
Zapraszam do najnowszej „prasówki”, w której skomentuję najważniejsze sprawy z ostatnich kilku miesięcy. Będzie m.in. o Łukaszu Litewce, wyborach parlamentarnych na Węgrzech, referendum w Krakowie, odlocie Jana Pińskigo, bojkocie TVN, „aferze kłodzkiej”, dokonaniach skrajnej lewicy, Stanowskim, aferze Zondacrypto, systemie butelkowo-kaucyjnym, napadzie Izraela i USA na Iran, programie Ceny Paliw Niżej, Trybunale Konstytucyjnym, „performensie” posła Berkowicza, Poradniku Bezpieczeństwa, wyborach partyjnych w KO i Polsce2050, zmianach w kodeksie pracy i kilku innych sprawach. Mam nadzieję, że ktoś przeczyta to w całości, bo tekst jest długi, a napisanie go zajęło mi mnóstwo czasu.


1 dzień po śmierci Litewki, czyli 24.04.2026 sąd w Białymstoku umorzył sprawę Włodzimierza Cimoszewicza, oskarżonego o potrącenie rowerzystki na przejściu dla pieszych. Poprzednia instancja wprawdzie go uniewinniła, ale przyklepali mu ucieczkę z miejsca wypadku, teraz zostało to cofnięte.
Nazajutrz, 25.04.2026 zmarł (z powodów bardziej naturalnych) inny polityk, który również w pewnym momencie coraz gorzej dogadywał się z partyjną „bazą”, czyli Andrzej Olechowski. Miał 78 lat. Był jednym z trzech założycieli Platformy Obywatelskiej, ale dosyć szybko został zmarginalizowany przez Tuska i po kilku latach odszedł z PO. Olechowski to postać niejednoznaczna i kontrowersyjna. Był ministrem finansów w rządzie Jana Olszewskiego, ale potem skręcił w stronę „liberałów”, brał też udział w spotkaniach Grupy Bilderberg.
12-go kwietnia odbyły się wybory parlamentarne na Węgrzech. Zwyciężyła zdecydowanie partia TISZA Petera Magyara, który został nowym premierem, a partia zyskała większość konstytucyjną (aż 141 mandatów na 199). Tym samym Viktor Orbán (i jego Fidesz) musiał oddać władzę po 4+16 latach rządzenia (lata 1998-2002 oraz 2010-2026). Orbán był chyba najbardziej znienawidzonym przez eurolewactwo politykiem, więc u „liberałów” po ogłoszeniu wyników wyborów wystrzeliły korki od szampanów, ogólnie zainteresowanie tymi wyborami było wielkie w całej Europie, jak na stosunkowo niewielki, 10-milionowy kraj. Oczywiście nie obeszło się bez teorii spiskowych, moja ulubiona to Jan Piński, który przed wyborami ostrzegał, że Donald Trump, aby ratować Orbana- zrzuci bombę atomową na Iran 🙂 Lewactwo triumfowało dosyć krótko, bo szybko zorientowali się, że Magyar do 2024 roku był ważnym działaczem Fideszu i lojalnym zwolennikiem Orbana, a w nowym węgierskim parlamencie są tylko 3 partie, z czego jedna (TISZA) to centroprawica, druga (Fidesz) to prawica, a trzecia (Ruch Naszej Ojczyzny) to skrajna prawica. Lewicy w nowym węgierskim parlamencie nie stwierdzono, ich główna partia (Koalicja Demokratyczna) otrzymała… 1,1% głosów i nie przekroczyła progu. Dlatego po początkowym entuzjazmie europejskich „demokratów” obecnie Węgry to temat tabu, tym bardziej, że nowy premier Magyar zaczął oficjalnie dogadywać się z Putinem. Czas pokaże jakie będą jego rządy, na razie nie można jeszcze nic konkretnego powiedzieć.

Kontynuując temat wyborów: 24-go maja odbędzie się referendum w Krakowie, dotyczące odwołania prezydenta Miszalskiego oraz rady miasta. Aby odwołać prezydenta- do urn musi pójść co najmniej 158.555 mieszkańców Krakowa, a do odwołania rady miasta potrzebne jest 179.792 głosujących osób. Jak zwykle w takich przypadkach- stronnictwo broniące się przed odwołaniem nawołuje do bojkotu referendum, aby nie było kworum, więc na pewno znakomita większość głosujących będzie za odwołaniem. Już teraz różne Soki z Buraka i inne prorządowe trollownie dezinformują i obrzydzają tę sól demokracji, jaką jest referendum, propagując przy okazji liczne fajk-niusy. Znając „liberalność” większości mieszkańców Krakowa, może skończyć się tak, że najpierw odwołają Miszalskiego, a potem wybiorą w jego miejsce kolejnego „demokratę”. Niemal pewne jest, że podobne referendum odbędzie się także w Bytomiu, gdzie również rządzi prezydent namaszczony przez Tuska. Z kolei odwrotna sytuacja jest w sąsiednim Chorzowie, gdzie KODziarze i politycy KO aktywnie zbierają podpisy, aby odwołać prezydenta bezpartyjnego i powrócić do koryta po krótkiej przerwie. Podpisy zbierała nawet „lekarka” (radna KO) podczas wizyt pacjentów w jej gabinecie. Można przypomnieć sytuację z zeszłego roku, gdy mieszkańcy Zabrza odwołali w referendum prezydent Agnieszkę Rupniewską (namaszczona przez KO), a nowym prezydentem został Kamil Żbikowski (bezpartyjny). Co się stało potem z panią Rupniewską? Jej wybitne talenty nie mogły się zmarnować, więc po utracie stołka prezydenckiego zyskała dwie nowe fuchy: jedna w spółce samorządu wojewódzkiego, a druga w spółce skarbu państwa…

Pożar w burdelu! W dniach 9-10 marca rozpoczęła się chyba największa groteska w uniwersum około-dziennikarskich cyngli Romana Giertycha. W roli głównej oczywiście Jan „szanowni państwo, słuchajcie, po prostu, jakby to powiedzieć, yemmuyyeeemmee, tego. <koniec zdania>” Piński. Od wielu lat pan Jan codziennie żali się, że jest śledzony przez służby specjalne PiS (jakby nie zauważając, że władza się zmieniła 2,5 roku temu) na wszystkie sposoby (telefon na podsłuchu, samochody szpiegowskie zaparkowane wokół jego domu i miejsc w których bywa, pegasus, anteny, drony, radary czy obserwatorzy-piechurzy). 9-go marca stwierdził, że znalazł podsłuchy w bateriach sprzętów domowych, a jacyś niezidentyfikowani ludzie (z tego co można wywnioskować z jego chaotycznego bełkotu- byli to kominiarze udający policjantów, działający na zlecenie CBA, ABW, Kaczyńskiego, Nawrockiego, Siemoniaka, Wąsika i Kamińskiego) przyszli po niego do domu z zamiarem wsadzenia w kaftan i siłowego wywiezienia do psychiatryka, ale uratowała go transmisja live i telefon do prawnika. Stan psychiczny Pińskiego stał się tego dnia krytyczny. „Zorientował się” wówczas, że pan pułkownik Wroński (który pisał książki dla wydawnictwa Pińskiego i który często gościł na jego kanale youtubowym) oraz jego młoda konkubina Ilona Arte (która też pojawiała się na kanale Pińskiego) to tak naprawdę agentura CBA, która rozpracowuje go od środka (nie wiadomo zresztą jak, bo oni się nigdy nie spotkali osobiście). W związku z „dekonspiracją” Piński zerwał współpracę z Wrońskim i Iloną w trybie natychmiastowym, wylewając na nich kubły pomyj. Ci nie pozostali dłużni i na własnym kanale wypuścili serię filmików obronno-zaczepnych, w których (np. przy pomocy określeń typu „kurwa pierdolona”) sugerują, że Pińskiemu ostro odbiło na dekiel i jest niewdzięcznikiem, bo byli mu lojalni. Piński o agenturę oskarżył wiele innych osób, głównie ze środowiska dziennikarskiego, np. Roberta Mazurka, ale też „sojuszników”: Szymona Jadczaka, Dominikę Wielowieyską, Tomasza Sekielskiego, Katarzynę Kolendę-Zaleską czy Jacka Harłukowicza. Ponadto Piński wdał się w publiczną pyskówkę na Twitterze z Wojciechem Czuchnowskim z Gazety Wyborczej, prywatnie mężem pani Fitas, która „przypadkiem” jest byłą żoną generała Dukaczewskiego. Również „przypadkiem” zawsze, gdy jest jakiś przeciek z sądów czy prokuratury do mediów, to pierwszy pisze o tym właśnie Czuchnowski. W sądny dzień Piński oskarżył Czuchnowskiego o „zamach” (czyli próbę siłowego wywiezienia go do psychiatryka) i przy okazji o bycie agentem komunistycznej bezpieki w schyłkowym okresie PRL, z kolei Czuchnowski oskarżył Pińskiego o paranoję i niepoczytalność, Twitter tego dnia był rozgrzany do czerwoności, a w sklepach zaczęło brakować popcornu. Pogodzę ich- według mojej opinii oboje w tym sporze mają rację. Czuchnowski nakazał Pińskiemu przeprosić i odszczekać, bo inaczej pozwie go do sądu, ale Piński zrobił coś odwrotnego, czyli jeszcze bardziej się nakręcił. Jego konto twitterowe to obecnie kopalnia memów- spieszmy się to czytać, zanim skasuje. Do gry wkroczył pan Roman, który nakazał uspokoić się obu podwładnym, dostosował się tylko Czuchnowski, a Piński dalej eskaluje konflikt, oskarżając coraz więcej osób (wszystkim obiecuje, że wsadzi ich do więzienia, w sumie liczba ta idzie już w setki, a może nawet tysiące osób i rośnie z każdym dniem). Było mnóstwa grożenia pozwami, ale chyba żaden nie został złożony.

Pewnie niejeden sobie pomyśli, o czym ty RacimiR piszesz, co mnie obchodzą jacyś patostreamerzy? Może jeszcze napisz o Pasucie, Fagacie i Rafonixie? Już wyjaśniam. Piński to nieco inna liga patostreamingu, bo po pierwsze jest powiązany z KO, a po drugie z niewiadomych przyczyn zgromadził wokół siebie pokaźne grono najbardziej zatwardziałych i odklejonych KODziarzy (dla których nawet TVN to agentura Kaczyńskiego, a sam Tusk też jest jakiś podejrzany, bo nie kazał przeliczyć głosów i nie przydzielił całodobowej ochrony Pińskiemu). Oni pójdą za nim w ogień i mimowolnie tworzą bekowy content w social-mediach. Piński ma dosyć duże zasięgi na youtube, tzn. pojedyncze filmiki mają średnio 35 tysięcy wyświetleń, czyli stosunkowo niewiele, ale tych filmików produkuje on taką ilość (kilka dziennie), że łącznie daje to kilka milionów odsłon miesięcznie, co stawia go wysoko na liście najpopularniejszych polskojęzycznych youtuberów politycznych. Ma on też wielkie zasięgi na Facebooku i Twitterze. Fanatycy Pińskiego mogą być groźni dla rządu, bo trudno ich kontrolować komukolwiek innemu, niż Pińskiemu, który ostatnio wykazuje sporą niesubordynację zarówno z bazą partyjną (nie wyluzował, gdy Giertych mu publicznie kazał), jak innymi jej komórkami 8-gwiazdkowymi (Czuchnowski, Wielowieyska i inni). Nieco bardziej dyplomatyczne youtubowe klony Pińskiego, jak Tomasz Wiejski czy Eliza Michalik nie wiedzą, co robić i stoją w rozkroku. Z jednej strony widownia (w dużej części wspólna) domaga się od nich zadeklarowania się po stronie Pińskiego, z drugiej strony pewnie zdają sobie sprawę, że Piński ma nierówno pod kopułą i jawne wsparcie dla niego może w przyszłości przysporzyć im kłopotów. Dlatego ich linia to: „nie wiem, nie znam się, zarobiony byłem„. Jeszcze większą obojętność wykazują Piotr Kraśko i Tomasz Lis, z którymi Piński bardzo chce się zakolegować metodą „towarzyszy niedoli”, poprzez „poinformowanie”, że obaj również są inwigilowani przez służby specjalne PiS. Ogólnie, wszyscy oprócz Czuchnowskiego starają się ignorować Pińskiego, aby się nie pobrudzić, sam Czuchnowski chyba też już dał sobie spokój. Piński w oczach celebrytów 8-gwiazdkowych to obecnie coś w rodzaju chuligana, który biega z nożem po osiedlu i chce zabijać wszystkich napotkanych PiSowców. Niby piękna idea, ale mało kto chce z nim jawnie współpracować, aby nie odpowiadać za ewentualny przypał. „Demokraci liberalni” bardzo nie lubią, gdy ktoś zaczyna rozrabiać, zamiast grzecznie robić to, co do niego należy (czyli powielać „przekazy dnia” i nie wychylać się). Historia już kilka razy pokazała, że jak ktoś za bardzo się rozbryka w swojej autonomii to jest bardzo podatny na różne nieprzewidziane wypadki, albo nabywa skłonności samobójcze.
Już to chyba kiedyś pisałem, ale mam specyficzne poczucie humoru. Nie śmieszą mnie polskie kabarety (gdzie chłop przebiera się za babę, a cała sala tarza się ze śmiechu), nie śmieszą mnie też komedie typu „Listy do M. 8”, gdzie Karolak paraduje z gołą dupą, nie śmieszą mnie nawet stand-upy, z nielicznymi wyjątkami. Za to śmieszą mnie audycje Pińskiego- najlepsza była chyba ta z godziny 21 po drugiej turze wyborów prezydenckich, gdy był przekonany, (prawdopodobnie „po Wojaku”) że Trzaskowski z Gosią wygrali i z tej okazji odgrażał się co oni z pełnią władzy zrobią za chwilę z prawicą. Kolejny powód mojej „fascynacji” Pińskim to wysoka atrakcyjność poznawczo-akademicka w sensie propagandowym i socjotechnicznym. Szczerze mówiąc, przeraża mnie bardzo, że tyle ludzi traktuje go poważnie, aczkolwiek są to głównie ludzie po 70-tce z mocnym zanikiem percepcji.

Krótko w temacie innego rodzaju patostreamerów: Jacek Murański (postać znana), spin-doktor Donalda Tuska 26-go kwietnia dostał w pędzel od Popka na gali Prime MMA.
Zostając jeszcze na chwilę w uniwersum „silnych razem”: 22-go kwietnia w stacji TVN24 trwała transmisja uroczystości, w której wielki idol KODziarzy, aktor Andrzej „zapierdolić” Seweryn odbierał jakąś rządową nagrodę i z tej okazji wygłaszał laudację dla Donalda Tuska i Unii Europejskiej. Wtem jednak TVN przerwał transmisję, aby wyemitować program „Fakty po Faktach”, w którym udział wziął jeden z posłów PiS. Ekstrema prorządowa wpadła w szał, nie rozumiejąc jak można było przerwać epokową uroczystość występem jakiegoś PiSuara. Zawiązał się oddolny bunt, skutkujący zapowiedziami bojkotu stacji z ulicy Wiertniczej. Radykalne skrzydło wyborców KO uważa obecnie, że TVN to stacja PiSowska. Pokazuje to, że rząd nie panuje nad swoimi własnymi wyborcami. Domagają się oni tylko i wyłącznie rozliczeń (pal licho całą resztę, jak gospodarka czy służba zdrowia), a tych rozliczeń zwyczajnie nie ma i nie będzie. Może to poskutkować bojkotem wyborów, albo powstaniem jakiejś radykalniejszej partii 8-gwiazdkowej.

Tak jak w 2021, tak i w 2026. Znowu ważny mecz ze Szwecją, znowu 2:3 w cymbał i znowu „koniec złudzeń, korzeń w chmarzeń„. Ostatniego dnia marca polska kadra piłkarska przegrała w barażu ze Szwecją, co spowodowało, że nasi piłkarze nadchodzący mundial obejrzą w telewizji, ewentualnie z trybun. Grali jak nigdy, a przegrali jak zawsze. Jeszcze przed barażem PZPN i firma Nike zaprezentowały nowy model koszulki polskiej kadry piłkarskiej, cena: 689,99 zł 🙂
Teraz rozdzialik o ostatnich „dokonaniach” skrajnej lewicy.
17-go kwietnia została rozwiązana najsłynniejsza polskojęzyczna organizacja aktywiszczy klimatycznych „Ostatnie Pokolenie”. Powodów nie podano, ale jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi. Rządzący „liberałowie” nie mają żadnego interesu w protestach ulicznych, a wręcz przeciwnie. Z kolei aktywiszcza również nie mają interesu, aby punktować „liberalną” władzę (chyba tylko po to, aby dostać kasę za obietnice braku organizacji kolejnych manifestacji). Żaden z „aktywiszczy” Ostatniego Pokolenia nie wylansował się na tyle, aby pójść śladami Bartosza Kramka, Klementyny Suchanow czy Pawła Kasprzaka, którzy za pajacowanie uliczne otrzymali nagrodę w postaci dotacji lub ciepłych, państwowych posadek. Ostatnie Pokolenie, albo jego klon zostanie reaktywowane w przypadku, gdyby władzę w Polsce przejęła prawica. Na razie są nikomu niepotrzebni.
Lewicowy aktywista i publicysta „Krytyki Politycznej”, Jaś Kapela (znany głównie z hejtu na papieża i katolików oraz zrobienia z siebie idioty u Stanowskiego) otrzymał w marcu 60 tysięcy złotych (12 x 5.000zł miesięcznego stypendium) z ministerstwa kultury na napisanie tekstu do „musicalu”. Co ciekawe, ten „musical” nie ma nawet melodii i nie wiadomo, czy w ogóle powstanie (pewnie nie), chodziło tylko o sam tekst, który ostatecznie wrzucony zostanie do wiecznej szuflady. W jednym z programów internetowych pan Jaś pochwalił się fragmentem swojego dzieła: „Spier*** baby, to nie są wasze sprawy, to nie są wasze sprawy, tu trzeba dzieci płodzić, a nie wam życie słodzić. Wy worki na spermę, inkubatory bierne, spier*** do roboty, płodzić nowe istoty. Solidarność naszą siłą, twoje dzieci obronimy, żadne płody już nie zginą, morderczynie pogonimy„. Gdyby ktoś to powiedział na serio to pewnie skończyłby w więzieniu, ale skoro robi to lewicowy aktywista (niby, że w imieniu katolików i prawicy) to jeszcze dostał stypendium z naszych podatków. Pomijam, już fakt, że eksponowanie teorii „kobiet-inkubatorów” w momencie, gdy przyrost naturalny jest na najniższym poziomie w historii Polski to niezły odlot i duży rozbrat z logiką, ale u lewaków to niestety normalka.
Na początku lutego hiszpańska europosłanka i była minister Irene Montero wystąpiła na konwencji swojej lewackiej partii Podemos, gdzie z gracją austriackiego malarza i przy aplauzie całej sali krzyczała z mównicy, iż domaga się „teorii zastąpienia” i „wielkiej podmiany”, polegającej na tym, że zamiast „faszystów” (czyli wszystkich nie-„liberałów”) w wyborach powinni brać udział „zalegalizowani” imigranci, co miałoby zaowocować umocnieniem się lewicy u władzy w Europie. Co ciekawe, plan „wielkiej podmiany” wcześniej był uznawany przez lewicę za prawicową teorię spiskową, a każdy kto przed tym planem ostrzegał- był automatycznie foliarzem i płaskoziemcą. Jak mawia klasyk- spieszmy się wyznawać teorie spiskowe, bo szybko stają się prawdą. Pani Montero jest nie pierwszą osobą, która oficjalnie domaga się „wielkiej podmiany”, w zeszłym roku podobny pogląd wygłosił Sławomir Sierakowski z „Krytyki Politycznej”, powiedział on konkretnie: „Nie mogę się tego doczekać, aż przypłynie do Polski inna grupa wyborców i wszystkie oblicza tego kraju, innowacyjność zmienią się na pozytywne. Przestępczość przecież robią Polacy na Polakach, Polacy na Polkach jeszcze częściej, niż jacykolwiek cudzoziemcy. Ja mogę otwarcie powiedzieć, że jak najwięcej migracji w Polsce, to jest najbezpieczniejsza opcja gospodarczo i społecznie„.
10-go lutego w kanadyjskim miasteczku Tumbler Ridge transseksualny i ultralewicowy napastnik Jesse Van Rootselaar zastrzelił w domu swoją matkę i 11-letniego brata, następnie poszedł do szkoły, gdzie zastrzelił 6 osób i ranił kolejnych 27, na koniec zastrzelił się sam. Napastnik (czy tam napastniczka, bo identyfikował się jako kobieta) był wcześniej stałym gościem szpitali psychiatrycznych.
W lutym ukazał się arcyciekawy raport komisji Izby Reprezentantów USA, zatytułowany: „The Foreign Censorship Threat, Part II: Europe’s Decade-Long Campaign to Censor the Global Internet„. Jest on ogólnodostępny i opisuje na konkretnych przykładach próby cenzurowania niewygodnych materiałów w mediach społecznościowych przez organy UE. Konkretnie, Unia wywierała presję na amerykańskie portale społecznościowe, aby te usuwały materiały krytykujące i wyśmiewające „liberałów”, a nawet te powielające sprawdzalne i potwierdzone fakty, które były dla „liberałów” niewygodne. W dokumencie czytamy, że z tej okazji odbyło się ponad 100 tajnych spotkań pomiędzy władzami UE, a przedstawicielami portali (głównie Facebooka, Tik-Toka i Twittera). Jedną z najważniejszych aren tych cenzorskich działań była Polska, gdzie kasowano duża liczbę niewygodnych materiałów, a nawet banowano całe profile (mój całkiem popularny fanpejdż na FB też się załapał, pisałem o tym TUTAJ). Sporo materiałów zmanipulowano też w Rumunii- okazało się, że wybory prezydenckie w tym kraju (tzw. 'scenariusz rumuński’) zostały anulowane niesłusznie (tzn. wykluczony kandydat-faworyt Călin Georgescu nie dość, że nie był promowany przez algorytmy social-mediów, ale wręcz był przez nie karcony, a dezinformacja działała na jego niekorzyść). Niestety sprawa raportu pozostała w Polsce bez większego zainteresowania. „Liberałowie” wiadomo, że ją przemilczeli, bo cenzurę mają we krwi i niedobra jest o tym mówić, ale prawica i wolnościowcy też się nad tym przerażającym dokumentem jakoś specjalnie nie pochylili, a szkoda. W tej sytuacji trudno przypuszczać, aby Unia przestała robić to dalej.

Na przełomie marca i kwietnia mediami zatrząsła tzw. „afera kłodzka”. Przemysław L. przez 12 lat wykorzystywał seksualnie dzieci (własne i inne, w sumie udowodnionych zostało molestowanie co najmniej 9 dzieci), a także zwierzęta. Jego żona Kamila to (była już) działaczka samorządowa PO, pracownica lokalnych urzędów. Mieszkanie małżeństwa było twierdzą, najeżoną kamerami i mikrofonami- nagrane materiały zostały przechwycone przez policję i są dowodami w sprawie. Polskie państwo nie robiło im większych problemów (były znamiona celowego „spowalniania” śledztwa), dopóki Przemysław nie został zatrzymany w Szwecji (gdzie dorywczo pracował i w wolnych chwilach „działał” z dziećmi, w momencie zatrzymania w Szwecji Przemysław miał przy sobie… 600GB pedofilskich filmów). Przemysław dostał 26 zarzutów, a Kamila 8 (w tym pomocnictwo i zoofilia). W nieprawomocnym wyroku sąd orzekł 25 lat więzienia dla Przemysława i 6,5 roku dla Kamili. Co ciekawe, już w momencie trwania śledztwa i formułowania zarzutów- pani Kamila nadal aktywnie angażowała się w kampanię samorządową Platformy Obywatelskiej, „odeszła” dopiero w 2024, czyli wtedy, gdy sprawa w prokuraturze zaczęła nabierać tempa i wiadomo było, że nie da się jej już „skręcić” (tym bardziej, że była duża presja na wyroki ze strony Szwecji). Potem okazało się jeszcze, że już po opuszczeniu Platformy pani Kamila otrzymała od miasta Kłodzko mieszkanie socjalne (drugie dostali jej rodzice) z puli dla poszkodowanych przez powódź. Wniosek Kamili otrzymał rekordową liczbę punktów, komisja oznaczyła go jako priorytet, w wyniku czego otrzymała wypasione mieszkanie jako pierwsza z oczekujących (wielu powodzian nie dostało w ogóle, albo dostali jakąś melinę do remontu).
Jak na „aferę kłodzką” zareagowali „liberałowie” medialni? Ano, chyba nigdy nie widziałem większej blokady informacyjnej i zmowy milczenia, niż w tym przypadku. Zdecydowano, że wyciszają ją maksymalnie, żadnych wzmianek medialnych i komentarzy, a jak ktoś zapyta o to w transmisji na żywo- wtedy struganie wariata, ewentualnie zmiana tematu. Trudno powiedzieć, czy jest to skuteczne. KODziarze „telewizyjni” nigdy się o Kłodzku nie dowiedzieli (sam pytałem tych moich najbliższych i każdy robił wielkie oczy, a gapią się na TVN24 całymi dniami). Jeżeli ktoś jednak potrafi korzystać z mediów społecznościowych, to musiał się o tym dowiedzieć, bo sprawa była gorąca przez kilka tygodni. Bardzo głęboko szukając tłumaczeń rządu (przez wyszukiwarkę, bo w dużych portalach było to schowane poza główną stronę) dowiadujemy się, że „Donald się wściekł”, a Kamila przecież nie jest już w partii, więc odwalcie się od nas, to nie my, a w ogóle to Kaczyński zabił brata, a wy tu o gadacie jakichś pierdołach. Można wspomnieć przy okazji poprzednią aferę pedofilską, gdy działacz PO molestował syna posłanki Filiks, w wyniku czego popełnił on samobójstwo. Wówczas sprawa była bardzo głośna także u „liberałów”, a winę (dość skutecznie) próbowano zwalić na PiS. Teraz jest inaczej, totalna zmowa milczenia. Podobnie było z kolei ze sprawą Piotra K., byłego wiceprezydenta Gdańska (molestował niepełnoletniego chłopca)- to skutecznie wyciszono.

Tematem-przykrywką u „liberałów” w czasie największej intensywności „afery kłodzkiej” była jakże fundamentalna dla losów państwa sprawa spięcia na linii Mateusz Półchłopek (TVN24) z Karolem Nawrockim. Półchłopek zapytał prezydenta czy nie przeszkadzają mu kontakty Viktora Orbana z Władimirem Putinem, na co Nawrocki odpowiedział: „O co chce pan dopytać? Pan nie słuchał konferencji prasowej? Robiliście materiały o tym, że mnie ściga Putin? Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski„. Powstały na ten temat liczne „analizy mowy ciała”, że Nawrocki „prawie pobił” Półchłopka (choć go nawet nie dotknął) i powinien się natychmiast podać do dymisji. Metoda „prawie pobicia” jest zresztą stara, często wykorzystywali ją tzw. „antyfaszyści”, którzy oskarżali Polaków o rasizm, faszyzm czy antysemityzm. Pytani o konkretne przypadki incydentów odpowiadali długimi tyradami, które można skrócić do: „incydentów nie ma, ale prawie są, więc to tak, jakby były”.
Ironią losu jest to, że kilka tygodni przed „aferą kłodzką” przy ministerstwie sprawiedliwości zawiązana została „speckomisja”, która miała badać amerykańsko-żydowską „aferę Epsteina” (7 lat po tym, gdy Epsteina odwiedził 'seryjny samobójca’). Nie widzą pedofilii we własnym domu, ale chcą ją tropić za oceanem (zresztą nawet, gdyby spróbowali, to „żymianie” szybko by im to wybili z głowy). Może niech Żurek z Tuskiem uformują kolejną komisję do sprawy wyjaśnienia zabójstwa prezydenta Kennedy’ego, wszak polskie sądownictwo działa idealnie i ma sporo wolnych mocy przerobowych.
9-go lutego został uruchomiony nowy portal internetowy zero.pl. Jest to rozszerzenie oferty youtubowego Kanału Zero Krzysztofa Stanowskiego. Portal jest całkiem niezły, w porównaniu z konkurencją typu Onet czy Gazeta- na portalu Stanowskiego jest stosunkowo mało reklam, a treści są bardziej fachowe i neutralne politycznie. Razem z portalem miała ruszyć także telewizja Kanału Zero, ale nie stało się to do dzisiaj. Stanowski żalił się, że kartel obecnych gigantów telewizyjno-reklamowych (na czele z TVN) celowo blokuje mu wejście na rynek TV. Według mnie ta telewizja nie jest potrzebna, bo pewnie i tak byłoby na niej to samo, co na youtube. Wkrótce wyjaśni się, czy zacznie ona nadawać.

Jeżeli już o Stanowskim to w ostatnich miesiącach wybuchły 3 „inby” z jego udziałem. Najpierw na Kanale Zero ukazał się „wywiad” z tzw. 'Braćmi Kamratami’ (Jabłonowskim i Osadowskim, którzy według Giertycha wybory prezydenckie sfałszowali), za co Stanowski zebrał cięgi od obu stron. Wprawdzie nie wystąpił on w materiale, ale jako właściciel kanału musiał wziąć odpowiedzialność. Strona „liberalna” uważała, że 'Kamraci’ muszą być cancelowani i nie zasługują na możliwość wypowiedzi, a każdy kto im da tę możliwość- jest faszystą i ruską onucą. Z kolei strona „wolnościowa” (uważająca, że każdy ma prawo do wyrażania własnych poglądów) atakowała Stanowskiego za montaż materiału z 'Kamratami’, tzn. pocięcie go na kawałki i przeplatanie z dziwnym i chaotycznym 'fact checkingiem’. Kolejna kontrowersja (napompowana przez „liberałów”) to około 3-godzinny (podzielony na odcinki) materiał Marii Wiernikowskiej z Rosji. Pokazywał on zwykłe, codzienne życie przeciętnych ludzi w Rosji, co nie spodobało się „demokratom” (tak samo jak z 'Kamratami’- według nich pewne osoby nie mają prawa się wypowiadać publicznie, a w mediach mają prawo ukazywać się tylko LPD (’Liberalne’ Przekazy Dnia). Trzecia głośna sprawa ze Stanowskim to jego wizyta w programie Wojewódzki/Kędzierski, gdzie pan Kuba poległ na całej linii (chciał za wszelką cenę skompromitować Stanowskiego, ale nieświadomie skompromitował sam siebie).
Co by nie mówić, Stanowski stał się w ostatnim czasie postacią medialną nr1 w Polsce. Duże media najpierw próbowały go bojkotować, potem wyśmiewać, ale obecnie sprawa jest na etapie otwartej walki z nim (przy okazji robią mu darmową promocję). No, a na koniec wygrywasz, jak mawiał Mahatma Gandhi.

Od ponad miesiąca w mediach „liberalnych” mocno grzana jest tzw. afera Zondacrypto, to już zresztą któryś raz, gdy rząd korzysta z tematu kryptowalut, aby przykryć własną nieudolność i afery. Faktem jest, że firma Zondacrypto chyli się ku upadkowi, jeden współwłaściciel zniknął (niektórzy mówią, że został zamordowany), drugi stara się o azyl w Izraelu. Jednak upolitycznienie tej afery woła o pomstę do nieba. Z punktu widzenia Tuska jest to niezła metoda, bo przeciętny sympatyk rządu nie ma o kryptowalutach zielonego pojęcia i nawet gdyby się poważnie się nimi zainteresował to i tak by niewiele pomogło, więc można wcisnąć im każdy kit, co jest po chamsku uskuteczniane. Nie chce mi się nawet tego dłużej opisywać, bo rządowej dezinformacji jest tak wiele, że ręce opadają. Nawet moi rodzinni KODziarze w kółko mówią o Zondacrypto (z głupim uśmieszkiem), ale gdy ich spytać o co konkretnie chodzi to nie wiedzą i zmieniają temat.
Moim zdaniem Zondacrypto była najzwyklejszą w świecie piramidą finansową, a to, że wycierali sobie gęby kryptowalutami (których być może nawet nigdy nie kupowali) jest sprawą drugorzędną. Była moda na kryptowaluty, więc ją wykorzystali do budowy piramidy, równie dobrze mogli obiecywać, że kupują srebro, ropę naftową czy cokolwiek innego. Inwestowali dużo w marketing, aby zdobyć zaufanie i kapitał nowych klientów, a potem cyk, zniknęli jak kamfora. Klasyka gatunku. Upolitycznianie tej sprawy jest klasycznym robieniem wyborców w ciula.
Czego NIE dowiemy się z mediów „liberalnych”? Według nich Zondacrypto to polska firma, podczas gdy była ona zarejestrowana w Estonii i działała w całej Europie (sponsorowała np. piłkarzy Juventusu). Nie dowiemy się też, że Zondacrypto sponsorowała np. TVN, Onet i inne portale Springera oraz WOŚP. Zamiast tego kolportowane (przez m.in. Romana Giertycha) są fejk-niusy, jakoby Zondacrypto sponsorowała Kanał Zero, co jest nieprawdą (chcieli się reklamować, ale Stanowski posłał ich na bambus). Nie dowiemy się też, że szef Zondacrypto Przemysław Kral uciekł do Izraela. Wprawdzie Zonda bardzo często reklamowała się w TV Republika, ale czy to coś złego? Tam reklamy są tanie, bo trwa zorganizowany bojkot, więc grzechem byłoby nie skorzystać. Faktem jest, że Zonda reklamowała się wszędzie, gdzie się tylko dało, także za granicą. Podpinanie do tego polityki to wykorzystywanie ignorancji społeczeństwa, zwłaszcza osób starszych.
Czego się więc „dowiadujemy”? Ano, że Zondacrypto to główny inwestor w polską prawicę, a konkretnie sposób aby Putin mógł finansować swoją agenturę w Polsce poprzez podejrzane kryptowaluty. Rząd, aby to (nie wiadomo po co) umożliwić przygotował super-ustawę, która uratowałaby firmę przez upadkiem (bo przecież prawo działa wstecz i nie ma vacatio legis, a polskie prawo jest priorytetowe w Estonii), ale prezydent Nawrocki z niewiadomych przyczyn ją zawetował, przez co odciął własne środowisko (prawicę, kiboli, ruskich agentów i przestępców) od finansowania. Bardzo logiczne, tak samo jak to, że Zonda sponsorowała antysemitę Brauna, a teraz prezes Kral chroniony jest przed odpowiedzialnością przez państwo Izrael. Pomijam już to, że Trzaskowski w kampanii obiecywał, że nie zamierza regulować kryptowalut. Zresztą rząd do tej pory niespecjalnie liczył się ze zdaniem prezydenta (np. gdy wchodzili siłą do TVP czy gdy brali pożyczkę SAFE), więc gdyby bardzo chcieli to mogli tą „genialną” ustawę wprowadzić w życie, a wszyscy byliby szczęśliwi.
Rozbawił mnie artykuł na portalu „Konkret TVN24”, zatytułowany: „Jest afera Zondacrypto, a ustawa o kryptowalutach zawetowana. Czy by pomogła?” (tzw. Prawo Nagłówków Betteridge’a). Dowiadujemy się z niego, że jest afera i śledztwo, że są zdania, iż ustawa pomogłaby w pomocy poszkodowanym, ale gdy przychodzi do odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule- wyskakuje plansza: „Kontynuuj czytanie dzięki subskrypcji w TVN24+” – jak nie zapłacisz, to się nie dowiesz.

Według mnie jest to plajta jakich wiele, nie pierwsza i nie ostatnia. Czy państwo mogło coś zrobić? Według mnie nieszczególnie, a już na pewno nie za pomocą tej podwójnej bublowatej ustawy, pisanej na kolanie, którą zawetował Nawrocki. Gdybym ja rządził to wprowadziłbym prostą zmianę, polegającą na obowiązku informowania klienta w reklamie i przy podpisywaniu umowy (coś jak z RRSO), że gdy firma się zawinie, to tracisz całą kasę. Zresztą już teraz muszą mówić: „inwestowanie wiąże się z ryzykiem„, a ja bym do tego dodał: „a jak upadniemy, to będziesz miał figę z makiem” (nawet się trochę rymuje). Proste i działające na wyobraźnię. Samo „inwestowanie wiąże się z ryzykiem” sugeruje, że ryzykujesz tylko rynkowe zmiany kursowe.
Wcześniej były co najmniej 3 bardzo podobne afery z nieuczciwym pośrednikiem między klientem, a rynkiem, mianowicie Amber Gold, Getback i Cinkciarz. Wszystkie 3 mają zresztą powiązania personalne z PO/KO 100 razy bardziej ewidentne, niż powiązania Zondy z prawicą. Ja mam następujące wskazówki. Po pierwsze i najważniejsze: jeżeli się nie znasz, to nie inwestuj w żadne instrumenty, giełdę ani kryptowaluty, lepiej załóż sobie lokatę, albo konto oszczędnościowe w banku, koniecznie w takim z gwarancją BFG. Obligacje skarbu państwa w PKO też są bezpieczne. Jeżeli jednak uważasz, że się znasz to zawsze staraj się unikać pośredników, a jeżeli to niemożliwe to należy wybierać duże, uznane firmy. Klienci Zondacrypto, Amber Goldu czy Getbacku sami są sobie winni puszczenia w skarpetkach, bo poszli do szemranego pośrednika i jeszcze zapłacili prowizję, zamiast kupić sobie produkt bardziej bezpośrednio. Ci z AmberGoldu mogli kupić sobie złoto sami, ale poszli do złodzieja, który najpierw ściągnął z nich prowizję, potem w ich imieniu kupił złoto (albo nawet tego nie zrobił), a na koniec wyparował (w NAJLEPSZYM przypadku klienci byliby w plecy o prowizję). Klienci Cinkciarza zamiast kupić sobie walutę sami- poszli do złodzieja, który w ich imieniu kupił waluty (albo i nie), ściągnął prowizję i splajtował, a oni zostali z niczym. Debilizm do kwadratu, więc mi nawet ich nie szkoda. To samo Getback. Klienci zamiast kupić sobie sami akcje czy obligacje (gwarantowane przez BFG w przypadku plajty brokera)- poszli do pośrednika, który obiecał kupić akcje i obligacje w ich imieniu, ściągnął prowizję i ogłosił plajtę, a klienci zobaczyli figę z makiem (przy czym Czarnecki nadal jest bogaty, włos mu z głowy nie spadł i obecnie robi biznesy na Ukrainie). To samo teraz z klientami Zondacrypto. Zamiast kupić sobie kryptowaluty samemu i przelać na „zimny portfel” (tak, żeby mieć te 'safety words’ i pliki z kodami), ewentualnie kupować przez coś bezpiecznego (np. PZU ma ETF na krypto, można to chyba nawet połączyć z IKE/IKZE)- poszli do jakichś typów spod ciemnej gwiazdy, którzy najpierw wzięli kasę i prowizję, kodów ani blockchainów nie dali, a potem wyparowali. Wniosek: unikaj pośredników, a jak już musisz korzystać z ich usług, to wybieraj takich, którzy na pewno się nie ulotnią. Jedyny znany mi przypadek, gdy warto iść do pośrednika to ubezpieczenie samochodu. Z nieznanych mi przyczyn u pośredników typu Rankomat czy Mubi jest ono zawsze tańsze, niż bezpośrednio u ubezpieczyciela. Jeżeli ktoś wie dlaczego tak jest- niech napisze w komentarzu, bo ja główkuję nad tym od lat i nic mądrego nie potrafię wymyślić.
Jesienią zeszłego roku rozpoczął się okres „wprowadzający”, a od 1-go stycznia ruszył na dobre „ogólnokrajowy system kaucyjny”, obejmujący butelki plastikowe do 3 litrów pojemności i niektóre puszki metalowe, za które doliczana jest w sklepach obowiązkowa opłata 50 groszy, ale można ją dostać z powrotem, gdy odda się puste opakowanie. Po kilku miesiącach można stwierdzić, że program jest (delikatnie mówiąc) niezbyt udany, a kontrowersji jest mnóstwo. Na etykietach w sklepach podane są ceny bez kaucji (np. woda za 2zł, ale przy kasie okazuje się, że trzeba zapłacić 2,50zł), co wprowadza konsumentów w błąd. Program nie obejmuje jednorazowych butelek szklanych, które są bardziej szkodliwe dla środowiska (plastik rozkłada się od 100 do 1000 lat, a szkło rozkłada się 4000 lat). Samych „małpek” sprzedaje się codziennie w Polsce od 1,3 do 3 milionów, puste butelki po 'małpkach’ walają się po trawnikach i lasach w całej Polsce, ale ich kaucja w magiczny sposób nie obejmuje. Mleko w butelce też nie podlega kaucji, podobnie jak napoje w opakowaniach „kartonowych” (które są w dużej części plastikowe). Kaucja za nigdy nieoddane butelki plastikowe trafia do „operatorów” (są to firmy wybrane w niejasnych okolicznościach, często zagraniczne), w sumie w skali roku będzie to około 2-4 miliardy złotych nigdy nie odebranych kaucji. Ministerstwo Klimatu i Środowiska z rozbrajającą szczerością przyznało oficjalnie, że nie wiedzą ile jest tych pieniędzy i do kogo trafiają. Sam proces zwracania butelek też jest bardzo wadliwy. Pomijam już to, że wymaga to miejsca i czasu (nawet zarabiając płacę minimalną bardziej opłaca się wyrzucać butelki do śmietnika i pracować godzinę czy dwie więcej w miesiącu, zamiast tracić czas na chodzenie z tymi butelkami). Butelkomaty często nie działają, są przepełnione lub wymagają interwencji pracownika sklepu, co wydłuża średni czas, który klient musi poświęcić na odzyskanie kaucji. Duży procent opakowań nie jest w ogóle przyjmowany (np. pognieciona butelka, albo uszkodzony kod kreskowy). Jeżeli maszyna działa to często stoi do niej kolejka ludzi. W niektórych marketach (jeżeli w ogóle uda nam się oddać butelki) zamiast gotówki dostajemy voucher do wykorzystania tylko w tym sklepie (czyli swego rodzaju wymuszony program lojalnościowy), często działa on dopiero po północnym „przeksięgowaniu”, czyli de facto dopiero na następny dzień możemy z niego skorzystać (i przy okazji zrobić kolejne zakupy). Same sklepy też są z tego systemu średnio zadowolone, bo system kaucyjny wymaga dodatkowych roboczogodzin oraz miejsca na magazynie (to też zresztą nieprzemyślane- sklepy spożywcze objęte są rygorystycznymi przepisami sanitarnymi, a tu nagle kazano im magazynować śmieci, często śmierdzące i wabiące mrówki czy muchy), wpłynie to na koszty funkcjonowania sklepu, co zostanie przerzucone na klientów w postaci wyższych cen.
W wyniku programu kaucyjnego znacznie spadła sprzedaż napojów w plastikowych butelkach i pewnie wkrótce pojawią się pierwsze plajty producentów i rozlewni. Dużo ludzi przerzuciło się na filtry typu Brita czy urządzenia typu Sodastream. Plusem (chyba jedynym) jest to, że tych butelek fizycznie będzie mniej, co pozytywnie wpłynie na środowisko, natomiast lista minusów jest ogromna. Kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy kupują do domu np. 2 zgrzewki wody źródlanej, albo, o zgrozo, Coli czy napojów typu Ice-Tea. Wodę „źródlaną” można sobie zrobić samemu (przefiltrować, ewentualnie przegotować), wychodzi taniej i nie trzeba taszczyć ciężarów (a teraz jeszcze robić w domu składowiska i tracić czas na oddanie butelek). Napoje słodzone to otyłość i rak w jednym pakiecie, w dodatku ich cena to jakaś groteska (2x droższe od mleka czy maślanki).
Na zachodzie Europy też są systemy kaucyjne, działające całkiem sprawnie już od dawna i wydawałoby się, że nasz zapatrzony w zachód rząd nie będzie w stanie tego zepsuć, ale jednak im się to udało. Pani minister Hennig-Kloska twierdzi, że wszystko działa super, a nawet jeśli nie- jest to jak zwykle wina PiS. Jej mandat jest obecnie na poziomie jej kompetencji zawodowych (czyli bardzo słaby), nawet politycy rządu nie mają odwagi jej bronić, ale ratuje ją 'Doktryna Neumanna’- wchodzi w tyłek Tuskowi, w dodatku atakuje ją prawica, co jest jej jedynym, ale ogromnym atutem w zachowaniu stołka.

28-go lutego ogon po raz kolejny machnął psem, tzn. Izrael i USA wspólnie zaatakowały Iran, oficjalnym pretekstem było dążenie Iranu do produkcji broni jądrowej. Konflikt polegał głównie na wzajemnej wymianie ataków rakietowych, aczkolwiek znaczących strat nie wyrządziła żadna ze stron, poza zabiciem przywódcy Iranu Aliego Chameneia (który miał już 87 lat i od dłuższego czasu szykował się do przekazania władzy synowi Modżtabie). Administracja amerykańska oficjalnie poinformowała, że Izrael postawił USA przed faktem dokonanym, tzn. władze Izraela stwierdziły, że zaatakują Iran nawet wtedy, gdy USA odmówi wsparcia. Konflikt rozlał się też na Liban oraz mniejszość kurdyjską w kilku innych krajach regionu. 8-go kwietnia ogłoszono coś w rodzaju rozejmu, ale sytuacja na Bliskim Wschodzie nadal jest napięta, jak plandeka na Żuku. W dużej części zablokowana jest Cieśnina Ormuz, co zwiększyło ceny paliw naftowych na światowych giełdach. Rykoszetem ostro oberwały mniejsze kraje regionu, na czele ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i ich najważniejszym miastem Dubajem, który był wielkim węzłem lotnictwa pasażerskiego, stolicą celebrytów internetowych i rajem turystycznym. Obecnie lotnisko w Dubaju notuje zapaść, a ceny nieruchomości w Dubaju od początku konfliktu spadły o 30%. Konflikt przerodził się w coś w rodzaju „zimnej wojny”, a Donald Trump nie wie, co ma z tym fantem zrobić. Iran jest krajem zbyt wielkim i silnym, aby zniszczyć go rakietami i lotnictwem, z kolei inwazja lądowa kosztowałaby biliony dolarów, z dużą szansą na spektakularny blamaż i powtórkę z Wietnamu.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie szybko wpłynęła na ceny paliw w Polsce i na całym świecie. Nagle rząd i Orlen przestali publikować memy i wykresy z cenami bieżącymi paliw w odniesieniu do chwilowej zwyżki z roku 2022, po ataku Rosji na Ukrainę, bo w marcu ceny na naszych stacjach były jeszcze wyższe, niż wtedy (pomimo tańszej ropy i dolara). Donald Tusk słynie ze zmiany zdania o 180 stopni, ale jeśli chodzi o ceny paliw to chyba jest to jego rekord życiowy w ilości fikołków. Opiszę chronologicznie: drogie paliwo w roku 2022 było wyłącznie winą PiS i gdyby Tusk rządził- benzyna kosztowałaby 5,19zł. Spadające ceny w drugiej połowie roku 2022 i przez cały rok 2023 były wyłącznie zasługą PO (mimo, że dopiero z końcem roku 2023 przejęli władzę). Stabilne ceny paliw (wyższe, niż 5,19zł) w latach 2024-2025 były wyłącznie winą rynku, a sam Tusk przekonywał, że nie ma na nie żadnego wpływu, bo przecież PRL się już skończył i cen już nie ustala się centralnie. Szybki wzrost cen paliw od końca lutego 2026 był znowu winą PiS, bo oni lubią Trumpa, a ten zaatakował Iran (o Izraelu oczywiście ani słowa). W końcu 30-go marca Tusk z dumą wprowadził program CPN (Ceny Paliw Niżej), który obniżył akcyzę na benzynę i diesel, a także wyznaczył ich ceny maksymalne (obwieszczenie jest wydawane codziennie, a stacje paliw muszą się dostosować, inaczej zapłacą drakońską karę).
Program CPN z niewiadomych przyczyn nie objął LPG, którego cena obecnie jest najwyższa w historii. Swoją drogą, PiS w social-mediach mógłby teraz robić identyczne grafiki i wykresy, które jeszcze do lutego masowo robiła KO, tzn. przyrównać cenę LPG z roku 2020 (mniej, niż 2zł) z ceną obecną (3,80zł), to samo z ceną gazu kuchennego w butlach, oraz „wnioskiem” wielkimi, żółtymi literami, że wina Tuska. Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada. Ja sam mam samochód na LPG i czuję się wydymany, podobnie jak około 2 miliony innych polskich kierowców, którzy mają samochód na to paliwo. W cenie LPG większość to podatki, które są mi przymusowo zabierane, aby cena benzyny i diesla była sztucznie zaniżana (skarb państwa ma z samego CPNu dodatkowy deficyt w wysokości około miliarda złotych miesięcznie). Co gorsza- tańszą benzynę i ropę tankują także obcokrajowcy (Niemcy, Czesi i Słowacy mieszkający przy granicy z Polską oraz właściciele firm transportowych ze wschodu, dla których Polska jest krajem tranzytowym). Ktoś może powiedzieć, że skoro mi nie pasuje cena LPG to mogę jeździć na sztucznie zaniżanej benzynie. Owszem, mógłbym tak zrobić (i zrobię, jeżeli ceny benzyny i gazu jeszcze bardziej się do siebie zbliżą), ale i tak jestem mocno w plecy i zostanę z tym gazem, jak Himilsbach z Angielskim. Sam koszt montażu instalacji gazowej to kilka tysięcy złotych, bagażnik mam zagracony przez koło zapasowe, muszę robić przeglądy techniczne instalacji LPG nawet, gdy jej nie używam, nie mogę wjeżdżać do niektórych parkingów i garaży podziemnych, a przegląd rejestracyjny po ostatniej podwyżce kosztuje mnie 96 złotych więcej, niż płaci się za samochód na benzynę czy ON. To zresztą osobny wałek- dodatkowe 96zł to niby koszt „badania instalacji”, przy czym to „badanie” trwa 2 sekundy i wygląda ono tak, że diagnosta rzuca okiem na jedną kartkę, którą mu podsuwam pod nos i jest to całe „badanie instalacji” za 96zł. Ostatnio tankowałem LPG na Orlenie i na 'paragonie grozy’ wydrukował się napis: „TANKUJESZ TANIEJ Z PAKIETEM CENY PALIWA NIŻEJ”. No właśnie jest dokładnie odwrotnie, tankuję drożej! Oni nawet w tym 'świetnie zarządzanym’ Orlenie nie potrafią zrobić tak, aby ten kretyński napis drukował się tylko wtedy, gdy ktoś faktycznie zatankował paliwo, objęte programem CPN.

W marcu 2026, nieco w cieniu sporów o SAFE rząd zarekomendował (i przegłosował w sejmie) 6 nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Śledząc życiorysy oraz dokonania tej szóstki można odnieść wrażenie, że nie brano pod uwagę kompetencji zawodowych, ale zaangażowanie polityczne po stronie „kasty” (żeby nie było- PiS robił dokładnie to samo, tylko w drugą stronę). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie incydent z 2015 roku, gdy odchodząca od władzy Platforma wybrała sobie sędziów „na zapas”, od czego zaczął się burdel w Trybunale (powstały slogany, jak sędziowie-dublerzy czy neotrybunał), zresztą to było też głównym paliwem w czasach świetności KODu (wyrosło nawet całe plemię 'OTUA’ i „tour de konstytucja”). Obecny rząd do tej pory traktował Trybunał wybiórczo, tzn. publikowali wyroki, które im pasują, ale nie publikowali tych, które były im nie na rękę. Drugim etapem wyboru sędziów TK jest złożenie ślubowania u prezydenta, do którego doszło tylko w przypadku 2 z 6 zarekomendowanych sędziów (którzy obsadzili brakujące wakaty). Pozostała czwórka „neosędziów” nie złożyła ślubowania u prezydenta, więc rząd zorganizował szopkę, którą firmował Włodzimierz Czarzasty oraz „niezależny zespół ekspercki” z Andrzejem Zollem, Markiem Safjanem i „profesorem” Jerzym Stępniem (brakowało tam tylko Tuleyi, Wrzosek, Frasyniuka i Wysockiej-Schnepf). Odbyło się, jak sami to określili: „przyrzeczenie” czwórki sędziów, co ciekawe użyto formułki: „ślubuję wobec prezydenta”, którego w pobliżu w ogóle nie było. TUTAJ oficjalny komunikat sejmu: ani słowa o tym, że impreza była kontrowersyjna i o tym, że prezydent był nieobecny (wręcz tak to napisali, jakby Nawrocki tam był). Historia zatoczyła więc koło i teraz ci 4 sędziowie, wybrani bezprawnie przez rząd będą przez PiS nazywani „dublerami” i „neosędziami”. Prezesem TK pozostaje Bogdan Święczkowski, rekomendowany przez PiS, a to właśnie prezes wybiera sędziów do konkretnych spraw, więc może po prostu nie powierzać on żadnych zadań nowym „neosędziom”. „Demokraci” nie bardzo mogą w tej sytuacji protestować, bo dokładnie to samo robił wcześniej ich prezes, Andrzej Rzepliński, ale pewnie teraz zacznie im to już przeszkadzać (z kolei PiSowi przestanie przeszkadzać). Bajzel będzie więc trwał dalej, ale OTUY na ulicach już nie widać.

14-go kwietnia poseł Konfederacji Konrad Berkowicz zaprezentował w sejmie flagę Izraela, na której zamiast 'Gwiazdy Dawida’ była swastyka. Chciał w ten sposób zwrócić uwagę na ludobójstwo Żydów, dokonywane na Palestyńczykach. Prowokacja okazała się dosyć udana, bo sprawa niosła się przez kilka dni jako główny temat. Berkowicz przejechał prętem po klatce z małpami. Oprócz głównego przekazu (podłe milczenie światowej opinii publicznej wobec ludobójstwa) dowiedzieliśmy się też innych rzeczy. Najbardziej oburzonym stronnictwem sejmowym była… Lewica, co pokazuje zagmatwanie polityczne. Wszak lewica na zachodzie (USA i EU) jest mocno propalestyńska, ale akurat u nas wyjątkowo są oni proizraelscy (z małymi wyjątkami typu Partia Razem czy nieżyjący już Łukasz Litewka). Ta sama lewica jest bardzo zazdrosna o swastykę, na którą chcą mieć monopol, a tu nagle polityk prawicowy wykorzystał ten symbol? Skandaaal!!!1 Wszak nie istnieje żadna porządna debata lewicowa, żeby głównym tematem nie był Hitler czy faszyzm (tzw. Prawo Godwina). Można wręcz pokusić się o tezę, że bez Hitlera cała ideologia lewicowa ległaby w gruzach. Gdyby zorganizować lewicową debatę na 20 osób, ale zabronić mówić o dokonaniach wiedeńskiego akwarelisty- wszyscy siedzieliby w milczeniu i drapali się po głowie. Lewaki myśleli, że 'opatentowali’ swastykę i tylko oni mogą jej używać (np. w 'elitarnych’ wernisażach artystycznych 'kultury wysokiej’, gdzie krzyże przerobione są na swastyki), ale Berkowicz wykorzystał ten symbol przeciwko nim i głównie stąd ich ogromne oburzenie.

Deficyt budżetu państwa po pierwszym kwartale 2026 r. wyniósł 69,5 mld złotych. Najgorsze jest to, że połowa narodu zamiast wywierać presję na rząd w celu naprawy finansów publicznych- robi coś dokładnie odwrotnego, tzn. atakuje wszystkich, którym ten deficyt przeszkadza. Uważają oni, że budżet ma się świetnie, a deficyt to wina PiS (2,5 roku po oddaniu władzy robią deficyt, który rośnie z miesiąca na miesiąc).
W styczniu nasz rząd (kosztem niemal 100 mln złotych z naszych podatków) uraczył wszystkie gospodarstwa domowe w Polsce tzw. Poradnikiem Bezpieczeństwa, czyli krótką książeczką z radami na sytuacje kryzysowe i nieprzewidziane. Jest to owoc skoordynowanej współpracy 3 ministerstw: MON, MSWiA oraz RCB (Cyfryzacji). Jeżeli takie trio fachowców (Tygrysek, Pogłos i Gawkowski) bierze się za robotę, to wiadomo od razu, że będzie hit. Książeczka zawiera rzeczy oczywiste, jak i memiczne. Np. dowiadujemy się, że posiadając samochód warto, aby był zatankowany i sprawny technicznie. Genialny lifehack! Ja osobiście do tej pory jeździłem tak długo, aż skończyło się paliwo gdzieś na środku drogi (wtedy szukanie stacji i lejek z butelki, w ostateczności laweta). Teraz już wiem, że mogę zatankować sobie wcześniej. Jest też trik toaletowy, mianowicie dowiadujemy się, że odchody możemy umieścić w wiadrze (!), a jeżeli przeszkadza nam odór- można odizolować produkt defekacji przy pomocy worka foliowego. Żeby było śmieszniej- słowo „kibel” w pierwotnym znaczeniu (po śląsku i czesku) oznacza właśnie wiadro, więc chyba ktoś musiał na to wpaść już wcześniej. Jest też o schronach, których de facto w Polsce nie ma (może politycy i VIPy by się pomieścili, cała reszta plebsu już nie). Na stronie 18 poradnik zaleca wyposażyć się w „alternatywne źródło ogrzewania, które nie działa na prąd„. Czyli w co konkretnie, bo chyba nie chodzi o nieekologiczny piec węglowy lub gazowy? Rady poradnika są sprzeczne z polityką UE i „uśmiechniętych liberałów”. Jest też notka o dezinformacji, aby nauczyć się ją rozpoznawać, co właśnie w tym akapicie postarałem się uczynić. Ogólnie, jeżeli ktoś nie jest najostrzejszą kredką w piórniku to powinien przeczytać ten poradnik, a może coś się z niego dowie (o ile potrafi czytać ze zrozumieniem). Jeżeli ktoś jednak ma IQ na poziomie średniej krajowej lub wyższym, to czytanie tego jest stratą czasu (chyba, że w celach humorystycznych).

Na początku roku doszło do „wyborów” w dwóch rządowych, „demokratycznych” partiach. W KO na prezesa „wybrano” Donalda Tuska (dostał 97% głosów, nikt inny nie kandydował), a cała jedenastka wiceprzewodniczących również zachowała swe stanowiska. Do tego dorzucono 4 nowych wiceprzewodniczących, więc KO ma ich teraz aż 15.
Jeszcze bardziej memiczne były „wybory” w Polsce2050. Po „liberalnym” spuszeniu do kibla Szymona Hołowni jako zemsta za brak wzięcia na siebie anulowania wyników wyborów prezydenckich- na placu boju w drugiej turze zostały dwie panie, reprezentujące dwie frakcje: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (frakcja próby ratowania Polski2050 jako samodzielnego bytu) oraz Paulina Hennig-Kloska (frakcja lizania tyłka Tuskowi, aby wejść na listy KO i dostać na nich dobre miejsca w przyszłych wyborach). Zwyciężyła pani Katarzyna. Druga tura wyborów musiała być przeprowadzona dwukrotnie, gdyż za pierwszym razem wystąpiły „nieprzewidziane problemy techniczne w głosowaniu online„. Konkretnie, niektórzy członkowie nie mogli w ogóle zagłosować, a z drugiej strony- odnotowano głosy od osób nieuprawnionych, więc całe „wybory” anulowano i po kilku dniach przeprowadzono drugi raz. Klub parlamentarny Polska2050 w dniu powstania miał 33 posłów, teraz już tylko 15 i kolejni patrzą, aby czmychnąć gdzieś bliżej KO. Obecnie w sondażach Polska2050 ma około 2% poparcia (z tendencją spadkową) i niektóre sondażownie przestały ich uwzględniać w wynikach.

Od 24-go grudnia weszły w życie firmowane przez Lewicę przepisy, dotyczące kodeksu pracy. Główne dwie zmiany to: wigilia stała się dniem wolnym od pracy, a pracodawcy podczas procesu rekrutacji nie mogą dyskryminować, pytać o obecne zarobki, muszą informować o widełkach płacowych, a nazwy stanowisk muszą być „neutralne płciowo”. Po kilku miesiącach od wdrożenia reformy- wygląda to różnie. Powyżej screen z ofert pracy na OLX, pierwsze wyniki które mi teraz wyskoczyły. Oferta nr1 niemalże prawidłowa- zapraszają kobiety i mężczyzn, ale innych płci już nie. Widły są: od 5 do 50 tysięcy 🙂 Oferta druga: widły nieco węższe, ale ewidentnie chcą mężczyznę, dyskryminując pozostałe 55 płci. Oferta nr3 najgorsza: chcą kobietę, w dodatku studentkę, brak widełek. Na razie nic nie słychać o karach, prawdopodobnie będzie to kolejny martwy przepis (poza wolną wigilią), coś jak z TIRami, które niby miały się już nie wyprzedzać na autostradach, a dalej to robią i nikt jeszcze nie dostał mandatu. Niektórzy pracodawcy omijają nowe przepisy bardziej kreatywnie, np. poszukując „osoby pracowniczej, która może dźwigać więcej, niż 12kg” i widełki od 1 do 1.000.000 zł.
Na koniec krótsze tematy:
1-go grudnia 2025 Donald Tusk odwiedził Berlin, gdzie postawił Niemców pod ścianą i złożył im „ultimatum”. Mianowicie „zagroził”, że jeżeli nie wypłacą odszkodowań żyjącym ofiarom II Wojny Światowej, to… „będzie w przyszłym roku rozważał” wypłacenie ich z polskiego budżetu. Oczywiście o odszkodowaniach za zniszczenia wojenne nie powiedział ani słowa. Obecnie w Polsce żyje około 50 tysięcy ofiar Wojny i liczba ta szybko spada, wszak od jej zakończenia minęło już 81 lat. Prawdopodobnie w momencie, gdy tych ludzi zostanie kilkaset to Niemcy „wspaniałomyślnie” rzucą im jakieś 1000 ojro niedziedzicznej renty, wraz z budową pomników i tablic 'pojednawczych’, wpisami do polityki edukacyjno-historycznej, laudacjami i wzmacnianiem 'przyjaźni’.
Jak można było się spodziewać, 5-go grudnia 2025 płokułatuła umorzyła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Barbary Skrzypek.
13-go kwietnia 2026 Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał ostateczny wyrok, na podstawie którego aktywistki „Codziennika Feministycznego” muszą przeprosić lewicowego publicystę i byłego kolegę z redakcji Jakuba Dymka za pomówienia o rzekomy gwałt i molestowanie. Sprawa ciągnęła się aż 9 lat. Niestety w Polsce kobieta może oskarżyć dowolnego mężczyznę o gwałt (i lansować się na tym w kręgach lewacko-feministycznych), a w najgorszym przypadku po 9 latach będzie tylko musiała przeprosić (w drugą stronę- reputacja pomówionego faceta momentalnie spada na dno). Podobna sprawa jest z Krzysztofem Gonciarzem, ale tutaj sprawy dopiero się rozpoczynają i pewnie potrwa to milion lat. Obie te sytuacja pokazują, że nie warto podlizywać się feministkom, nawet gdy jest się ich sympatykiem ideowym, bo i tak część z nich będzie chciała się wybić na rzekomym gwałcie.
14-go grudnia 2025 na plaży w Sydney doszło do „incydentu”. Dwóch napastników (ojciec i syn) otworzyli ogień do zgromadzonych tam Żydów, którzy świętowali pierwszy dzień chanuki. Zginęło 16 osób, a kolejne 42 zostały ranne. Zamachowcy (co za przypadek) byli wyznawcami „religii pokoju” i członkami ISIS. Polskojęzyczne media informowały o zdarzeniu jakoś 1000-krotnie mniej, niż o chanukowej gaśnicy Grzegorza Brauna.
27-go stycznia (’przypadkiem’ 2 dni po Wielkim Finale WOŚP) sąd w Toruniu skazał 67-letnią Izabelę M. na pół roku „w zawiasach”, dozór kuratora oraz zapłatę zadośćuczynienia za to, że napisała na portalu społecznościowym „Giń człowieku” do Jurka Owsiaka. „Rozprawa” też była ciekawa, Owsiak grzmiał i znęcał się nad emerytką, a sędzia i reszta „wolnego sądu” siedziała grzecznie ze spuszczonymi głowami zdając sobie sprawę, kto tu rządzi. Można to porównać do sytuacji tzw. 'babci Kasi’, która na publicznej manifestacji krzyczała: „Jarek, zajebiemy cię niedługo!„- tutaj oczywiście nie wszczęto żadnego postępowania.
1-go stycznia 2026 Bułgaria przyjęła euro jako swą oficjalną walutę płatniczą.
3-go stycznia 2026 odbyła się operacja „Absolute Resolve”, w wyniku której z posiadłości w Caracas porwany został (wątpliwego mandatu) prezydent Wenezueli, Nicolás Maduro oraz jego żona, Cilia Flores. Przetransportowano ich do USA i szybko postawiono przed sądem, główne zarzuty dotyczyły przestępstw narkotykowych (masowej produkcji kokainy i przemytu jej do USA). Podczas porwania zastrzelono kilkudziesięciu ochroniarzy Maduro. „Przy okazji” zniesiono sankcje USA na Wenezuelę w handlu ropą naftową oraz rozpoczęto prywatyzację wenezuelskiego sektora naftowego. Kraj ten ma największe złoża ropy na świecie, aczkolwiek jest ona mocno zanieczyszczona i przez to koszt rafinacji jest wysoki. Cała sprawa porwania Maduro bardzo szybko przycichła, ale medialny odprysk pojawił się kilka dni temu. Wyszło na jaw, że jeden z amerykańskich żołnierzy, biorący udział w operacji w Caracas- postawił wcześniej u bukmachera 32.000 dolarów na porwanie Maduro (miał „wygrać” około 12 razy tyle), ale sprawa się wydała po 3 miesiącach i teraz będzie odpowiadał on karnie za wykorzystanie poufnych informacji.
23-go kwietnia z funkcji szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego zrezygnował Sławomir Cenckiewicz, słynący ze swej nienawiści do sowietów i komunistów. W czasie niespełna rocznego sprawowania tej funkcji był jedną z najwścieklej atakowanych osób przez rządzący obóz „demokratyczno-liberalny”, w wyniku czego BBN było niemalże sparaliżowane. Sam Cenckiewicz nadal pozostaje w roli doradcy prezydenta, a nowym szefem BBN został dotychczasowy zastępca Cenckiewicza, Andrzej Kowalski.
28-go kwietnia do Polski wrócił Andrzej Poczobut, który ostatnie 5 lat spędził w białoruskim więzieniu. Miał status więźnia politycznego, został uwolniony dzięki działaniom dyplomatycznym i wymianie więźniów. Z jednej strony- brawo, z drugiej strony- on już powinien być w Polsce co najmniej od czasu, gdy Tusk z Sikorskim oddali w prezencie Putinowi idola „liberałów”, Rubcowa-Gonzalesa.
16-go czerwca na Stadionie Śląskim miał wystąpić Kanye West (który słynie m.in. z przytaczania niewygodnych anegdot na temat „żymian”), ale organizator odwołał koncert po presji ze strony rządu.

RacimiR, 29.04.2026
PS: Dzięki dla Tomasza i Magdaleny!

Superartykuł, długi i bogaty w fakty. Dziękuję Racimirze!
Choc, nie ukrywam, zabraklo tematu ktory zbulwersowal wielu wierzacych Polakow: listu episkopatu, w ktorym wezwano do odwiedzenia synagogi…!!!
od RacimiR: Jakoś mi to umknęło.
> coś jak z TIRami, które niby miały się już nie wyprzedzać na autostradach, a dalej to robią i nikt jeszcze nie dostał mandatu
Jestem za tym, żeby TIRy mogły wyprzedzać. Mam już dosyć TIRów trąbiących na mnie, bo jadę prawym pasem, a TIRowi się spieszy i mnie popędza. Niech wyprzedza, czemu nie?
Ewentualnie pozostawiłbym zakaz wyprzedzania ciężarówek przez ciężarówki — jest taki znak.
od RacimiR: To już kwestia indywidualna co kto woli. Faktem jest jednak, że zrobiono martwy przepis, brzmiący w stylu (piszę z pamięci) „ciężarówki nie mogą się wyprzedzać, chyba że różnica prędkości między nimi jest istotna”, przy czym w żaden sposób nie zdefiniowano tej „istotności” w różnicy prędkości, więc w praktyce wszystko zostało po staremu.
Mi wyprzedzanie nie przeszkadza, jeżeli robią to z głową (czekają na dobry moment, gdy nic nie jedzie). Parę razy jednak miałem tak, że jechałem 140km/h, za mną zupełnie nic i nagle pod maskę wskakuje mi TIR i wyprzedza innego przez 2 minuty (jakby nie mógł poczekać tych kilku sekund).
Uraaaaaaa prasówkaaaaa!
Najnowszy wierszyk celem uzupełnienia prasówki:
Kasprowy zaorany
Gaudium magnum Vobis nuntio! –
Radość wielką Wam zwiastuję!
Lecz ze soli szczyptą (uncją
Nawet), bowiem nie znajduję
W filmie ze mszy na Kasprowym
Ludzi w rycie mojżeszowym.
Film – archidiecezji strona:
Msza na śniegu. Wpierw dziewczynka
Gryzła jabłko zachwycona.
(Super msza… aż cieknie ślinka!)
Z czapką na łbie przypominał
Ktoś, że czuł się, jak kardynał.
Dobry nastrój to podstawa!
Ludzie chodzą i zjeżdżają.
Jest pogoda. Trwa zabawa.
Bywa rąk nie wyciągają,
Przez dość chłodny wiatr, z kieszeni.
Bywa mszą są zaskoczeni…
Widać, że nie byli w Łodzi.
(Tam dopiero na „Arenie”
Zaskoczeni byli młodzi!)
Lecz brak Żydów… Aż olśnienie
Spada na mnie: w czapce Góral
Nie jest z Tatr, ni też z gór Ural!
Pewnie nie zdjął czapki z głowy,
Boga chwaląc talmudycznie.
Ten nos… Można rzec: Kasprowy
Mszą jest zaorany ślicznie!
Tak, Kasprowy zaorany.
Ale reszta?… czeka zmiany!
Wszak celebrans, Ryś kardynał
Zapowiedział „przeoranie”.
W synagodze je zaczynał.
Po Kasprowym niech nastanie
Koncelebra na wesoło
Z rabinami! Gdzie? – a w zoo!!!
https://diecezja.pl/aktualnosci/kard-grzegorz-rys-na-kasprowym-wierchu-nasze-zycie-powinno-byc-dobra-nowina-dla-calego-stworzenia/
„Co by nie mówić, Stanowski stał się w ostatnim czasie postacią medialną nr1 w Polsce. Duże media najpierw próbowały go bojkotować, potem wyśmiewać, ale obecnie sprawa jest na etapie otwartej walki z nim (przy okazji robią mu darmową promocję). No, a na koniec wygrywasz, jak mawiał Mahatma Gandhi.”
Już o tym wspominałem: 🙂
https://monitorpostepu.pl/kanal-zero-wosp-tvp/#comment-30326
od RacimiR: Teraz już na pewno zapamiętam 😉 Wbiło mi się to w łeb z powodu, który podałem w 2024.
Zawsze czytam w całości, ale tym razem faktycznie długie było :). I pominięty wątek zbiórki kasy przez youtube, pewnie celowo.
od RacimiR: Nie celowo, wypadło mi to wtedy z głowy, a chciałem szybko to opublikować bo spieszyłem się do wyjścia z domu na 12 godzin. Zebrana kwota to 1/4 dziennego deficytu budżetu państwa, więc też nie przesadzajmy z wagą tej akcji. W komentarzach właśnie o tym rozmawiamy, a jest to integralna część tekstu 😉
Bardziej bym porównywał do WOŚP niż do budżetu NFZ
https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-grozba-trumpa-stala-sie-faktem-usa-wycofuja-czesc-zolnierzy,nId,23471503
USA wycofuje wojska z Niemiec. Jak na moje, przekaz jest jasny — USA kładzie już lachę na Europę i daje Niemcom wolną rękę w zaprowadzaniu tutaj porządków, co współgra z dwukrotnym zwiększeniem i tak już dużego budżetu „obronnego” Niemiec. Obecnie jest to 114G$/rok, czyli #4 na świecie, po USA, Chinach i Rosji. Zgrubsza wiadomo, co się bedzie w Europie działo w najbliższym czasie.
od RacimiR: Niemcy sami się o to prosili, traktując USA jak wroga (sami bardzo niechętnie i na samym końcu dołączyli do koalicji pomocy Ukrainie, a teraz uważają, że Trump to ruska onuca). Jeżeli rząd Tuska zostanie wybrany na kolejną kadencję to pewnie z Polski też się wycofają, albo poczekają do 2028 na zdanie nowego prezydenta USA.
Ależ oczywiście, że Niemcy się o to prosili, i to całkiem świadomie. Obecność USA w Niemczech nie jest po to, żeby Niemców bronić (bo nie ma przed czym), i jest Niemcom nie na rękę, bo nie pozwala im rozwinąć skrzydeł, tzn. niemieckich ambicji mocarstwowych dotyczących Europy.
Tusk, jako niemiecka onuca, oczywiście wolałby, żeby USA wycofały się i z Polski, najchętniej zaprosiłby Bundeswehrę na ich miejsce.
od RacimiR: Problem w tym, że armia niemiecka jest na tę chwilę słabsza nawet od polskiej. Trapi ją korupcja, skostniały system i olbrzymie braki kadrowe. Po wywaleniu Amerykanów co najmniej przez kilka lat będą niemal bezbronni. Mignęła mi ankieta w krajach UE z pytaniem „czy broniłbyś ojczyzny w przypadku wojny” i w Niemczech wyszło bardzo mało, bodajże kilkanaście procent (w Polsce coś koło 50%).
Niemcy nawet jak obsadzą wakaty w wojsku, to jak przyjdzie co do czego- nie będą chcieli nadstawiać karku, co zresztą wpisuje się w „miłosne” i „tolerancyjne” standardy UE dotyczące konfliktów wszelakich.
> Problem w tym, że armia niemiecka jest na tę chwilę słabsza nawet od polskiej.
Jest to często powtarzany mit, podobnie jak mit o tym, że płyta CD wisząca na lusterku w samochodzie chroni przed radarami. Ludzie w to wierzą i to powtarzają, bo bardzo by chcieli, żeby to była prawda.
Niemiecka propaganda również to powtarza, bo chce promować Niemcy jako — tym razem — pokojowe mocarstwo, mocne gospodarczo, ale rzekomo niegroźne militarnie.
A prawda jest taka, że Niemcy mają czwarte miejsce w świecie pod względem wydatków na zbrojenia, po USA, Chinach i Rosji — towarzystwo przyznasz całkiem zacne. Niemcy dawno już zostawili w tyle UK czy Francję.
Znając niemiecką efektywność, te pieniądze nie są marnotrawione. Niemcy to nie jest kraj trzeciego świata, ani nawet były demolud, tam nie ma miejsca na zbyt dużą korupcję. Jakaś tam korupcja pewnie jest, ale nawet gdyby pochłaniała 10%, a nawet 20% budżetu, to i tak to, co zostaje, jest potężną rzeką pieniędzy.
Te kilkanaście %, które odpowiedziało „tak”, w zupełności wystarczy do obsługi eurofighterów, leopardów, PzH2000, taurusów, dronów i innych nowoczesnych broni, o których my możemy tylko pomarzyć.
Poza tym, niekoniecznie wola walki jest istotna, Niemcy to taki naród, który działa na rozkaz. Jak im każą walczyć, to będą walczyć.
od RacimiR: Prawda pewnie leży po środku. Kto by miał mieć to 4 miejsce, jak nie oni? Japonia jest chroniona przez USA, a Indie mają atom. UK i Francja mają bezpieczniejsze położenie i mniejsza populację. Jeśli chodzi o % PKB na wojsko to Niemcy już są daleko w tyle. Traktat wersalski już nie obowiązuje, więc nie ma powodu, aby Niemcy kryli się przed całym światem ze swymi zbrojeniami. Budżet budżetem, ale efektywność jest zmniejszona przez bardzo wysokie płace, podatki, biurokrację i wynalazki unijno-lewackie typu promocja równouprawnienia w armii, sporo samolotów czy czołgów nie ma żadnych zdolności bojowych, część jest całkiem zepsuta. To tak jak u nas z NFZ- jego budżet rośnie z roku na rok, a system działa coraz gorzej i szpitale są zamykane. Nie sądzę, żeby Niemcy masowo rzucili się do walki ale tak jak piszesz- dzisiaj główna walka to nie latanie z mieczem po polu, ale obsługa urządzeń, często zdalna. Z drugiej strony wróg chętnie bierze na celownik taki sztab. Niemcy są tak zlewaczali, że w przypadku wojny połowa by wyszła na ulice z kwiatami, misiami i transparentami „make love not war”, co ułatwiłoby zadanie wrogowi. Do tego mnóstwo mniejszości narodowych, któe w nejlepszym przypadku miałyby tę wojnę w dupie. Nie wiem też kto by miał ich zaatakować, na pewno nikt z UE, a Rosja ich na pewno nie zaatakuje- poza jednym incydentem, w który nawet Stalin nie mógł uwierzyć do ostatniej chwili, Rosja i Niemcy to starzy, dobrzy kumple. No i między nimi jest Polska i Ukraina. Wszystko na to wskazuje, że oba kraje chcą zrobić sobie wasalne przedpole z granicą na Bugu, a potem robić biznesy.
Oczywiście, że tak będzie. A ta armia jest im potrzebna, żeby trzymać pozostałe kraje europejskie w szachu, po nic innego. Wojna w/na Ukrainie i scysje z Amerykanami są tylko pretekstem dla zbrojeń.
Jedna uwaga co do rzekomo „całkiem zepsutych” samolotów czy pojazdów. To jest punkt widzenia niemieckiego perfekcjonizmu. Dla nich, jak podrzędny jakiś czujnik nie działa, albo błotnik jest wgięty, to już jest „całkowicie zepsute”, a w innym kraju taki pojazd byłby uznany za całkiem sprawny.
W proszkopskiej propagandzie ruskie biją nawet tvn, w ruskich serialach co raz chwalą niemców a byl nawet wątek jak milicjant z radością oddal swoje dziecko do adopcji do niemiec bo nie było go stać na leczenie jego.
W Niemczech w Lipsku samochód wjechał w tłum!
aaaaaa… chcielibyście prawaki ale teraz narracja
łącznie z tytułami prasowymi jest inna, teraz tytuły brzmią :
Kierujący pojazdem VW w Lipsku wjechał w tłum!
A cóż to się zmieniło że narracja jest już inna?
Że wjechał kierujący a nie samochód?
Ano kierującym był 33 letni NIEMIEC, BIAŁY, z tatuażami
na ręce, fryzurka ala neo naziolek i zarost na brodzie.
Zdjęcie sprawcy i narodowość opublikowano zaraz po wypadku
bez żadnej dotychczas znanej nam zazwyczaj
zwłoki minimum 24h. Stwierdzono przy tym
że sprawca prawdopodobnie ma problemy psychiczne
bo zachowywał się irracjonalnie.
Irracjonalnie – no nic dziwnego skoro z drogi głównej
wjechał w trakt dla pieszych i zginęła 1 osoba a 25 jest rannych.
No nareszcie po kilkudziesięciu latach czekania, po kilkudziesięciu
zamachach i tysiącu sumarycznie ofiar sprawca jest biały etnicznie
Niemiec z dziada pradziada. Nareszcie lewactwo doczekało się.
Zaraz będzie łączenie z afd i neo nazistami faszystami i innymi 'ami’ .
Ale w sumie co mnie obchodzi burdel w szwabi dojczlandii.
A co w Polsce? Majówka, tłumy wszędzie, grille, rybki, frytki, luuuuzik.
od RacimiR: Nawet nie słyszałem o tym. Lewaki zatem mają w końcu do swoich teorii kogoś białego od czasów Breivika.
Trochę to dziwne, że wjechał w sumie w swoich. Przecież Lipsk, jak całe byłe NRD (może z wyłączeniem Berlina) to matecznik neonazizmu.
od RacimiR: Wydaje mi się, że Lipsk to akurat matecznik antify, coś jak Berlin. Mniejsze miejscowości NRD to już bardziej „faszyści”, ale nie te 2 miasta.
Dla równowagi we Włoszech (Modena) w przechodniów wjechał „30 letni mężczyzna pochodzenia północnoafrykańskiego”.
Ostatnio Wietnam upodabnia się w swoim systemie rządów, podejściu do globalnego internetu do Chin. W ostatnich wyborach stanowych w Indiach radykalna lewica utraciła rządy stanowe, ale zyskała wiele małych przyczółków, którymi wcześniej nie władała.
Co się stało z moim komentarzem dotyczącym wycofywania amerykańskich wojsk z Niemiec? Naruszał standardy społeczności?
od RacimiR: Wpadł do spamu (akismet)- pewnie dlatego, że od linka się zaczynał. Przywróciłem ręcznie. Linki dawajta na końcu albo w środku.
Niestety, ale ten cytat jest (podobnie jak wiele innych) niesłusznie przypisywany Gandhiemu.
Słowa „Najpierw cię ignorują, potem śmieją się z ciebie, potem z tobą walczą, a na końcu wygrywasz” powstały na podstawie przemówienia Nicholasa Kleina – działacza związkowego.
Nawet słynne „kłamsto powtarzane tysiąc razy” Goebbelsa jest fejkiem (nie ma dowodu, że tak kiedykolwiek powiedział).
od RacimiR: Już wiem, ktoś napisał to wcześniej, więcej tego błędu nie powtórzę.
Safe podpisany wbrew wetu Prezydenta i z pominięciem głosowania w parlamencie. Podpisany ręką „tygryska” i Domańskiego, ale bez udziału Tuska (czyżby się czegoś obawiał?) – wszystko tak jak przewidywałeś jakiś czas temu autorze.
od RacimiR: Klasyka, to samo miało być z anulowaniem wyborów prezydenckich, tylko Hołownia się nie zgodził. Gdyby Tygrysek teraz się nie zgodził to skończyłby tak samo, jak Hołownia. Z kolei Domański sprawia wrażenie półgłówka i „słupa”.
Słyszeliście, że chodziły słuchy o tym, iż Konrad Smuniewski (sympatyk Chin oraz Iranu, przeciwnik obyczajowego liberalizmu, nacjonalista, kolektywista, przeciwnik Zachodu [państwa anglosaskie oraz Unii Europejskiej] i Rosji, krytyk obecnego systemu politycznego Polski, były członek Konfederacji Mentzena) planuje założyć swoją partię polityczną? Kiedyś o tym słyszałem.Jednakże teraz nic nie słyszę o powrocie do tego pomysłu.
od RacimiR: Nie znam typa, ale podejrzewam, że jak założy partię to sukcesu nie odniesie.
Kupa
Zwykle przed kupą trafia się bąk.
Kto go wypuścił, z czyich jest „rąk”?
Z rąk kardynalskich wziął się bąk-list.
No i to chamstwo spotkał wnet gwizd.
Czuli Polacy: ktoś opluł ich.
(Opluł?… Zawartość wypuścił kich!)
Ale kardynał nie przejął się.
Z drugim do Kupy bożnicy mknie…
Cud konsekwencji czynów i słów:
Pierd, potem Kupa… I pierdy znów!…
Odór przez wieki tu dobrze znan:
Woń modlitewna to Kupy ścian,
Co przepojone przekleństwem są
Przeciw tym, których gojami zwą.
A w Watykanie? – Też kupa, Panie!
Nie stoi hupa, lecz jest… bisKUPA!
(Tak, anglikańska… O męko Pańska!!!)
Z cyklu drobna sprawa w pracy a bulwersuje.
Policjant stracił pracę (został zawieszony i trwa postępowanie o wydalenie go ze służby)
bo nie wykazał się empatia i nie dobił potraconego jelenia z broni służbowej,
ani nie powiadomił oficera dyżurnego przez radio o tym
infosecurity24.pl/sluzby-mundurowe/policja/policjant-wydalony-ze-sluzby-nie-skrocil-cierpienia-rannego-zwierzecia
Świadkowie zdarzenia jeszcze sobie nazmyslali że odcinal głowę jelenia
policyjna pałka co jest nie możliwe bo jak pałka może ciąć?
Podejrzewam że jakby jednak dobił to by miał sprawę o zabicie, a każdy inny policjant
postąpiłby identycznie, zresztą nie wiadomo jak przepisy w policji w tym szczegolnym
przypadku sprawę określają.
Sprawa o tyle dziwna bo zawsze może powiedzieć że miał powiadomić dyzurnego
ale jeleń sam zdechł. Ewidentnie jakby ktoś szukał pretekstu by go wywalić że służby,
a pracowal jedynie 3 lata.
Sam nawet pisałem że praca w policji w dobie AI to dobra fucha ale po tym błyskawicznie
zmieniam zdanie, może gdyby emerytura po 15 latach była, ale w 2013 zmienili że dopiero
po 25 latach teraz. Nie mówiąc już za PRL gdzie policje państwo broniło zawsze i skutecznie.
Co ja o tym myślę i zdrowi na umyśle ludzie?
– policjant ma być krystalicznie czysty, nie pić, nie narkotyzowac się, być potulny jak pies,
bo inaczej droby incydent nawet poza służba go eliminuje z pracy, np fałszywe oskarzenie
o gwałt, jazda po pijaku itp, no to bezsens, powinno być kilka takich incydentów by udowodnic
że się do służby nie nadaje, a nie pojedyncza pierdóła i wypad jak w tym przypadku
– idąc do policji zupełnie nie wiem co motywuje do tego ludzi (poza pensja psa),
tym bardziej czytając jak łatwo wylecieć z niej, ktoś rzeczywiście ambitny może jej nie podjac,
i w efekcie idą miernoty (sam takich miałem w podstawówce co się 'sprawdzili’ w policji)
– policja jest upolityczniona, robi niestety to co popis rozkaze, dobrze że prezydent CBA zachowal
– można wylecieć za pierdółe (jak z każdej właściwie pracy gdzie są kliki) ale weźmy dla kontrastu sprawę
zamordowanego przez policję Stachowiaka, tam wydalili sprawców wprawdzie ale dopiero
po kilku miechach, ale jeszcze ich prawomocnie nie skazali i nie siedzą, odwołują się, robią kasacje
wyroków, przeciągną to aż sprawcy naturalnie umra, tutaj dopiero ktoś im chroni dupsko
– i jeszcze może sprawa tych zwierząt dzikich, gołym okiem widać że ich jest za dużo,
u mnie po polach dzień w dzień stada saren biegają, dziki ryja w sadach, a w zimie obgryzaja
drzewa owocowe, myśliwi ich nie odstrzeliwuja wogole, w latach 90tych to rzadkość była by
zobaczyć stado saren, w mieście dziki atakują ludzi, w Bieszczadach niedźwiedzie ludzi
atakują i zabijają a państwo zastraszane przez eko zjebow wogole nie ogranicza ich populacji,
czyli wartość zwierzęcia więcej wart a niż życie człowieka.
Dodam jeszcze że teraz gdzie mamy mnóstwo obcokrajowców, policja w epoce polit poprawności
jest w strachu przed oskarżeniem o rasizm, i co gorsza aj waj o anty zymianizm.
od RacimiR: To co miał zrobić z tym jeleniem? Ja widziałem ostatnio martwego, wielkiego jelenia na Alei Wilanowskiej w Warszawie, leżał sobie w środku dnia na trawce między jezdnią a chodnikiem i kompletnie nikt się nim nie interesował, aż się dziwnie poczułem. Jechałem tam rowerem na Mokotów i 2 godziny później gdy wracałem to dalej leżał.
U mnie są tylko dziki. W takich dzielnicach jak Murcki (las naokoło) normalnie łażą sobie po ulicach. Chyba nawet lewacy zaczynają zauważać problem- skoro nikt im nie przeszkadza i nie odstrzela, zimą grzebią swobodnie po śmietnikach, to rozmnażają się one bardzo szybko i to nie może wiecznie trwać.
Robota w policji to zależy jak się trafi (czyt: układy). Jeżdżenie po melinach nocą albo stanie w krzakach z suszarką to średnia przyjemność, ale większość innych działów to już większy komfort. Nawet prewencja wydaje się być ok, awantur ulicznych u nas praktycznie nie ma. Ja bym mógł pracować w grupie 'speed’, mam 'szczęście’ do bycia sąsiadem drogowym różnej maści idiotów (nie rajdowców, tylko kompletnych imbecyli, którzy nawet jadąc wolno łamią 3 przepisy naraz), więc mandatów (i kasy z nich) byłoby tyle, żeby opłacić pensję swoją i 10 innych policjantów.