
Spośród kilkuset tekstów na tym blogu nigdy nie pisałem osobnego wpisu o kwestiach damsko-męskich, więc w końcu przyszedł ten dzień. Zapraszam więc na felietonik o „piekle kobiet”, czyli o ewolucji płci pięknej w krajach rozwiniętych w ciągu ostatnich kilku lat. Sprowokował mnie do tego stale rosnący socjalizm (który zawsze jest dyskryminacją grupy nieuprzywilejowanej), spadający przyrost naturalny oraz trwająca debata społeczna o wyrównaniu wieku emerytalnego dla obu płci.

Dla zachęty zacznę z (nomen omen) grubej rury. Ponad 20 lat temu, w okresie intensywnej burzy hormonów często umawiałem się z różnymi dziewczynami na małe fiku miku. Sporo ćwiczyłem, więc forma i rzeźba była, umiejętność zainteresowania rozmową też, więc przez kilka lat intensywnie korzystałem z uroków młodości, notując „body count” w wysokości wielu średnich krajowych. Na jednym z takich spotkań, po krótkim spacerze po tyskich Paprocanach panna zaprosiła mnie do siebie na kwadrat. Tam po krótkiej chwili przeszliśmy do rzeczy, jednak jej pochwa była niesamowicie obszerna i luźna, pierwszy (i jak się potem okazało, ostatni) raz w życiu miałem do czynienia z takimi przestrzeniami. Ja nic nie czuję, ona również, ja próbuję ratować sytuację szybkością posunięć, a ona ciągle mówi „mocniej”. Pomyślałem, że niby jak mocniej, przecież wkładam po same jaja, co mogę więcej zrobić, strzelić w pysk, a może wsadzić jej rękę po łokieć? To nie w moim stylu. Atmosfera między nami zaczęła robić się odwrotna do jej pochwy, czyli napięta, jak plandeka na Żuku. No i po którejś prośbie o „mocniej” w końcu nie zdzierżyłem i grzecznie stwierdziłem, że mocniej nie da rady, bo jej muszla jest zwyczajnie za wielka. Jej reakcja (na stwierdzenie obiektywnego faktu) była tak diaboliczna, że ze strachu przed powtórką traumy nigdy więcej żadnej kobiecie tego już nie powiedziałem (choć kilka zasługiwało, aczkolwiek pierwowzoru nie przebiła już żadna). Więcej już się nie spotkaliśmy. Nauczyłem się wtedy, że przenigdy nie można wprost komentować pojemności żeńskiej waginy, bo wówczas z adresatki wychodzą najgorsze instynkty. Jest to jednak duży problem w stosunkach damsko-męskich. Udany stosunek (poza aspektami mentalnymi) polega na dopasowaniu fizycznym i odpowiednim tarciu, to jak z kompresją w silniku samochodowym, musi być odpowiednia. Przy waginie rozpuszczonej jak dziadowski bicz kompresja w „cylindrze” jest bardzo niska, może 1% mężczyzn z największymi sprzętami zadowoliłby delikwentkę (oczywiście w uproszczeniu, bo ważne są też inne aspekty, jak kształty organów płciowych, „chemia”, dyspozycja dnia, dopasowanie psychiczne czy atrakcyjność innych części ciała). W mojej ocenie są 3 powody wielkich pochw. Po pierwsze- niektóre kobiety już tak mają od początku. Po drugie- poród dziecka zostawia trwałe ślady w średnicy (choć to można „obejść” poprzez cesarskie cięcie). Po trzecie, i chyba najważniejsze- coraz bardziej popularny jest tzw. samogwałt (piękne słowo swoją drogą). Kobiety coraz częściej to robią, a z czasem, aby wzmocnić doznania kupują sobie coraz większe przedmioty, w efekcie powstaje Grota Łokietka. Widziałem kiedyś reklamę przedmiotu do żeńskiej masturbacji, który wyglądał jak 'Wkrętacz’ z XV księgi Tytusa, Romka i A’Tomka. Każde spotkanie kobiety z takim wkrętaczem zmniejsza szanse na przyjemność w stosunku klasycznym, ale nie można o tym mówić, bo to niedobra jest.
Po co ja o tym w ogóle piszę? Aby porównać z sytuacją odwrotną. Mały rozmiar męskich genitaliów to ulubiony temat feministek, przy czym według ich subiektywnej metodologii 90% facetów ma „małe”. Gdy miałem 12 lat i do Polski wchodziły popularne telewizje muzyczne typu MTV czy Viva pamiętam powyższą piosenkę, była z niewiadomych przyczyn całkiem wysoko na ówczesnych listach przebojów. Tekst ironicznie opowiada o facetach z małym kutaczem, w komentarzach można przeczytać, że nikt się za to nie obraża. Wszystko fajnie, jest wolność słowa, ale dlaczego żeńskie, wielkie pieczary to temat tabu? Wprowadźmy równouprawnienie, wszak o to zabiegają feministki. Na grupach dyskusyjnych koronnym „argumentem”, istnym Jokerem w debatach u lewicujących kobiet jest (oprócz „kto cię skrzywdził„) jest „na pewno masz małego, he he„. Normalnie, szach i mat, karuzela śmiechu i boki zrywać. Są powiedzenia, że facet jak ma duży samochód, to na pewno na małego, albo jak chce posiadać broń palną to też na pewno chce zrekompensować sobie rozmiar. Natomiast argumentu odwrotnego, tzn. „masz wielką pipę, hue hue„- nie widziałem nigdy, bo kobiety tak sobie go „wybroniły”, że każdy boi się go podnieść. Owszem, ze zbyt małych lub zbyt dużych i obwisłych piersi są podśmiechujki i to dosyć często, ale z wagin jakoś nie. Zresztą nawet, gdy ktoś ma małego, to co z tego? Nie miał na to wpływu, taki się urodził. To tak, jakby naśmiewać się z samego wyglądu murzynów. Kobiety i tak są w uprzywilejowanej pozycji w kwestii wrodzonych rozmiarów, bo piersi mogą sobie powiększyć/zmniejszyć (i robią to nagminnie, zmniejszenie nawet jest u nas refundowane przez NFZ), waginę mogą sobie zmniejszyć operacyjnie, albo wyćwiczyć mięśnie Kegla. Byłem niedawno na Ping-Pong Show w Tajlandii i tam podstarzałe prostytutki (zjechane jak opony od Jelcza) robiły cuda z mięśniami dna miednicy. U nas jednak kobiety z wielkimi pochwami nie widzą problemu, tylko czekają (w nieskończoność) na chłopa z trzecią nogą. Wielka wagina jest w dużej części wynikiem własnych wyborów życiowych i zwykłego lenistwa. Mimo to nie można o tym w ogóle mówić. Co innego mały zaganiacz. To jest ulubiony temat, którego nie może zabraknąć w każdej porządnej debacie lewicowych feministek. Niby są jakieś preparaty czy zabiegi, powiększające penisa, ale jest to gówno warte i medycyna na razie nie rozwiązała tej kwestii. W najlepszym przypadku penis jest większy, ale traci część, lub wszystkie zdolności do erekcji, więc mężczyźni de facto są skazani na to, co dostali na początku. Ewolucja człowieka dała takie, a nie inne rozmiary narządów płciowych. Gdyby potrzebne były większe penisy, to pewnie byśmy takie wszyscy mieli. Ewolucja jednak nie wzięła pod uwagę różnych Wkrętaczy i skutków ich stosowania, a dostosowanie się do nowych realiów wymaga czasu i wielu pokoleń.
Jeszcze mała dygresja o logicznym prawidle, z którego mało kto zdaje sobie sprawę, a już zwłaszcza kobiety. Długotrwałe utrzymanie penisa w 'gotowości bojowej’ wymaga dużej ilości wysiłku i krwi, zwłaszcza gdy nie jest się 20-letnim sportowcem, albo właścicielem dupy pokłutej od testosteronu. Przy kobiecie o atrakcyjności 10/10 nie ma z erekcją większego problemu, natomiast takich kobiet jest po prostu zbyt mało i są one bardzo świadome swej atrakcyjności (nawet bardziej, niż jest naprawdę), więc żeby się z taką przespać- trzeba wyglądać jak Apollo, mieć gadane jak Irek Bieleninik i zarabiać minimum milion rocznie. Koneserzy spółkowania, aby nie wylądować z ręką w nocniku- muszą więc zadowolić się kobietami mniej atrakcyjnymi. Stare porzekadło zresztą mówi, że: „kto wybredny, ten nie rucha„. Pewnie większość facetów zna ten dylemat, że na horyzoncie jest średniej/niskiej klasy chętna kobieta, ale w głowie pulsują dwie wizje: dać sobie spokój i iść do domu, albo jednak podjąć wyzwanie, bo na bezrybiu i rak ryba. Problem w tym drugim przypadku jest taki, że tego typu kobiety po ujawnieniu cech swojego charakteru (kolejne red flagi) oraz rozebraniu się do rosołu jeszcze tracą na (już wcześniej granicznej) atrakcyjności, więc w pościeli może być problem (zwłaszcza, gdy ktoś lubi dłużej, niż 45 sekund). Sytuacja jest więc (używając terminologii piłkarskiej) stykowa, a wyobraźmy sobie, że nasz penis jest wtedy 2 razy większy. Wiadomo- flak na 100%. Zatem te „małe” penisy, tak wyśmiewane przez feministki są przynajmniej w stanie uprawiać seks z kimkolwiek więcej, niż supermodelkami. Gdyby były znacznie większe to cała najmniej atrakcyjna część kobiet nie byłaby w stanie zaznać stosunku (chyba, że z viagrą, ale to też jest bardzo źle odbierane), a tym bardziej zaznać stosunku i mieć z tego tytułu jeszcze jakieś inne profity typu dostęp do zasobów mężczyzny.
Podsumowując ten akapit- wprowadźmy równouprawnienie i albo wyśmiewamy się z rozmiaru narządów płciowych (obu płci), albo nie. Obecna sytuacja jest wielce dyskryminująca dla mężczyzn, aczkolwiek „szkodliwość społeczna” zjawiska jest dosyć niska, a do poważniejszych rzeczy przejdę niżej.

Kolejna sprawa to przyrost naturalny w Polsce, jest to jeden wielki śmiech na sali. 70% młodych Polek nie chce nigdy mieć dzieci. Obecnie więcej w Polsce jest „psiecek” i „kociecek” (licząc osobno), niż dzieci, a liczby te rozwarstwiają się jeszcze bardziej każdego dnia. Średnio na kobietę przypadło w 2025 roku w Polsce 1.09 dziecka, a za chwilę współczynnik ten spadnie poniżej 1. Młode Polki im mniej rodzą dzieci, tym więcej chcą z tej okazji przywilejów. Najbardziej roszczeniowe paradoksalnie są damy, które rodzą tyle dzieci, ile piłkarskich mistrzostw ma GKS Katowice, ale za sam fakt posiadania nieużywanych żeńskich organów rozrodczych domagają się pieniędzy i innych socjali. Feministyczne autorytety i periodyki zgodnie twierdzą, że kobiety nie rodzą dzieci, bo w Polsce nie ma legalnej aborcji i mieszkań.
Feministyczny 'argument’, że „przez zakaz aborcji rodzi się mało dzieci” jest mniej więcej tak mądry, jak stwierdzenie, że pożary lasów spowodowane są zakazem palenia ognisk w lesie. Wystarczy zresztą spojrzeć na kraje, gdzie aborcja jest legalna- tam też przyrost naturalny jest niski i spada. Często słyszę od „liberałów”, że jak nie podoba mi się jakiś głupkowaty unijny wymysł to mogę sobie jechać do Rosji. Tak samo można powiedzieć, że jak chcesz aborcji to sobie jedź do Rosji. Zresztą w Polsce trudno powiedzieć, jaki naprawdę jest stan prawny aborcji. Niby nic się w legislacji nie zmieniło od czasu „piekła kobiet” i reżimu faszystowskiego PiS (pamiętne głosowanie w sejmie, gdzie idol antyprawicy, Giertych zagłosował przeciwko), ale w praktyce wygląda to inaczej. Wystarczy wspomnieć najgłośniejszą sprawę, czyli przypadek pani „doktórki” Gizeli, która w państwowym szpitalu dokonała aborcji w 8 miesiącu ciąży, a jedyną osobą, która z tej sytuacji ma problemy jest Grzegorz Braun (natomiast sama sprawczyni została obsypana wsparciem i lewackimi nagrodami, wykreowana została też jako ofiara). Zatem trudno powiedzieć, czy aborcja w Polsce jest dziś legalna, czy też nie. Lemparty i inne „wściekłe macice” zeszły z ulic i są już szczęśliwe, ale nie wiadomo czy z powodu „cichej” legalizacji aborcji, czy faktu, że rządzi stronnictwo polityczne, na które głosowały (pewnie po trochu jedno i drugie). W ostatnich dniach przez media przeszła informacja o parze z Polski, która chciała mieć dziecko (jedno), ale trafiły się bliźniaki, więc z pomocą pękającego z dumy „Aborcyjnego Dream Teamu” dokonano tzw. aborcji selektywnej, czyli zabito jeden płód (nie podano czy zabieg był wykonany w Polsce, czy w innym kraju).

Jeśli chodzi o brak mieszkań to jest to pewien problem, ale jednak stary jak świat, a jakimś cudem dawniej dzieci się rodziły. Dostępność mieszkań jest dziś zresztą stosunkowo wysoka, a dzieci rodzi się coraz mniej. Problem w tym, że młode Polki domagają się luksusowego penthousu w dobrej lokalizacji dużego miasta, oczywiście ma za to zapłacić albo państwo, albo mężczyzna. Wtedy księżniczka wspaniałomyślnie urodzi jedno dziecko i nie będzie robić w życiu już nic innego, może poza połową rutynowych czynności domowych (oczywiście musi mieć do tego otwartą linię kredytową w dziale ADG Media Expert i opiekunko-sprzątaczkę z Ukrainy). Mieszkań w Polsce „powiatowej” jest mnóstwo, są do wzięcia za półdarmo. Moje pierwsze własne mieszkanie (kupione w roku 2010, gdy bezrobocie wynosiło 12%) kosztowało około 2.5 pensji minimalnej za metr kwadratowy. Teraz w tym samym budynku kosztowałoby 2 pensje minimalne za metr (bezrobocie obecnie to 3%), pewnie w całej Polsce dostępność mieszkań zmieniła się podobnie, może poza nierealnymi, najmodniejszymi lokalizacjami, ale przecież wszyscy Polacy nie mogą mieszkać w Złotej 44. Pomijam już fakt, że najwięcej dzieci rodzi się w krajach, gdzie bieda aż piszczy, a kobiety mają bardzo ograniczone prawa obywatelskie (światowi liderzy w przyroście naturalnym to: Niger, Angola, Uganda, Kongo, Mali, Burundi, Gambia, Czad i Somalia).
Uważam zatem, że rzekomy brak aborcji, mieszkań i tzw. „praw kobiet” nie jest powodem niskiego przyrostu naturalnego, a wręcz mam podejrzenie, że jest dokładnie odwrotnie. Kobiety w krajach rozwiniętych nigdy nie miały tak dobrej sytuacji prawnej i materialnej, jaka jest teraz, przez co zatracają naturalne instynkty. Mężczyźni zresztą też, choć nie o nich temat. Im wyższy feminizm i miejsce w rankingach „praw człowieka” i „praw kobiet”- tym mniejszy przyrost naturalny (częściowo jest to maskowane tym, że w tych topowych krajach jest coraz większe „ubogacenie kulturowe”, którego przedstawiciele odpowiadają za dużą część nowych urodzeń, np. Francja, Szwecja czy UK, bo gdyby wziąć pod badania samych białych z tych krajów, to liczba ich dzieci byłaby chyba nawet niższa, niż w Polsce). Im bogatszy kraj, tym mniejszy przyrost naturalny, jest to teoria potwierdzona praktyką i statystyką. Najnowszy przykład to Chiny: z kraju biednego i rolniczego, gdzie jeszcze 40 lat temu trzeba było „reglamentować” ilość dzieci, aby uniknąć przeludnienia- po bardzo szybkim rozwoju gospodarczym nagle przyrost naturalny im równie szybko spadł do zatrważających poziomów. Najniższy na świecie przyrost naturalny jest w Korei Południowej, która przeszła fazę dobrobytu i „nowoczesnego feminizmu”. Podejrzewam, że gdyby zapytać przeciętną Koreankę czemu nie ma dzieci to powiedziałaby, że w takim piekle, gdzie spadają na nią wszystkie plagi egipskie- ona rodzić nie ma zamiaru.
Pewnie większość słyszała o Eksperymencie Calhouna, a jeżeli nie to koniecznie trzeba nadrobić zaległości. Tam wprawdzie eksperymentowi poddano myszy, ale z ludźmi jest dokładnie tak samo. Dobrobyt i łatwy dostęp do zasobów prowadzi do zanikania zdolności do szeroko pojętej woli przetrwania, która została wykształcona przez ewolucję u wszystkich gatunków ziemskich. Wola istnienia, o której śpiewał kiedyś jeden ekscentryk to podstawowy bodziec do przeżycia gatunku. Wszystko inne było drugorzędne, najważniejsze było nie wyginąć, co zresztą jest całkiem logiczne. Dziś coraz więcej ludzi ma wszystko podane na tacy, co przekłada się nieodwracalne zmiany w zachowaniu. Ludzie stają się wycofani i roszczeniowi, żniwa zbierają choroby psychiczne, jednym z efektów jest też utrata zdolności do reprodukcji. Socjalizm w krajach „zachodnich” powoduje, że coraz mniej opłaca się rywalizować i ogólnie starać się w życiu. Niestety, sytuacja pogłębia się coraz bardziej, a dziś najważniejsze to dobrze się urodzić (najlepiej pięknym i z bogatymi rodzicami). Lewica domaga się zwiększania podatków i np. budowy bezpłatnych mieszkań, co spowoduje, że powodów do rywalizacji będzie jeszcze mniej. Moja babcia z dziadkiem wychowali na ludzi trójkę dzieci w biedzie i komunistycznym reżimie, pracowali po kilkanaście godzin dziennie i własnymi rękami wybudowali dom. Dzisiaj, aby młoda kobieta urodziła dziecko (oczywiście jedno, bo większe ilości to przypadki coraz rzadsze) potrzebuje mieć z zewnątrz (od państwa lub/i mężczyzny) zapewnione wszystkie możliwe dobra, włącznie z mieszkaniem i finansami, do tego chce mieć prawo do nielimitowanych fochów oraz wyjścia raz w tygodniu z koleżankami i zalanie się w trupa, a także wycieczkę zagraniczną kilka razy do roku. Na obiad- pyszne.pl albo glovo, niekiedy wyjście do drogiej restauracji, domem w połowie musi zając się facet (zasuwający całe dnie), a i tak księżniczka jest wiecznie niezadowolona, bo uważa, że żyje w 'piekle kobiet’ i zasługuje na więcej. Mam na myśli dziewczyny w wieku 17-30, bo te starsze wychowywały się jeszcze w końcówce normalnych czasów, choć tam też jest sporo roszczeniowych wariatek. Swoje dokładają media feministyczne i szeroko pojęty przemysł rozrywkowy. Tam wpajane jest, że kobieta ma w dzisiejszych czasach przekichane, a jej życie to spacer po pulu minowym (choć wcale tak nie jest, a kobiety starsze też nie mogą na to patrzeć, bo samy miały w życiu znacznie ciężej). Według feministek- przeciętna kobieta w Polsce ma twarz Kingi Preis, która w każdym filmie gra jedną i tą samą rolę styranej żony, która pracuje, gotuje, sprząta, wychowuje dzieci, a na koniec jest gwałcona przez pijanego męża. Problem w tym, że takie przypadki są bardzo rzadkie i ich liczba w ostatnich dekadach spadła diametralnie. Media lewicowe przekonują także, że kobietom trzeba mieć wielkie wymagania od innych, ale zarazem najmniejsze od samej siebie. Nie ma problemu, żeby kobieta nic nie robiła i była „body positive”. Ważne, żeby „się ceniła” i wysoko mierzyła. Młode kobiety przestały o siebie dbać, coraz więcej jest tłuścioszek (tzw. grubancypantek), które próbują nadrabiać zaległości poprzez tatuaże, kolczyki, zabiegi 'estetyczne’ czy farbowanie włosów na barwy aposematyczne, efekt jest oczywiście odwrotny do zamierzonego. Jest trochę młodych kobiet, które z kolei przesadnie o siebie dbają (widać to zwłaszcza w dużych siłowniach, gdzie wypinają dupę w poszukiwaniu atencji), ale po pierwsze- też niepotrzebnie robią tatuaże i zabiegi twarzy, a po drugie- ich ego wywalone jest w kosmos poza orbitę Plutona. One dla odmiany mają całodobowo wokół siebie stado psów dingo, do tego tysiące życzeń „smacznej kawusi” w mediach społecznościowych, więc ich zdolność do tworzenia długich związków jest niska, bo zawsze jest myśl, że może powinna mierzyć jeszcze wyżej. Tym bardziej, że w ostatnich latach coraz bardziej rozwija się hipergamia, która wraz z równouprawnieniem i socjalizmem daje mieszankę wybuchową. Widziałem kiedyś sondę uliczną, gdzie narrator pytał młode kobiety czy związałyby się z mężczyzną, który zarabia 10.000$ miesięcznie i prawie wszystkie odpowiadały, że nie. Oczywiście ponadprzeciętne zarobki to niejedyny wymóg, bo facet powinien mieć także minimum 185cm wzrostu, idealną i wysportowaną sylwetkę, być inteligentny i wykształcony, do tego wielka knaga i szereg innych ponadprzeciętnych „must have”. Takich mężczyzn jest może 1% w całej populacji i w epoce social-media to oni są głównym celem, a cała reszta (99%) to przegrywy, nieudaczniki i piwniczaki. Muzułmanie wpadli na to znacznie wcześniej- tam najbogatsi mają cały harem nałożnic, a zwykłym kolesiom zostają kozy (przynajmniej ich kobiety mają systemowo i kulturowo zapewnione utrzymanie materialne, a u nas „chady” nie muszą tego robić, więc traktują je jak jednorazowy użytek). Młodzi, zwyczajni mężczyźni z krajów „zachodnich” widząc co się dzieje- najczęściej dają sobie spokój, bo nie opłaca im się brać w tej zabawie udziału, a nowoczesny świat oferuje im wiele atrakcji zastępczych. Najsłabsi uciekają w narkomanię i alkoholizm, hazard i coraz bardziej zaawansowane gry komputerowe oraz wirtualne światy, oparte na AI. Inni w całości poświęcają wolny czas swojemu hobby, jak sport, motoryzacja, technologie, podróże, bractwa rycerskie czy inne survivale i bushcrafty. Daje to namiastkę szczęścia bez posiadania rodziny i koło się zamyka. Randkowanie przeniosło się do internetu, gdzie kobiety wrzucają zdjęcia, gdzie w dobie filtrów i AI- najmniejszym oszustwem jest ostry makijaż i inne „push-upy”. Na przerobione zdjęcia zbierają one tysiące polubień i „smacznych kawuś”, co podbija ich ego i wymagania do absurdalnego poziomu. Najnowszym „wynalazkiem” rozwiniętych społeczeństw jest tzw. 'niebieska platforma’, co jest w mojej opinii dowodem na umysłową indolencję mężczyzn, którzy za to płacą. Z kolei kobiety odczuwają coraz mniejszy wstyd za swoje nietaktowne zachowania, w czym pomagają im media feministyczne przekonujące, że „seksworking” to nic złego (chyba, że facet z niego korzysta, to wtedy jest cieniasem). Całość uzupełnia przemysł rozrywkowy, gdzie króluje lewactwo oraz patusiarnia, np. gale freak-fightowe, albo Fagata, dająca koncerty na juwenaliach, wystarczy zresztą zobaczyć gębę i fryzurę „ministry” kultury. Jako „kulturę wysoką” uważana jest Chylińska, która za młodu pokazywała nauczycielom „fak ju”, a dziś wygląda jak brudnopis pierwszoklasisty po obróbce introligatorskiej. To gwarantuje, że kolejne pokolenia będą jeszcze bardziej [cenzura] od obecnych, o ile nie przytrafi się jakaś kontrrewolucja społeczna. Niski przyrost naturalny sam w sobie nie jest katastrofą, po prostu ludzi będzie mniej. Społeczeństwo wprawdzie się zestarzeje, ale technologia i sztuczna inteligencja nadrobi braki w sile roboczej. Problem w tym, że każda ludzka rasa jest na różnym etapie „zdupczenia”, a nasza niestety najbardziej. Wprawdzie na całym świecie liczba urodzeń 'solidarnie’ spada, ale zanim gruby schudnie, to chudy umrze. Rasa biała jest na najbardziej zaawansowanym etapie Eksperymentu Calhouna i wyginie (rozmyje się) pierwsza. Uuu, rasizm! U lewicy „podoba” mi się to, że nie widzą problemu w wyginięciu danej rasy/gatunku ludzkiego, ale jeśli chodzi o mniej inteligentne zwierzęta to nagle ich punkt widzenia na ten temat zmienia się o 180 stopni. Jakoś lewaki nie chcą krzyżować ze sobą wszystkich „psiecek” i „kociecek” w jedną wielką rasę kundli, aby zapanowała „różnorodność” (czyli wszyscy byli tacy sami).

Kobiety w Polsce otrzymały w ostatnich latach kilka nowych socjali, np. 800+, rentę wdowią czy program „mieszkanie za pomówienie”. Pracownicy budżetówki (głównie kobiety) dostali od obecnego rządu podwyżki na tyle duże, że pierwszy raz po 1989 roku nie narzekają, a nauczycielki przestały przebierać się za krowy. Faceci dostali w tym czasie tzw. damski chuj, czyli nic plus podwyżkę podatków oraz „brak mieszkania za pomówienie”. Czy kobiety są zadowolone? Oczywiście, że nie, bo to sedno socjalizmu. Każde pieniądze, dane za darmo są błyskawicznie przyswajane i traktowane jako „mi się należy” i jest to przy okazji zachęta do walki o kolejne przywileje. Pomijam już takie rzeczy, jak samobójstwa, bezdomność, pobór do armii czy sądy rodzinne, gdzie mężczyźni dominują po stronie pokrzywdzonych, oczywiście nikt o tym nie mówi, a już najmniej kręgi „równouprawnieniowe”.
W ostatnich tygodniach sondowana jest zmiana wieku emerytalnego. Oczywiście nie mówi o tym Tusk (żeby nie dostać po dupie od własnego elektoratu i PiSu), tylko w swoim stylu wypuszcza parobków typu Józefaciuk, Dziemianowicz-Bąk czy Pełczyńska-Nałęcz. Pobąkują oni, aby zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, domyślnie podnieść kobietom do 65 lat. W social mediach wrze. Oczywiście najbardziej oburzone są kobiety, które nie mają w ogóle dzieci, ale ich głównym argumentem jest to, że „rodzą”, więc musi zostać po staremu. Ostatnio popularna jest reklama niemieckich ciasteczek, w których markizy siedzą na blokowisku, jeden przechwala się, co to oni nie robili, babeczka na to, że przecież tego nie robią, a ten pierwszy „ale totalnie byśmy mogli”. Podsuwam niniejszym pomysł na kampanię społeczną dla „Codziennika Feministycznego” czy innej „Akcji Demokracji”. Siedzą 4 grube baby po 40-tce z tatuażami, wargami typu glonojad i kolorowymi włosami, jedna mówi: „politycy chcą zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, to skandal, przecież rodzimy dzieci!”. Druga na to: „przecież my nie mamy dzieci”, a ta pierwsza: „ale totalnie byśmy mogły!” Sprawa jest tym bardziej groteskowa, że w całej zachodniej Europie wiek emerytalny kobiet i mężczyzn jest równy (często wynosi on 67 lat), ale nasze feministki, dla których zachód Europy to niedościgniony wzór do naśladowania- w tym akurat przypadku naśladować Europy nie mają najmniejszego zamiaru. Zresztą socjal stricte na dzieci jest bardzo rozbudowany, np. 800 plus, urlopy macierzyński i wychowawczy, a jak delikwentka się dobrze zakręci to jeszcze dostanie dopłatę z MOPS, albo nawet mieszkanie za darmo (wystarczy wynająć i nie płacić, a właściciel może jej skoczyć), o kosmicznych alimentach nie wspominając. Nie rozumiem, dlaczego WSZYSTKIE kobiety mają jeszcze mieć z tej okazji niższy wiek emerytalny w czasie, gdy tych dzieci po prostu nie ma. Mam znajomego, który jest sam z trójką dzieci (żona zmarła młodo), chłop ma totalnie przesrane, aby ogarnąć życie swoje i dzieci musi być na wysokich obrotach przez 16 godzin na dobę. Nie rozumiem, czemu on ma pracować 5 lat dłużej, niż kobieta, która siedzi z kotami i ogląda seriale na Netflix. Staż pracy, wymagany do emerytury też jest dla kobiet mniejszy, nie mówiąc już o tym, że mężczyźni żyją średnio 7 lat krócej. Dla lewicy zresztą płeć to „konstrukt społeczny”, więc tym bardziej nie wiem, czemu emerytura miałaby być zależna od płci „wrodzonej”.

Dział „biznesowy” Gazety Wyborczej w odpowiedzi na coraz głośniejsze sygnały o zrównaniu wieku emerytalnego uraczył nas powyższym „arcydziełęm”. Ten artykuł niestety jest za paywallem, więc nie znam szczegółów, ale nie rozumiem jak zrównanie wieku emerytalnego miałoby „wpędzić mężczyzn w biedę i obniżyć im emerytury”? Nawet, gdyby ten wiek zrównać w dół (do 60 lat dla obu płci), co jest absolutnie nierealne, to przecież mężczyźni nie mieliby zakazu pracy po 60-tce i mogliby pracować tyle, ile chcą, nawet do śmierci. Tak poza konkursem- jeżeli pomysł jest „zły”, to są to „panie minister”, ale jeżeli Gazeta coś popiera to już są to „ministry” (tak, jak ten zespół muzyczny, który zresztą ostatnio skręcił w radykalne lewactwo).
Wiek emerytalny i tak będzie musiał być podniesiony, bo cała Europa już to robi (w stawianej za wzór Danii wynosi on już teraz 67 lat i w kolejnych latach będzie jeszcze podwyższany). Ludzie żyją coraz dłużej, dzieci nie ma, więc utrzymanie wieku emerytalnego na obecnym poziomie (zwłaszcza 60 lat dla kobiet, których średnia długość życia dochodzi już do 80-tki i rośnie) skończy się krachem i nędzą. Zresztą sama Unia też na to naciska, obecny rząd Tuska ma chwilowo taryfę ulgową, bo nawet bez tego jest słaby, więc Bruksela robi, co może, aby utrzymać go u władzy. Po przyszłorocznych wyborach jednak będzie trzeba się tym zająć (gdy wygra je prawica, to pewnie bardzo szybko Unia będzie na to naciskała, bo winę w TVN24 zwali się na wiadomo kogo). Innym problemem są wcześniejsze emerytury oraz emerytury dla Ukraińców (ponoć też Hindusów?), którzy chwilę popracowali w Polsce i wrócili z powrotem do bazy, co jest bombą z opóźnionym zapłonem.
Pewnie panie (o ile takie w ogóle są), czytające ten tekst czują się zdegustowane, ale nie chodziło mi o obrażanie płci pięknej. Ja już jestem statecznym panem grubo po 40-tce i w moim pokoleniu wszystko (włącznie z relacjami damsko-męskimi) było jeszcze dość normalne. To, co widzę u osób młodych napawa mnie jednak przerażeniem. Oczywiście są też przypadki zarówno młode, jak i normalne, ale ich udział procentowy jest coraz mniejszy wraz z upływającym czasem. Nieliczne fajne dziewczyny, nadające się do założenia rodziny wyłapywane są maksymalnie na poziomie studiów, cała reszta wpada w szpony przemysłu feministycznego, który je radykalizuje, obniżając ich szanse do zera. Młodzież coraz rzadziej wchodzi w jakiekolwiek związki, powszechna jest samotność, życie towarzyskie przeniosło się do mediów społecznościowych, gdzie panuje atencja, fałsz i obłuda. Często słyszę, że „kobiety nie chcą rodzić dzieci”. Jest to półprawda. One chcą rodzić dzieci, ale w warunkach ultra-komfortowych. Do tanga trzeba dwojga, a młodzi mężczyźni nie palą się do układu, w którym mają bardzo dużo do stracenia i koło się zamyka. Jestem ciekawy jak się to skończy, może jeszcze dożyję.
RacimiR, 25.05.2026
PS: Mój Ruch Chorzów wczoraj zesrał się metr przed kiblem 🙁
PS2: Dzięki dla Tomasza.

Zapomniałeś dodać, że najsłabsza część z tych mężczyzn rezygnujących z walki o kobietę, ucieka także w strony dla dorosłych, lalki dla dorosłych czy palenie tytoniu pod różnymi postaciami (podgrzewacze tytoniu, e-papierosy, papierosy). Generalnie zgadzam się z treścią tego artykułu.
od RacimiR: W sumie to też, ale strony dla dorosłych (bez lalek) czy papierosy praktykują też ludzie żonaci i dosyć ogarnięci.
Bardzo mnie cieszy to, że zdrowiejesz i wracasz do pisania artykułów.
W USA długość życia spada. W Niemczech prawdopodobnie też. W Wielkiej Brytanii może niedługo zacząć spadać, ponieważ maleje długość życia w zdrowiu.
https://www.rynekzdrowia.pl/Polska-i-swiat/Zdaniem-ekspertow-oczekiwana-dlugosc-zycia-w-USA-wyraznie-spada-Maja-wyzsze-wskazniki-smiertelnosci-niz-Europejczycy,270040,15.html
https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-niemcy-w-kryzysie-zdrowotnym-niezdrowe-jedzenie-i-uzywki-zbi,nId,22463998
https://www.rp.pl/zdrowie/art44290681-stan-zdrowia-brytyjczykow-pogarsza-sie-potwierdzaja-to-badania
od RacimiR: Wszystkie te 3 linki to sensacyjne clickbaity, zresztą podobne rewelacje przewijają się przez portale od ponad 20 lat. Nigdzie nie jest napisane, że spada średnia długość życia w danym kraju, a jest to bardzo proste do obliczenia (nie wiadomo tylko, jak traktować imigrantów i emigrantów). Póki co wszędzie długość życia regularnie rośnie, niekiedy na 1 rok zdarzają się wyjątki, ale długotrwały trend jest stale wzrostowy.
Tekścik z okazji przegranej prezydenta Krakowa XD?
od RacimiR: Dopiero się rozpisałem na inny temat, muszę odpocząć 😉 Mam zresztą przeczucie, że w wyborach Krakusy wybiorą jeszcze większego cwaniaka z KO i odtrąbią sukces (w 2023 w Krakowie partie obecnego rządu dostały w sumie 65%, a PiS + konfa połowę z tego, z kolei w drugiej turze 2025 62% Bążur i 38% Batyr). Raczej nie ma mowy, by wygrał tam ktoś z prawicy (choć nie znam krakowskiego bagienka zbyt dobrze, może mają jakiegoś czarnego konia pokroju Litewki, który bez poparcia systemu jest w stanie wygrać). Na 95% wygra kandydat „bezpartyjny” z nominacji KO. Gdyby tak się jakimś cudem nie stało to już na grubo u Tuskoidów zacznie się panika i ucieczka szczurów z tonącego okrętu. A jeszcze kilka dni temu widziałem jakiś sondaż ogólnopolski-partyjny, dający KO 45%.
Ogólnie Tuski i Giertychy źle to rozegrali, bo zamiast robić kampanię nawołującą do bojkotu to powinni zmobilizować własnych wyborców aby szli głosować przeciwko odwołaniu Miszalskiego. Wtedy pewnie by wygrali, a nagłówki dzisiejszych portali byłyby odwrotne, tzn. triumfalizm demokracji, morale u KODziarzy z całej Polski też byłoby 100 razy lepsze. A tak, nie dość że im prezydenta odwołali to jeszcze muszą robić fikołki z tym, że nazywają się demokratami, ale nawoływali do bojkotu demokratycznego głosowania (teraz płaczą, że zasady są złe i próg był za niski, ale przecież znali te zasady i mogli iść zagłosować w drugą stronę). A najlepsi są ci 3% którzy byli na referendum i zagłosowali za pozostaniem, chciałbym poznać ich motywacje.
Czy ktoś z KO wygra to nie jestem taki przekonany. Miszalski wygrał w Krakowie z ledwością w II turze. Jedno jest tylko pewne że nikt z PiS, Konfederacji (o KKP Brauna nie mówiąc). Dlaczego tak mówię ? W Krakowie podczas II tury kontrkandydatem był Łukasz Gibała – lewak ze środowisk okołorazemowskich, z tzw. niezależnych komitetów miejskich które często są lewackie. Miszalski wygrał wtedy z naprawdę niewielką różnicą 50 z niewielkim kawałkiem a równie dobrze w drugą stronę mogło się to potoczyć.
Nie wykluczam że kandydat KO przegra ktokolwiek by nim nie był ale po prostu nie wygra nikt z szeroko rozumianej prawej strony (może się nawet do II tury nie dostanie); jeśli ktoś liczy że dzięki porażce kandydata KO upadną pomysły typu strefa czystego transportu to się zawiedzie bo nic się nie zmieni.
Ogólnie w dużych miastach te tzw. ruchy miejskie to często środowiska partii Razem lub okołorazem-owskie, lubią deklarować w stylu ,,miasto dla wszystkich” itp. Owszem często też są przeciw włodarzom miast z KO ale z innych pobudek tzn często krytykują że robią z miasta partyjny folwark (np że posady i pieniądze dla swoich w miejskich spółkach itp) krytykują w stylu ,,wydane za mało na komunikację, trasa linii autobusu czy tramwaju w złym miejscu, że powinna być nowa linia, że za drogie biletu, że betonoza na danym placu ” – ja nie mówię że to nie są ważne kwestie bo są ale poza tym ich cele są w dużej mierze ideologiczne np. wspomniana sct z jeszcze większym rygorem, pięknie brzmiące hasła w stylu ,,miasto bez smogu” (oczywiście kosztem mieszkańców), walka z ,,alkoholem” (tzw. wymuszanie prohibicji) – oni wierzą często że dobrze robią.
W każdym razie możliwe że w II turze ktoś z KO i np Gibałą czy osobą podobnego typu zmierzą się – wyborcy szeroko rozumianej prawej strony mogą czasem taktycznie wtedy głosować na niego; nawet jest duża szansa że KO przegra, co dla nich jako partii, dla samego Tuska będzie dużą porażką, mocnym ciosem przed przyszłorocznymi wyborami natomiast miasto pozostanie lewackie, słyszałem że dużo krakowian ma faktycznie dość partyjniactwa i zawłaszczenia miasta przez KO (wszakże za odwołanie w liczbie bezwzględnej było więcej głosów niż Miszalski dostał w II turze) ale nadal ci ludzie są lewakami i podobnych ludzi wybiorą tylko tym razem z ideologicznego środowiska (tylko tym razem w ramach tych którzy w to wierzą ideologicznie a nie w ramach nacisku np z Brukseli bez wiary w to co robią). Nie ma co liczyć że druga stolica Polski przejdzie do szeroko rozumianej prawej strony – niech PiS i obie Konfy nie robią sobie nadziei. KO co najwyżej może dostać kopa w dupę w tym mieście ale poza porażką KO te wybory nic nie zmienią w kwestii ideologicznej.
od RacimiR: Zobaczymy jak będzie, może teraz wygra Gibała i będzie to samo, co za Miszalskiego i Krakusy skręcą w prawo?
> A najlepsi są ci 3% którzy byli na referendum i zagłosowali za pozostaniem, chciałbym poznać ich motywacje.
Mogli to być ludzie, którzy są słabo zorientowani jak ten system działa i traktują go intuicyjnie i naturalnie, nie słuchają mediów (więc nie dotarło do nich namiawianie na bojkot), a faktycznie byli za tym, żeby Miszalski został — na przykład dlatego, że boją się zmian.
od RacimiR: Czyli w skrócie- są debilami. Wystarczyło, żeby włączyli TVP w likwidacji czy inny Sok z Buraka, albo pogadali z sąsiadem i już by wiedzieli, żeby nie iść. Aczkolwiek niewiele zmienili, bo nawet gdyby ich wyłączyć to i tak referendum byłoby ważne. Wydaje mi się, że jest więcej kategorii osób w tych 3% (np. ci, którzy się pomylili, albo jajcarze-przeciwnicy Miszalskiego, którzy wiedzieli, że krateczka którą zakreślą nie ma najmniejszego znaczenia, bo gra jest na frekwencję).
Nie trzeba być debilem, żeby nie oglądać TV czy soku z buraka (a przypuszczam, że korelacja jest wręcz przeciwna). I nie każdy rozmawia z sąsiadami.
Natomiast jajcarze-przeciwnicy, o jakich piszesz, to jak najbardziej debile. Nie ma żadnej korzyści z głosowania za Miszalskim jeżeli jest się przeciwko Miszalskiemu. Zwłaszcza, że przed policzeniem głosów nie wiadomo, jaka ta frekwencja będzie.
od RacimiR: Głosowanie za Miszalskim było dla niego gorsze, niż zostanie w domu, bo zwiększa frekwencję, która była tu kluczowa. Paradoks demokracji, z którego niektórzy mogli chcieć zrobić sobie żart.
Możliwe, ale wtedy bardziej zależało im na robieniu sobie jaj i uwypuklaniu kuriozów niż rzeczywiście na wyniku. Nie nazwałbym ich więc przeciwnikami Miszalskiego.
W sumie to mam wrażenie, że tego typu prześmiewców rzeczywiście jest sporo, bo są kandydaci, którzy chyba startują dla żartu. Myślę, że Senyszyn ostatnio startowała tylko dla jaj. Podobnie w Gdańsku na senatora, oprócz kandydatów PiS i KO, startował reprezentant Polskiej Partii Piratów. A za granicą to nawet lepiej bywa. Fenriz przez takie jaja został całkiem prawdziwym radnym w swojej miejscowości:
https://wykop.pl/wpis/30875643/fenriz-zostal-wybrany-do-rady-miasta-muzyk-darkthr
od RacimiR: Przypomina mi się Polska Partia Przyjaciół Piwa, też byli żartem, ale weszli do sejmu w kluczowym dla Polski momencie.
Przypuszczam że te 3% to albo jacyś ludzie co przypadkowo trafili do lokalu np. z kimś innym i się nie interesują, albo właśnie idealiści, którzy nie akceptują wygrywania po trupach.
Moim zdaniem nie rodziłyby nawet jakby dostały duże pieniadze za to i nawet nie musiały wychowywać tego dziecka. Oczywiście mowa o białych dzieciach bo śniade, czarne i beżowe zupełnie inna sprawa.
od RacimiR: Kwestia kwoty i tyle. W Polsce surogatka bierze od 30 do 100 tysięcy za dziecko, w biedniejszych krajach pewnie mniej.
Co do podniesienia wieku emerytalnego jestem przeciw mimo wszystko (być może jakieś wyrównanie na złość tym feministkom które krzyczą o prawach kobiet wbrew faktom w stylu 63 lata dla wszystkich można rozważyć) – pomijając już absurd by funkcjonowanie systemu emerytalnego uzależniać od stanu demografii no to wielu ludzi po 60 roku życia jeśli nie pracują gdzieś biurze przed komputerem a fizycznie w budowlance albo w magazynie to po prostu często fizycznie nie mają siły już pracować, w dodatku stan zdrowia po tym wieku często się pogarsza – podwyższanie wieku emerytalnego to karanie ludzi tylko dlatego że system jest zły tylko dlaczego kogoś kto na emeryturę przechodzi ma obchodzić go to, czy to wina staruszka że system jest zły i powinien zapierniczać fizycznie ? W imię czego ma poświęcać się ?
Po drugie i tak coraz częściej sztuczna inteligencja sprawi że nie będzie potrzeba tylu ludzi do pracy co trochę wyręczy ZUS
od RacimiR: Jeśli zostawić tak jak jest, to za chwilę najniższa emerytura będzie równoznaczna ze skrajnym ubóstwem. Kobiety rzadko wykonują prace fizyczne, więc 65/65 na obecną chwilę wydaje się być OK.
Zastępowanie pracowników przez AI to tylko gwóźdź do trumny ZUSu, bo płatników będzie mniej.
Podejrzewam że znając życie to praca z AI będzie bardziej opodatkowana m.in by utrzymać ZUS.
od RacimiR: Nie ma tego za bardzo jak sprawdzić, a w najgorszym przypadku firmy wyniosą się za granicę.
Po drugie idea poświęcenia się w ramach ratowania ZUS jest moim zdaniem nie tylko niesprawiedliwa ale po prostu kradzieżą. Bo tyle lat się płaci składki (już teraz zawsze jest ryzyko że się nie dożyje wieku emerytalnego) a np. wydłużając wiek emerytalny do 100 lat to nikt by nie miał emerytury praktycznie. A to po prostu kradzież, złodziejstwo zabierając pieniądze w zamian za obietnicę że po iluś latach będziemy otrzymywać zwrot a ostatecznie zostając oszukani i okradzeni bo nigdy się nawet części z nich nie odzyska.
Po trzecie niesprawiedliwe jest też to że chcąc nie chcąc przymusowo ale jednak jakaś tam umowa jest że zabierają nam z pensji na ZUS, a potem po jakimś wieku mamy być beneficjentami ale w trakcie obowiązywania umowy mówią że jednak od wyższego wieku – to jest de facto zmiana umowy w trakcie jej trwania.
od RacimiR: Masz lepszy pomysł? ZUS od dawna jest bankrutem i trzeba go dofinansowywać z budżetu, z roku na rok coraz bardziej. Wcześniej czy później zaczną się cięcia budżetowe (w takim tempie zadłużania jak teraz za jakieś 6-8 lat będziemy na poziomie Grecji z 2008 roku) i na pierwszy ogień pójdzie podniesienie wieku emerytalnego. Umowy żadnej z ZUSem nikt na piśmie nie podpisywał. To już bardziej z OFE była zmiana umowy podczas jej trwania (mocno na niekorzyść składkowiczów) i nie było większych problemów, aby te pieniądze zabrać. Zresztą Tusk już raz podniósł wiek emerytalny (do 67/65) i nie przypominam sobie jakichś wielkich protestów ulicznych, raczej milczącą akceptację społeczeństwa.
Opcje są 3: 1)nie robić nic i emerytury będą głodowe, 2) podnieść wiek emerytalny, na początek kobietom do poziomu męskiego, które z niewiadomych przyczyn mają go niższy od mężczyzn i najniższy w całej UE, 3) opcja atomowa- zlikwidować emerytury całkowicie i niech każdy oszczędza sobie sam, albo zdycha pod mostem. Chyba najrozsądniejsza jest ta druga.
Akurat gdy Tusk podnosił wiek emerytalny to były spore protesty.
Z tej trójki pomysłów paradoksalnie choć brutalnie powiem że każdy powinien oszczędzać sam, a jak nie chce no to chcącemu nie dzieje się krzywda.
Oczywiście nie tyczy się to już obecnych emerytów czy tych co większość czasu pracowali na obecny system ZUS i mają stosunkowo blisko wieku emerytalnego natomiast ci co wchodzą na rynek pracy to nie powinni być w tą piramidę finansową wciągani tylko niech każdy sam robi co chce ze wszystkimi konsekwencjami w przyszłości.
od RacimiR: Nie były spore te protesty (w dodatku były typowo PiSowskie), były 100 razy mniejsze od tych KODziarskich, którzy sami nawet nie wiedzieli z jakiej okazji danego dnia protestują. Jak na skalę reformy (+5 lat dla kobiet i +2 dla mężczyzn) protesty powinny być dużo większe. We Francji pewnie w takiej sytuacji by kamień na kamieniu nie został.
O braku emerytur pisałem już wyżej- wielu pracujących Polaków nie ma żadnych oszczędności, po prostu nie potrafią gospodarować pieniędzmi. Co z nimi zrobić, gdy z zerem na koncie stracą pracę i zachorują?
Co też z takimi jak ja (i ich składkami), którzy są w połowie między końcem edukacji a wiekiem emerytalnym?
Do połowy wieku produkcyjnego uważam że powinni mieć oddane wszystkie składki, po połowie jeszcze powinni kontynuować ten system ZUS-owski.
A ci co nie potrafią gospodarować to teoretycznie chcącemu nie dzieje się krzywda.
Natomiast mam jeszcze inny pomysł, może nie idealny ale i tak lepszy niż ZUS czyli emerytura obywatelska po osiągnięciu wieku emerytalnego w wysokości minimum socjalnego dla wszystkich przy czym osoby które mają dziecko mieliby dodatek na przykład 400 złotych więcej (za jedno dziecko 400 złotych więcej, za drugie już 800 i tak dalej) – z tym dodatkiem 400 złotych to przykład, kwestia techniczna ile powinien wynosić taki dodatek ale chodzi o pewien kierunek.
od RacimiR: Tych składek nie ma skąd oddać, trzeba by się jeszcze bardziej zadłużyć. Podobnie nie ma kasy na emerytury obywatelskie.
Dalej nie wiem co z ludźmi, którzy nie odłożyli nic. Trzeba by równolegle eutanazję wprowadzić, albo znowu się zadłużyć i pobudować dla nich jakieś schroniska czy domy opieki.
Każdy ten pomysł oparty jest na kredycie, więc na dłuższą metę nie ma racji bytu.
To byłby projekt na lata z emeryturami obywatelskimi (mniejsze zło niż w przypadku ZUS-owskiej piramidy finansowej), długofalowo na odbudowę demografii – zadłużać i tak się będziemy a skoro tak to lepiej długofalowo coś zrobić niż bez końca zadłużać się na ZUS. Wiadomo że najlepiej aby każdy sam oszczędzał od początku np w prywatnych systemach emerytalnych ale biorąc pod uwagę jakie byłyby kontrowersje to takie emerytury obywatelskiej byłyby kompromisowym mniejszym złem. Ewentualnie druga opcja jest taka by oszczędzać w prywatnych systemach które konkurowaliby ale zapisać obowiązkowość uczestnictwa np. od 20 roku życia z wyborem w jakim koncie emerytalnym (nadal nie byłoby to idealnie bo z wolnościowego punktu widzenia nie powinno być obowiązku no ale byłby to jakiś kompromis i mniejsze zło, mniejsze nawet niż emerytury obywatelskie chociaż i tak jakiś wolnościowcy poniekąd słusznie mieliby zastrzeżenia aczkolwiek czasem realistycznym być trzeba)
Z ZUS-em problem jest taki że sama idea systemu repartycyjnego to piramida finansowa (taki Amber Gold tylko sztucznie dotowany z budżetu) a zarówno dotacje z budżetu jak i wydłużanie wieku emerytalnego to tylko podtrzymywanie trupa. Kolejnym problemem jest to ogólnie że gdyby państwo zbankrutowało to nie będzie emerytur – niezależnie od tego ile kto przepracował i ile dostawał czyli problem uzależnienia rent i emerytur w ogóle od stanu finansów państwa (a nie powinno się uzależniać wypłat od stanu państwa).
Problemem jest też to że nie da się cofnąć czasu aby zmienić początki systemu emerytalnego. Obecnie jesteśmy w takim okresie gdzie wiemy że dostaniemy po dupie, trzeba po prostu minimalizować skutki tak bardzo jak się za (i nie przez działania doraźne jako cel sam w sobie typu większe dotacje, sprowadzanie migrantów czy wydłużanie wieku bo to przedłużanie problemu a właściwie jego odwlekanie ,,na później” ale bez zlikwidowania przyczyn). A skoro już ten system trwa tak długo to niestety straty są nieuniknione, na pewno straty gospodarcze – może da się uniknąć straty w ludziach.
Niestety póki co trzeba się zadłużać mniej lub bardziej a naprawa systemu emerytalnego skutki przyniosłaby dopiero w ciągu kilku następnych pokoleń. Niestety taka jest rzeczywistość.
Póki co trzeba gdzie indziej ciąć np. te trzynastki i czternastki, może zmniejszyć 800 plus do 500 z powrotem – jest dużo miejsc gdzie można ciąć socjal, można zmniejszyć biurokrację, można od razu zająć się sprawieniem by tworzyć warunki do biznesu – dałoby się ograniczać straty; przy okazji można stworzyć by coś trwałego w gospodarce na lata, szczególnie gdy po kilkudziesięciu latach minąłby ucisk poZUS-owski. Trzeba budować coś trwałego a nie tylko odwlekać wyrok.
od RacimiR: Zadłużać w nieskończoność się nie da, wręcz przeciwnie. Każdy wzrost zadłużenia to automatycznie wzrost odsetek, które trzeba płacić terminowo i nie podlegają możliwości cięć budżetowych. Pomysł z emeryturami obywatelskimi kosztowałby budżet pewnie tyle samo, niż to, co jest teraz (zależy też ile taka emerytura miałaby wynosić, ale pewnie maksymalnie tyle, ile dzisiaj minimalna emerytura). ZUS w obecnej sytuacji i tak by musiał zostać, aby zajmować się zwolnieniami lekarskimi i innymi socjalami. Pomijam już to, że pomysł by nie przeszedł poprzez niezadowolenie społeczne (podobni jak próba likwidacji 800+). Aczkolwiek ja też jestem za jak największym uproszczeniem systemu. Ważne, żeby pozbywać się przywilejów specjalnych grup społecznych, niestety tendencje są odwrotne- wszystko, co wywalczone zostało, a dochodzą kolejni, np. tancerze, renty wdowie czy teraz „artyści” (opłata reprograficzna). Andrzej, to jebnie, jak mawiał klasyk. Zresztą to chyba musi jebnąć, aby ktoś się tym w końcu zajął, zamiast pudrować trupa z długu. Dzisiaj politykom nie opłaca się babrać w tym syfie, jakoś dociągną do końca kadencji, a potem niech się martwią inni.
Czyli wychodzi że najmniejszym złem byłyby prywatne ale obowiązkowe oszczędzanie (coś jak z obowiązkowym OC samochodu) – nieidealnie bo z wolnościowego punktu widzenia nie powinno się zmuszać no ale faktycznie to by oszczędziło sytuacji tych co nie oszczędzali typu ,,państwo dej”. Nowi wchodzący (i ci np poniżej 5 lat pracujących niech mają oddane składki) niech nie wchodzą w system ZUS-owski, być może jeśli ma być jakiś dodatkowy socjal to nadal niech np 400 złotych ma na każde wychowane dziecko dopłacone do emerytury (oczywiście bez działania wstecz tylko ci którzy dopiero by wchodzili w ten prywatny system a potem gdy po kilkudziesięciu latach osiągnęliby emeryturę mieliby dodatek wypłacany dodatkowo) – z tym dodatkiem to dyskusyjne, najważniejsze by system emerytalny całkowicie zmienić długofalowo.
A swoją drogą oprócz socjali można byłoby też zejść trochę z tej pomocy dla Ukrainy (za to co Zełenski zrobił nazywając jednostkę wojskową ,,bojowników UPA) – wszakże dużą część długów spłacamy za Ukrainę; to nas teraz najbardziej obciąża, przynajmniej z pomocy finansowej – niech inne kraje Europy dołożą się.
Tak czy inaczej w stu procentach nie da się nie zadłużać ale z wydatków dałoby się trochę zejść tylko trzeba mieć pewne rzeczy odwagę podjąć decyzję no ale wiadomo że Tusk się nie odważy. Ani nie brać żadnych pożyczek typu SAFE.
od RacimiR: „prywatne, ale obowiązkowe oszczędzanie” to jest właśnie ZUS. Dublowanie obecnego systemu jeszcze większy burdel by zrobiło. Łatwiej byłoby ten ZUS po prostu zreformować i usprawnić, ale to taka stajnia Augiasza, że nikt się na to nie odważy, a wręcz politycy kupują sobie kolejne grupy wyborców (niższy wiek dla… tancerzy, przywrócenie wyższych emerytur komunistom czy ostatnio 'Lex Kapela’). Wałek z OFE tylko ten system pogrążył, bo realne pieniądze zabrano, aby łatać dziurę budżetową. Ogólnie, zawsze jak rządzi Tusk to mamy do czynienia z katastrofą finansów publicznych, ale KODziarskie debile jeszcze ich bronią.
Gdybym ja miał władzę to byłoby krótko- wiek emerytalny dla obu płci 65, koniec przywilejów dla niektórych zawodów, 75% pracowników ZUS do zwolnienia, maksymalne uproszczenie przepisów. Zresztą tak jest w cywilizowanych krajach Europy zachodniej. A u nas w każdej mieścinie wielkie pałace: https://www.youtube.com/watch?v=WL2CbEiUGGg 🙂
Deficyt i przywileje dla Ukraińców to osobny temat, a już zwłaszcza to, że Ukrainiec przepracuje 1 miesiąc w Polsce i już po osiągnięciu wieku ma dożywotnio minimalną emeryturę- jest to skandal, a może nawet jawny sabotaż. Minimalna emerytura na Ukrainie to 214 złotych, więc tylko dureń by nie pojechał do Polski popracować miesiąc, aby zwiększyć to do 1800zł, a potem wrócić na Ukrainę z emeryturą razy 8. To nawet patriotyczna postawa (z punktu widzenia Ukraińców), bo odciążają własny system emerytalny i budują transfer pieniędzy z zagranicy, który pobudza rynek wewnętrzny. Polskie państwo musi kiedyś jebnąć i trzeba tylko liczyć na to, aby stało się tak, jak w średniowieczu, czyli „nie oddamy Pana długów, i co pan nam zrobisz?”, niestety bardziej realny jest model grecki, czyli wyprzedaż ziemi, lasów, infrastruktury krytycznej, udziałów w SSP i innych aktywów w zamian za zmniejszenie długu. Ja bym tego SAFE nie spłacał, podkładka prawna jest mocna- brak ratyfikacji przez sejm + weto prezydenta. To tak, jakby Polska pojechała do Nigerii i z jakimiś skorumpowanymi urzędnikami niższego szczebla podpisano tam umowę, że Nigeria ma nam sprzedawać ropę za połowę ceny rynkowej.
ZUS nie jest prywatny tylko państwowy a kasa ze składek idzie na utopienie by wypłacić bieżące emerytury i zostanę tylko wirtualny zapis ile się wpłaciło.
Miałem na myśli prywatne konta emerytalne w prywatnej firmie (tak jak płaci się obowiązkowe OC, ale firmę można wybrać gdzie się płaci, ta która oferuje lepsze warunki). Pieniądze naprawdę by były na koncie a nie wydawane na utrzymanie jakiegoś innego emeryta.
od RacimiR: Czyli obowiązkowe OFE zamiast ZUS, przerabialiśmy to już raz- gigantyczne prowizje, a na koniec rząd postanowił sobie to zabrać. Gdyby jakiś polityk (z obojętnie jakiej partii) po tym doświadczeniu chciał zrobić to drugi raz- zostałby wywieziony na taczkach także przez własny elektorat.
OFE to też nie było prywatne de facto skoro rząd mógł te środki wziąć (podobnie zresztą jak PPK nie jest).
Miałem na myśli tylko i wyłącznie obowiązkowe uczestnictwo w prywatnych instytucjach, na prywatnym koncie bez dostępu państwa do tych pieniędzy. A pojawiłyby się instytucje na pewno jeśli byłby popyt, konkurujące ze sobą, konkurencja sprawiłaby że firma by zachęcać by i niej oszczędzani musiałaby np jak najmniejsze prowizje pobierać.
od RacimiR: Zajmowały się tym prywatne firmy (najczęściej duże korporacje) i gdy powstawało- reklamowano to jako prywatne i dziedziczne środki, których nikt nie może zabrać. OFE też miały konkurować między sobą, ale w ustawę wpisano gigantyczną prowizję startową, potem ją trochę zmniejszono) oraz obowiązek lokowania pieniędzy w określonych miejscach, np. lwia część na WIG. Na koniec Tusk z Rzeplińskim i Zollem stwierdzili, że te pieniądze to jednak można sobie wziąć do łatania dziury budżetowej (jeszcze 20-kilka miliardów gdzieś zniknęło po drodze „w wyniku różnych takich działań”, jak tłumaczyła Kidawa, swoją drogą sprawa niewyjaśniona do dzisiaj).
Ogólnie te wszystkie okołobankowe fundusze emerytalne (które przecież dalej istnieją) to jeden wielki szajs, bo biorą wielkie prowizje i zysk z nich jest śmieszny, nastawiony na niewiedzę klienta (już na zwykłej lokacie można więcej zarobić). Po 40 latach skończyłoby się to taką emeryturą, jak wypłata w filmie 'Dzień świra’. Kiedyś zrobiłem rekonesans ofert emerytalnych w kilku bankach i nie wierzyłem własnym oczom. Wszędzie stopa zwrotu była coś około 2% rocznie, czyli znacznie mniej od inflacji.
Można by zrobić tak, że każdy zamiast do ZUS miałby obowiązek wpłacać część dochodu rocznego na IKE i tam samemu sobie wybierał instrumenty w które chce inwestować, oczywiście potrzebne byłyby znaczne regulacje, żeby komuś nie włączył się „Zaorski mode”. Na pewno trzeba byłoby zakazać używania lewarów i dźwigni oraz najbardziej ryzykownych tematów, bo wtedy połowa skończyłaby albo z niczym, albo z długiem. Obecne dane mówią, że ponad 70% „inwestorów” w instrumenty finansowe wychodzi ze stratą, a to i tak są ci, którzy coś tam się finansami interesują. Dlatego trzeba by to zrobić „idiotodporne”.
Główny problem w takiej sytuacji to co z ZUSem? Gdyby z dnia na dzień odciąć go od pieniędzy ze składek, to trzeba by wypłacać wszystkie obecne emerytury z budżetu państwa, a to wiadomo, jak by się skończyło (skoro nawet bez tego mamy ponad 300 miliardów deficytu rocznie).
Ja bym był za trzecią, tylko z odpowiednio dużym vacatio legis. Wiesz, ile ludzi będzie chciało wtedy mieć dzieci i wnuki, i jeszcze ich wychować, żeby sobie w życiu radzili?
od RacimiR: Ja też bym wolał 3, ale zdaję sobie sprawę, że byłyby miliony starych Polaków, którzy nic by nie odłożyli. Co wtedy z nimi? Mieliby też prawa wyborcze.
Nie sądzę, żeby były miliony takich ludzi.
Pozdro RacimiR, dawno mnie tu nie było.
Propos ZUS to typowy nieprzemyślany pomysł komunistów. Uznali, że jak teraz jest boom demograficzny i ludzi jest dużo to tak będzie zawsze. Coś jak inwestycje Gierka (z całym szacunkiem bo on coś chociaż osiągnął). Zero planu B zero zabezpieczeń, totalny null. No i niestety zapłacą za to Polacy. Ja jestem w takim wieku, że jak dostane równowartość dzisiejszej stówki miesięcznie to będę zaskoczony. Chociaż do tej pory może w ogóle zniosą emerytury i zamkną ZUS z jakimś marnym odszkodowaniem 😉 Dlatego to, że mam na to wpłacać mnie bardzo wkurza jak moje pokolenie gówno z tego wyciągnie. Ani na żadne śmiedzące czosnkiem instrumenty finansowe IKE, OFE, trzecie filary gówna itd. Złoto, srebro i tyle. Najlepiej w biżuterii i zegarkach jak cyganie czy hindusi bo można przewieźć na sobie.
od RacimiR: Pozdro również. Problemy z emeryturami mają wszyscy, włącznie z krajami nie-komunistycznymi. Chyba tylko Norwegia może spać spokojnie, bo oni całymi dekadami inwestowali pieniądze z ropy i gazu w fundusze emerytalne. Ci, którzy je wprowadzali myśleli, że jakoś to będzie, a nawet jak nie to oni już nie będą rządzili, niech się martwią następcy.
IKE to akurat jest całkiem spoko rzecz, bo państwo nie może tego zabrać, a po spełnieniu warunków nie trzeba płacić Belki. Od przyszłego roku ma być jeszcze OKI, choć to bardziej pod bardziej agresywne granie na mniejszych kwotach. Jak jesteś młody to lepiej zainteresuj się tematem, bo jak zauważyłeś z ZUSu dostaniesz stówę, albo nic, a składki które teraz płacisz idą na 60-letnie bezdzietne feministki, 38-letnią żonę Hołowni i innych UB/SB-ków.
Żona Hołowni akurat dostaje emeryturę wojskową, więc ZUS tego nie płaci.
od RacimiR: ZUS to de facto budżet państwa, bo wpływy ze składek są mniejsze, niż wypłacane emerytury i rozwarstwia się to z każdym rokiem. Emeryturę żonie Hołowni płaci też budżet państwa (czyli podatnicy), więc nie widzę różnicy. Kwestia kolumn w księgowości budżetu.
Przede wszystkim trzeba zlikwidować przywileje mundurowej patologii. Nie może być tak, że policjant po 15 latach (z czego i tak połowa na L4, bo mundurowi mają zwolnienia 100% płatne, w przeciwieństwie do reszty społeczeństwa), przechodzi na „emeryturę”, na którą nie płacił składek, która to „emerytura” i tak jest dwa razy większa, niż prawdziwa emerytura ciężko pracującego ponad 40 lat normalnego obywatela. Tylko kto to zrobi ?? Przecież rządzący muszą mieć narzędzie do pacyfikowania społecznych protestów.
od RacimiR: Ja nikomu nie żałuję, ale skoro normalny facet pracuje do 65 roku, to jestem za tym, aby zmniejszyć przywileje niektórym zawodom, bo obecnie jest to zwyczajnie nieuczciwe. U policji zwłaszcza ci z biur czy drogówki powinni pracować dłużej. Niech stopniowo podnoszą (np. co 1 rok o 2 miesiące), to wtedy żaba nie wyskoczy z naczynia. Górnicy też mają za szybko, normą jest, że górnik idzie na emeryturę i następnego dnia otwiera JDG i dalej pracuje na kopalni jako podwykonawca, choć akurat górnictwo i tak się zwija, więc problem sam się rozwiąże (przynajmniej w przypadku węgla, bo np. na miedź jest wielki popyt i pewnie będzie rósł). „Kasta” sądowa też ma specjalne uprawnienia emerytalne, nie muszę chyba pisać co o tym sądzę.
W poprzednim artykule prasowka28 pisałem trochę o policji
(w sensie wywalili policjanta bo nie dobił jelenia), i to że policjant
przechodzi na emeryturę po 15 latach służby jest już nieaktualne,
zaostrzyli to w 2013r i teraz jest minimum 25 lat służby.
Jedyna motywacja dla mnie w policji byłaby emerytura po 15 latach
(tak zrobił jeden mój ziomal i teraz sobie żyje bezstresowo,
a inteligencja nie grzeszył). Ale służba ciężka teraz jest aniżeli
jeszcze 20 lat temu, mogą cię wywalić za byle pierdółe i jeszcze
poprawność polityczna itp. Zresztą czy 45 latek z patrolu dogoni
wlamywacza nastolatka? No nie, może co najwyżej warowac przy biurku.
Co najwytrwalsi mogą zdobyć licencje detektywa, i pracować nawet do
60tki, ale to ekstremalna rzadkość. Większość kończy jako ochrona.
Nawet się zastanawialem czy w erze AI praca w policji byłaby znosna,
ale osobiście dla mnie jak emerytura dopiero po 25 latach ciezkiej
służby to stanowczo nie, odradzam. Zresztą są inne służby mundurowe
jak straż graniczna, celna, więc jest alternatywa.
Dudus nasz były prezydent ponoć ustawa deubekizacyjna zaostrzyl
emerytury z kosmicznymi kwotami dla byłych ubekow, sbkow z prlu,
ale było kombinowanie jak to obejść, nie wiem w końcu jak się to skończyło.
Tusk że swoją ekipa myślę kombinuje jak te wysokie emerytury przywrócić,
być może tak zrobi na początku kolejnej kadencji Sejmu jak wygrają wybory.
Ja jak na razie że swoich składek i stażu pracy lat kilkanaście dostanę prawie
tysiaka, no ale to się zobaczy czy wogole dozyje, bo w mojej rodzinie chopy
dochodziły w zaswiaty przed 60tka, za to baby dozywaly prawie 90tki.
Ech te baby, tak długo żyją celowo by nam chopom życie uprzykrzac 😀
od RacimiR: Nie wszyscy policjanci ganiają za włamywaczami, wręcz bym powiedział, że mniejszość. Już chyba pisałem tę anegdotę, ale powtórzę- w poprzednim mieszkaniu widziałem z okna stację wypożyczania rowerów miejskich, kiedyś patrzę, a wandale niszczą rowery jeden po drugim i to tak fest (ponad 20 rowerów totalnie zdemolowanych). Zadzwoniłem na policję (jedyny raz w życiu), mówię że ślijcie patrol jak najszybciej, a dyspozytorka pyta… czy tam jest monitoring. Ja sobie myślę, że co kurwa? Zdarzenie trwa, można ich złapać, a ta pyta o monitoring. Oczywiście patrol nie przyjechał, patrzyłem przez okno jeszcze dłuższą chwilę, nawet po tym, jak sprawcy już się oddalili. Koszty remontu rowerów poszły do GZM, czyli zarządcy rowerów, czyli de facto podatników. Wychodzi więc na to, że policja nie jest zainteresowana złapaniem na gorącym uczynku, a co najwyżej poszukiwaniami na podstawie monitoringu (w co też wątpię). Zatem argument o gonieniu włamywacza przez policję raczej w przyrodzie nie występuje.
Emerytury dla SBków przecież Tusk przywrócił już na samym początku obecnej kadencji, chyba jeszcze przed końcem 2023 roku, albo na początku 2024 (władzę wzięli 13 grudnia). To był zresztą jeden z niewielu jego prawdziwych „konkretów” (poza tym przejęcie TVP i prokuratury oraz podpisanie paktu migracyjnego- wszystko zrobił w mgnieniu oka).
Ja też raczej mało emerytury dostanę, bo latami pracowałem na śmieciówkach i za granicą, co gorsza to były te pierwsze, najważniejsze lata, bo czas też się liczy (składki „stare” najbardziej nabierają na wartości).
Staż pracy też jest ważny. Mój ojciec zarabiał okolice minimalnej przez całe życie, ale pracował ponad 40 lat bo poszedł do roboty zaraz po maturze i emeryturę miał całkiem niezłą, prawie 5000 netto (niestety zmarł w tym roku, więc się nią długo nie nacieszył).
Autorze; Ty się produkujesz, tłumaczysz, a Wprost uważa że jednak trwa piekło kobiet:
https://biznes.wprost.pl/twoj-portfel/12338892/kara-za-macierzynstwo-do-likwidacji-dwa-skladkowe-lata-do-emerytury-za-kazde-dziecko.html
od RacimiR: Że niby Kotula chce zostawić kobietom 60 i jeszcze im odjąć 2 lata za dziecko? To na pewno nie przejdzie, nie ma na to pieniędzy. Zrobić 65 i minus 2 za dziecko to jeszcze byłby jakiś kompromis, ale bezdzietne feministki pewnie wydarłyby japę. To zdanie też jest fajne: „Kobiety też się dyskryminuje, bo one mają niższe emerytury” – no bo do diabła 5 lat krócej pracują, więc skończmy je „dyskryminować” i niech zasuwają do 65, jak mężczyźni. Te 5 lat składkowych więcej (i zarazem 5 lat mniej poboru) robi dużą różnicę w wysokości emerytur.
Ostatnio czytałem książkę shogun Jamesa calaviela.
I tam padło zdanie że 'posiadanie małego szpunta jest najwiekszym
nieszczęściem mężczyzny’.
To co powiedzą na ten temat skosni Azjaci, bo to oni mają (statystycznie
potwierdzone) bardzo małe penisy (w stosunku do rasy białej i czarnej).
W shogun były też opisy dilda kobiecego i w jaki sposób je używać,
a także homoś Yabu kochaś z chłopcami. A japonki grzmoca sie
jak gronostaje. Ogólnie wysmiewanie małego penisa jest stare jak świat.
Esperyment mysia utopia calhuna dobrze kojarzę, zrobili też wersję że
szczurami i innymi zwierzętami i ostateczny efekt zawsze taki sam csyli
wyginięcie populacji. Nieraz pisze o nim w komentarzach.
Tutaj równolegle polecam inny eksperyment Milgrama autorytetu.
Temat niskiej dzietnosci świata też intensywnie analizuje, i ZaSpamuje
zorard.wordpress.com/2026/02/16/o-demografii
Tutaj autor napisał wprost że propaganda (starozakonnych, bo kogoz by innego)
zwłaszcza feminizmu ale i hedonizmu i bogactwa jest powodem urabiania
kobiet i mężczyzn by nie posiadali potomstwa. To już trwa od końca XIX wieku,
z tym się zgadzam z autorem.
Wszystko inne te mieszkania, żłobki, równouprawnienie to może i też ale raptem
kilka %.
Człowieka urabiano od pierwszych czlekoksztaltnych, zwłaszcza młodego.
Najpierw by był oddanym plemienia wodzowi, potem wymyślono religie i stał
się jeszcze bardziej potulny, wręcz niewolnikiem w feudalizmie (np. znamię chama).
Propaganda jest więc stara jak ludzkość. Wiedza o tym żymianie, bo to oni nami
gojami steruja jak bydłem, a w planie maja depopulacje, stad zachecenie
nas do postawy antynatalnej, mieszanie ras dopełnia resztę.
Zbudowalismy im cywilizacje, więc możemy wyginac.
Gdyby propaganda zachęcała do rodzenia dzieci, tak jak propagandowe
filmy Goebelsa w iii Rzeszy to kobiety rodziłyby jak szalone min 4 dzieci
by rzesza podwoiła się w pokolenie.
Goebels sam mając 7 dzieci opowiadał jak spotkał rolnika co miał ich 17.
Czul się zawstydzony, miał sporo do nadrobienia.
W Afryce o feminizmie mało kto słyszał (a nawet jakby to przeciez
przez murzynskie IQ są za tepi na te propagandę), stąd maja kilka dzieci na
kobietę. W byłych islamskich republikach radzieckich jak Kazachstan, Tadżykistan,
Uzbekistan, Turkmenistan gdzie kobiety słabo słyszaly cokolwiek o
feminizmie maja 2 dzieci na kobietę więc trzymają poziom.
Za to w nowoczesnych republikach islamskich ZEA i ArabiaS przysrost
tak mały jak w Europie.
A usrael? 2 z hakiem, więc starozakonni wiedzą że się muszą namnazac,
a goim mają mieć zakaz nsmnazania.
Propaganda głównie na fb jest, gdzie młodzi ciągle w nosem w fonie,
ale i też filmy syjonwood, szmatlixa, gdzie biała business Woman ma
penthouse, domek letniskowy, ludziska to oglądają i myślą że wszyscy w
hameryce tak mają (a max może 1%).
Jak sprawić by znowu kobiety miały dzieci, zwłaszcza białe?
Usunąć żymian od władzy nad bankami i polityka, oraz nad
urabianiem nas. No ale bydło goim musiałoby zmadrzec,
dociec prawdy na co się nie zanosi.
Białą rasa więc wymrze, podzieli los Indian Ameryki Północnej.
Przetrwa czarna, żółta i hindusi bo ich najwięcej, pomimo 1 dziecka
na kobietę w Chinach czy Indiach.
od RacimiR: Też mam takie podejrzenia, zresztą nieprzypadkowo ten obrazek z „handlarzem” w tekście. Żymianie poprzez swoje ośrodki przekazu (do których zaliczam także celebrytów i szoł-biznes) skutecznie wmówili kobietom, że macierzyństwo to czyste zło (obciach, degrengolada psychiczna i fizyczna oraz piekło kobiet). Ogólnie macierzyństwo stało się niemodne i 'nieseksowne’, a młode kobiety patrzą głównie na modę i nie chcą robić rzeczy niemodnych. Jest też obrzydzanie dzieci jako „bąbelki”, „madki”, „patologiczne dziecioroby” itp. A wersja „light” dla kobiet to najpierw studia, potem kariera, budowa domu, psiecko i kociecko, kupno wszystkich możliwych dóbr materialnych, a na koniec, po 40-tce początek szukania męża i ewentualnie dziecko (max jedno).
Teoria tym bardziej trzyma się kupy, że Żydzi ortodoksyjni sami mają bardzo wysoki przyrost naturalny (oni trochę to ukrywają, bo demografię Izraela podają jako całość razem z Palestyńczykami bez podziału na narodowość, pisałem o tym kiedyś osobny wpis, z kolei USA nie publikują takich statystyk), jest to jedyny przypadek świata, gdzie bardzo bogate społeczeństwo ma przyrost naturalny znacznie powyżej współczynnika zastępowalności pokoleń.
Co do tych którzy przetrwają w dalszej przyszłości- na pewno w ścisłej czołówce siły będą to też ludy arabsko-berberyjskie, oparte na twardym islamie, czyli Afryka Północna i Bliski Wschód + gigantyczna diaspora w Europie, która pewnie jeszcze w XXI wieku stanie się większością. Białą rasę będą reprezentować Żydzi, choć oni też mogą mieć problem, gdy USA się osłabi i nie będzie ich w stanie chronić. Duża część białych zmiesza się z muzułmanami, zasilając ich obóz (już się to zresztą zaczęło i w przyszłości przyspieszy, bo uzyskując kolejne wpływy dadzą ultimatum: albo się konwertujesz, albo Allah Akhbar). Chińczycy zgoda, będą bardzo silni, już zresztą są. Jak zdobędą Tajwan, Japonię i Koreę Płd. oraz tereny/zasoby Syberii to będą jeszcze silniejsi.
Z murzynami nie byłbym taki pewny, nie chcę mieć prokuratury na głowie, ale oni stali się silni wyłącznie poprzez bezinteresowną pomoc ze strony białych (z Europy i USA). Sami u siebie nic nie wywalczyli i nie wytworzyli żadnych struktur narodowo-historyczno-kulturowo-państwowych (największy, chyba jedyny zauważalny ich wynalazek to muzyka jazz, funk czy rap powstała z ich dużą pomocą w USA, ale na tym na pewno samodzielnego imperium nie zbudują), a Arabowie, Żydzi i Chińczycy jak przyjdzie co do czego- nie będą się z nimi cackali, pewnie wrócą do korzeni, czyli do niewolnictwa, albo do eksterminacji. Już teraz w Afryce re-kolonizują ich Chińczycy, a w EU i USA gdy białe lewactwo odejdzie do lamusa to skończy im się taryfa ulgowa, parytety czy ochrona z tytułu „dyskryminacji” i „mowy nienawiści”. Hindusi, Bengalczycy itp. to tacy trochę mądrzejsi murzyni, ale też nie wykształcili silnych podwalin (a te niewielkie, które mieli zostały sponiewierane przez kolonializm). Może to jeszcze zrobią, ale czasu jest niewiele, raczej nie będą rozdawali kart, choć może przetrwają.
Był taki mnich, Ewagriusz z Pontu, który opisał porządek złych myśli. Począwszy od obżarstwa i nieczystości, przez chciwość, gniew, smutek, acedię do próżnej chwały i pychy.
Opisałeś tutaj wiele kobiet, które mają konsumpcyjny stosunek do świata i ludzi. Traktują świat jako wielką potrawę do spożycia, a potrzebują mężczyzn nie dlatego, żeby ich kochać i wspierać, tylko po to, by było im dobrze. Feminizm jest skutkiem takiego myślenia (próżna chwała), bo niepohamowany, konsumpcyjny styl życia prowadzi przez wszystkie wyżej wymienione myśli do stanu godnego pożałowania: „Wszystko jest moim sukcesem, a ty jesteś nikim”, co jest oczywistym kłamstwem.
Co poszło nie tak? Społeczeństwo zatraciło poczucie wstydu. Pamiętam, jak śp. babcia mówiła o tym, że jak przyłapano na wsi parę, która ze sobą współżyła, a nie była małżeństwem, to z mężczyzną zrywano interesy, jednak zapewniono elementarną pomoc, żeby nie umarł z głodu, a kobietę publicznie sadzano na wóz i przejeżdżano przez całą wieś, żeby każdy wiedział, co zrobiła. I to było narzędzie skutecznie odstraszające obie strony od rozwiązłości i wywołujące słuszny wstyd za to, co się stało. Dlatego potrzeba dzisiaj po prostu piętnować zło i nie zważać na głosy mówiące o tym, że to zaściankowość.
Co do mnie: sam poszukuję żony i strasznie ciężko jest znaleźć kogoś normalnego w tych widełkach wiekowych, o których napisałeś – tak się życie mi potoczyło, że dopiero teraz jestem w stanie stworzyć stały, zdrowy związek (długa historia). Aktywności męskie są dobre, o ile zupełnie nie zastępują dążenia do założenia rodziny. Znam dużo ludzi uprawiających strzelectwo, sporty walki, sporty siłowe, którzy są fantastycznymi mężami i ojcami, angażując w to swoje dzieci, które są zdecydowanie bardziej ogarnięte od swoich rówieśników, którzy żyją pod kloszem i z telefonem przyklejonym do ręki.
Cieszę się, że więcej piszesz, i życzę dużo zdrowia!
od RacimiR: Dzięki. Ostatnio też Bosak włączył się (zresztą całkiem mądrze) w debatę o przyroście naturalnym, oczywiście lewica nie zostawiła na nim suchej nitki. Znalezienie żony nie jest niemożliwe, bo z drugiej strony spora część mężczyzn 30+ to debile, alkoholicy, kryminaliści + długa lista innych negatywnych cech. Znam kilka fajnych kobiet szukających kogoś na dłużej i zgodnie narzekają, że też nie ma za bardzo w czym wybierać. Trzeba tylko taką odnaleźć, czego życzę mocno. Trochę sportu, pewności siebie, jakiś perfum, ciuch i szanse rosną diametralnie.
Bycie debilem, alkoholikiem lub kryminalistą niekoniecznie zmniejsza atrakcyjność. Kobiety lubią „niegrzecznych chłopców”, poza tym „łobuz kocha mocniej” i inne takie.
od RacimiR: Debilizm i alkoholizm raczej zmniejsza atrakcyjność. Kryminalizm to zależy, ma swoje fanki, ale tylko gdy „mafiozo” jest poważnym graczem.
Niekoniecznie, wystarczy że jest zwykłym sebixem.
W zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze byliśmy małpami, stadem rządził samiec alfa, do którego należały wszystkie samice i któremu podlegały pozostałe samce. Problem w tym, że cechy, które pozwalały zostać tą najważniejszą małpą w stadzie, dzisiaj pozwalają zostać co najwyżej najważniejszym sebixem w bloku, albo najważniejszym osadzonym w celi. Ale kobiety nadal to kręci, bo ciało migdałowate w mózgu nie nadążyło za rozwojem cywilizacji. To jest atawizm.
Mafiozi poważni gracze — owszem też, bo to jest po prostu hipergamia, ale i pospolite sebixy mają wzięcie, bo są tacy męscy i mają w sobie „to coś”.
Gdyby alkoholizm istotnie zmniejszał atrakcyjność, to nie byłoby tylu żonatych alkoholików, których rodziny cierpią każdego dnia. Wydaje się, że nawet kobiety, które zdają sobie sprawę z negatywnych skutków alkoholizmu, wkręcają sobie, że „po ślubie się zmieni”. Gdy dociera do nich, że miłość jest jednak słabsza niż nałóg, jest już za późno.
od RacimiR: Nie powiedziałbym, że pospolite „Sebixy” mają aż takie branie. Może wśród odpowiadających im „Karyn” (czyli z angielskiego Karen), czyli mało urodziwych, pyskatych i nieinteligentnych kobiet, często z rodzin patologicznych. Sebix alfa, który ma pod sobą kilku innych Sebixów to może i coś ugra, ale gangsterskie doły to niezbyt.
W kraju, gdzie prawie wszyscy piją, a alkohol jest narodowym sportem, umocowanym historycznie- trudno o sytuację, gdy wszyscy alkoholicy są singlami. Zresztą kobiety też za kołnierz nie wylewają. Na pewno jednak nie dodaje im to atrakcyjności. Może pomaga na pierwsze wrażenie, bo alkohol dodaje pewności siebie i niekiedy błyskotliwości, ale na dłuższy związek partner alkoholik to udręka.
> coraz więcej jest tłuścioszek (tzw. grubancypantek), które próbują nadrabiać zaległości poprzez tatuaże, kolczyki, zabiegi 'estetyczne’ czy farbowanie włosów na barwy aposematyczne, efekt jest oczywiście odwrotny do zamierzonego
To też, ale najczęściej po prostu zwalają na geny i domagają się, żeby świat zaakceptował ich otyłość, facetów (oraz twórców filmów i reklam), którzy wolą szczupłe, oskarżają o fat-shaming, itp.
Jest to część ogólnego trendu, polegającego na tym, żeby zamiast walczyć ze swoimi słabościami, ludzie domagają się od innych, żeby te słabości zaakceptowali i im je zrekompensowali. Stąd wysyp dzieci z dysgrafią, dysleksją, dyskalkulią i innymi dysami. W normalnych warunkach te dzieci po prostu przeznaczyłyby więcej czasu na naukę i nauczyłyby się pisać i liczyć poprawnie.
od RacimiR: „Body positive” i akceptacja patologii też ma znaczenie, ale tu o co innego mi chodziło. Wiele kobiet serio twierdzi, że jak zrobi sobie wielki tatuaż to ich atrakcyjność u płci przeciwnej wzrośnie (realnie jest dokładnie odwrotnie). Traktują to jak swego rodzaju siłownię dla leniwych.
Na YouTube jeden gość ładnie wyjaśnia polskie witaminki i madki, kanał MODAWYSOKA, polecam!
od RacimiR: Kojarzę typa, on chyba jakieś kursy podrywu i coachingu sprzedaje, co dla mnie oznacza dyskwalifikację, ale zdarza mu się powiedzieć coś mądrego i zabawnego.
Nie sprzedaje żadnego coachingu, kurs podrywu organizował raz (i 2 o zupełnie innej tematyce) i ludzie sami go maltretowali na mailu żeby udostępniał im nagrania miesiące po zakończeniu bo chcieli kupić to co nagrał.
Co jest złego w kursach podrywu (i innych)? Zakładając że dobrych. Jak ktoś czyjeś kursy chwali i uważa że mu pomogły to też ma oznaczać dyskwalifikację? Bo tak?
Co to znaczy „dyskwalifikację”? Jakiego stopnia i w czym? Czy dyskwalifikację permanentną? Czy to co mądrego powiedział należy „dyskwalifikować” ze względu na jakąś jedną (przyjmijmy że) głupią rzecz?
Czy należy dyskwalifikować dokonania naukowe Einsteina lub Hawkinga dlatego że gadali jakieś brednie o socjalizmie?
Współczesna manosfera (czyli ktoś raczej kompetentny w temacie tego artykułu) która od paru lat wreszcie przełamuje tabu na temat kobiet i stosunków damsko-męskich (za co często spotyka się z masą wyzwisk i poniżania, ale pewna masa krytyczna została niedawno wreszcie przekroczona, wcześniej powiedzenie prawdy na ten temat oznaczało właśnie dyskwalifikację, permanentną) sama nie neguje (z tego co widziałem) kursów podrywu. Czy zbiór wiedzy na ten temat powinniśmy odgórnie tak selektywnie oceniać?
Na powyższy zarzut, omawiana postać sama zwróciła w którymś filmie uwagę w trafny sposób, ale nie mogę tego teraz znaleźć i trochę mi się nie chce. 😉
Ale mam coś innego na ten temat od kogoś innego:
https://www.youtube.com/watch?v=afBSpHss3RQ
od RacimiR: Po prostu koleżka nie trafia w mój gust na tyle, żeby go regularnie słuchać w czasach, gdy youtube pęka w szwach od contentu i wszystkiego przesłuchać zwyczajne się nie da. Ja sam mam też alergię na różne coachingi, ale to akurat nie jest jakiś znaczący powód w tym przypadku. Widziałem kilka jego filmików i wszystkie były identyczne- znajdował jakiś skrajnie idiotyczny wpis kobiety w socialach i przez pół godziny go wałkował, zdanie po zdaniu, a na jedno zdanie tekstu źródłowego wtrąca on 5 zdań własnego komentarza. Skoro panna napisała coś głupiego, to przeanalizować to można sumarycznie w 10 sekund, a nie rozbijać każde zdanie na czynniki pierwsze. Paradoksalnie tak obszerną analizą on legitymizuje te patusiary. On jeszcze bardzo powoli mówi (Grzegorz Braun też tak ma), więc od razu trzeba zrobić speeda 1.25 albo nawet 1.5.
Wkurza mnie też to, że ciągle przemawia do swojej „ofiary” w drugiej osobie (tak, jakby go słuchała na żywo). Nigdy też nie próbuje znaleźć rozwiązania przyczyny, ani głębszej analizy, każdy jego filmik to rzyg na bohaterkę danego odcinka i koniec, klasyczne negatywne emocje, jak w audycjach politycznych. Jeśli chodzi o tematykę 'redpill’ to już wolę Szarpana z Kanału Jeden/Szarpanki z życiem- jest błyskotliwszy, nie ma kija w dupie i przemyca więcej ciekawych treści na minutę (mimo, że jego filmy to amatorska improwizacja), ale też ma milion wad.
Najlepsi w tym względzie są podcasterzy amerykańscy (także dlatego, że w USA degrengolada jest największa i mają z tej okazji lepszy materiał do analiz). Ale ogólnie mało czasu poświęcam na taką tematykę, bo mam wysoką świadomość problemu i mam wrażenie, że wszyscy gadają w kółko to samo.
Ogólnie jednostka „treść na minutę” to u mnie klucz do obejrzenia czegokolwiek na youtubie. Lubię dużo się dowiedzieć w krótkim czasie, niestety na youtube tendencja jest odwrotna, czyli clickbait w tytule i miniaturce, a w środku nuda, powtórzenia i banały, plus reklamy i żebranie o lajki i suby.
> utrzymanie wieku emerytalnego na obecnym poziomie (zwłaszcza 60 lat dla kobiet, których średnia długość życia dochodzi już do 80-tki i rośnie) skończy się krachem i nędzą
Wcale nie, bo jak sam zauważyłeś, dzięki współczesnej technologii nie trzeba wcale tyle ludzi do pracy. Dawniej 3 pracujących musiało utrzymywać 1 emeryta, a w dzisiejszych czasach, gdyby wszystko dobrze zorganizować, mogłoby być nawet na odwrót.
Problem jest właśnie z tą organizacją, a nie z wiekiem emerytalnym.
Problem jest z tworzeniem idiotycznych miejsc pracy, która nie wytwarza żadnych dóbr, a wręcz często przeszkadza innym (np. przerost zatrudnienia w urzędach).
W Hiszpanii może być 30% bezrobocia i są z tym szczęśliwi. Pracują po prostu ci, co chcą, albo którzy mają większe potrzeby niż zasiłek. Ale u nas to nie przejdzie, bo u nas jest „etos pracy”, wtłoczony nam przez zaborców, w myśl którego jedynym sensem egzystencji Polaka miała być praca, najlepiej wyrobnicza. Dlatego kto u nas nie pracuje, ten od razu jest zwymyślany od „leni”, „nierobów”, „pasożytów”, „wałkoni”, „nygusów” i jeszcze kilku określeń, a najgorzej jeżeli jest to kobieta, to jeszcze zostanie wyzwana od „kur domowych”. Dlatego te jałowe stanowiska pracy tworzone są głównie dla kobiet. Kosztują one podatnika drożej niż kosztowałyby zasiłki, ale otumanione społeczeństwo to akceptuje, bo etos pracy.
Dodatkowa szkodliwość jałowych miejsc pracy jest jeszcze taka, że jak w końcu przychodzi koniunktura i rzeczywiście ludzie są potrzebni do faktycznej pracy, to ich nie ma — bo siedzą na tych jałowych etatach i nie chcą tego zmieniać.
od RacimiR: Okej, tylko temu jednemu pracującemu za trzech emerytów trzeba by znacznie podnieść składki na ZUS, albo podnieść jakieś inne podatki, co zarżnęłoby gospodarkę (chyba, że cały świat, a przynajmniej region zrobiłby to samo). Emeryci często potrzebują też opieki medycznej, a to bardzo trudno zastąpić przez AI. Bezrobocie w Hiszpanii nie jest wcale takie wysokie, nie pracują pewnie dzieci bogatych rodziców, albo szara strefa.
Jałowe miejsca pracy w budżetówce to faktycznie problem, zwłaszcza że oni są dobrze zorganizowani, przez co łatwiej im wymuszać na politykach zbiorowe podwyżki. Zanim obecny rząd im dał podwyżki to płakali, że są biedni, ale na jedno miejsce pracy w urzędzie było kilkudziesięciu chętnych (oczywiście robotę dostał i tak ten, co od początku o tym wiedział, niekoniecznie najbystrzejszy z wszystkich).
Miejsca pracy w urzędach to całe spektrum — od ministra do referenta, ale na każdym poziomie jest jałowość. Na referentów nie ma aż tylu chętnych na jedno miejsce, tym bardziej, że te miejsca właśnie są po to, żeby dać pracę ludziom niemającym chodliwego zawodu.
Zresztą nie tylko w urzędach, również w korporacjach i to prywatnych, są jałowe miejsca pracy. Dzieje się tak dlatego, że w „socjalistycznej gospodarce rynkowej” w jakiej przyszło nam żyć, nie da się prowadzić poważnego biznesu bez grantów, ulg podatkowych i zamówień publicznych, a te są uwarunkowane, i wymagają zatrudniania określonej liczy ludzi — więcej, niż realnie potrzeba. Stąd np. bardzo rozbudowane HR-y czy inne tego typu działy.
Jak podniesiemy wiek emerytalny, to będziemy musieli takim ludziom utrzymywać miejsca pracy jeszcze dłużej, i wyjdzie to drożej niż płacenie emerytur.
Rzeczywistym problemem jest ukryte bezrobocie, a nie niski wiek emerytalny.
od RacimiR: Można zrobić kombo, czyli wyrównać wiek emerytalny i pozbyć się niepotrzebnych pracowników budżetowych.
Wtedy już nie trzeba podnosić wieku emerytalnego. Jak już jest tych rzeczywistych miejsc pracy tak mało, to lepiej wysłać człowieka wcześniej na emeryturę, a na jego miejsce zatrudnić bezrobotnego.
od RacimiR: Okej, tylko że budżet tego nie wytrzyma. Wyślesz 60-latka na emeryturę, a on i tak będzie pracował na zlecenie, JDG lub na czarno- będzie miał i emeryturę i to samo, co wcześniej, a bezrobotny pozostanie bezrobotnym.
Sezon 2025/26 ekstraklasy się skończył. Lech Poznań zdobył 10 tytuł, pierwszy raz od sezonu 1992/93 (po słynnej ,,niedzieli cudów”) obronił tytuł mistrzowski; gratulacje Lech. Jest to też trzecie mistrzostwo Lecha w tej dekadzie i tak jak Wisła Kraków zdominowała pierwszą dekadę xxi wieku, Legia drugą to tak można już powiedzieć że trzecia dekada należy do Lecha, będzie rozstawiony we wszystkich rundach eliminacji Ligi Mistrzów, fajnie jakby tam dotarł.
Górnik Zabrze kończy sezon na 2 miejscu, zdobył też Puchar Polski, gratulacje dla Górnika, jest to ich pierwsze trofeum po 1989. Kilka dni temu Górnik zrzucił miejskie kajdany a klub przejął Łukasz Podolski, już od jakiegoś czasu dzięki kontaktom udawało mu się do Górnika dobrych piłkarzy przyprowadzać z potencjałem sprzedażowym, teraz jako właściciel będzie miał jeszcze większe możliwości, moim zdaniem idą dobre czasy dla Górnika, oby ze ścieżki eliminacji Ligi Mistrzów Górnik doturlał się do tej Ligi Konferencji chociaż.
Jagiellonia zajęła 3 miejsce, zagra od 3 rundy el. Ligi Europy (przez to że Górnik z PP zajął miejsce gwarantujące el. LM) chociaż moim zdaniem ostatecznie trafi do LK. Trzeba uznać sezon Jagi za dobry, stabilizacja w czołówce. Chociaż teraz trudniej będzie bo Pululu odchodzi, oby znaleźli dobre następstwo na pozycji napastnika.
Raków 4 miejsce, zacznie od II rundy el. LK i moim zdaniem trafi na jesień do fazy ligowej, klub miał problem po odejściu Papszuna do Legii, chociaż nie potrzebnie zwolnił Tomczyka, powinien dostać czas i oby Dawid Kroczek też go dostał skoro już tak się stało.
GKS Katowice zrobił wielki come back, rundę jesienną kończył w strefie spadkowej, ale na wiosnę punktował jak podiumowicz, zajął 5 miejsce (dzięki zdobyciu PP przez Górnika) i zagra od II rundy el. LK aczkolwiek zapewne odpadnie latem bo jest nierozstawiony, max dwie rundy eliminacji przejdą. Ale i tak to wielki sukces, Gieksa wraca do eliminacji pucharów po 23 latach; historycznie Gieksa miała swój bardzo dobry okres, Mariusz Dziurowicz stworzył na przełomie lat 80 i 90 z Gieksy bardzo silny klub, kilka razy Puchar Polski zdobyli, szkoda że nigdy nie udało im się zdobyć najważniejszego trofeum czyli mistrzostwa, fajnie jakby kiedyś im się udało, chcę aby jak najwięcej klubów miało tytuł mistrzowski którzy jeszcze do tej pory nigdy go nie zdobyli.
Legia też o dziwo mogła uratować sezon (wspomniana Gieksa to zrobiła że im się to nie udało, swoją drogą słyszałem teorię że Pogoń celowo chciała wydupcyć Legię – jak patrzyłem na gola Gieksy w końcówce to może coś w tym jest, w sumie się nie dziwię Pogoni, po co pomagać klubowi który w PRL młodych piłkarzy kradł na służbę wojskową a kibice Legii to często pogardliwi, pełni pychy – przyda im się ta lekcja). Jednego tylko się boję że Legia raz w tygodniu grająca będzie przepychać po 1 0 mecze i doturlać się może do mistrzostwa (oby nie), tym bardziej że Legia do LK ze swoim współczynnikiem mogłaby się tam doturlać.
Całe szczęście że do eliminacji pucharów nie weszło Zagłębie czy Wisła Płock, ci to w ogóle nie potrafią tworzyć akcji w ataku pozycyjnym – tutaj to nawet gdyby grali z kimś z Macedonii czy Mołdawii to skończyć mogłoby się eurowpierdolem, wystarczyłaby konterka na nich i po zawodach.
Pogoń Szczecin miała słaby sezon, to dla mnie zagadka, ten sezon to palenie kasą w piecu, zobaczymy czy wnioski wyciągnęli. Widzew podobnie, a ten to już w ogóle w ostatniej chwili ze stryczka się zerwał.
Ekstraklasa w tym sezonie nie byłaby sobą gdyby nie doszło do aferki na sam koniec. Lechia przegrała z Niecieczą i spadła z ekstraklasy z 38 punktami – czyli zaważyło jednak te minus 5 punktów (formalnie to 43 zdobyli w sezonie). Lechia wydaje komunikaty typu ,,nie spadliśmy, 12 miejsce zajęliśmy”, chcą iść do trybunału w Lozannie – tylko minus 5 nikt im już nie cofnie, szanse niemal zerowe są na to, w skrajnym przypadku może orzec o odszkodowaniu ale nikt nie cofnie im punktów wywracając tabelę (gdyby nie minus 5 to z ekstraklasy spadłby Piast Gliwice). Można zarzekać się że spadli przy zielonym stoliku ostatecznie (pomijam już że wystarczyło wygrać jeden z siedmiu ostatnich meczy i utrzymanie by było). Tylko że w poprzednim sezonie Lechia grała składem na który nie było ich stać (czyli krótko mówiąc byli oszustami, inne kluby jakoś musiały brać piłkarzy na swoje możliwości finansowe – taka Stal Mielec spadła bo nie mogła lepszych wziąć bo finanse nie pozwalały, grali uczciwie i spadli), opóźnienia prawie 3 miesiące w wypłatach mieli, nie dostarczali pieniędzy za transfery np. Ruchowi Chorzów, musieli dostać zaliczkę z praw telewizyjnych by to opłacić – gdyby Komisja Ligi była poważna to albo wyrzuciliby ich wtedy lub dali z minus 20 w tamtym jeszcze sezonie, w Serie A czy Premier League nie takie marki były karane i nie ma zmiłuj się. Lechia i tak została potraktowana nadzwyczaj łagodnie, minus 5 to kara z którą na spokojnie mogli (i mieli dużą szansę na to) by się utrzymać. Niech to będzie lekcja by grać uczciwie a nie później cyrki robić.
Piast Gliwice od czasu swojego mistrzostwa notuje zjazd, jeśli nic się nie zmieni to spadnie prędzej czy później, już teraz by spadł gdyby nie zielony stolik który sprawił że to Lechia spadła. Chyba przejedli kasę z mistrzostwa, nie zrobili nic, ani akademii, infrastruktury – kompletnie nic. Szkoda no ale sami są sobie winni a była szansa by coś trwałego zbudować.
od RacimiR: Zwariowany sezon. Dla mnie niestety smutny- najwięksi rywale (Górnik i GKS) triumfują, a mój Ruch w ostatniej sekundzie (gol Polonii Warszawa w Opolu w 7 minucie przedłużonego czasu gry) stracił szanse na baraże. Warto też zauważyć, że 3 drużyny z pierwszej piątki są z województwa śląskiego (do tego jest jeszcze Piast), z kolei dwóch spadkowiczów jest z pomorskiego i nie zostanie im nic. Lechia nie pierwsza i nie ostatnia, która spadła z ligi przez ujemne punkty. Trzeba było zapłacić za Wójtowicza, albo go po prostu nie kupować, skoro nie mieli na niego hajsu. Na zachodzie też by się z nimi nie cackali, wszak Juventus czy Rangersów od razu za takie coś wywalili do niższej ligi, a nie tylko minus pięc pkt. Gratulacje dla Lecha, należało im się, to najbardziej poukładany klub w Polsce. Życzę wszystkim powodzenia w pucharach, choć obawiam się, że będą spektakularne ewurowpierdole w fazach przedwstępnych, a katami będą takie tuzy jak Mlada Boleslav, Baćka Topola czy inny Szachtior. GKS to na 99% w pierwszej rundzie odpadnie, bo są słabi i ich ranking UEFA = 0, więc są na pewno nierozstawieni. Górnik zresztą podobnie, ale oni z 2 miejsca będa mieli znacznie łatwiejszą drabinkę.
Słuchałem sobie ostatnio Tetryków (moja ulubiona audycja piłkarska) i zauważyli oni słusznie, że trudno wskazać przegranego wiosny, prawie wszyscy wygrali, albo zagrali zgodnie z oczekiwaniami. Może Lechia, ale jak zdobywasz 1 punkt w kilku ostatnich meczach, w tym w łeb od zdegradowanego Bruk-Betu to czego się spodziewać? Widzew się utrzymał, Legia też (prawie do pucharów weszli i w końcu mają porządnego trenera), Jaga na podium, Raków też nie najgorzej. Pogoń słabo, ale oni poza ambicją ekscentrycznego prezesa nie mają powodów, aby liczyć na podium. W przyszłym roku liga będzie jeszcze silniejsza, bo na pewno ogarną się Legia i Widzew, do tego dołączają Wisła i Śląsk, czyli kluby z dużych miast z wielkimi ambicjami (i pieniędzmi). Ciekawi mnie, czy Dobrzycki znów rozbije bank, czy poczeka, aż dotychczasowe transfery „zaskoczą”.
Jeśli chodzi o gola dla GKS to teorie spiskowe zawsze w cenie, ale piłkarze mają takie rzeczy w dupie, oni chcą wygrywać, bo dostaną premie za zwycięstwo. Zresztą gdyby to wyszło, że Portowcy specjalnie puścili mecz (a gdyby tak było, to musiałoby być przynajmniej kilkanaście osób wtajemniczonych, więc duża szansa, że choć jeden puściłby farbę) to klub dostałby drakońską karę. Strzał do obrony, ale na bramce stał napastnik. Jeśli ktoś zawalił w tej sytuacji to bramkarz Kamiński, który w sytuacji z czerwoną kartką albo mógł poczekać na piłkę w polu karnym (napastnik GKS raczej by nie zdążył dobiec), albo ewentualnie wybijać ją nogą lub głową.
Oby Wieczysta wygrała dzisiaj z Chrobrym Głogów (z całym szacunkiem dla sympatycznej, ambitnej drużyny z Głogowa). Fajnie by było zobaczyć potrójne derby Krakowa (niby historycznie były potrójne [a przed samą wojną nawet poczwórne] – do aspiracji o trzecią siłę Krakowa historycznie aspirowały m.in Garbarnia, Jutrzenka, Wawel, Hutnik itp – jest potencjał by była jakaś siła która rzuca wyzwanie duopolowi Wisły i Cracovii) – zresztą w takiej Premier League często niemal połowa ligi to kluby z Londynu (swoją drogą szkoda mi Arsenalu wczoraj, wolałem by to oni a nie PSG wygrali Ligę Mistrzów). Oczywiście Wieczysta jest co prawda zabawką w rękach bogacza, większą niż np Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski Groclin w rękach Drzymały (bo tam była chociaż mała w warunkach ekstraklasy kilkutysięczna grupa kibiców ale zawsze te parę tysięcy się wyróżnia) a Wieczysta dopiero swoją bazę kibiców będzie musiała zbudować – aczkolwiek ponoć i tak jakaś grupka jest. Problemem jest też stadion, pewnie parę lat zajmie nim zostanie wybudowany stadion na warunki licencyjne ekstraklasy. Nie kupowałem nigdy argumentów gdy ktoś nowy wchodzi to że to ,,klub bez historii, bez tradycji” itp – po pierwsze historię każdy klub ma, co najwyżej słabszą historię i tradycję bez sukcesów w niższych ligach ale ma; po drugie każdy nawet z dzisiejszych wielkich marek kiedyś zaczynał, każdy miał swój początek – na szczęście każdy kto sportowo awansuje i potem ewentualnie coś zdobędzie to ma prawo do tego bez względu na przeszłość.
Myślę że jeśli właścicielowi Wojciechowi Kwietniowi się nie znudzi (co kilka miesięcy medialnie łączony jest z Wisłą Kraków) to Wieczysta może dołączyć w ciągu kilku sezonów do bycia topowym klubem
od RacimiR: Ja uważam, że skończą właśnie jak Groclin, ewentualnie jak Warta Poznań. Pewnie już teraz by tak było, gdyby nie wygrali baraży. Na stadion nie mają szans (samorząd nie da kasy, zresztą tam nie ma nawet miejsca więc musiałby być gdzieś indziej), na kibiców też raczej wątpię (konkurencja o kibica jest na tym terenie gigantyczna, zresztą szybko musieliby się zadeklarować czy są fan clubem Wisły czy Cracovii). Pewnie zagrają sezon lub dwa i spadną w ligową otchłań. Kwiecień ewidentnie ma apetyt na Wisłę i już dawno by w niej był, gdyby nie „Harry Potter” Królewski, który nie chce stracić na decyzyjności.
W LM też wolałbym Arsenal. Francuzi ostatnio jacyś niewychowani się zrobili, dawniej byli symbolem taktu, manier i dobrego zachowania, a teraz w Paryżu podpalone samochody, powybijane szyby, okradzione sklepy. Nie wiem, co się mogło z tymi Francuzami stać…
Mieszkania. Sprawdziłam w Internecie ile metrów mieszkania można było kupić za najniższą krajową od 2000 roku. Okazuje się, że w 2000 r. mieszkania były drogie, potem w staniały i w 2007 roku były najniższe. Potem zaczęły rosnąć i w zeszłym roku osiągnęły apogeum, w bieżącym lekko spadły. Więc kupiłeś mieszkanie wtedy, kiedy były prawie najtańsze. Dzisiejsze 20-30 latki były w 2007 roku dziećmi i jeśli rodzice im nie kupili tanio, to pozostaje im kupić drogo, mieszkać z rodzicami lub wynajmować. Na wynajmie, nikt zdrowy na umyśle nie będzie robił dzieci, a wiem, bo wynajmuję. To jest wielki stres, niepewność i poczucie wykorzystania.
W Polsce płacę minimalną zarabia około 1,4 do 2,5 miliona osób. Na umowach cywilnoprawnych pracuje łącznie ponad 2,4 miliona osób, z czego około 1,5 miliona wykonuje taką pracę wyłącznie. Czyli łącznie 4 miliony pracujących za najniższą krajową oraz na um. zlecenie (nie wnikam, czy na um. zlecenie za najniższą stawkę czy nie, ale z natury rzeczy, ta umowa jest patologiczna i uniemożliwia kupno mieszkania na kredyt). Jest możliwe, że zaoszczędzisz z minimalnej czy nawet z um. zlecenie, ale to trwa bardzo długo i pod warunkiem, że mieszkasz z rodzicami i oni cię utrzymują do czasu, kiedy zaoszczędzisz. Ja nie miałam tego szczęścia i mnie przerosło zaoszczędzenie nawet na wkład własny, mimo że zawsze zarabiałam więcej niż najniższa krajowa. Koszty wynajmu i życia zjadały każde pieniądze.
„Na prowincji jest tanio”. Na prowincji NIE JEST TANIO. W mojej rodzinnej wsi ok. 20 km od miasta, murowane domy do remontu chodzą za 200 tys. Drewniane domki, pokój, kuchnia i łazienka, wyremontowane za 150 tys., Drewniane domki do remontu (brak łazienki, centralnego ogrzewania itp.) faktycznie tanio, bo można kupić za 30 tys. Tylko, że w takich chałupkach w trakcie remontu ze stanu pierwotnego zostają tylko ściany i więźby dachowe, więc trzeba niemało dołożyć. Łazienkę trzeba zazwyczaj dobudować ze względu na mały metraż, chyba że ktoś mieszka sam i można uszczknąć z dostępnej powierzchni. Czasem jest już wymieniony dach i okna, ewentualnie tylko jedno lub drugie.
Mówisz, że twoi dziadkowie tyrali i wybudowali samodzielnie dom. No moi rodzice też tyrali i też wybudowali samodzielnie. Na działce otrzymanej od dziadków. Plan domu zrobili sami. Znajomy murarz wybudował , znajomy dekarz położył dach. Ci znajomi nie mieli żadnej działalności gospodarczej, więc było tanio, bo nikt z nich nie płacił VAT-u ani PIT-u (czy CIT-u) za wykonaną pracę. Co ze znajomych coś umiał, to zrobił. Potem rodzice zamieszkali w niedokończonym domu, który w miarę możliwości wykańczali. Na początku nie było łazienki, na podłodze gumolit. Dziś są srogie kary za mieszkanie w nieoddanym domu, kiedyś nikogo nie obchodziło gdzie i jak mieszkasz.
Mówisz, że kiedyś ludzie byli biedni i mieli dużo dzieci. Gdyby się dało wychować dzieci jak kiedyś, to możliwe, że teraz też byłoby dużo dzieci. Jak ja byłam dzieckiem, to rodzice kupowali mi: ubrania (ale donaszałam też ubrania po starszym rodzeństwie), przybory szkolne i okazyjnie zabawki oraz książki do poczytania. Książki do szkoły miałam po starszym rodzeństwie. Mieliśmy prąd, wodę bieżącą, radio, telewizor i magnetofon. Jedzenia prawie nie kupowaliśmy, bo mieliśmy swoje. Nie płaciliśmy czynszu (tylko podatek od nieruchomości), nie było opłat za śmieci, wodę mieliśmy swoją. Więc koszty mojego utrzymania były na bardzo niskim poziomie. Tyle co zużyłam prądu i ciepła, w późniejszym czasie bilet miesięczny i gaz. A i tak koszty mojego utrzymania były wyższe niż moich rówieśników, bo miałam swój pokój. Niektóre koleżanki i koledzy wodę nosili ze studni i mieszkali w jednym pokoju z rodzicami. Ja musiałam pracować w polu przez pół wakacji i po szkole w czerwcu, we wrześniu i w październiku. Nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, nawet na krótko, bo mieliśmy pole i zwierzęta. Myślisz, że dziś się da tak żyć jak ja żyłam? Dziecko byłoby napiętnowane i prześladowane w szkole, za brak smartfona, laptopa, internetu, netflixa, robloxa, tik toka, modnych ubrań i gadżetów itp. itd. Gdyby jakiś wrażliwy społecznie przyłapał dziecko na pracy w polu zapewne doniósłby do opieki społecznej. Może w moich okolicach jakoś by się udało bez donosu, ale w twoich to jestem pewna, że nie. Mam znajomych, którzy MUSIELI pojechać na urlop nad morze tylko dlatego, że dzieci w szkole dokuczały ich dziecku, że nigdy nie było nad morzem. Nikt normalny nie chce, aby jego dziecko było ofiarą prześladowań. Dorosłemu jest trudno, a dzieci znoszą znacznie gorzej takie rzeczy, bo bardzo potrzebują akceptacji grupy. Z mojego doświadczenia życiowego uważam, że ludzie bardzo dobrze robią, że decydują się na dzieci dopiero wtedy, gdy ich stać. Życie w biedzie nie ma sensu. Ja sama, morze zobaczyłam po raz pierwszy, jak już byłam dawno dorosła. Latami cierpiałam na uleczalną chorobę, której nie mogłam wyleczyć, bo nie stać mnie było na leki. Bieda WYNISZCZA. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia przedwojennych matek z niemowlętami na rękach – 25-30 latki wyglądały jak styrane życiem 60-latki z powodu ciężkiej pracy i niedożywienia.
Powołujesz się na Niger, Angola, Uganda, Kongo, Mali, Burundi, Gambia, Czad i Somalia. Ale czy mieszkając w tych krajach, zdecydowałbyś się świadomie na dzieci? I czy sam chciałbyś się urodzić w afrykańskiej wiosce, czy slumsach, bez dostępu do lekarza, szkoły, bez żadnej szansy na zmianę swojego życia? Ja bym się nawet nie chciała urodzić tam, gdzie się urodziłam, a co dopiero w afrykańskiej wiosce.
Mówisz, że bezrobocie niskie. No tak. Ludzie z mojego pokolenia zamiast żyć i zakładać rodziny w Polsce musieli wyjechać za granicę lub do dużych miast. W moich stronach niemal każdy mąż i ojciec wyjeżdża za granicę, żeby zarobić lub dorobić. Niektóre panie także do opieki nad starymi Włochami lub Niemcami. Jak straciłam pracę, to z racji tego, że jestem zameldowana na wsi, zanim znalazłam pracę, otrzymałam 2 oferty pracy: kierownik sklepu spożywczego (mam zero doświadczenia w pracy w sklepie i nie umiem obsłużyć kasy fiskalnej) oraz praca w moim zawodzie na um. zlecenie za najniższą stawkę. W UP wisi masa ogłoszeń do pracy za granicą. W moich okolicach się pracy się w zasadzie nie znajduje – tam się ma znajomości.
„Kobiety zatracają instynkt macierzyński” – ja nie mam, bo całe życie spędziłam w biedzie, a w biedzie człowiek nie myśli o dzieciach, ale o tym, żeby przeżyć.
„Dzisiaj, aby młoda kobieta urodziła dziecko (…) potrzebuje mieć z zewnątrz (od państwa lub/i mężczyzny) zapewnione wszystkie możliwe dobra, włącznie z mieszkaniem i finansami” –
ZAWSZE TAK BYŁO. ZAWSZE. Kobieta oczekiwała od męża utrzymywania siebie i dzieci, kiedy ona nie będzie mogła pracować i na siebie zarobić. Zresztą w dawnych czasach kobieta nie miała jak zarobić. Wyjście za mąż, w domyśle – przejście z garnuszka ojca na garnuszek męża – to była w zasadzie jedyna opcja. Nawet Maryja nie zamieszkała z Józefem po ślubie, bo on najpierw musiał przygotować dom lub dobudówkę w domu rodziców, żeby ją przyjąć. W mojej wsi słyszałam o historiach z dawnych czasów, kiedy to rodzina nie pozwalała młodym na ślub, bo jedna czy druga strona nie miała wystarczająco dużo mórg do odziedziczenia, aby móc się z tego utrzymać, więc musieli brać śluby z kim innym. A współcześni mężczyźni są niedorzecznie zaskoczeni, że jak chcą mieć rodzinę, to wypadałoby ją utrzymywać. Jak kobieta nie ma poczucia bezpieczeństwa, a potencjalny mąż i ojciec tylko patrzy, aby na randce każdy zapłacił za siebie, to to nie jest dobry prognostyk na wiele ciąż i wiele dzieci. Jakby mi chłop powiedział, że mam sama się utrzymywać po ślubie i wszystko na pół, to żadnego ślubu by nie było. To jest skrajnie wrogie podejście i niedopuszczalne w małżeństwie. Nic dziwnego, że ślubów i dzieci nie ma. Kobiety wolą zdobyć wykształcenie, pracę i „adoptować” kota niż czekać aż mąż wyliczy jej połowę i będzie wypominał, że jest pasożytem, bo on więcej zarabia.
„Mieszkanie za pomówienie” – nikt nikomu nie odbiera mieszkania. Mieszkanie nadal należy do przemocowca. W skrajnym przypadku musi się wyprowadzić nawet na kilka lat, ale przy pomówieniu to na pewno nie na tyle. Trzeba mieć jakiś dowody na przemoc, a nie tylko powiedzieć, że ktoś jest przemocowy.
Od jakiegoś czasu jestem PRAWIE pracownikiem budżetówki i zarabiam tyle, że nie zdycham z głodu i nawet stać mnie na kino, ale na mieszkanie to nie. Państwo i mężczyźni o mnie zadbali.
„w moim pokoleniu wszystko (włącznie z relacjami damsko-męskimi) było jeszcze dość normalne” „w okresie intensywnej burzy hormonów często umawiałem się z różnymi dziewczynami na małe fiku miku” „przez kilka lat intensywnie korzystałem z uroków młodości, notując „body count” w wysokości wielu średnich krajowych”
Wspaniała historia. Gdybym była mężczyzną, to konałabym z zazdrości. Tylko widzisz, kobiety podchodzą inaczej do seksu niż mężczyźni i nie zależy im na ilości, ale na jakości. Przez jakość rozumiem jednego mężczyznę, który daje poczucie bezpieczeństwa (zazwyczaj taki wynalazek jak mąż, który nie porzuci i jest wsparciem). Kobiety nie są przystosowane do radosnego fiku-miku z kim popadnie. Kobiety, które uprawiają przypadkowy sex, cierpią na brak instynktu samozachowawczego, który z czegoś wynika – prawdopodobnie z trudnego dzieciństwa, może z gwałtu (ten drugi temat został podjęty np. w książce/filmie „Córka generała”), a przypadkowi mężczyźni, z którymi spały, ten stan pogarszali. Po takim seksie kobiety mają poczucie wykorzystania, bycia brudną itp. Oczywiście nie należy do mężczyzn badanie stanu psychicznego czy dzieciństwa kobiet, ale moralność po coś powstała. Np. po to, by nie krzywdzić innych, zwłaszcza wtedy, kiedy nic o drugiej osobie nie wiadomo. Jest taka złota myśl Antoniego Słonimskiego „Jeżeli nie wiesz, jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie”. Nie można robić złych rzeczy i oczekiwać szczęśliwego zakończenia. Nawet jak mężczyzna, siedząc sam w domu, ogląda porno, nikomu teoretycznie nie szkodzi, a jednak szkodzi, bo finansuje „przemysł” porno, a to „przemysł” pełen przemocy, narkotyków, drapieżników i upadłych ludzi. Sam oglądający robi się dziwny, nie potrafi się powstrzymać przed erotycznymi komentarzami, dowcipami, ma specyficzny wyraz twarzy zboczka itp.
Tinder. Szukanie przez internet to zły pomysł zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Kobietami interesują się głównie amatorzy sexu bez zobowiązań oraz dostają one wiele wiadomości, ponieważ o młode konkurują stare dziadki, żonaci i rówieśnicy, zatem jest dużo więcej panów niż pań. Mężczyznami nikt się nie interesuje, bo jest ich za dużo. Panie, widząc duże zainteresowanie, podnoszą wymagania. Lepiej szukać w realu.
od RacimiR: Ja kupiłem mieszkanie 3,5 roku temu (to z 2010 było kawalerką tymczasową) i gdybym chciał je teraz sprzedać, to maksymalnie za cenę zakupu. Czyli jestem w plecy co najmniej o inflację. Ceny zależą głównie od lokalizacji, ja mieszkam na Śląsku, który szybko się wyludnia i poza najmodniejszymi lokalizacjami w Katowicach ceny są niskie, w wielkiej płycie np. w Świętochłowicach (15 minut jazdy od centrum Katowic) można znaleźć nawet za 4000/m2, w familokach jeszcze taniej, ale tam wiadomo grzyb, smog, zimno i inne uroki. Oczywiście Warszawa, Kraków, Wrocław i kilka innych miast biją rekordy cen (co winduje średnią dla całego kraju, a większość artykułów „pod tezę” bierze pod uwagę tylko te miasta), ale wszyscy Polacy się tam nie pomieszczą. Ogólnie masz dużo racji z mieszkaniami, jednak nie uważam, że teraz jest pod tym względem gorzej, niż było dawniej. I tak jest najlepiej w historii, choć sytuacja jest daleka od ideału, ale ostatnią rzeczą, która mogłaby pomóc jest socjalizm. W latach 2000 i okolicznych wielu ludzi zarabiało mniej niż minimalna, bo było to legalnie możliwe na umowach śmieciowych, bezrobocie było takie, że nawet robota za minimalną była cenna i to w dużym mieście. Ja sam zarabiałem wtedy w wakacje w szkole średniej 4zł/h brutto w ciężkiej pracy fizycznej na śmieciówie. Też bym chciał mieć dom z ogrodem i garażem, ale mnie nie stać, więc mieszkam w bloku i korona mi z głowy nie spadła. Ostatnio niejaka Klaudia Hajejcio żaliła się w brukowcach, że jej willa za 9 milionów jest bardzo droga w utrzymaniu, kwintesencja myślenia młodych kobiet.
Ja za żadne skarby nie chciałbym urodzić się w Afryce (chyba bym sobie żyły podciął zaraz po urodzeniu), przywołuję tylko statystyki, że tam dzieci się rodzą pomimo nędzy, a np. w bogatej Korei Południowej, Singapurze, Japonii czy całej UE nie rodzą się. W Chinach się rodziły, ale jak im się poprawiło pod względem materialnym to przestały. To nie są jakieś dane wyjęte z kontekstu, regułą jest że dobrobyt jest odwrotnie proporcjonalny do liczby urodzeń. Ja tego nie wymyśliłem, po prostu stwierdzam fakt.
To co piszesz o presji i szyderze rówieśników na dzieci z ubogich rodzin to smutne i nie powinno tak być. Już w moich czasach szkolnych (lata 90-te) tak było, a teraz pewnie jest 10 razy bardziej. Też chodziłem w starych ubraniach, nawet do dziś mam jedną kurtkę, która ma prawie 30 lat i niekiedy ją ubieram na rower 🙂
Mówisz, że zawsze tak było, że mężczyzna musiał zadbać o kobietę. Kiedyś facet pracował i zarabiał, a kobieta dbała o dom i rodziła dzieci (2 i więcej), dzisiaj facet ma pracować i to za minimum 3 średnie (bo inaczej to nieudacznik), do tego obowiązki domowe po połowie, a kobieta z łaską urodzi 1 dziecko (albo coraz częściej zero) i cały dzień ogląda seriale, a jak wyjdzie z dzieckiem do parku czy na plac zabaw to przez 90% czasu z telefonem w łapie. Dawniej związek polegał na uzupełnianiu się i wykonywaniu połowy obowiązków (tzn. nie, że każdy robił połowę wszystkiego, tylko każdy robił tą połowę, do której miał największe predyspozycje). Dzisiejsze kobiety (młode 18-25) to dla faceta bardzo często już na starcie obiekt niesamodzielny, coś jak dziecko numer zero. Ona będzie leżeć i pachnieć, bo przecież jest silna i niezależna. To jest właśnie sedno, że facet ma robić więcej, niż jego dziadek, a kobieta mniej, niż jej babcia. Wielu młodych mężczyzn jak to widzi- odpuszcza sobie, bo gra nie jest warta świeczki, a sfrustrowane brakiem powodzenia (tego długodystansowego, bo na seks oferty mają) kobiety jeszcze bardziej ich obrażają i wyzywają od przegrywów. Ostatnio gdzieś widziałem historię, że miał być wyjazd weekendowy dla singli po 30-tce, ale został odwołany, bo zapisało się tylko 3 mężczyzn. Pod spodem tysiące chamskich komentarzy „silnych niezależnych” kobiet, że faceci są tacy i owacy, boją się, są nieodpowiedzialni, skąpi i pewnie mają małe fiutki. Może zamiast tego by się zastanowiły, czemu mężczyźni nie chcą brać udziału w takich imprezach?
Mieszkanie za pomówienie- nie mówię, że kobieta notarialnie i dożywotnio przejmuje lokal, ale może przez dłuższy czas sobie w nim mieszkać i to za darmo (bo przecież nie jest właścicielką), jedynie prąd i gaz trzeba opłacić, bo odetną. Z kolei facet po jednym telefonie wyprowadzany jest z własnego mieszkania w kajdankach, bez kluczy i możliwości obrony, do tego zyskuje łatkę przemocowca czyli ostracyzm. Po krótszym lub dłuższym czasie spania w areszcie lub potem na ławce w parku i wydaniu fortuny na mecenasów (bo jeszcze w pakiecie jest zakaz zbliżania się do „poszkodowanej”, czyli de facto także do własnego mieszkania w którym ona przebywa) może będzie miał szczęście powrócić i na dzień dobry zapłacić zaległy czynsz z odsetkami oraz zrobić rejestr brakujących przedmiotów, nierzadko też remont, bo delikwentka na odchodne wszystko specjalnie poniszczyła. Najlepsze, że kobieta pomawiająca nie musi być jego żoną, mogą znać się tydzień, kary dla kobiet, które pomawiały są wielką rzadkością (bodajże 3 przypadki na całą Polskę na kilka tysięcy wyrzuceń z mieszkania). Faktycznie, świetna zachęta dla mężczyzn do nawiązywania nowych relacji z kobietami. Zdaję sobie sprawę, że kobiet z takim tupetem jest mały procent, ale jednak są i nigdy nie wiadomo na kogo trafisz, a spotykanie się w plenerze przez kilka miesięcy (w celu wysondowania mentalnego, czy jegomościni nie chce go przypadkiem wydymać) to też wniosek kobiety = nieudacznik, albo coś ukrywa.
Co do seksu to mam swoje lata i doskonale wiem, jak to wygląda. Opisywane rzeczy to lata studenckie, a już dawno tak nie robię, prowadzę „normalne” życie damsko-męskie. Nie zgodzę się jednak z Twoją „diagnozą” kobiet, które uprawiają seks nie-małżeński, że coś z nimi na pewno nie tak, a już wypraszam sobie gadanie, że ja im robiłem jakąś krzywdę (niektóre z nich by się uśmiały na to co napisałaś). Kobiety też mają swoje potrzeby, jedne mniejsze, inne większe. Ja spotykałem się z tymi drugimi i nie musiałem ich manipulować czy przymuszać. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły i pisać „wspaniałych historii, po których skonasz z zazdrości”, ale grubo się mylisz w tej kwestii. Zresztą właśnie w tą stronę zmierzają współczesne „związki”. Każdy sobie rzepkę skrobie i raz na kilka dni niezobowiązujący seks, a potem każdy w swoją stronę. „Siła kobiet” w krajach zachodnich skończy się tak, że przyjdzie Muhammad, weźmie za fraki i tyle, co gorsza kobiety które tego doświadczą (obecne dzieci, lub te, które jeszcze się nie urodziły) nie będą niczemu winne.
Tindera nigdy nie miałem, więc nie wiem jak to wygląda, nieraz widzę jakieś memiczne profile na pejsie. Znam jednak kilka par, które się tam poznały i są razem już trochę czasu. Kobiety pewnie dostają tam mnóstwo wiadomości (większość głupkowatych), ale z drugiej strony jest tak, że jak już się z kimś umówią to często jest tzw. ghosting, bo panna wygląda całkiem inaczej, niż na zdjęciach z tysiącem filtrów. Taki niedawno zmarły Litewka gdyby założył sobie Tindera to pewnie miałby codziennie pełną skrzynkę zachęt na seks od kobiet, hipergamia.
A tak na koniec- z tego co wyczytałem między wierszami, to nie kwalifikujesz się ani do grupy wiekowej, ani mentalnej, na którą wylałem tutaj beczkę pomyj, więc nie bierz tego „głównego” tekstu do siebie 😉
„Zresztą czy 45 latek z patrolu dogoni
włamywacza nastolatka?..” – Mniej wódy i papierochów. Jakoś chirurdzy po 70. roku życia są w stanie dalej sprawnie operować pacjentów. Zresztą w innych krajach mundurowi nie mają takich przywilejów, jak w Polsce i służby działają tam nawet jeszcze sprawniej.
Jeśli chodzi o eksperyment Caulhona to jest z nim problem. Nie jesteśmy myszami. Jesteśmy znacznie bardziej zaawansowani. Popatrz na państwo izrael (celowo z małej bo duża litera to wyraz szacunku, a tym gównotworem gardze), znane z kradzierzy organów i skóry (największy bank skóry na świecie jest tam!), wspierania przekrętów (afera zondacrypto ostatnio było u nas, typowa poparta przez talmud pomoc w unikaniu konsekwencji po okradnięciu goja), pedofilli oraz zbrodni wojennych (pasje realizowane czasem osobno, czasem w tym samym czasie). Tam przyrost jest dodatni mimo dobrobytu. Główna przyczyna niskiego przyrostu to jest ogłupienie społeczeństwa przez żydowską propagande. Prawda jest taka, że z żydowską propagandą nawet murzyni przestaliby się rozmnażać. Więc „to przez dobrobyt” można dać między bajki. Szczególnie, że bogacze mają zwykle dużo dzieci, a oni na biede nie narzekają.
od RacimiR: Izrael to jedyny wyjątek, zresztą trudno tam mówić o totalnym komforcie, bo po pierwsze mają ciągle jakieś wojny, nie mają zasobów (nawet z woda jest problem), a po drugie wychowywani są w atmosferze zagrożenia, bezustannych wspomnień o holokauście i syndromie oblężonej twierdzy.
Co z tego, że ludzie nie są myszami, skoro pewne zachowania (nawet większość) są wspólne. Pewnie gdyby zrobić eksperyment z dowolnymi innymi ssakami to byłoby podobnie. Nawet zwierzęta w ZOO nie chcą się specjalnie rozmnażać, mimo że mają dach nad głową, komfortowe warunki i jedzenie podane na tacy.
Jeśli chodzi o izrael to dochodzą też ortodoksi. Oni są często bogaci i mają dużo dzieci. Ten rabin z Polski z chabadu (tego odłamu co im Braun świeczki zgasił) co nawet po Polsku nie umie poprawnie mówić też ma mnóstwo dzieci. Bo propaganda do żydów jest inna niż do gojów. No ale można to jeszcze wytłumaczyć tym syndromem oblężonej twierdzy.
No dobra, a bogacze? Wielu bogaczy ma sporo dzieci. Czy nie podlegają naturze? Podlegają.
Dlatego uważam eksperyment Calhouna za niedopracowany, szczególnie, że było w nim sporo błędów.
Błąd 1: Myszy nie były dzikie a laboratoryjne, i pochodziły z jednego szczepu. O tym jak kazirodztwo wpływa na zdrowie psychiczne najlepiej opowiada historia Karola II z Habsburgów
Błąd 2: Myszy nie miały żadnej stymulacji umysłowej, tylko żarcie, w podobnych światach co ten stworzony przez Calhouna, ale z jakimiś kołowrotkami, tunelami patologie występowały rzadziej.
Bład 3: Utopia Calhuona była urbanistycznie skopana. Wejścia do gniazd były łatwo kontrolowane przez pojedynczych dominujących samców co pozwalało im kontrolować całe piony gniazd. Chociaż z uwagi na powtórzenia eksperymentu ten problem mógł być wyeliminowany nawet przypadkowo w innych podejściach, i nie był on raczej głównym problemem eksperymentu.
Mimo wszystko dalej jest to wartościowy eksperyment, ale bardziej pokazuje co się dzieje jak nie ma ani o co walczyć, ani nie ma co robić. A jak chodzi o ludzi to nie doskwiera nam brak stymulacji a raczej przestymulowanie. Przydałoby się eksperyment powtórzyć ale dać myszom świecące ekrany lub amfetamine i zobaczyć co wyjdzie. Mimo, że myszy są znacznie prymitywniejsze od ludzi i wszystko co one zrobią należy brać przez palce.
od RacimiR: Jeśli chodzi o Izrael ogólnie to przyrost robią tam Palestyńczycy i ortodoksi. Żydzi „zwykli” oraz lewactwo (którego też tam niemało) ma poziom rozmnażania na poziomie tego z innych krajów zachodu, ale całość ciągną w górę właśnie ortodoksi. Łańcuch genetyczny myszy jest inny, niż u ludzi, więc kazirodztwo nie jest tak dużym problemem. Dzisiejsi ludzie też nie mają stymulacji umysłowej (oglądanie tiktoków taką nie jest), idiokracja coraz bardziej się rozprzestzenia. Powtórzenie eksperymentu pewnie byłoby blokowane, bo po co o tym mówić, to niedobra jest.
Ogólnie każde doświadczenie czy eksperyment na innych gatunkach można w ten sposób skrytykować, z kolei na ludziach nie wolno takich testów robić (chyba, że jest się Niemcem lub Japońcem w czasie wojny).
Tak mi się nasunęło, był taki filmik „Szczurołap” i tam przywódcy stada szczurów wysyłali swoich parobków, aby sprawdzali, czy karma nie jest zatruta (jak zdechły to mała strata, ale ochroniły w ten sposób swojego wodza). To samo robi Tusk, wysyłając Hołownię do anulowania wyborów czy Kosiniaka z Domańskim do podpisania SAFE.
Syndrom oblężonej twierdzy, jak najbardziej. Żydzi kultywują wciąż traumę z II wojny światowej (i robią to zarówno we własnym kręgu, jak i w propagandzie dla gojów, nie mają więc ucieczki z tej bańki), więc nie czują się tak bezpiecznie jak myszy Calhouna. Nawet jeżeli zagrożenie jest wyimagowane.
ad.1. My też nie jesteśmy dzikimi ludźmi, tylko hodujemy samych siebie. Nasze naturalne instynkty są mniej więcej w takim stanie jak laboratoryjnych myszy.
ad.2. Obawiam się, że przynajmniej niektóre rozrywki które mamy do dyspozycji, np. media społczenościowe czy pornole, wpływają jeszcze gorzej. Owszem, też mamy kołowrotki, tunele i inne wynalazki, np. na placach zabaw, ale kto tam chodzi? Jeszcze niedawno chociaż dzieci Ukraińców się tam bawiły, teraz nawet ich tam nie ma. Pewnie też już mają smartfony (800+ dla Ukraińców zadziałało).
ad.3. Przecież u nas jest dokładnie to samo. Wystarczy stanąć we wiatrołapie bloku, albo w bramie do kwartału, i też się kontroluje.
Na tych piekłach kobiet w 2020 r to połazili, pokrzyczeli, ryja wadarli, nóżkami potupali sami nie wiedzą po co dlaczego i w jaki to miało mieć cel…
od RacimiR: Prawdziwym celem było 8 gwiazd. Najlepsze, że wtedy był szczyt pandemii, a lewica nawoływała do paszportów covidowych i przymusowych szczepień, no ale są sprawy ważne i ważniejsze.
Celem byly ataki na koscioly. Mialy sie udac i przemienic mentalnie Polske.
To mial byc mentalny przewrot. Odwrocenie sie narodu od Kosciola.
Czytalem potem zdania rozczarowania roztytej Zymianki Geppart i pani Su…anow,
ze liczyly na masowy udzial kobiet i zaprzestanie przez Polakow chodzenia do kosciolow.
I sie przeliczyly.
od RacimiR: Młodzi i tak nie chodzą do kościoła, z niewielkimi wyjątkami, na które Lemparty nie mają wpływu. Niektórzy zaczynają, gdy są już coraz bliżej śmierci, ale ogólnie liczba ludzi w kościołach spada i będzie spadać (także dlatego, że liczba ludzi w Polsce spada).
A ja wroze przyszlosc inaczej.
3-cia Wojna Swiatowa… A wtedy, „jak trwoga, to do Boga”.
Z reszta juz daje sie zauwazyc pewne ozywienie duchowe.
„Pewnie większość słyszała o Eksperymencie Calhouna, a jeżeli nie to koniecznie trzeba nadrobić zaległości. Tam wprawdzie eksperymentowi poddano myszy, ale z ludźmi jest dokładnie tak samo. Dobrobyt i łatwy dostęp do zasobów prowadzi do zanikania zdolności do szeroko pojętej woli przetrwania”
Ja bym się nie powoływał na ten eksperyment. Wiem, że często jest przytaczany na poparcie tezy, że „ludziom się z dobrobytu w dupach poprzewracało”. Niestety, popularna interpretacja jest błędna. Wyjaśnienie wyniku eksperymentu jest proste. Myszy, które żyły w zamkniętej przestrzeni z nieograniczonym dostępem do pożywienia rozmnażały się, co jest normalne. W pewnym momencie przestały, gdyż ich zagęszczenie powodowało stres, a w takich warunkach myszy przestają się rozmnażać. Rzekomy „narcyzm” mysich samców, które nie interesowały się samicami tylko spędzały czas na czyszczeniu futra ma proste wyjaśnienie (znane każdemu, kto hodował gryzonie np. w laboratorium). Jest to tzw. grooming, który u gryzoni jest czynnością wskazującą na stres. Jeśli mysz bardzo często czyści futro to znaczy, że jest zaniepokojona. Nie ma to nic wspólnego z rzekomą epidemią homoseksualizmu i narcyzmu u współczesnych mężczyzn. Warto poczytać o krytyce eksperymentu Calhouna.
od RacimiR: Potem zagęszczenie spadło, a myszy tym bardziej się nie rozmnażały. Zestresowanie wśród ludzi też jest obecnie rekordowe, a gabinety psychiatryczne pękają w szwach. Nikt nie twierdzi, że jest jeden do jednego, ale efekty końcowe są podobne: dobrobyt prowadzi do spadku liczby urodzeń, u samców do wycofania, a u samic do hipergamii i agresji. Jeżeli masz inne zdanie na temat źródeł obecnej sytuacji wśród bogatych społeczeństw to chętnie posłucham.
„Sami u siebie nic nie wywalczyli i nie wytworzyli żadnych struktur narodowo-historyczno-kulturowo-państwowych”. W Afryce istniało czarne Imperium Gao, potem podbite przez Imperium Mali (jego słynnym władcą był Musa I czyli Mansa Musa, swego czasu najbogatszy człowiek na świecie – pochodził z ludu Mandinka). Było też Królestwo Dahomej (obecny Benin), Królestwo Buganda (obecna Uganda). Na wybrzeżu Kenii i Tanzanii powstała kultura suahili (miks arabskich i perskich kupców i czarnych Bantu z wybrzeża). Aksum (tereny obecnej Etiopii) – stare, chrześcijańskie państwo otoczone przez kraje islamskie – mają własne pismo, kościół ortodoksyjny. Kusz – graniczący z Egiptem. Wielkie Zimbabwe. Trochę było państw w Afryce. Niektóre z nich zostały rozbite i splądrowane w czasie kolonizacji.
od RacimiR: Coś tam w Afryce było, ale są to bardzo mizerne osiągnięcia państwotwórcze. Chyba największe osiągnięcia ma Etiopia, ale też szału nie ma. Zresztą Konferencja Berlińska z 1884-85 wszystko zresetowała, bo europejscy przywódcy przy pomocy linijki podzielili cały kontynent.
Ludzie!!!
Przede wszystkim w Afryce byl i jest EGIPT – najstarsza cywilizacja.
od RacimiR: Pisaliśmy stricte o murzynach (czyli Afryka bez północnej części), a po drugie Egipt starożytny i ten obecny to dwie różne rzeczy- tam co najmniej raz (a może nawet dwa lub trzy razy) była pełna podmiana populacji na inną, do tego podboje osmańskie i kolonializm, choć obecni mieszkańcy Egiptu z niewiadomych przyczyn (licząc, że nikt się nie skapnie) przypisują sobie budowę piramid i innych zabytków które były tam już długo wcześniej, niż ich praprzodkowie dotarli na te tereny.
Aby nazwać coś cywilizacją wymagana jest jakaś ciągłość- niekoniecznie państwowa, ale przynajmniej kulturowa, religijna czy rasowa, a w obecnym Egipcie nie jest ona starsza, niż w sąsiednich krajach. Egipt to tak naprawdę 98% pustyni oraz jedna rzeka, w której jest coraz mniej wody, która jest coraz bardziej zanieczyszczona i która ma wyżywić coraz więcej ludzi.
„od RacimiR: Coś tam w Afryce było, ale są to bardzo mizerne osiągnięcia państwotwórcze.”
Hmmm… Stare, srednie i nowe Krolestwo gornego i dolnego Egiptu z jego ponad 20-ma dynastiami to „mizerne osiągnięcie państwotwórcze.”?
Hmmm…
Znasz w historii jakies wieksze???!!!
od RacimiR: Jeszcze raz tłumaczę: to była dyskusja o tym, która rasa/cywilizacja przejmie świat po wyginięciu białych, a konkretnie podpunkt o murzynach z Afryki Subsaharyjskiej i moje wątpliwości wobec ich szans na końcowy sukces. Pod uwagę brałem istniejących obecnie graczy. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że ostatecznym zwycięzcą nie będzie reaktywowane państwo starożytnego Egiptu. Tak samo, jak nie zrobią tego Inkowie, Babilończycy czy Majowie, którzy również mają historyczne osiągnięcia.
Obok napisałem zresztą, że islamiści z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu (którzy aktualnie rozgościli się na terenach Egiptu) jak najbardziej mogą opanować świat. To, że wcześniej na tych terenach była zasłużona cywilizacja to wiadomo, ale oni już się nie liczą.
Zabezpieczałeś się zaliczając te panienki? Może się okazać że przyczyniłeś się do wzrostu demograficznego 😉 U mnie przez przypadek wyszło, że jestem bezpłodny,.ale nie martwi mnie to, nie zamierzam mieć potomstwa, a przynajmniej żadna mnie na dziecko nie naciągnie.
od RacimiR: Pewnie że tak, nie chciałem się też niczym zarazić.
RacimiR ponoć w twoich okolicach na Górnym Śląsku przeszły dzisiaj silne burze. Przejść miała superkomórka burzowa. W województwie opolskim to nawet pojawiło się tornado i to o sile EF2 czyli umiarkowanej siły (skala jest od EF0 do EF5), w Polsce rzadko są spotykane, najwięcej tornad to głównie Wielkie Równiny w USA (przez to że tam południkowo są ułożone obszary górskie przez co skrajne powietrze z północy i południa bezpośrednio zderza się ze sobą, w Europie jednak góry są równoleżnikowo przez co masy z zachodu i wschodu które często przepływają nie są tak skrajne). Czy potwierdzasz że w twoich okolicach były silne burze dzisiaj w dniu 30 maja ?
PS: Jak zawsze przy takich informacjach przypomina mi się film ,,Twister” z 1996 roku, do dzisiaj jeden z tych kultowych filmów katastroficznych. https://www.youtube.com/watch?v=rrnCWzRDk7g
PS2: W 2024 wyszedł sequel ,,Twisters” (litera s na końcu dla rozróżnienia od pierwszego filmu)
od RacimiR: U mnie coś tam popadało, ale nic wielkiego. Może na Opolszczyźnie było inaczej, ale tutaj spokój.
„Gdybym ja miał władzę to byłoby krótko- wiek emerytalny dla obu płci 65, koniec przywilejów dla niektórych zawodów, 75% pracowników ZUS do zwolnienia, maksymalne uproszczenie przepisów. Zresztą tak jest w cywilizowanych krajach Europy zachodniej. ”
Drogi Racimirze, a ja myslalem, bylem nawet pewny, ze jestes wolnosciowcem…
Wolnosciowie powie tak: GOWNO panstwu do tego, w jakim wieku ludzie przehodza na emeryture.
Ich wybor… I ich konsekwencje tego wboru.
I TO WSZYSTKO. Prawie. Bo wolnosciowiec dopowie tez: Nie powinien istniec przymus emerytalno-rentowy. A zwlaszcza ubezpieczeniami nie powinna zajmowac sie panstwowa firma.
(ZUS = Zaklad Utylizacji Skladek)
od RacimiR: Jestem wolnościowcem, tylko co potem zrobić z armią 70-letnich bezdomnych ludzi bez kasy i emerytury? Ja bym jakoś to przełknął, ale to jest po prostu nierealne patrząc z punktu widzenia politycznego i akceptacji społecznej. 2/3 Polaków i 100% rządów po 1989 to socjaliści i zamiast to zwalczać to jest z czasem coraz gorzej, a liczba grup uprzywilejowanych rośnie, zamiast spadać. Większość ludzi chce żyć na cudzy koszt, więc w d***kracji niemożliwe, aby taka reforma (całkiem niezła moim zdaniem) jaką proponujesz była wprowadzona, a nawet wzięta pod uwagę.
Nie tedy droga!
Prawa nabyte musza byc respektowane.
Ale NA PRZYSZLLOSC koniec istnienia obowiazkowego ZUSu.
Niech zyje KRUS – KRUS dla wszystkich! 😉
Ciesze sie, zes zdrow i piszesz, Racimirze.
O kobietach pisa nie bede, bo zajmuje sie nimi zawodowo.
Jestem ginekologiem (powaznie).
Pozdrawiam.
od RacimiR: Przecież cały czas jestem zdrowy (od 5 lat) i piszę.
Ginekokog-faszysta, typowe dla „piekła kobiet”, zwanego Polską 😉 Jak to Suchanow przeczyta, to wyjdą na ulicę z powrotem.
Niedawno zajmowalem sie pewna feministka.
Byla zszokowana.
Zasugerowalem jej, zeby w wieku 36 lat jednak pomyslala jeszcze raz o posiadaniu potomstwa. Chyba mnie nie zaskarzy, bo sie nieco zlamala. I przyznala, ze wlasciwie chcialaby, ale duzo mlodszy parter nie chce.
Rozmowa, o dziwo, przebiegla w calkiem sympatycznej atmosferze.
Moim zdaniem pokolenie zjebów powstało z jednego powodu zakaz bicia dzieci do tego doprowadził powstały w ten sposób roszczeniowe bachory na które niema żadnej kary którym frajerscy rodzice spełniają każdą zachciankę. Ludzie zapomnieli że rózga to najlepsza przyjaciółka każdego dziecka.
Wysokość emerytur i wiek emerytalny tak by było to korzystne
dla obywateli i państwa to problem nierozwiazywalny.
Emerytury zawsze będą za niskie, wiek zawsze za wysoki.
Jest to temat rzeka, ale sprowadza się do jednego prostego
biblijnego faktu ekonomicznego : z pustego i Salomon nie naleje.
Bismark jak wprowadził je 1889r średnia życia 45 lat i emerytura w wieku 70lat.
Bylo to możliwe bo demografia miała formę piramidy (najwięcej młodych,
bardzo mało starszych, a zwłaszcza po 70tce).
Teraz mamy demografia wieku w formie splaszczonej żaby i to jest sedno
problemów, zapasci tego systemu. I średnia życia 70kilka LAt.
Na jednego emeryta mamy 4 pracujących, za 20 lat będzie 2.
Finansowo się to nie zepnie, więc podwyżka wieku emerytalnego jest nieuchronne,
bo mamy najmniejszy w Europie, będzie to 69 dla mezczyzn, 67 dla kobiet
(bu udobruchac feministki), i Tusk to wprowadzi pod koniec kolejnej kadencji
(już mu nie będzie zależeć bo sam jest w wieku emerytalnym i odejdzie z polityki,
a że względu na stan zadłużenia finansów państwa żadna ekipa tego nie obniży).
Już raz to zrobił (za namową morawieckiego co podkreślał w kampanii)i zrobi ponownie.
Jeszcze raz powtarzam biblijna sentencje z pustego Salomon nie naleje.
Nie rozwiąże tego ZUS, OFE, prywatne fundusze, państwowe fundusze,
Ppk, firmowe plany kapitałowe, i tym podobne twory.
Inflacja zezre te składki, a także prowizję jak to miało miejsce.
Nie wierzę ani państwu, ani prywaciazowi, i jedno i drugie tylko kraść chcą.
Rozwiazac to mogę ją sam sama dbając o swoje życie jako przyszłego tetryka.
Osobiście bym wprowadził niska rentę obywatelska (1/2 do 1/3 minimalnej)
po 70tce dla kazdego/każdej. Niskie składki na te emeryturę w stalej
kwocie odcinane od pensji dopiero od 40tki (mniej zezre inflacja).
Jak ktoś umrze przedwcześnie, powiedzmy w wieku 70kilku lat niewykorzystane
skladki kwotę dziedzicza dzieci.
Żadnych przywilejów, każdy dba o siebie. Zamiast narzekania że za malo
w wieku 60 kilku lat przyszły emeryt kupi stary tani dom na wsi i tam niech
doczeka swoich dni, co przy okazji rozwiąże problem nadmiaru pustych nieruchomosci
na prowincji. Albo państwowe domy starców zrobione ze zbędnych podstawowek.
A najlepiej cofnąć się do początku XIX wieku i posiadać kilkoro dzieci, tak by na starosc
miał się mną kto złożyć finansowo i zająć… no ale to już niemożliwe, nawet taka
propozycja polityka jakiejkolwiek frakcji spowoduje jego wysmianie, odgłos wolajacego
na puszczy. Nie rozumiem tylko czemu ten sposób praktykowany od początku ludzkosci
teraz by nie sprawdził się. Widocznie socjalizm rozleniwil i spowodował roszczeniowe
społeczeństwo. I Bismark nieświadomie dołożył do tego kolejna cegielke.
od RacimiR: I co za taką rentę obywatelską kupisz? 1/3 minimalnej może starczy na czynsz i opłaty, o ile masz własne mieszkanie. Inflację można z nawiązką „obejść” inwestycjami. Państwowe domy starców generowałyby podstawowy problem (zresztą już tak jest), czyli organizatorowi i opiekunom nie opłacałoby się, aby „klienci” byli zdrowi i długowieczni, czyli dostawaliby silne tabletki, zamieniające ich najpierw w roślinkę, a chwilę później w truposza. Choć pewnie byłaby to jakaś „zachęta” dla ludzi, aby robili wszystko, aby tam nie trafić.
Trzeba zrównać wiek emerytalny i zlikwidować przywileje, to na pewno znacznie poprawiłoby sytuację.
Kiloes pislamista, wiem że ludzie mają różne gusta, predyspozycje zawodowe,
ale nie rozumiem motywacji wykonujac pracę polegająca na oglądaniu dziur u bab.
W sumie są też lekarze urolodzy co oglądają wacławy, normalnie dla mnie perwersja.
A jeszcze przyjdzie jakąś stara po 50tce z bobrem jak busz, no nie chciałbym tej pracy
i kasy. Porzygalbyn się, wypalił zawodowo po kilku latach.
Jakbym już pochodził z lekarskiej rodziny, i został zmuszony do pracy w branży lekarskiej
że względu na tradycje rodzinne to już bym wybrał lekarz specjalista okulista.
Nie musiałbym pacjenta badać, oglądać, nasluchiwac słuchawkami, kazać mu sie
rozebrać, itp.
Jedynie kazalbym mu przystawic oko do urządzeń diagnostyki oka, pyk pyk pyk
i po sprawie, za wizytę Xset złotych i papa.
Albo nawet specjalista od słuchu, czy jakikolwiek inny gdzie nie musiałbym kazac
mu się rozebrać, oglądać go itp. Poczytać jakieś wyniki badań, historię choroby,
i brać hajc. No nie nadaje się za lekarza, nie mam predyspozycji, genów, smykalki,
no ale skoro bym musiał lekarzem być.
Zresztą mamy przecież lekarza jako ministra od wojska (co wogole uwazam
Za nieporozumienie, gorsze niż ministerstwo głupich kroków) więc nie dyplom a chec szczera.
od RacimiR: Pewnie z 90% ludzi nie odczuwa satysfakcji z wykonywania swojej pracy, a ginekolog przynajmniej pomoże komuś i zarobi niezłą kasę. To tak, jakby pytać kierowcę busa jaką ma motywację do tygodniowych wyjazdów, czekania na halach i sikania na koło za tysiąc euro miesięcznie.
Panowie, gadacie o Afryce, jaką to kolebka cywilizacji, że Egipt,
że starożytne cywilizacje, munga i inne bunga, a ja polecę cytatami
z pamięci ze znanej nam komedii chłopaki nie płaczą :
'swiat poszedł do przodu, powstały samoloty komputery amfetamina
a w tych ludziach (czarnych) wciąż płynie ta sama krew, krew czlowieka
który dał się złapać w siatkę na swoim podwórku, a niektórych wódz
sprzedał za paczkę fajek bo i tak by nie miał z nich żadnego pozytku’.
W historii ludzkości cywilizacje powstawały i upadaly, Egipt upadł pod
naporem cywilizacji rzymskiej (tej prawdziwej rzymskiej a nie tej 'żymskiej’ ),
rzymska też się posypala, na jej gruzach powstała Europa (która pada na naszych
oczach), mieliśmy USA vs ZSRR, a teraz USA vs Chiny.
Do czega zmierzam, musimy się ciągle rozwijać, iść na przód, baaaa biec szybko
maraton, bo inni nas przescigna, i się nas pozbeda. Stawiać na badania
i rozwój, bo jak spoczniemy na laurach, to wyginiemy.
W tej chwili prym wiedzie Azja z Chinami vs USA, czyli skosni kontra biali.
Nie muszę dodawać że białych jest 10% świata, a skosnyxh połowa.
Afryka zatrzymała się w XIX wieku w epoce łowców zbieraćzy i prymitywnego
rolnictwa (łącznie z Egiptem), więc stała się koloniami.
Teraz Afryka to takie lata 90te w Europie.
Europa zatrzymała się na socjalizmie i biurokracji i dąży do komuny.
Tylko Chińczycy biegną maraton. I wygrają, zresztą wszędzie się panosza,
Od Kanady, poprzez USA, są w Europie i kolonizuja Australię.
Afrykę maja pod swoim butem, tylko Ameryka płd im została.
od RacimiR: Chiny są na tym etapie, co Polska obecnie, czyli szybki rozwój i doganianie najbogatszych po dekadach biedy (trzeba po prostu kopiować innych). Sztuką jest nie spocząć na laurach po dogonieniu czołówki i zobaczymy jak Chiny sobie wtedy poradzą. Już teraz widać u nich sygnały problemów- niski przyrost naturalny, konsumpcjonizm, rozwarstwienie społeczne, wysokie ceny nieruchomości. Problemem jest chińska wielkość i populacja. Ten ponad miliard ciężko pracujących, średnio zamożnych ludzi, wspomaganych robotami jest w stanie wytworzyć tyle dóbr, że za ich sprzedaż mogą po kawałku kupować sobie kolejne kraje, w których trwa wielkie bajlando.
Też myślicie że ten zabity Nowak w wielkiej islamii był antyrasistowskim durniem który uważał że beżowe małpy nic mu nie zrobią nie to co ci źli biali rasiści.
od RacimiR: Uważam, że nie.