Strategia uśmiechniętych rządów na drugą połowę kadencji

Jutro mijają 2 lata od utworzenia rządu Donalda Tuska i chciałbym zaprognozować działania tegoż rządu w drugiej połowie swej kadencji. Po czerwcowych wyborach i 2-godzinnej prezydenturze Rafała Trzaskowskiego- Donald Tusk i jego otoczenie wpadli w dołek. Nie dość, że przeciwnicy triumfowali, to jeszcze własny elektorat był wściekły na swych ulubieńców, gdyż pomimo posiadania wszystkich instytucji państwa pozwolili sobie pod nosem 'sfałszować’ wybory. W czerwcu i lipcu sondaże były bezlitosne, dając prawicy nawet większość konstytucyjną. Tusk jako wytrawny gracz dosyć sprawnie (dla samego siebie, bo na pewno nie dla Polski) zarządził tym pożarem w burdelu i właśnie o tym będzie niniejszy tekst.

Najpierw trzeba było pozbyć się konkurencji wewnętrznej, czyli ujarzmić Giertycha, bo ten nie dość, że szybko urósł w strukturach partyjnych, to jeszcze forsując spiskową teorię fałszerstw- pomagał swojej osobie, ale jednocześnie szkodził całej koalicji (prawica umierała ze śmiechu, a twardy elektorat rządu był wściekły, że dopuszczono do 'fałszerstw’ i nie 'policzono’ głosów drugi raz pod z góry ustalony wynik). W tym celu, jeszcze w wakacje Tusk dał dużą władzę Żurkowi, czyli osobnikowi, którego można opisać jako Giertych na sterydach. Żurek ma identyczne do Giertycha poglądy na zarządzanie wymiarem „sprawiedliwości”, ale przy tym pozbawiony jest ostrożności procesowej, a więc większy z niego świr. Manewr zadziałał wyśmienicie, Giertych dostał podobnego sobie konkurenta, „silni razem” pokochali Żurka od pierwszego wejrzenia, a najbardziej jego 'reformy’ bazujące na systemach afrykańskich. Wcześniej nawet prorządowi „eksperci” pobąkiwali, że Tusk upadł i mógłby już się nieco usunąć w cień, ale dzisiaj żodyn już tak nie powie, a po krótkim kryzysie król polskojęzycznych „liberałów” jest tylko jeden.

Kolejnym etapem konsolidacji było wchłonięcie przystawek wewnętrznych, jak Nowoczesna, Inicjatywa, Zieloni i inna drobnica. Zastosowano więc fuzję, co ciekawe- nazwano to finalnie „Koalicja Obywatelska”, przy czym formalnie zrobiono coś odwrotnego, czyli zlikwidowano koalicję Platformy z drobnicą, a w jej miejsce utworzono autorytarną partię ze słowem „Koalicja” w nazwie. Pomijam już to, że anektowana Nowoczesna zostawiła po sobie kilkumilionowe długi, które pokryją kredytujące banki, przerzucając koszty na swych klientów. Ponadto dzięki skoordynowanej nagonce usunięto z realnej polityki Szymona Hołownię i przejęto niemal wszystkich jego posłów, którzy przez kolejne 2 lata będą robić wszystko, aby Tusk wstawił ich na listy KO w kolejnych wyborach. Lewica Czarzasta również mocno zbliżyła się do KO.

Drugim pilnym zadaniem Tuska było zmobilizowanie twardego elektoratu (zawiedzionego „fałszerstwami”) i zminimalizowanie groźby upadku rządu zimą, co dosyć łatwo mógłby zainicjować Karol Nawrocki poprzez odrzucenie budżetu na 2026 rok, którego gargantuiczny deficyt przekracza wszelkie alarmowe progi (zarówno konstytucyjne, jak i unijne). W tym celu zorganizowano kilka sondaży, w których (zwłaszcza OGB Pawłowskiego) partia Tuska nagle, ku zdumieniu wszystkich „uzyskała” niemal 40% poparcia. Był to sygnał dla prawicy, żeby nie próbowali przedterminowych wyborów, bo mogą się na tym przejechać. Wprawdzie nawet w tych „podejrzanych” sondażach obecny rząd nie miał większości parlamentarnej, ale KO zajmowała pierwsze miejsce z dużą przewagą nad PiS, co działa na wyobraźnię. Ryzyko upadku rządu zimą 2026 zostało zażegnane, choć bardziej jest to wynik podziałów na prawicy, niż wiary w te śmieszne sondaże. Swoją drogą, KO w sondażach ma większe poparcie, niż cały rząd Tuska, składający się z KO i przystawek, co pokazuje, że te sondaże są tak samo wiarygodne jak te, które prognozowały wysokie zwycięstwo Trzaskowskiego, Komorowskiego czy Kamali Harris.

Zatem w wakacje Tusk oczyścił sobie własne obejście. Wzmocnił się na pozycji oberführera, odesłał na bambus wewnętrzną konkurencję i teraz wszyscy z rządu kłaniają mu się w pas, załatwił dobre sondaże, ryzyko przedterminowych wyborów zostało zażegnane. Pozycja wyjściowa była średnia (ale nie beznadziejna, jak jeszcze w czerwcu). Głównym problemem jest tragiczna sytuacja finansowa kraju (której nie pomaga zaciąganie rekordowych długów i legendarne palety euro z KPO), przekładająca się na cięcia budżetowe w niemal wszystkich ministerstwach (najbardziej widoczne jest to w ochronie zdrowia i edukacji). Projekt na rok 2026 zakłada 647mld zł dochodów oraz 271mld zł deficytu i na pewno plan będzie jeszcze korygowany w dół, czyli wydajemy połowę więcej, niż zarabiamy. Wkrótce agencje obniżą nam ratingi, czyli odsetki wzrosną, a z powodu fatalnej demografii- nie będzie miał kto tego długu spłacać w przyszłości. Z obecnym rządem (nieudolnym i z lepkimi rączkami) jest to problem nie do rozwiązania, a wręcz przeciwnie- prognozy na kolejne lata są coraz gorsze. Oni jednak mają to gdzieś, hulaj dusza, piekła nie ma, ważne jest tu i teraz, a bal na Titanicu trwa w najlepsze. Innym dużym problemem Tuska jest pozycja na arenie międzynarodowej, a raczej jej brak. Na ostatnie ważne szczyty w Genewie i Londynie nie został w ogóle zaproszony. Rząd Trumpa nie chce rozmawiać ani z Tuskiem, ani z Sikorskim (trudno się zresztą dziwić, skoro nazywali go ruskim agentem). Mamy wojnę za miedzą, przez nasz kraj przechodzi znaczna część militarnej logistyki, ale jak przychodzi do rozmów o zakończeniu wojny to nas nie zapraszają, albo w najlepszym przypadku każą opuścić salonkę i jechać w osobnym wagonie. Polska obecnie na arenie dyplomatycznej traktowana jest jako niemiecka przystawka, więc skoro jedzie Merz to nie ma sensu marnować śladu węglowego i zapraszać jego wasali.

Jak temu zaradzić? Donald Tusk nie próbuje nawet z tym walczyć, skupiając się na ekspozycji wewnętrznej, czyli utrzymaniu dotychczasowych (głównie starszych) wyborców. Wytyczył konkretną strategię, polegającą głównie na pogłębieniu polaryzacji społecznej poprzez hejt, fejki, propagandę sukcesu i straszenie Putinem. 20-letnie straszenie Kaczyńskim przestało działać, gdyż większości ludzi się już dawno znudziło, ponadto prezes jest coraz starszy, a jego partia jest skłócona wewnętrznie i traci w sondażach na rzecz obu Konfederacji. Dlatego trzeba było znaleźć nowych „strachów na wróble”, konkretnie jest to Braun i Nawrocki, częściowo też Mentzen, oczywiście w zaprzyjaźnionych mediach lansowani są oni codziennie jako ruscy agenci. Po wakacjach Tusk dwukrotnie wystąpił publicznie, markując „neutralny” grunt: najpierw u 62-letniego Kuby Wojewódzkiego, aby zjednać sobie młodzież z internetu. Następnie zorganizował pseudo-otwarte spotkanie ze społeczeństwem (czyli KODziarzami i członkami KO) w Pabianicach. Tam stwierdził, że jego partia dostała w wyborach 30%, więc spełniła 30% tzw. „konkretów”, co według niego jest uczciwe (pomijam już to, że jego rząd ma ponad 50% posłów, a „konkretów” spełnili może 13-14 i to te najbardziej oczywiste typu przejęcie TVP czy usunięcie wszystkich zarządów spółek skarbu państwa i wsadzenie tam własnych ludzi). Powiedział w ten sposób między wierszami, że żadnych obietnic nie spełni, ale trzeba na niego koniecznie zagłosować, bo inaczej Rosja.

Celem Tuska jest stworzenie w Polsce dwóch równoległych społeczeństw dzięki budowaniu negatywnych emocji, co już zaczęło się ponad 20 lat temu (także z winy Kaczyńskiego), ale obecnie jest maksymalizowane do absurdalnych poziomów. Byłby to precedens w skali światowej. Wprawdzie „społeczeństwa równoległe” funkcjonują od dawna na zachodzie, w Izraelu czy w RPA, ale tam zawsze podstawą są różnice etniczne oraz religijne. Plan Tuska posiada zasadnicze „udoskonalenia”. Po pierwsze- równoległe społeczeństwa są w Polsce wprowadzane z premedytacją, ręcznie. We wszystkich innych przypadkach było dokładnie odwrotnie, tzn. był to wynik nieodpowiedzialnej masowej imigracji, skutkującej zderzeniem obcych kulturowo społeczeństw na jednym terenie (duże nakłady na integrację nie pomogły). U nas z kolei podział społeczny miałby się odbyć wewnątrz społeczeństwa jednolitego, a państwo zamiast próbować integrować rozłam- robi coś dokładnie odwrotnego. Po drugie- podział według Tuska jest prosty i bezkompromisowy, bez odcieni szarości, klasyczna walka dobra ze złem (gdyby taką retorykę zastosować np. w Szwecji, to byłoby więzienie za nazizm). Kto z Tuskiem, ten elita, Europa, innowacje, wykształcenie, etyka, rozwój. Z kolei- kto nie z Tuskiem, ten ruski agent, zaścianek, faszyzm, dyskryminacja kobiet, wstecznictwo i ubłocone gumofilce. Nie ma nic pomiędzy. Oczywiście, jeżeli teoria nie zgadza się z faktami- tym gorzej dla faktów, gdyż gdyby wprowadzić testy na inteligencję i wiedzę ogólną dla członków samozwańczej „elity” to poparcie dla KO spadłoby o ~85%.  Tusk ponowił „ofertę”, którą społeczeństwu w latach 90-tych przedstawili Michnik, Mazowiecki i Geremek. Mówili oni wtedy: „Polaku, nie musisz czytać, interesować się, poświęcać czasu na obserwacje. Nie musisz nawet myśleć. Po prostu zaufaj nam bezgranicznie, rób swoje i myślenie zostaw nam, a w nagrodę będziesz elitą„. Kusząca oferta, z której wielu skorzystało. Tusk robi to samo, tylko bardziej prymitywnie. Co by nie mówić o Gazecie Wyborczej, to w latach 90-tych było to inteligenckie pismo. Wprawdzie podłe, ale próbujące wyjaśniać sprawy logicznie i filozoficznie. U Tuska tego już nie ma. Dostajesz z góry przekaz (najlepiej w prostej formie obrazkowej), który logicznie nie trzyma się kupy i masz z automatu w to wierzyć oraz chamsko atakować osoby, które mają jakieś wątpliwości. Wtedy jesteś „elitą”. Skutkiem jest równoległe społeczeństwo, gdzie plemiona mają własne bańki informacyjne, a coraz trudniej jest docierać do informacji źródłowych i nieprzetworzonych przez „niezależnych ekspertów”. Podział coraz częściej rozlewa się też relacje międzyludzkie i dobieranie sobie osób do spędzania wspólnego czasu. Ja sam mam dziś (poza rodziną) prawie wszystkich znajomych „prawilnych” i to nie ze swojej winy. Zawsze byłem osobą grzeczną i kulturalną, ale druga strona jest nakręcona i bardzo nietolerancyjna. Sami zaczynają gadać o polityce, a gdy po 5-minutowym monologu zadasz takiemu grzeczne pytanie z pozycji ciekawskiego, aby objaśnił (jedną z setki) nielogiczność wywodu to następuje BSOD i koniec znajomości, ku uciesze Tuska. Zatem poza bańką informacyjną (dużą globalną wioską) są też mini-bańki społeczne, w których KODziarze grupują się w oddziały i przekonują nawzajem, że są elitą, a wszyscy myślący inaczej to rosyjski wywiad.

Przejdźmy do konkretów, czyli działań Tuska z ostatnich miesięcy, które wyzwalają najstraszliwsze emocje wśród jego sympatyków. Stosowana jest metoda „bombardowania informacyjnego”, gdzie tematy (odwracające uwagę od nieudolności rządu) grzane są intensywnie, ale krótko. Ich odbiorcy są w stanie permanentnego napięcia nerwowego, więc często nie pamiętają, co było miesiąc wcześniej (dlatego niekiedy nawet jeden i ten sam temat grzany jest dwukrotnie, tak jakby był nowy). Niekiedy zdarzy im się jakiś losowy prezent z zewnątrz (np. „afera roku”- patelnia Berkowicza, na której smażyli medialnie przez tydzień), ale prawie wszystkie tematy muszą kreować sami, niestety mają ku temu warunki w postaci silnych, usłużnych mediów, które potrafią kreować ogólnopolski dyskurs. Plan jest niezły (tzn. najlepszy z wszystkich możliwości utrzymania się przy korycie), ale z jego realizacją jest nieco gorzej, gdyż (poza oberführerem i kilkoma innymi wyjątkami) politycy rządu to banda nieudaczników, klakierów i dorobkiewiczów. Ponadto komunikacja wewnętrzna nie jest na najwyższym poziomie (nadal opiera się w dużej części na oficjalnym twitterze Tuska, ale brakuje briefingów z wytycznymi). Tematów typu „breaking news” jest tak dużo, że ich jakość często bywa wątpliwa i część z nich wygląda, jakby wymyślała je „postać znana”, przez co efekt końcowy jest, jak w uniwersum Walaszka- dają z siebie wszystko, całe 30% (co niestety wystarczy do zmanipulowania większości KODziarzy).

Rząd Tuska buduje syndrom oblężonej twierdzy, w której próbują dzielnie opierać się najeźdźcy. Jest to dosyć wygodna pozycja, bo winę za wszelkie niepowodzenia można zwalać winę na kogoś innego, a przy (nielicznych) sukcesach wypinać pierś po medal, twardy elektorat uwierzy we wszystko. Głównym straszakiem jest Putin. Prezydent kraju o PKB na poziomie Holandii, gdzie znaczna część społeczeństwa nadal śmiga za potrzebą do sławojek- rządzi całym wszechświatem. W jego rękach jest cała polska prawica, USA, Chiny, Węgry, Słowacja, Serbia i wiele innych krajów. Dowodów brak, ale kluczowa jest zasada: „jeżeli teoria nie zgadza się z faktami, to tym gorzej dla faktów”. Co by się nie wydarzyło złego- winny jest zawsze Putin, chyba, że samolot z prezydentem rozbije się w Rosji, albo tysiące młodych, agresywnych mężczyzn szturmują granicę od strony Białorusi, to wtedy winnego nie stwierdzono. Cała reszta to Putin, który zresztą kilka lat wstecz był wśród „liberałów” całkiem spoko gościem, z którym trzeba się dogadywać i robić biznesy, a wszyscy którzy przed nim ostrzegali- byli oszołomami. „Fajny” Putin zdążył jeszcze w ciągu jednego dnia wyeliminować pandemię koronawirusa, ale później stał się mrocznym władcą wszechświata, a wszyscy których nie lubi Tusk- z dnia na dzień stali się ruskimi onucami. Co zabawne- Elon Musk to również bezapelacyjny ruski agent, ale nie przeszkadza to całej wierchuszce rządowej spędzać wielu godzin na Twitterze czy kupować Starlinków dla Ukrainy (jedno i drugie to własność Muska). Gdy Polska nie jest zapraszana na ważne szczyty międzynarodowe- politycy KO odgrażają się na (putinowskim) Twitterze, że USA to rosyjska agentura, wyższy poziom logiki.

Do niedawna podział społeczny miał być podsycany przez sprawę Zbigniewa Ziobry. Odebrano mu immunitet, a on wyjechał na Węgry (czyli do Putina). Machina medialna ruszyła, ale Ziobro niespodziewanie pojechał do… Brukseli, gdzie chodzi wolny i w dodatku stawia dosyć uczciwe warunki swojego potencjalnego przesłuchania w Polsce. Trzeba było więc szybko zdjąć temat z afiszu i wyeksponować jakiś inny, zanim elektorat dowie się, że Ziobro jednak nie ukrywa się w Moskwie Budapeszcie.

Ostatnim „odkryciem” rządu w kwestii nieograniczonego imperium Putina są kryptowaluty. Tu już ręce opadają z amatorszczyzny naszych uśmiechniętych władz. Przygotowano jakąś gówno-ustawę tylko po to, aby zawetował ją Nawrocki i można go było za to grillować w TVN24. Żeby było śmieszniej, uchwalono ją dwukrotnie, żeby weta były dwa i można było dłużej o tym gadać. „Przypadkiem” zbiegło się to w czasie z fatalnym szczytem w sprawie ochrony zdrowia, gdzie okazało się, że NFZ jest bankrutem i trzeba było szybko to czymś przykryć. Politycy KO mają zerowe pojęcie o kryptowalutach, nie mówiąc już o zwykłych 8-gwiazdkowcach. Odpalono nawet chwytliwą nazwę „kryptoafera”, ale nikt nie wie o co w niej chodzi. Polecam spytać jakiegoś KODziarza żeby wytłumaczył o co chodzi w „kryptoaferze”, reakcja bezcenna („yeeee…. Putin!! ymmyueeee… Nawrocki! emmmyeeed <syntax error>). Na „prawą rękę Putina” bez żadnych podstaw wykreowano giełdę Zondacrypto (która nawet nie jest zarejestrowana w Polsce), bo reklamowała się w TV Republika (a więc 'tomaszopiątkowa pajęczyna powiązań’ Putin-Zondacrypto-PiS). Problem w tym, że firma reklamowała się także w Onecie, TVP w likwidacji i dawała na „orkiestrę” Owsiaka, ale o tym już oczywiście nie mówiono. Państwo chce położyć łapę na kryptowalutach, bo chcą kontroli i podatku Belki im jeszcze mało, ale to niemożliwe z powodów technicznych. Gdyby byle rząd mógł „ot tak” kontrolować portfele kryptowalut to już dawno ktoś inny by na to wpadł. Jeżeli dalej rząd będzie próbował regulować branżę, to skończy się tak samo, jak z hazardem internetowym czy marihuaną, czyli nie wyeliminują zjawiska, a Polacy będą korzystać z podziemia lub usług zagranicznych, przez co stracimy kontrolę i wpływy z podatków. Regulacje kryptowalut są oczywiście „dla naszego dobra”, bo lepiej żeby Polacy inwestowali w 'bezpieczne’ instrumenty typu OFE, Getback czy Amber Gold (pomijam już to, że na Bitcoinie bardzo trudno było stracić i prawie wszyscy w dłuższym okresie zyskali, np. w zakładce wsparcie jest mój adres BTC, każdy może sobie sprawdzić w blockchainie, kilka lat temu ktoś wysłał mi drobną kwotę na próbę i teraz jest to warte 40x tyle). „Eksperci” rządu (zwłaszcza kobiety niemłode) często opowiadają po „liberalnych” telewizjach, że słowo „krypto” jest złowrogie i putinowskie samo w sobie, więc najlepiej profilaktycznie zakazać. Niech jeszcze zwolnią wszystkich kryptografów wojskowych, bo to na pewno ruskie onuce, trzeba też będzie zamknąć wszystkie banki bo zabezpieczają zasoby przy pomocy metod kryptograficznych. „Kryptoaferę” szybko wygaszono, bo była bez sensu i nikt nie wiedział o co w niej chodzi, została po niej jedynie chwytliwa nazwa, aby ją (solo, bez objaśnienia) dodawać to „listy niezbitych dowodów na związki prawicy z Putinem”. Otwarcie tego, kolejnego już frontu dzielącego Polaków według mnie odbije się rządowi czkawką, bo w kryptowaluty inwestuje około 3 milionów Polaków (głównie młodych), którzy po nagonce i oskarżeniach o ruską agenturę raczej nie zapałają miłością do Tuska. Ogólnie mam wrażenie, że Tusk położył lagę na elektoracie przed 40-tką (który trudno jest zmanipulować tanimi trikami) i skupił się tylko na utrzymaniu poparcia fanatycznej geriatrii bez zdolności percepcyjnych, co może przynieść profity w 2027, ale na dłuższą metę nie zadziała z przyczyn demograficznych (Tusk młody nie jest, więc nie obchodzą go cele długofalowe).

„Oblężona twierdza” jest reklamowana także na niższych szczeblach. Po wakacjach gruchnęły „breaking newsy”, że dokonano zamachu koktajlem mołotowa na biuro KO, co reklamował Witold Zębaczyński (który ponoć był świadkiem, mimo że akcja miała miejsce w nocy). Stwierdził, że jeden sprawca rzucił koktajlem, a drugi próbował go podpalić, co mu się oczywiście nie udało (wydawało mi się, że głównym kryterium koktajlu mołotowa jest samozapłon). Media prorządowe wykręciły aferę, od razu powiązano to z PiS (nawet Bąkiewicz się załapał na zdjęcie ilustracyjne). Szybko okazało się, że to ściema i odpalono kolejny temat zastępczy. Innym głośnym fejkiem był rzekomy 'pegasus’ na telefonie Katarzyny Tusk. Jej ojciec grzmiał na twitterze, że może mi jeszcze wnuki będziecie inwigilować? Okazało się, że podsłuch był na telefonie Giertycha z powodu Polnordu (o czym było wiadomo od 4 lat i było przewałkowane 200 razy), a Kasia Tusk dzwoniła do Giertycha (ciekawe po co?), więc siłą rzeczy ta konkretna rozmowa z jej udziałem się nagrała.

O realnych aktach agentury Putina pisałem już trochę w ostatniej prasówce. Putin co chwilę ośmiesza nasze służby (które na widok zabawkowego drona bombardują dom w Wyrykach, a potem pozwalają poszukiwanym agentom wysadzić torowisko kolejowe i opuścić Polskę legalnie, przez przejście graniczne), ale w mediach mainstreamowych opisywane jest to jako „sukces” i „dowód na to, że państwo działa”, a każdy, kto w to powątpiewa jest ruską onucą.

W ostatnich tygodniach w social-mediach można zaobserwować propagandę sukcesu rodem z PRL, oznakowana jest sloganem „robimy, nie gadamy” (w realnym świecie powinien brzmieć: „kradniemy, gadamy i nie robimy„). Głównym trikiem są statystyki, a konkretnie wybiórczy okres czasu, żeby podpasowało pod z góry ustaloną tezę. Np. w październiku kurs akcji Orlenu zaczął rosnąć, więc w sieci i telewizjach zaroiło się od zielonych wykresów (gdzie przy okazji mylono kapitalizację z wartością księgową). Potem jednak kurs szybko spadł o 10% i już nie było o tym ani słowa, podobnie milczano o kursie akcji PGE, który w ostatnim miesiącu spadł o 1/4 i prezes „wyłoniony w rzetelnym konkursie” wyleciał na zbity ryj, na korzyść innego „eksperta”. Zyski Orlenu od zmiany rządu były żenująco niskie w porównaniu do czasów Obajtka, przez co były tematem tabu, ale po 2 uśmiechniętych latach trafił się jeden dobry kwartał i już wszędzie chwalipięctwo. Moją ulubioną statystyką jest porównywanie obecnej inflacji i cen paliw w stosunku do krytycznego momentu i zawirowań na początku wojny, kiedy w całym naszym regionie (a nawet w Holandii czy USA) te wskaźniki były rekordowe od dziesięcioleci. W momencie zaprzysiężenia rządu Tuska inflacja wynosiła 6.2% i była od roku w silnym trendzie spadkowym, średnia inflacja z 8 lat rządów PiS była jeszcze niższa. Tymczasem w sieci codziennie napotykam na wiele wpisów polityków rządu oraz podrzędnych KODziarzy z wykresami, w których rzekomo oni „własnymi ręcami” zmniejszyli inflację z 18% do 2% (co swoją drogą też jest dosyć wątpliwe, bo ceny ogrzewania, czekolady, kawy, energii elektrycznej czy papierosów wzrosły w 2025 roku o ponad 20%, inne artykuły również podrożały). Podobnie z cenami paliw, porównują szczytowy okres do obecnego (bez uwzględnienia ceny dolara i ropy) i ogłaszają wielki sukces (równie dobrze można by zrobić odwrotnie, wszak za PiS były też okresy, gdy benzyna kosztowała poniżej 5zł, a LPG poniżej 2). Przekaz dla debili, ale niestety na elektorat Tuska działa. Oficjalna „logika” jest taka, że złe dane to wina PiS, a dobre to wina KO, niezależnie od momentu wystąpienia zjawiska. Jeżeli inflacja zaczęła szybko spadać już rok przed przejęciem władzy, to jest to zasługa Tuska, ale jeżeli deficyt po 2 latach tych samych rządów bije wszelkie rekordy- jest to wina PiS. Najgorsze jest to, że 1/3 Polaków w to wierzy. Pozostaje jedynie zacytować klasyka: „Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów„.

Kolejny „sukces” reklamowany przez rząd i sługusów to rzekome zwolnienie Polski z paktu imigracyjnego. Sukces był tak wielki, że (podobnie jak weto Nawrockiego ustawy o kryptowalutach) grzany był dwukrotnie. Pierwszy raz w październiku, drugi raz w zeszłym tygodniu. Fakty są takie, że podpisanie tego paktu było jedną z pierwszych decyzji rządu (jeszcze przed świętami w grudniu 2023), a zwolnienie jest warunkowe i obowiązuje tylko na rok 2026. Pomijam już to, że Trzaskowski w kampanii chwalił się, że osobiście zlikwidował ten mechanizm zanim go w ogóle wymyślono, więc „paktu imigracyjnego nie ma”. Nie wiadomo, jaką cenę zapłacimy za to czasowe zwolnienie, ale raczej Niemcy za darmo tego nie robią. Być może chodziło o inny „sukces dyplomatyczny”, w którym Tusk postawił Niemcom „ultimatum”, polegające na tym, że jeżeli Niemcy nie zapłacą odszkodowań ofiarom II Wojny Światowej to Tusk sam je wypłaci z polskiego budżetu.

Nawet prorządowy „demagog” oznaczył to jako 'Fałsz’

 

Dwie sztandarowe inwestycje (CPK i elektrownia jądrowa) najprawdopodobniej nie zostaną nawet rozpoczęte, a zadaniem PRowców Tuska jest pozorowanie sytuacji, jakoby wszystko szło w dobrą stronę. Przypomina mi się „bul” Komorowski, który wizytował „budowę” obwodnicy Inowrocławia. Większa szansa jest na elektrownię, bo nie jest to konkurencja dla Niemiec, a nawet może wpłynąć na obniżkę cen prądu po zachodniej stronie Odry, gdzie przemysł się zwija z powodu wysokich kosztów produkcji. Problem w tym, że rząd to nieudacznicy i złodzieje. Ostatnio ogłoszono „sukces”, że Bruksela wspaniałomyślnie zezwoliła na wydanie 60 miliardów złotych (z polskiego budżetu) na elektrownię. Problem w tym, że wydanie pieniędzy nie jest różnoznaczne z budową, zresztą w czasie poprzednich rządów Tuska (2007-15) też wydano wiele miliardów na „elektrownię”, ale ostatecznie nie wyznaczono nawet lokalizacji. Obecnie wersja pesymistyczna jest taka, że 60 miliardów zniknie bez wbicia pierwszej łopaty, a wersja optymistyczna jest taka, że za te 60 miliardów przez kolejne 2 lata wytną tysiące drzew (prosto na statek do Chin) i wykopią wielką dziurę w ziemi.

CPK nie powstanie na pewno, zresztą między wierszami powiedziane to zostało już dawno (poprzez osobę Macieja Laska oraz wylansowanie skrótu jako Cały PiS Kradnie). Oczywiście zaniechanie budowy CPK nie będzie ogłoszone oficjalnie, co wprawdzie byłoby najuczciwsze, ale zostałoby źle odebrane przez społeczeństwo oraz zablokowałoby przepływ miliardów złotych z budżetu na „niebudowę”. Czekają nas więc działania pozorowane, zgodnie z którymi „podobno budują”. Do wyborów w 2027 będą podejmowane nieudolne „próby” odkupienia działki od pana od ketchupu, a wszelkie komplikacje zwalane na PiS i Putina. Sam CPK pierwotnie miał być mega-lotniskiem, a inwestycje towarzyszące miałyby skomunikować to lotnisko z resztą kraju. Takie lotnisko byłoby duża konkurencją dla podobnych obiektów w Berlinie i Frankfurcie, więc „nein, polnische schweine!„. W związku z tym od początku rządów Tuska CPK w magiczny sposób transformuje się w inwestycję stricte kolejową, a o lotnisku słychać już coraz rzadziej. Aby zakamuflować „niebudowę” CPK i pozorować jakieś działania- podpina się pod ten skrót każdą możliwa inwestycję kolejową w Polsce. Gdy wymienią gdzieś torowisko, albo wyremontują kibel na dworcu w Pcimiu- jest to hucznie ogłaszane jako „budowa CPK”.

Reszta kadencji będzie polegała na straszeniu Nawrockim i Braunem, czyli rosyjską agenturą. Prezydent przedstawiany jest jako „wetomat”. Co ciekawe- zawetował on około 20% ustaw, a 80% podpisał. Ponadto w przypadku tych 20% zawetowanych większość zawierała jakieś „pułapki” typu legendarne „lub czasopisma” i Nawrocki obiecał, że podpisze, gdy wykreślone zostaną kontrowersyjne zdania. W drugą stronę: wszystkie ustawy, proponowane przez prezydenta trafiają do tzw. „zamrażarki sejmowej” Czarzastego (czyli do śmietnika), więc fakty są bezlitosne- prawdziwym wetomatem jest rząd, a nie prezydent, ale KODziarze nie przyjmą tego do wiadomości. Grzegorz Braun z kolei jest mocno lansowany w mainstreamie. Skoordynowana nagonka i ostatni proces sądowy tylko wzmacnia jego popularność. Tusk wie, że zdolności koalicyjne Brauna są najmniejsze z całej trójki prawicowych partii, więc zależy mu na przepływach z PiS i Konfederacji do Korony, aby po wyborach w 2027 roku doszło do chaosu koalicyjnego (idealnie dla Tuska, żeby cała trójka dostała po 16% i pożarła się między sobą).

W ten sposób Tusk chce dotrwać do 2027 roku, kluczem jest utrzymanie swojego elektoratu w stanie nerwów i strachu. Oczywiście nie wszystkich da się utrzymać, więc na około rok przed wyborami odpalona zostanie „nowa jakość polityczna”, czyli manewr wielokrotnie stosowany z sukcesami (np. Nowoczesna, Ruch Palikota, Polska2050). Będzie to „alternatywa” dla „liberałów”, którzy z jakichś powodów zawiedli się na obecnym rządzie Tuska. Obecnie nie mają oni zbytnio gdzie uciec (w przeciwieństwie do prawicy, gdzie do wyboru są 3 partie), więc potrzebny jest wentyl bezpieczeństwa, aby rozczarowane „jebaćpisy” nie zbojkotowały wyborów. „Nowa jakość” będzie przed wyborami tolerowana przez TVNy, a po wyborach wejdzie z KO w koalicję, po czym zostanie przez nią podgryzana, a TVNy będą mniej wyrozumiałe, klasyka gatunku. Prawdopodobnie członkiem tej „nowej jakości” będzie PSL, które notuje tragiczne sondaże (nie dające nawet 3% progu, wymaganego do subwencji) i jednocześnie nie chce dać się wchłonąć przez KO z powodu rozbudowanych struktur samorządowych. Historia zatacza koło, gdyż ZSL w czasach PRLu był partią satelicką i „koncesjonowaną opozycją” wobec PZPRu. Teraz ich dzieci i wnuki robią dokładnie to samo, a najchętniej by całą resztę opozycji zdelegalizowali, o czym zresztą mówią otwarcie.

RacimiR, 12.12.2025


PS: Jak mawiał klasyk- „Trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu”. We wtorek i środę robiłem bardzo poważne 'reformy’ techniczne na blogu i serwerze. Konkretnie, podniosłem wersję php z 7.x na 8.5, w tym celu trzeba było zmienić środowisko z Idea na Apache, a tu z kolei trzeba było zmodyfikować htaccess, przy okazji jeszcze zaktualizowałem WordPressa i wtyczki oraz przeczyściłem bazę danych (schudła o połowę). Zatem było co najmniej 5 okazji, aby coś technicznie się posypało, ale chyba się ostatecznie udało. Jak mawiał inny klasyk: „u mnie działa”, ale proszę uprzejmie, aby napisać komentarz jeżeli strona wywali jakiś błąd, albo ktoś zauważy jakieś inne podejrzane rzeczy. Niestety w akcji zaginęło część (około 5) komentarzy z 6-10 grudnia, które czekały na moderację. Chciałem się nimi zająć na koniec, ale przez to czyszczenie bazy danych nieumyślnie przepadły, za co przepraszam.

PS2: Dzięki dla Krzyśka.

PS3: Życzę wszystkim wesołych świąt, gdyż już nie dam rady nic przed nimi napisać, będe miał też ograniczony dostęp do internetu.

32 komentarze do “Strategia uśmiechniętych rządów na drugą połowę kadencji”

  1. Prezydent nie ma władzy, uprawnień aby zavetowac ustawę budżetowa.
    Budżet-ustawa to wyjątek bodajże jedyny. Termin 'odrzucenie’ jest dla mnie
    niezrozumiałe w tym kontekście. Chyba że coś się zmieniło przez uśmiechniętych.

    od RacimiR: Może ustawę budżetową skierować do TK i po 4 miesiącach rozwiązać sejm, aczkolwiek w „demokracji walczącej” pewnie jest nieco inaczej.

  2. Stara menelica Lempartowa powiedziała że się boi i ucieka z kraju XDDDD

    od RacimiR: Bardzo ciekawy plot-twist, właśnie sprawdziłem i ani jeden duży portal o tym „przypadkiem” nie napisał, tylko same mniejsze i prawicowe. Sama Lempart stwierdziła, że walczyła o stołki 😉 Normalni ludzie wiedzieli to od początku, ale mimo wszystko plus za to, że do tego w końcu doszła, bo 90% „piorunek” nigdy tego nie zrozumie.

    1. Są już pierwsze efekty ekonomiczne!
      Na polskiej giełdzie tąpnięcie akcji firm produkujacych paszę dla świń.
      Za to na giełdzie w Brukseli ichniejsze firmy ostro zwyżkują.

      Oprócz tego że się w końcu kapneła że te strajki i marsze jak pisałeś bylo
      tylko po to by platfusy dorwaly do władzy, że tyck wykorzystał ja jako pionek,
      To nawet jest gorzej niż za pis:
      'Pozostawanie tu jest dla mnie niebezpieczne. Ja nie chcę tu być, dziękuję bardzo. Ja się boję. Wystarczy, że fiknę i to idzie do TVP. Ja dziękuję — powiedziała, zaznaczając także, że jej nieufność obejmuje służby mundurowe. – Jak mijam grupę policjantów na ulicy, to czuję, jakbym mijała grupę kiboli —dodała.’
      Ale niestety jak zapowiedziała będzie się starała załatwić hajc na dotacje do organizacji
      Lewackich w Polsce, więc czeka nas uderzeniowy nawał propagandy wscieklych macic
      piorunow itp.

      od RacimiR: Z jednej strony Lempart w końcu zrozumiała że była tylko trampoliną dla polityków KO, ale z drugiej strony nie do końca rozumiem czego ona się boi w uśmiechniętej Polsce, że aż uciekła? Może ta jej „emigracja” to faktycznie negocjacje grantowe.

  3. Warto przypomnieć jedną ważną rzecz – w przyszłym roku obecna władza będzie miała większość w Trybunale Konstytucyjnym. Upłynie kadencja sześciu sędziów, a wakaty zostaną bez trudu uzupełnione przez koalicję 13 grudnia, która dysponuje stabilną i bezpieczną większością w Sejmie. Nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki (tym razem nie minister Leszczyny), Trybunał przestanie być „nielegalny” i stanie się „praworządny”, (analogicznie do sytuacji: neoKRS —> KRS), a jego wyroki znów będą „ostateczne”. Taki trybunał bez problemu orzeknie wszystko co Tusk (i Berlin) nakaże, a także będzie mógł zdelegalizować opozycję (stawiam, że na pierwszy ogień pójdzie partia Brauna).

    od RacimiR: Ciekawe jakie „sławy” wytypują na te stanowiska i czy wybiorą też sędziów „na zapas”, jak w 2015?
    Partii Brauna nie zdelegalizują, nie opłaca się to Tuskowi. Im większe rozdrobnienie na prawicy, tym dla niego lepiej, bo nie ma premii za h’ondta.

  4. Dwie sprawy, z tą inflacja trochę pokreciles.
    Za pis było rekordowo bo 18% czyli jak w latach 90tych końcówce.
    Lepszy miernik to wzrost cen np. nieruchomości, auta,
    a to poszło w górę o 50% a nawet 100% w latach covidu
    głównie. Czyli rząd pis obrabowal nas z połowy oszczednosci
    (siły nabywczej pieniądza), wszak inflacja to też sprytny podatek.
    No ale platfusy zrobiłyby to samo.
    W ciągu 2 ostatnich lat drozyzna (wzrost cen) przyhamowalo i to jest fakt.
    Gdyby nie ten covid i wojną upadliny to by inflacji nie było, a sumaryczny wzrost
    cen Góra kilkanaście % za rządów PiS.
    Dla formalności nie jestem sympatykiem żadnej partii z bandy czworga i konfy.
    Dla mnie to jedna sitwa i teatrzyk dla goim.

    od RacimiR: Nie chcę tu bronić polityki covidowo-wojennej PiS, bo byłem jej przeciwnikiem, ale jednak inflacja była wtedy podobna w całym regionie (czyli demoludach), w Pribałtyce czy Węgrzech nawet przebiła 20%. Paliwo na stacjach zawsze było u nas tańsze niż w Niemczech czy Czechach. Co ciekawe, dolar czy euro wtedy nie taniały względem PLN (a teoretycznie powinny). Inflacja zaczęła spadać 3 lata temu, między jesienią 2022 a jesienią 2023 spadła o ponad 10%. W grudniu 2023 rząd Tuska wziął władzę przy inflacji 6.2% i zmniejszyli ją o 3-4% (przy okazji zmienili i utajnili metodologię jej obliczania), a w swoich spotach i grafikach udają, że zmniejszyli o kilkanaście. Równie dobrze PiS mógłby powiedzieć, że oni przez rok zmniejszyli inflację o 10%, a PO tylko 2-3 przez 2 lata.
    Ceny nieruchomości na 80% terenów Polski rosną wolniej, niż inflacja. Skoro wszyscy młodzi Polacy chcą mieszkać w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu i Trójmieście (i to najlepiej gdzieś blisko centrum) to siłą rzeczy akurat tam ceny muszą rosnąć, ale to nie jest cały kraj, a mały jego wycinek. Ja się przeprowadziłem 2 albo 3 lata temu i mieszkanie dziś jest warte tyle samo, jestem do tyłu o inflację. To samo jest w „powiatach” czy byłych miastach wojewódzkich, a także wyludniających się obecnych miastach wojewódzkich typu Łódź czy Kielce. Ceny samochodów wzrosły wszędzie, Polska zdana jest na zagraniczne marki więc nie mamy żadnego pola manewru, możemy jedynie ratować sytuację silną złotówką.
    W latach 90-tych był okres, gdy inflacja przebijała 100%.

  5. Druga sprawa krytptowaluty, wg. mnie to jedna wielka bańka, piramida
    jak historycznie tulipomania czy kampania mórz południowych (tzn. handel
    powietrzem), schemat ponziego itp.
    Wszystkie te krypto padły, tylko bitcoin i ethereum jakoś się trzymają.
    Kto kupił bitcoiny w 2010 (może kilka promili osób w Polsce i na świecie
    o tym wiedziało) to rzeczywiście zarobił nawet tysiące % (jak to w piramidzie).
    Teraz mamy do czynienia ze spadkiem bitcoina ostrym z 120tysS do 80tys$,
    i spadać będzie nadal. Widoczne to jest w tym że coraz wiecej
    naganiane jest 'zwierzyny’ (frajerstwa) by te bitcoiny kupowali.
    Jeszcze kilka lat temu takiej nagonki nie było.
    Zresztą te 'gieldy’ krypto padały i ciągle padają, a kasa 'wyparowywuje’.
    To samo było z Frankami Kowalskimi i uwolnieniem przez Szwajcariie kursu Franka.

    Kolejna bańka jest teraz na AI, tyle że to bardziej przepalają
    miliardy potentaci IT w USA (w sensie nie jest to kredytowane jak
    domy z pazdzierzu w 2008) a to nie moj portfel więc mi to zwisa.
    Teraz jednak te miliardy się kończą, efekty AI są ale nie ma zzyskow
    pokrywajacych inwestycje więc szukają frajerów w postaci zwykłych
    zjadaćzy chleba. I niestety ich znajdują. Aż mi się wspomina film
    Wilk z Wall Street z Di caprio.

    Moim zdaniem, jedyna pewna inwestycja od starożytności
    od zawsze to złoto w sztabkach
    schowane ukryte we własnym domu. Wiedza o tym banki centralne
    liczących się państw i skupuja złoto na potęgę M.in nasz glapinski.

    od RacimiR: Nawet gdyby BTC miał dalej spadać (co nie musi okazać się prawdą, bo równie dobrze może rosnąć) to jest to indywidualne ryzyko inwestora i państwu wara od tego. Równie dobrze powinni zakazać totolotka, bukmacherów czy kupowania akcji na GPW, albo nawet ubezpieczeń dobrowolnych, bo też można wtopić kasę, nie mówiąc o Amber Gold czy Getback, gdzie ludzie stracili wszystko i państwo nie zareagowało.

    1. @Brexitbrexit

      Złoto to nie jest inwestycja, tylko tezauryzacja, ewentualnie spekulacja (kupujemy gdy jest tanie z nadzieją, że podrożeje). Inwestycja to jest kupowanie środków, które przynajmniej z założenia będą generowały zyski, lub ich wartość wzrośnie (np. kupienie akcji startupu to inwestycja).

      1. Ze złotem zgadza się trochę uogolnilem. Ale ja nie prof ekonomii
        tylko po LO ekonomicznym (a z zawodu już były IT ale to szczegół).
        Bardziej chodziło mi o akumulacje majątku tak by nie stracil on
        na wartosci.
        Ale słowo inwestycja też tu pasuje! (Czy jak to piszesz spekulacja
        choć tu się nie do końca zgodzę).
        W latach 2000nych złoto szlo ponizej 1tys$ za uncję, teraz szacuje sie
        że przebije 4tys$. Dlaczego? Bo zasobów mało, wykopywanie coraz droższe,
        a świat potrzebuje złota, do przemysłu i na biżuterię. to twarde dane.
        Noi banki centralne całego świata w tym my skupuja z rynku każda jego ilość.
        A oni wiedzą swoje, wszak maja kiepełę.
        Hajc (wartość pieniądza) na koncie spadł od coviada o połowę.
        Państwo okradło cię o połowę! Toi tak dobrze bo za bolęsy za hiperinflacji
        okradło konta bankowe wszystkich Polaków. Jak masz nieruchomosci
        czy grunta może państwo to przejąć czy opodatkować (np. ostatnio
        w Anglii jest prawo spadkowe nowe że płacisz panstwu 20% wartosci
        gruntu co spowoduje masowe przejęcie ziemi rolnej przez państwo).
        Tylnymi drzwiami przepychany jest podatek katastralny.
        O inwestowaniu na giełdzie, nawet nie wspomnę, bo to dojenie
        frajerów, a zysk leci do zarządu czy do inwestorów większościowych.

        Do akumulacji majątku jedynie pozostaje złoto w sztabkach.
        Zakopiesz gdzieś pod drzewem i państwo nie znajdzie go.
        Złoto to złoto jak to mówią.

        od RacimiR: Trzymanie pieniędzy w skarpecie zawsze źle się kończy. Z giełdą się nie zgodzę, ostatnie 5 lat dało ogromne możliwości (2 bessy gdzie można było zapakować się pod korek i obecnie historyczne szczyty). Inwestorzy większościowi (proporcjonalnie) dostają taką samą dywidendę, jak zwykły ciułacz, szkoda tylko podatku belki (którego likwidacja była zresztą jednym z „konkretów” Tuska). Jak ktoś dużo jeździ samochodem to polecam kupić akcje Orlenu (ja kupiłem, gdy były po 60zł) i wtedy można wyrobić sobie kartę „Orlen w portfelu” na którą jest zniżka 10gr/l (także za LPG) i 10% na zakupy, do tego dochodzi niezła dywidenda, wyższa niż przeciętne lokaty bankowe. Na BTC też można było sporo zarobić w ostatnich latach. Mieszkania to raczej przeżytek (chyba że w głównych miastach gdzieś w super lokalizacji), bo niż demograficzny drastycznie zetnie popyt.

        1. W nieruchomościach zarówno popyt jak i podaż są sterowana przepisami budowlanymi oraz praktykami urzędniczymi. Wystarczy stwierdzić, że jakieś tam osiedle z wielkiej płyty jednak grozi zawaleniem, i już ludzie szukają mieszkań (bo zmniejszyła się podaż) -> ceny rośną. Można zaprosić Ukraińców, albo Arabów -> popyt rośnie -> ceny rosną. Można dokręcić jeszcze bardziej drakońskie przepisy dotyczące energooszczędności budynków -> podaż spada -> ceny rosną. Można wprowadzić kolejny program „rodzina na swoim”, „deweloper na swoim” lub „kredyt 0%” -> popyt rośnie -> ceny rosną. A można i w drugą stronę, np. wprowadzić katastralny, i ceny spadają na łeb na szyję.

          Podobnie jak na giełdzie papierów wartościowych, szansą na małych jest przewidzenie, co zrobią wielcy. Bo to oni rządzą giełdą. W tym wypadku ci wielcy to układ deweloperzy+urzędnicy. A oni robią tak, aby sami na tym jak najwięcej zyskać.

          od RacimiR: Przepisy są jednak mniej-więcej równe dla wszystkich i drastycznych ich zmian nie ma od dawna. Gdyby zaprosić miliony imigrantów to co innego, ale tak się raczej nie stanie. Najważniejsza jest żenująca rozrodczość Polek, która powoduje, że ceny mieszkań będą stać w miejscu (czyli de facto tracić na wartości o inflację). Z byłych 49 miast wojewódzkich, które straciły ten status w ramach reformy administracyjnej praktycznie wszystkie ostro się wyludniają, nie mówiąc już o powiatach czy wsiach. Taka Łodź w szczycie otarła się o milion mieszkańców, a niedługo nie będzie miała nawet połowy z tego. Ostatni wyż demograficzny początku lat 80-tych już nie będzie kupował mieszkań (ci co mieli już to zrobili).
          Wyłączenie z użytku całych osiedli nie wchodzi w grę (za duży gniew społeczny), kataster raczej też nie (prawie wszyscy politycy są zapakowani w mieszkania na wynajem). Inwestowanie w mieszkania opłacać się będzie jedynie w przypadku 5 ośrodków (Wawa, Krak, Wrocław, trójmiasto i Poznań) w najlepszych ich dzielnicach, cała reszta to spadki. Na Śląsku w familokach (nieźle skomunikowanych) można kupić mieszkanie do remontu nawet za 1500zł/m2.

          1. > Przepisy są jednak mniej-więcej równe dla wszystkich

            Ale faworyzują one deweloperów. A już na pewno praktyka urzędnicza w dużych miastach ich faworyzuje.

            > drastycznych ich zmian nie ma od dawna.

            Zmiany mają charakter bardziej ewolucyjny, ale zapewniam Cię, że są.

            > Gdyby zaprosić miliony imigrantów to co innego, ale tak się raczej nie stanie.

            Przecież już tak się stało. Mamy miliony Ukraińców.

            Co do przybyszy z dalszych okolic — obawiam się, że jest to nieuchronne. Obie duże partie działają w kierunku ich sprowadzania. Co prawda PiS woli tych legalnych, ale legalni generują nawet większy popyt.

            > Wyłączenie z użytku całych osiedli nie wchodzi w grę (za duży gniew społeczny)

            Wystarczy jedna katastrofa budowlana i odpowiednia ekspertyza, a zamiast gniewu społecznego będzie panika i pospieszne wyprowadzki.

            Oczywiście masz rację, że jak będzie dalej tak jak jest, to ceny mieszkań spadną. Natomiast nie jest oczywiste, że będzie dalej tak jak jest — bo są osoby, które kształtują sytuację wprowadzając zmiany.

            od RacimiR: Zmiany są, sam miałem „przyjemność” zapłacić za jakiś certyfikat energetyczny przy przeprowadzce. Jednak deweloperów jest wielu i konkurują oni między sobą, zresztą nowe mieszkania to tylko skromna część rynku. Mamy gigantyczny rynek wtórny oraz wielu ludzi buduje sobie domy na własną rękę. Podaż mieszkań rośnie, a popyt spada z powodu malejącej liczby ludności. Jedynym źródłem kończącego się właśnie prosperity było zapóźnienie budowlane, tzn. ludzie gnieździli się na niewielkich powierzchniach. Obecnie jesteśmy blisko punktu krytycznego i wyrównania (coraz mniej ludzi, a coraz więcej powierzchni mieszkaniowej, którą trzeba utrzymać i ogrzać, a koszty te rosną szybko). Jeszcze niedawno ludzie chcieli metrażu „im więcej tym lepiej”, teraz już wielu chętnie przeprowadziłoby się do mniejszych mieszkań aby ściąć koszty.
            Ukraińcy istotnie podbili rynek, ale była to jednorazowy 'boost’ (Wrocław przy okazji prześcignął Łódź w liczbie ludności). Obecnie ich liczba spada, część wraca na Ukrainę, inni wyjeżdżają dalej na zachód. Z kolei przybysze dalsi mieszkają w najgorszych warunkach, aby najwięcej odłożyć, a ich liczba też nie będzie jakoś szybko rosła, bo trendy polityczne są odwrotne (nawet Tusk pozycjonuje się jako przeciwnik imigracji, nie mówiąc o PiS czy Konfederacjach), zresztą liczba miejsc pracy będzie szybko spadać z powodu AI i unijnych wymysłów, zarzynających przemysł. Na pewno imigranci nie są w stanie spowodować, że liczba mieszkańców Polski przestanie spadać, prognozy to potwierdzają.
            Zatem mamy rosnącą liczbę powierzchni mieszkaniowych i spadającą liczbę ludzi, w pewnym momencie po prostu musi to jebnąć. Do tego dochodzą dziesiątki tysięcy pustych mieszkań typowo pod spekulację, które przy zahamowaniu wzrostu cen po prostu zostaną sprzedane.

  6. Jako że z netem chwilowa przerwa wszystkiego najlepszego,
    wesołych świąt, sylwestra, nowego roku, sześciu króli. Pzdr.

  7. Och i nie mogłem się powstrzymać.
    Ta morda facjata w zielony Onet obok tych kominow
    to słynny 'ekspert’ uśmiechniętych (choć może nie tylko)
    na tematy wszelakie. Ze tez go musiałeś wkleić.
    W 2023 gdy prigozyn się zbuntowal był w TVP ciągle pokazywany
    i gadał że lada moment Putin i ogólnie Rosja padnie.
    Obesnie mamy 2025 i rosja i kacapy ciągle są, choć może im
    w slawojkach 'wody w spluczce’ okresowo brakuje.
    Takich to mamy ekspertufffff.

    od RacimiR: jest kombo: zielony onet, „ekspert” i jakaś zagraniczna elektrownia na zdjęciu, bo głupio było dać zdjęcie tej naszej, czyli pustego pola.

  8. Co się stanie za 20 lat?

    Ciekawe, czy ta strategia potem nie wyjdzie mu bokiem? Czy nie dostanie odwrotnego efektu od zamierzonego? Poza tym sondaże w Polsce często podają błędne dane, co widać na przykład przy ostatnich wyborach prezydenckich.

  9. Prezydent Karol Nawrocki nie zapali świec chanukowych w Pałacu Prezydenckim. Brawo. A Tomasz Lis już dostał szału z tego powodu (zobaczcie jego profil na X/ Twitterze).
    Za to w (kne)Sejmie będzie – tam partie koalicji 13- go grudnia z największą hipokryzją szczególnie Lewicy nagle nie podoba im się świeckie państwo i organizują uroczystości religijne w miejscu państwowym i miejscu pracy jakim formalnie jest Sejm. Od takich świąt są synagogi a nie państwowe miejsca pracy. Tak samo jak nie ma katolickiej Mszy Świętej w Sejmie bo od tego jest kościół (jako katolik nawet bym nie chciał aby Msza była w Sejmie bo to byłoby profanacją Mszy w takim obłudnym miejscu wśród tamtych ludzi).
    Po drugie czy w Izraelu w Knesecie obchodzi się Boże Narodzenie, ubiera choinki, ustawia się szopki betlejemskie, dzieli się opłatkiem. Izrael jest raczej wrogi katolikom.
    Po trzecie zamiast użalać się nad tym że w Pałacu nie będzie chanuki to lepiej zająć się kwestią ludobójstwa Palestyńczyków

    od RacimiR: Gdyby Nawrocki zrobił chanukę to byłby spalony u własnego elektoratu, a nowych sympatyków też by nie pozyskał, stąd jedyna słuszna decyzja.

  10. W Australii islamiści zrobili atak terrorystyczny na plaży w Sydney na Żydów świętujących chanukę. Oczywiście potępiam zamach natomiast nie należy tego porównywać do tego co w Izraelu robią z Palestyńczykami bo to jest wieloletni horror.
    PS: Nie muszę chyba mówić że Tomasz Lis już porównuje to do działania Brauna, łączy z decyzją Nawrockiego o odmowie obchodów chanuki.

    od RacimiR: Ja ostatnie 2 tygodnie spędziłem w buddyjskiej części Azji i tam zamach w Australii był tematem numerem jeden przez kilka dni, a u nas jak patrzyłem to przeszedł bez większego echa (pewnie dlatego, że według żydowskiej polskojęzycznej mądrości etapu to Polacy są największymi antysemitami i inne kraje już dawno sobie z tym poradziły, więc niedobra mówić o 'incydentach’ z krajów cywilizowanych i 'liberalnych’).

    1. Stałes się podroznikiem po Azji niczym M.Malik. Może jakis artykulik
      z tych wojaży, i jeszcze ze Skandynawii 😉

      Z tą strzelanina to moje pierwsze skojarzenie z filmu Borat2, gdzie bohater popadajac
      w smutek stwierdza 'ja postanowił popełnić samobójstwo, w tym celu udał się do
      synagoga i postanowił poczekać na masową strzelanine’.

      Natomiast w popis tv mediach głównego scieku temat był jednak przez tydzień
      walkowany, tyle że na bardzo odległych miejscach.
      Narracja zamiast o Palestynie i motywacji sprawców skupiła się głównie na:
      Wzrost anty-żymianizmu w Polsce i na świecie
      Braun gasnica wiadome
      Że Ahmed el Ahmed (co za nazwisko i imię, co za przodkowie) muslim
      sprzedawca warzyw i były policjant powstrzymał jednego z zamachowcow też
      muslima
      Większe restrykcje w stosunku do prawa sprzedaży i posiadania broni w australii
      (czyli ani słowa o imigracji muslimow do Australii, ani słowa że broń mieli nielegalnie,
      ale za to uczciwy i pracujący obywatel Australii ma się pozbyć legalnej giwery…)

      Ogólnie w tvpdezinfo przeważa głównie krajowe podwórko, tyck zbawca narodu,
      polska się rozwija globalnie i gospodarczo, wskaźniki biją rekordy,… 'kraj rosnie
      w siłę a ludzie żyją dostatniej’.

      od RacimiR: Nie ma o czym pisać z tą wycieczką (choć może to zrobię?), o Skandynawii chyba pisałem kiedyś.
      Zamach w Azji był numerem jeden przez kilka dni, nie schodził z nagłówków i telewizje robiły specjalne programy (miałem w hotelu chyba 400 kanałów). Jak w tym samym czasie z ciekawości wszedłem na Onety i Interie to trzeba było zjechać gdzieś na dół, aby znaleźć cokolwiek o Sydney.

    2. W ogóle niedobra jest mówić o „incydentach” z krajów cywilizowanych. Gdyby zaatakowali jakichś gojów (np. jarmark bożonarodzeniowy), to też nikt by u nas o tym nie mówił. Buddyści, jak widać, pozostają islamorealistami.

      od RacimiR: Podejście buddystów do islamu jest arcyciekawe, jest to rasizm w najczystszej postaci (bo przy okazji skośnoocy muzułmanie mają na ogół ciemniejszą skórę). Jak ktoś tam jest pigmentalnie uposażony to z automatu jest niżej w hierarchii społecznej. Budowlańcy czy kierowcy skuterków często pracują w strojach „ninja” (że tylko oczy widać), żeby słońce nie przyciemniło im skóry.

      1. W sumie fajny byłby artykuł na ten temat. Pisałeś o Paryżu i o Portugalii, a teraz byłeś w o wiele ciekawszym, egzotyczniejszym miejscu.

        od RacimiR: No to chyba napiszę.

  11. klioes vel pislamista

    Drogi Racimirze – Wesołych Swiat Bożego Narodzenia – wzajemnie!

    P.S: Najnowszy artykuł – prima.
    A jak Twoje zdrowie, też prima? – tego Ci życzę!

    I na koniec najnowszy wierszyk:

    Wyrób polskopodobny

    Mógłby być dumny i zasobny,
    Ale to wyrób polskopodobny…
    Trzecia RP, jak PRL-bis:
    Raj agentury PO i PiS!

    od RacimiR: Dzięki za życzenia i nawzajem. Zdrowie raczej OK, choć mam pewne ortopedyczne choroby przewlekłe, których nie da się wyleczyć.

    1. Natomiast aneksji raczej nie będzie. Za dużo elektoratu PO stanowią starzy ludzie, uważający PO za jedyną słuszną spadkobierczynię Solidarności. Z kolei są też wśród starych ludzi komuniści, którzy głosują na Lewicę Czarzastego, ale nie zagłosują na PO, więc nie są to wyborcy których można przejąć aneksją.

      od RacimiR: Kwestia sondaży, gdyby Czarzastym spadło poniżej 5% to mogliby próbować ratować sytuację fuzją z KO. Niestety mają więcej, niż 5%, ale jednak nie różnią się wiele od siebie. Obie partie mają ten sam „program” (czyli wasalstwo wobec UE i nic poza tym).

      1. Ale ludzie nie głosują tylko na program, głosują też na historię. Szczególnie ci starsi, a ich przy urnach jest przecież najwięcej.

        od RacimiR: Oni głosują z powodu emocji, podjudzanej przez ich ulubione TV. Beton nie do skruszenia.

  12. Na Brauna nadają nie tylko lewacy ostatnio atakują go dwie pedalskie cioty które udawały katolickich publicystów plus dawna sekciarka new age anna mandryna która udawała że zajmuje się Witoldem Pileckim.

  13. Jak zwykle – atak zimy zaskoczył wszystkich – szczególnie rząd na czele. Żeby tak długo drogi państwowe (krajowe, ekspresówki i autostrady) były nieodśnieżone. Na Warmii i Mazurach na S7 ponoć korki od kilkunastu godzin, wypadki co chwila, perony kolejowe też nieodśnieżone, lotnisko w Modlinie musiało zawiesić loty, pociągi stają, ludzie w wielu miejscach prądu nie mają.
    A czy jest jakiś ekstremum ? W większości nie, w większości to jest typowa, normalna zima jaka powinna być o tej porze roku. Jedynie gdzie faktycznie jest gorzej niż być powinno to niektóre obszary Pomorza, Warmii i Mazur i północnych krańców Mazowsza – na zachodzie Europy i północnym Atlantyku mamy wyż a nad Europą Wschodnią nurkujące niże z północy a taki układ ściąga mroźne powietrze a że nad relatywnie ciepłymi wodami Bałtyku płynie bezpośrednio z północy arktyczne powietrze no to ta woda intensywnie paruje tworząc tzw. efekt jeziora (najbardziej znany jest z obszaru Wielkich Jezior z pogranicza USA i Kanady ale występuje też w innych miejscach na świecie m.in nad Bałtykiem jeśli nad ciepłe wody napływa zimne powietrze co powoduje intensywne parowanie wody i powstawanie chmur zasobnych w wilgoć – stąd te ogromne śnieżyce w Polsce północnej – ale też należy pamiętać właśnie że to mały obszar gdzie można jako tako usprawiedliwić paraliż (np. w Mławie leży aż 57 cm śniegu i to jest rekord śniegu na nizinach w XXI wieku a ma jeszcze go tam dosypać bo nadal Bałtyk produkuje śnieżyce), na wybrzeżu Bałtyku z powodu północnego silnego wiatru pojawiła się cofka czyli wtłaczanie wody morskiej na odcinki ujściowe rzek, napór wód Bałtyku z powodu tego wiatru i pojawiły się podtopienia np. we Fromborku czy Elblągu itp. W tych rejonach faktycznie sytuacja była ekstremalna jak na Polskę natomiast w reszcie kraju mamy do czynienia z normalną zimą, temperatura lekko poniżej zera w dzień, kilka – kilkanaście cm śniegu a armagedon jakby wszyscy zginąć mieli, panika, alerty RCB, konferencje premiera i ministrów.
    PRL już lepiej sobie radził w czasach gdy takie zimy były normalne

    od RacimiR: Nawet nie wiedziałem, że takie jaja były. U mnie jest trochę śniegu, że ledwie da się jeździć na sankach w parku, temperatura od 0 do minus 6 w nocy. Nie ma co porównywać do zim z przeszłości, gdzie było minus 20 i śniegu nie było już gdzie odgarniać.
    „Zaskoczeni drogowcy” to chyba ogólnoświatowy trend, w UK jak spadnie jakikolwiek śnieg (nawet taki jednodniowy) to jest panika na cały kraj, włącznie z zamykaniem szkół. Gdyby jedna „nasza” zima (taka jak ta teraz) wystąpiła np. w Portugalii to mieliby do remontu 80% domów i dróg w wyniku naprzemiennie zamarzającej i rozmarzającej wody.

  14. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku, duzo Zdrowka i Szczescia
    zyczy

    Aldona

    od RacimiR: Dzięki i nawzajem, jesteś chyba najdłuższy stażem czytelnikiem 😉

  15. Towarzysz Tyck w sztabie kryzysowym stwierdził: 'Temperatura i ogólnie pogoda wykręciły naszym rodakom niezły numer, Lokalnie sytuacja jest ciągle bardzo poważna’.
    Az chce się zacytować z komedii Miś 'jak jest zima to jest zimno, takie są prawa natury’.
    Mógł Bieńkowska poprosić o pomoc, to by mu unaocznila że taki mamy klimat.
    Po co ten teatrzyk dla goim z sztabem kryzysowym? Przecież to typowa polska zima,
    trochę mrozniejsza aniżeli seria kilku ostatnich lekkich w miarę.
    Ano aby pokazać jakim to Tyck jest ojcem narodu niczym wasacz gruzin.
    Może też podreperowac sytuację z powodzi gdzie 'prognozy nie są przesadnie zagrażające’.
    I co najważniejsze przykryć tematy zasadnicze typu gospodarka, zadłużenie i że pokoj
    na upadlinie ponoć bliżej niż dalej.
    Fakty natomiast są takie, że tylko we Frombork realnie istnialo zagrożenie powodzi wskutek
    Cofki Bałtyku, ale jedynie lekkie podtopienia były, nic się nie stało.
    Karambole i zatory na utostradach wynikały z 2 rzeczy
    – tiry stawały w poprzek drogi bo nie miały zimowek, nie mogły jechać w górę
    – było kilka Karamboli autostrad owych bo ludziska jeżdżą zderzak w zderzak
    więc wina niedzielnych miastowych kierowców
    Na lotniskach było kilka przerw ale nic groźnego.
    A na kolei trakcja zrywana była przez konary na torach.
    Całość dopełniają śmieszne alerty rcb jakby nie było widać co za oknem.
    PRL zimy pamiętam za dzieciaka lata 80/90 jak śniegu na metr, drogi wiejskie
    nie odśnieżane wogole, a jedynie traktory mogły wtedy tam jeździć.
    Ludzie nie mieli aut i do sklepu z buta ciągnąć sanki z dziećmi 🙂
    Dzisiaj to nie do pomyślenia. Natomiast o dziwo do pracy czy szkoły
    poczciwe autosan-y dawały radę, a ludzie sypali na drogę popiół by się im
    lepiej jechało, zwłaszcza na górkach.
    A teraz ludziska niestety słabo zahartowane, snieżek kilka cm i panika
    bo dach zasypie, autko się slizga, chodnik nie odsniezony, ech co za czasy.

    od RacimiR: Panika jest odwrotnie proporcjonalna do surowości klimatu 😉 Jeżdżąc trochę po Polsce zauważyłem, że te nowe ekspresówki często bywają kiepsko zbudowane, tzn. sporo na nich ostrych zakrętów oraz stromych podjazdów/zjazdów. Wiadomo, że to obniża koszty budowy, ale potem spadnie trochę śniegu i jest lipa. Najlepszy był tzw. „zakręt idiotów” w Bielsku-Białej, gdzie był ostry zakręt i jednocześnie podjazd, a ekspresówka na chwilę stawała się krajówką, bo nie spełniała wymagań formalnych. Idiotami nazwałbym tych, którzy to zaprojektowali, a nie te tysiące ludzi, które wypadały tam z trasy. Na szczęście przebudowali ten zakręt kilka miesięcy temu, ale setki mniejszych podobnych przypadków dalej funkcjonują w Polsce.
    Nie jestem zwolennikiem radarów, ale w najbardziej niebezpiecznych miejscach mogłyby być (zamiast tych na prostych odcinkach). Na „zakręcie mistrzów” w Rudzie Śląskiej radar załatwił sprawę i liczba kolizji spadła niemal do zera.

    1. Uważam, że fotoradary są spoko. Jest to najszybciej zwracająca się inwestycja w Polsce. Jak ktoś jeździ przepisowo, to nie ma czego się obawiać. A już na pewno jest to mniejsze zło niż progi zwalniające, które niszczą podwozia wszystkim, nie tylko jeżdżącym za szybko (choć im może bardziej).
      Owszem, są miejsca, gdzie prędkość jest przesadnie ograniczona, ale to nie jest problem fotoradarów, tylko ludzi, którzy tymi miejscami rządzą.

      od RacimiR: Właśnie sęk w tym ostatnim zdaniu. Okazja czyni złodzieja. Niektórzy nastawiali tych radarów na prostych i bezpiecznych odcinkach, żeby nabić sobie kabzę, zamiast robić je w miejscach niebezpiecznych. Powinna się tym zajmować GDDKiA, a nie samorządy (ewentualnie kasa by szła do samorządów, ale nie powinni mieć wpływu na lokalizację).
      Progi to kolejny debilizm, jak ktoś ma samochód służbowy który mu się nie podoba i chciałby dostać lepszy to przed progami przyspiesza, aby grata dobić. Często jakiś polityk czy inny VIP jak ma drogę przed domem to załatwia sobie próg.

  16. Sylwester w Polsce i jewuropie od kilku lat ma ten sam schemat.
    TVP rezimowka vs media innego scieku przepalają kasę na koncerty
    zapraszając nasze lokalne artystyczne ferajny i za grube miliony
    podstarzale wymarle gwiazdy zza granicy, aktualnie był to Sting.
    Polsat to prywaciaz więc może sobie przepalac kasę do woli, a tvp
    to niestety zdzierstwo z naszych podatków.
    Standardowo mam też pytanie czy MelC (Czy tam D czy inne KFC)
    Zwróciła kilka mln kasę tvp za olanie i nie pojawienie się bo ponoć w polandij rasizm.

    Miał miejsce protest rolników przeciwko mercosur, co media głównego scieku
    krótko i niewiele relacjonowały, pokryte to było ogólna sytuacja pogodowa w Polsce.

    Europa to inne uniwersum niczym mordor z Tolkiena, muslimki w Holandii
    Niemczech i Francji standardowo urządzili ropierdol na mieście typu podpalanie
    aut, działa i fajerwerki kierowali w policję, gdzie służby nie dawały rady, i niejednokrotnie
    odpuszczaly. Atakowano nawet karetki i wozy przeciw pożarowe.
    Czyli na zachodzie bez zmian. Media w Polsce o tym milczą w tv.
    Jedyna nowość to Szwajcaria, luksusowy kurort narciarski, i jakis
    pożar, wybuch, ktoś mocnego pierda puścił czy chuj wi co
    i 40 ofiar i 100 rannych. Na razie przyczyną nie znana.
    Ważne natomiast uwaga! To nie był zamach, Europa odetchnela, jestem spokojny.

    A Polsce? Policja ostrzega przed zimą przez alert rcb!

    I mała wisienka na torcie. W niemczech obrabowano skarbiec w jakims
    lokalnym banku przez święta na 30mln euro + zawartość skarbca czyli
    biżuteria, złoto, co ludzie tam mieli. Alarmy przeciw wlamaniowe zawiodły,
    A złodzieje po prostu się do skarbca przewiercili przez ścianę. Szacun
    dla włamywaczy, mam nadzieję że to my Polacy ten skok zrobili 🙂
    Pzdr.

    od RacimiR: Te sylwestry to i tak najlepsze na co TVP może wydać kasę, już lepsze to, niż miliony na debilny program Sekielskiego z babą grającą na pianinie, albo wysokie pensje dla kilku arcykapłanek propagandy. Akurat Stinga nie zaliczyłbym do upadłych gwiazd, gra normalnie koncerty i wypełnia duże hale za grubą kasę z biletów. Co innego Tomas Anders- zagrał jedną piosenkę z niskiej jakości playbacku i skasował grube siano.
    Z tymi alertami RCB ciekawa sprawa, bo ja od miesięcy nie dostałem ani jednego, ale w lato dostaję codziennie i to na ogół kompletnie bezsensowne typu, że będzie ulewa, a cały tydzień ani kropli z nieba).

    1. Sting to druga Mel c tez wzial kase od pis za jakies wiktory ale nie przyjechal po donosie szczura.

      od RacimiR: Pod względem poglądów i zachowania pewnie masz rację, ale jednak on jest bardzo bogaty, ciągle gra komercyjne trasy i wypełnia hale za grube ceny biletów. Na Mel C by przyszło pewnie w Polsce z 200 osób, gdyby mieli za to zapłacić.

  17. USA zaatakowały Wenezuelę, uderzyli w punkty wojskowe i infrastruktury. Przywódca Nikolas Maduro został porwany. Formalnie niby pod przykrywką walki z narkotykami, z kartelami itp.
    Już od końca lata USA się do tego przygotowywały, na Morzu Karaibskim i Oceanie Spokojnym prowadzili bombardowania łódek z handlarzami narkotyków – a przynajmniej Amerykanie tak mówią bo równie dobrze zwykłych rybaków też modli zbombardować, wszakże działo się to głównie w wodach przybrzeżnych a są informacje że co najmniej kilka razy doszło do pomyłek – gdyby naprawdę chcieli złapać przemytników prochów to wystarczyłoby wejść na łódkę, zarekwirować prochy a przemytników przetransportować do USA gdzie mogliby proces wytoczyć – w ogóle po żadnym zatopieniu łódki USA nie pokazało nigdy żadnych dowodów, czasem Trump mówił ,,mamy dowody” tylko że nigdy ich nie pokazał, mają dowody ale nie pokażą, każdy sobie tak może powiedzieć o kimś że ma dowody na to że ktoś coś złego zrobił ale nie pokaże.
    Po drugie: skoro tak chcą walczyć z kartelami to dlaczego akurat Wenezuela, kraj ten na uboczu leży, nie jest głównym krajem gdzie jest przerzut narkotyków do USA, jeśli już to dzieje się to od sąsiedniej Kolumbii gdzie zaczyna się szlak narkotykowy przez Amerykę Środkową do USA – z Wenezueli ten procent narkotyków które przerzuca się do USA jest niewielki. Mało tego skoro tak Amerykanie boją się karteli to dlaczego nie chcą tuż pod swoim nosem się zająć, Meksyk to kraj de facto gdzie kartele tworzą ,,państwo w państwie”, są jak quasi-partyzanci bo kontrolują dane obszary kraju gdzie władza państwowa nie sięga w praktyce, każdy duży kartel tworzy tam quasi państwo z własnym prawem – dlaczego Amerykanie się tym nie zajmują skoro tak bardzo chcą walczyć z kartelami.
    No dobra to trochę pytanie retoryczne. To od początku nie chodzi o prochy. Chodzi o ropę a Wenezuela ma jej dużo. I oczywiście nie to że bronię socjalistycznego dyktatora Maduro bo on (plus jego poprzednik Chavez) zniszczyli gospodarkę swojego kraju no ale to co zrobili Amerykanie to jest agresja według prawa międzynarodowego, a ja potępiam agresje niezależnie czy USA czy Rosja to robi, nie można popierać łamania prawa międzynarodowego.

    od RacimiR: Dziwna decyzja, bo w Wenezueli ostatnio zaczęło się poprawiać (co nie znaczy, że ludzie żyli dostatnio). Jak już Trump musiał to zrobić to powinien podczas pierwszej swej kadencji, gdy Wenezuela była krajem upadłym. Aczkolwiek ten Maduro to kawał komucha, więc nie będę za nim tęsknił. Fajne były vlogi Bartka „bez planu” z Wenezueli z czasów największego kryzysu (6-8 lat temu).

  18. Na polecenie Trumpeka wspaniały kraj w gwiazdki i paski jewUSandA
    zaatakował Wenezuele i porwał maduro (wbrew prawu międzynarodowemu).
    Łatwość z jaką to wykonano jest mocnym przypuszczeniem że raczej otoczenie
    maduro za $ go wydało w lapska żymian. By nie było świadków naiwni zdrajcy lada
    moment skończą w za światach, a Wenezuela będzie rządzić marionetka.
    Czyli USA albo usrael może atakować, ale Putinowi czy Xi już nie wolno!
    Zadziwiająco atakuje USA kraje gdzie ropa, czyli Libia, Irak.
    Teraz wprowadzi w Wenezueli demokrację (czyli oddajmy wszystko żymianom
    zwłaszcza złoża ropy) i będzie tam pierdolnik jak w Libii, Iraku czy Syrii.
    Pretekstem był produkcja i przemyt narkotyków do USA, ale przecież meksyk
    Kraj kilkukrotnie większy niż Wenezuela produkuje i przemyca tyle samo
    narkotyków więcej, więc czemu Meksyku nie zaatakuje? Czyżby mexi cant?
    A Saddam miał mieć broń masowego rażenia, tak skutecznie ja ukrył że cia
    do dzisiaj jej nie znalazła.
    Mafia USA usraela Chin i Rosji jak widac robi ze światem co tylko chce.
    Zastanawiam się czy Chiny i rosja zareaguja na to, Xi wg. mnie powinien
    zrobić sankcje i embargo na metale ziem rzadkich na całą zachodnią
    polkule i Europe, jak kiedyś muslimy zrobiły w USA kryzys naftowy w latach 70tych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry