Ład” to właśnie pieniądze z tego długu, które w dodatku mogą być (i będą!) w każdej chwili przyblokowane za „łamanie praworządności”. W praktyce będzie wyglądało to tak, że pieniądze te będą wypłacane etapami i za każdym razem Polska będzie musiała się ukorzyć i pójść na jakieś ustępstwa. Polska wkrótce będzie pieskiem, który będzie stał na dwóch łapkach i robił fikołki za obietnicę dostania ciasteczka, które kupione zostało za ich własny kredyt. Na koniec Polska ciasteczka i tak nie dostanie, albo dostanie pół, bo ktoś się w ostatniej chwili przyczepi do „praworządności”, czego nie omieszka z szyderczym uśmieszkiem skomentować Donald Tusk w TVN, nabijając procentów swojej partii.

W skrajnym przypadku Bruksela/Berlin (ku uciesze Tuska i KODziarstwa) całkowicie zablokuje wypłatę środków z „Polskiego Ładu”, co poskutkuje załamaniem budżetu i przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi. Oczywiście w międzyczasie pojawią się „przecieki” z Brukseli, że w przypadku zwycięstwa Platformy pieniądze zostaną odblokowane, a „praworządność” w magiczny sposób powróci. Wynik wyborów w tej sytuacji jest oczywisty.

Jest jeszcze opcja, że PiS ma w zanadrzu jakiegoś potężnego „haka” na Tuska, który ujawniony w odpowiednim czasie przyczyni się do utrzymania władzy przez PiS.

Najważniejsze dla przyszłości jest to, czy za Tuskiem pójdą młodzi (czyli głównie „Julki”, „simpy” i „patointeligencja”), bo twardym antyPiSem co najwyżej zmobilizuje on żelazny elektorat KODziarski oraz zaprzyjaźniony elektorat Hołowni, co może nie wystarczyć na pokonanie PiS. Prawdopodobnie możemy (z okazji umizgów do młodzieży) spodziewać się „tęczowego” Tuska, który będzie starał się zabrać trochę procentów od Lewicy, zwłaszcza, że jest ona obecnie skłócona wewnętrznie i poturbowana politycznie. Jeżeli Tusk zyska przychylność młodych lewaków, to Platforma odzyska władzę w najbliższych wyborach. Na miejscu PiSu wziąłbym się do roboty, bo mają ogromną szansę na zniknięcie z polityki- Tusk w przypadku przejęcia władzy zgniecie ich bezpowrotnie.

RacimiR, 20.07.2021

PS: Dzięki wielkie za hajc dla: Piotra, Barbary, Tomasza, Alberta i Krzysztofa!

12 myśli w temacie “Powrót Donalda Tuska do Polski

  1. Rzeczywiście racja że Tusk został wysłany przez Niemcy.
    Platforma się cieszy bo nie upadnie a partia rezerwowa czyli Polska 2050 Hołowni będzie pomału oddawać pole na rzecz PO.
    Już teraz PiS ma między 30 a 35% poparcia natomiast zsumowane wyniki POKO i Hołowni to 40-45% (jeszcze przed pandemią siły te były wyrównane gdy PiS miał podobne poparcie – a nawet z lekką przewagą PiS-u). Oczywiście wiem że te wyniki się nie sumują ale wystarczyłoby POKO i połowa poparcia Hołowni i PiS przegrywa. Ale nawet wygrana PiS-u nie wystarczy jeśli taki wynik dostaną, gdyby były podobne wyniki wyborów co w sondażach to byłoby to pyrrusowe zwycięstwo, PiS nie ma większości nawet z Konfederacją a POKO i Hołownia tworzą rząd – a w razie czego mają w zanadrzu PSL i SLD-Lewicę.
    W jednej rzeczy KOD-ziarze mieli rację; PiS przegra gdy nadejdzie jakaś katastrofa, wszakże liczyli na nią. No i ich życzenie się spełniło, od półtora roku mamy taką katastrofę. A PiS w tym czasie zaczął walczyć z własnym elektoratem – piątka dla zwierząt (z której się co prawda wycofał ale niesmak pozostał); górale; zobaczymy czy PiS pójdzie drogą Macrona w sprawie szczepień a przecież jego wyborcy nie chcą się szczepić.

    • Zapominasz, że PiS sam doprowadził celowo do tej katastrofy. Ludzie mają krótką pamięć, ale co było w marcu zeszłego roku? Jakie hasełka były grane? Przypomnę Ci:

      – Przypadki koronawirusa w Polsce? NIEPOTWIERDZONE!!!
      – Nie zamykamy granic, Polska jest przygotowana na zagrożenie.

      A dzisiaj jaki mamy efekt?

      – Kilka lockdawnów, które jedyne co to zamordowały naszą gospodarkę, a wirusa nie powstrzymały.
      – 100 000 zabitych (wcale mi ich nie żal, jesten przekonany, że to byli wyborcy PoPisSLD)
      – drukara banku centralnego rozgrzana do czerwoności.

      To są rządy PiSiorów. Celowo dojechali nasz kraj. Myślą, że wystarczy rozdawać obywatelstwa ludziom ze wschodu, a ubytku polaków nikt w statystykach nie zobaczy.

      • Owszem masz rację, sami spowodowali katastrofę i gospodarczą, i edukacyjną i zdrowotną. Napisałem to w komentarzu pod poprzednim artykułem.
        Uważam że PiS służy globalistom, aczkolwiek wszystkie partie – poza Konfederacją – chcą obostrzeń, lockdownów. Mimo wszystko nie stawiam znaku równości między wyborcami PiS i totalnej opozycji. Bo elektorat PiS potrafi racjonalniej myśleć i jest dość niechętny polityce epidemicznej rządu, PiS rozmywa się ze swoim elektoratem.

  2. Wprawdzie powtarzam trochę komentarz, ale odnośnie Tuska polecam pewien eksperyment socjologiczny, mianowicie tvpis vs tvnfuckty (alien vs predator).
    Prawie rok bez neta nadrabialem tv, normalnie oglądając miałem wrażenie że żyje w 2 państwach, gdzie pierwsze to spokój bezpieczeństwo dobrobyt, a drugie to nieustanne zamieszki, społeczny ucisk, katastrofa gospodarczą i zbliżające się bankructwo, ogólny rozpad państwa, wojna domowa tuż tuż. Doszło do tego że w lasach polskich z Francji przybyły wolontariuszki i pilnowaly by Polacy nie zrywali sasanki (myślałem że pierdólne jak tvn mógł coś takiego debilnego wymyślić).
    Tvpis to mieszanie z błotem Tuska, a tvn na odwrót napieprzanie na Kaczyńskiego.
    Tvpis generalnie robi propagandę jak za PRL ale ponad 99% tego co przedstawia to w zasadzie prawda na mocnych podstawach choć trochę podkoloryzowana.
    TVN dla niepoznaki w połowie podaję informacje prawdziwe, ale jak przechodzi do polityki to już rynsztok na PiS całkowity. Zaskakująca jest postawa wydarzeń na Polsat – próbują posrodkowac informacje ale jednak lekki sklon w kierunku PiS (solorz jednak wie że trzeba lizać tylek partii rządzącej jakąkolwiek by nie była).

    Ogólnie scena polityczna mocno się przepolawia i polaryzuje, jak w USA, po to demokraci a PiS konserwatyści.
    Ja też się wkurwilem na powrót rudego cwaniaka, oraz to że tvn zmanipuluje Polaków dogłębnie, i zamiast zawartością portfela będą myśleć tym co w „tvn pokazujo”.
    Az za dobrze pamiętam dziadostwo od końcówki lat 90tych, siemierzne dorabianie się pracując 10h w korpo, wynajem w 2, 3 pokoju by taniej… a dlaczego?
    Bo podatki wyplywaly z Polski przez mafie VAT, o czym wiedzieli i mieli główny udział platfusy. Zresztą to wierzchołek góry lodowej bo ilość afer i strat idzie w kilka budżetów polski gdzie byliśmy dla zachodu dojna krowa.
    Dopiero morawiecki to zablokował, właściwie kilka miesięcy po przejęciu władzy.
    Ogólnie chciałem powiedzieć że nie wierzę w inteligencję Polaków a zwłaszcza w zwolenników po, a bardziej wszystko będzie wyglądać tak jak propaganda tvn i Tvpis urobi Polaków.
    Pomimo że polityka PiS jest dla mnie mocno niesatysfakcjonujaca (nieporadnosc vs sądownictwa, socjalizm+, uleganie Unii, kupowanie złomu od USA a ostatnio inflacja i galopujacy spadek siły nabywczej mieszkań), to rządy po sprawia powrót do dziadostwa lat 90tych. Pzdr.

  3. Zapomniałeś wspomnieć o jednej rzeczy oprócz julek i młodych ćpunów na 100 % głos na niego oddadzą wolnościowe libertańśkie pizdy które całe życie pieprzą o mitycznym wolnym rynku.

    • Libertarianie zagłosują raczej na Konfederacje a niektórzy na partie Libertarianie i Możemy które jednak są bardziej na lewo od np. KORWiN.

      • PS. Julki i młode ćpuny raczej pójdą na lewice. Niektóre ćpuny może pójdą na Korwina i libertarian by zalegalizować. Ogólnie to co masz do libertarian?

  4. Tusk może troche odbije i tak zdychającą platforme ale to co najwyżej wartburg z silnikiem od vw polo a nie mercedes ,jest ostatnim końcu sondażu zaufania i tak na 99,9 proc sromotnie przegra

  5. … a czy to czasem nie jest tak że jest to zwykły „teatrzyk dla gojów” i kto by nie wygrał wyborów to i tak na końcu wygrywają żydzi? Czy to nie jest tak że scenariusz jest z góry ustalony a decyzje zapadają gdzieś poza Polską a jedyną niewiadomą może być to że żydzi między sobą też walczą o władzę i nie wiadomo którzy z nich to walką o Polskę (Polin) wygrają?

    od RacimiR: Właściwie to tak właśnie jest, ale Żydzi też mają 2 frakcje – żydokomuna (lewactwo, Biden, UE i podporządkowane PO/SLD) i żydoprawica (netaniahu, ortodoksi, Trump, oraz podporządkowany im PiS).

  6. to że rudy i reszta hołoty to sługusy szkopów ani trochę mnie nie dziwi, bardziej dziwne jest to że hameryka jet ich lokajami od zakończenia drugiej wojny światowej, popatrzcie tylko przez usa:
    -powstało ścierwo zwane unią europejską, tylko że oni nic z jej istnienia nie mają
    – chociaż ich niby okupowali to nic nie zyskali na tej okupacji wręcz stracili, nie uzależnili ich od siebie ani gospodarczo ani wojskowo, wręcz na na odwrót to przemysł motoryzacyjny w usa upadł przez szkopski także policja i wojsko w usa ma więcej szkopskiej broni niż ze swoich fabryk
    – wielu żołnierzy i oficerów niemieickich którzy mordowali amerylkańskich żołnierzy zostało uniewinnionych bo tak chciało rfn

    jak widać usa nic nie zyskało na udziale w drugiej wojnie światowej, pamiętam obrazek na twojej stronie żołnierzyki w normandii które mają zdjęcie jednego z tych degeneratów glbt, oni na serio walczyli chyba tylko aby szkopy wróciły na marksistowskie tory bo nic innego na drugiej wojnie nie zyskali

  7. Zauważyłem jedną ciekawą rzecz, ciekawe czy wy zwróciliście na nią uwagę. Odkąd jest koronka to w Europie nie było żadnych dużych zamachów terrorystycznych. Tak jakby dżihadyści którzy potrafią ginąć w zamachach samobójczych nagle bali się umrzeć na koronkę. Oczywiście czasami zdarzają się ataki nożowników z jedną czy dwoma ofiarami ale to nie ta skala, to ledwie minizamach. Chodzi mi np. o ataki bombowe, jeżdżące ciężarówki czy masowe strzelaniny. Rozumiem że w czasie lockdownu zamknięte były bary, dyskoteki, restauracje ale i tak zawsze gdzieś jest tłum ludzi np. centra handlowe (a zresztą w trakcie wakacji nawet te powyżej wymienione miejsca są otwarte oraz dochodzą jeszcze tłumy na plażach). Terroryści powinni mieć łatwiej np. z powodu powszechnego zakładania masek łatwiej byłoby im przejść niezauważonym, tymczasem oni jakby rozpłynęli się w powietrzu, bardzo mnie to zastanawia.
    O migrantach też się już nie mówi, czyżby już przestali płynąć przez Morze Śródziemne

    od RacimiR: Zamachów nie ma już od kilku lat, skończyły się na długo przed koroną. Dlaczego? Według mojej hipotezy jest cicha umowa między dżihadystami, a rządami państw zachodnich. Muzułmanie traktowani będą ulgowo i będą mogli się powoli rozwijać (demograficznie i biznesowo) jeżeli zrezygnują z dużych, medialnych zamachów, które robią rządom państw zachodnich fatalny PR.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *