SAFE – Farsa w 5 aktach

Karol Marks był jaki był, ale jeden cytat mu się udał, mianowicie: „Historia powtarza się: najpierw jako tragedia, potem jako farsa„. Dziś tekścik o tzw. SAFE, czyli zlepku 5 żenujących historii z ostatnich lat, zmontowanych w jednego wielkiego i pokracznego „ulepa”. Samo SAFE (Security Action for Europe) to unijny program obronny, polegający na kredytowaniu produkcji i zakupu sprzętu wojskowego przez chętne kraje członkowskie. W teorii brzmi nie najgorzej, ale liczba „czerwonych lampek” i „red flagów” jest zatrważająca. Instrument SAFE jest dosyć nowy, wymyślony około rok temu, a w mediach popularny raptem od kilku tygodni. Jeszcze rok temu narracja rządu oraz MON była taka, że Polska zbroi się w szaleńczym tempie (wielkimi inwestycjami militarnymi przy okazji tłumaczono gigantyczny deficyt budżetowy), chwalono się też „tarczą wschód”. Dzisiejsza narracja jest już całkowicie odwrotna: bez SAFE nasi piloci będą zmuszeni latać na drzwiach od stodoły i chodzić w dziurawych butach, w ostatnich dniach nędzę rozszerzono także na strażaków i policjantów. Skoro rząd 20-tej gospodarki świata przy rekordowym deficycie i „paletach euro” z KPO nie potrafi zapewnić podstawowego zaopatrzenia mundurówce bez zadłużania się na 45 lat to powinni podać się do dymisji w asyście okrzyków „wypierdalać” głównego hasła „strajku kobiet”. Tak niestety nie jest, gdyż 1/3 społeczeństwa to zmanipulowani KODziarze, a druga 1/3 to ludzie zobojętniali, którzy patrzą tylko na czubek własnego nosa, ewentualnie na dobro kilku najbliższych im osób.

Kilka suchych faktów o SAFE. Program ten ma zwiększyć możliwości obronne krajów UE. Całościowy budżet to około 150 miliardów euro, które miałyby być wydane na zakup i produkcję sprzętu wojskowego oraz amunicji. Prawie 1/3 z tego (43,7 mld €) miałoby trafić do Polski, w czym jesteśmy absolutnym rekordzistą (państwa nr 2 i 3 na liście wnioskują o około 16 mld €). Kredyt miałby być wypłacany i spłacany przez kolejne 45 lat w walucie Euro. Wypłata środków z kredytu realizowana byłaby nie w całości i jednorazowo, ale w transzach co około 6 miesięcy, miałaby działać też tzw. zasada warunkowości, czyli zatrzymanie kolejnych wypłat (przy obowiązku spłacania odsetek) na każde widzimisię Brukseli.

Oprocentowanie tegoż kredytu to 3% rocznie, czyli obiektywnie rzecz biorąc- bardzo niewiele (przynajmniej jak na tracącą zaufanie kredytodawców Polskę). To chyba jedyny plus całego SAFE.

Thomas Regnier, rzecznik Komisji Europejskiej powiedział 11-go marca: „Polski plan w ramach programu SAFE został zatwierdzony w rekordowym tempie, teraz musimy go zrealizować i wdrożyć, dla Polski, Ukrainy i bezpieczeństwa całej UE„. Czyli będziemy bronić siebie, Ukrainę i wschodnią flankę Unii, płacąc za to sami z odsetkami, przy okazji wspierając zagraniczne firmy. Miodzio.

Kreacją (emisją) pieniądza na potrzeby SAFE ma zająć się około 30 europejskich banków, głównym warunkiem jest siedziba w kraju, gdzie obowiązuje waluta EUR. Czyli z Polski żaden bank się nie kwalifikuje, a cały kredyt mielibyśmy zaciągnąć w bankach zagranicznych (najwięcej z Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii), które nie są instytucjami ani charytatywnymi, ani non-profit (a wręcz przeciwnie).

„Debata społeczna” i „polityka informacyjna” na temat SAFE wygląda tak, że politycy oraz sympatycy rządu wprowadzili w social media hasztag „#ZdradaNarodowa”, hejtowani są wszyscy, którzy są przeciwni, bez żadnej merytorycznej dyskusji. Polaryzacja totalna. Sygnał dał sam Donald Tusk, który nazwał przeciwników SAFE per „zakute łby” (pamiętacie jakie oburzenie wywołał „gorszy sort” Kaczyńskiego, co nawet nie było kierowane do wszystkich przeciwników, a jedynie do bardzo wąskiej grupy konfidentów). W mediach prorządowych próżno szukać jakichkolwiek argumentów przeciwko SAFE, dominuje tam narracja, że są to darmowe pieniądze spadające z nieba, a każdy sceptycznie do tego nastawiony to ruska onuca, głupiec, ciemnota, zaścianek, faszysta i agent Putina. Stosowane są też niskiej jakości szantaże moralne, typu: „kto jest przeciwko SAFE ten będzie miał krew na rękach, jeżeli jakiś żołnierz zginie”. Równie dobrze można by to odwrócić mówiąc, że przez SAFE mniej pieniędzy trafi do NFZ, więc każdy kto jest za SAFE będzie miał krew na rękach, gdy ktoś umrze w szpitalu. W ostatnich dniach pojawiły się też dziwne wypowiedzi, że przez weto Nawrockiego program SAFE rzekomo będzie musiał być wprowadzany w okrojonej wersji i policjanci nie będą mieli kamizelek kuloodpornych (to bodajże napisał Sikorski). Co ciekawe, kilka krajów (m.in. Niemcy, Holandia, Szwecja, Austria i Irlandia) nie złożyły wniosku o wypłatę jakichkolwiek pieniędzy z SAFE (twierdząc, że poradzą sobie bez tego), czyżby władze tych krajów to ruskie onuce, wybrane przez zakute łby?

Przypomnę jeszcze raz cytat z Marksa: „Historia powtarza się: najpierw jako tragedia, potem jako farsa„. W przypadku SAFE zauważyć można rekordową kombinację aż 5 powtarzających się fars:


Farsa 1: Rok 2015 i „Caracale”

Pierwsza analogia to końcówka rządów PO w 2015 roku. Donald Tusk rok wcześniej czmychnął do Brukseli na stanowisko „cesarza Europy” (żaden euroentuzjasta nie ma zielonego pojęcia, kto na tym 'ważnym’ stołku zasiada dzisiaj). Ówczesne sondaże były dla rządu Ewy Kopacz bezlitosne, ostatnią szansą dla PO były wybory prezydenckie, które ostatecznie Bronisław „Szogun” Komorowski przegrał z Andrzejem Dudą (oczywiście wybory według sympatyków Szoguna były sfałszowane, podobnie jak te z 2020 i 2025 roku). W Platformie zapanowała panika, ale co chłodniejsze głowy zaczęły przygotowywać się nieuchronne, chude lata. Wybrano „na zapas” dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego: ich kadencje kończyły się już po wyborach parlamentarnych, więc nie mogli ich wybrać, ale to z premedytacją zrobili, co zapoczątkowało burdel sądowniczy, trwający do dzisiaj. Aby zabezpieczyć się finansowo wymyślono zakup Caracali, czyli francuskich śmigłowców. Narracja medialno-propagandowa z Caracalami była wtedy identyczna, co dzisiaj z SAFE, czyli jest to niezbędny ratunek dla naszej armii oraz polskich hut i fabryk. Bez tego cofniemy się do średniowiecza, albo i do jaskiń. Także pośpiech był podobny. Platforma rządziła wówczas przez 8 lat i przez ponad 7,5 roku jedyne co robili w kwestii obronności to rozbrajali i zamykali jednostki oraz poligony. Gdy jednak nadchodził koniec wymyślili sobie Caracale i z prędkością światła podpisali jakieś umowy przedwstępne, kontrakty i inne papiery, pewnikiem coś im się do łap poprzyklejało. Szli jak burza, w ciągu miesiąca zrobiono w tej sprawie więcej, niż przez resztę 2-kadencyjnych rządów. Niestety nie zdążyli, a nowy rząd anulował temat (niestety trzeba było wypłacić Francuzom jakieś odszkodowania). Chciałem z tej okazji przypomnieć krindżowy film z protestu KOD z 2015 roku, gdzie opłakiwano zerwanie kontraktu na Caracale, ale chyba go skasowali, bo nie potrafię go odszukać. Znalazłem tylko pochodzące z tego pociesznego 'eventu’ zdjęcie z zabawkowym helikopterem, przyczepionym do przygłupiego łba.

Podobna sytuacja do tej z 2015 roku jest teraz. Sondaże publiczne na pierwszy rzut oka nie są jakieś tragiczne, bo KO jest na wyraźnym prowadzeniu, ale po pierwsze- w publicznych sondażach zawsze „liberałowie” są mocno przeszacowani (Trzaskowski z Gosią mieli wygrać już w 1 turze, podobnie Kamala Harris), po drugie- nawet w tych (pozornie niezłych) sondażach obecny rząd nie uzyskuje większości sejmowej, bo miejsca 2-3-4 zajmują rywale, a z przystawek Tuska tylko Lewica ma szanse na przekroczenie progu. Po trzecie- popularność rządu będzie spadać, bo coraz trudniej ukrywać jest deficyt, fatalną sytuację w NFZ i ogólną bylejakość państwa. Pensja minimalna wzrosła w 2026 roku raptem o 140zł brutto- niektórym sam rachunek za prąd wzrósł bardziej, a gdzie reszta drożejących artykułów i wydatków? Poparcie dla UE wśród Polaków sukcesywnie spada, a UE to główna rzecz, do której KO się odwołuje w swym sensie istnienia. Na domiar złego po rozpoczęciu konfliktu USraela z Iranem podrożał dolar oraz ropa naftowa. Cena LPG na stacjach w 2 tygodnie wzrosła o prawie 30%, podobnie diesel, benzyna nieznacznie mniej. Napędzi to presję inflacyjną w przyszłości, stopy procentowe NBP w najlepszym przypadku zostaną utrzymane na obecnym, dość wysokim poziomie, więc kredytobiorcy nie będą zadowoleni. Z paliwami rząd wpadł we własne sidła, bo ich głównym „sukcesem” jest porównywanie cen paliw z tymi szczytowymi z 2022 roku, które według nich były w 100% winą Kaczyńskiego. Teraz ceny na stacjach zbliżają się do podobnego poziomu co w 2022 (przy czym ropa i dolar są znacznie tańsze, gdzie więc trafia różnica?), więc społeczeństwo analogicznie uzna to za porażkę rządu. Po wyborach w 2027 roku KO nie ma szans na utworzenie rządu, pewnie KO ma jakiś wiarygodny sondaż na wewnętrzne potrzeby (inny, niż te publiczne i przeszacowane dla TVN24 czy Onetu) i sytuacja tam jest dla nich zła (inną sprawą jest to, że zwycięzcy, czyli PiS i obie Konfederacje pewnie w 2028 roku pożrą się nawzajem i wyjdzie z tego żenada, ale nie o tym temat). Sytuacja jest bliźniacza do tej z wakacji 2015, gdy już wiedziano, że za chwilę trzeba będzie oddać władzę, więc w dużych nerwach i pośpiechu wprowadzano „reformy” oraz „inwestowano” w sprzęt wojskowy.

Pośpiech z wprowadzaniem SAFE jest bliźniaczy do Caracali. Na poważnie SAFE rząd zajął się dopiero po nowym roku, z prędkością światła sprawa przeleciała przez sejm, a już na kwiecień zapowiedziano pierwsze wypłaty pieniędzy z kredytu. Przypomina mi to reklamy chwilówek, w których zawsze głównym (jedynym?) atutem jest krótki czas oczekiwania i minimum formalności. Rewelacyjna okazja, bierz pan, zanim się rozmyślę. Podejrzanie szybko to idzie z tym SAFE, podobnie było z telewizją, którą przejęto w niecały tydzień i pierwszą czynnością było zdelegalizowanie serialu „Reset”. Jak im bardzo na czymś zależy to idą po trupach do celu, z pełną koordynacją i „przekazami dnia”. Ciekawe co na to „wściekłe macice”, które przez ponad 20 lat sprzyjających rządów lat nie mogą się doczekać aborcji, a włodarze tłumaczą im, że tak szybko to się tego zrobić nie da, więc muszą uzbroić się w cierpliwość. Pytanie retoryczne- Lemparty, Kramki, Kocjany i Suchanowy dostały hajs i stołki, a reszta feministek i sympatyzujących z nimi kukoldów: morda w kubeł.

Kolejny punkt styczny Caracali z SAFE to odwiedzanie polskich zakładów produkcyjnych przez polityków i prymitywna gra na emocjach. Mówią oni, że zakład ten wkrótce dostanie drugie życie, obiecywane są inwestycje, podwyżki i zwiększenie zatrudnienia. Caracale też niby częściowo miały być produkowane w Polsce (żeby było śmieszniej- gdy rząd PiS anulował kontrakt z Francuzami to chwilę później, jeszcze w 2015 roku zarząd francuskiego Airbus/Eurocopter stwierdził, że rezygnują z produkcji modelu Caracal- takie to było cacko i 'okazja’). Teraz jest to samo, np. Donald Tusk wybrał się do Huty Stalowa Wola, gdzie hucznie ogłosił, że pieniądze z SAFE zrobią z nich drugi Nowy Jork. TVP w likwidacji grasowała po ulicach Stalowej Woli, gdzie wyszukiwali entuzjastów rządu i SAFE, aby pokazać ich w telewizji. Istotnie, Huta Stalowa Wola pewnie dostałaby jakiś ochłap z SAFE i zatrudniliby 100 nowych osób za minimalną, ale tylko w ramach listka figowego, aby pokazywać to potem w propagandowej telewizji. Firmy Pawła Poncyljusza pewnie też coś zarobią, ale na szerszą skalę środki popłyną głównie za granicę. W tym samym czasie w Polsce likwidowane są tysiące innych miejsc pracy, ale o tym w TVP już nie mówią. W Chorzowie z początkiem bieżącego roku zlikwidowano Hutę Kościuszko, po 225 latach działalności. Przeżyła rozbiory, dwie wojny światowe, komunizm, ale Tuska już nie. Obok zlikwidowanej huty przebiega zamknięta (w wyniku wieloletnich zaniedbań samorządowców z PO) estakada, co powoduje przerwę w ruchliwej drodze krajowej i przez to paraliż komunikacyjny połowy Górnego Śląska. Tuska i telewizji jednak próżno tu szukać… Wizyty Tuska w zakładach przemysłowych przypominają mi jego rewelacje o nadchodzącej inwazji katarskich inwestorów na upadające polskie stocznie.

Jeszcze słówko w kwestii polskich zakładów produkcyjnych, które niby miałyby skorzystać na SAFE. Nieprawdą jest, że kredyt ten miałby trafić w całości do polskich firm. Jest to bzdura i chamski fejk-nius, kolportowany przez polityków rządu i ich klakierów. Pomijam już to, że niemieckie czy francuskie firmy zawsze mogą otworzyć sobie filie w Polsce (w czym mają bogate doświadczenie, jak i w unikaniu przez te filie płacenia podatków). Ale nawet tego nie muszą robić, gdyż pieniądze z SAFE można legalnie wydawać za granicą i trudno przypuszczać, aby z tego nie skorzystano. Jak pisałem wyżej- jedną trzecią można wydać nawet poza Unią, a pozostałe 2/3 na terenie UE, ale niekoniecznie w kraju kredytobiorcy. Nie ma żadnego problemu, żeby np. 1/3 wydać w Japonii, 1/3 we Francji i 1/3 w polskich filiach francuskich firm (montowniach, opartych o tanią siłę roboczą) i tak najprawdopodobniej będzie to wyglądało, jeżeli SAFE dojdzie do skutku. Mówienie, że SAFE trafi w całości do polskich firm to bezczelne robienie niedoinformowanych ludzi za ciula.


Farsa 2 – Warunkowość

Staropolskie porzekadło mówi: „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz„. Z unijną zasadą „warunkowości” w ostatnich latach przewróciliśmy się prosto na ryj, wybijając sobie połowę zębów, ale niektórzy i tak niczego się nie nauczyli. Parafrazując scenę, otwierającą trylogię „Ojciec Chrzestny” można rzec: „Unio, dlaczego ty nas tak nie szanujesz?„. Zrobili nas z tą „warunkowością” w bambuko kilka razy w dość krótkim czasie i teraz znowu przychodzą z rekordowym kredytem, który miałby podlegać tej zasadzie? Co za tupet i brak szacunku! Już abstrahując od wielu innych powodów- tylko dlatego cały ten SAFE powinien trafić na wysypisko gnoju. Niech głupszego od siebie szukają, cytując innego filmowego klasyka. Ogólnie, według mnie Polska powinna obligatoryjnie nie uczestniczyć w niczym, co podlega „warunkowości”, bo jest to jawny zamach na naszą suwerenność. Corleone zgodził się, bo miał wesele córki, przez co nie mógł odmówić, a Polska też może się zgodzić, bo ma jurgieltnika u władzy.

Na czym w ogóle polega „zasada warunkowości”? Ano na tym, że Bruksela może „ot tak” cofnąć wypłatę środków, przy czym składki i raty trzeba spłacać normalnie, a za zwłokę grożą odsetki karne. Często też zatrzymaniu środków towarzyszą jakieś warunki, które należy spełnić, aby wznowić finansowanie, ale ich spełnienie nie daje żadnych gwarancji odblokowania pieniędzy- często wtedy wymyślane są kolejne warunki, i tak w kółko. Przy zatrzymaniu wypłaty podawany jest jakiś ogólnikowy i pełen cynicznego patosu „powód”, ale praktyka pokazuje, że chodzi wyłącznie o ingerencję w politykę wewnętrzną danego kraju. „Dziwnym trafem” finansowo obrywa zawsze stronnictwo uznawane przez Brukselę za nieprzyjazne (i vice versa- namiestnicy Brukseli mogą robić największe podłości i przenigdy nie zostaną ukarani). Instrument stosowany był wielokrotnie i w wielu krajach (najczęściej na Węgrzech Orbana z oczywistych przyczyn). W Polsce „warunkowości” użyto minimum 4 razy. Elektrownia w Turowie według TSUE nagle stała się nie-ekologiczna i Unia nakładała drakońskie kary finansowe za każdy dzień jej funkcjonowania (politycy opozycyjnego KO sugerowali wówczas, aby elektrownię zlikwidować). Po zmianie rządu kary w magiczny sposób cofnięto, a elektrownia (bez żadnej przebudowy) stała się już eko. Inny przykład to wprowadzona przez Zbigniewa Ziobrę Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. Tu również nakładano kary, Izba została zreformowana (zmieniona w Izbę Odpowiedzialności Zawodowej), ale to nie zadowoliło eurokratów. Dopiero zmiana rządu (oczywiście bez żadnych reform sądowniczych) zatrzymała nakładanie kar. Kolejny, najgłupszy chyba przykład to tabliczki (a konkretnie jedna obwoźna tabliczka) niejakiego Barta Simpsona Staszewskiego. Zrobił on sobie imitującą znak drogowy tabliczkę z napisem „Strefa Wolna od LGBT” w kilku językach i podróżował z nią po kraju, a konkretnie po gminach i powiatach, gdzie większość w samorządzie miała prawica. Przykręcał on swą tabliczkę do słupa „wjazdowego”, pod nazwą miejscowości, robił zdjęcie, odkręcał tabliczkę i czynność powtarzał kilkadziesiąt razy. Na koniec wysłał to do Brukseli i ze wsparciem polityków KO (m.in. Klaudii Jachiry) instytucje unijne orzekły, że to zamach na prawa człowieka, przez co samorządy ze zdjęć Staszewskiego borykały się z utratą środków strukturalnych (nawet, gdy spełniły wszystkie formalności). Eurokraci potem tłumaczyli się, że nie wiedzieli, że „strefy” to fejk (myśleli, że tabliczka Staszewskiego to oficjalne znaki drogowe, ustawione przez samorządy), ale niestety nie byli w stanie anulować kar, „bo nie”. Podobna sytuacja jest zresztą obecnie z tzw. strefą czystego transportu w Katowicach, która po wymuszeniu przez UE ma być ustanowiona na podstawie jednego czujnika przy autostradzie (poza planowaną strefą, przy czym czujniki w strefie w Śródmieściu wskazują dobrą jakość powietrza): Bruksela twierdzi, że to faktycznie błąd i lipa z tym feralnym czujnikiem, ale jest już za późno, aby to cofnąć i strefę w Katowicach trzeba szybko stworzyć, bo inaczej cała Polska straci fundusze unijne, ale to taka dygresyjka. Ostatni, najbardziej widowiskowy i zarazem brzemienny w skutkach przykład na „warunkowość” to oczywiście KPO i słynne „kamienie milowe”. Miał być „skok w przyszłość”, rząd Morawieckiego postawił nawet z tej okazji setki billboardów, ale gdy przyszło do wypłaty środków (zresztą też z kredytu, tak jak SAFE) to Bruksela przypomniała sobie, że musimy spełnić jeszcze kilka tzw. „kamieni milowych” (o których wcześniej nie było mowy). Po ich wdrożeniu dostaliśmy kolejne 30 „kamieni”, a ostatecznie ich liczba wzrosła do około 280, co było nie do spełnienia (tym bardziej, że z samej Brukseli docierały nieoficjalne sygnały, że jedyny realny „kamień milowy” to zmiana rządu na tuskowy). Tak też się stało, po wyborach w 2023 roku Bruksela odblokowała środki, a nowy rząd wypiął pierś po medale. Potem oczywiście okazało się, że zamiast „skoku w przyszłość” najbardziej „przedsiębiorczy” Polacy dostali darmowe solaria, jachty, klub dla swingersów, dotacje dla Kramka i Jasia Kapeli oraz hotel dla żony Czarzastego, ale kto by o tym pamiętał- teraz jest kolejna kasa do wydania (SAFE) i okazja na (teraz to już naprawdę!) „skok w przyszłość”.


Farsa 3 – Waluta kredytu

rys: Keith Tucker

Rozpisałem się nadmiernie w punktach 1 i 2, więc teraz będzie nieco krócej, bo inaczej nikt nie zdoła doczytać do końca. Podstawowa zasada finansowa mówi, że zapożyczaj się w walucie, w której zarabiasz. Przy okazji nasuwa się kolejna retrospekcja, czyli kredyty frankowe, na których dekadę temu „popłynęły” setki tysięcy Polaków. Wtedy też naganiacze mówili, że zero ryzyka, a frank to fajna, twarda i bezpieczna waluta, a nie jakaś zaściankowa złotówka, nic tylko brać. Problem zaczął się, gdy frank zaczął gwałtownie się umacniać, a kwoty kredytów wystrzeliły w kosmos, często przekraczając wartość zakupionej nieruchomości nawet dwukrotnie. W przypadku SAFE (wycenianego w euro) pewnie nie będzie aż tak spektakularnie jak z frankiem w 2008 (gdy kosztował mniej, niż 2zł), ale jednak różnice kursowe przy tak wielkiej kwocie pójdą w miliardy. Euro jest obecnie w lokalnym dołku i raczej będzie z czasem zmierzało do 5zł. Biorąc kredyt w obcej walucie trudno cokolwiek sobie wcześniej zaplanować. Inflacja w Polsce na pewno będzie wkrótce wzrastać (chociażby przez ceny paliw i energii), odsetki od rosnącego w tempie wykładniczym zadłużenia również, więc całkiem możliwy jest model grecki i wpadnięcie w spiralę zadłużenia, a ratowanie sytuacji dodrukiem jeszcze bardziej napędzi inflację, więc kwota kredytu SAFE przeliczona na złotówki zacznie gwałtownie rosnąć. Zresztą już samo wrzucenie w gospodarkę 43 miliardów euro mocno sprzyja wzrostowi inflacji, chociaż tu pewnie do naszej gospodarki trafi znacznie mniej (większość zostanie rozkradziona i trafi do firm zagranicznych).

Drugą sprawą, o której mało kto obecnie mówi jest zwiększenie presji na likwidację złotówki i przyjęcie euro w Polsce, co spowoduje kolejny poziom integracji z coraz bardziej odklejoną od rzeczywistości UE. Dojdzie wtedy kolejny, dość logiczny argument, brzmiący: „wprowadźmy euro a nie będziemy musieli przewalutować naszego kredytu SAFE i dłużej narażać się na ryzyko kursowe”. Zresztą już sam kredyt SAFE to swego rodzaju „integracja”, bo wiążemy się z Unią na 45 lat. Jak to się mówi- nic tak nie cementuje małżeństwa, jak wspólny kredyt.

Nie interesowałem się tym jakoś specjalnie, ale obiło mi się o uszy, że TSUE z czasem wydawał jakieś wyroki sprzyjające „frankowiczom” i banki kredytujące zakup nieruchomości we frankach zmuszone były brać na siebie część strat, wynikających z ryzyka kursowego. W przypadku SAFE możemy być pewni, że tak nie będzie, nawet gdy euro podrożeje do 7zł.


Farsa 4 – Powtórka z OFE czyli kontratak prezydenta (SAFE 0%)

Donald Tusk bardzo lubi stawiać rywali w iście romantycznym dylemacie, gdy wszystkie opcje są złe. Obecnie, przy degrengoladzie w PiS głównym antagonistą sympatyków rządu stał się Karol Nawrocki. Często więc wpuszczany jest w maliny, głównie za pomocą ustaw, zawierających kij i marchewkę, np. ta ustawa o pieskach na łańcuchach, zawierająca 30 stron kontrowersyjnych „dodatków”, po której zawetowaniu prezydent stał się mordercą zwierząt. Nie inaczej postąpiono z SAFE. Nawrocki miał do wyboru dwie opcje: albo podpisać, na czym straciłby twarz u własnego elektoratu, albo odrzucić i tym samym stać się „zdrajcą i „ruską onucą” która ma „krew na rękach”. Prezydent dosyć dobrze z tego wybrnął, prezentując (na powyższym orędziu) własny projekt, nazwany SAFE 0%. Zagroził też, że jeżeli rząd pomimo braku jego zgody będzie dalej forsował unijne „SAFE 3%” to autorzy zostaną pociągnięci do odpowiedzialności w przyszłości.

Prezydencki pomysł to rezygnacja z unijnego SAFE oraz utworzenie jego bliźniaczej kopii, finansowanej ze sprzedaży części rezerw złota, które w ostatnich kilku latach zostało masowo skupowane przez NBP i prezesa Glapińskiego (w ostatnim czasie ceny złota diametralnie wzrosły, więc była to doskonała inwestycja). W prezydenckim pomyśle jest wiele zasadniczych plusów (które dla Tuska i jego lokajów są minusami). Po pierwsze- nie będzie nas obowiązywał mechanizm warunkowości i Unia nie będzie mogła stawiać nam żądań oraz blokować wypłaty, nawet gdy koalicja Tuska przegra wybory, a Bart Staszewski poprzykręca tabliczki „Strefa wolna od SAFE”. Odejdzie też znaczna część biurokracji i raportowania, a także pozakulisowa presja na wydawanie tych pieniędzy w określonych, zachodnich firmach. Nie będzie też ryzyka 45-letnich różnic kursu walut i dodatkowej presji na przyjęcie euro. Korupcja (nieunikniona przy takich kwotach) będzie miała charakter tylko lokalny (tzn. brać łapówy będą tylko Polacy). Nie będzie tak dużej presji czasowej na wydanie pieniędzy, jak w przypadku środków unijnych, które muszą być wydane do określonego dnia, inaczej przepadają.

Najważniejsze jest jednak to, co w nazwie „SAFE 0%”, czyli odsetki, a raczej ich brak. Program finansowany miałby być z realnych, fizycznych oszczędności, a nie z oprocentowanego kredytu w zachodnich bankach. Tutaj nasuwa się kolejny, czwarty „flashback”, tym razem prowadzący do roku 2014. Mam na myśli zabranie/przeksięgowanie pieniędzy z OFE przez rząd PO (około 150 miliardów złotych, po dzisiejszych cenach pewnie warte byłoby 2x tyle), aby zmniejszyć dług Polski (oficjalna wersją było przesunięcie pieniędzy do ZUS, ale realnie ta kasa poszła od razu na częściową spłatę zobowiązań wobec pejsatych, dlatego na wykresie polskiego długu zaobserwować można w 2014 unikalny spadek). Pomijam już to, że całe to OFE było jedną z dwóch największych afer w 3RP (druga to autostrady- kulczykówka wielkopolska i wąsaczówka Mysłowice-Kraków). Instytucje finansowe (głównie zachodnie typu Allianz, Generali czy ING) na początku brały 7% wpłacanego kapitału, a potem rocznie kolejne opłaty, ale nie o tym temat. Tłumaczenie rządu po transferze pieniędzy z OFE było dosyć logiczne, dlatego też Polacy to szybko zaakceptowali i nie było większych protestów (biorąc pod uwagę skalę finansową przedsięwzięcia). Mianowicie mówiono, że nie ma sensu trzymać pieniędzy (w dodatku zżeranych przez prowizje dla banków), skoro mamy gigantyczny dług i wielkie od niego odsetki. Wiadomo, że trzeba najpierw spłacać najdroższe zobowiązania, a ewentualnie na końcu oszczędzać. Karol Nawrocki skopiował ten pomysł niemalże 1:1, proponując „SAFE 0%”.  Rząd i jego sympatycy wpadli w osłupienie, bo trudno jest nawet dyskutować z takim pomysłem, nie mówiąc o porównywaniu go z „unijnym” SAFE, oprocentowanym i obwarowanym tysiącem pułapek.

Kluczenie sympatyków rządu w sprawie „SAFE vs SAFE 0%” przypomina mi słynne zdjęcie Borysa Budki, udzielającego wywiadu dla TVN w marynarce, gaciach i japonkach. Niby są poważni, ale tylko do połowy. Przekazu dnia- brak, a KODziarze podzieli się na dwa obozy. Oczywiście oba dalej domagają się SAFE 'unijnego’, bo parafrazując Krystynę Jandę- oni będą chcieli Unii nawet, gdy ta będzie na nich srała. Jednak obóz nr1 („pożyteczni idioci”, podrzędni KODziarze i 'Silni Razem’)  nie zgadzają się na pomysł Nawrockiego z czystej przekory i nienawiści. Skoro to powiedział kibol Nawrocki, to trzeba to odrzucić, jasna sprawa. Obóz nr2 (frakcja Poncyljuszowa) jest mniej liczny, ale bardziej wpływowy, składa się on z osób, którym coś „skapnie”. Oni błyskawicznie wymyślili, że skoro jest okazja, to trzeba wziąć jedno i drugie SAFE. Dwa razy więcej kasy do „obsłużenia”, dwa razy więcej okazji do szmygry mygry, żyć nie umierać.

Ja osobiście uważam dokładnie odwrotnie, tzn. nie potrzebujemy ani SAFE brukselskiego, ani SAFE 0%. Wydajemy grubo powyżej 5% PKB na obronność, w ostatnich 4 latach poczyniliśmy ogromne zakupy uzbrojenia. Jeżeli nie będziemy marnowali pieniędzy na korupcję czy przestarzałe technologie jak czołgi (sprawdzające się głównie w ofensywie w XX wieku) czy inne przepłacone korwety Gawron/Ślązak to te 5% PKB jest wystarczającą kwotą, aby osiągnąć odpowiednie możliwości obronne. To SAFE i tak niewiele zmieni bez radykalnego usprawnienia systemu inwestycji i kontroli wydawanych środków. W obecnym systemie połowę pieniędzy rozkradną, a za drugą połowę dofinansują zachodnie firmy, za resztki narobią jakichś klubów dla swingersów, a my zostaniemy z 45-letnim długiem, jak Himilsbach z angielskim. Łatwe pieniądze z dotacji/kredytu zawsze bardzo łatwo jest wydać, niekoniecznie na rzeczy potrzebne. Rosja połamała zęby na biednej Ukrainie (gdzie w dodatku mieli dłuższą granicę i wsparcie prorosyjskich lokalsów), stracili niemal milion ludzi, nie mają już mięsa armatniego, więc mało prawdopodobny jest atak Rosji na Polskę w najbliższych latach (kluczowy będzie tu następca Putina, bo 73-letni Władimir na pewno już nie zdąży). A jeżeli Putin nas jednak zaatakuje, to walną atomówką i po herbacie, żadne SAFE nam wtedy nie pomoże. Na pewno w najbliższym czasie nie rozpoczną operacji lądowej, bo po prostu nie mają do tego zasobów.

Nadmienić też trzeba, że zakupy wojskowe za 43 miliardy euro (a być może nawet 2x tyle z obu SAFE’ów) spowodują kolejne wydatki, na które nas niekoniecznie stać. Mam na myśli m.in. koszty paliwa i płynów eksploatacyjnych, personelu i szkoleń, przeglądów technicznych, konserwacji i remontów, przezbrojeń, bazowania, magazynowania, logistyki i wielu innych czynników. Można porównać to do orkiestry Owsiaka, która kupuje sprzęt medyczny, ale jej dary stanowią niewielki promil całościowych wydatków NFZ, bo sam zakup sprzętu to najmniejszy koszt, a jego utrzymanie oraz opłacenie personelu i utrzymanie nieruchomości kosztuje wielokrotnie więcej. Pomijam już to, że znaczna część zakupów z SAFE pójdzie jako dary dla Ukrainy (chyba, że się dogadają z Rosją wcześniej), o czym zresztą oficjalnie powiedział rzecznik KE, Thomas Regnier.


Farsa 5 – Szukanie frajera do legitymizacji rympału

Donald Tusk, jak gdyby nigdy nic stwierdził, że ma prezydenckie weto tam, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę i zapowiedział „plan B”, polegający na wprowadzeniu SAFE… uchwałą (nie wiadomo jeszcze czyją). Jest to ewidentne złamanie konstytucji (art. 89, pkt.4), więc cwaniaczek Tusk jest ostatnią osobą, która pod tym jego „planem B” podpisze się z imienia i nazwiska. I tutaj wskakuje kolejna, piąta już analogia do wydarzenia z przeszłości, tym razem najnowszego z opisywanych. Chodzi o trwającą obecnie kwaśną sytuację po zawetowaniu SAFE przez prezydenta, a konkretnie szukanie „obejścia” oraz frajera, który się pod tym rympałem podpisze. Skąd my to znamy, czy aby nie z ubiegłorocznych wyborów prezydenckich i próby wplątania Szymona Hołowni w podpisania się pod zamachem stanu jednoosobowo? Sytuacja jest idealną kopią tej z czerwca 2025. Dziś również mamy tłum „ekspertów”, „doradców” i „autorytetów”, którzy w TVN24 przekonują, że wszystko będzie legalne i zgodne z prawem, ale „dziwnym trafem” najwyższe władze rządowe nie palą się, aby firmować temat własnym nazwiskiem. Przysłowiowa „pani Basia z działu kadr” też raczej nie będzie mogła tego sygnować, bo dokument opiewa na gargantuiczny kredyt w wysokości 43 miliardów euro, więc ma zbyt wysoką rangę, aby był wprowadzony uchwałą urzędnika niskiego szczebla. Oczywiście Tusk nie miałby najmniejszego problemu z „panią Basią”, ale kredytodawca (Berlin i Bruksela) na pewno nie byłby zadowolony z sytuacji, gdy gigantyczny kredyt jest wprowadzony kuchennymi drzwiami po prezydenckim wecie, z pogwałceniem konstytucji i na koniec klepnięty przez jakiegoś randoma. To tak, jakby próbować wziąć pożyczkę „na słupa”- nie zawsze się to uda, bo dla pożyczkodawcy jest to ryzyko. Dlatego Bruksela (jeśli w ogóle zgodzi się na „plan B”) będzie wymagała podpisu kogoś w miarę ważnego. Konkretnie, w grę wchodzą 3 osoby i 5 nazwisk. Pierwsza z tych osób to Władysław Kosiniak-Kamysz. Jest szefem MON, więc idealnie nadaje się na pozapremierowego uchwałodawcę planu B, zresztą pierwsze konkrety rządu, dotyczące „obejścia” dotyczą właśnie funduszy wojskowych jako pośredników (żeby było śmieszniej- nie będzie wtedy trzeba uwzględniać SAFE w „oficjalnym” długu Polski). Jest jednak ryzyko, że „Tygrysek” zostanie zaproszony nocą do mieszkania Adama Bielana i wystraszy się reperkusji, jak jego niedawny wspólnik z Trzeciej Nogi. Z drugiej strony PSL ma już tradycje i przetarte szlaki, wszak Waldemar Pawlak z PSL podpisał skandaliczny kontrakt z Gazpromem, na którym straciliśmy miliardy i włos mu z głowy nie spadł, a sprawa ostatecznie rozeszła się po kościach (i portfelach podatników). W przypadku hołownizacji Kosiniaka drugim, rezerwowym „uchwałodawcą” będzie minister finansów, Andrzej Domański. Wygląda na osobę uległą i permanentnie wystraszoną, zresztą już wcześniej godził się na bycie kozłem ofiarnym. Ranga stanowiska, które piastuje na upartego może się zgrać z tuskowym rympałem. Trzecią, awaryjną i najmniej prawdopodobną (ale jednak możliwą) opcją „uchwałodawcy” jest marszałek senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, która teoretycznie jest osobą nr3 w państwie. Innych potencjalnych osób do roli frajera nie widzę. Wszyscy „niżej” od nich są zbyt mało ważni, aby podpisać tak istotny dokument, a wszyscy „wyżej” (Tusk, Kierwa, Sikorski, Czarzasty) są zbyt cwani, aby dać się wpuścić w maliny i ryzykować odpowiedzialność w przyszłości.


Plusem jest to, że nawet gdy Tusk z Berlinem przeforsują rympałem ten SAFE to prezydenckie weto zminimalizuje ryzyko „warunkowości”, bo w razie 'KPO-izacji’ (zatrzymania wypłaty środków po zmianie rządu) będzie można łatwiej się z tego kredytu wycofać, odrzucając go w całości jako nielegalny. Dlatego eurokraci dwa razy zastanowią się, zanim po ewentualnej zmianie rządu zatrzymają wypłatę środków mówiąc, że jak wybierzecie naszych namiestników w kolejnych wyborach, to wtedy odblokujemy. Z tego powodu prezydenckie weto jest takie ważne. Gdyby prezydentem był Trzaskowski, albo nawet Duda (który też by to SAFE pewnie podpisał) to Unia przez wiele lat mogłaby wybierać nam krajowe władze poprzez reglamentację i racjonowanie pieniędzy z SAFE. Jest to oczywiście nadal bardzo możliwe, ale trudniejsze, niż w przypadku złożenia prezydenckiego podpisu.

Bardzo zadziwiające jest podejście tzw. „liberałów”, a już zwłaszcza lewaków do obronności. Przez całe dekady przekonywali oni, że pieniądze na armię są wyrzucone w błoto, Biedroń postulował o całkowitą likwidację wojska na korzyść szkolnych stołówek, dominowała ideologia „kajne grencen” i „make love not war”. W ciągu ostatnich 4 lat nagle lewaki stali się największymi militarystami, klasyczny zwrot przez rufę przy silnym wietrze. Nie dość, że zmienili zdanie o 180 stopni (zresztą nie tylko w tym temacie, bo także np. wobec granicy z Białorusią), to jeszcze atakują tych, którzy mają w bardzo niewielkim stopniu takie same poglądy, jakie mieli sami kilka lat wstecz.

Gdybym miał bawić się w proroka to na 50% SAFE w pierwotnej formie upadnie, bo Berlin nie zgodzi się na wprowadzenie go kuchennymi drzwiami, zresztą nawet w Niemczech i Brukseli program budzi duże kontrowersje natury formalnej i jest sprzeczny z unijnymi traktatami, a co dopiero, gdy u głównego beneficjenta (Polski) podpisze go tylko jakiś podrzędny lojdek po prezydenckim wecie. Stąpanie po cienkim lodzie. Drugie 50% szans to klepnięcie SAFE za wszelką cenę, podpisem ministra Domańskiego lub Kosiniaka, a w efekcie zadłużenie kolejnych pokoleń na rzecz szwindli, przewałów i machlojek, a po zmianie władzy jakieś próby rozliczeń i anulowania, skutkujące polityczno-finansowo-prawnym bajzlem i jeszcze większym podziałem społecznym. Jak to mawiał klasyk Zenek- czas pokaże.

Tak naprawdę możliwości obronne są tylko celem pobocznym SAFE. Najważniejsza jest „integracja” UE przez wspólny dług, pieniądze dla zachodnich producentów, banków i zaprzyjaźnionych lokalnych „konsultingowców” oraz bat na wyborców, aby nie ważyli się głosować na prawicę, bo wtedy wypłaty z SAFE zostaną zatrzymane, aż do momentu, gdy przy urnach nie wybiorą prawidłowo.

RacimiR, 15.03.2026

PS: Ten tekst, jak większość na tym blogu ewoluował z robienia „prasówki”, gdzie miał być krótki i zwięzły, a wyszło 5000 słów, więc trzeba było go umieścić osobno. Sama „Prasówka” niebawem.

PS2: Po raz n-ty obiecuję poprawę w częstotliwości pisania. W ostatnich 3 miesiącach nałożyło się wiele rzeczy, przez które nie mogłem nic napisać. Odbyłem podróż zagraniczną, przeszedłem 2 zakaźne choroby i niestety mój ojciec odszedł.

PS3: Dzięki dla Krzycha i Tomka.

Czerski portal i finezja KODziarzy. Mówiąc w ich 'elitarnym’ języku: SAFE-srafe, rząd srąd!

57 komentarzy do “SAFE – Farsa w 5 aktach”

  1. Super że znów zacząłeś pisać, w twoim fajnym stylu,
    że tak powiem w ziomalskim lekkim slangu.
    W temacie safe jest z prawej strony blogosfery obecnie tematem nr1
    (np zareklamuje https://iluminata.pl/kredyt-safe-haracz-dla-francji-i-niemiec/
    gdzie autor skupił się głównie na pejs-bankierach) i w zasadzie
    z prawej strony jest nie nie i nie.

    Zadziwiająca też jest machina propagandowa, jak nagle wszystkie rzyg media
    to forsuja naraz, jaką propagandę nam wtłączają, aż chce się wyrzucić tv oknem.
    Nawet kodziarstwo (już o nich zapomniałem) zaprzegli do roboty
    i robią tetryk-protest pod pałacem prezydenta.

    Osobiście teraz jestem przeciwny i safe i safe0% a nawet te 5% pkb
    zmniejszylbym do 3%.
    Dlaczego?
    Bo to wszystko w części na ukrow pójdzie, już nakupilismy
    zlomo czołgów z Korei, zlomo helikopterów apache od jankesow.
    Jak tworzyć broń to od A do Z własnymi siłami, we własnych
    zakładach w ramach tych 5% pkb.
    Wszystkie te dotacje z unii czy nawrockiego to de facto dług,
    kredyt, a każdy kto choć raz brał kredyt wie z czym to się wiąże,
    de facto ma się nóż na gardle gotowy na cięcie gdy tylko nie
    zapłacisz raty do banku, dlatego zamiast klatki w bloku cieszy
    mnie jak ktoś się buduje, a nawet kupuje dom z dużą przecena
    gdzieś na wieś, których teraz jest wysyp.

    I jeszcze jeden smutny wniosek, wszyscy jesteśmy niewolnikami
    i na nas bierze się ciężar długów wszelakich bo przecież to my
    je spłacamy z podatków.
    Czyli jak to robili z niewolnikami w Rzymie czy w Ameryce na plantacjach,
    (de facto obozy pracy dla murzynow gdzie tam żyli max 3 lata średnio,
    tak samo jak brzydzi w obozach za czasów malarza z wasikiem)
    można niewolnika zastawic, wydzierzawic, wziąść kredyt na poczet pracy
    która będzie wykonywał. I to właśnie za nas chcą zrobić,
    aż się dziwię że połowa Polaków to popiera.

    od RacimiR: Jak dajesz linki to często post trafia do spamu, jak już to konieczne to najlepiej obciąć http://
    Dwie rzeczy, które najbardziej mnie martwią w Polsce to zadłużenie i niski przyrost naturalny- oba te zjawiska w połączeniu ze sobą dają mieszankę wybuchową, prowadzącą do bankructwa.

  2. A ja nie wierzę w wojnę z Rosją z prostej przyczyny bo wtedy zaczęlyby się cuda np.głupie suki zaczęłyby masowo rodzić, po ataku rosji upadlby mit że dadzą wladzę pisowi, konfederacji czy braunowi bo wstawiliby ponownie śmieci platformy, lewicy i psl. Po drugie tyle lat parszywego pokoju bardziej zdegenerowało i zniszczyło Polskę niż wszystkie wojny razem wzięte.

  3. Obrazek idealnie dobrany kapitan planeta to chyba najbardziej pojebana lewacka animacja tamtych lat pod tym wzgledem z tych starych rzeczy może sie rownać tylko żabojadzkie byli sobie ludzie ktore lecialo w polsce juz w czasie komuny.

    1. Ktoś Cię ewidentnie skrzywdził i powywijał mózg, uważam że nadajesz się do Choroszczy, ale ciekaw jestem czy Kapitan Toksyna to w takim razie prawicowy Trump? A w Było sobie życie komórki transportujące tlen to frajerscy lewacy, czy lewacy to bakterie i wirusy z mordami kloszardów? 🙂

      1. Argumenty dla Captain Planet (najbardziej klasyczny przykład „woke” z lat 90.)Diversity, Equity, Inclusion (DEI) na sterydach
        Pięciu Planeteers to celowo dobrana „tęczowa” drużyna z wszystkich kontynentów: Kwame (Afryka – czarny chłopak, Earth), Wheeler (USA – biały chłopak, Fire), Linka (Europa Wschodnia – biała dziewczyna, Wind), Gi (Azja – azjatycka dziewczyna, Water) i Ma-Ti (Ameryka Południowa – brazylijski chłopak z „Heart”). Serial otwarcie promował multikulturalizm, równość płci i „globalne braterstwo” jako jedyny słuszny model.
        Gaia jako bogini-matka Ziemi
        Duch Ziemi (Gaia, głos Whoopi Goldberg) to typowa neopogańska, ekofeministyczna figura – matka-natura, która jest mądrzejsza od ludzi i karze „grzeszników” przeciwko środowisku. To klasyczny element współczesnego environmentalizmu jako religii.
        Zło jest zawsze po stronie „kapitalizmu i korporacji”
        Główni złoczyńcy to karykatury: Hoggish Greedly (gruby, chciwy biznesmen-świnia), Looten Plunder (kapitalista-złodziej), Dr. Blight (szalona naukowiec), Verminous Skumm (szczur – symbol biedoty i degeneracji). Wszyscy niszczą planetę dla zysku. Nie ma niuansów – przemysł, wydobycie, biznes = czysta złość. To typowa lewicowa narracja „greed is bad, corporations are evil”.
        Propaganda środowiskowa i klimatyczna
        Serial straszył dzieci globalnym ociepleniem, dziurą ozonową, kwaśnymi deszczami, przeludnieniem i wymieraniem gatunków w sposób alarmistyczny i uproszczony. Kończył się zawsze morałem „The power is yours!” – czyli indywidualna odpowiedzialność za ratowanie planety (recykling, oszczędzanie itd.), co dziś jest podstawą aktywizmu klimatycznego.
        Dodatkowe „postępowe” wątki
        Odcinki o walce z dyskryminacją osób z HIV/AIDS, pacyfizm (odwołania do MLK, Gandhiego), prawa rdzennych ludów, antywojenność i krytyka przemocy gangów. Już w latach 90. krytycy (np. konserwatywny Media Research Center) nazywali to „indoktrynacją lewicową” i „propagandą Teda Turnera”.
        Moralizatorski ton i czarno-biały podział świata
        Bohaterowie są zawsze szlachetni i „wrażliwi”, złoczyńcy – karykaturalnie brzydcy, chciwi i głupi. Brak jakiegokolwiek szacunku dla poglądów przeciwnych (np. że rozwój gospodarczy też ma sens).

        1. Antagoniści w tym serialu niszczyli środowisko nie tylko dla zysku, czasem z bezinteresownej złośliwości. Na przykład w jednym odcinku była przetwórnia na Antarktydzie, która celowo niszczyła lodówki, żeby wypuścić z nich freon, żeby niszczyć warstwę ozonową. Nie było wyjaśnione, w jaki sposób miałoby to przynieść zyski.

          od RacimiR: Mi też to gówno puszczali w podstawówce na biologii. Od początku instynktownie coś mi w tej bajce nie pasowało (podobnie, jak w innym „przeboju”, którym raczyła nas nauczycielka czyli 'Było sobie życie’), przez co robiłem na tych seansach coś innego, np. zadania domowe. Po stokroć wolałem oglądać Daimosa, Tsubasę czy nawet lekko gejowskie Smerfy.

      2. Główne argumenty, że „Był sobie człowiek” był woke:Pacyfizm i antywojenna narracja jako główna oś historii
        Wojny, podboje i konflikty są przedstawiane głównie jako efekt chciwości władców, ambicji „silnych” lub głupoty. Serial konsekwentnie podkreśla cierpienie zwykłych ludzi (chłopów, żołnierzy), a nie heroizm czy konieczność obrony. Bitwy pokazane są jako bezsensowna rzeź, a „pokój” i „dialog” jako jedyne słuszne rozwiązanie. To klasyczny lewicowy pacyfizm lat 70., który unika uznania, że niektóre wojny miały charakter obronny lub cywilizacyjny.
        Antykolonializm i krytyka Zachodu/Europy
        Odcinki o odkryciach geograficznych, kolonizacji Ameryk, Afryki czy Azji mocno akcentują wyzysk rdzennych ludów, niewolnictwo, grabież i „białego człowieka” jako agresora. Hiszpanie, Anglicy, Francuzi w Nowym Świecie – często pokazani jako chciwi konkwistadorzy lub handlarze niewolników. Rdzenni mieszkańcy (Indianie, Afrykanie) są ofiarami i „dobrymi dzikusami” w opozycji do cywilizacji europejskiej. To wczesna wersja narracji o „systemowym ucisku kolonialnym” i winie Zachodu.
        Rewolucje jako „postęp” i walka z uciskiem
        Rewolucja Francuska, amerykańska czy inne bunty ludowe są gloryfikowane jako momenty wyzwolenia zwykłych ludzi od monarchii, arystokracji i tyranii. Maestro (mądry narrator) zawsze podkreśla idee równości, braterstwa i wolności w duchu oświeceniowego humanizmu lewicowego. Kontrrewolucje lub tradycjonalizm są marginalizowane lub pokazane negatywnie.
        Uniwersalny humanizm i „jedna ludzka rodzina”
        Przez cały serial przewija się motyw, że wszyscy ludzie (niezależnie od epoki, rasy czy kultury) są w głębi tacy sami – chcą pokoju, miłości i sprawiedliwości. Grupa stałych bohaterów (w tym Maestro) przeżywa kolejne epoki, symbolizując ciągłość ludzkiego doświadczenia. Różnice kulturowe są spłaszczane na rzecz wspólnego „postępu ludzkości”. Brak głębszego uznania dla realnych konfliktów cywilizacyjnych czy niekompatybilności wartości.
        Krytyka hierarchii, władzy i „silnych”
        Królowie, cesarze, rycerze, bogaci kupcy czy przemysłowcy często ukazywani są karykaturalnie – jako chciwi, okrutni lub oderwani od ludu. Zwykły człowiek (chłop, rzemieślnik, robotnik) jest ofiarą systemu. Serial promuje egalitaryzm i empatię wobec „słabszych”, co dziś wpisuje się w woke’owską walkę z „opresyjnymi strukturami władzy”.
        Moralizatorski ton i czarno-biały podział moralny
        Dobro = tolerancja, współpraca, postęp naukowy i społeczny, ochrona słabszych. Zło = wojna, wyzysk, fanatyzm religijny (choć religia jest czasem traktowana łagodnie, to głównie jako narzędzie kontroli), chciwość. Brak niuansów: historia to nie złożony proces z plusami i minusami cywilizacji, tylko lekcja moralna „jak nie być złym”.
        Subtelna indoktrynacja pod przykrywką edukacji
        Serial był chwalony jako „inteligentna bajka dla dzieci”, która uczy historii bez suchych faktów. W rzeczywistości kształtował pokolenie w duchu francuskiego lewicowego humanizmu lat 70.: antywojenny, pro-równościowy, krytyczny wobec tradycyjnej Europy i kolonializmu. To nie neutralna historia, tylko historia widziana przez pryzmat „postępu społecznego”. Wielu dzisiejszych krytyków (zwłaszcza z prawicy) widzi w nim pierwowzór współczesnych programów szkolnych, które reinterpretują przeszłość przez pryzmat DEI i „walki z niesprawiedliwością”.

  4. Najgorsze, że przy obecnym poziomie polaryzacji, jakakolwiek dyskusja na temat SAFE jest niemożliwa. Jest tylko wzajemne wyzywanie się od „onuc” i „fur Deutschland”, albo jakieś emocjonalne wylewy w social mediach.

    od RacimiR: To prawda, na domiar złego takie akcje jak SAFE tylko tę polaryzację potęgują

  5. Silniczki nie dostały jednolitych wytycznych z góry, więc część stwierdziła że w wojnie USA/IZ*AEL – IRAN będą popierać Iran XDDDD Czyli sojuszników Rosji i odpowiedzialnych za tzw „piekło kobiet” XD

    od RacimiR: Sami nie wiedzą co myśleć, bo w ich bańce Izrael nie bierze udziału w tej wojnie, a Trump to ruska onuca (więc prorosyjski Iran został napadnięty przez rosyjską agenturę). Tomasz Lis (w potarganej czapeczce z logo UE) w wywiadzie u Schnepfowej poparł atak na Iran, czym wywołał konsternację w studiu.

  6. Warto dodać, że tak naprawdę czy prezydent by ustawę podpisał czy też nie, to i tak Tusk zaciągnąłby zobowiązanie nielegalnie. W zawetowanej ustawie nie ma słowa o ratyfikacji umowy międzynarodowej. Były to przepisy czysto techniczne, rachunkowe, administracyjne np. kto ma tym hajsem zarządzać.

    Najlepsze, że nie jest to pierwszy raz, gdy takie coś ma miejsce. Tak naprawdę KPO też zostało zaciągnięte w ten sposób bez zgody wyrażonej w ustawie. Tak samo wcześniejsze pisowskie kredyty na zbrojenia (teraz krytykowane i faktycznie oprocentowanie nie jest zbyt korzystne plus istnieją zastrzeżenia do FA-50, aczkolwiek o tyle można ich rozgrzeszyć, że w tamtym momencie sprzęt był potrzebny na teraz, a tylko Stany i Korea Południowa miały cokolwiek na stanie). Nasz naczelny germanofil nie powołuje się na ten fakt, ale doskonale o nim wie i z niego skorzysta. No bo skoro wcześniej zaistniał taki precedens do łamania art. 89 ust. 1 pkt 4 Konstytucji, to nie byłoby faktycznie przeszkód by go kontynuować.

    Na moje oko tak jak napisałeś ustawa o SAFE, to było klasyczne wpędzenie prezydenta w kozi róg, ale tym razem jest to bardziej wyrafinowana pułapka niż ustawa o łańcuchach czy „bezpieczeństwie w sieci” (gdzie sama procedura odwoławcza, to swoisty honeypot związany z podaniem wszystkim danych organom państwowym w celu weryfikacji czy coś powinno być w sieci czy nie, a potencjalnie mogłoby zostać uznane przez organy za przestępstwo i wiązać się z odpowiedzialnością karną dla odwołującego się). W przypadku weta mamy, to co widać czyli uderzanie w Nawrockiego, że jest ruskim agentem, chce polexitu i ogólnie przez niego żołnierze będą biegać na bosaka. Co prawda prezydent jako tako powiedzmy, że wybrnął z tego swoją propozycją. Wybrał jedyną sensowną opcję, bo nie mógł sobie pozwolić na zawiedzenie elektoratu i pokazanie uległości wobec Tuska przez co wygrany w tej sytuacji byłby tylko jeden, a nie dwóch. Na szczęście wyszedł remis, niemniej Tusk kontrolując media uruchomił ogromną spiralę nienawiści i zwierania szeregów swojego najwierniejszego elektoratu i i tak wyszedł na plus. Jak miałem odpaloną w tle czystą wodę siedząc przed komputerem i pisząc pisma, to odniosłem wrażenie, że nie ma innego tematu i nawet te tureckie seriale dla emerytek nie leciały. Cały dzień tylko SAFE, weto prezydenta, polexit, ruscy agenci, źli pisowcy i konfederacja, skrajna prawica, ciemnogród.

    Generalnie mimo wskazania, że to był remis, to uważam, że dla Tuska taka opcja z wetem jest o wiele lepsza pod kątem propagandowym, bo w ten sposób może lepiej wcielić się w swoje prawdziwe „ja”. Jeżeli Nawrocki podpisałby ustawę, to wtedy nie mógłby kreować seansów nienawiści i co najwyżej później wymyśliłby coś, żeby zrzucić winę na prezydenta, choćby z powodu niezbyt dobrych wyników programu i defraudacji pieniędzy, co będzie pewnikiem. Po podpisie Tusk też wymyśli jakiś spin wychodząc i mówiąc, że „niestety nie udało, choć daliśmy z siebie wszystko, ale plany pokrzyżowało weto prezydenta”. Fiasko SAFE jest pewne, bo nie ma wątpliwości, że z tego programu faktycznie nic nie wyjdzie, gdyż wszystko pójdzie docelowo na wschód, a my będziemy to spłacać i jedynym wygranym będą banki strefy Euro i Niemcy czy Francja. Jeszcze najlepsze w kontekście rozwoju rodzimego przemysłu, to zanim zostanie zbudowana dajmy na to fabryka czołgów, to na jej uruchomienie i rozpędzenie produkcji oraz otrzymanie pierwszego czołgu poczekamy pewnie do 2050 roku (dlatego też osobiście uważam program SAFE za absurdalny w kontekście gadania, że trzeba się zbroić tu i teraz, gdzie realnie na cokolwiek trzeba będzie czekać kilkanaście lat). Sam Rheinmetall ma już i tak zamówień po korek, więc w tym wypadku składanie u nich zamówień będzie polegało na przelaniu kasy i ustawieniu się w kolejkę. Być może realnie zostaną kupione jakieś mniejsze sprzęty typu wyrzutnie, pociski, ale docelowo jak napisałem zobaczymy figę z makiem, bo wszystko pojedzie na Ukrainę.

    Z punktu widzenia prawnego wracając do początku weto nie ma żadnego znaczenia. Zabawne jest tylko to, że ci co wytykają ten aspekt są oczywiście wyzywani od kłamców albo stosowane są dziwne zagrywki typu „była przecież ustawa”, „ustawa była formą aprobaty i wyrażenia zgody”, gdzie ukochana przez unijczyków Konstytucja stanowi wyraźnie kiedy wymaga się ustawy zawierającej przepis ratyfikacyjny, a kiedy nie. Nawrocki wetując wybrał jedyną zdrową opcję, ale w jego kancelarii prawnicy na pewno mu powiedzieli jakie to będzie miało faktycznie skutki prawne czyli w sumie żadne. Co najwyżej Tusk dokona kolejnego naruszenia prawa dysponując tymi środkami mocą jakichś aktów prawa wewnętrznego, ale wobec nielegalnego zadłużenia Polaków będzie to miało znikome znaczenie. Dla niego to i tak sytuacja WIN-WIN.

    Teraz mamy ten temat SAFE, ale warto zaznaczyć, że 13 marca Tusk wraz z koalicją zrealizował pierwszy krok ku zabetonowaniu rzekomo nieistniejącego Trybunału Konstytucyjnego. Sejm wybrał 6 kandydatów na sędziów i teraz trwają niezwykle zaciekłe rozważania prawniczych głów pokroju Zolla czy Safjana jak to ominąć Nawrockiego przy ślubowaniu będącym elementem obligatoryjnym (również w świetle orzecznictwa tego „dobrego” TK zarządzanego przez Rzeplińskiego) do skutecznego objęcia stanowiska. Padają propozycje ślubowania przed notariuszem, przed Sejmem, a nawet stwierdzenia przejściowej niezdolności prezydenta do sprawowania urzędu i przejęcie kompetencji na ten czas przez Marszałka Sejmu. Ostatnią propozycję przedstawił Safjan i jest ona całkowicie sprzeczna z dotychczasową wykładnią art. 131 Konstytucji, a nawet komentarzem do konstytucji samego Safjana. Docelowo podejrzewam, że w braku przyjęcia ślubowania przez prezydenta będą grali na ślubowanie przed czerwonym towarzyszem i to jest ten słynny plan „B” Żurka. Oczywiście nie ma wątpliwości, że jeszcze bardziej pogłębi to chaos prawny w Polsce, który zresztą zapoczątkowała platforma wybierając dwóch sędziów na zapas (przy czym kodomici i europejczycy lubią powoływać się na orzeczenie TK o niezgodności takiego wyboru, które prawdopodobnie w obliczu zwycięstwa platformy nie zostałoby wydane w takim kształcie, a po prostu chodziło o pokazanie, że przyszły warchoły z pisu, to my pokażemy jacy to jesteśmy cywilizowani i się kontrolujemy).

    Przez 2 lata Tusk doprowadził swym zachowaniem najpewniej celowo do kumulacji wolnych stanowisk, tak by w prosty sposób przejąć TK i utrzymać się w nim przez kolejne lata (na marginesie uważam, że nawet w przypadku wygranej Trzaskowskiego, to może zmieniliby symbolicznie ustawę o TK, ale w praktyce i tak musieliby poczekać do opróżnienia stanowisk). Każdy zdrowo myślący wie, że cała ta walka o „praworządność”, to było po prostu polityczne hasełko wykreowane jeszcze w 2015 roku tuż po przegranych przez platformę wyborach, a potem stało się wręcz kulą u nogi (szczególnie po wyborach w 2023). Na czymś trzeba było trzymać tego politycznego trupa. To też pokazuje obecne zachowanie koalicji, która nie tylko wybiera sędziów TK, ale także przymierza się do kreacji składu Krajowej Rady Sądownictwa. Również samym politykom koalicji nie przeszkadza korzystanie z dobrodziejstw zmian prawnych pozostawionych przez PiS. Wracając jednak do kumulacji stanowisk, to ten system w założeniu miał być tak ułożony, żeby nie było sytuacji, w której jeden parlament wybiera wszystkich 15 sędziów na kadencję trwającą 9 lat i potem dopiero trzeci parlament z rzędu ma coś do gadania. No ale jak widać było w 2015 z wyborem na zapas czy obecnie największych demokratów to nie obchodzi. Pisowcy naturalnie kreowali skład samodzielnie, bo mieli niestety większość zagwarantowaną przez obywateli. Rządzili dwie kadencje i w tym czasie wybierali sędziów do trybunału, bo a to skończyła się kadencja, a to ktoś zmarł itd. Siłą rzeczy nie musieli zgadzać się propozycje opozycji, choć jak pamiętam takie wnioski były rozpatrywane, tylko po prostu odrzucane w głosowaniach. Z tego co jednak czytałem Tusk poszedł dalej i po prostu miał gdzieś jakiekolwiek zdanie opozycji (wspomniany Safjan w 2006, gdy rządził PiS był właśnie zatroskany kwestią uwzględnienia zdania opozycji w wyborze sędziów TK przez PiS).

    W tym wyborze dziwi mnie tylko, że dość mocno się pospieszyli. Byłem pewny, że będą wybierać sędziów TK mając wywalone na rzekomo niekonstytucyjną ustawę, ale że nastąpi to dopiero we wrześniu tego roku. Póki co sędziowie wybrani przez PiS mają większość 9/15 zaś najbliżej końca kadencji jest Andrzej Zielonacki, którego kadencja kończy się pod koniec czerwca tj. 28 i Justyn Piskorski, którego kadencja kończy się 18 września. Z perspektywy Tuska i jego ekipy o wiele bardziej optymalne czasowo byłoby wybranie sędziów we wrześniu, a może nawet jeszcze później, żeby jak najbardziej wydłużyć ich kadencję naprzód i zabetonować TK. Teraz jak wybrali swoich sztuk 6, to będą oni sędziami przez całą kadencję Sejmu w 2027-2031 i 2031-2035 i oczywiście przez całą drugą kadencję Nawrockiego (o ile wygra wybory). Ostatecznie będą tam teoretycznie siedzieć do 2037 (teoretycznie, bo część może zrezygnować, część umrzeć jak się często zdarzało albo dojdzie do zmiany Konstytucji i resetu organów). W każdym razie taki obrót spraw tj. takie pospieszenie się z wyborem wskazuje, że szykuje się ogólnie coś grubego i prawdopodobnie będą tzw. dymy. Teraz TK może się stać kolejnym instrumentem w rękach Tuska służącym realizacji jego polityki. Kto wie, co on odwali, ale jako prawnik mogę się tylko domyślać przez pryzmat tego jaką rolę co do zasady pełni Trybunał, kto może kierować tam wnioski kontrolne, skargi konstytucyjne i jaki wpływ ma ten organ na w zasadzie kreację prawa (teoretycznie TK nie kreuje prawa, ale w praktyce wykładnia określonych przepisów de facto tym jest) tudzież jego niwelację. Nie zdziwię się jeżeli TK stanie się takim buldogiem na smyczy, który będzie rzucał orzeczeniami (tym razem publikowanymi) w prezydenta, że przepis co prawda brzmi tak, ale TK orzekł jak następuje i Tusk będzie machał tym kwitkiem, że ma rację. Dojdziemy do takiego momentu, że przepisy odnoszące się do prezydenta będą bardziej kazuistyczne niż Landrecht Pruski, który w założeniach miał na celu uregulowanie wszystkich możliwych ówcześnie rozwiązań. Drugie zadanie TK, to będzie oczywiście „eliminowanie” z obiegu prawnego niewygodnych dla Tuska przepisów, również aktów wydawanych przez prezydenta.

    od RacimiR: O konieczności ratyfikacji mówi konstytucja. Zrobienie obejścia uchwałą to przestępstwo, które będzie można łatwo udowodnić (nie trzeba konstytucjonalisty, bo punkt 4 to jedno proste jak drut zdanie), oczywiście potrzebna wcześniej zmiana władzy (przy Żurku i Tusku i „ekspertach” typu Zoll, Tuleya, Wrzosek, „profesor” Stępień czy Safjan oczywiście wszystko będzie cacy). Być może przepchną sprawę kolanem, ale podpis prezydenta znacznie ułatwiłby im robotę, dlatego też rozległ ten trzask pękających dup u „liberałów” (KODziarze wczoraj nawet zrobili z tej okazji dość liczną pikietę pod pałacem prezydenckim, średnia wieku oczywiście 70, mimo znacznego jej zaniżania przez takie jednostki jak Kocjan). Nie pamiętam, jak to było z KPO czy koreańskim uzbrojeniem, ale skoro PiS miał rząd i prezydenta, to chyba ratyfikowali?
    Nawrocki w powodów „sondażowych” musiał to zawetować, bo inaczej zawiódłby własny elektorat, a Alfonsem, kibolem i ruskim agentem w „czystej wodzie” byłby i tak, to już z nim zostanie do końca, pomimo faktu, że duża część oskarżeń pochodzi od takich autorytetów jak „postać znana”.
    TK to osobny temat i wygląda to na przygotowywanie niezłej awantury. Też się zdziwiłem, że akurat teraz ich powybierali- albo korzystali z zamieszania wokół SAFE, aby zrobić to po cichu, albo cyrklowali jakieś terminy kończących się kadencji. Poza tym co napisałeś tam zdaje się władza prezesa Święczkowskiego może być problemem dla KO, choć dla demokracji walczącej to pewnie też jest do obejścia.

    1. Co do tej pikiety kodziarskich zadziwiło mnie że bylo malo młodych suk ktore przecież nienawidzą nawrockiego i orawicy czyżby były zajęte obciąganiem imigranckich kutasów.

    2. W kwestii ratyfikacji, to ta pożyczka koreańska na sprzęt została zawarta bezpośrednio przez Ministerstwo Obrony Narodowej z pominięciem standardowych procedur. Być może jakiś udział prezydenta tam miał miejsce, ale tego nie wiemy tak naprawdę. Głosowania w Sejmie nie było na pewno. Co do KPO, to się pomyliłem i tam jednak była ratyfikacja.
      https://www.sejm.gov.pl/Sejm9.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=1123
      https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20210000969

      Nie zdziwię się co do Trybunału, że jeżeli jakimś cudem zostanie przeprowadzona procedura „ślubowania”, to najpewniej w TK będą działy się takie cyrki jak w Sądzie Najwyższym czy w niektórych sądach powszechnych. Chodzi o to, że „paleosędziowie” nie chcą orzekać razem z „neosędziami” i w ten sposób dochodzi do obstrukcji działania izb SN, które w części „paleo” wydaje się, że po prostu na złość wydają sprzeczne z logiką orzeczenia. W ten sposób będziemy mieli dwa równoległe „Trybunały”, gdzie każdy będzie sobie orzekał samodzielnie. Oczywiście o ile Święczkowski będzie im przekazywał sprawy do rozpoznania, bo to on zgodnie regulaminem funkcjonowania TK i przepisami ustaw jest odpowiedzialny za organizację prac Trybunału. Tam zasadniczo składy stosownie do art. 37 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym są takie, że mamy „pełny skład” (pierwotnie w rozumieniu 15 sędziów), pięciu sędziów, trzech sędziów i jednego sędziego. Pierwszy jest najbardziej kontrowersyjny, ale logika pozwala przyjąć, że chodzi o tych, co się po prostu stawili, szczególnie w sytuacji, gdy właściwy organ zaniechał kreacji jego składu. No ale najpierw sprawa musi zostać przydzielona, choć teoretycznie obydwa „Trybunały” pisowski i peowski mają podstawę do rozpoznawania wszystkich kategorii spraw, a Tusk uzyska bezwzględną we wrześniu tego roku.

      Wątpię, że teraz, ale prawdopodobnie we wrześniu albo w październiku rozpocznie się faza III przejęcia Trybunału. Faza II to będzie uzyskanie bezwzględnej większości głosów. Z kolei III, to będzie tzw. rympał na zasadzie jak w Prokuraturze Krajowej, gdzie uznali Barskiego za PK „de facto” i usunęli na podstawie rzekomo wadliwego powołania. Tutaj będzie być może ciężej, ale docelowo uważam, że wśród tuskowych sędziów TK zostanie wyłoniony „p.o. Prezesa TK” wobec „wadliwego” wybory Święczkowskiego na to stanowisko. Nie wiem czy stwierdzą też wadliwość jego wyboru na sędziego, bo to już bardziej kontrowersyjne, ale z pewnością będą kombinować w przestrzeni jego statusu prezesa.

      Czekają nas „ciekawe czasy”, gdzie prawo nie będzie miało już żadnego znaczenia na poziomie najwyższych organów państwa. Będzie to trwało dopóki wszystko nie zostanie zaorane i nie zostanie przeprowadzony reset Konstytucyjny połączony z uchwaleniem nowej Konstytucji i powstaniem na miejscu Magdalenkowego bękarta zwanego III RP – IV RP, a może nawet V RP. Pisowcy tyle się różnili od obecnych „demokratów”, że chociaż swoje pomysły wprowadzali lege artis i wszystko na tych podstawach funkcjonowało dość sprawnie.

      od RacimiR: Nie wiedziałem, że koreańskie zakupy były nieratyfikowane, to sporo zmienia w kontekście przyszłych potencjalnych prób odpowiedzialności za SAFE. Pewnie PiSowi z oczywistych względów będzie średnio na tym zależeć, nadzieja w Konfederacjach i Nawrockim.
      Co do TK to pewne jest, że będą coś chachmęcić, bo nic innego nie potrafią.

  7. PolishPolackski

    Przykro mi z powodu śmierci twojego Taty…

    od RacimiR: Wszyscy umrzemy, ale mimo wszystko bardzo smutna sprawa.
    Z plusów- właśnie mija 5 bezobjawowych lat od ostatniej mojej operacji onkologicznej, więc niniejszym oficjalnie wracam do grona osób 'zdrowych’.

  8. Ok, a kiedy będzie o „Męczennikach kaczyzmu”? Bo zaraz to będzie już 3 rocznica zapowiedzi tego tekstu. Może być w częściach po 2-3 przykłady. Czekamy 😉

    od RacimiR: Chyba więcej, niż 3 lata 🙂 W sumie nie wiem, jakbym to miał podzielić to 1 część już byłaby gotowa.

  9. klioes vel pislamista

    Przyjmij, Racimirze, slowa serdecznego wspolczucia z powodu utraty rodziciela.
    I przyjmij gratulacje z powodu swietnego tekstu!

    od RacimiR: Dzięki wielkie.

    1. klioes vel pislamista

      I życzę radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!

      Poniżej najnowszy wierszyk:

      Moje proroctwo

      Wystąpię teraz w roli wieszcza
      I przyszłość tak zaprorokuję:
      Źle skończy świat, co w roli „leszcza”,
      Za deszcz spluwanie wciąż przyjmuje!
      Moralność taka tak się streszcza,
      Holocaust kiedy ignoruje.
      (Holocaust?… Tak, holocaust Gazy!)
      Na czyje działa świat rozkazy?

      Napad na Iran miano zbrodni
      Winien uzyskać zasłużenie.
      Co dalej? Nikt nie udowodni,
      Co dalej… Ale, będąc w wenie,
      Domyślam się, że ci niegodni
      Goje, Syjonu utrapienie,
      Wystrzeliwując wciąż rakiety,
      Mogą też trafić w coś niestety.

      Dla Izraela piękna kraksa
      Byłaby gdyby tak trafili
      W meczet najświętszy – wprost w Al Aksa!…
      A jeśli nie są tacy mili,
      Obrona może pójść na maksa
      I zdarzy się, że „rozwalili
      Persowie, czyli źli szyici…”
      Świątynia miejsce to zaszczyci!

      Trzecia świątynia na Syjonie!
      Meczetu nie ma – plac budowy!…
      To nic, że cały Iran płonie;
      Dawne układy i umowy
      Podarte przez żydowskie dłonie;
      Będzie świątynia! A w niej nowy
      MESJASZ!!! (Lecz, kto w nim ufność kładzie,
      Skończy jak świnie w Tyberiadzie.)

  10. Wiecie że chyba mam zdolności profetyczne 3 miesiace temu napisałem jednej suce ruchaj się z psami dziwko a teraz okazuje się że to ulubione hobby jej ukochanej partii.

  11. Moje kondolencje Racimirze. Mam nadzieję, że najgorszy okres za Tobą. Zdrowia życzę i bądź z nami częściej. Pozdrawiam.

    od RacimiR: Dzięki! A ja życzę utrzymania i hattricka Rajevaca 😉

  12. Co się stanie za 20 lat?

    Ostatnio w Indiach coś powoli od momentu tej umowy handlowej z USA komuniści się odradzają.

    od RacimiR: Też zauważyłem, że coś niedobrego dzieje się z Indiami, ich gospodarka po latach stałego rozwoju wpadła ostatnio w stagnację.

    1. Spora część ich gospodarki była oparta na wykonywaniu prac, które obecnie robi AI (np. call centery, testowanie manualne, wprowadzanie danych, proste prace edycyjne).

      od RacimiR: Niby tak, ale w pierwszej kolejności powinni pozwalniać tego typu ludzi z bogatszych krajów. To oczywiście się dzieje, ale jednak sporo tego na zachodzie jeszcze zostało.

      1. Ci, którzy wykonywali takie prace w bogatszych krajach, dawno już zostali zastąpieni Hindusami.

        Indie to specyficzny kraj. Ponad miliard ludzi, wielu z nich pracuje jako informatycy, ale jako kontraktorzy lub podwykonawcy w zagranicznych firmach. Indie, mimo potencjału, same nie wytworzyły żadnej liczącej się firmy w tej branży. Nie wiem jak w innych branżach, ale podejrzewam, że nic lepiej.

        od RacimiR: Tak było cały czas i mimo wszystko rozwijali się o te kilka procent rocznie (aczkolwiek przybywało im też populacji, więc na wzrost PKB na głowę nie wygląda już tak imponująco), ale w ciągu ostatniego roku coś się wyraźnie zepsuło i dostali zadyszki. To aż dziwne, że kraj tak strategicznie położony z tak wielką ilością żyznej ziemi uprawnej i teoretycznie inteligentnymi ludźmi jest tak zacofany. Prawdopodobnie ich model rozwoju napotkał szklany sufit, dławi ich biurokracja i korupcja, no i to nieszczęsne AI. Nadal dużo miejsc pracy jest przenoszonych do Indii z bogatego zachodu, ale nie wiem jak wygląda saldo tych miejsc pracy (być może 2 razy tyle się zamyka z powodu AI).
        Aczkolwiek pewien poziom osiągnęli, jeszcze dekadę temu większość Hindusów waliła klocka na ulicy i nie wiedziało co to łazienka, dzisiaj już to tylko kilkanaście procent.

        1. Wydaje mi się, że Indie to jeszcze gorszy przypadek mentalności postkolonialnej, niż my. U nas też jest biurokracja, korupcja, zanik przedsiębiorczości i chroniczny brak własnego kapitału, ale przynajmniej w dziedzinach z niskim kapitałowym progiem wejścia, jak startupy informatyczne, udało się zrealizować kilka rzeczy idących w świat — np. CD Projekt, ArCADiaSoft, Ivona czy Allegro (dwa ostatnie sprzedane, ale jednak powstały tutaj i były samodzielne w początkowej fazie).

        2. No nie zgodzę się że hindusi nie wytworzyli swojego high-tech pyk:
          en.wikipedia.org/wiki/Big_Tech_(India)
          Jako były robol IT najbardziej nam znany to infoSys z ćwierć miliona
          ciapakow (ale wykształconych!), swoją drogą po ostatnim kryzysie
          zwolnili 80tys załogi.
          To w większości software house, aplikacje dla firm do wszystkiego wlasciwie
          od zarządzania, księgowości, ryzyka, strategii, tworzą też własne
          serwery aplikacyjne, sterowniki do każdego sprzętu itp.
          Każdy kto pracuje w IT musiał o nich słyszeć. Inne firmy to tata, to już
          na pewno każdy słyszał po ich projekcie tata nano, a tak naprawdę skupuja
          różne marki, i oczywiście potentat przemysłowy w stronę teraz już a jakże IT.

          Druga sprawa branża it po ostatnim globalnym po-covidowym kryzysie.
          Otóż wszelkie mentorskie łby i Mesjasze typu musk altman opowiadają różne
          bzdury typu kryzys, upadek, ej aj aj wajjj aj wajjj i inne wypociny.
          A jak każda branża mamy do czynienia z jej dojrzaniem, stabilizacja, przekształcaniem się,
          optymalizacja technologiczna i zasobów, a dla pracowników tej branży nasyceniem rynku pracy.
          Rynek także jest nasycony, a nawet przesycony ogromem aplikacji na wszystko właściwie.
          Już nawet jak się idzie wysrac korzysta się z aplikacji (polecam artykuł o kiblach w Japonii).
          Ot tyle i aż tyle. I co najważniejsze koszty! A co za tym idzie Indie, a jak będą za drogie
          jak Polacy obecnie może nawet Afryka, Indonezja, różne Arabii-stany.
          To samo historycznie było z motoryzacja, np. w Polsce w FSO za komuny załoga 20tys i na auto
          czekało się latami, a tera mamy tychy, 200 osób na zmianie i co kilka minut autko zjeżdża z taśmy.

          Ostrzegam też zwłaszcza w Polsce przed studiami informatyki, przez ostatnie 30 lat
          uczelnie wszelakie produkowały ich masowo (każdy okularnik z dobrymi wynikami
          z matmy czy fizy miał ambicje studia inf) i mamy w Polsce ich chyba już milion, z czego
          pracuje aktywnie połowa.
          Takiemu studenciakowi teraz bardzo ciężko załapać się choćby na staż, co nie dziwi
          skoro różne outsourcingi uciekają do Indii, a w IT zwalnia się ludzi w każdym wieku
          (a jak masz cztery dychy na karku i cie wywalaja to właściwie pożegnanie z branżą).

          od RacimiR: Liczba pracy w IT będzie spadać na rzecz AI, która to potrzebuje serwerów i centrów danych, co z kolei wymaga przede wszystkim energii elektrycznej, która w Europie jest najdroższa na świecie i Bruksela kolejnymi wymysłami jeszcze tę cenę podnosi. Efekt: staniemy się światowym zadupiem. O tym, że nie produkujemy podzespołów komputerowych nie muszę chyba wspominać, a to drugi ważny składnik AI data centers (NVIDIA względem kapitalizacji jest obecnie największa firmą świata).

          1. AI na dłuższą metę nie spowoduje spadku zatrudnienia w IT. Zwiększy tylko wydajność, co spowoduje, że będzie się wytwarzać bardziej złożone i bardziej dopracowane oprogramowanie niż poprzednio.
            To mniej więcej taki sam przełom, jak wynalezienie kompilatorów.
            Wcześniej programiści musieli ślęczeć nad kodem maszynowym, ręcznie przerabiać swoje pomysły (wzory, algorytmy, itp.) na serie elementarnych instrukcji typu „do rejestru A dodaj rejestr B” albo „jak wyszło poniżej zera, to skocz do linii 80”. Kompilatory zlikwidowały tę konieczność, ale nie spowodowały redukcji zatrudnienia. Po prostu wzrosła wydajność całej branży. Jedyni ludzie, którzy ucierpieli, to ci, którzy nie umieli nic poza tłumaczeniem wzorów na instrukcje maszynowe. Teraz też zredukowani zostaną niesamodzielni „klepacze kodu”, którzy potrafią tylko robić programy według wytycznych.
            Poza tym, obecne redukcje w IT mają raczej źródło w pękniętej bańce inwestycyjnej z czasów plandemii, kiedy IT było jedyną branżą, która mogła w tych warunkach funkcjonować praktycznie bez utraty wydajności.

            od RacimiR: Według mnie liczba etatów w IT będzie spadać, zwłaszcza na stanowiskach testerów i programistów. Mam znajomych kilku programistów i każdy w pierwszej kolejności używa chata GPT, ewentualnie potem lekko modyfikują kod. Gdy pracodawcy to odkryją to polecą głowy. Oczywiście z drugiej strony zatrudniani będą specjaliści od AI, ale wątpię, żeby było ich aż tylu, co zwolnionych.

          2. Xyhu, ale (zwolnienia) to się już działo dzieje masowo i dziac bedzie
            w jewUSandA (ostatnio Oracle wywalił 30tys programistów
            przekierujac zaoszczędzone koszty w a jakże AI), i podwykonawcy czyli
            jeszcze polandia i stawiający kloca na ulicy hindusi dostają obuchem
            czyli pochodna a jakże zwolnienia. Wykładnicze zwiekszenie
            wydajności i cięcia inwestycyjne to jeszcze przyspieszaja
            (w sensie nie tylko zwolnienia ale niesamowite wręcz trudnosci
            ze znalezieniem pracy w IT na studiach i tuż po).
            Dałem przykład z FSO załoga 20tys do 200 Fiat Tychy teraz.
            Informatyzacja bankowości spowodowała że w ciągu 20 lat
            zostało może 1/10 siły roboczej (głównie w centralach),
            cała bankowość dzieje się via smartfon i apki.
            W Polsce to samo niestety, jak komuś się udaje zwolnionemu
            z IT znaleźć pracę to głównie 30latkowi (20kilka za młody bez doświadczenia, 40 za stary).
            Zresztą to nie tylko IT bo nie idzie się dostać kierunkowo
            po studiach nigdzie po bankowości, ekonomii, zarządzanie i marketing,
            nie mówiąc o rozmaitych 'logiach’ (chyba że po znajomości).
            Ogólnie AI aj waj aj waj spowoduje że białe kolnierzyki
            totalnie wyląduja na bruku, tak jak pracownicy fabryk po totalnym
            ich zautomatyzowaniu.
            Nie dotyczy to jednak powszechnie szanownych grup zawodowych
            Lekarzy i prawników, prawa rynku, po prostu ich zawsze jest za mało,
            długie ciężkie studia, wiele wyrzeczeń itp.
            Jeszcze info o pracy programisty w erze AI, otóż korzystanie z
            pomocy gpt to teraz jak jeszcze kilka lat temu Google, fora, itp,
            czyli nie grzech. Wszystko co przyspiesza pracę jest ok.
            Pamiętam jednak lata 90/2000 to programowanie wspomagane
            jedynie manualem helpami z CD danego narzędzia, to dopiero
            było ślęczenie, rzeźbienie kozikiem.

            od RacimiR: Jest tak. Można jeszcze dodać, że z 80% ludzi z call center i helpdesków poleciało na zbity ryj, choć to zawsze była gówniana robota za grosze. Dzisiaj przebić się przez walla z AI gdy chce się pogadać z konsultantem jest bardzo utrudnione, a jak już się to uda to telefon odbierze babeczka z akcentem 'wschodnim’.
            Ja pierwszą stronę internetową w htmlu zrobiłem w okolicach 2000 roku, było to trudne (musiałem chodzić do biblioteki politechniki, żeby mieć dostęp do wiedzy) i pewnie z 80% ludzi by tego nie potrafiło zrobić nawet mając na to nieograniczony czas, dzisiaj stronę stawiasz w 30 minut przy pomocy idiotoodpornego kreatora. Zresztą strony www też już powoli odchodzą do lamusa (kolejne zwolnienia pracowników), bo użytkownik może spytać czata i mieć odpowiedź od razu, a jak wejdzie na przeciętną stronę to wyskoczy mu 10 reklam, 4 okienka o cookies, powiadomieniach, lokalizacji i newsletterze, a jak już przebije się do „treści właściwej” to zastanie clickbait i i tak będzie musiał iść do czata gpt.
            Centra księgowe też zwalniają hurtem, AI nauczyła się mówić w różnych językach oraz wbijać dane do excela, a w ich analizie jest 10x lepsza, niż przeciętna Julka z korpo, której jedyną mądrością jest znajomość 2 języków obcych i obgadywanie koleżanek na owocowych czwartkach. Figurowanie takiej Julki na liście płac jest dzisiaj mocno nielogiczne.
            Używanie gpt do programowania to nie jest „korzystanie z pomocy”, to często jest kopiowanie gotowca i żerowanie na cudzej pracy. Ja nie mówię, że to jest złe (skoro, jak mawia klasyk „u mnie działa”), ale pracodawcy też to to widzą. Każdy zatrudniający pewnie się zastanawia skoro kod pisze czat to za co ten programista bierze kasę? Według mnie w niedalekiej przyszłości z programistów zostaną w branży najbardziej kumaci (którzy najlepiej współpracują z AI) i będą zarabiać kolosalny szmal, a cała reszta na bezrobocie.
            AI też ma ogromne potrzeby, ale niestety nie są to potrzeby kadrowe. Ona chce mieć głównie energię elektryczną i surowce (rzadkie metale), Polska tego nie ma. Szczęście w nieszczęściu, że nie mamy też przyrostu naturalnego, więc liczba rąk do pracy będzie spadała z powodów demograficznych, zatem nie grozi nam hiper-bezrobocie, tak jak w przypadku przyszłości np. Indii, gdzie rąk do pracy przybywa, a miejsc pracy ubywa.
            Wątek żymski najlepiej samemu sprawdzić na liście najbogatszych ludzi (właścicieli firm) w IT, jak na naród stanowiący mniej niż 1% populacji – coś ich tam dużo. Pytanie, czy Chińczycy ich nie wykoszą w przyszłości, ale to już mocno odbiega od tematu.

          3. Europa oczywiście zwija się do zadupia, nic z tym nie robi i wcale się Trumpowi nie dziwię, że kładzie lachę na ten kawałek świata.

            Natomiast co do AI — to nie pierwsza rewolucja skokowo zwiększająca wydajność pracy w IT, i jak pozostałe, na dłuższą metę nie zmniejszy popytu, jedynie go ukształtuje. Trochę inne umiejętności będą się teraz liczyły w IT (co również ewoluuje od samego początku tego biznesu i nie powinno nikogo dziwić).

            Znajomość HTML może była wystarczająca w XX wieku.

            No i prawdą jest, że przez ostatnie lata w Polsce była nadprodukcja informatyków na uczelniach.

  13. Co się stanie za 20 lat?

    Pozdrawiam Pana Racimira!!! Niech Pan w zdrowiu żyje jak najdłużej!!! Mokrego Dyngusa, Wesołego Jajka i Szczęśliwej Wielkanocy Panu życzę!!!
    Niech Bóg Panu błogosławi!!!

  14. Przegraliśmy w barażach decydujący mecz ze Szwecja 3:2
    i to pomimo że nawet całkiem dobrze graliśmy z przeciwnikiem,
    65% mieliśmy posiadania piłki, więcej sytuacji podbramkowych,
    więcej strzałów do bramki itp. Szwankowala jednak nam
    obrona, zwłaszcza ostatni gol w zamieszaniu pod naszą bramka,
    no szkoda.
    Ale moim zdaniem zasłużenie nie jedziemy do jewUSandA!
    Pomimo poszerzenia liczby drużyn z 32 do 48 nadal nie kwalifikujemy
    się wśród tych najlepszych 48 drużyn świata, jesteśmy nr 49, moze
    nawet dalej. Więc nawet w razie kwalifikacji turnieju zupełnie nie wiem
    co moglibyśmy tam nasza grą zaprezentować.
    Po prostu światowy futbol poszedł do przodu, my dreptamy w miejscu.
    Pomimo talentu naszych zawodników w klubach za granicą na naszym
    Własnym podwórku gra się niespecjalnie klei.
    I pozytywy, polski podatnik nie zapłaci za wycieczkę hotele
    ewentualne nagrody pieniężne dla naszej ekipy, więc budżet
    państwa kilka może kilkanaście mln zł zaoszczędzi.
    Na pewno nie zmienia się leśne dziadki w pzpn,
    ważne że się kręci, wynik nie istotny, wszak tłusta pensja
    i tak do zarządu i ich pomagierow popłynie.

    od RacimiR: Głupio stracone bramki, brak szczęścia i indywidualne błędy (jak choćby Matty Cash, który miał „patelnię” na początku meczu, a nie trafił w piłkę i przy okazji dotknął piłkę najpierw jedną, a potem drugą ręką- przypomniała mi się dobitka Krychowiaka po karnym Lewandowskiego z Meksykiem na mundialu w Katarze). Nie byliśmy jednak aż tak lepsi od Szwedów, choćby xG mieliśmy połowę mniejsze. Większe posiadanie piłki (gdzie gra się do boku lub do tyłu bez większego pomysłu) niewiele pomaga. Nie zgodzę się jednak, że jesteśmy na 49 miejscu, jest nieco lepiej, tylko leżymy na najtrudniejszym kontynencie (gdzie jest największa konkurencja). Na poszerzeniu liczby uczestników skorzystały głównie inne kontynenty, często egzotyczne, których reprezentanci będą chłopcami do bicia na mistrzostwach. Taka jest zresztą strategia FIFA aby spopularyzować piłkę w miejscach, gdzie jest ona traktowana po macoszemu, a reklamować piłkę w Europie to tak, jakby reklamować Tuska w Wilanowie. Gdyby Polska leżała gdzieś w Oceanii do na pewno byśmy się dostali. Teraz trzeba odmłodzić skład.
    Z plusów jeszcze można dodać, że Polacy nie będą tracić czasu na oglądanie mundialu, na picie hektolitrów piwa, jedzenie chipsów i ogólnej głupawki- zamiast tego część będzie robiła bardziej pożyteczne rzeczy, chociaż przy miliardzie deficytu dziennie niewiele to pomoże. No i odpadną żenujące reklamy z piłkarzami dla Orlenu, Żabki, Tyskiego, Tarczyńskiego czy innych gładzi szpachlowych.

  15. To niestety nie jest primaaprilisowy żart: Zawsze, gdy rządzi Tusk, polska reprezentacja w piłce nożnej nie gra na mundialu. Tak było w roku 2010, 2014 i tak jest teraz.

    od RacimiR: Szwedzi się odegrali za Chorzów 2022 i powtórzyli wynik z Euro 2020. Szkoda gadać, jedyny plus że Włosi też odpadli i to z gorszym rywalem.

  16. Wygląda na to że nie jestesmy osamotnieni co do pozytywnych
    wniosków nie-awansu naszych piłkarzy na mundial.
    Jeden z moich ulubionych blogerów iluminata pl wysmarowal wpis
    szwecja-pomogla-pilkarzom-zrobic-cos-dla-polski

    W zasadzie to podsumowanie plus parę dodatkowych uwag
    moich przemyśleń co do alkoholizacji Polaków przez cały mundial,
    masowe generowanie przez pismakow z łonetu i innych sportow
    artykułów o pilkarzach, ich vags i o tym że lewy czy jakiś inny
    piłkarz nabył Ntą nieruchomość w Hiszpanii, a jego żona ma
    najnowsza torebkę od tani Armani.
    W zasadzie do tej pory w sensie gospodarczym nie rozumiem
    jak na plus wychodzi sport, jakie dobro usługę wytwarza sport.
    No może to że dzieciaki trochę w Pile dla zdrowia pograja
    zamiast w domu siedzieć.
    Jedynie zabiera czas przed tv czym zarabiają stacje tv,
    stadiony kasa za bilet, i inne bzdety typu koszulki czy czapki.

    Aha i jeszcze jedno, po co te gumowe maski na twarzach mieli
    nasi piłkarze, operacje plastyczna twarzy mieli???
    A pod koniec meczu widziałem jeszcze czarny męski stanik
    jak jakiś szwed zdjął koszulkę, no wiadomo, Szwecja, pełno tam
    tych genderow i innych zbokow. Pzdr.

    od RacimiR: Jak mawiał klasyk- spośród wszystkich nieistotnych rzeczy świata- piłka nożna jest najważniejsza. Grabara nosi kask po kontuzji głowy (chyba do końca kariery będzie go nosił), lewy ma tymczasową maskę po złamaniu kości okolicy oczodołu. „Staniki” to ostatnio standard u piłkarzy nawet w niższych ligach, pomagają utrzymać prawidłową postawę.

  17. Na Węgrzech orban przegrał z kretesem z nowym pro-unijnym figurantem magyarem czy jak mu tam.
    W ichniejszym parlamencie mogą mieć 2/3 głosów czyli większość konstytucyjną, i to z
    bardzo wysoka frekwencja około 80%.
    Innymi słowy mogo zrobić z prędkością światła wszystko co im unia każe, to co
    orban blokował przez 16 lat. A nawet więcej. Będą mieć tecze, gender, czarne zloto
    inzynieryjne, noi palety ejro-unijne dotychczas blokowane przez Unię.
    I oczywiście wszystko od tera już tam będzie praworządne!

    Dokładnie to kopia scenariusza polskiego 3 lata temu jak grupy biznesowe
    przy pomocy komisji Europejskiej wepchaly nam niemieckiego kundla tuska
    wnuka dziadka wehrmachtu.
    Mieliśmy mieć w jewropie prawicowe odrodzenie a tu kicha, jedynie Słowacja
    się trzyma ale i tak myślę za kilka lat temu będą mieli scenariusz polski.

    Druga sprawa towarzysz unijny kundel Tyck. Piszesz tutaj że kolejne wybory
    mogą przegrać gdyż ta pierdolnieta koalicja nie działa w interesie polski
    (wzrasta lekko bezrobocie, dług publiczny rośnie, ogólnie chuja robią
    a jedynie pozerstwo z czego są dobrze znani z lat 2008-2015).
    Tak ale… pisiory są bardziej rozbite, banda sklerotykow tetrykow w tej partii
    nie bardzo wiedzą jak zagospodarowac przyszłość gdzie AI reorganizuje
    Świat, a konserwatyzm jako taki jak widzimy w jewropie rozplywa sie
    przez nowe pokolenie urobionych wyborców, jak również przez napływ
    multi kulti, a u nas ukrow.
    Jedyne co to stawiają na oklepane mordy Mao, męczennika ziobre, czarnka.
    Dobrze ze chociaż Nawrocki zwyciężyć im się udał…o włos.
    Dodatkowo podgryza ich konfa i Braun, więc de facto tracą elektorat,
    a sam elektorat prawicowy się rozdrabnia (co po zliczeniu głosów
    dane im mniej miejsc w parlamencie przeliczeniem de hondta).

    Tak więc fity fifty że kolejna kadencja parlamentu nadal będzie pod dowodztwem
    kundla uśmiechniętych, co mnie niespecjalnie nastawia optymistycznie.
    No ale zobaczymy, do parlamentarnych jeszcze roki dwa.

    A propos prawicowego odrodzenia, jankes-landia miała być temu impulsem
    pod przywództwem republikanow z pomarańczowym wodzem
    wszechświata trampka, i rzeczywiście w drugiej kadencji ostro
    na początku to realizował (płot z meksykiem, łapanie nielegalnych i wypad,
    walka z lewactwem itp…)
    No ale za sprawą podszeptow sami wiecie kogo z hujniach natem na czele
    postanowił zafundować sobie swój Afganistan zdalnie.
    Taktyka brytoli z czasów imperium kolonialnego, podplywa statek, pif paf
    z armaty, tubylcy się poddają.
    Tyle że ta epoka minęła, a ci tubylcy to muslimy, gdzie nienawiść do starozakonnych
    maja wbudowane już od tysięcy lat.
    W efekcie cena ropy skoczyła dwukrotnie, i za te podszepty cały świat płaci cenę.
    Dodatkowo mam wrażenie że ta megalomania pomarańczowego coraz bardziej
    prowadzi do jego problemów z trzezwa ocena rzeczywistości, wszak ma 80tke
    na karku.
    Jesienią przy wyborach do Kongresu republikanie oberwa mocno za ceny paliw
    w jewUSandA, właściwie mogą się nie pozbierać już przez 2 kolejne kadencje,
    noi kolejny ichniejszy prezydent to pewny demokrata.

    Tak więc to wszystko prowadzi do smutnego wniosku, biała rasa coraz bardziej
    niszczona będzie lewicowa iem, euro komunizmem, degeneracja rodem z jewUSandA
    a wszystko kontrolują nami starozakonni niczym stadem bezrozumnego bydła goim.

    1. > Tyle że ta epoka minęła, a ci tubylcy to muslimy, gdzie nienawiść do starozakonnych
      maja wbudowane już od tysięcy lat.

      Nie tylko do starozakonnych, lecz do wszystkich niewiernych. Do nas też.

      > W efekcie cena ropy skoczyła dwukrotnie

      Może taki był cel. Wiele republikańskich fortun w USA opiera się na ropie, im droższa tym więcej zarabiają.

      Poinformowani zarabiają też na spekulacjach. Przecież za każdym razem jak Trump coś powie, to ceny ropy, akcji czy czego tam jeszcze — skaczą albo spadają. Wystarczy wiedzieć co powie zanim to powie, żeby trzepać na tym hajs.

      od RacimiR: Ja kupiłem sobie kiedyś akcje orlenu, żeby mieć tańsze paliwo i rabat na stacyjnym sklepie (karta orlen w portfelu), przy okazji wzrosły o ponad 100% od tego czasu i z tego powodu sprawdzam sobie niekiedy kursy. Od początku wojny jest na nich sinusoida i to odwrotnie do reszty giełdy, czyli jak newsy są „pokojowe” to cały WIG20 na zielono, ale orlen na czerwono (dzisiaj też tak było, zrzut na orlenie o prawie 5%, podczas gdy cały WIG20 +1,3%), a jak newsy są „eskalacyjne” to cały WIG20 na czerwono, ale orlen na zielono. Gdybym wiedział dzień wcześniej co powie Trump- byłbym miliarderem. Pewnie niektórzy republikanie to wiedzą i z chamskiej spekulacji rodzą się fortuny.

      1. Pomarańczowy agent całkowicie oddany jest podszeptom
        starozakonnych, a oni powszechnie znani są z jednej wyrozniajacej
        się cechy – spekulacja.
        Jakies kilka miechów temu wyszło na jaw że kilka osób z jego ekipy
        wykupiło sporo akcji nvidia za kilkaset mln zielonych w sumie.
        Niedługo po tym ogłoszono że w jankes landii wybudują giga tera
        centrum przetwarzania AI i cena akcji nVidia wystrzeliła wkosmos.
        Sprawie prawdopodobnie ukreca łeb i tyle.
        Z ropa było tak że nawet bezpośrednio po ataku na Iran skoczyła
        ale o kilka %, dwukrotny wystrzal nastąpił dopiero po kontr atakach iranu
        i Za blokowaniu ormuz czego mafia z łoszingtonu się nie spodziewała.
        Czy mośki wiedziały że Iran ormuz zablokuje? MOS. Sad mógł wiedzieć to.
        Teraz ponoć ropa potaniała sporo bo ormuz chwilowo ma być odblokowane.
        Ogólnie za dużo tych 'wymyslonych kryzysów’ w ostatnich latach jest.
        Covid, upadlina, teraz ropa. Co jeszcze panujący nad nami rodziny
        starozakonnych bankierów wymyśla?

        od RacimiR: Dostęp do informacji (wcześniej, niż pozna ją plebs) od zawsze był wart fortunę.

        1. Tak samo było z cłami, które Donald nakładał i odwoływał, udając nieprzewidywalnego, a wtedy jego koledzy mogli nabywać i sprzedawać akcje z wyprzedzeniem. Teraz robi to z zawieszeniami broni.

    2. Oni wszyscy pis, urban, trump zapomnieli o jednej istotnej rzeczy o ktorej wiem tylko ja uczciwe wybory beda tylko wtedy kiedy głupie kurwy czyli kobiety utraca prawo głosu.

  18. Najbardziej znany graczom to cd project i wiedźmin… i tyle.
    Natomiast na rynku corpo Comarch, asseco… i tyle.
    Tyle że jak to w naszym bantustanie bywa wszystko skupuja
    zymianie bo i po co ma być pod kontrolą tubylców goim,
    zwłaszcza że Fed po niskich kosztach drukuje w trybie giga-turbo obrazki z ichniejszymi
    mordami prezydentów nazywane fachowo pieniądzem fiduncjarnym
    (tak aby goim, zwłaszcza po likwidacji wymienialnosci na zloto
    w latach 70tych myśleli że ten papierek jest w huj wart).
    Ale jeszcze dziwniejszym tworem jest asseco, gdzie po ostatnim
    przejęciu jakiejś izraelskiej firmy to właściwie centrum IT
    szpiegowskie mos są du na polske. Do tej pory nie wiem
    jakim cudem prezes asseco producent ketchupu w latach 80tych
    zdobyl kapitał na własną firmę it. Musiał od mośków dostac
    bo inaczej jak, i musi im się wypłacać usługami szpiclowania.

    Jak widać hindusi jacy byli i są, ale w IT i globalne korpo
    jednak lepiej niż my umią, a infosys i ćwierć miliona roboli
    to mają rozmach $kurwysyny!

    Po tej stymulującej dyskusji (z uwzględnieniem pesymistycznej
    światowej sytuacji białej rasy) o Indiach i hindusaxh, klocach,
    postanawiam że od tej pory stawiam klocka na pobliskiej
    drodze powiatowej (tyle że w nocy bo ruch mniejszy).
    Mam nadzieję że zmotywuje to mnie do efektywniejszego
    przewidywania i działania w interesie naszego wasalnego swojskiego smrodka.

    1. W IT jest niski kapitałowy próg wejścia. Idzie zrobić fortunę od zera, wystarczy mieć fuksa, dobry pomysł w dobrym czasie i miejscu, lub — co częściej się zdarza — dobre układy w establiszmencie, żeby dostać dobre zamówienia. I żadne „mośki” nic nie muszą dawać, stare dobre SB wystarczy.

      1. W IT dobry pomysł, niski próg wejścia to łabędzi śpiew lat 2000nych.
        I jeszcze lata 2010te jak hitem były gry apki na srajfona i inne
        (np. znane nam łapanie pokemonow, nawet ja dla draki z ziomalami
        pamiętam mieliśmy przez tydzień fazę na ich łapanie).
        Teraz jak masz pomysł nawet to i tak potrzebny jest inwestor
        i kilkadziesiąt mln na start, żyjemy w czasach że samemu niewiele
        się zadziała. Innymi słowy liczą się środki zasoby dostępne tu i teraz.
        A i tak można skończyć jak pani Malinkowska że swoimi perowskitami
        (w sensie inwestor działa by puścić ja w skarpetkach).
        Asseco jak zaczynał prezes to były lata 80te.
        SB wiadome, ale mośki nie mogły odpuścić sobie boomu IT
        i geszeftu na tym w krajach post komuny, szukali więc figuranta
        i znaleźli doktora ekonomii (wystarczy w wiki poczytać cv prezesa i kontakty).
        Przecież oni mają te swoje wielkie no hale że każdy dobry geszeft
        wywęszą, a brak napleta powoduje że to huje… aaa nie ważne.
        Ale są też inne początki od zera, jak zmarly prezes komarh
        gdzie zaczynał w latach 90tych, że studentami za psi grosz.
        Potem i tak potrzebował milionów na start i rozwój, wszedl
        na giełdę, zdobył hajc ale miał tylko kontrolę nad połowa udziałów,
        drugie tyle wykupiły fundusze czyli mośki.
        Po śmierci jego dzieci i tak firme sprzedały mośkom z luksemburga.
        Wniosek finalny… no wszystko jest 'ich’, 'unych’.

  19. Orban żegna się z władzą po 16 latach. Trochę przykre bo jednak napsuł krwi brukselskim biurokratom. Węgrzy nie stali się lewaccy sensu stricto, Peter Magyer, przyszły premier Węgier przynajmniej oficjalnie deklaruje poglądy podobne do Fideszu (sam był wiele lat w partii Orbana razem z jego żoną która w dodatku pełniła przez jakiś czas funkcje ministerstwa sprawiedliwości), taki łagodniejszy Fidesz (swoją drogą hipokrytą się być wydaje skoro mówi o reżimie Orbana no ale skoro uważa że to był reżim, no to co robił przez te wiele lat w Fideszu, skoro według niego to reżim to na logikę go współtworzył jako znana postać Fideszu przez wiele lat – pomijam już to że co to za reżim co deklaruje pokojowe oddanie władzy po wyborach, czy np. Łukaszenka oddał władzę w 2020). Pytanie tylko co teraz (Bruksela się cieszy, Tusk w euforii, lewacy i ,,liberałowie” w euforii), czy zostanie przy swoich deklaracjach czy to była taka strategia wyborcza a w rzeczywistości teraz rozpocznie realizowanie brukselskiej agendy (Zielony Ład, relokacja ,,uchodźców”, federalizm unijny)

    1. Już od kilku lat Orban działa na naszą niekorzyść, bo działa na korzyść Rosji i, paradoskalnie, Niemiec. Przecież to w interesie Niemiec jest blokowanie sankcji na Rosję, czy wsparcia dla Ukrainy, tylko że nie wypada im działać jawnie w tym temacie. Orban był dla nich bardzo wygodny, bo mógł to wszystko wetować, pozostawiając im czyste ręce i argument, że „chcieli, ale Orban ich blokuje”. Zobaczycie co teraz się będzie działo — albo nadal Węgry będą blokowały, albo znajdą innego słupa (np. Słowację), w najgorszym razie sami zaczną blokować.

      od RacimiR: Jest w tym dużo racji, te „antyunijne” Węgry chcą wziąć procentowo do populacji największy kredyt SAFE z wszystkich chętnych państw. Z pierwszych opinii słychać, że Węgry dalej będą prorosyjskie- na pewno nie będą chcieli zrezygnować z importu ruskiej ropy, bo by im inflacja wystrzeliła w kosmos. Oni nie mają nawet dostępu do morza, żeby przyjmować tankowce.

  20. Blackpill Polska

    Zwycięstwo Petera Magyara na Węgrzech to prawdziwy polityczny przełom. 12 kwietnia 2026 roku jego partia Tisza odniosła miażdżące zwycięstwo w wyborach parlamentarnych – zdobyła około 2/3 mandatów w 199-osobowym parlamencie (projekcje mówią o 137–138 miejscach), co daje większość konstytucyjną i możliwość głębokich zmian w prawie. Viktor Orbán pogratulował rywalowi przez telefon i przyznał porażkę po 16 latach rządów. Magyar ogłosił triumf na placu Batthyányego w Budapeszcie słowami: „Udało się! Tisza i Węgry wygrały te wybory. Razem zastąpiliśmy reżim Orbána, razem wyzwoliliśmy Węgry”. Tysiące ludzi świętowały na ulicach, a frekwencja była rekordowa.
    Poza stosunkiem do NATO (gdzie Magyar jest wyraźnie bardziej proatlantycki) i nieco łagodniejszym, proeuropejskim kursem wobec Brukseli (zapowiada pierwszą wizytę zagraniczną m.in. do Warszawy, Wiednia i Brukseli oraz odmrożenie funduszy UE), Tisza pod jego wodzą nie różni się zbytnio od Fideszu Orbána. To wciąż centroprawicowa, konserwatywna formacja, która mocno akcentuje suwerenność narodową, krytykuje „brukselski dyktat” w wielu sprawach i nie jest liberalna w stylu zachodnioeuropejskim. Wiarygodność Orbána podkopały w ostatnich latach liczne afery korupcyjne i jawne kolesiostwo – budowanie państwa dla „swoich” biznesmenów i rodzinnych oligarchów, co Magyar konsekwentnie wykorzystywał w kampanii jako dowód na „reżim”.
    Peter Magyar domaga się też rozliczenia z przeszłością – w tym upublicznienia wszystkich teczek z okresu komunizmu, co ma być elementem prawdziwej lustracji i transparentności. Jedno trzeba jednak uczciwie przyznać Orbánowi: chcąc nie chcąc, stworzył on zupełnie nowy system polityczny, oderwany od starych, postkomunistycznych struktur. Magyar to w pewnym sensie Orbán 2.0 – tylko w bardziej prozachodniej, „odświeżonej” wersji, bez antyunijnego hardkoru i z większym naciskiem na Europę.
    Nie wszystko jednak jest różowe. Magyar był publicznie oskarżany przez byłą żonę Judit Vargę (byłą minister sprawiedliwości z Fideszu) o znęcanie się psychiczne i fizyczne – zarzuty te pojawiły się w kontekście ich rozwodu i nagranej taśmy, którą Magyar upublicznił. Dodatkowo w koalicji/otoczeniu Tiszy (choć partia formalnie startowała samodzielnie) widoczny jest spory wpływ środowisk prawicowych, w tym byłych działaczy Jobbiku, co pokazuje, że baza wyborcza częściowo nakłada się na stare, radykalniejsze siły opozycji. Magyar ostro atakował też filipińskich pracowników migracyjnych (tzw. guest workers) – domagał się odesłania ich wszystkich do domu bez wyjątków i całkowitego zatrzymania importu siły roboczej z Azji. To pokazuje, że w kwestiach migracji jego retoryka bywa równie twarda jak Orbána.
    Podsumowując: to nie jest „kolorowa rewolucja” ani liberalny zwrot. To raczej zmiana warty w ramach tego samego węgierskiego, suwerenistycznego paradygmatu – tylko bez skorumpowanego balastu i z wyraźniejszym prozachodnim akcentem. Węgry właśnie dostały Orbána w nowszej, czystszej wersji. Czas pokaże, czy Magyar naprawdę rozliczy system, czy tylko go przejmie.

    od RacimiR: To i tak nieźle, że Orban wytrzymał u władzy aż 16 lat, to chyba nowożytny rekord całej UE.

    1. Merkel też chyba rządziła tyle.

      od RacimiR: Faktycznie, ale to chyba wszystko. Zresztą miło wspominają ją chyba tylko KODziarze z Polski, którzy nie znają jej prorosyjskich wypowiedzi.

      1. Putina i Łukaszenki nikt czasowo nie przebije.
        Nie wspominając oczywiście o naszym prezesie
        z nowogrodzkiej, który ze swojej skromnej komunistycznej
        willi kieruje (razem ze swoim kotem) naszym bantustanem.

        od RacimiR: Pół-reżimów spoza UE nie wspominałem, Erdogan też jest bardzo długo. Nasz prezes nie był premierem długo.

  21. Tematem teraz są Węgry i magyar tisza, ale może pociągne dalej wątek AI, praca biurowa w korpo jako biały kołnierzyk i ZaSpamuje (obowiązkowo przeczytać jeśli chcesz być księgowym, informatykiem, ogólnie pracować w outsourcingu) :
    spidersweb.pl/plus/2026/04/zwolnienia-grupowe-polska-krakow

    Zastanawiam się teoretycznie że mam 18 lat i czymś się zająć w zyciu
    by dobrze zarabiać a moja praca nie została przerzucona zdalnie
    do Indii czy gdzieś taniej, i nie została przejęta przez AI.
    I nie chce studiowac (które to studia w erze AI będą coraz mniej warte bo
    AI przejmuje głównie pracę umysłową biurową powtarzalną, nie mowiac
    już o 5 latach w plecy).
    Dla kobiety to hit teraz pielęgniarka, fizjoterapia lub coś wokół zdrowia.
    Dla chopa to służby mundurowe typu policja (sam żałuję że nie poszedlem
    na to w latach 90tych bo w wieku 35 lat emerytura), służba celna, skarbowa,
    więzienna, ochrona granic, no pełno mamy tych munduruwek.
    Wada taka że sektor publiczny czyli na koszt podatnika.
    Inne opcje to praca jakąkolwiek byle za granicą w ejro, czyli kierowca
    tira, majster, budowlanka, wykańczanie wnętrz, opiekunka starszych.
    Też są wady tego gdyż musiałbym pracować z ciapakami i innym czarnym
    złotem. I dochodzi aspekt bezpieczeństwa, tęsknota za krajem itp.
    AI dopiero raczkuje, ale widać wyraźnie że likwiduje głównie klasę średnią
    czyli tych co sporo zarabiali, tych co sporo też wydawali i gospodarka
    się kręciła.
    AI służy tez głównie bardzo dużym korpo, bo w firemce biurowej na kilka
    kilkanaście osób wdrożenie AI jest za drogie.
    Nadchodzą inne czasy niż do tej pory jeśli chodzi o mozliwosc
    bezpiecznego i pewnego zarabiania pieniędzy w gospodarce
    zdominowanej przez AI, może nawet przejdzie lewacki postulat
    minimalnego dochodu gwarantowanego dla każdego by wogole
    ludzie mogli przeżyć w czekajacym nas niebawem systemie.

  22. Czy zgadzasz się z tezą że większosć POliniaków to lewactwo. Bo ja zgadzam się z tą tezą dowody większosć nie wyobraża sobie życia poza lewacką unią, większości przeszkadza rasizm, antysejmityzm i nienawiść do kobiet.

    od RacimiR: Według mnie trzeba rozróżnić na lewaków i KODziarzy. Ci drudzy to głównie osoby po 70-tce, więc raczej konserwatywne, ale tak nienawidzą PiSu że udają lewaków, aby się wyróżnić. Pokazała to choćby sprawa z imigracją i skrętem PO w stronę uszczelniania granicy- żodyn KODziarz nie protestował, podobnie z aborcją- rząd Tuska nic w tym temacie nie zrobił, ale KODziarze przestali się udzielać w tym temacie.
    Stricte lewacy dalej domagają się „praw kobiet” i imigracji, a takich osób jest garstka (głównie młode Julki z bogatych domów).

  23. Ale ekstraklasa w tym sezonie to wybija skalę niemożliwego. Do tej pory lider nie przekroczył 50 punktów nawet (najwcześniej możliwe to będzie dopiero po 30 kolejce). I prawdopodobnie mistrz Polski nie będzie miał 60 punktów nawet (gdy Jagiellonia dwa sezony temu zdobywała mistrza z 63 punktami mówiono o słabym mistrzu – teraz ten próg wyskakuje poza skalę). Próg utrzymania z kolei to też nie wiadomo ile będzie potrzeba (wcześniej mówiło się symbolicznie że 40 punktów – ale nie zdziwię się jak 40 punktów albo i więcej nie da utrzymania, w tym roku by się utrzymać może być nawet trzeba zdobyć 42, 43 punkty). Co chwila są zwroty akcji, Wisła Płock miała serię kilku porażek i wielu wieszczyło że powtórzy sezon 2022/23 tylko z wielkim przytupem ale wystarczyła seria trzech zwycięstw i znów o mistrza walczą, GKS Katowice miał być spadkowiczem bo po rundzie jesiennej był w strefie spadkowej, drużyna osłabiona była od początku sezonu po transferach a tymczasem zrobił wielki pościg i gra o puchary co najmniej i świetnie się ten klub ogląda; Zagłębie Lubin które mówiło się że gra nieproporcjonalnie do tego co powinno grać bo zwykle o utrzymanie walczy albo max. środek teraz walczy o mistrzostwo (chociaż czy na pewno gra proporcjonalnie do możliwości, wszakże w normalnym sezonie z tymi punktami ZL byłoby bliżej środka a nie o mistrzostwo grało), Górnik też może namieszać jeszcze w walce o mistrzostwo mimo że niedawno miał serię porażek, Jagiellonia ma kryzys, ale ciuła te punkty i dzięki temu że ten sezon zakrzywia czasoprzestrzeń najpewniej doturla się do pucharów, za to Raków jeśli nie wygra Pucharu Polski to może pożegnać się z europejskimi pucharami bo punktuje żenująco. Niestety Legia się utrzyma zapewne (nie będzie najpewniej upijania się ze szczęścia); Pogoń też powinna się utrzymać, uciuła tych kilka punktów; za to Widzew moim zdaniem jeśli nie wygra z Radomiakiem to jego spadek jest bardzo prawdopodobny (już z Termalicą gdyby nie czerwona to by nie wygrali) a przypomnę że Widzew wydał na transfery ponad 100 milionów złotych w obu okienkach (czyli więcej niż np. niektóre kluby z hiszpańskiej La Ligi), spadek po takim wydaniu pieniędzy to będzie chyba największa kompromitacja w historii polskiej ligi, trzecim spadkowiczem może będzie Radomiak a nie Arka, to Radomiak w ostatnim czasie punktuje najgorzej.
    Różnica między mistrzem a pierwszym spadkowiczem będzie najniższa w historii, ścisk w tabeli jest niesamowity.

    od RacimiR: To prawda, ekstraklapa jest najbardziej wyrównaną ligą w swej historii. Na 6 kolejek przed końcem wszyscy, oprócz Bruk-Betu mogą jeszcze zagrać w pucharach 🙂 Z jednej strony to dobrze, bo są emocje do samego końca (w większości zagranicznych lig prawie wszystko jest już jasne na kilka kolejek przed końcem), ale z drugiej strony pokazuje przeciętny poziom klubów, które będą nas potem reprezentować w europejskich pucharach. To trochę wygląda tak, jakby wjechał „safety car” z Formuły1 i wszystkie bolidy jadą sobie powoli razem obok siebie.
    Gdybym miał stawiać to mistrz Lech, a spadek Bruk-Bet, Arka i Piast/Radomiak.

Skomentuj Tancred Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry