Wycieczki, oko, rakieta i mundial

Witam i o zdrowie pytam! Dzisiaj dziwny tekścik o czterech odrębnych sprawach: moich wycieczkach (Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia i Szwecja, później Portugalia i na koniec Marsz Niepodległości), moim oku, które doznało jakiejś tajemniczej przypadłości, następnie o ukraińskiej rakiecie w Przewodowie, a na koniec o rozpoczynających się mistrzostwach świata w piłce nożnej. Zapraszam do lektury.


Na początek podróże. Najpierw byłem w północnej Europie, aczkolwiek było to bardzo ekspresowe zwiedzanie (5 krajów w tydzień: Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia i Szwecja), więc moje odczucia mogą być niezgodne z sytuacją faktyczną i nie będę się o tej wycieczce specjalnie rozpisywał. Szczerze mówiąc- spodziewałem się dużo większego ubogacenia kulturowego, zwłaszcza w Sztokholmie. Byłem tam jednak tylko w centrum i tylko w ciągu dnia. Bardzo ładne i uporządkowane miasto. Widziałem kilka lokalnych wycieczek szkolnych i w tej grupie wiekowej uposażenie pigmentalne jest wysokie, aczkolwiek nie spotkałem się z żadnymi gangami czy choćby podejrzanymi grupkami. Gorzej pod tym względem było w Helsinkach, nie mówiąc o Paryżu czy Londynie, gdzie co chwilę zaczepiają jacyś handlarze czy żebracy. Oczywiście, gdybym poszwendał się po dzielnicach Sztokholmu po zmroku to pewnie moje wrażenia byłyby całkowicie przeciwne. Niezłe wrażenie zrobił na mnie Tallin, bardzo ładne i porządne miasto, które na pierwszy rzut oka wygląda na milionową metropolię, a ma raptem 420.000 mieszkańców. Zdanie należy się też promom firmy Tallink, na których nocowałem. Kabiny były mikroskopijno-klaustrofobiczne, ale cała reszta to inny świat. Kasyna, niezliczone knajpy, koncerty i przede wszystkim „grande buffet” gdzie po prostu nie mogłem oderwać się od wykwintnego jadła (do tej pory nie wiedziałem, że mam możliwości zjedzenia 7.000 kalorii w godzinę, choć od 5 miesięcy jestem na „wycince”, więc musiało w końcu nastąpić ujście).

Później byłem w Portugalii, tam już trochę lepiej się rozejrzałem z powodu dłuższego czasu do dyspozycji. „Baza” była w Lizbonie, ale byłem też dzień w Porto i kilka dni na prowincji w Alentejo. Ciekawostką jest fakt, że w 2022 roku według oficjalnych danych Portugalia spadła o 2 pozycje (wśród krajów UE) pod względem PKB na mieszkańca według parytetu siły nabywczej. Jakie dwa kraje wyprzedziły Portugalię? Ano takie, które uznawane są za „upadłe” i którymi straszone są dzieci w całej Europie, czyli Polska i Węgry. Płace w Portugalii są minimalnie wyższe, niż w Polsce, ale ceny to jakiś obłęd. Produkty w supermarketach są około 25% droższe, ceny w knajpach już 50% wyższe (np. gałka lodów = 2 euro), a ceny nieruchomości to dramat i zbójnictwo (tym bardziej, że budynki w Portugalii są dosyć niskiej jakości i nie posiadają ogrzewania). W Polsce ostatnio była „afera” bo Kaczyński (na zamkniętym spotkaniu z żelaznym elektoratem) powiedział, że Polki nie rodzą dzieci bo „dają w szyję”. Chóralny odzew jego rywali politycznych brzmiał: „Karakan jest oderwany od rzeczywistości! Polki nie rodzą bo mieszkania są drogie!„. Skoro tak, to zapraszam do Portugalii czy ogólnie do Europy Zachodniej, gdzie młody absolwent może sobie kupić co najwyżej namiot.

Nie będę tu pisał o zwiedzaniu bo to nikogo nie interesuje, jednak wspomnę o ciekawej linii autobusowej z Sintry do Cascais, biegnącej po obrzeżach rezerwatu przyrodniczego. Trasa wiedzie wąską, krętą i często mocno nachyloną pionowo drogą, gdzie dodatkowo chodzą ludzie i jeżdżą rowerzyści, nieraz zdarzy się jakaś dzika zwierzyna. Autobus wymija inne pojazdy na szerokość żyletki, często musi się też zatrzymywać (jest wiele miejsc, gdzie fizycznie zmieści się tylko jeden pojazd) czy wręcz cofać. Ze 2-3 razy kierowca był zmuszony jechać na wstecznym jakieś 200 metrów (oczywiście wszystkie pojazdy, które były za nim również musiały to zrobić). Gdybym ja pracował jako kierowca tego autobusu to po pierwszym dniu (jeżeli w ogóle bym przeżył) wnioskowałbym o 3-letni urlop dla poratowania zdrowia, a po drugim dniu wywieźliby mnie na oddział do Toszka. Jeżeli ktoś interesuje się szeroko pojętą motoryzacją i prowadzeniem samochodu- niech sobie pojedzie tą trasą, zwłaszcza w dzień powszedni w godzinach szczytu. Po pełnej emocji przejażdżce można odstresować się na jednej z pięknych plaż w Cascais.

Sama Portugalia jest piękna, pogoda również. Widać jednak mentalność „południową”, czyli 'bajlando, despacito, sjesta i fiesta’. Zabudowania są chaotyczne i na ogół zaniedbane, a wszelkie remonty to druciarstwo po najniższej linii oporu (nasz 'majster’ z Wazzupa mógłby w Portugalii być dziekanem na miejscowej politechnice). Np. wymiana kabla to dołożenie nowego i zostawienie starego. Biedę dobrze widać np. ze słynnego mostu ’Ponte Dom Luís I’ w Porto (z górnej, pieszo-tramwajowej części). Miejsce reprezentatywne, turystów dziesiątki tysięcy, a na wybrzeżu walące się chałupy, gorzej niż na ul. Świdra w Świętochłowicach. Podłych slumsów znanych z Afryki czy Indii nie widziałem, ale jest sporo swego rodzaju „półslumsów”.

Pod względem „społecznym” Portugalia jest zróżnicowana. W małych miejscowościach na prowincji „ubogacenie” jest bardzo niewielkie, powiedziałbym nawet, że dużo niższe niż w Warszawie czy Krakowie. Lokalni mieszkańcy żyją spokojnie, piją wino w knajpkach, uprawiają drzewa korkowe czy bydło.

Inaczej jest w Lizbonie i okolicach, gdzie spędziłem najwięcej czasu. W samej Lizbonie jest ogromna liczba turystów zagranicznych, ponadto ceny mieszkań są kosmiczne. Dlatego 'ubogacenie kulturowe’ jest „tylko” duże (napisałem „tylko”, bo na przedmieściach jest jeszcze gorzej). W Lizbonie jest plac „Martim Moniz”, idealny dla wielbicieli mocnych wrażeń i  klimatów afrykańskich, zwłaszcza po zmroku (warto mieć przy sobie maczetę). W centrum Lizbony sporo jest ulicznych handlarzy narkotyków (miękkich i twardych), którzy bezskutecznie zaczepiali mnie każdego dnia. Lizbona jest miastem zbudowanym na stromych wzgórzach i zjawisko płaskości terenu występuje tam w niewielkich ilościach. W kilku miejscach spotkać można schody ruchome (służące jako chodnik), a nawet windę. Jeżeli ktoś jest niepełnosprawny i porusza się na wózku- Lizbona na pewno nie będzie dla niego dobrym miejscem do życia.

Na przedmieściach (które stanowią jakieś 75% populacji całej aglomeracji) 'ubogacenie’ przebija wszelką skalę. Jest to głównie efekt historii Portugalii jako kraju kolonialnego, który importował niewolników, ale „świeży narybek” również się znajdzie. Asymilacja kulturowa „pigmentalnie uposażonych” jest raczej niewielka. Nawet ci, którzy urodzili się w Portugalii trzymają się ze „swoimi”, a widok mieszanych towarzystw jest rzadki (głównie jest to „klasyk” w postaci pary białej kobiety z czarnym facetem, ale też nie jest to powszechne). Według moich szacunków, w ciągu dnia na przedmieściach Lizbony liczba ciemnoskórych to około 55% (przy czym szeroko pojętych „ciapatych” zaliczam do grona „białych”, bo trudno ich odróżnić od Portugalczyków). W komunikacji miejskiej ta liczba rośnie do 65%, natomiast po godzinie 23 na ulicach uposażenie pigmentalne występuje u około 95% (!) osób. Spotkać białego „na dzielni” w nocy to nie lada sztuka. Na szczęście, nie miałem osobiście żadnych nieprzyjemności, choć podejrzewam, że gdybym dłużej szwendał się po nocach to wcześniej czy później byłby jakiś problem. Trochę sytuacji jednak zaobserwowałem, np. liczne grupki młodych ciemnoskórych, którym „źle z oczu patrzy”, a także interwencję straży pożarnej (noszącej tam śmieszną nazwę „Bombeiros”), która nocą przyjechała wraz z obstawą kilku policyjnych radiowozów (prawdopodobnie dlatego, żeby „Bombeiros” nie dostali „z bomby” od przedstawicieli miejscowego multi-kulti).

Często słyszę, że „typowo polskie” jest nie sprzątanie kup po swoim psie. Nic bardziej mylnego, u nas kup na ulicach jest bardzo mało, a większość posiadaczy psów zbiera odchody po swoim pupilu (oczywiście są wyjątki, ale to mały odsetek). W Portugalii psów jest stosunkowo niewiele (popularniejsze są koty, które są bardziej 'bezobsługowe’), a mimo to chodniki są „zaminowane” bardziej, niż granica między Koreami. Przemieszczając się piechotą w dzielnicach mieszkalnych trzeba cały czas patrzeć pod nogi, inaczej będziemy mieli „dużo szczęścia”.

Przyszłość Portugalii widzę raczej marnie. Ich gospodarka osuwa się coraz niżej w statystykach makroekonomicznych, biurokracja się rozwija, multi-kulti też, do tego dochodzi południowa „pracowitość” i mocne ciągotki lewicowo-komunistyczne, co zawsze me negatywny wpływ na gospodarkę (Portugalczycy mają nawet jawną, dosyć prężnie działającą, reprezentowaną w parlamencie partię komunistyczną z sierpem i młotem w logo). Wprawdzie „oznakowanych” lewaków na ulicach widać niewielu (dużo więcej widziałem tego np. latem w Poznaniu, gdzie na niespełna kilometrowym odcinku między Starym Browarem a Starym Rynkiem naliczyłem 12 „tęczowych” flag na budynkach i około 30 emblematów na odzieży), jednakże Portugalczycy są z natury lewicowi (pewnie dlatego, że nigdy nie mieli u siebie prawdziwego komunizmu, jedynie taki w wersji „light”). Sporo jest tam „antyfaszystowskich” bohomazów na murach. Jestem przekonany, że jeżeli nie zdarzy się jakiś kataklizm (np. wojna jądrowa) to za kilka dekad Polskę i Portugalię (które dopiero co się minęły gospodarczo) będzie dzieliła gospodarcza przepaść.

Podróżniczy okres zwieńczyła wyprawa do Warszawy na Marsz Niepodległości. Zwykle pisałem na ten temat osobny tekst (niekiedy nawet dwa), ale w tym roku było bardzo spokojnie, bez większych prowokacji. Już przed Marszem rzuciła mi się w oczy mała obecność emblematów klubów piłkarskich. Dawniej były one obecne na każdym kroku, włącznie z dużymi flagami. Co ciekawe- zawsze było spokojnie pod tym względem (przypomina mi się śmierć papieża Jana Pawła II, gdy na krótki okres wrogie ekipy przestały się zwalczać). Teraz emblematy klubowe zauważyć można było rzadko, głównie w formie niewielkich herbów na czapkach, naszywkach czy przypinkach (z kolei nie widziałem ani jednej flagi kibicowskiej czy nawet szalika). Nosiły je głównie mniejsze, lokalne ekipy oraz oczywiście gospodarze, czyli Legia. Ja jestem kibicem Ruchu Chorzów, więc nigdy nie kusiłem losu i nie paradowałem w barwach, bo to bezapelacyjnie ekipa nr1 pod względem możliwości dostania wpierdolu na Marszu Niepodległości (nie dość, że „Niemcy” to jeszcze brali udział w niesławnych „wydarzeniach marsylskich”). Według mnie, środowiska kibicowskie stanowiły w tym roku niższy procent uczestników, niż w latach poprzednich. Więcej było „normalnych” ludzi, sporo też młodych dziewczyn. Atmosfera była bardzo spokojna i radosna. Praktycznie nigdzie nie można było zauważyć policjantów. Było ich mało, pochowani w bocznych uliczkach. To już staje się regułą (z której można wyciągnąć pewne wnioski): jeżeli już przed Marszem nie widać policji to wiadomo, że będzie spokojnie, a jeżeli widać ich na każdym kroku, napinających się w bojowym rynsztunku to wiadomo, że będzie awantura, skutkująca medialną zawieruchą (tak, jak w 2020 roku czy przed 2015).

Szedłem obok grupy z partii KORWiN (aczkolwiek nie jestem z nimi formalnie związany) i tam dało się zauważyć nastroje ukraino-sceptyczne (o Ukraińcach będę tutaj pisał wkrótce osobny, długo zapowiadany tekst). Oczywiście nie kazano Ukraińcom robić tego, co Marta Lempart zaleca biskupom, nie było też żadnych głosów poparcia dla Putina (a wręcz przeciwnie), jednakże akcentowano negatywne wpływy, jak to kiedyś określił Radek Sikorski, „murzyńskości” wobec Ukraińców, stosowanej od miesięcy przez rząd PiS.

W niektórych oknach i balkonach pojawiły się coroczne „klasyki”, czyli „spontaniczne” i „oddolne” flagi 6-kolorowe, imitujące tęcze, a 2 metry obok „przypadkiem” stała sobie kamera (nie smartfonowa, ani sprzęt z Media-Ekspert, tylko profesjonalna kamera telewizyjna, warta kilkadziesiąt, albo nawet kilkaset tysięcy złotych). Cel dosyć prymitywny: nagrywać pojedynczych ludzi, którzy będą wykazywać dezaprobatę w stronę tych flag (np. pokazywać „fak-ju” albo coś niecenzuralnego krzyczeć) i potem z nagranego materiału zmontować „spot nienawiści” (albo nawet główny materiał w „Faktach”). Takich „zestawów” (tęczowa flaga + postawiona obok profesjonalna kamera) widziałem na trasie Marszu co najmniej 5.

Frekwencja była niższa, niż w poprzednich latach, ale nadal była bardzo wysoka (kilkadziesiąt tysięcy), niedostępna do osiągnięcia dla szeroko pojętej lewicy i 'unijczyków’. Po Marszu tradycyjnie zameldowałem się u znajomego z Warszawy, gdzie dla jaj włączyliśmy TVN24. Było tam widać spory zawód 'dziennikarzy’ z powodu braku zamieszek i innych kontrowersji. Jako, że głupio im było powiedzieć, że Marsz był spokojny i udany- więcej mówiono o dwóch innych (w mojej opinii żenujących) „wydarzeniach”, czyli o marszu kilkuset tzw. „antyfaszystów” oraz o pikiecie Adama Bodnara. Marsz lewaków corocznie przyciąga około 1% frekwencji Marszu Niepodległości. Panuje tam typowa atmosfera „bólu dupy” z powodu sukcesu rywali i faktu, że sami nie potrafią się zebrać w większej liczbie. Niby udają, że są radośni i przyszli świętować, ale w każdej ich wypowiedzi czuć pretensje, smutek i ogólny i ton „anty”. Jeszcze śmieszniejsza była pikieta „niezależnego” Adama Bodnara, który obecnie nie pełni żadnej funkcji publicznej (prawdopodobnie czeka, aż opozycja totalna wygra wybory i da mu jakiś fajny stołek). W TVN podpisany był jako „Były RPO”, faktycznie szycha, przy której karleje nawet Krzysztof Jarzyna ze Szczecina. Ciekawe, czy były rzecznik praw dziecka albo pacjenta również może liczyć na hojny czas antenowy w TVN? Wokół Bodnara zebrała się grupka KODziarzy i „aktywistów”, a także zaprzyjaźnieni dziennikarze. Ton pikiety podobny, co u lewaków, czyli zrzędzenie i smuty, podszyte żalem o niskiej frekwencji.


Teraz krótki akapicik o mojej (kolejnej już do kolekcji) przypadłości zdrowotnej. Na początku października nagle, właściwie z minuty na minutę pogorszył mi się wzrok w jednym oku. Pojechałem do kliniki na Ceglanej w Katowicach, gdzie wszedłem „z ulicy”. Z jednej strony jestem zadowolony, bo myślałem że mnie wyśmieją, każą załatwić skierowanie i potem czekać pół roku w kolejce, ale przyjęli mnie bez zwłoki i zrobili szereg specjalistycznych badań. Z drugiej strony- nie bardzo wiadomo, co mi jest, badania wychodzą OK. Ja zawsze cechowałem się doskonałym, ponadprzeciętnym wzrokiem. Nadal tak mam w zdrowym oku, niestety wzrok w drugim nagle pogorszył się do poziomu poniżej średniej krajowej. Gdy zamknę zdrowe oko- mam problemy z czytaniem małych literek i prowadzeniem samochodu nocą. Niby tragedii nie ma, ale wzbudziło to mój niepokój. Biorę jakieś tabletki i kropelki, ale niewiele mi to pomaga. Niewielkim plusem jest to, że wraz z upływającym czasem mózg zaczął się przyzwyczajać do sytuacji i niejako włączył „priorytet” na zdrowe oko. Pierwsze dni jednak były okropne- na jedno oko widziałem całkiem inaczej, niż na drugie, bardzo dziwne i nieprzyjemne uczucie. Teraz jest już lepiej, bo mózg „wyłączył” chore oko (ale gdy je zamknę- widzę słabo). Boję się, że w przyszłości to może się pogłębić, albo co gorsza- drugie oko też straci jakość, wtedy będzie katastrofa.


Technicy badają lej po rakiecie

Kolejny temat to rakieta, która spadła na wieś Przewodów na Lubelszczyźnie, około 7km od granicy z Ukrainą. Sprawa była bardzo głośna, na gorąco przejrzałem główne strony największych światowych mediów, m.in. FoxNews, CNN, Le Figaro, TheSun, Bild itd. Wszędzie była to wiadomość numer 1, często oznaczona czerwoną ramką.

Na początku wszyscy myśleli, że to atak Rosji. Szybko się jednak okazało, że to nieszczęśliwy wypadek, a na Polskę spadła ukraińska anty-rakieta, która miała za zadanie zniszczyć w locie rosyjską rakietę (których tego dnia wystrzelono mnóstwo). Ukraińska anty-rakieta minęła się z celem i wylądowała w Przewodowie, gdzie trafiła w 2 mężczyzn, którzy zginęli na miejscu. Swoją drogą- trzeba mieć niezłego pecha, aby w powiecie, gdzie mieszka mniej, niż 50osób/km2 dostać rakietą prosto w łeb. Jeszcze tego samego dnia prezydent Joe Biden (po sprawdzeniu odczytów z radarów i satelit) ogłosił, że pocisk nie został wystrzelony z terytorium Rosji, a nazajutrz podano, iż „nadawcą” była Ukraina.

Wszyscy zdają sobie sprawę, że był to wypadek, że Ukraina nie chciała wystrzelić rakiety do Polski i że sytuacja nie wydarzyłaby się, gdyby nie „operacja specjalna” putinowskiej Rosji. Pomimo tych czynników- miłym i oczywistym gestem dyplomatycznym powinny być oficjalne przeprosiny prezydenta Zełeńskiego, wszak wystrzelili rakietę na teren drugiego, zaprzyjaźnionego państwa i zabili dwie osoby. 'Starozakonny’ prezydent Ukrainy jednak przeprosił tak samo, jak za Wołyń, czyli wcale. Ukraina rżnie głupa i udaje, że to nie oni, co mnie (i pewnie nie tylko mnie) bardzo zniesmaczyło. Rozumiem, gdyby sytuacja była niejasna i nieoczywista, ale tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Rosja mówi, że to na pewno nie oni wystrzelili, choć akurat ich opinia jest mało ważna. Duża ważniejsze i wiarygodniejsze jest zdanie USA i NATO (czyli organów, bez pomocy których Ukraina przegrałaby tę wojnę chwilę po rozpoczęciu), a tutaj przekaz jest oczywisty: feralna rakieta została wystrzelona na terenie Ukrainy i są na to niezbite dowody. Wszyscy wiedzą co się stało, tylko nie wie tego sam sprawca. To tak, jakby wąsaty Janusz wypił mleko i wszyscy to widzieli, ale on powiedział (z białymi od mleka wąsami), żeby się odpierdolić od niego, bo on wie, że mleko wypiła pani Genowefa. Nie wiem, co zachowanie Zełeńskiego ma na celu, bo na pewno nie spowoduje to wzrostu sympatii poparcia dla Ukrainy wśród Polaków.

Wydarzenie było ciekawe także pod względem medialnym. Jak pisałem- na początku był to temat numer jeden nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie. Po kilku dniach jednak temat przepadł jak kamfora, dziś próżno go szukać nawet w polskojęzycznych mediach (co najwyżej gdzieś w dolnych czeluściach portali). Ewidentnie poszło odgórne zlecenie z Waszyngtonu, brzmiące: „jebło to jebło, po chuj drążyć temat?„. Ja też nie uważam, że powinno się o tym dalej ciągle mówić, ale te przeprosiny Ukraińców jednak byłyby wskazane… Parafrazując dawne słowa Grzegorza Brauna, Polska staje się kondominium amerykańsko-ukraińskim pod żydowskim zarządem powierniczym. Wyciszanie tematu rakiety było stosunkowo proste, gdyż akurat rozpoczął się mundial, który przez kolejny miesiąc będzie głównym tematem mediów i społeczeństwa.


W trakcie pisania oglądam sobie meczyk Iran-Anglia, który wygląda, jak pojedynek gołej dupy z batem. Kazek Węgrzyn nakręcony, jak Rosjanin z wiertarką. Polska do gry wchodzi jutro w meczu z Meksykiem. Ja nie wiążę wielkich nadziei z naszą reprezentacją, zresztą nie tylko ja. Wszyscy znajomi czy eksperci medialni zgodnie twierdzą, że nie wyjdziemy z grupy. To paradoksalnie dosyć nowa sytuacja, bo w poprzednich mundialach zawsze nasza reprezentacja była „przehajpowana” (np. w Korei, gdzie selekcjoner Jerzy Engel zapowiadał medal czy w Rosji, gdzie kadra Nawałki jechała po dosyć udanych Mistrzostwach Europy). Dzisiaj jednak nastroje są chłodne i sarkastyczne, zresztą już sam awans był dosyć fartowny (wykluczenie Rosji i dosyć szczęśliwe zwycięstwo ze Szwecją w barażu). Powszechna opinia jest taka, że 'Krycha’ dostanie czerwoną kartkę w pierwszej minucie, Szczęsny wpuści 3 babole, Zieliński znowu zawiedzie, uśmiechnięty od ucha do ucha Milik zmarnuje tuzin okazji, Lewandowski będzie wymachiwał rękami, Grosicki nie dogoni kopniętej przez siebie piłki, a Jędrzejczyk umrze na boisku ze starości. Chciałbym oczywiście, żeby było inaczej, ale pewnie skończy się na klasyku, czyli mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor i powrót do domu. Niestety, nadchodzą chude lata reprezentacji. Trudno wyróżnić jakiegoś młodego, obiecującego zawodnika, a stara gwardia z Lewandowskim i Glikiem powoli będzie odchodzić na emeryturę.

Jeżeli chodzi o faworytów to według mnie najsilniejsza jest Francja, która ma „kłopoty bogactwa” i mogłaby wystawić dwa odrębne składy. Dzisiejszy mecz pokazał, że w świetnej formie jest Anglia. Groźna może być też Argentyna. Według mnie- „odwieczni” faworyci, czyli Brazylia i Niemcy nic wielkiego nie pokażą.

Słówko należy się organizatorowi, czyli Katarowi. W ostatnich dniach nagle wszyscy zaczęli „bojkotować” mistrzostwa, bo Katar łamie prawa człowieka, na budowie stadionów zatrudniano niewolników z Pakistanu i Bangladeszu, a sama decyzja o organizacji mistrzostw w tym kraju miała podłoże łapówkarskie. Problem w tym, że to wszystko było wiadomo już wiele lat temu. Co przez ten czas zrobiono? Nic. Nagle się wszyscy obudzili i będą bojkotowali. Nie wiadomo tylko na czym miałby polegać ten bojkot poza hucznym ogłaszaniem go w mediach społecznościowych. 99% społeczeństwa i tak by do Kataru nie pojechało, bo ich na to nie stać, a ci których stać i mają na to ochotę- pojadą i tak. To może bojkot telewizyjny? Katar ma głęboko w dupie, czy ktoś będzie oglądał te mecze, czy nie. Oni (i FIFA) sprzedali prawa telewizyjne za miliardy dolarów i jeżeli ktoś będzie bojkotował transmisje telewizyjne to zrobi na złość co najwyżej tym, którzy te prawa kupili (w Polsce są to TVP i Polsat). Podejrzewam zresztą, że ci, którzy regularnie oglądają piłkę nożną- będą te mecze oglądali, zwłaszcza że impreza odbywa się późną jesienią (pogoda typowo telewizyjno-barowa). „Bojkotują” więc głównie osoby, które i tak nie lubią piłki i nigdy jej nie oglądają. Na tej samej zasadzie ja mogę „zbojkotować” koncerty Marii Peszek, Natalii Przybysz i Pidżamy Porno (nawet, gdyby mi zapłacili to bym nie poszedł). Identyczna sytuacja była kilka lat temu z okazji olimpiady w Pekinie. Również wszyscy ją „bojkotowali”, a 3 dni później zapominali i zaczynali bronić dzika, karpia czy przebierać się za krowy w ramach solidarności ze strajkującymi nauczycielami. Wkurzają mnie te „bojkoty”, bo problem jest naprawdę poważny, a to tylko rozmywa prawdziwą debatę. FIFA to samo-wybierające się towarzystwo wzajemnej adoracji, państwo w państwie, dysponujące wielomiliardowym budżetem. Przypomina mi to naszą „kastę” sądowniczą czy Radę Europy. Beton do kwadratu, który chce mieć dostęp do źródełka, nie podlegając żadnej odpowiedzialności, ani kontroli z zewnątrz. Tu należy opracować spójną strategię i wejść w nich „na ostro”, a nie ogłaszać „bojkoty” na Pejsbuku. Ja osobiście z FIFĄ zrobiłbym tak: po pierwsze doktryna Cejrowskiego, czyli dzień po finale w Katarze: wszyscy won. Następnie należałoby powołać nowe ciało, w którym udziały miałyby wszystkie kraje obecnej FIFY. Aby wprowadzić skalę i wagę- wielkość udziałów uzależnić od zainteresowania kibiców piłką w danym kraju, np. pod względem pieniędzy, które dany kraj średnio zapłacił za prawa telewizyjne do pokazania 3 ostatnich mundiali. Następnie według tego klucza każdy kraj dysponowałby odpowiednią liczbą głosów (np. Anglia, Niemcy i Brazylia po 1000, a Bora-Bora i San Escobar po 1), którą rozdzielono by wśród krajowych trenerów, komentatorów, ekspertów piłkarskich, sędziów, dziennikarzy sportowych itp. Mandaty te byłyby honorowe i nieodpłatne, polegałyby tylko na głosowaniu w kluczowych sprawach (np. wybór organizatora mistrzostw), więc nie wymagałyby poświęcania dużej ilości czasu. Wówczas szansa na korupcję byłaby minimalna, bo przekupienie dużej ilości osób o wysokiej reputacji jest niemożliwe. I tyle.

Na koniec przytoczę fajną wypowiedź Krzysztofa Stanowskiego (a raczej jej sens, bo słowo w słowo nie pamiętam). Organizator dużej imprezy sportowej inwestuje duże pieniądze, które nigdy bezpośrednio mu się nie zwrócą (wszak sam koszt budowy stadionów wielokrotnie przekracza zyski z tych kilku meczów, które się na nim odbędą i potem te stadiony na ogół stanowią tylko problem oraz obciążenie dla zarządcy, np. świecące pustkami molochy we Wrocławiu czy Gdańsku po Euro2012).  Zyski jednak mogą być długofalowe i PRowe. Organizator mistrzostw reklamuje swój kraj i pokazuje całemu światu, że warto do niego przyjechać np. na wczasy. To może zaprocentować w przyszłości. W przypadku Kataru tak nie będzie, bo nie dość, że wydali fortunę (200 mld$) na organizację mistrzostw to pod względem wizerunkowym opinia o ich kraju wśród przeciętnego ziemianina zmieni się z „gdzie to w ogóle jest?” na: „to zadupie na pustyni, gdzie jest drogo, alkohol jest nielegalny, mniejszości dyskryminowane, korupcja kwitnie, a pracownicy wykorzystywani w sposób niewolniczy„. Dlatego prawdopodobnie turystyka w Katarze po mistrzostwach nie będzie przeżywała „boomu”, a kraj tylko na tym straci. Jest to jakaś sprawiedliwość za kupienie mistrzostw za łapówki dla tłustych kotów z FIFA. Tyle na dziś, teraz z utęsknieniem czekam na jutrzejszy mecz. Mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle, bo „sekwencja zdarzeń” Krychowiak-Bednarek-Szczęsny z meczu z Senegalem śni mi się po nocach do dziś i nie chciałbym mieć nowych koszmarów do kolekcji.

Kolejnym tekstem będzie „Prasówka”, gdyż mało ostatnio pisałem i jest to już nie do nadrobienia, więc przynajmniej opiszę ważne i kontrowersyjne sprawy z przeszłości w krótszej formie (lepsze to, niż nic). Będzie to zarazem najdłuższy tekst na tym blogu od początku istnienia.

RacimiR, 21.11.2022

PS: Wielkie dzięki za (dosyć niespodziewane, ale bardzo miłe) hojne wpłaty z ostatnich 2 miesięcy dla: Barbary, Marii, Krzysztofa, Wojciecha, Tomasza oraz Adama, który (prawdopodobnie przez pomyłkę wpisując o jedno zero za dużo) rozbił bank! Dzięki również dla pana „P”, który wpłacił euro jeszcze w lipcu, ale nie zaglądałem na konto walutowe od dłuższego czasu.

  1. Na poprawę wzroku najlepsze są spacery i trenining skupianiania wzroku na szczegółach w dziennym świetle. .Lekarze starej daty tłumacza to szkodliwością kontaktu z monitorem i sztucznym światłem.

    od RacimiR: U mnie to raczej nie zadziała, bo schorzenie jest nietypowe. To nie jest „płynna” utrata wzroku z powodu starzenia się, tylko to stało się nagle. Podejrzewam, że to coś na tle neurologicznym, bo badania nic nie znalazły a było ich dosyć dużo.

    • Proponuję zatem kurację odmładzającą czyli ścisły post w każdy piątek, różaniec 6 razy w ciągu dnia który zaczynamy od dwóch szkanek zimnej czystej wody z butelki z lodówki. Jeśli przeżyjesz pierwszy miesiąc to już nie będzie gorzej z twoim zdrowiem. Życzę ci zdrowia i proszę nie traktuj tego jako złośliwy tekst. Ja stosuje głodówki w piątek już od wielu lat. W efekcie przechodziłem covid łagodnie a jedyne objawy to bóle mięśni nóg i klaczki w spektrum widzenia które ustępowały. Kolejna sprawa to mundial. Czy to Argentyna jest tak słaba czy Arabia Saudyjska jest tak mocna że elita futbolu nie potrafiła strzelić goła z akcji bez spalonego. Znowu drodzy piłkarze okazali się przepłacani?

      od RacimiR: Ja od pół roku jestem na redukcji bo przez swoją chorobę przytyłem (tzn. nie przez samą chorobę, tylko w pewnym momencie było mi wszystko jedno i zażerałem smutki tłustym jedzeniem i słodyczami). Ani się nie obejrzałem, a tu wyskoczył dosyć pokaźny bebech. Późną wiosną przyszło opamiętanie, schudłem już 12kg (głównie z tłuszczu), sporo ćwiczę ostatnio żeby nie palić mięśni.
      Co do meczu Arabii z Argentyną to po prostu zwycięzcy mieli szczęście. Oddali 2 strzały i strzelili 2 gole, z rywale mieli 3 minimalne spalone. Gdyby rozegrać 10 razy taki mecz to Argentyna wygrałaby 8 razy, raz byłby remi i raz wygrałaby Arabia. Dla nas ten wynik nie jest dobry, bo Argentyna będzie miała nóż na gardle w meczu z nami, a Saudyjczycy poczuli wiatr w żaglach i również się postarają z nami wygrać.

  2. > W Portugalii psów jest stosunkowo niewiele (popularniejsze są koty, które są bardziej 'bezobsługowe’), a mimo to chodniki są „zaminowane” bardziej, niż granica między Koreami.
    Może to nie psy minują, tylko jacyś ludzie?

    od RacimiR: Ewidentnie psy, różnica wielkości 😉

  3. Szkoda że Lewandowski karnego zmarnował ale po prawdzie nie wiem czy w tym meczu zasłużyliśmy nawet na remis. Owszem Meksykanie też beznadziejnie grali ale coś próbowali, natomiast Polacy poza karnym mieli jeden celny strzał w meczu, podania tylko wymieniali w strefie obronnej, nawet nie próbowali kontrować.
    Myślę jednak że z Saudami nawet pomimo tego co zrobili to nie będziemy tak grać i wygramy jeden lub dwa zero z nimi, nie powiem że na pewno bo przed mundialem myślałem że to będą dostarczyciele punktów no ale na szczęście futbol lubi niespodzianki (również wynik Niemcy Japonia).
    Realnie patrząc to stawiam że Argentyna pod ścianą wygra z nami i Meksykiem i będzie z 6 punktami na pierwszym miejscu, Polska i Meksyk wygrają z Saudami i razem będą mieć 4 punkty, a kto będzie na drugim miejscu zdecyduje przede wszystkim bilans bramek, jeśli taka sama różnica to więcej bramek zdobytych – jeśli wszystko równe to w takiej sytuacji decyduje bilans bezpośredni meczu no ale w naszej grupie był remis więc też nic nie wyjaśni – i w ostateczności tzw. ranking fair play czyli np. kto mniej ma żółtych i czerwonych kartek a gdyby i to było równe to wtedy losowanie (które wiadomo że krzywdzi jedną ze stron).
    Oczywiście możliwe są scenariusze że będziemy mieli równe punkty z Saudami albo nawet trzy zespoły równe punkty, nasza grupa jest tajemnicza.
    Tak czy inaczej uważam że mamy około 50% szans na awans, oczywiście w ewentualnej 1/8 finału zapewne odpadamy na dzień dobry.
    Zastanawiam mnie jedna rzecz, w klubach mamy dobrych piłkarzy, niektórzy na światowym poziomie ale w reprezentacji grają tak jakby się nie znali, brak zgrania, niecelne podania itp. Jest kilku młodych, szybkich piłkarzy np. Krystian Bielik, którzy w młodzieżówce błyszczeli ale w kadrze tracą błysk.
    Paradoksalnie co by nie mówić to gra Polaków zaczęła dobrze wyglądać za Sousy, szkoda że okazał się oszustem ale to za jego czasów potrafiliśmy grać ofensywnie z taką Hiszpanią czy Anglią, już myślałem że powoli będziemy wychodzić na prostą, wiadomo że trochę czasu by to zajęło ale uważam że wyglądało to coraz lepiej aż przyszedł Michniewicz i gramy to co graliśmy za Brzęczka.

    od RacimiR: Z Meksykiem zasłużyliśmy co najwyżej na remis, na uwagę zasługuje „dobitka” Krychowiaka po niewykorzystanym karnym, wg mnie to najbardziej komiczny element całego meczu. Wymęczyliśmy remis i to się liczy.
    Z Arabami było trochę inaczej- na początku meczu rzucili się na nas, jak reksio na szynkę i nasza gra wyglądała koszmarnie. Dobrze, że Cash nie dostał czerwonej kartki (wystarczyłoby, gdyby Saudyjczyk nie podnosił się z murawy przez dłuższą chwilę, a byłby sprawdzony VAR i ewidentne czerwo).
    Druga połowa już lepsza, rywale nie mieli już sił na pressing. Obroniony karny (+ groźna dobitna), a potem 2 gole, do tego słupek i poprzeczka.
    Z Argentyną pewnie przerżniemy i będzie trzeba liczyć na korzystny wynik w drugim meczu. Jeżeli w 1/8 dostaniemy Francję to będzie to wyglądało pewnie jak Brazylia-Niemcy w 2014.

  4. Z Portugalii moja wiocha gościła kilkudziesięciu pielgrzymów na światowe dni młodzieży co kilka lat temu pod Krakowem się odbywały, upchnelismy ich w podstawówce. W grupie pielgrzymów tylko kilku młodych ciapatych było (właściwie to można rzecz latynosow bo ich uroda to mix Indian i murzynow), młode kobiety nie przypadły do gustu, grube brzydkie jak czarownice feeeee.
    W moim mniemaniu w krajach południa Italii i Espanii nie ma zbyt wiele ubogacenia i multi kulti, a piszesz ze jednak jest, mało tego do tych krajów migruja rodowici Niemcy i Bryty. Wcale się nie dziwię, super klimat bez zimy, a siesta fiesta bajlando i mała ilość godzin do przepracowania w tygodniu a także podejście do pracy to wręcz zaleta, w porównaniu do harowy u nas i wszystko ma być na wczoraj, nadgodziny bez kasy gratis dla Janusza byznesu. I to podejście mi się podoba, więcej czerpią przyjemności z życia a praca celem głównym ich nie jest. Zresztą Polacy na emigracji są od roboty zwłaszcza ciężkiej budowlanki czy rolnictwa również w krajach południa.
    Łagodne zimy co mi się bardzo podoba powodują że ogrzewanie jak już jest to grzejnik na prąd, albo koc elektryczny. O nieruchomości średnio dbają, a ceny zależą od lokalizacji, miasto ceny kosmos (zupełnie jak w Warszawie), a na prowincji cała wieś kupisz u nich za grosze bo nikt już nie mieszka i mieszkał nie będzie.
    Nawet w Polsce szukają frajerów na 'klimatyczne lokum w słonecznej hiszpanii’.
    Podsumowując ja bym się na południe Hiszpanii przeprowadził, a Majorka to by była wisienka na torcie.

    Nasi w katarze hmmm jestem zaskoczony brakiem blamazu w pierwszym meczu, obrona nasza niczym obrona Częstochowy a brak gola z karnego to pech.
    Meksyk jednak był lepszy, i też mieli pecha, osobiście mi remis się podobał choć wolałbym 1:1 lub 2:2 bo wiecej pkt w tabeli. Meksykanom arabom i Argentynie pomaga też klimat bo są przyzwyczajeni do upałów, a my niespecjalnie. Mam jednak nadzieję na historyczne wyjście z grupy. A przyszłość naszej piłki nieciekawa, utalentowanych młodzików na horyzoncie nie widać, a Lewandowski wiecznie goli strzelał nie będzie.

    Z okiem jak piszesz fakty to na 99% nerw wzrokowy, prawdopodobnie to następstwo zażywania ciężkich toksycznych leków nawet kilka lat wcześniej.
    Nerw sam się zagoi a to potrwa, jak już częściowo oko się naprawi zasłon niczym pirat dobre oko, wtedy to słabsze się wyostrzy choć jak było już nie będzie. Pzdr.

    od RacimiR: Dziewczyny w Portugalii są całkiem ładne, może ta delegacja którą widziałeś była jakaś pechowa pod tym względem. Ubogacenia jest tam bardzo dużo.
    Jeżeli ktoś tam emigruje to na pewno nie do pracy. Z bogatej Europy głównie są to emeryci, którzy mają zapewniony dochód w kraju macierzystym i chcą przeżyć ostatnie lata w ciepłym i (z ich punktu widzenia) niedrogim kraju.
    Janusze biznesu były problemem wiele lat temu (pisałem o tym nawet cały tekst z 4-5 lat temu, bodajże zwał się 'rynek pracy w polsce’), dzisiaj mamy bezrobocie 3% i już nie mogą januszować, bo pracownik może zmienić pracodawcę bardzo szybko.
    Wyjazd na stałe na południe to nie jest głupi pomysł (super pogoda i wszystkie tego pochodne), ale trzeba mieć po prostu jakieś zewnętrzne źródło dochodu (emerytura, dochód pasywny, bogaci rodzice, majątek do roztrwonienia, ewentualnie praca zdalna), bo utrzymać się tam powyżej poziomu ubóstwa będzie bardzo ciężko. Zarobki tam są niskie w porównaniu z cenami, bezrobocie wysokie, do tego bariera językowa.
    „jestem zaskoczony brakiem blamazu w pierwszym meczu” – bardzo dobrze ujęte 😉

  5. https://cyberdefence24.pl/biznes-i-finanse/w-chinskiej-fabryce-iphoneow-wybuchly-protesty-od-pazdziernika-trwa-tam-lockdown
    W Chinach dalej szaleją z tymi lockdownami. Ponoć rekordowa ilość zakażeń C-19 (ilościowo bo procentowo na populację Chin to malutko) i już ponoć prawie 30% gospodarki chińskiej w lockdownie.
    Oprócz tego że pod pretekstem C-19 wprowadzają totalitaryzm (dziś na Najwyższym Czasie znalazłem info że Chińczycy budują ,,centrum kwarantanny dla zakażonych” jak to się teraz ładnie nazywają obozy koncentracyjne) to jest to element wojny gospodarczej między Chinami a USA. Często Chińczycy testują na C-19 w firmach należących do zachodniego kapitału i tak np. amerykański Apple nie może produkować obecnie tam smartfonów bo zakażenia itd. a nie wypada tak otwarcie zamknąć zagranicznych biznesów więc robi się to sposobem.

    od RacimiR: Oni mają dalej tą politykę „zero covid”, że po wykryciu jednego przypadku zamykają całą dzielnicę. Chiny to nasz cywilizacyjny i gospodarczy wróg, więc im bardziej sami sobie zaszkodzą tymi lockdownami, tym lepiej. Jeżeli to potrwa odpowiednio długo to produkcja towarów być może wróci do Europy. Chętnie zobaczyłbym nad Wisłą fabrykę (nie montownię) smartfonów czy laptopów.
    Jest taka youtuberka Weronika Truszczynska, bardzo mądra dziewczyna mieszkająca w Chinach- polecam jej kanał.

  6. Wiem że może już trochę późno, ale może warto było by opisać sprawę samospalenia się kodziarza z 2017 roku? Na dzień dzisiejszy to najbardziej krwawa ofiara permamentnej rewolucji.

    od RacimiR: Planuję bardzo porządny tekst o „ofiarach reżimu” PiS, uzupełniam listę skrupulatnie od lat. Będzie w sam raz na podsumowanie 2 kadencji „opresji”. KODziarz spalił się sam, więc nie wiem czy to się w ogóle kwalifikuje, ale jest inna ofiara śmiertelna- Wojciech Diduszko.

  7. Prawdopodobnie wkrótce Turcja przeprowadzi kolejną w ciągu kilku ostatnich lat ,,anty”terrorystyczną operacje wojskową w Syrii i Iraku czyli prościej mówiąc będą mordować Kurdów. Już ich bombardują a zaraz wojska lądowe będą użyte. Jeśli dobrze pamiętam to będzie trzecia operacja, po dwóch poprzednich Turcy poszerzali strefę przygraniczną, prawdopodobnie Turcy chcą utworzyć w obszarze przygranicznym Syrii i Iraku strefy dla migrantów którzy idą do Turcji no a żeby to zrobić to muszą przeprowadzić czystkę etniczną Kurdów, zresztą sam Erdogan zapowiadał ,,wytępienie” Kurdów, którzy będą podzielać los Ormian. Niestety USA sprzedało Kurdów, to oni zrobili największą robotę w pokonaniu ISIS a teraz Amerykanie traktują Kurdów tak jak Polaków pod koniec II wojny światowej, szkoda tego narodu.

    od RacimiR: Szkoda mi ich, bo Polacy również nie mieli własnego państwa. Wytępienie ich nie będzie takie proste, bo ci Kurdowie po prostu uciekają do UE (spora część „turystów” Łukaszenki to właśnie Kurdowie). Już często słychać o krwawych starciach Kurdów z Turkami np. w Berlinie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.