Afera „raportowa”

Drugi raz z rzędu zapraszam tekścik o aferze, której apogeum już za nami (więc zainteresowanie społeczne spada), ale z drugiej strony pozwala to zawrzeć najnowsze jej wątki oraz podsumować całość. Chodzi o nową „postać znaną”, czyli panią Barbarę Mróz-Gorgoń i jej „dokonania” w dziedzinie promocji różnych geograficznych „brandów” za publiczne pieniądze. Niektórzy uparcie twierdzą, że AI nie zabiera pracy. Ta historia dowodzi, że jest inaczej, bo właśnie na konkretnym przypadku pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski (w randze ministra) Barbara Mróz-Gorgoń straciła swą ciepłą posadkę z powodu AI. Działalność zakończył też „Think Tank”, którego była szefową. Przy okazji dowiedzieliśmy się jak wydawane są nasze pieniądze, jak przebiega kontrola nad publicznymi dotacjami, w jaki sposób dobierane są kadry rządowe i jacy specjaliści zajmują wiodące role na polskich uczelniach wyższych.

Zaczęło się niewinnie. 29-go lipca Donald Tusk zwołał konferencję prasową, na której przedstawił Barbarę Mróz-Gorgoń. Otrzymała ona nowo utworzoną posadkę pełnomocniczki rządu do spraw promocji marki Polska, aczkolwiek pan Donald przyznał, że rząd współpracuje z nią już od dłuższego czasu. Nazwał ją wówczas „najwybitniejszą w Polsce specjalistką od promocji„. Zapowiedział utworzenie jednego centralnego organu, który miałby koordynować promocję Polski i jej regionów, głównie pod względem turystycznym. Miałaby się tym zajmować pani Basia, zresztą jej „Think Tank” był wówczas na ostatniej prostej do otrzymania na ten cel ponad półmiliardowej (!) dotacji. Sama konferencja wówczas przeszła bez większego echa, bo „Bizancjum” Tuska już nikogo nie oburza (co innego, gdy był to rząd PiS, zresztą znacznie skromniejszy w liczbę ministrów od obecnego, który pod tym względem awansował na 1 miejsce w całej UE).

Minęły 3 tygodnie od konferencji i internauci odkryli pewien tragikomiczny „dokument”, który kosztował podatnika 179.738,19 zł. Chodzi „raport” z 2025 roku, zatytułowany: „Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska„. To coś „opracowane” zostało przez „Fundację Marka Polska Think Tank„, na czele której stała pani Basia. „Raport” ma raptem 26 stron, a w środku dziesiątki błędów. Na każdej stronie (może poza pierwszą, gdzie jest tylko sam obrazek) jest ich kilka. Przepraszam, na obrazu okładkowym też są błędy, bo widnieją tam logotypy Ministerstwa Sportu oraz SKKP, obie te organizacje obecnie stanowczo odcinają się od tego „dzieła” (mimo, że wcześniej Piotr Borys, wiceminister sportu i turystyki sam je udostępniał w social-mediach). W treści znajdujemy mnóstwo mieszania polskiego z angielskim, rażące błędy interpunkcyjne, sformułowania typu: „polskie płaskiz”, „fatigue konsumenckiej” czy „chlebowość”, do tego gigantyczna wręcz liczba prymitywnych stereotypów (wobec Polaków, ale też przedstawicieli innych narodów) i bajzel w przypisach. Spora część (na oko połowa) losowo wybranych fraz z niewiadomych przyczyn pisana jest CAPS LOCKIEM. Rzekome „wywiady z respondentami” prowadzone były w takich miejscowościach, jak: „Katowice (północne centrum) oraz Wrocław (północny zachód)„. Podano też, że na Mazurach jest 15.000 jezior oraz to, że polskich noblistów ponoć było tylko 5 (z czego z nazwiska wymieniono 3 i dodano „itp”). Dowiadujemy się także, że młode pokolenie Polaków nierzadko mówi po Mandaryńsku. Nawet w spisie treści są błędy z numeracją stron. Rozpoczynanie nowego rozdziału w ostatniej linijce strony to chyba najmniejszy problem. Tego nie trzeba całego czytać, by zauważyć, że coś mocno poszło nie tak. Wystarczy rzucić okiem na dowolny, losowo wybrany fragment. Większego gówna dawno nie czytałem. Chyba darmowa wersja ChataGPT musiała mieć wtedy bardzo zły dzień. Sam „raport” po wybuchu afery- z prędkością światła zniknął ze strony fundacji, ale w internecie nic nie ginie. Można go przeczytać np. TUTAJ.

Pani Basia po popularyzacji jej „raportu”

Wybuchła ogólnopolska „imba” (głównie w internecie, bo media głównego nurtu były nad wyraz powściągliwe, np. w „czystej wodzie” TVP w likwidacji w „krytycznym” dniu aferze poświęcono… 15 sekund, gdzieś pod koniec głównego serwisu informacyjnego). Pani Basia (niby, że sama z siebie) po 3 tygodniach kariery w rządzie została zdjęta ze sceny podała się do dymisji, a jej „Think Tank” został zlikwidowany. Pan Szłapka (rzecznik rządu) ogłosił, że na razie na stanowisko porzucone przez panią Basię nie będzie następcy. „Zarządzania kryzysem” nie było. Rząd i jego poplecznicy udają, że nic się nie stało i liczą na to, że jak najmniej ludzi dowiedziało się o temacie. Sprawa w kręgach rządowych jest bardzo delikatna, bo przecież pani Basia była autorskim 'diamentem’ samego Donalda Tuska, więc krytykowanie jej godzi pośrednio w przywódcę ferajny, który (jak powiedział sam Aleksander Kwaśniewski) jest bardzo mściwy. Dlatego dla własnego trzeba w ogóle o tym nie mówić, to niedobra jest.

Pani Basia (już po dymisji) próbowała się tłumaczyć na własną rękę, ale efekt był odwrotny do zamierzonego. Mówiła, że „niewyobrażalna skala hejtu uniemożliwiła mi dalszą pracę” (czyli zastosowała „suffering”, o którym AI napisała w jej raporcie). Czy przeprosiła? Pytanie retoryczne. Czy ci, którzy ją powołali na ważne, decyzyjne stanowisko przeprosili? Pff… Zapytana o AI stwierdziła, że jej używała, ale przecież to nic złego i „nawet poeci korzystają z jej dobrodziejstwa” (przy okazji wkopując Olgę Tokarczuk, której użyła jako żywej tarczy). Głównym jej „argumentem” było jednak to, że był to raport „niedokończony” i „wewnętrzny”, który nie powinien wypłynąć na zewnątrz. Tym sposobem wkopała zarówno tych, którzy za niedokończone dzieło z góry zapłacili (naszymi pieniędzmi) oraz przyznała, że istnieje w Polsce mechanizm defraudacji publicznych środków, polegający na wzajemnym zamawianiu „wewnętrznych” dokumentów (pisanych przez AI, których nikt nie czyta) pomiędzy komórkami, podpiętymi pod budżet państwa. Pani Basia innymi słowami stwierdziła zatem, że skoro dali łatwą forsę to ją brała i każdy na jej miejscu by tak zrobił, więc o co teraz ten hejt na nią? Paradoksalnie to tłumaczenie nie jest wcale głupie. To nie ona jest winna całej sytuacji. To tak, jak w popularnej przypowieści o skorpionie i żabie. Skorpion nie był winny, że utonęli oboje, bo zadawanie krzywdy leży w jego naturze. Tak samo w naturze wielu ludzi leży to, że jak dają (nawet niesłusznie) to trzeba brać.

Beneficjenci ministerialnej dotacji obecnie przerzucają się odpowiedzialnością, nikt nic nie wie, czeski film. Piotr Borys (wiceminister sportu i turystyki, czyli organu, który wypłacił pieniądze) stwierdził: „za ten raport polskie państwo nie zapłaciło ani złotówki” (oczywiście nie powiedział, kto więc zapłacił, skoro nie państwo). Nikt nie ma sobie nic do zarzucenia, nikt też nie przyznaje się do utworzenia tego „raportu”. Te niemal 200.000 złotych to zresztą był tylko niewielki przedskoczek przed prawdziwymi zawodami w dojeniu budżetu, bo Think Tank wnioskował o dofinansowanie w kwocie 520-670 milionów złotych (!) i pewnie by im się to udało, gdyby nie „imba” z feralnym raportem AI.

O dziwo, nie brakuje obrońców pani Basi. Wprawdzie środowiska KODziarskie i „silni razem” trzymają się od tego z daleka, najczęściej nawet nie słyszeli o sprawie (bo i skąd?), ale uaktywniły się skrajnie lewicowe kręgi feministyczne. Tworzą one hurtowo treści w stylu: „Owszem, pani Basia popełniła błąd, ALE… [ściana tekstu o prześladowaniu kobiet, patriarchacie, Joannie d’Arc, Hitlerze, gwałtach i innych swoich ulubionych tematach]”.

Poza panią Basią w składzie „autorów” raportu jest 7 innych „naukowców”. Po publikacji zorganizowano konferencję prasową (obecny był m.in. wiceminister Piotr Borys), niezliczone osoby „propsowały” raport i chwaliły panią Basię na Pejsie, Twitterze czy Linkedin. To aż niewiarygodne, że absolutnie żodyn nawet nie rzucił okiem na dzieło, za które wychwala jego autorkę. Przecież nawet, żeby się jej podlizać ktoś mógłby to przeczytać i pochwalić za jakiś konkretny fragment, ale tak nie było.

Po pierwszej fali afery miałem w ogóle o tym nie pisać osobnego tekstu (umieszczając sprawę jako akapit nadchodzącej „prasówki”), ale dzisiaj wpadł mi w łapy kolejny „wybitny” dokument autorstwa pani Basi o Beskidach, również hojnie dofinansowany z pieniędzy publicznych (podobną kwotą, co ten głośniejszy). Wychodzi więc na to, że proceder wyłudzania pieniędzy publicznych na „raporty” z ChataGPT wykonywany był na większą skalę. Nie wiadomo ile było tych „raportów” i „strategii” tworzonych przez panią Basię, ale skoro co najmniej dwa takie „dokumenty” zostały upublicznione (choć według autorki- nie powinny) to można przypuszczać, że w sumie było ich znacznie więcej. Rozkradzione 200 tysięcy złotych w dzisiejszych realiach (spolaryzowane społeczeństwo, przyzwyczajone do złodziejstwa władzy) nie robi na nikim większego wrażenia, więc najwyraźniej rząd Tuska wziął sobie to do serca. Zamiast robić duży wałek- można podzielić go na wiele mniejszych. Pewnie niektóre wyjdą na jaw, ale czymże jest 200 tysięcy złotych w kontekście respiratorów, elektrowni w Ostrołęce czy sfałszowania wyborów? Problem w tym, że beneficjentów grantów z ministerstw, senatu czy KPO są tysiące, o ile nie dziesiątki tysięcy. Wypłacane sumy idą w dziesiątki, być może nawet setki miliardów złotych w skali 4-letniej kadencji rządu. To jest już potężna kasa, za którą można by zbudować kilka elektrowni atomowych czy kilkaset nowoczesnych stadionów (albo po prostu obniżyć podatki i nigdy tych miliardów przymusowo nie pobrać od społeczeństwa). Zastanawiające jest, że przy rekordowych wydatkach rząd Tuska nie realizuje żadnej nowej, dużej inwestycji (poza tymi, które odziedziczyli, typu CPK czy elektrownia atomowa, które zresztą w ogóle nie posuwają się do przodu, albo Olefiny III, które po roku rządzenia całkiem zarzucili).

Jako, że jestem dużym miłośnikiem Beskidów i na swojej drugiej stronie opisałem kilkadziesiąt beskidzkich szlaków i zamieściłem ponad 1000 zdjęć- to sprawa  drugiego, mniej znanego 'opracowania’ pani Basi zdenerwowała mnie podwójnie. Co ciekawe, oba „projekty” zyskały ministerialne finansowanie w zbliżonym do siebie terminie („Polaków portret własny” 5-go, a ten o Beskidach 10-go czerwca 2025, było to świeżo po porażce Trzaskowskiego w wyborach, a jego kampanię prowadził Sławomir Nitras, ówczesny minister sportu i turystyki, czyli podmiotu widniejącego jako zleceniodawca na oba „raporty”. Nitras był już wtedy jedną nogą na wylocie ze stołka i być może rzutem na taśmę chciał się komuś przypodobać lub odwdzięczyć. Sam z siebie poświęciłem bezinteresownie kilkaset godzin na promocję Beskidów, a „strategia” pani Mróz-Gorgoń na „promocję Beskidów” kosztowała prawie 200.000zł, w zamian znowu dostaliśmy jakiś szajs z AI. „Dzieło” jest TUTAJ, nazywa się toto: „NATURA KULTURY Strategia rozwoju i komunikacji marki terytorialnej Beskidy„. „Dokument” ma 248 stron, ale można go przeczytać w godzinę, zresztą można by skrócić go do 30 stron bez żadnej straty treści (niskiej jakości), bo tam w kółko powtarzane są te same zdania i wnioski. Mnóstwo jest pustego miejsca, są duże wcięcia wszystkich 4 brzegów, interlinia między wypunktowaniami jest gigantyczna, a np. na stronie nr2 czy ostatniej nie ma kompletnie nic. Baboli mnóstwo, tak jak w głośniejszym dziele pani Barbary „Polaków portret własny„. W odróżnieniu od poprzednika- nie ma wszędobylskich 'caps locków’, cała reszta jest dosyć podobna. Samo AI twierdzi, że dokument w ponad 90% wygenerowany został przez AI. Na stronie 3 jest wzmianka: „Jakiekolwiek wykorzystanie całości lub fragmentów wymaga zgody autora„. I tu dochodzimy do ciekawego przypadku prawnego- kto jest w ogóle autorem? Pani Basia, czy „ghostwriter” (AI)? Na tej samej stronie jako autor figuruje „prof. Barbara Mróz-Gorgon”. Po pierwsze- z niej taki profesor, jak z Jerzego Stępnia czy Władysława Bartoszewskiego. Pani Basia ma jedynie doktorat, a „profesorem” jest tylko grzecznościowym z uwagi na (o zgrozo!) prowadzenie zajęć dydaktycznych na uczelni. Po drugie, w nazwisku brakuje kreseczki nad „n”. Jest Psikutas bez „s” Gorgon bez „ń”. Gorgony to były takie krowy w Heroesach3, które zabijały wzrokiem (pani Basia w tych monumentalnych okularach być może też ma taką zdolność). Jeżeli ktoś się machnął już na samym początku we własnym nazwisku to oznacza, że nawet tego nie przeczytał nie mówiąc o napisaniu. Prompt na podła, darmową AI, dotacja wzięta, żyć nie umierać. W treści sporo „masła maślanego”, jakie to Beskidy są spokojne i naturalne. Ani słowa np. o ostatniej patodeweloperce niszczącej krajobraz, np. Hotel Mercure w Szczyrku czy wieża widokowa Wisła-Skolnity (wstęp: 100zł). W „strategii” jako główny problem Beskidów stwierdzono „brak jednego operatora i systemu zarządzania marką”, kilkadziesiąt razy powtarzane jest to w innych miejscach „dokumentu”. Czyli klasyczna lewacka ekonomia. Trzeba stworzyć jakąś kolejną strukturę, które będzie regularnie przepalać publiczne pieniądze. To zatem wygląda nie jak „wałek końcowy”, tylko jak podbudowa pod jakiś większy wałek w przyszłości, tzn. utworzenie dużego, scentalizowanego centrum promocji Beskidów z wielomilionowym budżetem i ciepłymi posadkami, a te 167 tysiaków za „strategię” to tylko po to, aby nie umrzeć z głodu w oczekiwaniu na prawdziwy szmal. Zresztą dokładnie to samo było w „Polaków portret własny„. Innymi zauważonymi problemami hojnie opłaconej „strategii beskidzkiej” jest zatłoczenie szlaków i mało parkingów (choć te akurat są, ale głównie góralski klasyk, czyli „płatne niestrzeżone”). Skoro więc infrastruktura już teraz jest przeciążona, to może najpierw trzeba ją rozbudować, a nie promować? To tak, jakby wydać kupę forsy na promocję pięknych kobiet i bogatych mężczyzn na rynku matrymonialnym. Oczywiście nie zabrakło klasycznych dowodów na to, że nikt tego nie przeczytał przed publikacją. Na stronie 142 jest słowo: r”eklamoz”, strona145: miejsk0–górskich (zero zamiast o), strona 159 LOT-y (w liczbie mnogiej), jest tego mnóstwo. Do tego gigantyczna liczba słów po angielsku czy cudzysłowów otwartych i nigdy nie zamkniętych. W 34 miejscach są dwie gwiazdki (**), które nie wiadomo, co oznaczają. Z kontekstu wynika, że prawdopodobnie AI pomylił cudzysłów z dwoma gwiazdkami, albo błąd wyniknął podczas kopiowania do edytora bez sprawdzenia formatowania. Ręce opadają.

Pani Barbara dawniej była całkiem atrakcyjną kobietą (z wyglądu). Pamiętam rubaszne wypowiedzi różnej maści „liberałów” i „obrońców kobiet” podczas spraw z blond-asystentkami Adama Glapińskiego („elity” ochrzciły je „aniołkami”) czy asystentką Tomasza Sakiewicza podczas najazdu straży pożarnej. Mówiono wówczas z gracją pijanego wujka z wesela: „hue hue, ciekawe co tam robili? hue hue, ja nic nie sugeruję, ale no wiecie, hue hue„.  Podobnie więc ja zabawię się w „elytę” i zażartuję z pani Basi. Ciekawe, jak zrobiła doktorat w 9 miesięcy, a habilitację w 10? Ja nic nie sugeruję, ale no wiecie, całkiem zdrowa 🙂 Ciekawe też, jak została jedną z najważniejszych osób najpierw na swojej uczelni, a potem „najwybitniejszą specjalistką w Polsce” (według Tuska). Mam na myśli oczywiście wygląd pani Basi sprzed kilku lat (w dłuższych włosach), zanim zaczęła stylizować się na młodego Dariusza Rosati w większych okularach, co finalnie odebrało jej sporo walorów wizualnych. Jak to mówią: „z kim przystajesz- takim się stajesz„, więc dzisiaj pani Barbara wygląda (i mówi) jakby była robotem AI. Może ją podmienili na maszynę, a prawdziwa Barbara siedzi gdzieś zakneblowana w piwnicy?

Pani Basia nie jest jednak głównym problemem afery. Istotnie, stała się ona jej twarzą i epicentrum, ale to nie jest jej wina i gdyby nie ona, to w jej miejsce znalazłaby się inna, podobna osoba. Dali, więc wzięła, trudno ją za to oskarżać. To tak, jakby dać psu 2kg najlepszej kiełbasy i potem złościć się, że ją zjadł. Głównym problemem jest system, który umożliwił jej zrobienie aż takiej kariery. Skandaliczne są dwie rzeczy: polityka kadrowa oraz brak jakiejkolwiek kontroli w wydatkowaniu publicznych pieniędzy. Zwykły przedsiębiorca musi znać się na rzeczy oraz dwoić się i troić, aby wyjść na swoje. W komunikacji z organami państwa czy we wnioskach o dotacje lub przetargi trzeba dbać o każde słowo i poświęcać na to wiele czasu, bo nawet niewielki błąd może być bardzo kosztowny i do zawarcia kontraktu braknie pół punktu. Tymczasem ktoś zatrudnia panią Basię, daje jej możliwość pobierania niemałych pieniędzy bez żadnej kontroli (z czego skrzętnie ona korzysta, nie wysilając się zbytnio), a na koniec wychodzi premier i nazywa ją „najwybitniejszą specjalistką w Polsce„.

Barbara Gorgoń-Mróz przedstawiana była jako „apolityczna”, ale przypadkiem ma mnóstwo zdjęć z różnymi politykami rządowymi (zwłaszcza z „lewego” skrzydła). Oczywiście (tak samo, jak wcześniej z Kacprzykiem) dzisiaj żodyn się do niej nie przyznaje i nikt (zwłaszcza Tusk) nie wie, kim ona w ogóle jest. Niby zdjęcie w dzisiejszych czasach można sobie zrobić z każdym, zwłaszcza w miejscu publicznym, ale całkiem inne zasady w tym względzie panują wobec szeroko pojętej prawicy. Tam życiorys każdego, kto ma zdjęcie np. z Nawrockim, Mentzenem, Bosakiem czy Braunem od razu jest prześwietlany przez „demokratycznych liberałów” i jeżeli okaże się, że ma coś na sumieniu to automatycznie awansuje na jego „najlepszego kumpla”, „prawą rękę” czy „szarą eminencję”.

Pani Basia oczywiście jest już spalona i zostanie zapamiętana już na zawsze jako bohaterka memów internetowych, ale to „mała szkodliwość społeczna”. Specjalistka od wizerunku koncertowo zaorała zarówno wizerunek własny, jak i swoich sojuszników. Pociągnęła ona ze sobą w dół co najmniej 3 ważne podmioty:

Pierwszym z nich jest rząd i premier, który niecały miesiąc przed dymisją wychwalał panią Basię pod niebiosa. To tak, jakby Tusk zatrudnił „najwybitniejszą w Polsce specjalistkę od bezpieczeństwa ruchu drogowego” i po niespełna miesiącu przejechała 8 osób pędząc 200km/h w terenie zabudowanym, lub „najwybitniejsza w Polsce specjalistka od bezpieczeństwa na kąpieliskach” utopiła się w dmuchanym basenie ogrodowym z Pepco. PR-owskie harakiri. Ja rozumiem, że Tusk nie lubi konkurencji wewnętrznej i dobiera sobie ludzi miernych, ale jakieś elementarne minimum kompetencji powinno być wymagane. Sprawa pokazała, że Tusk na dobór swoich przybocznych poświęca podobną ilość czasu, ile pani Basia na stworzenie „raportu” czy „strategii”. Gdybym ja był premierem i zamierzał nazwać kogoś publicznie „najwybitniejszym specjalistą w Polsce” to poświęciłbym osobiście co najmniej kwadrans na sprawdzenie dokonań tej osoby oraz wziął telefon i zadzwonił do któregoś z tysięcy podwładnych, mówiąc: „Andrzej, sprawdź mi tą Mróz-Gorgoń, bo planuję dać jej uprawnienia ministerialne„. Tusk tego nie zrobił i wyszedł na ignoranta w oczach milionów Polaków, a razem z samym sobą ośmieszył też rząd, którym twardą ręką zarządza. Nie da się tego nawet wytłumaczyć teorią, że pani Basia dopiero potem zeszła na złą drogę, bo swoje „raporty” tworzyła długo przed tym, jak premier wygłosił wobec niej publiczną laudację. Przecież ten jej wybitny marketingowy „Think Tank”, któremu miało być przyznane między 520 a 670 milionów złotych (i pewnie by to dostali, gdyby nie afera) przed likwidacją miał raptem 500 lajków na Fejsbuku. To mój blogowy fanpejdż ma 2,2 tysiąca, chociaż poświęciłem na niego może godzinę od początku roku, a ten poprzedni, zbanowany miał prawie 20 tysięcy. Nie trzeba było więc wiele wysiłku, aby sprawdzić, że pani Basia za fasadą wyuczonej gestykulacji, piramidek z dłoni , złowrogiego feministyczno-lewackiego uśmieszku i nadmiernej pewności siebie- nie ma zbyt wiele do zaoferowania.

Druga grupa, która dostała po dupie to środowisko „naukowe”, na czele z ośmiornicą wrocławską. Pani Basia była (chyba nadal jest i być może pozostanie) ważną i wpływową osobą na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Gdybym ja był po maturze i chciał iść na studia, to po tej aferze omijałbym szerokim łukiem tę uczelnię. Miałaby mnie kształcić i egzaminować pani, której najwybitniejsze dokonania zostały stworzone przez AI, bez przeczytania tego później? Ciekawe czy jest promotorką magistrów, a jeżeli tak to co powiedziałaby, gdyby ktoś jej przyniósł pracę na poziomie jej własnych „raportów”. Ponadto w zespole, wymienionym w feralnym „Polaków portrecie własnym” są też ważne osoby z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jeżeli na uczelniach (i to tych niby elitarnych, nie żadne Collegium Tumanum) wiodące role odgrywają takie osoby, to oznacza, że cała polska „nauka” nadaje się do wyłączenia z finansowania (czyli likwidacji, bo nikt za to „kształcenie” nie będzie płacił własnych pieniędzy, może poza córeczkami bogatych tatusiów). Ja bym w systemie zostawił tylko podstawówki, szkoły średnie i wydziały stricte techniczne politechnik (bo tam też już lewactwo się wkrada i po cichu powstają jakieś politechniczne dżendery), cała reszta, jak to mówił Cejrowski: „wszyscy won”. Niech ewentualnie finansują się sami na wolnym rynku, ale złamanego grosza nie powinni dostać z naszych podatków. Żadnych dopłat, stypendiów, orgazmusów, akademików, stołówek, grantów, subwencji i innego „fundraisingu” spod ciemnej gwiazdy. Paradoksalnie nasze uczelnie miały najwyższą jakość w czasach PRL, a tytuł magistra wtedy był gwarancją wysokich kompetencji. Od 1989 roku jakość polskiej nauki stale się obniża, polskich uczelni próżno szukać na światowych rankingach, o jakichkolwiek nowych wynalazkach w ogóle nie ma mowy, a obecnie szkolnictwo wyższe (zwłaszcza humanistyczne) ma pysk pani Basi i profesora Markowskiego, którego jedynym plusem jest to, że jest tańszy w utrzymaniu (żyje skromnie i nie wyłudza dodatkowych pieniędzy ponad uniwersytecką pensję). Wkrótce trzeba będzie ciąć wydatki budżetowe, bo finanse publiczne są w katastrofalnym stanie i w edukacji (oraz dofinansowaniach na jakieś niepotrzebne nikomu ciulstwa) jest ogromne pole manewru do zrobienia oszczędności bez żadnych reperkusji, a nawet z korzyścią dla gospodarki, bo przez likwidację „bezrobocia ukrytego” zwolnią się dodatkowe ręce do pracy i nie trzeba będzie sprowadzać ich z Afryki.

Trzecia grupa poszkodowana przez panią Basię to kobiety. W dzisiejszych czasach nie ma godziny, żeby gdzieś nie usłyszeć jakie one są kreatywne, inteligentne, a w wykształceniu biją na łeb prymitywnych i zaściankowych mężczyzn, którym w głowie tylko alkohol, gwałty z pobiciem i hejt w internecie. No i na poparcie tej teorii niekwestionowany lider „demokratów” przedstawia „final bossa” kobiet, najwybitniejszą specjalistkę w kraju. Szybko okazuje się, że to cwaniara, która znalazła sobie „niszę”, dzięki której może się wzbogacić niskim nakładem pracy. Jeżeli to ma być ścisła czołówka „liberalnych” przedstawicielek płci pięknej to wniosek nasuwa się sam. Oczywiście nie chodzi mi, żeby powiedzieć, że wszystkie kobiety są głupie, bo tak nie jest. Chodzi o to, że wydaje się miliardy złotych na promocję i ułatwienia dla kobiet, zmianę ich wizerunku w „średniowiecznej” Polsce, a na koniec wszystko niweczone jest przez panią Basię, która umacnia tezę, że baby nadają się co najwyżej do garów. Zresztą inne reprezentantki nie są wiele lepsze, np. Kidawa-Błońska, Szajbus-Bajbus, Jachira, Nowacka, Kotula, Żukowska, Cienkowska, Sobierajska-Grenda, Hennig-Kloska, Uznańska-Wiśniewska i wiele innych miernot. Ostatnio na obchodach Powstania Warszawskiego władza zaserwowała nam babę z OnlyFansa. Jest tu zatem duży dysonans pomiędzy teorią, a praktyką w kompetencjach najbardziej wpływowych kobiet.

Najsmutniejsze w tej historii jest to, że gdyby ten słynny „raport” (i drugi o Beskidach, o którym już dowiedziało się znacznie mniej osób) nie został w ogóle upubliczniony, to pewnie nikt (poza samymi zainteresowanymi) by się nie zorientował, że coś jest nie tak z wydatkowaniem publicznego szmalcu. Zresztą sama główna bohaterka „tłumaczyła się”, że był to dokument wewnętrzny, który nigdy nie powinien trafić do „plebsu” i jeżeli w ogóle jest afera, to tylko taka, że „arcydzieła” z AI zostały nielegalnie upublicznione, bo powinny pozostać tajne/poufne. Wychodzi więc na to, że jakieś rządowe przybudówki „naukowe” mogą „ot tak”, w pełni legalnie przepalić gruby szmal na jakieś „dokumenty wewnętrzne” z ChataGPT, których nikt nie przeczyta (pewnie tak jest robione na masową skalę). A dług publiczny rośnie… Razi w oczy także skrajna nieostrożność i leniwa niechlujność w robieniu wałków (nie tylko w tej sprawie, ale także wielu innych), co pokazuje, że sprawcy zupełnie nie obawiają się konsekwencji bo wiedzą, że partia i tak ich obroni. Biorą grubą forsę za tekst z AI i nie chce im się nawet poświęcić kilku godzin, żeby to przeczytać i poprawić? Przecież to nawet inna AI by mogła w dużej części zrobić. Proceder nawet nie zasługuje na nazwanie go „w białych rękawiczkach”, oni kradną w ubłoconych gumofilcach. Ministerstwo Sportu pierwszego rządu Tuska przynajmniej finansowało „Orliki” i stadiony na Euro2012, obecne ma ono „ważniejsze” wydatki, co pokazuje stopień degrengolady tej ekipy.

Abstrahując już od afery napiszę jeszcze krótko o ty, że cały pomysł „promocji marki Polska” jest bez sensu. Oczywiście, jest coś takiego jak „soft power”, ale nie polega to na prymitywnym brandingu (a już zwłaszcza przez płacenie za „strategie” z ChataGPT), który zresztą nie zostanie zauważony poza granicami danego kraju. Kraj to nie proszek do prania, żeby można było go sztucznie wypromować. Kraj promuje się mimowolnie i wielowektorowo poprzez szeroko pojętą wysoką jakość. Szwajcaria czy Norwegia są uznawane za poważne kraje nie dzięki strategiom promocyjnym, lecz w wyniku długofalowej, wieloskładnikowej pracy. Paradoksalnie Polska ostatnio zyskała duże uznanie międzynarodowe w wyniku naszej pracowitości, przywiązania do tradycji i „gościnności” wobec nachodźców z Afryki i Azji (oraz wynikające z tego bezpieczeństwo uliczne), jest nawet popularne wśród obcokrajowców hasło „be like Poland”. Tego hasła nikt sztucznie nie promował, pojawiło się oddolnie. A pani „wybitna specjalistka” Gorgoń czym by nas uraczyła, gdyby nie podała się do dymisji i dostała miliardy na promocję? Co najwyżej powtórką z akcji „morzeł orze”, ale jak już wcześniej pisałem- chodziło o przytulenie znacznie większej kasy, a nie żadną promocję. Pomijam już to, że pani Barbara ledwie mówi w języku kraju, który miała „wypromować”, bo w jej wypowiedziach 1/3 słów to anglicyzmy i kolejne 1/3 to korporacyjne neologizmy. Powinna dorzucić jeszcze trochę francuskiego, jak Lech Roch Pawlak. W kategorii: „jak mówić dużo i nic nie powiedzieć” pani Basia jest prawdziwą „najwybitniejszą specjalistką w Polsce”. Przecież jej wystarczy posłuchać przez minutę, żeby zapaliła się wielka, czerwona lampa, ale towarzystwo wzajemnej adoracji niczego nie zauważyło (pewnie są dokładnie tacy sami, jak ona). Na jej licznych, 'elitarnych’ konferencjach na styku polityki i biznesu brakowało jednej osoby (elementu samooczyszczenia środowiska), która powiedziałaby: „Baśka, o czym ty pierdolisz?„.

Problemem, trawiącym zachodnią cywilizację jest „pato-socjalizm”. Już socjalizm „zwykły” jest zły. Polega on na rozdawnictwie i redystrybucji środków, które wcześniej są zabierane (+koszty obsługi), ale przynajmniej przy równych prawach i zasadach. Np. pieniądze z programu 800+ należą się na każde dziecko, bez wyjątków. Dostaje każdy, kto spełni wymagania (posiadanie niepełnoletniego dziecka) i złoży wniosek. Już to jest złe, ale „pato-socjalizm” to coś wielokrotnie gorszego, bo tam do rozdawania zabranej wcześniej kasy dochodzi patologiczny element uznaniowości urzędowego „orzecznika”. Jedni wnioskodawcy dostają kasę, ale większość jej nie dostaje. Kilka ostatnich historii pokazuje, że niekoniecznie liczą się kompetencje i jakość projektu. Pieniądze wzięła pani Basia za raporty z ChataGPT, kasę przytuliła też minister Cienkowska za „spacery dendrologiczne”, hajs dostał także Jaś Kapela za głupkowaty tekst do musicalu, do którego nigdy nie napisano nawet muzyki, nie mówiąc o wystawieniu go na scenie. 17 milionów przeznaczono na grę komputerową, współtworzoną przez Olgę Tokarczuk, minęły 4 lata i gry ani widu ani słychu (jeżeli w ogóle się ukaże to na 100% będzie gniotem jakich mało). Cała banda beztalenci dostała publiczne pieniądze, pochodzące w dużej części z długu, zaciągniętego na kolejne pokolenia. W tym samym czasie wielu wnioskodawców pieniędzy nie dostało, choć ich projekty i cele były znacznie bardziej profesjonalne. Proces decyzyjny przy wydawaniu pieniędzy na „granty” jest niejasny, mocno 'bankietowy’, opierający się na znajomościach i sympatyzowaniu z daną opcją polityczną. Im więcej kasy jest do wydania, tym mniejsza szansa na to, że zostaną rozdysponowane uczciwie i sprawiedliwie. Gdy zwykłemu Kowalskiemu uda się też otrzymać jakieś dofinansowanie to jest duża szansa na to, że urzędnik dosra się do jakiegoś szczegółu i pieniądze będą musiały zostać zwrócone w całości, ale ci, którzy dostali kasę „po linii” takiego problemu nie mają. Szanse na to, że pani Basia będzie musiała oddać szmal, zainkasowany za swoje „raporty” jest bliska zeru (zresztą prokuratura czy NIK nie ma najmniejszego zamiaru się tym zajmować). Jeżeli nie zatrzymamy tego procederu (tzn. nie zlikwidujemy raka „pato-socjalizmu”) to skończy się to albo bankructwem i przejęciem terenów Europy przez szariat, albo jakąś krwawą rewolucją antysystemową (choć raczej tym pierwszym).

Można przy okazji przypomnieć bliźniaczą historię pani Karoliny Opolskiej z TVP w likwidacji z marca tego roku. „Pomagała” sobie ona dobrodziejstwami AI przy „pisaniu” swojej wybitnej książki. Różnice są tylko dwie: pani Karolina jest ubogacona licznymi tatuażami (aż dziwne, że Baśka ich nie ma), ale nie wzięła za swoje dzieło dużej dotacji. Cała reszta (pseudo-elitarność, poczucie wyższości, brak korekty „dzieła”, brak przeprosin i robienie z siebie ofiary, gdy doszło do demaskacji) jest taka sama. Przez ten brak dotacji pani Karolina jakoś utrzymała się na powierzchni i nadal prowadzi program w TVP Info w likwidacji (choć nie wróżę sukcesów w przyszłości), z kolei pani Basia raczej jest już spalona, bo jej promotor Donald się wściekł.

RacimiR, 28.08.2026

PS: Dzięki dla Tomasza i Krzysztofa!

40 komentarzy do “Afera „raportowa””

  1. Oni nie kradną w białych rękawiczkach, oni kradną w wampirkach

    od RacimiR: Albo w rękawicach Hulka (bardzo niezgrabnych, ale za to pojemnych)

  2. Każdy rząd każdego państwa ma strukturę mafijna, czyli mafia po prostu.
    Mafia wszędzie zdziera haracz (czyli każe wszędzie płacić podatki szarym ludziom), a na dodatek
    nasza mafia płaci haracz do jewUSandA czyli de facto 'unym’ (za złom typu abrams,
    apache, dodatkowo struktury mafijne, jewUSandA typu Google i tak płacą w polsce
    podatki groszowe).
    Wiadome że barany co wybrały nowa mafie przy urnie trzeba strzyc.
    Dzień wolności podatkowej 2026 przypadł 9 lipca, w 2025 5 lipca, a wcześniejsze lata czerwiec.
    Widać więc tendencje że zdzierstwo zwiększa się. Mafia jest/był popis, i nawet konfa będzie zdzierac.
    Partię dziela się więc na te co kradly, i te co jeszcze nie kradly.

    Platfusy wiedzą więc ze kolejna kadencja niepewna więc kradną ile wlezie.
    Z tego powodu Domański wprowadza nowe podatki, a kwota wolna od podatku
    z 30 do 60tys odeszła w niebyt, wszak to 50mldPLN mniej do budżetu.
    To już w oligarchicznej Rosji podatki są 10-15%, w porównaniu z naszymi 23%.

    Sposób kradzieży na dofinansowanie dla think tank to tylko jeden z nielicznych.
    Ciekawe że nic nie piszą o dalszych przewalach z kredytu kpo, został jedynie smrodzik
    po jachtach i gay-klubach. Oznacza więc ze kradzież trwa w najlepsze.
    Kolejny przewał to kredyt safe, też nic nie słyszymy o aferach chociaż transfery finansowe
    są kontrolowane przez ludzi Tuska (czytaj szwabow).
    Mamy więc standardowy schemat biblijny okradania (przypowieść 7 lat obfitych i 7 chudych)
    czyli kredyt na państwo na kolejne pokolenia obywateli, a kasa z lichwy leci do
    bankierów wiadomych, a polactwo ma na to zapierdalać i spłacać w podatkach.
    Czyli inaczej współcześnie : prywatyzacja zysków i nacjonalizacja strat.
    I nic się nie zmieni, czy to Rosja Chiny muslimy mudziny, tyle że w zachodniej
    Europie i u nas marnowanie na rozdawnictwo dla kolesiow partyjnych trwa w najlepsze,
    i ani myślą by to zlikwidować, granicą jest tylko perspektywa przegranych wyborów.

    od RacimiR: Oni podatków aż tak nie zwiększyli, bo nie muszą tego robić przy otwartej na oścież linii kredytowej. Mogą pieniądze czerpać z długu, bo niewielu Polaków to interesuje, a ich elektorat myśli, że sytuacja jest wspaniała (a jeżeli nawet nie, to wina PiS). Dzień wolności podatkowej dosyć trudno jest wyliczyć. Ostatnia „reforma” podatkowa wyszła plus minus na zero, trochę po dupie dostały firmy.
    Ze zbrojeniami to jest osobny szwindel. Od kilku lat wydajemy na wojsko znacznie więcej, niż Izrael, a pewnie ten by nas pokonał w 1 dzień i to bez użycia atomu, który też mają na czarną godzinę. My nie umiemy radzić sobie nawet z dronami-wabikami za 500 euro, które wywołują ogólnopolską panikę i podrywanie F35.
    KPO to jest dokładnie ten sam mechanizm co dopłaty ministerstw na Think Tanki. Jest wielka kasa (głównie z długu), rozdzielana mniejszymi transzami na tysiące małych beneficjentów, spora część w niejasnych okolicznościach i bez należytej kontroli. Jeżeli czegoś z tym nie zrobimy to zacznie się finansowa zapaść, a z tym będzie problem, bo narzuca to Bruksela. Wydaje mi się zresztą, że już za rok po wyborach się zacznie zabawa. Wygra koalicja prawicowa, a Unii nagle się przypomni że musi nas cisnąć o dyscyplinę budżetową (mimo, że deficyt pewnie będzie mniejszy, niż teraz). Tusk (w opozycji totalnej) będzie forsował tezę, że za jego rządów wszystko było super i Unia była zadowolona z naszych finansów, a prawica wszystko zepsuła, KOD wróci na ulice i zacznie się bajzel, ciamajdany, kary unijne, komisja wenecka, martwy Diduszko. W efekcie Tusk (lub jakiś namaszczony młodszy platformers) wróci do władzy w 2031 (może wcześniej po przyspieszonych wyborach, bo 4 partie 'prawicowe’ przy okazji będą kłóciły sie między sobą) i znów będzie zadłużanie na model grecki (Unia znów będzie udawała, że tego nie widzi), po 1-2 takich cyklach będziemy bankrutem, w którym koszta obsługi zadłużenia będą wyższe, niż emerytury czy służba zdrowia. Chyba jedyna nadzieja w USA.

    1. Jeszcze jest nadzieja, że unijni biurokraci będą mieli poważniejsze problemy niż brak praworządności w Polsce (na przykład brak praworządności we Francji, jak wygra FN, albo w Niemczech, jak wygra AfD), i nie będą w stanie wspierać opozycji demokratycznej w Polsce. Jak będzie rządzić (i kłócić się) koalicja 4 partii uniosceptycznych (oczywiście o różnym stopniu uniosceptyczności, ale jednak), to większe możliwości do mieszania w Polsce będą miały USA, Rosja czy nawet Chiny niż UE.

      od RacimiR: Niby tak, ale nakładanie sankcji i kar nie wymaga angażowania jakichś wielkich zasobów ludzkich. Oddelegują kilka osób do jebania Polski i tyle. Już za poprzedniego PiSu kary na nasz kraj nakładały jakieś doły partyjne z TSUE. Jedynie większych tematów typu 'wariant rumuński’ może nie zrobią. Inny scenariusz to przejęcie całej UE przez eurosceptyków, ale na to bym na razie nie liczył, może za kilka lat. Obecna ekipa zbyt mocno jest przyspawana do stołków.

  3. Konfederacja chce zlikwidować system kaucyjny.
    Wkurza on prostych ludzi oraz pracowników marketów (zarabiających słabo i przepracowanych, palety stojące w biedrze i zawsze jedna otwarta kasa to wynik tego, że korporacja zatrudnia zbyt małą ilość pracowników i ich przepracowuje).
    W butelkomatach resztki słodkich napojów gniją, przyciągają owady, ogólnie nic fajnego. Do tego gówno ciągle się psuje i trzeba to naprawiać, co działa na nerwy pracownikom marketów i klientom.
    Okazuje się, że system kaucyjny to nie fanaberia naszych „geniuszy” (akurat z PiSu bo oni to wymyślili, a nowy rząd chętnie przyklepał) tylko ultimatum od UE (kolejny powód dla którego trzeba z tego tworu wyjść, moge ich wymienić multum), że albo kaucja albo podatek na butelki.
    Swoją drogą jedno miasto (nie wiem które) podniosło opłaty za śmieci bo mają mniejszy dochód z nich od kiedy wprowadzono kaucje XD.
    Kolejny powód mojej rosnącej nienawiści do UE, Solidarnej Polski (Ziobro nie znosze za jego inwigilacyjne prawo rejstracji numerów telefonów na pesel), PiS, PO, Lewicy i korporacji (jest ich wiele).

    od RacimiR: Ja nie oddałem jeszcze ani jednej butelki, zresztą w ogóle ich nie kupuję (jedynie raz na ruski rok gdzieś na mieście). W domu piję kranówę filtrowaną albo mleko, a jak gdzieś idę to biorę bidon. Nie rozumiem też czemu na szklane butelki to nie działa, skoro szkło rozkłada się znacznie dłużej od plastiku (a jak się stłucze to trudno je posprzątać). Za każdą Żabką stoi cała armia pustych „małpek”, niektórzy koneserzy po wypiciu lubią sobie pustą butelką jebnąć z całej siły w ścianę. To powinno być przeprowadzone z głową, a nie na „hop siup”. Nie rozumiem też czemu nie można butelek pozgniatać, żeby zajmowały mniej miejsca. Odbiorem butelek powinny zajmować się prywatne, konkurujące ze sobą firmy, zamiast obciążać tym sklepy, które koszty przerzucą na klientów.
    Trzeba ten system zlikwidować całkiem, albo maksymalnie urynkowić (tzn. obniżyć haracz przy kupnie do minimum opłacalności, np. 25 groszy i dać butelkomaty w obsługę prywaciarzom, na wzór paczkomatów). Teraz koszty są przerzucone na handlarzy, a zyski idą nie wiadomo gdzie. Śmierdzi to na kilometr.
    Kolejki w sklepach to osobny temat (zwłaszcza w Biedronkach, gdzie kolejka w godzinach szczytu jest na pół sklepu, jedna kasa otwarta i jeszcze ta jedna kasjerka musi co chwilę wychodzić do tych kas samoobsługowych, które też się co chwilę blokują). Ja unikam jak mogę, mam niedaleko 2 Biedronki całodobowe i ewentualnie jadę w nocy, jak nikogo nie ma i nie trzeba się przepychać z innymi klientami między rozdupconymi wszędzie paletami.
    Gdy u mnie na osiedlu w latach 90-tych zbudowali pierwszego Auchana (przy DTŚ) to było tam 50 kas i w szczycie większa część była otwarta. Teraz jest ich z 20, z czego 15 tylko jako ozdoba, bo czynne są na ogół 2-4 (więc albo czekasz 10 minut, albo idziesz do samoobsługowych, gdzie też często jest kolejka). Ja lubię raz w tygodniu większe zakupy zrobić za jednym zamachem, a w tym koszyczku kasy samoobsługowej niewiele się zmieści, 2 kartony mleka wsadzisz i już full.
    Nadal jednak wolę pojechać do tego Auchana (mimo, że mam bliżej 10 innych, mniejszych dyskontów), bo tam wszystko można kupić za jednym zamachem i tanio, np. tort, żarówkę czy wycieraczki do samochodu, chleb (normalny), silikon, majtki, myszkę do komputera, dzwonek do roweru. Wybór wszystkiego jest znacznie większy, niż w Biedronce czy Lidlu. Np. w Auchanie jest cały duży regał z pastami do zębów, a w Biedronce są 3 rodzaje i jeszcze nie wiadomo, ile kosztują, bo nie ma cenówek, albo są poprzekładane. Czekanie przy kasie mnie irytuje, ale wszędzie indziej jest to samo. Chyba jedyny market, gdzie się nie prawie wcale czeka przy kasie to Leclerc, ale ich jest w Polsce mało. Chodziłbym do Dino z powodów patriotycznych, ale w mojej okolicy jest ich mało i w jakichś dziwnych miejscach pośrodku niczego.

    1. Jako tako, nikt nie zabrania prywaciarzom zbierać butelek. Nikomu to jednak się zbytnio nie opłaca. Żabki by pierwsze wprowadziły zbiór jako dodatkowy dochód gdyby się to opłacało, a jednak sklepy bronią się przed tym jak mogą, żaden sklep niższego formatu nie chce tego zbierać. Co do małpek to nie obsługują ich butelkomaty z uwagi na ich nie-cylyndriczny kształt (butelki, puszki), co samo w sobie jest absurdalne. A zgniatać nie można z tego samego powodu, automat obsługuje tylko cylindryczne krztałty. Swoją drogą moja lokalna sieć marketów (już kilka razy zmieniała franczyze, ale właściciel chyba ten sam) nie chciał płacił haraczu zachodnim korporacjom produkującym butelkomaty więc wprowadził manualny zbiór na kasie.

      od RacimiR: Nikt teoretycznie nie zabrania, bo system jest tak skonstruowany, że znaczna część kasy trafia do „operatorów”, a nie do fizycznych poborców butelek.
      Z tym cylindrycznym kształtem to marna wymówka, trzeba więc skonstruować takie maszyny, które będą potrafiły to rozpoznawać, przy dzisiejszej technologii nie jest to żaden problem.

      1. Znając rząd, zamiast kazać zrobić taką maszyne, to każą robić cylindryczne małpki. Bo lobby sklepowe nie pozwoli na to. Ale to z tymi operatorami to prawda, nasze komuchy jednak wolą lobby operatorów niż wolny rynek. Sprawdziłem operatorów i to w dużej części zagraniczny kapitał.

    2. Z tą normalnością chleba z Auchan to bym nie przesadzał. Nie wiem tego, ale zgaduję, i byłbym gotów na to postawić, że jest robiony z mąki z ukraińskiego zboża z GMO i z glifosatem.

      od RacimiR: To już ciężko sprawdzić, nawet w drogich piekarniach może być to samo. Spróbuję się tym zainteresować jak tam będę. Na pewno jednak w Auchanach (tych największych) są z tyłu normalnie piekarnie, a nie tak, jak w dyskontach odgrzewalnie z jakiejś mrożonej, chemicznej masy.

      1. Sklepy jak lidl czy kaufland zyskują na systemie kaucyjnym bo do ich firmy matki należy jeden operator. Biedronka i jeden z operatorów także należy do blackrock i vanguard, to jeden organizm. Realnke tracą jedynie mniejsze sklepy i sieci.

    3. „Ziobro nie znosze za jego inwigilacyjne prawo rejstracji numerów telefonów na pesel)”

      Oho! A już myślałem że nikogo poza mną to nie obchodzi, miło czytać że ktoś jeszcze zauważa ten realny problem który ma więcej niż kilka miesięcy.
      Nie słyszałem też żeby Konfederacja coś na ten temat mówiła, ale możliwe że przeoczyłem.

      od RacimiR: Nie wiedziałem, że to Ziobro zrobił. Biorąc pod uwagę, że przestępcy bez większych problemów mogą sobie załatwić numer „na słupa” to ten obowiązek jest trochę na wyrost. Z drugiej strony w dzisiejszych „cyfryzowanych” czasach państwo (i nie tylko, bo też korporacje i inni) mają o nas znacznie więcej danych, niż pesel. W UK nie ma obowiązku rejestracji karty sim, a jest to jedno z najbardziej zinwigilowanych społeczeństw. Ziobro miał wiele wpadek, stąd ja też po nim płakać nie będę. Ale akurat za (nieudaną, jak się potem okazało) próbę rozwalenia betonowego sądownictwa odziedziczonego po PRL daję mu plusa.

  4. klioes vel pislamista

    „Nie ma co się obawiać sztucznej inteligencji. Ja się obawiam sztucznej PÓŁinteligencji.” – Stanisław Michalkiewicz

  5. Dobrze ze chociaż Nawrocki vetuje ustawy zwiększające podatki, tym razem
    8 mld zostanie w kieszeniach Polaków, skomentował też te afery że nie można
    ciągle latać dziury w budżecie podatkami gdzie kasa wycieka przez afery dla
    dochtoruf, wypociny AI, dotacje powodziowe.
    Swoja droga dziś przeczytałem że od 2014 trwa 'remont’ sali kongresowej PKiN.
    Wycena 45mln była za mała, i jest nowa na 470mln czyli pół miliarda! Przepalanie
    kasy idzie więc na pełnej, podejrzewam że można za te kasę identyczny PKiN postawić.

    Teraz do tej gorgoniowej, facjata typowa dla 'racheli’ z narodu samo wybranego.
    Brille nosi chyba od Google czy tam mety, i znając życie nagrywają non stop
    otoczenie a w szegolnosci 'hejt’! na nią. Nie wiem czemu kojarzy mi się to ze sprawa
    Rachel Dolenzal (Farbowana mudzinka), a już na pewno z ostatnia afera w GB
    najmłodszego profesora pochodzenia mudzinskiego gdzie też jego prace okazaly
    się albo wypocinami albo plagiatem. Z tego hejtu biedny mudzin aż wykitował.

    Ale jakby nie patrzeć w mediach TVP, TVN, łonet i innych niemieckich sprawie tych wypocin AI
    Za jedyne 200 kafli poświęcono dosłownie sekundy.
    Za to odgrzebano aferę zondakrypto, jej główny twórca (czyli oszust i złodziej mówiąc prawdę)
    przebywając poza Polską dostał Giertycha jako adwokata (czyli posłem jest na pół gwizdka)
    i został małym świadkiem koronnym.
    I w tych mediach jak wyżej jest to walkowane już któryś dzień non stop, mocne uderzenie w pis
    i ogólnie w prawicę, bo zondakrypto sposorowal ich spedy. Aresztowano też piesiewicza
    bo Krall dał mu zegarek za 40tysEjro, za który to zegarek ponoć Piesiewicz zapłacił.
    Az się Nowak przypomina, ten to dopiero miał tych czasomierzy.
    No ciekawych czasów dozylismy gdzie kreatorzy i główni twórcy afer (Krall, Kasprzyk, Giertych, Gaweł)
    latają sobie na wolności i żyją z kradzionych pieniędzy jak paczek w maśle,
    a sygnalistow czyli ludzi którzy ujawniają te afery ciaga się po sądach lub wsadza do
    więzień (Jan śpiewak).
    Aha wisienka na torcie Mieszko R ten co zaciupal portierke na uczelni (synalek
    znanych prawników z palestry) zamiast w sądzie wylądował w psychiatryku,
    sprawa umorzona. No ciekawe wzorowy uczeń student i się psychicznym zrobił.
    Naprawdę ciekawych oj ciekawych czasów dozylismy.

    od RacimiR: Ten czorny w UK przynajmniej miał jakiś honor, a Baśka chyba nadal uważa, że się na nią uwzięli.
    Odwracanie uwagi odgrzewaniem Zondacrypto to już chwytanie się brzytwy, a przydzielenie Kralowi Giertycha i Duboisa to już w ogóle urąga ludzkiej inteligencji.
    Obrońca (czyli de facto rywal prokuratury) jest jednocześnie posłem i drugą najbardziej wpływową osobą w rządzie. W dodatku (jedyny żyjący) organizator całego szwindlu dostał 60-tkę. Le cabaret. Ciekawe, czy zbadają wątki finansowania TVN czy WOŚP przez Krala.

    1. Nie zapominajmy, że Kral ma ochronke z powodu braku napleta i o tym, że uciekł do izraela, ale wrócił, bo wie, że nic mu nie zrobią.

  6. Rządzący już odpalili temat zastępczy: „afera” Zondacrypto. Dzięki temu, będą mogli upiec nie dwie, ale nawet cztery pieczenie na jednym ogniu: Pierwszą jest oczywiście przykrycie własnych afer (powodziowej, Szpitala Południowego i tej najnowszej – ja nazywam to „sprawą Gorgoniowej”). Drugą – uderzenie w Prezydenta. Trzecią – uderzenie w TV Republika. Czwartą – możliwość przejęcia PKOL i umieszczenie w fotelu prezesa swojego figuranta (ponoć Tusk już dawno obiecał to stanowisko Robertowi Korzeniowskiemu).

    od RacimiR: Pewnie taki jest plan, pytanie czy im się to uda- raczej wątpię, może poza mobilizacją „silnych razem”. W najlepszym dla Tuska przypadku będzie przepływ elektoratu z PiS do Konfederacji, bo na pewno nie do KO. Czyli wyjdzie jeszcze gorzej, bo PiS to dla Tuska znacznie wygodniejszy wróg, niż Konfa. Podstawy tej afery są dosyć chwiejne i wiele wątków jest niewygodnych także dla ekipy Tuska (dlatego PiS domaga się komisji śledczej, a KO nie chce o tym słyszeć, a jedynym reżyserem spektaklu ma być Roman). Przecież to już za obecnego rządu doszło do szwindlu, czemu więc w porę nie upilnowali, ani chociażby nie ostrzegli przed tą firmą? Teraz wszyscy mądrzy, ale w kluczowym momencie było nikogo, kto powiedziałby, żeby uważać na nich. WOŚP czy TVN też brali od nich kasę. Główne wydarzenia działy się jeszcze za czasów Dudy, a obecna narracja „demokratów” jest taka, że wszystkiemu winny Nawrocki (ale nie mogą powiedzieć czemu, bo to tajemnica śledztwa). Temat Suszka jest kompletnie zamiatany pod dywan, a to z kilometra śmierdzi.
    Na razie zresztą nie ma zbyt wielu konkretów, są tylko jakieś huczne zapowiedzi Giertycha typu Kondrat w Kilerze „wiem, ale nie powiem”. Dokładnie to samo było z „dwoma wieżami”, też mieli zabić PiS, a ostatecznie wyszedł kapiszon i umorzenie przez prokuraturę Żurka (zresztą obie afery są podobne, bo chodzi w nich, że ktoś coś planował zrobić, a ostatecznie temat rozbił się w fazie przedwstępnej). Sama osoba Giertycha to groteska, jest jednocześnie obrońcą przestępcy, jak i przedstawicielem rządu i prokuratury, z którą ma doskonałe stosunki i jest jej nieformalnym szefem (gdyby chciał to już dawno byłby ministrem sprawiedliwości). Standardy afrykańskie. Dobry glina i zły glina nie może być tą samą osobą, a tutaj właśnie tak jest. Głównie jak zauważyłeś chodzi o przykrycie własnych afer, bo tą ich kosmetyczną reformą podatkową nikt się nie zainteresował dłużej, niż 1 dzień, a chwilę później wybuchła żenująca sprawa Gorgoniowej. Stołek szefa PKOL to żadne frykasy, gdyby bardzo chcieli to by już dawno go wzięli przy pomocy „demokracji walczącej”, pewnie specjalnie tego nie zrobili żeby w odpowiednim momencie Piesiewiczem uderzyć w PiS.
    Ja już to pisałem w innym tekście- dużą winę ponoszą debile, którzy zanieśli własne pieniądze do Zondacrypto. Przecież mogli kupić sobie krypto sami, bez pośrednika. Mamy wolny kraj, jak ktoś chce zagrać w ruletę czy powierzyć kasę typom spod ciemnej gwiazdy zarejestrowanym w Estonii to niech to robi, ale niech potem nie płacze jak zostanie w samych skarpetkach.
    Zauważyłem, że sporo polskich 20-latków uważa się za mistrzów tradingu, którzy planują w krótkim czasie zostać milionerami kompletnie ignorując element ryzyka. Przecież w tym Zonda ryzyko było podwójne, tzn. normalne różnice kursowe krypto oraz wysoce prawdopodobna możliwość zniknięcia całej „giełdy”. To już chyba lepiej zagrać w 'trzy karty’ na szaberplacu.

  7. Co się stanie za 20 lat?

    Zbliżają się do wybory do Kongresu i Izby Reprezentantów w USA. Ostatnio coraz silniejszy wpływ na całokształt Partii Demokratycznej wykazują Demokratyczni Socjaliści Ameryki (DSA) postulujący między innymi: otwarcie granic na masową migrację, likwidację policji, więzień, urzędu prezydenta i Sądu Najwyższego, upaństwowienie gospodarki , zieloną rewolucję energetyczną (Zielony Ład dla USA), Medicare dla wszystkich, likwidację ICE, obniżenie wydatków na Pentagon, niechęć do Izraela, wsparcie dla LGBT czy anmestia dla imigrantów nielegalnie przekraczających granice. Słyszałem, że DSA wraz z innymi radykalnymi lewicowcami, socjalistami, „postępowcami” oraz komunistami mogą doprowadzić do wygranej Republikanów w tych najbliższych wyborach.

    od RacimiR: „do wygranej Republikanów” tzn. zmobilizują normalną resztę społeczeństwa, aby zagłosowali przeciwko nim?

    1. Co się stanie za 20 lat?

      Chodzi o to, że przez wywoływanie podziałów u Demokratów i rozwijanie negatywnej marki Partii Demokratycznej DSA, radykalni lewicowcy, socjaliści, „postępowcy” oraz komuniści mogą spowodować wygraną Republikanów w najbliższych wyborach jako efekt uboczny ich działań.W skrócie mówiąc, chodzi właśnie o zmobilizowanie normalnej reszty społeczeństwo i odstraszenie normalnych ludzi od Demokratów.
      Jeszcze zapomniałem dodać, iż Demokratyczni Socjaliści Ameryki zamierzają zlikwidować także Senat oraz wprowadzić pełną władzę Kongresu złożonego z 1 Izby (prezydent i sądy mają być Kongresowi podporządkowane).

      od RacimiR: Ciekawa sprawa, bo „demokraci” chyba nie mogą za bardzo się od nich odciąć i muszą tolerować (wręcz ochraniać politycznie) każdą swoją ekstremę.
      W drugą stronę to tak nie zadziała, prawica od razu by posłała takowych na bambus, u nas nawet dość umiarkowani „Kamraci” są na ogół chłodno traktowani przez prawicę, może poza niektórymi sympatykami Korony.

      1. Hameryka znowu zmierza do ultralewackości. Widać to po tym ze taki upoślodzeny szit jak odyseja dla pedałów i czarnych małp zarabia miliardy w chujmeryce.

        1. Co się stanie za 20 lat?

          Czyli zmierzamy do powrotu czasów sprzed 20 stycznia 2025 roku w pewnym sensie. Dobrze zrozumiałem?

          od RacimiR: Wydaje mi się, że częściowo tak, ale w innej formie. Np. chłopy „identyfikujące” się za kobiety swoje 5 minut mają już za sobą, ale komunizm nigdy nie został wytępiony.
          Trzeba pamiętać, że Trump dostał mniej głosów niż fatalna Harris (wygrał dzięki dziwacznej, stanowej ordynacji), a to pokazuje, że w społeczeństwie amerykańskim nie brakuje lewactwa i innych komuszków.
          Przypomnieć można, że największe uliczne protesty lewackie są tam (odwrotnie niż w Polsce) w czasie, gdy rządzą „demokraci”.

          1. Trump w 2024 wygrał ,,normalnie” tzn miał również najwięcej głosów bezpośrednich. Dzięki ordynacji to wygrał w 2016 z Clinton.

            od RacimiR: Jak ten czas leci, pokiełbasiły mi się te 2 wybory.

          2. Co się stanie za 20 lat?

            Donald Trump w wyborach prezydenckich z 2024 roku dostał o około 2 000 000 głosów więcej od Kamali Harris.

            od RacimiR: Pomyliłem się.

  8. Co się stanie za 20 lat?

    Coś ostatnio w Polsce powoli się zmienia w podejściu do Unii Europejskiej. Maleje liczba zwolenników UE, a przybywa przeciwników UE. Zatem możemy mówić, że Polacy otwierają się powoli na Polexit (wyjście Polski z Unii Europejskiej). Ciekawe, ile w tym trendzie robi sama UE, a ile wynika to ze zmiany pokoleniowej (myślę, iż to wynika z połączenia działań UE oraz zmiany pokoleniowej; oba czynniki działają na równi, czyli 50% na 1 z nich udziału w tym procesie przypada).
    https://dorzeczy.pl/opinie/931885/antysystem-cejrowski-i-lisicki-slabnacej-sile-ue-i-wzroscie-nastrojow-na-polexit.html?_gl=1*h5mdue*_ga*WHZtQ19kTWJJbDd2Rm5nc19fTlNrWWthNUpvbVBBdWZfaDUxM200NTFFcEg5amlCb1VaN0J6ZWtfN2U0bzYzag..*_ga_WYDND0VST0*MTc4ODA4NTk0Mi4yNzguMS4xNzg4MDg1OTQzLjAuMC4w#comments

    od RacimiR: Trend trwa już od wielu lat, jednak jest powolny. Według mnie winna jest tylko i wyłącznie Unia, bo przecież to od niej zależy, czy młodzi będą z nią sympatyzować. Był kiedyś taki program „Europa da się lubić” (ten, gdzie Conrado Moreno wjechał na skuterze tak, jak dyrektywa unijna do Polski), ale dzisiaj ta Europa coraz bardziej nie pozwala się lubić, jadą już tylko na sentymentach i dokonaniach z przeszłości. Próba jej reformowania i oczyszczania z czarnych owiec kończy się dziecinnymi oskarżeniami jej zwolenników typu „jak ci się nie podoba Unia, to won do Rosji, Białorusi lub Korei Północnej”.
    Na pytanie „czy to wina Unii, czy demografii” odpowiedź brzmi „jedno i drugie musi wystąpić jednocześnie” i tak właśnie jest. Przecież to nie jest tak, że młodzi ludzie rodzą się z nienawiścią do Unii. Oni po prostu nie widzą perspektyw na przyszłość w tym biurokratyczno-socjalistyczno-zadłużeniowym tworze, którego wywrócenie się jest kwestią czasu. A starzy to wiadomo, niereformowalni, nawet gdyby Unia na nich nasrała, jak PiS na Krystynę Jandę. Dlatego efekt jest powolny i typowo pokoleniowy, ale jednak trwały.
    Ostatnio w Islandii było (kolejne już) referendum, czy chcą do Unii i okazało się, że Islandczycy to ruskie onuce, bo nie chcieli. Co za głupki! Mogliby być w strefie Schengen, a nie, czekaj… Przecież są i tak.

  9. Ta historia pokazuje dobitnie że głupie suki zwane kobietami zniszczyły ten kraj przez 40 lat bardziej niż wszystkie wojny razem wzięte.

  10. „Co mówią dokumenty KRS Fundacji Marka Polska Think Tank Barbary Mróz-Gorgoń ? Wpis do rejestru stowarzyszeń nosi datę 6 sierpnia 2025 r., statut jest z 11 lipca 2025 r. (dofinansowanie ministerstwa z 5 czerwca 2025 r., a więc przed formalnym powstaniem fundacji). Mieści się przy reprezentacyjnej ulicy Złotej 75A.
    W Radzie Fundacji zasiada m.in. Rafał Dutkiewicz, były prezydent Wrocławia przez lata związany z Platformą Obywatelską, Jędrzej Jachira, adwokat, prywatnie brat posłanki Klaudii Jachiry, Grzegorz Mazurek, rektor Akademii Leona Koźmińskiego.”

    https://matusiakj.blogspot.com/2026/09/pandemia-korupcji.html

    od RacimiR: Ciekawe, oprócz Mazurka Wrocław w głównej roli. Jak wszyscy podejrzewali- za sprawą nie stoi tylko szamanka Barbara, która wszystkich (włącznie z premierem) oczarowała swoimi wdziękami, ale szwindel jest szerszy. Tm bardziej dziwi, że nikt tego „raportu” nie przeczytał. Z kolei wczoraj GW uraczyła nas dużym (idiotycznym) tekstem „obronnym”, że niby ministerstwo nie zapłaciło za ten „raport”, a nagonka jest niesłuszna. Nie wiadomo więc za co zapłacono, prawdopodobnie za „badania”, których wynikiem jest „raport”. To tak, jakby pójść na tomografię czy rezonans, dostać wynik z AI z „chlebowością” i „płaskizem”, pójść do szpitala z pretensjami, a ci na to „hej, ale my wzięliśmy hajs od NFZ nie za raport, ale za badanie, a to przeprowadziliśmy wzorowo”.

    1. Paradoksalnie, im więcej ludzi ma to przeczytać, tym większa szansa, że nikt nie przeczyta — bo każdy jest przekonany, że na pewno przeczyta to ktoś inny.

      od RacimiR: Tu już, aby uniknąć podobnych wpadek w przyszłości by trzeba zrobić profesjonalne badania (pani Basia chętnie by się podjęła za 200k) z dwoma krzywymi liniami. Linia nr1 to liczba osób, które teoretycznie powinny to przeczytać, a linia nr2 to przeciętne przekonanie tych osób, że przeczytał to ktoś inny, więc on już nie musi. Na koniec trzeba wyznaczyć „płaskiz chlebowości” czyli optymalny punkt dający największe prawdopodobieństwo, że chociaż jeden przeczyta. Główny problem w tym, że AI wyliczyłaby to źle i nikt by tego na koniec nie przeczytał, ale można byłoby powiedzieć, że to tylko „work in progress”, a 200k poszło na analizę statystyczną, a nie na raport z tejże.
      Są memy budowlane ze zdjęciem, gdzie jeden pracuje, a 10 obserwuje (obserwatorzy podpisani są jakimiś poważnie brzmiącymi stanowiskami po angielsku, a ten co pracuje to pan Mietek czy inny Zdzisiek).
      Podobnie można by zrobić mema z tworzeniem „raportów” przez think tanki, z różnicą, że tam nie pracuje nikt, a obserwatorów jest więcej, ale stoją odwróceni tyłem do „dzieła”.

  11. Po europejskich pucharach powiem tak. Nie wiem czy zrobiliśmy progres czy regres. Nominalnie wprowadziliśmy tylko dwie drużyny do europejskich pucharów (rok temu było cztery) – aczkolwiek Lech i Jagiellonia zagrają w Lidze Europy która ma wyższy poziom niż Liga Konferencji. I chyba patrząc na rywali to można powalczyć o TOP24, najbardziej szkoda meczu Rakowa bo teraz raczej liga do TOP10 nie awansuje, Górnik miał ciężkie losowanie (chociaż Ferencvaros moim zdaniem dałoby się przejść) a Gieksa od razu skazana na krótką przygodę (chociaż tych żydłaków można było przejść).
    Za to w ekstraklasie Lech jest faworytem do tytułu mistrzowskiego, pokonał wczoraj Jagę czyli najgroźniejszego konkurenta (i przyznam że zaczyna mnie to trochę niepokoić, nie chciałbym dominatora który seryjnie zdobywa tytuły, chciałbym aby zostało tak jak jest czyli ekstraklasa ze zmieniającymi się mistrzami w miarę regularnie; ligi z dominatorem stają się nudne, patologiczne, zabetonowane itp – pamiętam jak w poprzedniej dekadzie wkurzałem się jak Legia potrafiła przepchnąć, rywale się wywalali na ostatniej prostej i mistrzostwo zgarniali; ogólnie to Lech też klub spod ciemnej gwiazdy, gdy w 2006 roku był bankrutem a Amika chciała uniknąć konsekwencji afery korupcyjnej to się razem połączyli, gorszą historię ma chyba tylko Legia która w PRL-u była klubem wojskowym i podkradała młodych piłkarzy na służbę wojskową, miała taki ludzi jak Popławski który tłumił Poznański Czerwiec a na początku nawet sowieccy generałowie tam byli, zniszczyli konkurencyjną Polonię itp; a najlepiej jakby był mistrzem ktoś kto jeszcze nigdy mistrzostwa nie miał). Jagiellonia też bardzo silna, teoretycznie mogłaby zagrozić Lechowi aczkolwiek w tym wypadku gra co trzy dni bardziej się na nich odbije (mają krótszą ławkę nieco niż Lech). Gónik Zabrze jako że już odpadł z pucharów może być mimo wszystko też mocnym kandydatem, co prawda teoretycznie może być jeszcze czasem brak stabilności by np mieć dłuższą serię ale gra na jeden front powinna być korzystna. Legia co prawda jest w kryzysie już od kilku lat ale ma jeden front (nawet w Pucharze Polski powiedzieli ,,pa pa” w Lublinie) i jako że Papszun słynie z dyscypliny w defensywie i pressingu to wiele meczy pewnie przepchną po 1 0 i jakoś do pucharów dojdą (sądzę że będą między 3 a 5 miejscem). Gieksa stawiam że między 5 a 7 miejscem (powalczy o puchary przy odrobinie szczęścia). Korona w górnej połówce będzie i podobnie Pogoń (tutaj stawiam możliwość powalczenia o puchary), Wisła Kraków gdzieś w środku, podobnie Widzew, o utrzymanie powalczą Motor, Piast, Wieczysta, Wisła Płock,, Śląsk Wrocław, Radomiak, Cracovia.
    Na sam koniec Raków zostawiłem. No tutaj zaczęli kolekcjonować zero punktów. Po 5 meczach mają 0 punktów, w sobotę zagrają z Lechem w Poznaniu i nie zdziwię się jak dopiszą sobie kolejne zero punktów. To aż nieprawdopodobne co się dzieje z Rakowem. Oczywiście moim zdaniem ostatecznie będą gdzieś w środku tabeli (co ciekawe w przyszłym tygodniu ma ich przejąć Gonzalo Feio) no ale to i tak jakiś kosmos. Świerczewski chyba trafił z Papszunem (tzn trafił to nieidealne słowo, po prostu płacił za wizję Papszuna, kupował mu piłkarzy których on chciał, którzy pasują do szczelnej defensywy i pressingu, kilka lat miał czas na nauczenie się schematów drużyny itp). a teraz jest skład Papszuna bez Papszuna. Właściciel chce znaleźć kopię Papszuna – swoją drogą to też świadczy że Raków nie jest tak dobrze zarządzany a Świerczewski wcale nie jest taki idealny skoro nie potrafi odnaleźć się bez Papszuna (teraz widać że Raków to był dotychczas tak naprawdę był projekt Papszuna a Świerczewski tylko płacącym na to). Bez prawdziwego stadionu Raków będzie ograniczony możliwościami (chociaż ponoć coś się zmienia w tym temacie), Świerczewski nie chce aby klub był uzależniony od jego gotówki i nie chce ciągle dokładać aż tyle kasy.

    od RacimiR: Z punktu widzenia rankingarza jest potrójna klęska w porównaniu z poprzednim sezonem. Po pierwsze w grze zasadniczej mamy tylko 2 drużyny (poprzednio 4), po drugie obie grają w trudniejszej lidze gdzie mało jest chłopców do bicia, a po trzecie zdobycze dzielimy przez 5 (a nie przez 4). Już nikt nie myśli o ataku na Turcję, a raczej o obronie top12. Grecja prawie na pewno nas wyprzedzi, Czechy to na 99.9%, a przy kompromitacji Lecha i Jagi być może również Dania lub/i Norwegia. Jak naciułamy jako liga 6 punktów (na razie mamy 3) to będzie sukces, ale to i tak najgorzej od lat. Realnie to Lech i Jaga w 8 meczach LE wygrają po 1 razie, max 2, do tego ze 2 remisy, reszta w cymbał. Oby nisko, a nie 0:6.
    Jedynym wyraźnym plusem całych eliminacji jest Jagiellonia. Lech średnio, kompromitacja z Aarhus jeszcze długo będzie im wypominana, ale później się ogarnęli, choć wszyscy (oprócz Aarhus) rywale byli z dolnej półki. Wszystkie 3 drużyny z województwa śląskiego zawiodły, choć nie było jakiegoś spektakularnego eurowpierdolu, po prostu w losowaniach zabrakło szczęścia (zwłaszcza Górnikowi, ale jak ktoś debiutuje po latach przerwy to jest nierozstawiony i tak to potem wygląda). Raków mógł być języczkiem u wagi w ratowaniu rankingu, ale zabrakło 1 bramki z Hajdukiem (który bodaj po 18 latach przerwy przełamał się i wszedł do pucharów).
    Raków według mnie się już kończy. Papszun Papszunem, ale po jego odejściu Świerczewski ewidentnie zakręcił kurek (dzisiaj gdy patrzy na tabelę to pewnie też mu niespieszno do pakowania kolejnej kasy w klub), a bez tego ani rusz. Z tym ich orlikiem przychody z biletów i „dnia meczowego” są bardzo małe, więc klub po odpadnięciu z LKE nie da rady się samofinansować bez Świerczewskiego nawet na poziomie średniaka ekstraklasy. Już pewnie w tym sezonie (jak można przypuszczać- nieudanym sportowo) będą mieli wielką stratę finansową, bo kontrakty piłkarzy są wysokie, a kasy nie ma skąd brać. Ten Feio jeśli będzie w Rakowie to pewnie jak zwykle po miesiącu wyleci na zbity ryj, zostawiając po sobie dziesiątki anegdot z pogranicza piłki, hejtu i boksu. Wydaje mi się, że kwestią czasu jest spadek Rakowa z ekstraklasy, ale to głównie zależy od 1 osoby czyli Świerczewskiego. Swoją drogą w tym X-Komie jest strasznie drogo, parę lat temu mieli konkurencyjne ceny, teraz wszystko 20% droższe niż w media expert czy na allegro. Nie wiem kto tam w ogóle kupuje. W katowickim Supersamie jest salon X-Kom i jak tam obok przechodzę to liczba klientów przez powierzchnię sklepu jest bardzo niska, na około 10 kas czynna jest jedna i nie ma kolejek. Może przed świętami czy na black friday jest lepiej, ale w zwykłe dni pustka.
    Górnik według mnie w kolejnych latach będzie na fali wznoszącej- mają nowy stadion, jedną z najwyższych frekwencji w kraju i uporządkowali się finansowo i organizacyjnie. Podobnie Wisła, która potrzebuje jeszcze 1-2 sezonów na wzmocnienie składu po latach tułaczki w 1 lidze. Może Widzew w końcu zaskoczy. Dobrze, że Legia się obudziła. Lech to dla mnie też główny faworyt do mistrzostwa, ale uważam, że Legia lub Jaga może im zagrozić.
    Gdybym miał typować to 1. Lech 2. Jaga 3. Legia 4. Górnik. Dalej nie wiem, różnice pewnie będą minimalne. Spadek na pewno Wieczysta (i rozwiązanie klubu po spadku), do tego Cracovia i Płock. Rozważałbym też Piasta, ale coś im ostatnio dobrze idzie.

    1. 1. Jako że ekstraklasa skończyła na 12 miejscu to w jednym miejscu robi się paradoks. Otóż wicemistrz nadal ma zaczyna od II rundy el Ligi Mistrzów (czyli teoretycznie na jesień może nie zagrać nigdzie). Zwycięzca Pucharu Polski zaczyna od IV rundy el LE (czyli ma zagwarantowaną minimum Ligę Konferencji). Załóżmy że drużyna nierozstawiona (np Górnik Zabrze by powtórzył hipotetycznie miał taki sam wynik) zdobywa Puchar Polski i ma szansę na wicemistrzostwo, to w takiej sytuacji nie opłaca się zostawać wicemistrzem, czyli teoretycznie drużyna nierozstawiona lepiej jakby sobie odpuszczała mecze niż walczyła o wicemistrzostwo jeśli chce mieć gwarancję grania gdziekolwiek na jesień. Dla mnie to jest chore i absurdalne, powinny być nagradzane (lub przynajmniej neutralne) a na pewno nie karzące sytuację gdzie drużyna jest karana za lepsze miejsce. W tamtym sezonie Górnik miał 2 miejsce i PP – gdyby teraz GZ znów zdobył PP i miał szansę na 2 miejsce to nie opłaca mu się o nie walczyć tylko najlepiej przestać wygrywać. Ja uważam że UEFA powinna zmienić zasady i albo powinno być tak że wicemistrz zaczyna od III rundy el LM by mieć gwarancję gry na jesień gdziekolwiek albo zwycięzca PP zaczyna od III rundy el LE by nie miał gwarancji gry na jesień – inaczej to jest chore że jeśli klub ma świadomość braku rozstawienia to potencjalnie bardziej może opłacać się przegrywać.
      2. No ale jest jak jest. A swoją drogą skoro już ten zwycięzca Pucharu Polski ma gwarantowaną minimum fazę ligową Ligę Konferencji to uważam że lepiej jakby Puchar Polski zwyciężył ktoś spoza TOP-u, ktoś nierozstawiony. Albo jakaś drużyna z dołu lub środka tabeli (widziałbym tu chętnie zespoły typu Korona, Radomiak, Piast Gliwice, Wisła Płock, Śląsk Wrocław itp) albo ktoś z niższej ligi nawet. Skoro zwycięzca PP ma gwarantowaną minimum Ligę Konferencji to najlepiej aby właśnie ktoś nierozstawiony zdobył PP i mógłby zagrać sobie w takiej Lidze Konferencji

      od RacimiR: Ciekawe, nie myślałem o tym. A to nie jest tak, że UEFA daje do dyspozycji daną, wywalczoną przez ligę w poprzednich sezonach liczbę miejsc, a ich konkretnym rozdziałem zajmuje się lokalny związek (PZPN) i on może to sobie robić na własne widzimisię? UEFA chyba się nie wtrąca aż tak bardzo.
      Było chyba w poprzednich latach coś takiego, że w Europie zagrał drugi, przegrany finalista PP, bo jego zdobywca wygrał również ligę. Wydaje mi się (ale nie dałbym sobie ręki uciąć), że jak ktoś wygra ligę i puchar to dostaje ścieżkę eliminacyjną mistrza, a w każdym innym przypadku (czyli miejsca 2 i niższe w lidze) dostaje ścieżkę od pucharu.

      1. Na weszło o tym czytałem jakiś czas temu. Od sezonu 2015/16 odgórnie UEFA zdecydowała że w przypadku zakwalifikowania się do wyższego pucharu, miejsce przechodzi na niższe miejsce w tabeli a nie na finalistę, nie ma tutaj autonomii krajowych federacji; wcześniej było tak że przegrany finalista zajmował miejsce zwycięzcy ale już od ponad 10 lat tego nie ma. W tym wypadku to decyzja odgórna UEFA dla wszystkich lig, PZPN ani Komisja Ligi nic nie mają do gadania. Tak czy inaczej jeśli mistrz wygrałby Puchar Polski jednocześnie to na 3 miejsce przeszłaby ścieżka pucharowa (w poprzednich latach gdy wicemistrz grał w eliminacjach LK to faktycznie szedł ścieżką PP ale to dlatego że wyższy puchar niż eliminacje LK – czyli eliminacje LE – był ścieżką pucharu a teraz wicemistrz teoretycznie wyższy puchar ma ze ścieżki wicemistrzowskiej bo zaczyna od el LM). Zatem jeśli wicemistrz miałby Puchar to też na 3 miejsce ale właśnie tutaj robią się schody. W tamtym sezonie Górnik Zabrze zdobył PP i był wicemistrzem i zaczął w II rundy eliminacji LM, miejsce ścieżki pucharu krajowego przejęła Jagiellonia z trzeciego miejsca. Przy czym wtedy to nie było problematyczne dla Górnika bo zwycięzca PP zaczynał od III rundy el LE więc nadal bez gwarancji gry na jesień. W tym sezonie zwycięzca PP zacznie od IV rundy el LE czyli ma gwarancje minimum LK. Gdyby sytuacja się powtórzyła w tym sezonie to Górnik tym wicemistrzostwem by się wkopał bo nie grałby nigdzie mimo zdobycia krajowego pucharu a odgórnie jest tak że zaczyna się z eliminacji do wyższego pucharu mimo że z wcześniejszej rundy, a w przypadku takiego Górnika bez rozstawienia byłoby gorzej bo bez gwarancji jesieni w Europie. Lepiej dla niego i każdego nierozstawionego klubu byłoby zacząć od IV rundy eliminacji LE z gwarancją gry na jesień niż od II rundy eliminacji LM bez gwarancji gry na jesień gdziekolwiek.

        od RacimiR: Poplątane, ale w sumie logiczne. Trudno jednoznacznie stwierdzić co lepsze- możliwość gry o LM (ale także odpadnięcia całkowitego) czy gwarancja LKE, ale bez szans na LM. Teoretycznie lepsze to pierwsze, ale w praktyce, jak udowodnił Górnik- polskie kluby (może poza Lechem) chyba wolałyby to drugie.
        Dziwi mnie to wtrącanie się UEFY. Np. liga duńska jest pod tym względem mocno porąbana, po sezonie zasadniczym robią play-offy i dwie tabele, a szansę gry w pucharach ma także drużyna ze spadkowej grupy, która teoretycznie zajmuje w lidze niższe miejsce, niż ostatnie drużyny z grupy mistrzowskiej, tam chyba nawet jakieś baraże europejskie mają. Jakoś 2 lata temu Legia grała z Midtjylland, które w lidze zajęło kiepskie miejsce, ale zagrali w pucharach z powodu dziwnych, lokalnych zasad. Widocznie Duńczycy potrafili sobie wynegocjować własne zasady rozdzielania miejsc.

        1. W lidze federacje krajowe mogą z tabeli kto zagra z jakiego miejsca. Natomiast w przypadku krajowego pucharu sytuacja jest specyficzna i UEFA tutaj odgórnie wyznaczyła zasady. Też mnie to dziwi, też uważam że krajowe federacje powinny mieć autonomię

          od RacimiR: Dziwne, ale pewnie PZPN zrobiłby to samo tzn. lepszy kanarek na dachu, niż wróbel w garści.

  12. Prezydent w jewUSandA ma bardzo dużą władzę, właściwie może zrobić co
    chce z użyciem bombek atomowych włącznie, senat może ignorować,
    wprowadzać własne ustawy i inne rozporządzenia, wysłać armię do
    dowolnego stanu w celu pacyfikacji czy tam ochrony ludności,
    zablokować granice państwa itp,
    bez porównania np. z naszym prezydentem którego sejm olewa, a nawet
    może odrzucić veto.
    I właśnie rzekomo dlatego wprowadzono tam skomplikowany system
    jego wyboru poprzez głosy elektorskie w danym stanie (tzn. że zwycięzca bierze
    wszystko zazwyczaj ) aby zapobiec wyborowi 'demagoga’ lub osoby z poza establischmentu.
    I dlatego się zdarza że możesz dostać 2mln głosów mniej niż kontr kandydat
    ale i tak wygrać wybory.
    Tyle teorii a w praktyce to zabezpieczenie jest po to by było tylko 2 kandydatów
    jeden z republikanow i jeden z demokratow, i nikt poza nimi. By zabetonowac
    potencjalny stan władzy, by kandydat był na smyczy żymian.
    Wszystko po to by jakas nieznana osoba nie została prezydentem, by mimo tego iż
    urobila wyborców (np teoretycznie zdobywając 75% głosów) to i tak elektorzy
    go nie wybiorą i prezydentem nie zostanie.
    Po raz wtóry zaspamuje:
    https://zorard.wordpress.com/2023/10/08/demokracja-anatomia-oszustwa/

    Co do trampka w pierwszej kadencji widać było jego inicjatywę, samodzielność,
    widać było chec do zmian, do zmniejszenia władzy lewactwa w hameryce, i do
    zmniejszenia liczby imigrantów.
    Niestety w drugiej kadencji (przewidując jego ewentualne zwycięstwo) żymianie
    (czyli właściciele hameryki) wzięli go pod swój but, tak że wykonuje ich rozkazy
    bez najmniejszego sprzeciwu. Sam zresztą córkę oddał żymianin owi.
    Mamy dzięki temu wojenke wokół usraela, próbę zmiany władzy w Iranie,
    rozpierdol w Wenezueli, a najgorsze dla nas (i dla świata) to droga ropa.
    O innych glupawych zarządzeniach i posunięciach, wypowiedziach aż
    szkoda gadać.
    Jedyne co mu się w pełni udało to blokada granicy z meksykiem gdzie
    nielegalne przekroczenia są nikłe, tyle że znaleźli inny sposób, jeden
    przez dziurawa granice z Kanada, a drugi przekraczanie granicy
    jednostkami pływającymi po obu stronach kontynentu.
    I na pewno 2 kolejne kadencję prezydenckie i Senatu najbliższe
    demokraci maja juz w kieszeni, nawet jak wystawia na prezydenta
    głupia murzynke, a nawet małpe.
    Innymi słowy wróci lewactwo na pełnej.

    od RacimiR: Zobaczymy, tam jest wielka polaryzacja. Np. sprawa Lindsay Clancy obecnie elektryzuje i mobilizuje obie strony. Wybory prezydenckie dopiero za 2 lata, te co będą wkrótce nie są w stanie zmienić polityki federalnej.

    1. Co się stanie za 20 lat?

      Poza tym według najnowszego sondażu z CNN Demokraci mają tylko 5 punktów procentowych przewagi nad Republikanami.

      od RacimiR: Ja mam wrażenie, że te wybory mają małą wagę sprawczą w stosunku do medialnego gadania o tychże. Po prostu Amerykanie mają przerwę w (10 razy ważniejszych) wyborach prezydenckich i nie mają o czym gadać, a serwisy informacyjne i portale muszą robić wrażenie permanentnej sensacji, bo z tego żyją. To samo jest teraz u nas z wyborami w Krakowie, którymi podnieca się cała Polska.

    2. Co się stanie za 20 lat?

      Poza tym należy pamiętać, iż Demokraci zmagają się jeszcze z 4 problemami ich osłabiającymi (wzrostem Demokratycznych Socjalistów Ameryki, rosnącymi napięciami wewnętrznymi, ucieczkami niektórych Demokratów do Republikanów dla walki z socjalizmem oraz Hasanem Pikerem). Obecnie przewaga Demokratów według sondaży wynosi mniej więcej 5 punktów procentowych, czyli dużo mniej niż w 2018 roku (w którym mieli około 8 lub 9 punktów procentowych przewagi). Hasan Piker to facet, który powiedział, że USA zasłużyły na zamach WTC z 11 września 2001 roku oraz wychwalał Mao Zedonga.

    3. Mogą zablokować niektóre decyzje Trumpa. Na przykład, gdyby Demokraci rządzili w Kongresie zimą, Trump nie mógłby zaatakować Iranu.

      od RacimiR: Przykład niefortunny, bo Iran został zaatakowany przez Izrael, a USA się „tylko” dołączyły. Gdyby rządzili demokraci to mogłoby być tak samo, wszak pejsy rządzą tam obiema stronnictwami (choć demokraci udają na pokaz, że tak nie jest).
      Ja bym Kongres porównał do naszego Batyra, niby mają jakieś uprawnienia, ale mogą co najwyżej poprzeszkadzać, a nie rozdawać karty.

  13. A jak tak afera zondacrypto? :> :]

    od RacimiR: Napiszę w prasówce za kilka dni. Może w międzyczasie ruski agent Kral wyśpiewa Giertychowi jakieś kolejne rewelacje, albo nowa „postać znana” coś jeszcze powie.

  14. Dostalem maila że moje dane wyplynęly od dermatologa u którego raz byłem w 2022. Teraz już wiem dzięki komu dzwonią do mnie ruscy od 4 lat żebym im dał wejść na konto bankowe.

    od RacimiR: Ciekawe, a kto tego maila wysłał?
    Ogólnie to jak nie masz działalności gospodarczej pod tym numerem to nie wolno „ot tak” dzwonić (o ile nie wyraziłeś wcześniej zgody), są na to wysokie kary.
    Ja jak kiedyś otworzyłem DG to już od pierwszego tygodnia zaczęły dzwonić do mnie wszystkie możliwe akwizytornie.
    Mi się teraz kończy OC na auto i miałem wielką serię telefonów z różnych mubi, rankomatów i tego typu firm, bo rok temu robiłem szeroko zakrojoną kalkulacje i z głupoty/pośpiechu pozaznaczałem zgody.

  15. Widziałeś żygowy spot promujący polin a w nim przereklamowany piłkarzyna, żyd z wokewood i bolek.

    od RacimiR: Jeszcze nie, nie było mnie w PL 5 dni i dopiero nadrabiam zaległości.

    1. Włączam telewizor,
      a tam —
      Lewandowski!

      Włączam radio,
      a tam —
      Lewandowski!!

      Otwieram gazetę,
      a tam —
      Lewandowski!!!

      Otwieram lodówkę,
      a tam —
      stary dobry Sobieski.

  16. Interesowałaby mnie Twoja odpowiedź na pytanie, które nie jest moje, ale uważam je za niezwykle zasadne. Wklejam ze źródła:

    > Kilka dni temu w parę godzin skończyła się kariera pani @b_mroz_gorgon, której absolutny brak kwalifikacji wyciągnął na jaw pan @MeitzPL. Media z prawa i lewa rzuciły się na nią i rozerwały na strzępy.

    Od kilku lat niczym nie zakłócaną karierę robi pani @Ula_Zielinska. Osoba o głębokich deficytach intelektualnych, używająca zlepków absurdalnych i nieklejących się wzajemnie stwierdzeń, przy której elaborat pani Mróz to arcydzieło godne Nobla.

    Ktoś mi wyjaśni czemu panią Mróz błyskawicznie zrównano z ziemia, a pani Zielińska pnie się w rządzie pana @donaldtusk na oczach wszystkich po szczeblach kariery?

    Tym razem ma zajmować się zasobami wodnymi Polski. Przecież to już nie kpina tylko realne zagrożenie dla całego państwa.

    od RacimiR: Pewnie dlatego, że Zielińska nie ma aż takiej spektakularnej i memicznej wpadki, ponadto chroni ją doktryna Neumanna, więc przynajmniej twardy elektorat będzie stał za nią murem. Z kolei Gorgoń została odpalona przy pierwszej okazji, nigdy też nie była w partii. Ja bym jeszcze Cienkowską dodał do tego grona, też IQ50, gada godzinę żeby nic nie powiedzieć i wyłudza kasę pod przykrywką (spacery dendrologiczne).
    Ostatnio pan Wieliński rzucił fejka (powielonego przez wszystkie „liberalne” media) że niby ta Gorgoń ma wylecieć z pracy na uczelni (czyli trzeba jej współczuć, bo prawica zrobiła na nią nagonkę i częściowo to zadziałało u feministek i KODziarzy). Problem w tym, że wcześniej informowano, że bierze ona urlop na podratowanie zdrowia (trwający 1-3 lata) i nie mogą jej wtedy zwolnić, a potem pewnie już wszyscy zapomną i będzie dalej „naukowczynią”. Ani słowa oczywiście o jakimkolwiek dochodzeniu na temat pieniędzy, które wziął jej nieistniejący już think-tank.

  17. Afera zonda rozkrecona medialnie w najlepsze, Kralla nieformalne cytuje
    wnuk dziadka z wehrrrmachtu w sejmie a także media właściwie wszystkie łącznie
    z prawicowymi. Szum medialny więc spory, zwłaszcza że Krall gada głównie o
    ziobrze i jego ziomalach jako łasych na hajc, a także są hasła o ulaskawieniu
    przez prezydenta. Fakt faktem 300 coś milionów Polacy w tym przekręcie stracili.

    Ale w drodze kolejny nośny temat walkowany medialnie uderzając w PiS po artykule Financial Times:
    „Jak Polska straciła 230 milionów dolarów próbując kupić za kryptowaluty ropę z Wenezueli”.
    Pisałem już o tym tutaj w komentarzach 2 lata temu, otóż spółka córka Orlenu OTS ktorej
    prezesem został szemrany syryjczyk z polskim paszportem zapłaciła 1,6 mld pln
    prezesowi 25letniemu innej firmy krzak za ropę. Prezes zamienił te 1,6 mld w krypto i
    rozdawał jak się później okazało ossustom z Wenezueli obiecującymi za to ropę.
    Ropy brak kasa zniknęła. Orlen pod przywództwem obsrajtka dał się wyrolowac jak
    dziecko, dał się nabrać na sprzedaż mostu brooklynskiego, czy działek na księżycu.
    Teraz twierdzi że nic nie wiedział, no ciekawe jak prezes największej polskiej firmy
    nie wiedział o wydatku prawie 2 miliardów pln. No debil nie prezes.
    I dał kasę bez żadnych zabezpieczeń, gwarancji, funduszu powierniczego itp.
    Żaden poważny prezes nawet firemki budowlanej czy innej krzak by tak nie postąpił.
    Przeciez to była kasa nas wszystkich Polaków co tankuja paliwa na Orlenie!
    Malo tego polska w świecie uchodzi teraz za kraj frajerów i durniow po tym
    przekręcie stulecia. Idzie to oczywiście na konto PiS, wszak oni wybrali tego touretta
    na prezesa, znaczy Kaczyński.
    Teraz każdy będzie Polskę okradal, zresztą sami się nawet prosimy by nas zfrajerowac,
    choćby programem safe.
    Mogliby np. zrobić taki numer Rosji, miesiąc później oszuści by fruwali z wieżowców,
    bo w ten sposób takie rzeczy tak specnaz załatwia.
    Mam tylko nadzieję że polskie spec służby zrobią coś podobnego tym znanym
    przecież już oszustom co Orlen zrobili w bambuko. Może to choć naprawi nam
    nadszarpnieta reputację Polakom.
    A tym czasem medialnie kolejna nieudolność rządów PiS, przecież prawie 2 miliardy piechotą
    nie chodzi. I tu jest racja, chyba nawet dla największego pisowskiego betonu.
    Ale i tak z perspektywy trzeźwo myślących Polaków których mam nadzieję jeszcze trochę
    nam jest PiS PO jedno zło.

    od RacimiR: Zonda to obecnie mem, niby Sakiewicz miał obiecać Kralowi ułaskawienie przez Nawrockiego, śmiech na sali i pomówienie nie do sprawdzenia, jeszcze sprawę pilotują Giertych z Duboisem, co dodaje „wiarygodności”, brakuje w tej historii tylko Murańskiego i braci kamratów. Przecież ten ruski agent (jak nazwał go Tusk) może wraz ze swoimi prowadzącymi wymyślić dosłownie każdą głupotę i potem Tusk będzie to powtarzał w sejmie, a TVN powtarzał, rozgrzany do czerwoności. Straty były większe, niż 300 baniek (coś 2 miliardy z hakiem?), ale nie wiadomo ile konkretnie u samych Polaków, bo ta firemka działała w wielu krajach, zarejestrowana była w Estonii, z rozmachem działali też we Włoszech. Ja jestem zdania, że każdy klient Zondy wiedział na co się pisze i niech teraz nie lamentuje. Tak samo można by obliczyć sumaryczne straty ludzi w lotto czy u bukmacherów, pewnie wyszłoby 100 razy więcej i nikt nie robi afery, bo państwo zgarnęło od tego podatek (a z totolotka także zysk i stołki dla pociotków, m.in. tego Gawryszczaka od soku z buraka).
    Co do Orlenu to ta sytuacja bardzo ich obciąża i trzeba to wyjaśnić (jednak coś o tym cicho, lepiej gadać o Zondzie od pół roku). Co by jednak nie mówić to za Obajtka firma miała większe zyski niż teraz (i to bez Lotosu i PGNiG), pomimo wielkich inwestycji (przejęcia i otwieranie nowych stacji, Olefiny, zatrzymane przez obecny zarząd po włożeniu wcześniej wielu miliardów). Teraz nie ma ani inwestycji, ani rozrostu sieci detalicznej, wyniki kiepskie pomimo drogiego paliwa, tańszego dolara i ropy- pytanie więc się nasuwa: gdzie są te pieniądze, skoro firma przy dużej aferze, większych wydatkach i niższych cenach na stacjach miała większy zysk niż teraz? Dywidendy wypłacane w 2024 i 2025 były z zysków wypracowanych w poprzednich latach. Nie, żebym bagatelizował 2 miliardy, ale tyle wynosi obecnie 2-dniowy deficyt budżetu państwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry