Oszukujące prędkościomierze samochodowe

Wszyscy pewnie są już zmęczeni tematem koronawirusa, więc dziś coś z zupełnie innej beczki. Chodzi o zjawisko prędkościomierzy samochodowych, które najzwyczajniej w świecie oszukują i pokazują wyższą prędkość, niż realna. To samo tyczy się pokazywanych przez samochód przebiegów (pokonanych dystansów), gdyż pomiary te pod względem technicznym powiązane są ze sobą. Zjawisko przez dłuższy czas udawało się trzymać we względnej tajemnicy i mało kto o tym wiedział, ale na ratunek przyszły nawigacje GPS, które pokazują prawdziwą prędkość/dystans, czym bezlitośnie uświadomiły wielu kierowcom, jak sprawa wygląda naprawdę. Podobnie pomogły coraz liczniej spotykane wyświetlacze informacyjne przy głównych trasach i szkołach, które pokazują ile naprawdę jedziesz (i na tej podstawie albo „dziękują”, albo „ostrzegają” i naliczają wirtualne punkty karne). Zacznę od absolutnych podstaw, które dla wszystkich powinny być powszechnie znane. Obowiązujące w Polsce i w większości krajów świata jednostki miar i wag (układu SI) wzięły się przede wszystkim z właściwości fizycznych wody. Metr sześcienny wody waży dokładnie 1 tonę, a 1 tona wody, ułożona w sześcian daje krawędź o długości dokładnie jednego metra. Wiedzą o tym wszyscy, oprócz producentów samochodów i Unii Europejskiej. Dla nich tona wody to sześcian o krawędzi dłuższej, niż 1 metr.

UE wiele lat temu (jeszcze zanim Polska przystąpiła do „wspólnoty”) wydała zalecenie dla producentów i samochodów i techników, odpowiadających za homologację prędkościomierzy. Zalecenie ma formę wzoru matematycznego:

0 ≤ V1 – V2 ≤ (V2/10) + 4 km/h

Czyli liczniki mają być ustawiane mniej więcej tak, aby pokazywały 10% + 4km/h więcej, niż prawdziwa prędkość pojazdu. Przyjmijmy dla uproszczenia, że jest to średnio 12% przekłamania.

Zaskakujący jest brak artykułów i ogólnych informacji na ten temat. Zrobiłem przed chwilą mały „research” i pustka w tym temacie jest nadzwyczaj dziwna. W polskojęzycznym internecie jest mnóstwo bogatych portali motoryzacyjnych, jest telewizja TVN Turbo, są moto-Youtuberzy z milionami wyświetleń (np. całkiem łebscy goście: Waldek-Motodoradca, Łysy-M4K, Profesor Chris czy Zachar). No i co? No i nic. Jedyne (mocno szczątkowe) informacje pochodzą z forów dyskusyjnych i małych stron internetowych. W Wikipedii pod hasłem „prędkościomierz” można przeczytać: „Bardzo często prędkościomierze są skalibrowane w taki sposób, że pokazują prędkość większą niż w rzeczywistości – żeby zapobiegać przekraczaniu przez kierowców dozwolonej prędkości. Przyczyną niedokładności prędkościomierza może również być różnica w średnicy kół, wynikająca z ciśnienia znajdującego się w nich powietrza„. Z nielicznych informacji na ten temat przewija się głównie ta średnica kół i ciśnienie w oponach (czyli klasyczne „oj tam oj tam„, i „po co o tym mówić, to niedobra jest, lepiej se opony napompuj„). Co do „niedokładności” – ZAWSZE występuje ona tylko w jedną stronę (czyli samochód zawsze zawyża, a nigdy nie zaniża). To tak, jakby napisać, że TVN czy TVP to telewizje „niedokładne”. Niby jest to prawda, ale można to zawęzić i napisać, że są stronnicze i ich „niedokładność” przejawia się wyłącznie w jedną stronę, co będzie dużo trafniejszą oceną. Wręcz niepoprawne logicznie jest pisanie, że prędkościomierze podają coś „źle”, błędnie” i „niedokładnie”, bo te słowa odnoszą się do awarii, mniejszościowego przypadku czy nieskalibrowania, a tu mamy ewidentny, chamski i ponadnarodowy wałek, ustanowiony z premedytacją.

Ja mam dosyć bogate doświadczenie za kierownicą. prowadziłem w życiu około 100 różnych samochodów. Moim pierwszym wehikułem był klasyk klasyków, czyli czerwony „kaszlak”. Pracowałem w transporcie, kurierce, dostawach, jestem etatowym kierowcą rodzinnym, a jak Ruch Chorzów jedzie na wyjazd to bez RacimiRa za kółkiem się nie obejdzie. Zanim nie pojawiły się nawigacje GPS to nie zdawałem sobie sprawy ze zjawiska. Zawsze się jednak dziwiłem, że mając równo 90 km/h na cyferblacie – wyprzedzały mnie wszystkie TIRy, które przecież mają blokady do tej prędkości (do tego zaraz przejdziemy). Dopiero nawigacje sprowokowały mnie do zgłębienia tematu. Jeździłem przeróżnymi samochodami, różnych marek i o różnych tonażach. Używałem wielu nawigacji – googla, yanosika, tych zewnętrznych (bez-internetowych) czy tych wbudowanych fabrycznie w samochód. Bazę badawczo-porównawczą mam więc dużą i ani razu nie było tak, żeby prędkościomierz samochodowy pokazał mniejszą szybkość, niż nawigacja. Raz na ruski rok zdarzy się tak, że oba urządzenia pokazują taką samą prędkość, natomiast praktycznie zawsze samochód pokazuje o około 12% więcej, niż nawigacja. Czyli 1 realny kilometr to według samochodu 1120 metrów. Przypadek? Nie sądzę.

Sprawa zawyżania prędkości tyczy się samochodów do 3.5 tony. Z kolei wszystkie pojazdy cięższe, które muszą być wyposażone w tachograf (ciężarówki, autobusy i TIRy) mają normalnie ustawione prędkościomierze, bo sprzężone są one z tachografami (tam dziwnym trafem „ciśnienie w oponach” jest zawsze OK). Jak pisałem wyżej- mając w samochodzie osobowym 90km/h liczniku- nigdy nie wyprzedzimy ani jednego TIRa, natomiast to TIRy (które nie mogą jechać szybciej, niż 90km/h, bo wtedy system odcina im przyspieszenie) będą nas co chwilę wyprzedzały. Ściągnięcie blokady prędkości w TIRze raczej nie wchodzi w grę, bo za to grożą horreendalne kary od „krokodyli”, więc na pewno takie „januszowanie” nie jest robione masowo (nawet w skuterach mało kto to robi, a co dopiero w TIRach). Czyli w dużych składach da się te prędkościomierze porządnie skalibrować, ale w samochodach osobowych już się nie da? Podejrzewam, że po prostu lobby transportowe nie pozwoliło się robić w balona przez koncerny samochodowe i wymusiło prawidłowe ustawienie prędkościomierzy, bo w logistyce liczy się dokładność, każda roboczogodzina kierowcy i każda minuta w trasie. A kierowcy osobówek? Są rozproszeni i słabo zorganizowani, więc można było ich łatwo wydymać i wcisnąć trefny towar.

Ktoś pewnie pomyśli, że się czepiam szczegółów, a problem jest mało istotny. Wszak na upartego można zmodyfikować tarczę prędkościomierza i narysować na niej prawidłowe wartości, a problem rozwiąże się sam. Samo zakłamanie prędkości jest głupie, ale nie jest specjalnie szkodliwe, można się przyzwyczaić. Problem jednak jest w tym, że z prędkości samochód oblicza sobie przebieg (prędkość razy czas), a to już jest chamstwo. Podam kilka przykładów „z życia wziętych”.

  1. Ja mam instalację LPG (tzw. ‚podtlenek biedy’, z ‚zaworem wstydu’ ukrytym pod klapką) którą zakładano rok temu. Jest ona na gwarancji, ale aby jej nie utracić-zobowiązany jestem przyjeżdżać co 15000km (spisywane z licznika) na przegląd, który kosztuje 150zł (wymiana filtrów, sprawdzanie błędów itp). W teorii wychodzi 1 grosz za kilometr, ale w praktyce wychodzi 1.1 grosza, bo te 15.000km mierzone przez auto to de facto 13800 km.
  2. Interwały wymian płynów i części samochodowych podawane są na ogół w przejechanych kilometrach. Z olejem to wiadomo, że częsta jego wymiana znajdzie wdzięczność w bezawaryjności silnika, ale sporo jest podzespołów, które często wymieniane są „na wyrost” (zwłaszcza, jeżeli auto jest nowe i o ich wymianie decyduje ASO, a nie właściciel pojazdu), a częstsza wymiana części to oczywiście częstsze sięganie do portfela.
  3. Używanie prywatnego samochodu do celów służbowych (tzw. kilometrówka). W ustawie stoi, że w 2020 roku wynosi ona  0,8358zł/km (oczywiście rzadko kiedy pracodawca tyle zapłaci, ale to całkiem inny temat). Jak liczyć te kilometry? Realnie, czy tyle, ile pokaże samochód? Nie wiadomo. Pewnie jest to powodem kłótni pracodawców z pracownikami.
  4. Spalanie. Producent podaje, że dany samochód spali na trasie np. 5.3 litra na 100km. Tu już mamy podwójne przekłamanie, bo na dzień dobry należy doliczyć te ~12%, wynikające z różnicy kilometra i „kilometra unijnego”. Dodatkowo  pomiary spalania, przeprowadzane przez producenta odbywają się w idealnych warunkach (auto odpowiednio dogrzane, jadące w stałej, idealnej prędkości, po idealnie gładkiej drodze, bez wiatru). Potem przykładowy pan Zdzisław kupi taki samochód, odpali na zimnym, przejedzie 100 (prawdziwych) kilometrów po pagórkach (po drodze zahamuje parę razy na wybojach, zwężkach i przed wyprzedzającymi się TIRami) i spali 8 litrów paliwa. Wkurzony pójdzie do mechanika, żeby mu to naprawił, bo przecież auto miało palić 5.3 litra, a nie 8, więc pewnie coś jest zepsute. Mechanik dla świętego spokoju zmieni mu skład mieszanki paliwa i zetnie w ten sposób spalanie do 7 litrów, ale po 2 latach silnik auta pana Zdzisława będzie nadawał się do remontu za 9000zł.
  5. Handel na rynku wtórnym (i złomowanie). Wiadomo, że pierwszą rzecz, na którą się patrzy przy ocenie samochodu jest jego przebieg. Teraz można to sobie nawet ładnie sprawdzać w CEPiKu, co jest wręcz szkodliwe dla krajowych samochodów, bo auta sprowadzane z Niemiec są kręcone na potęgę i mało kto jest w stanie to sprawdzić, a przebiegu samochodu krajowego nie oszukasz (choć są magicy, którzy co roku, dzień przed przeglądem rejestracyjnym kręcą licznik). Są psychologiczne bariery, na których auto traci wartość skokowo, czyli 100.000km i 200.000 km (to tak samo jak w sklepach- lepiej wygląda cena 19.99zł, niż 20zł). Przykładowo pan Janek ma fajne i wypieszczone auto, którym jeździł wiele lat, ale kupił sobie nowe, więc to stare wystawił na sprzedaż. Ma ono na zegarze przejechane 104.000km (czyli realnie około 90.000km) i klienci kręcą nosami, bo ono już ma ponad stówę. Albo pan Kazik ma starą Astrę, której stuknęło już 300.000km na liczniku, ale nic jej nie dolega poza tym, że trzeba wymienić sprzęgło. Pomyśli sobie- kurde, nie opłaca się, to już grat, trzysta tysięcy na koncie, zaraz się pewnie znów coś zepsuje, jadę go sprzedać na złom za skrzynkę piwa. A auto ma realnie przejechane jakieś 260.000km (a nie 300tys) i mógłby nim pojeździć jeszcze ze 2 lata.
  6. Pani Zofia z Wrocławia umówiła się z koleżanką z Katowic. Obie mieszkają przy samej autostradzie A4. Za 2 godziny mają się spotkać. Między nimi jest 190 kilometrów, zatem pani Zofia ustawia tempomat na 95 km/h, więc prosty rachunek- przyjedzie na styk. Czyżby? Niestety nie zdąży i koleżanka będzie musiała na nią czekać, bo zamiast 95km/h będzie ona jechała 85km/h i przy okazji zablokuje pół trasy, bo wszystkie TIRy będą ją wyprzedzały w żółwim tempie.

Tego typu przykłady można by mnożyć do jutra. Nie wiadomo, kto pozwolił na sytuację, że przekłamania prędkościomierzy w samochodach osobowych są na porządku dziennym. Oficjalnie to Unia Europejska, ale pewnie niemieccy i francuscy producenci samochodów trochę w tym „pomogli”. O sprawie jest tak cicho, bo opłaca się to prawie wszystkim. Korzystają na tym producenci i sprzedawcy części samochodowych (bo częściej są one kupowane), korzystają serwisy i mechanicy (bo mają więcej klientów), korzystają producenci samochodów (łżą na spalaniu i ludzie chętniej wymieniają auta z „dużymi” przebiegami na nowe), korzystają komisy (większy ruch w interesie), korzystają koncerny paliwowe (większe spalanie, niż te oficjalnie podawane). Jedyni, którzy na tym nie korzystają są oczywiście „plebejusze”, czyli kierowcy.

Dziwi mnie, że mało kto o tym mówi. Na forach motoryzacyjnych pełno jest wątków o spalaniu, o tuningach, o poprawianiu osiągów, o prędkości, gdzie podawane są prędkości i dystanse, ale nikt nie podaje czy dane są prawdziwe, czy mierzone przez auto. Ktoś się chwali, że swymi działaniami warsztatowymi zmniejszył w swym aucie spalanie o 3% i uważa te 3% za wybitne osiągnięcie, ale nie napisał już, czy kilometr to wg niego 1000 metrów, czy 1120 (czyli 3% jest ważniejsze, niż 12%). Politycy też mają to w dupie, wg mnie Konfederacja mogłaby podnieść temat, bo jest on typowo wolnościowy, a matematyka to fundament wolności (z kolei na ingerencję w matematykę nie wpadłoby chyba nawet lewactwo).

Tak na chłopski rozum- wszelkie liczniki i wskaźniki wartości zostały wynalezione właśnie po to, aby dokładnie pokazywać daną wartość. Skoro jednak licznik z premedytacją ustawiany jest tak, żeby pokazywał nieprawdę (niezależnie z jakich powodów)- jest to chuj, a nie żaden licznik. To, co montowane jest obecnie w samochodach osobowych po prostu nie zasługuje na to, aby nosić miano prędkościomierza. Bardzo często na tarczy licznika widnieje napis „km/h” (tak, jak na zdjęciu u góry). Jest to ewidentne wprowadzanie użytkownika w błąd i jeżeli już liczniki muszą być tak ustawiane, to powinno się pozostawić to pole puste, albo najlepiej zamiast „km/h” napisać „0≤V1–V2≤(V2/10)+4km/h”.

Trudno powiedzieć, co robić z tą abstrakcją. Jedyne co mi przychodzi do głowy to kupno nowego samochodu na najmniejszych możliwych oponach (i żądanie skalibrowania prędkościomierza pod ten rozmiar), a po wyjeździe z salonu od razu założenie największych możliwych opon- gdyby ludzie robili tak masowo, to pozwoliłoby „oszukać system”.

Ostatnio Unia Europejska mocno dociska producentów i handlowców, aby promowali samochody małolitrażowe, hybrydowe i elektryczne. Za auta, palące jak smoki nakładane będą miliardowe kary (dlatego podrożały one znacznie i będą jeszcze drożeć w kolejnych latach). Mówił o tym TUTAJ Waldek Motodoradca. Dlatego producenci samochodów zyskują podwójnie na fałszywej kalibracji prędkościomierzy- w ten sposób będą mieli większy margines na sprzedaż wysokolitrażowych pojazdów.

Na koniec pół żartem- pół serio zapostuluję o rozszerzenie zjawiska na inne dziedziny. Skoro łgarstwo prędkościomierzy jest pozytywnym zjawiskiem, a ludzie dzięki temu jeżdżą wolniej i powodują mniej wypadków drogowych, to może warto byłoby ten innowacyjny patent wprowadzić w innych dziedzinach, poniżej 10 11.2 przykładów na zastosowanie tego epokowego wynalazku UE i korporacji motoryzacyjnych:

  1. Na siłowniach i ogólnie w sporcie wszystkie oznaczenia ciężarów podnieść o 12% (tak, żeby na ciężarze o wadze 8.8kg było napisane ’10kg’). Poprawi to samopoczucie i osiągi trenujących oraz zwiększy ilość rekordów.
  2. Termometry do mierzenia ciała niech podają temperaturę o 12% wyższą, aby ludzie nie ignorowali gorączek, które mogą być bardzo niebezpieczne dla zdrowia. Jeżeli ktoś będzie miał 37 stopni, to termometr pokaże mu 41 stopni, a wtedy nie będzie on bagatelizował problemu.
  3. Liczniki zużycia wody czy prądu niech podają wartości o 12% wyższe. Za kilowatogodzinę czy metr sześcienny wody niech ludzie płacą tyle, co za 1.12 jednostki. To będzie miało wymiar ekologiczny, bo wyższe rachunki za media wymuszą oszczędności i mniejsze zużycie.
  4. Metry kwadratowe nieruchomości niech zostaną powiększone o 12%. Mieszkanie o powierzchni 36m2 niech zostanie notarialnie „przeksięgowane” na mieszkanie 40-metrowe (i od tej wartości płacony będzie czynsz, podatek i inne opłaty). To skłoni ludzi, żeby kupowali mniejsze mieszkania- oszczędności na ogrzewaniu i budownictwie oraz solidaryzowanie się z ludźmi z krajów III świata, gdzie często ludzie gnieżdżą się w kilka osób w jednym pokoju.
  5. Wzrost człowieka podawać w mierze „samochodowej”, czyli o 12% więcej, niż jest naprawdę. Wielu ludzi (zwłaszcza mężczyzn) ma kompleksy, że są niscy, a to poprawiłoby ich samopoczucie. Współczynnik modyfikujący można też zastosować to do podawania długości penisa oraz IQ.
  6. Ludzie podobno piją za mało wody i napojów. Zalecane przez dietetyków jest picie około 2-3 litrów płynów dziennie (w zależności od płci, masy ciała, trybu życia i temperatury otoczenia). Wystarczy więc uznać, że od teraz 1 litr to naprawdę 1.12 litra, a natychmiastowo spożycie płynów wzrośnie o 12% i ludzie będą lepiej nawodnieni.
  7. Podobnie z żywnością, choć tu w drugą stronę. Ludzie (zwłaszcza w krajach bogatych) za dużo jedzą, przez co coraz częściej mają nadwagę, co jest przyczyną wielu chorób. Należy zmienić etykiety produktów, gdzie drukowane są tabelki z kalorycznością. Konkretnie chodzi o kolumnę z kaloriami w 100g produktu- wystarczy ją zmodyfikować o 12% (np. jeżeli tabliczka czekolady ma 500 kalorii, to po zmianie ta sama czekolada będzie miała już tylko 445 kalorii, a więc będzie bardziej dietetyczna). Jeżeli to nie rozwiąże problemu otyłości, to można zmniejszyć wielkość opakowań o 12%, zostawiając jednak to samo oznaczenie wagi.
  8. Wszystkie kraje chcą mieć wysoki PKB, gdyż to wiąże się z bogactwem i dobrobytem. Wystarczy więc wprowadzić modyfikator, stosowany w prędkościomierzach i momentalnie podnieść PKB na całym świecie o 12%.
  9. Obecnie na świecie szaleje koronawirus, a media na bieżąco aktualizują liczbę zarażonych i ofiar. Niestety, na razie nie ma lekarstwa, ani szczepionki, ale jednym prostym trikiem można by chociaż zmniejszyć liczbę zarażeń o 12%. Ponadto opozycje polityczne we wszystkich krajach zarzucają rządom, że wykonuje się zbyt mało testów na koronawirusa. Aby trochę to poprawić wystarczyłoby podawać, że każdy wykonany test to 1.12 testu.
  10. Aby polepszyć działania komputerów i innych sprzętów elektronicznych można by podnieść o 12% parametry taktowania procesora, karty graficznej i pamięci RAM. Zużycie energii można zmniejszyć, modyfikując pobór zasilacza o 12%. Wszelkie dyski twarde, pen-drive czy inne nośniki można łatwo rozbudować o 12%. A nie, czekaj, to akurat jest już robione- mój dysk reklamowany jako „1TB” ma naprawdę 931GB. W tym przypadku marketingowcy mają jakąś (marną, ale jednak) „podkładkę” matematyczną (1 kilobajt to 1024 bajty, a nie 1000), natomiast UE i producenci samochodów nie mają żadnej, po prostu sobie wymyślili, że nagle 1 kilometr to 1120 metrów…

RacimiR, 10.04.2020

PS: Dzięki za hajsiwo dla Wojtka i Ryszarda!

PS2: Na koniec anegdotka motoryzacyjno-koronawirusowa. Kilka dni temu w Katowicach policja wystawiła mandaty dwóm kierowcom na myjni samochodowej (niby, że mycie samochodu nie należy do czynności niezbędnych w czasie epidemii). Właściciel myjni zmienił więc nazwę jednego z programów mycia na „odkażanie samochodu”, co niejako „zalegalizowało” ponownie jego biznes.

26 myśli w temacie “Oszukujące prędkościomierze samochodowe

  1. Pracowalem w fabrykach samochodow i tam jest nie jest zadna tajemnica ze np VW jest ustawione + 5% a Audi +3%.
    To jest tolerancja jakbyco mandat i wina samochodu a nie kierowcy.
    Ja wiem o tym i ustawam na tempomacie zawsze te 5% wiecej.

    od RacimiR: Ja zdaję sobie sprawę, że to nie jest dla nikogo tajemnica i że Ameryki nie odkryłem (nawet mi do głowy nie przyszło, że jakiś kumaty kierowca mógłby o tym nie wiedzieć). Chodziło mi w tym wpisie bardziej o ciszę w tym temacie (potulne społeczne zgodzenie się z tym szwindlem) oraz szacunek dla matematyki i fizyki, co jest dla mnie świętością. Można dyskutować np. ile jest płci i czy homoseksualizm jest chorobą, albo czy aborcja powinna być legalna, bo każda strona ma jakieś swoje racje, ale kilometr to powinien być bezdyskusyjnie kilometr. Nieważne, że mandaty czy bezpieczeństwo (TIRy jakoś mogą mieć normalnie ustawione i nie widziałem, żeby któryś mandat dostał za prędkość w zabudowanym). Jak ktoś „lubi zapierdalać” to i tak wcześniej czy później będzie musiał wysyłać przelew do Opola (coś o tym wiem) i nie pomoże mu żadne przekłamanie na prędkościomierzu. Jednostki miar i wag są zdefiniowane ściśle i tego się trzeba trzymać, tu nie ma pola na żadne naciąganie. Kilometr to 1000 metrów i chuj. W Sèvres pod Paryżem jest Międzynarodowe Biuro Miar i Wag, skoro nie potrafią upilnować przestrzegania jednostek miary to powinno to zostać zamknięte.

  2. Domyślałem się tego szwindla… Nie mam obecnie wozu – wypożyczam okazyjnie, bo to się bardziej opłaca mimo wszystko. Zamiast pakować w studnię bez dna, jaką jest samochód, to wolę na te 3 – 4 razy w roku wypożyczyć wóz.

    Używam GPS od dawna i właśnie zauważyłem od razu różnicę, pomiędzy wskazaniami prędkościomierza, a nawigacji. Tłumaczyłem to sobie tym, że nawigacja może ma jakieś niedostateczne dane i tylko wylicza mi prędkość na podstawie sygnału. Albo ze rozregulował się licznik w aucie czy coś. Ale tak było w KAŻDYM samochodzie, którego używałem.

    Gdy pytałem o to „starych wygów” kierowców, to albo wzruszali ramionami, albo pukali się w czoło. Tylko dwóch z nich się zastanowiło i coś tam przeliczało. Jeden z nich rzekł mi, że chodzi przede wszystkim o większe spalanie i częstsze tankowanie. I że zapalone światła przez 24/7 także mają na celu zwiększenie zużycia paliwa, a nie poprawę bezpieczeństwa. Bo kto korzysta z akcyz? Znamy tę prawidłowość: gdy ropa na świecie drożeje, to w Polsce drożeje jeszcze bardziej. Gdy ropa na świecie tanieje i to nawet znacząco – to w Polsce ceny stoją w miejscu, albo spadają o 1 – 2 gr.

    Moim zdaniem to taki sam szwindel tego rodzaju, co układy montowane w unijnych urządzeniach elektrycznych i elektronicznych, które mają psuć się dokładnie po 3 latach, by trzeba było kupić nowe, bo nie opłaca się naprawiać.

    Swoją drogą czekam z niecierpliwością na rozpad tego marksistowskiego obozu unijnego. Pandemia powinna być gwoździem do trumny, ale pewnie po wszystkim zintensyfikują działania, zmierzające do „zniesienia granic i likwidacji państw narodowych”, mimo że właśnie te czynniki nieco zahamowały epidemię. Poza tym będą chcieli wyjść z twarzą z niemocy, jaką okazali. Włosi już palą flagi unijne przed kamerami swych laptopów i wrzucają to w sieć. W Polsce za taki czyn grozi pewnie z 5 lat pierdla.

  3. Dzisiaj Wielki Piątek więc z ciekawości popatrzyłem czy którakolwiek stacja emituje Pasję Mela Gibsona okazuje się że tv puls, ogólnie nie oglądałbym takiego filmu na stacji z reklamami ale ciekawiło mnie jaką wersję bo polsat puszczał to ocenzurowano i z ang dubbingiem i lektorem, ze spotu wynikało że będzie wersja z tymi językami oryginalnymi i lektorem ale najbardziej dobił mnie komentarz czemu to puszczacie są lepsze i nowsze filmy, a dobiło mnie to tym mocniej że spodziewałem się kodziarza a sie okazało ze taki debilny koment napisał jeden z „prawych” czczący powstanie warszawskie, wyklętych i jarosława kaczyńskiego a oglądajacy gówna vegi i pasikowskiego a jeszcze co do Pasji wstyd dla Kurskiego że praw do tego filmu nie odzyskali , Pasja leciała na tvp leciałą premierowo w 2006 i potem jeszcze w 2007 jeszcze za pierwszych rządów pis a potem na wile lat zniknęła z ramówki, jako jedyni emitowali ten film z napisami

  4. To wlasnie dlatego chyba jest mozliwe przekroczenie prędkości o max 10km/h (jak np. jest ograniczenie do 30km/h to mozna jechać 40km/h) i ponoć policjant nie ma prawa sie przyczepic przynajmniej w polsce.
    Ciekawe czy w usa tez jest taki trick z prędkościomierzem? Tam ludzie saduja sie o byle co wiec …?
    Producenci aut juz od lat 80tych tak projektują auta by sie psuly i byly studnia bez dna (mercedec stworzyl beczke nie psujaca sie ktora do miliona km dopiero lekko sie dotarła i o malo nie zbankrutowal). Teraz na dodatek koncerny vw czy gm glownie zarabiaja na kredytowaniu aut, nic zresztą dziwnego skoro zarobek firmy na aucie maja marze kilka tys euro, nie wiecej niz 10% auta.
    Unia tez robi swoje, dodatkowe czujniki np. ciśnienia, pastuchy, normy spalin, eko zjebo pierdy i inne ustrojstwa, i na dodatek samemu autka nie naprawisz jak w czasach gdy byly banalnie proste np. w latach 90tych. Efektem tego sa afery ze spalinami normami i inne kwasy a inżynierowie niezle sie musza nagimnastykować by to wszystko spełnić.
    Mialem jako nastolatek fiola na punkcie aut, traktorów, motorow, sam ssobie naprawialem bo byly proste w budowie), ale mi przeszlo wlasnie ze wzgledu na skomplikowalnosc coraz większą tego wszystkiego (poloneza atu mielismy w rodzinie 30lat, a teraz 20latki ida na zlom). Z checia pozbylbym sie auta z kosztami ale niestety mieszkam na odludziu. Ogolnie to temat rzeka 🙂
    Z pozytywow jedynie widze auta dla 14latkow (jazda nimi koszmar) ale pociecha sama do szkoly zajedzie. Ja niestety musialem sie tluc PKSem do LO.

  5. No z tymi termometrami to dołożyleś do pieca. U nas w robocie rozdawali elektroniczne termometry, żeby każdy mógł się zbadać. No i… normalny odczyt wynosi 32.4. I jak to rozumieć? Wszyscy nagle mamy obniżoną naturalną temperaturę? A jak komuś pokaże 36.6, a nie daj huj 37 to jaką temperaturę naprawdę ma? Według przełożonych obie sytuacje są normalne. Gadka jest taka:
    – 32.2? Nooo, te termometry tak pokazują. Wszystko w porządku
    – 36.6? O co ci baranie chodzi? Przecież tyle powinieneś mieć.
    Jak się nie obrócisz, to dupa zawsze z tyłu…

    od RacimiR: Najlepsze były te rtęciowe termometry. Te elektroniczne (a już nie daj boże te bezdotykowe) to szajs.

    • Miałem sytuację z termometrami elektronicznymi. Jak kilka lat temu ojciec gorączkował i nie mogłem znaleźć w domu, to poleciałem kupić taki elektroniczny. Gorączki nie wykazywał, więc sprawdziłem tym termometrem temperaturę sobie, matuli i pokazywało jakieś 35.2 czy coś koło tego. Międzyczasie znalazł się inny elektroniczny. Tamten pokazywał jeszcze inaczej. Mało tego, każdy z tych termometrów pokazywał inną temperaturę po ponownym sprawdzeniu 5 minut później. Reasumując: 1. jeden termometr elektroniczny potrafi pokazać różne temperatury u tej samej osoby w odstępie 5 minut (zachowując takie same warunki i pozycję mierzenia). 2. Dwa termometry elektroniczne pokazują różne wskazania u tej samej osoby.
      Wkurzyłem się i poleciałem pytać o rtęciowy do apteki. Były. Pytam się: jakim cudem, skoro jest zakaz? A no bo nie są produkowane na terenie Unii, oczywiście o wiele droższe były od elektronicznych.

      Teraz, żeby dzieciakowi zmierzyć temperaturę to jeśli elektronicznym to takim za kilkaset zł. Inaczej bzdurne wskazania.

      Również alkoholowe termometry za okno pokazują straszne głupoty. Nic nie przebije rtęciowych.

      od RacimiR: Mój elektroniczny (szwajcarski) też pokazuje głupoty. Rtęciowe są najlepsze, ale z drugiej strony jak taki się potłucze i nie pozbierasz wszystkich „kuleczek” (np. jedna zostanie gdzieś pod łóżkiem i będzie tam sobie leżała latami) to możesz sobie nawet życie zepsuć.

  6. W UK wychodzi mi nie 12% tylko stałe 3,8 mili/h czyli ponad 6 km/h. Ponieważ wspomniałeś o Muzeum w Sevres to obawiam się, że pewnego dnia obudzimy się w świecie, w którym w nocy zamienią wzorzec na 112 cm i kilogram na 1120 gram. Bo tak będzie lepiej dla ludzkości.

  7. Te mądrala – metr sześcienny wody nie „waży tonę” tylko ma masę 1000 kg czyli tona, a metr to nie wielkość sześcianu o masie 1 tona – tylko to odległość, jaką pokonuje światło w próżni w czasie 1/299 792 458 sekundy…
    To powiązanie w sprzężeniu zwrotnym masy i długości od wody – jest boskie, nie myślałem że poziom szkolnictwa się aż tak obniżył…

    od RacimiR: Typowy ból dupy i czepialstwo, nawet nie wiem o co ci chodzi. Ile więc waży metr sześcienny wody, skoro tona to odpowiedź rzekomo błędna?
    Sugerujesz, że kiedyś jacyś naukowcy zdefiniowali metr pod względem prędkości światła, a dopiero później się okazało, że przypadkiem idealnie się to koreluje z wagą wody?

    • Metr sześcienny wody waży 9810 niutonów.
      Właśnie o to chodzi że nie wiesz o co chodzi 🙂

      od RacimiR: Metr i kilogram wziął się z wody, to jest niepodważalny fakt historyczny (potem to udoskonalono, aby wyeliminować wpływ temperatury i ciśnienia). To, że się chcesz na siłę przyczepić świadczy, że musisz być dosyć nieszczęśliwy.

      • Do Pietii Gorasa:
        Niuton to jednostka siły.
        Czy waga pokazuje ciężar w niutonach czy masę w kilogramach?
        Co robi waga? chyba waży nie?

        To jeśli na taką wagę „położyć” metr sześcienny wody to wartość pokaże w kg czy w niutonach?

        Cytat z wikipedii:
        W potocznym rozumieniu nie rozróżnia się masy i ciężaru, stosując te dwa pojęcia wymiennie (często używa się wtedy też słowa waga).

    • Te, geniusz naukowy – a wiedziałeś, że długość metra zależy od rodzaju światła? Inna jest odległość mierzona z wykorzystaniem lasera neonowego, a inna z wykorzystaniem lasera helowo-neonowego stabilizowanego jodem. Jeszcze do tego dochodzą różnice, wynikające z pomiaru za pomocą syntezera częstotliwości optycznych. Czyli 1 metr to nie do końca 1 metr – zależy czym mierzysz.
      RacimiR pisze tutaj nie o wzorcach pomiarów, tylko o tym, jak się nas oszukuje, fałszując przyjęte normy. Może przeczytaj na głos cały felieton i postaraj się zrozumieć treść i sens, zanim zaczniesz czepiać się bzdur z zasady?

  8. Przypomniał mi sie stary dowcip informatyków (suchar):
    – jaka jest roznica pomiedzy początkującym a doświadczonym informatykiem?
    – poczatkujacy mysli ze 1 kilo Bajt ma 1000 Bajtów, a doświadczony wierzy ze 1 km ma 1024 metry.
    Oczywiście dowcip zrozumieja glownie informatycy (tzn. humor grabarza czyli smieszny dla jednej grupy zawodowej). Ale najśmieszniejsze co by sie okazało ze oprogramowanie deski rozdzielczej jest wlasnie w stosunku do predkosciomierza tak przez informatyków motoryzacyjnych stworzone 😀

    • 1 kilo bajt to 1024 bajtów i wynika to z systemu binarnego gdy mamy do wykorzystania jedynie dwie liczby 0 i 1 aby dokonac zapisu. Na przykład 1111 to jest liczba 15. W systemie binarnym każde 0 lub 1 jest bitem. Jeden bajt to 8 bitów to i tak za mało aby zapisać konkretną informację na przyklad w alfabecie polskim jest 32 liter. A ilosc 4 bitów to za mało aby rozróżnić poszczególne litery polskiego alfabetu. Do tego jeszcze dochodzi przecinek kropka duża i mała litera. Przyjęto zatem 8 bitów które pozwala na rozróżnienie do 256 znaków. Czy 8 bitów to jeden bajt który jest minimalna ilością do zapisu jednego znaku. Natomiast paradoksem jest ze producenci dysków nie są informatykami i podają rozmiary w systemie dziesiętnym, w rezultacie rzeczywisty rozmiar dysku jest zawsze mniejszy.

      od RacimiR: To nie jest paradoks, oni dobrze wiedzą o co kaman. Po prostu lepiej wygląda, jak podadzą na opakowaniu, że jest więcej miejsca na nośniku, niż jest napisane.

  9. @RacimiR

    Poruszyłeś bardzo ciekawy problem. Też to zauważyłem i miałem inne wyjaśnienie, nawet pozytywne, że jest to celowo, aby dać nam, kierowcom, margines minimalnego przekroczenia prędkości gdy łapią nas na radarach. Jaki głupi byłem. Przecież to nie logiczne, bo mandaty – to super narzędzie dojenia stada, przecież to idzie w tak grubą kasę, że się nie mieści w pale. Więc powinno być na odwrót, ich radary powinny ZAWYŻAĆ prędkość, a nie zaniżać.

    Ja jednak zauważyłem jeszcze inną dziwną rzecz, może tu ktoś to potwierdzi. Mieszkam w Irlandii i z żoną kupiliśmy Volvo. Po tankowaniu do pełna zawsze wyzerowywuję licznik i co stwierdzam?
    Mieszkam w małym miasteczku i po tankowaniu jadę kilkaset metrów do sklepu i wracam następne kilkaset metrów, około 1 km do domu, a na liczniku po wyzerowaniu wyświetla mi, że przejechałem ponad 2 mile (mam licznik w milach a nie kilometrach). A więc maksymalnie przejechałem 1.3 km, a mi pokazuje 2 mile czyli w przeliczeniu na kilometry jest to 3.2 km, prawie o 2 kilometry za dużo.
    Czy ktoś zauważył coś podobnego u siebie? Proszę o informacje.

    od RacimiR: Radary ustawione są dobrze (kasa z mandatów jest ważnym składnikiem budżetu, więc żaden rząd by tego nie zrobił), to auta są błędne. U mnie ten pomiar kłamie „tylko” dlatego, że zawyżana jest prędkość, czyli o te ~12%. U Ciebie to wychodzi ponad 100%! Na dłuższych dystansach jest ok czy też tak samo mocno jest to fałszowane? Może na zimnym silniku więcej u Ciebie zlicza, bo autko więcej wtedy pali?

    • @RacimiR: Na dłuższych dystansach chyba mniej więcej jest okay, oczywiście z tym błędnym marginesem, o którym pisałeś, jak jedziemy gdzieś dalej to też daje licznik na zero, aby wiedzieć ile przejechałem więc gdyby to było 100 procent to bym zauważył 🙂
      Jeśli chodzi o krótki dystans to nie wiem czy to jest sprawa zimnego silnika – przecież tak być nie powinno, to jest w końcu pomiar odległości – ile przejechałeś i silnik zimny czy rozgrzany nie powinien mieć nic do tego, ale oczywiście w tym świecie przekrętów, oszustw i innych dziwacznych rzeczy tego nie można wykluczyć.
      Wiesz co? Za jakiś czas będę robić przegląd i serwis samochodu to zapytam się mechanika co o tym myśli i dam ci znać. W razie czego będzie to w komentarzach do innego artykułu, bo mam nadzieję, że coś napiszesz. Pozdrawiam.

      od RacimiR: Mój furak oszukuje o 12% zawsze, nieważne czy jadę blisko czy daleko. Często używam go do celów służbowych w pracy dorywczej i podaję potem pracodawcy w rozliczeniu za paliwo tyle, ile pokazał licznik. Pzdr

      • @RacimiR: dzięki za informację. Dzisiaj przeżyłem z żoną szok. Jak wiesz jest lockdown i w zasadzie nie możemy wyjechać za miasteczko, w którym mieszkamy. Mamy tutaj tylko jeden większy sklep, sieć irlandzka Super Value. Podobno zawracają jak gdzieś się jedzie poza to miasteczko.
        Dzisiaj właśnie zatankowałem do pełna, wyzerowałem licznik i z żoną pojechaliśmy na miejscowe boisko rugby gdzie staramy się codziennie spacerować gdyż teraz w Irlandii jest piękna pogoda, a to rzadkie tutaj.
        No więc od tej stacji do tego boiska jest może z kilometr, może trochę więcej. I z powrotem bym dodał jakieś pół kilometra więcej do naszego domu. Więc w sumie przejechaliśmy ponad 2 km. Maksymalnie 2 km i kilkaset metrów.
        Mój licznik wykazał 5.4 mili, czyli dokładnie w przeliczeniu jest to 8.6 km.
        To są JAJA!!! Także będę się dopytywał o to, bo to jest niemożliwe.
        Jutro chcemy się przejechać do większej miejscowości oddalonej dokładnie o 20 km, wyzeruję licznik i sprawdzę jaką odległość przejechaliśmy O ILE NIE ZATRZYMA NAS GARDA i nie zawróci 🙂
        Dzięki za informację, że u Ciebie jest to zawsze 12 procent nieważne jaką odległość przejedziesz. Dam Ci znać jeśli mi się ta wycieczka uda. Również pozdrawiam serdecznie.

        od RacimiR: Musisz zrobić dłuższą trasę, ale na krótkich masz coś ewidentnie zdupczone i już dlatego auto nadaje się do sprawdzenia. Tak było w latach 90-tych z taksówkami i taksometrami- pierwszy kilometr liczył się podwójnie, aby ogolić klienta z kasy.
        Jak jest to auto prywatne i nikt ci nie każe robić interwałów serwisowych co X km to pół biedy, po prostu ustal „mnożnik” i wyliczaj sobie sam, kiedy wymienić jakiś płyn czy świece. Gorzej jak jakiś zewnętrzny podmiot zmusza Ciebie do serwisowania auta co ustaloną ilość kilometrów, wtedy tym bardziej trzeba interweniować.

      • @RacimiR: No więc do wczorajszego postu, który jeszcze się nie ukazał, ale pewnie u Ciebie gdzieś jest to udało mi się pojechać do tej miejscowości, żadne gliny nie stały, no i na mapie – Google Maps – jest odległość 18.1 km między tymi miejscowościami. Wyzerowałem licznik i po przyjeździe do domu było 23.9 mili czy dokładnie jest to 38.4 km, no więc mniej więcej jest okay. Pewnie jest ten 12% margines o którym mówi twój artykuł 🙂 Więc nie byłoby źle.
        Ale co mnie martwi, po prostu z tego wniosek jest taki, że ja bardzo dużo tracę na małych odległościach!!! Jak w czasie tego lockdown poruszam się głównie po swoim miasteczku to wtedy licznik nabija mi sporo kilometrów no i samochód traci na wartości, bo oczywiście potem każdy patrzy na przebieg.
        Zastanawiam się czy nie napisać bezpośrednio do salonu Volvo i zapytać się o co tutaj kur…. chodzi. Jeszcze raz pozdrawiam i zaraz zapoznam się z nowym artykułem.

  10. Od 1 kwietnia jest strasznie dużo głupich ograniczeń dla obywateli. Mnie szlak trafia, gdy była ładna pogoda to chciałbym móc przejechać się samotnie rowerem, na terenach wiejskich a wokół mało domów i pola, komu ja niby zagrażam, trzy razy się przejechałem gdy była ładna, ciepła pogoda i modliłem się aby tylko patrolu policji nie spotkać, na szczęście nie spotkałem. Teoretycznie można wychodzić z domu w niektórych przypadkach m.in w celach aktywności fizycznej ale zalecane jest w pobliżu domu (i tu jest problem bo co to znaczy w pobliżu, dla jednych 100 metrów będzie w pobliżu domu, dla niektórych 5 kilometrów to jest w pobliżu domu – ja w szczytowym momencie jazdy rowerem jestem około 5/ 6 kilometrów od domu). A słyszałem że ludzie którzy samotnie jeżdżą rowerem albo samotnie biegają to dostawali mandaty. Co do zakazu nawet samotnego przemieszczania się, powiem tak o ile większe ograniczenia powinny być w dużych miastach gdzie nie da się nie minąć nikogo w odległości powyżej dwóch metrów pomimo zmniejszonego ruchu o tyle w miasteczkach a już na pewno na wsiach gdzie drogi są praktycznie puste a samochód raz na 15 minut przejedzie nie powinno być takich ograniczeń. Problemem jest właśnie to na jakiego policjanta się trafi, jeden wcale się nie zatrzyma, drugi się zatrzyma i grzecznie spyta się gdzie i dlaczego jeżdżę a trzeci od razu wlepi mandat (niestety tych trzecich jest bardzo dużo – wiem że w tydzień po 1 kwietnia wartość mandatów z powodu ograniczeń wyniosła milion złotych czyli sporo jak na tak krótki okres czasu).
    Zresztą nie tylko w tych kwestiach jest dużo głupich restrykcji. Są ludzie którzy dostali mandat za mycie samochodu na myjni, za pojechanie do sklepu po piwo (no właśnie przepisy zezwalają na wychodzenie do sklepu i w celach niezbędnych do życia – policjant twierdził że piwo nie jest niezbędne do życia [teraz już wiadomo że oprócz piwa trzeba jeszcze kupić jakąś kiełbasę, w ten sposób kolejni będą już to omijać], a od kiedy to policjant decyduje jakie produkty w sklepie są niezbędne do życia), mandat za wyjście pod własny blok ojca z trójką dzieci, mandat dla osoby która pojechała po paliwo (gdyż zatankowała mając w baku jeszcze dużo paliwa, i znowu kwestia dlaczego gliniarz ma uznawać kiedy paliwa jest dużo a kiedy nie), grożenie mandatem ludziom którzy w jakiejś restauracji nie chcieli pokazać co zamawiają (stali w kolejce, kilkanaście minut musieli czekać na zamówienie ale w kolejce ustawiali się prawidłowo dwa metry, a mimo to ,,pan władza” i tak musiał wiedzieć co zamawiają i kontrolował to). Na Wielkanoc ludzie nie mogli pojechać odwiedzić rodzin, mało tego jak by się pojechało a ktoś by o tym doniósł to policja wchodzi bez zezwolenia na teren prywatny gdyż jest to ,,nielegalne zgromadzenie”. Ograniczenia w dostępie do kościołów też są głupie, jest ograniczona liczba wiernych do 5 osób ( a w praktyce dużo proboszczów zamyka kościoły) bez względu na wielkość kościoła, ja uważam że jak jest to mały, wiejski kościółek to może być ta liczba 5 osób ale w takiej w dużych bazylikach to może zmieścić się i 100 osób a i tak będzie bardzo dużo miejsc a ludzie i tak by z daleka od siebie siedzieli, było już parę interwencji policji bo było np. 6 osób w kościele. Ostatnimi czasy żyjemy jakby w państwie policyjnym a Policja przypomina Milicję Obywatelską. Oczywiście że muszą być ograniczenia żeby ograniczyć epidemię ale niech naprawdę będą one adekwatne. Nie będę dawał do nich linka, wystarczy poszukać w Google, dużo było ich opisane w Najwyższym Czasie.
    Problem z tymi przepisami jest taki że są bardzo ogólne, chyba na kolanie pisane i że każdy policjant może je interpretować jak chce. Ludzie chcieli aby rząd ,,coś” zrobił w związku z epidemią więc rząd ,,coś” robi. No i dzięki mandatom można trochę pieniędzy do budżety ściągnąć, kryzys jest to pieniędzy mało.
    Część osób którzy przeczytają ten komentarz pewnie powiedzą że można nie przyjąć mandatu; problem w tym że duża część z tych mandatów to tzw. kara administracyjna czyli policja kontaktuje się z Sanepidem i de facto to on nakłada karę. Kara od Sanepidu musi być wykonana i to w ciągu 7 dni albo komornik wchodzi na konto. Oczywiście można się później odwołać do sądu administracyjnego ale to długi proces, a jeśli przegramy to dochodzą koszty sądowe.
    Swoją drogą słyszałem że ponoć dużo z tych ograniczeń jest nielegalna gdyż mogą one funkcjonować jedynie w wypadku stanu nadzwyczajnego – w tym wypadku albo wyjątkowego albo klęski żywiołowej.

    od RacimiR: Trudno powiedzieć co lepsze- czy model nasz (mandat za umycie auta), czy model szwedzki (zaraźmy się wszyscy). Na rower najlepiej wziąć sobie „alibi” w postaci bochenka chleba, można powiedzieć że się było w piekarni 😉 Mi też brakuje roweru, ale boję się wychodzić bo pewnie mandat by był (mieszkam w tak zurbanizowanym miejscu, że co 2 minuty widzę policję).
    Jeszcze mi się przypomniało co do rowerów- rząd jakieś 2 tygodnie zakazał używania rowerów z wypożyczalni miejskich. Na Śląsku jest zintegrowany system „ponadmiejski”, np. możesz wypożyczyć rower w Chorzowie i oddać go w Katowicach (miasta potem jakoś się dogadują co do kasy). Jakoś 1 dzień przed rozpoczęciem sezonu na rowery miejskie rząd wprowadził ten zakaz. I np. Chorzów stwierdził (słusznie), że w ogóle tych rowerów nie będą wystawiali, skoro i tak nie można ich używać. Ale już Katowice (w czasie trwania zakazu) powystawiały rowery do wypożyczalni, nie wiadomo po chuj (na koniec po kwarantannie i tak pewnie je zwiną do serwisu i odkażania). Teraz stoją one bezużyteczne pod gołym niebem, rdzewieją i niszczeją. Co najlepsze hulajnogi elektryczne normalnie można wypożyczać i pełno ludzi na nich jeździ.

    • Jako żywo przypomina mi się ten artykuł:
      https://dorzeczy.pl/kraj/134756/jankowski-pozostanie-tylko-geganie.html

      Ja to sobie myślę, że nawet jeśli 99% społeczeństwa byłaby zdyscyplinowana, to obostrzenia będą wprowadzane ze względu na ten 1% „mających wszystko w dupie”.

      Jeden jadąc rowerem będzie uważał i jeździł z daleka. Inny będzie miał to w dupie. I ze względu na tego drugiego trzeba było wprowadzić takie a nie inna zakazy. A to, że jedni policjanci są wyrozumiali a drudzy nie – to już nic nie zrobisz. Tak było od zawsze.

    • W sytuacji ktora mamy z koronawirusem (i wogole jakąkolwiek zarazą) calkowita izolacja wydaje sie byc brutalnym ale najlepszym rozwiazaniem tego. Innego wyjscia nie ma.
      Gdyby od pacjenta zero na miesiąc wprowadzić od razu (siedzenie w domu, zakrywanie ryja szalikiem, oprocz kluczowych biznesow zamkniecie wszystkiego) ograniczenia ktore mamy teraz to skończyliśmy na 1000 zarażonych i po miesiącu spokój.
      A tak mamy ich 7000 i 300-400 nowych przypadków dziennie, zmniejszenia liczby na razie nie widac.
      W chinach jako ze mieli negatywne doświadczenia z sars, świńską grypą od razu wprowadzili zamordyzm i po 3 miesiacach wzgledna stabilizacje.
      A caly swiat oprocz chin zignorowal to i mamy co mamy.
      Jedyne co zzyska to ZUSy wszystkich panstw swiata bo emerytów bedzie wyraźnie mniej.

      Popatrzcie na inflacje wg. Gus – ponad 5%. Do konca roku dobije do 10%, w zależności ile panstwo dodrukuje w zwiazku z pomocą dla przedsiębiorstw. Ostatecznie za to i tak inflacja zaplacimy wszyscy, zawsze obywatel placi za zachcianki panstwa czy to wojna, igrzyska, darowizna dla źymian, plan wstrzasowy Balcerowicza, 500+ dla dzieciorobow, czy jakiekolwiek inne fiksum dyrdum władzy.

      Boje sie jeszcze ze maowiecki połasi sie na kase na kontach oszczednosciowych Polaków (900 mld tego jest) i bedzie to co na cyprze choc nieco w łagodniejszej formie.

  11. https://wiadomosci.wp.pl/wybory-prezydenckie-2020-pis-zlozyl-projekt-zmian-w-konstytucji-6500265547798657a
    Jeden z lepszych pomysłów Gowina. Chodzi o projekt zmian w Konstytucji żeby prezydent wybierany był na 7-letnią kadencję bez możliwości reelekcji, zatem według tego pomysłu Duda byłby prezydentem do i tylko do 2022 roku; PiS właśnie złożył projekt zmian w Konstytucji. I rozwiązałby się przy okazji problem z wyborami.
    Problem w tym że totalsi się na niego nie zgodzą i to zablokują (żeby zmienić konstytucję potrzeba 2/3 głosów czyli 307 posłów). I tu znowu widać niekonsekwencję, z jednej strony nie chcą wyborów a z drugiej odrzucają zmiany które to umożliwiają.

  12. 168 https://twitter.com/EUinPL/status/1250101029187858434?ref_src=twsrc%5Etfw tyle Pani Komisarz już zamówiła. Brzmi lepiej prawda? Monty Python.
    Co do pomiaru prędkości to wydaje mi się że chodzi o ewentualne pozwy producenta za ewentualne mandaty. inna sprawa jak ma się to do taksówek gdzie jest certyfikat GUMu na pomiary odległości. Jeśli dobrze pamiętam to jest wydawana karta z danymi technicznymi auta typy rozmiar opon itp. W moim wehikule nie ma aż takiej różnicy prędkości tzn 12 % szacuję na maksymalnie 5%

  13. Zastanawiam się jak długo potrwa kryzys gospodarczy w Polsce, zakładając oczywiście że pandemia skończy się szybko np. w maju. Czy gospodarka od razu podniesie się w kształt litery ,,V”, może troszkę dłużej w kształcie litery ,,U”, czy może już recesja doszła do tego stopnia że gospodarka nadal będzie dołować w kształt litery ,,L”. Ja obawiam się że długo będziemy dołować, to że jest recesja spowoduje że wpływy z podatków do budżetu będą mniejsze co przy wysokich wydatkach zwiększy się deficyt i dług publiczny, pewnie będą też kolejne podatki co nas dodatkowo pogrąży, będziemy mieć stagflacje. Jeden kłopot czyli początek recesji będzie napędzał kolejne; tak łatwo się z tego nie wygrzebiemy.

    od RacimiR: Wg mnie szybko, tylko musi się to skończyć najpierw. oczywiście da to też długotrwały efekt w postaci inflacji (dodruk) lub/i długu zewnętrznego. Natomiast biznesy ruszą z kopyta od razu, otworzyć z powrotem knajpę czy fryzjera nie jest trudno. nawet jak właściciel splajtuje w międzyczasie, to znajdą się inni chętni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *