Konfederacja, eurowybory i „samiwieciekto”

W najbliższą niedzielę odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, więc najwyższy czas napisać o nich kilka słów, skupiając się głównie na Konfederacji, czyli nowej sile w polskiej polityce. Tekst jest bardzo długi, miało być zwięźle, ale się nie udało. Poprzednie eurowybory wspominam bardzo miło. Był 25 maja 2014 roku, piękny i upalny dzień. Sondaże (jak zwykle) dawały dużą przewagę Platformie Obywatelskiej. Próg wyborczy bez problemu przekroczyć miał też tzw. TREP (Twój Ruch Europa Plus), czyli postkomunistyczno-lewacka koalicja Kwaśniewskiego z Palikotem. Jedyna prawicowa partia (Nowa Prawica JKM) nie miała w sondażach żadnych szans. Tego dnia byłem w Warszawie na meczu wyjazdowym Legia-Ruch, to była zresztą ostatnia kolejka sezonu 2013/14. Legia (dużo silniejsza, niż ta dzisiejsza) już wcześniej zapewniła sobie mistrzostwo. Wygraliśmy 2:1 na wyjeździe, zdobywając 3 miejsce w Polsce (obecnie Ruch = 3 liga). Czekając na opuszczenie stadionu sprawdzałem na telefonie nieoficjalne wyniki wyborów- były bardzo radosne. PiS i PO zdobyły po 29 posłów, czyli remis. TREP się nie dostał (3.5%), a partia Korwina, na którą zresztą głosowałem- tak (7%). Udany dzień zwieńczony został przez nieoczekiwany „bonus” w postaci śmierci Wojciecha Jaruzelskiego. Mam nadzieję, że najbliższa niedziela będzie równie udana.

Teraz nie będę jeździł po stadionach, tylko siedział w komisji wyborczej i trochę się obawiam, że wszyscy padną ze zmęczenia na przysłowiowy ryj. Na 100% pojawią się w mediach liczne skandale związane z przemęczeniem komisji (obecnie o tym jakoś podejrzanie cicho, choć sprawa jest pewna, jak amen w pacierzu). Dotychczas było tak, że albo jedna komisja dzieliła się na pół składu (jedni na rano, drudzy na popołudnie i potem wszyscy na liczenie), albo były wręcz dwie osobne komisje, jak w ostatnich wyborach samorządowych (jedna komisja „dzienna” i druga komisja „nocna”). Teraz jednak ma być jedna, jedyna komisja, która ma pracować przez cały czas, czyli od 6 rano w niedzielę do samego końca (czyli do poniedziałkowego poranka), co razem daje jakieś 20-25 godzin pracy bez przerwy. Na 8 osób w komisji- 6 musi cały czas przebywać na sali. Są więc tylko 2 „Jokery” dla nieobecnych. Jednego z nich, wiadomo, trzeba zarezerwować na „rotację bieżącą”, typu fajka/kibel, a drugie miejsce to jakiś obiad (max 1.5h na 1 członka). Już teraz można więc śmiało stwierdzić, że od poniedziałku głównym tematem medialnym (zwłaszcza w GW/TVN) będzie pierdololo na temat przemęczenia komisji i złej organizacji pracy przez PKW (komisji obwodowych w Polsce jest około 20.000, więc na 100% ktoś zaśnie, a nie daj Boże umrze z przemęczenia). Zamiast ostrzegać o tym już teraz, to media cichutko czekają na katastrofę, aby potem mieć nośny temat medialny. Ja osobiście nie wyobrażam sobie 20-25 godzin ciągłej pracy, tym bardziej, że jestem przewodniczącym, który musi być ciągle skoncentrowany, nie mówiąc już o tym, że sporą część komisji stanowią osoby po 60-tce.

Eurowybory to oczywiście pic na wodę (poza tym, że wybrani posłowie zarobią fortuny i na koniec kadencji będą ustawieni do końca życia), według mnie są one najmniej ważne z wszystkich czterech (pod względem wagi i realnego znaczenia wyborów są to moim zdaniem kolejno: parlamentarne, samorządowe, prezydenckie i na końcu europejskie). Parlament Europejski jest swego rodzaju imitacją demokracji, aby ludzie uważali, że od nich coś zależy. Najważniejsze decyzje w UE podejmowane są jednak poza Parlamentem, na styku Komisji (wybieranej w sposób „bankietowy”), rządów i korporacji. Jednakże jesienią czekają nas najważniejsze wybory, na których wyniki będą miały wpływ wybory niedzielne, więc gra jest warta świeczki.

Ja osobiście przed wybraniem partii na którą zagłosuję biorę pod uwagę 3 rzeczy (od najważniejszej do mniej ważnych):

1) pogląd danej partii pod względem zagrożeń, które są w stanie zniszczyć Polskę (obecnie są to głównie 2 tematy, czyli masowa imigracja, zmierzająca do multi-kulti oraz roszczenia żydowskie, których potencjalna realizacja zmieni Polaków w szabes-gojów i parobków)

2) ekonomia (niskie podatki, wolny rynek, wykorzystanie naturalnej tendencji człowieka do ciężkiej pracy w celu polepszenia swojego statusu) oraz światopogląd (w moim przypadku konserwatyzm i antykomunizm)

3) wszystkie pozostałe rzeczy

Wychodzi z tego, że oczywiście należy zagłosować na Konfederację. Punkt 3 jest tak obszerny, że nie ma sensu go omawiać. Jeśli chodzi o punkt 1, to praktycznie wszystkie partie poza Konfederacją (i Kukizem) chcą zwiększyć imigrację i wypłacić roszczenia. PiS oczywiście twierdzi inaczej, ale należy patrzeć na czyny, a nie na słowa. Stanowisko PO w kwestii roszczeń zaprezentował ostatnio pan Cimoszewicz („W naszym kraju za cnotę uważa się obronę tego, żeby nie zwrócić tego co się komuś należy tylko dlatego, że był Żydem, do tego ofiarą holokaustu”). Konfederację nazwał on, w kontekście braku zgody na wypłatę roszczeń: „antysemici i bojówkarze łysi z narodowców”. W punkcie drugim zarówno PO, jak i PiS miały okazję się wykazać. PiS oczywiście wypadł trochę lepiej, gdyż mniej kradną i trafili na lepszą koniunkturę globalną, ale nie satysfakcjonuje mnie to. Pomimo dobrego otoczenia koniunkturalnego- zadłużenie rośnie, podatki rosną, zagraniczne korporacje wysysają z Polski miliardy, firmy z Izraela wchodzą w Polskę jak w masło (ostatnio przemysł farmaceutyczny, deweloperski, mięsny, zbrojeniowy oraz przewozy autokarowe). Nie odpowiada mi ten stan rzeczy pomimo dosyć dobrego wzrostu PKB i wynagrodzeń (co zresztą nie jest zasługą PiS). Oczywiście nie mam pewności, że Konfederacja obniży podatki i zwiększy konkurencyjność gospodarki, natomiast POPiS już miał okazję się wykazać i wiemy doskonale, że oni na pewno tego nie zrobią. Światopoglądowo- zarówno PO, jak i PiS zanotowały leciutki krok w lewo.


Polska scena polityczna jest już tak „schodzona”, jak sandały pielgrzyma. Ciągle te same ryje, z korzeniami albo w PZPR, albo w Solidarności (albo, co najgorsze- tu i tu jednocześnie). Młodych polityków jest bardzo niewielu, a jeżeli są, to najczęściej okazuje się, że to „resortowe dzieci” (syn Bartoszewskiego, synowie Wałęsy, syn Cimoszewicza, syn gen. Kierwińskiego itd). Starsza część społeczeństwa zawsze będzie głosowała na swoje pokolenie (czyli POKOPIS, który poprzez Koalicję POKO bardzo ładnie się skonsolidował i „wyłożył” jak na tacy), ale młodzi są coraz bardziej wkurzeni tą sytuacją. To dodaje poparcia Konfederacji, na którą składają się politycy nowi, spoza zatęchłych kręgów, rządzących krajem od co najmniej 30 lat.

Druga istotna rzecz jest taka, że od XX-lecia Międzywojennego w Polsce praktycznie nie było prawicy. PRL to wiadomo. Z kolei w III RP wszystkie partie były mniej więcej podobne (wprawdzie nieustannie kłócą się ostro o stołki, ale program mają podobny i nie robią sobie krzywdy nawzajem, poza kopaniem się po kostkach w telewizji). Światopoglądowo raczej centrum, z lekkim skrętem w lewo w ostatnich latach (efekt mody globalnej w świecie zachodnim). Rynkowo raczej korporacjonizm zagraniczny, posadki za ustawy i wyzysk pracowników, z lekkim rzuceniem kasy społeczeństwu przez PiS. Prawicy od co najmniej 80 lat w Polsce nie było. PiS wprawdzie uznawany jest za prawicę, ale po pierwsze- PiS to ekonomiczna lewica i socjaliści, a po drugie- światopoglądowo to co najwyżej centryści (żadnemu lewakowi nie spadł włos z głowy przez 4 lata ich rządów, natomiast narodowcy byli wielokrotnie bici, aresztowani i marginalizowani, tak jak i wcześniej). Afery PO z lat 2008-2015 nie zostały rozliczone, poza jakimiś śmiesznymi audytami i zapowiedziami.

Wolna przestrzeń dla prawicy była od dawna, jednakże rządzące Polską siły skutecznie ją blokowały. Wprowadzono towar zastępczy, czyli „imitację prawicy”, jak PiS, LPR czy PO (która z początku też oficjalnie była prawicą, zresztą kadrowo POPiS jest mocno wymieszany poprzez liczne „transfery” międzypartyjne). Wszystko, co na prawo od nich- ośmieszano i skłócano, także poprzez infiltrację i wstawienie tam podejrzanych osób, które miały ośmieszać ideę i podsycać spory wewnętrzne (np. Leszek Bubel, Andrzej Hadacz, Paweł Chojecki, Roman Giertych, Zbigniew Stonoga czy Aleksander Olszański Jabłonowski). POPiS przez lata mógł spać spokojnie, bo sprytnie podzielili społeczeństwo (krytykując jednych automatycznie zostałeś oskarżany o bycie zwolennikiem drugich) i rządzili na zmianę, nie robiąc sobie krzywdy (poza kłótniami w TV). Poglądy POPiSu w gruncie rzeczy są podobne. Obie partie są skłonne do wypłaty odszkodowań Żydom i obie partie zgodnie uwaliły nowelizację ustawy o IPN. Obie partie tolerują masową imigrację (jedni chcą ludzi z Afryki i Bliskiego Wschodu, a drudzy z Azji Południowej). Obie partie hojnie dotują zagraniczne korporacje publicznymi pieniędzmi i zwolnieniami z podatków. Obie partie są mocno prounijne (chociaż PO twierdzi, że PiS taka nie jest, ale to tylko na użytek propagandowy). Obie partie represjonowały narodowców, a tolerowały uliczne wybryki lewaków.

Kiedy byłem małolatem i jechałem na jakieś wakacyjne kolonie czy obóz harcerski- bardzo popularna była głupia, ale skuteczna do bólu metoda „teatralnej bitwy pozorowanej”. Dwóch kumpli udawało, że widzą się po raz pierwszy w życiu. Pierwszego dnia, po dotarciu na miejsce i podziale na pokoje/namioty- tych dwóch wszczynało między sobą bójkę z jakiegoś błahego powodu (oczywiście tak, żeby sobie nie zrobić krzywdy, zresztą po tym inauguracyjnym teatrzyku też już nigdy więcej nie podnosili na siebie ręki). W ten sposób reszta osób (nieświadomych obserwatorów) od pierwszego dnia uznawała ich za „przywódców stada”, z którymi lepiej nie zadzierać (gdyż za byle co można dostać w ryj, a skoro do rękoczynów przechodzą bez namysłu, to pewnie mają w tym praktykę i sukcesy), zamiast tego warto jak najszybciej przystąpić do którejś dwóch z właśnie utworzonych „band”. Cel był taki, że tym dwóm „szefom” przez cały okres wyjazdu wszystkie chłopaki schodzili z drogi, a wszystkie dziewczyny wręcz przeciwnie. Mniej więcej to samo zrobili PiS i PO (oni zagrali nawet lepiej, bo na początku oficjalnie byli koalicjantami i przyjaciółmi, gdyż w sondażach zajmowali wówczas 2 i 3 miejsce, dopiero gdy wykosili lidera i zajęli pierwsze dwa miejsca- zaczęli się nagle „kłócić”). Najciekawszym momentem na tych wyjazdach była sytuacja, gdy ktoś w końcu poczuł się na tyle pewnie, że wyraził akces do palnięcia jednego z tych „hersztów” w dzban, ignorując całą otoczkę psychologiczną oraz jego mocnych w gębie przydupasów. Wówczas na ogół cała „legenda” legła na deskach w ciągu kilku sekund, a „herszt” momentalnie wycofywał się na dalszy plan, zmniejszając swój współczynnik kozakowania o 90%. Mam nadzieję, że takim śmiałkiem, który rozbije duopol władzy będzie właśnie Konfederacja, bo jest to łatwiejsze, niż mogłoby się wydawać. POPiS nie ma nic, poza tym, że legitymizują się nawzajem poprzez pozorowaną nienawiść wobec siebie, a ich fanatyczni wyznawcy są przekonani o ich nadprzyrodzonej sile i wierzą, że poza tymi dwoma obozami istnieje już tylko pustka. Jeżeli jednak suweren zobaczy, że jego przywódca jest gówno warty, to odejdzie od niego momentalnie (z POKO jest ten problem, że mają ogromne wsparcie zagraniczne, ale bez ogłupionych wyznawców oraz pozornego rywala, na którego zwalają całe światowe zło- szybko to poparcie utracą, zresztą demografia też jest nieubłagana, a wyborcy POPiSu to głównie reprezentanci drugiej połowy życia).

Konfederacja w ostatnim czasie osiągnęła świetne wyniki w sondażach (biorąc pod uwagę potężną blokadę medialną, stosowaną zarówno przez media typu TVP, jak TVN/GW). Obecnie mają około 9%, z tendencją wznoszącą. Jak i tak bym na nich zagłosował (ostatnio głosowałem na Ruch Narodowy, chociaż wiedziałem, że to głos wyrzucony w błoto), ale wydaje mi się, że sporo osób niezdecydowanych, gdy zobaczy sondaże- zdecyduje się na Konfederację, bo mała jest szansa, że nie przekroczą progu.

Mi osobiście nie pasują tam wszyscy, np. Kaja Godek (sprawia wrażenie osoby o niewielkiej wiedzy ogólnej, jest dobrą działaczką pro-life, ale w polityce raczej sukcesu nie osiągnie), czy chwalenie się poparciem Jerzego Zięby (mistyk-uzdrawiacz-czarodziej, ciekawe co na jego temat sądzi Grzegorz Braun). Jednakże absolutna większość polityków Konfederacji to osoby, z którymi sympatyzuję, a chyba nie ma partii, w której ktoś lubiłby absolutnie wszystkich (sympatycy PO nie potrafią na ogół wymienić ani jednego polityka swej ulubionej partii, którego lubią, a co dopiero, żeby byli to wszyscy).

Konfederacja obecną kampanię wyborczą skupia na trzech rzeczach, które odróżniają ją od wszystkich pozostałych partii (może poza Kukizem). Pierwsza rzecz to jawny i oficjalny eurosceptyzm. Druga to brak zgody na realizację roszczeń żydowskich, a trzecia rzecz to brak zgody na masową imigrację obcokrajowców do Polski. Cała reszta partii ma dokładnie odwrotne podejście do tych trzech tematów (oczywiście TVN mówi, że PiS to Polexit, a TVP mówi, że PiS nie sprowadza imigrantów i nie wypłaci roszczeń, ale to perfidne kłamstwa, celem ukrycia prawdy przed wyborcami).

Jeśli chodzi o podejście do UE- całe POKO, Razem i Wiosna zgodnie twierdzą, że obecna Unia jest super i nie należy absolutnie nic w niej zmieniać, a wręcz integrować się z nią jak najszybciej i wykonywać wszelkie jej zalecenia. PiS jest trochę chłodniejszy, ale nie krytykuje Unii zbyt mocno, za to wychwalają ją niemal codziennie. Konfederacja (jako jedyna) oficjalnie mówi, że współczesna Unia jest złym projektem, który niepotrzebnie odszedł od założeń Roberta Schumana. Wśród polityków i wyborców Konfederacji ścierają się 3 nurty antyunijne:

  1. Opuścić Unię
    1. Polexit
    2. WypierPol
  2. Zreformować Unię
  3. Zniszczyć Unię

Ja osobiście uważam, że najlepszy byłby WypierPol. Najpierw napiszę jednak, dlaczego inne warianty są złe. Polexit jest niezły, ale nierealny, co zresztą pokazał ciągnący się w nieskończoność Brexit. Zachodni kapitał ma w Polsce eldorado (cały handel, większość mediów, pół bankowości i ubezpieczalni, wielomilionowy rezerwuar półdarmowej siły roboczej, wielki rynek zbytu), więc zachód nie pozwoli na żaden Polexit, bo to dla nich ogromne straty finansowe. Nikt dobrowolnie nie wypuści kury znoszącej złote jaja. Jeżeli sami chcielibyśmy wyjść z UE, tak jak Brytyjczycy, to Bruksela postawi nam takie odstraszające warunki, że spłata roszczeń żydowskich to przy tym bułka z masłem. Reforma Unii (której chce np. Marek Jakubiak) to wg mnie rzecz fajna, ale nierealna. Tu nie ma co naprawiać, tu trzeba dzwonić po grabarza. Obecna UE to nieuleczalny rak, którego należy najszybciej odciąć, aby nie przedostał się do zdrowych tkanek. Gdyby za reformę wziąć się 20 lat temu, to może by coś z tego było. Teraz jest już po prostu za późno. Niszczenie Unii (a’la Korwin) to wg mnie zły pomysł. Przede wszystkim- jak to niby zrobić, działaniami kilku (z 700 łącznie) posłów w nic nie znaczącym Parlamencie?  Unii zresztą nie trzeba niszczyć, bo ona w ciągu 20 lat zniszczy się sama. Po co jej jeszcze pomagać? Niech zdycha! Trzeba się ulotnić z tego balu na Titanicu i obserwować sytuację z daleka. Zostaje więc WypierPol. Należy wykonywać takie działania, aby (w przeciwieństwie do Brexitu i Polexitu)- samej Brukseli zależało na szybkim pozbyciu się Polski ze swoich szeregów. To jest zadanie stosunkowo łatwe, bo Unia pcha się ze swoimi zaleceniami drzwiami i oknami, wystarczy więc robić coś dokładnie odwrotnego, a będą nas szybko mieli dość (w obawie, że inne kraje zaczną robić to samo). Konkretnie, na początek można wypowiedzieć tzw. Konwencję Antyprzemocową. Przegłosować ustawę w sejmie, że ACTA2 nigdy nie wejdzie w życie. Wypowiedzieć „ustawę o bratniej pomocy” (1066). Uchwalić prawo, że walutą na zawsze będzie złotówka. Ukarać finansowo zachodnie sieci handlowe za sprzedaż towarów gorszej jakości. Ukarać finansowo zagraniczne media za fejk-niusy. Sprowadzić Stefana Michnika i Ludmiłę Kozłowską siłą (służby specjalne). Można zrobić tysiąc innych rzeczy, a wtedy WypierPol gotowy. Wówczas negocjacje końcowe będą dużo prostsze, niż w przypadku Polexitu. Na koniec wystarczy uzgodnić status taki, jaki mają Norwegia czy Szwajcaria (przynależność od Strefy Schengen oraz zasady przepływu towarów i pracowników). Po WypierPolu popatrzymy sobie z boku, jak Unia dogorywa, czując się moralnym zwycięzcą (nikt nie będzie miał prawa krytykować Polski za opuszczenie UE w momencie, gdy Unia będzie dogorywać i spływać krwią z miecza Allaha). To oczywiście wymagało będzie sukcesu Konfederacji w wyborach parlamentarnych, bo eurowybory to jakaś mało znacząca groteska, którą należy traktować jak rozgrzewkę przed jesienią.

Jeżeli chodzi o roszczenia żydowskie oraz masową imigrację, to moje poglądy są raczej znane czytelnikom (napisałem tutaj na te 2 tematy łącznie ponad 100 osobnych tekstów). Podejście Konfederacji odpowiada mi tu w 100%. Żadnych wypłat za wyimaginowane, niesłuszne i nielegalne roszczenia dla organizacji amerykańskich, które nie mają nic wspólnego z wojennymi ofiarami Niemców. W kwestii imigracji- stawiam na powrót naszych emigrantów oraz repatriantów, a także mechanizację gospodarki i wzrost jej wydajności (a nie sprowadzanie półdarmowej siły roboczej z Afryki i Azji, na Ukraińców mogę przymknąć oko, jeżeli inaczej się nie da). Nawet, gdyby populacja Polski miała się kurczyć, to trudno. Jest na świecie przynajmniej setka krajów o zagęszczeniu ludności mniejszym, niż Polska i jakoś nie znikają one z mapy. System emerytalny oczywiście jest w rozsypce, ale należy łatać go rozsądniejszym gospodarowaniem środkami, a nie importem pigmentalnie uposażonych 30-kilkulatków, których sami mamy w nadmiarze i którzy razem z nimi nagle przejdą na emeryturę w okolicach roku 2050.

Dla PiSu Konfederacja to oczywiście zmora, ale jest też mały plusik, o którym niżej. Zmora to oczywiście merytoryczna krytyka, czyli dla PiSu absolutna nowość, z którą nie wiedzą, jak sobie poradzić. Wszak dotychczas musieli mierzyć się co najwyżej z ciamajdanami, histerią, zdechłym koniem, pękniętą oponą prezydenta, naciąganymi teoriami Tomasza Piątka i Permanentną Rewolucją. Nagle jednak ktoś wali w nich młotem, oskarżając o masową imigrację i oddanie Polski Żydom (według badań- 2/3 Polaków czuje się zagrożonych ustawą 447). PiS wpadł w panikę, zmieniając „mądrość etapu” wielokrotnie w krótkim czasie, co pokazuje, jak bardzo celne były ciosy od Konfederacji. Najpierw udawano, że problemu nie ma, a Konfederacja w ogóle nie istnieje (do TVP zresztą dalej nie mają wstępu). Chwilę później zaczęli mówić, że Konfederacja jednak istnieje, ale to ruscy agenci i antysemici. Swoją droga- temat „ruskich agentów” jest bardzo ciekawym zjawiskiem politologicznym. POKO oskarża PiS o bycie ruską agenturą, natomiast PiS oskarża o to samo Konfederację. Tymczasem realne wydarzenia (protesty przeciwko przekopowi Mierzei Wiślanej, lobbing za zamykaniem polskich kopalń, układy polityczno-biznesowe, stojące za budową Nord Stream II) świadczą o tym, że ruskiej agenturze najbliżej jest do POKO, czyli partii, która oskarża o to wszystkich wokół, tylko nie siebie samą 🙂 Tuba medialna PiS, czyli Tomasz Sakiewicz wygłupił się kilka razy w krótkim czasie. Najpierw stwierdził, że Konfederacja to oczywiście ruscy agenci i to oni pojawili się na organizowanym przez Konfederację proteście Polonii w USA przeciwko ustawie 447 (a prawdziwi patrioci nie dostali nawet zaproszenia). Gdy okazało się, że w pikiecie wzięło też udział wiele klubów Gazety Polskiej- Sakiewicz zmienił zdanie, mówiąc, że może nie wszyscy byli ruskimi agentami, ale protesty „to niedobra jest” i nie należy ich organizować, bo to świadczy o słabości, a nie sile (?) oraz o tym, że są podsycane przez Rosję (?). Ten sam Sakiewicz najpierw pisał, że odwołana wizyta negocjatorów z Izraela (którzy mieliby dyskutować o roszczeniach) to fejk-nius i nigdy nie miało być takiej wizyty, a chwilę później… o odwołaniu wizyty poinformowała oficjalna strona MSZ. Zresztą ponoć do wizyty doszło i tak, zmieniony został jedynie jej charakter- z nieoficjalnej na… jeszcze bardziej nieoficjalną. PiS w tej sprawie zachowuje się, jak dzieci we mgle. Z „aferami” TVNu i Gazety Wyborczej potrafią radzić sobie doskonale, ale jak Konfederacja wyłoży argumenty, to chowają głowy w piasek (a jak wiadomo- im bardziej chowa się głowę w piasek, tym bardziej trzeba wypiąć tyłek). Temat masowej imigracji został przez PiS oddany bez walki, bo nie mają absolutnie nic na swoją obronę (może poza tym, że w 2016 roku nie wzięli brodatych „cenniejszych niż złoto” od Merkel), nawet  ich własne, rządowe statystyki potwierdzają zarzuty Konfederacji o tym, że Polska jest krajem, który obecnie w całej UE sprowadza najwięcej imigrantów. W prasie z Indii, Nepalu czy Bangladeszu roi się od ogłoszeń pracy w Polsce, gdzie poza wynagrodzeniem pracownikowi przysługuje bezpłatna podróż, wyżywienie i zakwaterowanie (ciekawe, kto za to płaci?). Natomiast w sprawie roszczeń PiSowcy kłamią w żywe oczy. Najpierw (przez kilka ostatnich lat, aż do końca zeszłego roku) udawali, że w ogóle nie ma tematu, ale wystarczy poczytać prasę amerykańską czy izraelską, aby przekonać się, że temat jest w bardzo zaawansowanym stadium. Np. TUTAJ świeży artykuł z portalu, powiązanego z amerykańskim Kongresem- czytamy w nim, że bez wypłaty „odszkodowań za nazistowskie zbrodnie wojenne” nie będzie „Fortu Trump”. Super interes jest do zrobienia, musimy zapłacić za cały ten Fort plus jeszcze 300 miliardów dolców, a biorąc pod uwagę „skuteczność” naszej dyplomacji- podejrzewam, że nawet to by nie wystarczyło do budowy tego „Fortu” i po uregulowaniu żądań wysnuto by kolejne. Media huczą, przylatują jakieś delegacje negocjatorów z Izraela, a w ambasadzie w Warszawie pracuje specjalny dyplomata, który nie zajmuje się niczym innym, poza naciskami na realizację ustawy 447. Społeczeństwo dowiedziało się (dzięki internetowi), że temat roszczeń jak najbardziej istnieje, przez co PiS wpadł w popłoch. Zarząd PiS prawdopodobnie skontaktował się z Waszyngtonem, pytając o wytyczne w tej kryzysowej sytuacji. Wszak jeżeli USA i Żydzi będą teraz mocno naciskać, to Konfederacja skończy z dwucyfrowym wynikiem jesienią, co mocno utrudni wypłatę „odszkodowań”. Waszyngton orzekł, że do jesieni odpuszczają temat na poziomie dyplomatycznym, aby nie zrażać wyborców do PiSu. A jesienią, wiadomo, bajlando, odbiją sobie podwójnie to „antysemickie” czekanie, aż strach pomyśleć. O cichej umowie PiS-Waszyngton świadczyć może poniższy Tweet ambasador Mosbacher, która jeszcze nigdy nie była tak łagodna i przyjacielska:

Problem w tym, że wyciszenie dyplomatyczne to nie wszystko, zwłaszcza w czasach Twittera. Administracja USA chwilowo siedzi cicho i udaje, że wcale nie chcą od nas 300 miliardów zielonych, ale dyplomatyczną pustkę nadrabiają żydowscy politycy z innych krajów a także z opozycji amerykańskiej i izraelskiej, oraz celebryci i dziennikarze. Nie po to w Izraelu cała edukacja nastawiona jest na oczernianie Polaków, żeby teraz trzymali język za zębami w sprawie rzekomych roszczeń. W zeszłym tygodniu w Tel-Awiwie został zaatakowany i opluty nasz ambasador, Marek Magierowski. Tak się mniej więcej kończy bycie szabes-gojem i zwolennikiem „pojednania” oraz „dialogu” polsko-żydowskiego. Napastnika zatrzymano, przez kilka dni odbywał areszt domowy, ale i to mu zniesiono. Przeprosił i jest wolny. Dla porównania- Piotr Rybak za spalenie kukły Żyda wylądował za kratkami, podobnie jak 27-latek, który wybił szybę w gdańskiej synagodze. Wychodzi więc na to, że szyba i kukła mają większą wartość, niż polski ambasador. Słynna „tajna grupa negocjacyjna” z Izraela, pomimo oficjalnego odwołania wizyty i burzy medialnej- pojawiła się w Polsce, gdzie spotkała się z przedstawicielami polskich władz. Ciekawe o czym rozmawiali? Na koniec jeszcze minister Czaputowicz powiedział, że odwołano wizytę (której nie odwołano), bo strona polska była źle przygotowana do tych rozmów. Czyli nie dość, że w ogóle z nimi o odszkodowaniach rozmawiają (choć nie powinni), to jeszcze się do tego nie przygotowują? Biada nam! 16 listopada ma odbyć się mecz piłkarski Izrael-Polska. Swoją drogą- Izrael nie gra w eliminacjach azjatyckich, gdzie przynależą geograficznie, bo rzekomo sportowcy nie byliby bezpieczni. Nie przeszkadza im to jednak zagrać z najbardziej antysemickim (wg samych Żydów) narodem świata? Nielogiczne. Jak podaje TVN i Eurosport- PZPN wspaniałomyślnie zaproponował, aby nasi piłkarze tego dnia (gdy będą w Izraelu) nie jedli mięsa, gdyż będzie wtedy szabas. Wyobrażacie sobie sytuację odwrotną? Mecz Polska-Izrael w piątek, a strona izraelska sama wychodzi z inicjatywą, że piłkarze nie będą jedli mięsa, aby uszanować katolicki zwyczaj? To pokazuje w jak głębokiej dupie jesteśmy, a PiS ponosi za to dużą część winy. Ostatnio okazało się też, że budynek siedziby PiS na Nowogrodzkiej należy do firmy z Izraela, która zamierza ten budynek sprzedać, co wiąże się z wywaleniem partii na przysłowiowy bruk. Jeżeli nie potrafiliście sobie wyobrazić tego, że izraelscy piłkarze nie będą jedli mięsa w piątek w Polsce, to spróbujcie sobie wyobrazić to, że polska firma eksmituje partię rządzącą Izraelem 🙂 Nie mogę zbyt długo pisać o takich rzeczach, bo ciśnienie tętnicze = 2800/min. Ostatnio premier Morawiecki powiedział (pewnie na podstawie jednorazowego „permission” z Waszyngtonu), że „gdyby zostałby zamieniony kat i ofiara, to byłoby to „pośmiertnym zwycięstwem Hitlera„. Niby fajnie powiedział, ale: 1) za pół roku i tak wyleci ze stołka, 2) wypowiedź wywołała wściekliznę u Żydów, np. wiceszefowa MSZ Izraela, Cippi Chotoweli oskarżyła Morawieckiego o (fanfary!) antysemityzm, 3) niech powie krótko i wyraźnie, że nie zapłacimy Żydom ani grosza, a nie bawi się w porównania homeryckie i tryby przypuszczające.

Zatem- pomimo „blokady dyplomatycznej”- temat roszczeń obecny jest w mediach niemal codziennie, bo raz po raz jakiś Żyd chlapnie o „polskich antysemitach, którzy współorganizowali holokaust„. Dla PiSu to nie lada problem, bo nie istnieje sposób, aby to zahamować. Jeżeli będą udawać, że tematu nie ma, to rozsierdzą elektorat w Polsce, a jeżeli będą „pod publiczkę” wypowiadać się, że nic nie zapłacą, to rozsierdzą Żydów. Sytuacja beznadziejna. PiS chyba nawet wolałby, żeby na afiszu były jakieś śmieszne „afery” z Gazety Wyborczej (typu biurowce, których nigdy nie będzie czy ziemia Morawieckiego, wyceniona „uczciwie” przez polityczkę SLD i pracowniczkę Agory, na której stratny jest kościół), aby tylko przykryć nimi ogromny problem roszczeń żydowskich.

Podsumowując temat roszczeń- w razie odmowy ich wypłacenia skazani jesteśmy na ostry spór z Żydami z całego świata (polską żydokomuną, Izraelem, a także z USA, biorąc pod uwagę ich wpływy polityczne, medialne i finansowe). Wyjścia są dwa: 1) albo nie zapłacić i wdać się w ostry spór, 2) albo zapłacić i pozwolić się zwasalizować, a i tak będą nami pomiatać, żądać coraz więcej, co i tak skończy się ostrym sporem, czyli tym samym, co w przypadku niezapłacenia. Tymczasem oficjalna wersja PiS jest taka, że „nie zapłacimy ani grosza, a mimo to utrzymamy świetne relacje z Żydami i USA„. To jest oczywista nieprawda, perfidne kłamstwo. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Tak się postąpić po prostu nie da, o czym PiS doskonale wie, tylko mydlą oczy ogłupionemu elektoratowi przed wyborami.

Teraz trochę o wątkach pozażydowskich. PiS w obecnej kadencji stał się partią centrowo-socjalną, co otwarło wrota Konfederacji, która regularnie odbiera im część elektoratu (tą młodszą i bardziej myślącą). Między PO a PiSem praktycznie nie ma przepływu elektoratu, bo ich zwolennicy to fanatycy, którzy nienawidzą rywali, jak psów. Taka sytuacja była na rękę obu partiom, które stworzyły polityczny duopol. Obie partie były jednak centrowe, więc z obu stron wyrosła „skrajna” konkurencja. Teraz POKO ma problem z lewacką Wiosną, a PiS ma identyczny problem z prawicową Konfederacją. Wiosna jednak prawdopodobnie skończy się dosyć szybko, bo Biedroń to celebryta, a nie polityk, natomiast Konfederacja jest w stanie zniszczyć PiS całkowicie, bo miłość elektoratu do prezesa jest duża, ale nie aż tak wielka, by zgodzić się na wasalizację kraju o ponad 1000-letniej historii.

Jest też mały plusik dla PiSu, wynikający z istnienia Konfederacji. Kaczyński ma teraz szansę skopiować model węgierski (i to prawdopodobnie jedyne, co mu zostaje, chyba że Korwin-Mikke coś dzisiaj odstawi i Konfederacja przepadnie w wyborach). PiS stanie się polskim Fideszem, czyli partią centrową (którą i tak jest od dawna, ale w końcu powiedzą to oficjalnie, wówczas POKO będzie musiało skręcić jeszcze bardziej w lewo). Konfederacja stanie się polskim Jobbikiem, czyli partią prawicową, którą Kaczyński będzie straszył lewaków. Tak, jak Viktor Orban, tak samo Kaczyński będzie wołał: „Głosujcie na nas, bo inaczej władzę weźmie skrajna prawica i was powywiesza na latarniach. My może jesteśmy wam trochę niechętni, ale od lat żadnej krzywdy wam nie robimy.” Na Węgrzech to działa, tam lewactwo praktycznie nie istnieje, a Fidesz i Jobbik to dwie główne siły polityczne. W przypadku sukcesu Konfederacji, Gazeta Wyborcza mocno zluzuje swą negatywną retorykę wobec PiSu (nakręconą obecnie do maksimum), bo będą zmuszeni jakoś zaakcentować, że Konfederacja jest dużo groźniejsza. Michnik i spółka będą musieli zrobić rachunek sumienia i dojść do wniosku, że ten PiS wcale nie był dla nich taki zły. Może zabrali trochę kasy z reklam, ale wina i strawy na Czerskiej nie brakuje, ponadto żadnych represji nie było, pozwalano Gazecie na wszystko, włącznie z fejk-niusami i pomówieniami. Konfederacja z kolei nie będzie się z Gazetą cackać, więc należy przed nią ostrzegać. No ale jak ostrzegać, skoro przeciwko PiS wykorzystano już wszystkie najcięższe armaty? Nie ma wyjścia, trzeba będzie zmienić mądrość etapu, zrobić jakieś „[WYJAŚNIAMY]” i wytłumaczyć czytelnikom, że PiS wcale taki najgorszy nie był, tylko oni omyłkowo wyolbrzymili kilka rzeczy. Gdzieś wyczytałem wypowiedź lewaka: „Konfederacja jest jak PiS, tylko bardziej„. „Zaszczytną” rolę etatowych faszystów, nazistów i ruskich agentów przejmie wkrótce Konfederacja, a PiS mimowolnie relegowany zostanie do rangi „półfaszystów” i „miękkich faszystów”, którzy nie są aż tacy źli. Wyborca POKO być może pomyśli tak jak wyborca na Węgrzech, czyli że już lepszy półfaszysta, niż pełno-faszysta, więc być może nawet zagłosuje na PiS (gdyż POKO będzie wtedy już zmuszone do zostania skrajną lewicą światopoglądową, która w Polsce nigdy nie przekroczyła 8%).

Moi rodzice od lat kupują tygodnik Angora. Nie wiem w sumie po co, bo go nawet nie czytają, chyba z przyzwyczajenia. Gdy jestem u nich w odwiedzinach to sobie tę gazetę przekartkowuję, choć jest ona skrajnie upolityczniona i głupia jak but z lewej nogi. W najnowszym numerze jest zestawienie poparcia dla partii „populistycznych” w Europie. Nie są to żadne badania naukowe, ani nawet przedruk, po prostu Angora sama sobie to zrobiła w redakcji. Z każdego kraju UE wybrali jedną (nie więcej) partię, którą sami uznali za populistyczną (oczywiście nie napisali, jakie kryteria przyjęli) i zestawili te partie w formie wykresu. Na pierwszym miejscu (ta-dam!) PiS. Potem AFD, partie Salviniego i Le Pen. Gdzieś w połowie stawki znalazł się… węgierski Jobbik. Na samym końcu znalazła się jakaś brytyjska partia z poparciem 3%. Angora pokazała więc to, o czym napisałem. Nie wybrali jako „populistyczna” partii Brexit, bo byłaby na pierwszym miejscu zestawienia, które było od początku zarezerwowane dla PiS. Z kolei na Węgrzech wybrali Jobbik, a nie Fidesz. Zgodnie z logiką powinni wybrać albo PiS i Fidesz, albo Jobbik i Konfederację. Zrobili inaczej, co świadczy o tym, że na dzień dzisiejszy PiS to jeszcze „populiści”, ale w razie dobrego wyniku Konfederacji- to ona stanie się „populistyczna”, a PiS straci to miano. Model węgierski jest dosyć możliwy do realizacji w Polsce, ale do jego realizacji musiałaby nastąpić klęska POKO na jesieni (co jest bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę skład i ambicje finansowe tej zbieraniny).  Czas pokaże, co się stanie.

Jeśli chodzi o stosunki Konfederacja-POKO, to są one dokładnie odwrotne, niż PiS-Konfederacja. Z jednej strony dobry wynik Konfederacji odbierze elektorat PiSowi, a więc sytuacja bardzo dobra dla Schetyny i spółki. Jeżeli jednak wynik Konfederacji byłby nadspodziewanie wysoki (przekładający się na realną władzę), to POKO może czuć się zaniepokojona, bo nie ma z Konfederacją podpisanego układu o nieagresji (który ma z PiSem- kopiemy się co najwyżej na wysokość kostek).

Stosunki Konfederacji z lewakami (Wiosna, Razem) praktycznie nie istnieją, prócz tego, że partie są całkowitym przeciwieństwem i przez to mogą co najwyżej straszyć się sobą nawzajem i składać wnioski o delegalizację rywali. Przepływ elektoratu między Konfederacją a partiami Sorosa jest na poziomie przepływu wód z Jeziora Bajkał do Jeziora Śniardwy, czyli fizycznie niemożliwy.

Jedynie Kukiz’15 nie ma żadnych profitów z istnienia Konfederacji, za to same negatywy (przegrana walka o podobny elektorat).

Konfederacja wystawi w niedzielę całkiem silną listę, jedynie w kilku okręgach nie ma ani jednego sławnego nazwiska. Najbardziej rozpoznawalne osoby to:

Sławomir Mentzen (okręg 1: Trójmiasto), Robert Winnicki (okręg 3: Warmia, Mazury, Podlasie), Krzysztof Bosak i Marek Jakubiak (okręg 4: Warszawa), Kaja Godek (okręg 5: Mazowsze bez Warszawy), Piotr „Liroy” Marzec (okręg 7: Wielkopolska), Witold Tumanowicz (okręg 8: Lubelszczyzna), Grzegorz Braun (okręg 9: Podkarpacie), Konrad Berkowicz (okręg 10: Małopolska i Kielecczyzna), Jacek Wilk i Dobromir Sośnierz (okręg 11: Województwo Śląskie), Janusz Korwin-Mikke (okręg 12: Dolny Śląsk i Opolszczyzna). Ponadto Konfederacja wspierana jest (mniej lub bardziej oficjalnie) przez takie osoby, jak: Stanisław Michalkiewicz, Leszek Żebrowski, Witold Gadowski, Rafał Ziemkiewicz, Marcin Rola, Wojciech Cejrowski, Mariusz Max-Kolonko i wielu innych. Ekipa więc jest mocna pod kątem personalnym, a polska prawica jest najsilniejsza od czasów XX-lecia Międzywojennego (do miana prawicy z oczywistych względów nie zaliczam ani PiS, ani LPR).


Dużym problemem, zarówno dla Konfederacji, jak i PiSu jest Kukiz’15 i obu partiom zależy, aby Kukiz osiągnął jak najgorszy wynik. Od Kukiza w ostatnim czasie odeszli (głównie do Konfederacji) niemal wszyscy liczący się politycy, np. Jakubiak, Winnicki czy Liroy, dlatego obecnie komitet ten nie ma większych szans na przekroczenie progu wyborczego, a jedynie odbiera (około 2-3%) wyborców dwóm wymienionym partiom. Paradoksalnie- polską politykę prawdopodobnie przemeblowała pewna jesienna noc, gdy Paweł Kukiz w stanie „choroby filipińskiej” poobrażał i wyszydził wszystkich przyjaciół w mediach społecznościowych. To spowodowało zjazd poparcia dla jego klubu, połączony z odejściami wielu członków Klubu, a miesiąc później umożliwiło to oficjalne uformowanie Konfederacji (która bez nocnego wyczynu Kukiza mogłaby w ogóle nie powstać). Sam głosowałem na Kukiza w ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych, ale teraz uważam, że lepiej zagłosować na Konfederację z powodu mniejszej szansy zmarnowania głosu. Identyczny problem powoduje tzw. Lewica Razem (Partia Razem), która na pewno nie przekroczy progu, a z powodu zbieżności programowej odbiera wyborców Biedroniowi i POKEmonom.


O PiSie sporo już napisałem wyżej w kontekście Konfederacji, która jest dla nich śmiertelną konkurencją. POKO trudno nazwać zagrożeniem dla PiSu, jest to banda błaznów, która atakuje rywali z logiką cyrku Monty Pythona. „Punktują” oni PiS poprzez groteskowe sposoby, które nie mogą zrobić nikomu krzywdy (np. obite Seicento, zdechły koń z Janowa, strajk w przebraniu krów, żółty żakiet Szydło, przesłuchanie agresywnej Podleśnej, przeniesienie Frasyniuka, ochrona dzika, ochrona karpia, ochrona wiewiórki i cała litania innych idiotyzmów, które nie mają realnego wpływu na kraj). Lepszej opozycji Kaczyński nie mógł sobie wymarzyć. Co innego Konfederacja- wyprowadzili w stronę PiS dwa potężne sierpowe (imigranci i roszczenia żydowskie), co wprawiło Kaczyńskiego w konsternację i być może stanie się początkiem końca całego POPiSu (obalenie PiS to automatycznie obalenie PO, która jest swego rodzaju pasożytem antypisowskim, a śmierć żywiciela oznacza także śmierć pasożyta).

Sam PiS jest niezmienny od lat (w przeciwieństwie do Platformy, która w ostatnim czasie przeszłą prawdziwą rewolucję). Partia Kaczyńskiego ma swój wierny elektorat, głównie są to starsze osoby, nie potrafiące obsłużyć internetu. Mają one 100% zaufania do Kaczyńskiego i idealnie podtrzymują tradycję POPiS-u (poza tymi dwoma partiami świat polityczny dla nich nie istnieje). Statystyczny wyborca PiS nie zdaje sobie sprawy, że Żydzi z USA chcą od nas pieniądze i nie wie, że do Polski w ostatnich latach zjechały się setki tysięcy imigrantów (chyba, że mieszka w dużym mieście i widzi ich na co dzień). PiS dostanie swoje żelazne 32%, czyli stałą wartość od wielu lat. Na dłuższą metę jednak sądzę, że PiS zacznie tracić poparcie wskutek dwóch czynników- wymierania elektoratu oraz wzrostu świadomości Polaków w temacie roszczeń żydowskich oraz imigracji.

PiS jak zwykle przy układaniu list olało Górny Śląsk, czyli okręg nr 11, który (z powodu największej ilości mieszkańców) niemalże na 100% wybierze europosła z największym poparciem w Polsce, co jest później dużą siłą propagandową. Prawdopodobnie tą osobą będzie znowu Jerzy Buzek z POKE, który może liczyć na jakieś 250.000-300.000 głosów. Media lewackie z całej Europy (niezależnie od wyników „partyjnych”) będą przy każdej możliwej okazji rozpowszechniały informację, że najwięcej głosów dostał były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, wielki euroentuzjasta, Jerzy Buzek, a więc Polacy chcą „więcej wartości europejskich” i mniej „faszyzmu”. Dlaczego tak się stanie? Ano dlatego, że pierwsza trójka PiSu na liście Górnośląskiej to: Jadwiga Wiśniewska, Grzegorz Tobiszowski oraz Izabela Kloc. Wie ktoś, co to są za ludzie? Ja ich nie znam, pomimo mieszkania na Śląsku i znacznego zainteresowania polityką. W sąsiednim Krakowie PiS wystawia listę: Szydło, Legutko, Jaki, Tarczyński, a w Katowicach, które mogą zapewnić więcej europosłów- wystawiają ludzi, których nikt nie kojarzy. Gdyby przesunęli Jakiego czy Legutkę na Śląsk, to po pierwsze- mieliby więcej głosów ogółem, a po drugie- byłaby szansa, że ojciec „utalentowanej aktorki o bardzo oryginalnej urodzie” (która wygląda, jakby miała zaraz dostać zapaści) nie zdobyłby największej liczby głosów w Polsce.


Od co najmniej 5 lat w Polsce istnieje partia komunistyczno-lewicowa, która osiąga kilka procent głosów w każdych wyborach, ale nie przekracza progu, co jest bardzo korzystne dla prawicy (lewackie głosy idą prosto w błoto). W eurowyborach w 2014 roku był to TREP Palikota i Kwaśniewskiego, a w 2015 (parlamentarne) i 2018 (samorządowe) była to Partia Razem Adriana Zandberga. Obecnie partia ta, po „wzmocnieniu” ze strony brata Magdy Gessler, Piotra Ikonowicza, zmieniła nazwę na „Lewica Razem”, ale trend zabierania procentów silniejszym partiom lewackim (tzw. „efekt Zandberga”) zostanie utrzymany. Naturalną i logiczną decyzją byłoby połączenie Razem i Wiosny Biedronia (które mają wręcz identyczny program, poglądy i elektorat), ale na szczęście nie udało się to. Rozmowy oczywiście były, presja ze strony mocodawców (Sorosa i Berlina) również, ale zaporowe warunki, postawione przez Biedronia były nie do zaakceptowania (ponoć chciał kasy, likwidacji Partii Razem i wcielenia jej do Wiosny oraz utrzymania statusu wszechwładnego generalissimusa, na co nie zgodził się ambitny Zandberg). W nadchodzących wyborach Razem dostanie pewnie z 1%, albo i mniej, gdyż lewacki wyborca bardzo podatny jest na wytyczne odgórne. Te są jasne- lewaku, głosuj na Biedronia, albo na POKO. Partia Razem obecnie stała się czymś w rodzaju zbuntowanego dziecka, które podkrada rodzicom pieniądze. Ci rodzice faworyzują bardziej przebojowego brata, ale jednak pomimo poglądów lewackich- głupio im zabić swoje drugie, niesforne dziecko. Partia Razem nie ma obecnie poparcia medialnego ani Sorosowego, więc jest z góry skazana na porażkę. Wydaje mi się, że skoro nie udało się z Biedroniem, to zawczasu powinni wstąpić do POKOTu (może wtedy ktoś z nich by się chociaż załapał na posadkę do Brukseli), bo w obecnej sytuacji- prawdopodobnie znikną na zawsze w ciągu najbliższego roku. Ja osobiście czuję do Zandberga pewną sympatię. Oczywiście poglądy mamy zupełnie odmienne, ale jest to jednak gość całkiem inteligentny i kulturalny, którego jakoś da się słuchać (w przeciwieństwie do pozostałych lewaków, którzy na każdą okazję mają przygotowany jeden krzykliwy słowotok, w którym zmieniają temat 8 razy, w tym oczywiście obowiązkowo Hitler i hejt na kościół). Zandberg wypowiada się w miarę spójnie, zauważa niektóre zagrożenia, trawiące Polskę (wyprzedaż majątku narodowego, umowy śmieciowe skutkujące brakiem praw do emerytur itd). Drugi plus za to, że Razem nie chciało zjednoczyć się z KODem w jego szczytowym okresie w 2016 roku, co spowodowało wówczas duże podziały wewnętrzne w środowisku antypolskim. Niestety Zandberg jest po pierwsze lewakiem sorosowym, a po drugie- utopistą i naiwniakiem (np. chciałby z jednej strony świetnych stosunków z UE, a z drugiej strony chciałby bardziej opodatkować zachodnie korporacje, ciekawe tylko, jak chciałby połączyć obie te kolidujące ze sobą kwestie?). Po stokroć wolę Zandberga, niż Biedronia, bo pan Adrian jest dużo inteligentniejszy i nie robi cyrku naokoło siebie. To jednak jego ostatni sezon w polityce, a szkoda, bo dotychczas skutecznie marnował lewackie głosy wyborcze (zwłaszcza w 2015 roku, kiedy wywalił SLD z sejmu). Obecnie rola Partii Razem jest bardzo pozytywna, bo oprócz marnowania głosów- krytykują oni też (całkiem merytorycznie i celnie) Wiosnę oraz POKO. Dlatego też Zandberg nie ma wstępu do TVN czy Agory, gdzie wcześniej miał drzwi otwarte całą dobę. Płakał po nich nie będę, ale trochę szkoda, bo ich efekty ich dotychczasowych działań były dla prawicy paradoksalnie- pozytywne.


Teraz o „czarnym koniu”, czyli „Wiośnie” Roberta Biedronia (TUTAJ pisałem osobny tekst o tej partii). Jak napomknąłem wyżej- Biedroń nie dogadał się z drugim „samcem alfa” o identycznych poglądach i umocowaniach zagranicznych (Zandbergiem), co podzieli głosy sorosowych lewaków na dwie konkurencyjne listy wyborcze. „Wiosna” to partia typowo wodzowska, a takie nigdy w Polsce nie odnosiły sukcesu na dłuższą metę. Jeżeli w nazwie partii jest nazwisko lidera (jednego, bo w Konfederacji jest ich więcej), to jej kariera zawsze kończyła się na 1 kadencji. Przykłady? Nowoczesna Ryszarda Petru, Kukiz’15, Ruch Palikota, partia Gwiazdowskiego, partie Gowina i Ziobry, partie Korwina-Mikke… Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież PiS jest partią wodzowską, a mają się świetnie od kilkunastu lat. To prawda, ale Kaczyński używa triku „zwykłego posła bez żadnego trybu”, siedząc sobie z tyłu jako szara eminencja. W przypadku Biedronia jest dokładnie odwrotnie, jego gęba jest po prostu wszędzie, a cała reszta partii to tylko tło, które liże mu dupę (w przenośni, bo skojarzenia mogą być różne), licząc na okruchy z pańskiego stołu. Taka strategia nigdy nie udała się w Polsce na dłuższą metę (a już zwłaszcza z takim politycznym beztalenciem, jak Biedroń).

Biedroń jest reprezentantem tzw. „fajnizmu” (inni przedstawiciele tego nurtu to politycy Emmanuel Macron, Donald Tusk, Justin Trudeau czy celebryci typu Filip Chajzer, Martyna Wojciechowska i Anna Lewandowska). „Fajnizm” polega na tym, że przedstawia się kogoś jako osobę… fajną, w celu zatuszowania tego, że jest bezbarwną marionetką. Fajnizm najlepiej można zaobserwować w reklamach telewizyjnych, głównie chodzi o piwo, ale też firmy odzieżowe typu Adidas/Nike, czy napoje typu Coca-Cola. W tych reklamach wszyscy są do usrania- fajni. Uśmiechnięci, wysportowani, szczęśliwi, pewni siebie, mający spore grono równie fajnych przyjaciół. Skaczą ze spadochronem, skaczą na bungee, podróżują, pływają, jeżdżą na nartach, ratują zaginione gatunki zwierząt przed wyginięciem, pomagają potrzebującym, segregują śmieci, wrzucają popularne posty na social-media. Mi osobiście chce się rzygać, gdy widzę jakikolwiek fajnizm (tym bardziej, że jest to sztuczne i nieprawdziwe, np. najzagorzalsi sympatycy piwa, napotkani pod sklepem monopolowym nijak nie przypominają tych fajnych ludzi z reklam złocistego trunku). Biedroń idealnie wpisuje się w doktrynę fajnizmu. Wiecznie uśmiechnięty, świetnie ubrany, idealnie ostrzyżony, na każdą okazję zarzuci żartem i bon-motem, ale gdy wyprowadzić go równowagi- przestaje być taki fajny. Problem w tym, że pod fasadą fajnizmu kryje się pustka i uzależnienie od potężnych sił zagranicznych. Niestety, dla wielu wyborców sam fajnizm to wystarczający powód, aby na kogoś zagłosować. Przeciwieństwem fajnizmu jest anty-fajnizm, czyli przedstawienie osoby w jak najgorszym świetle, ignorując jego prawdziwą naturę i kompetencje. Z pomocą opozycyjnych mediów taką osobą stał się Jarosław Kaczyński.

Wszyscy na zdjęciu są fajni, ale najbardziej ten z lewej, bo do ogólnego fajnizmu dodał jeszcze rotację

W „Wiośnie” są tylko 3 rozpoznawalne osoby. Pierwsza to wiadomo. Druga to forsowany przez wodza chłopak Biedronia oraz trzecia- Joanna Szajbus-Bajbus Schuering-Wielgus (tu mamy do czynienia z bardzo ciekawym i być może nielegalnym przypadkiem, bo pani Joanna oficjalnie należy do partii „Teraz!” Ryszarda Petru, która nie jest w koalicji z Wiosną, żeby nie obowiązywał ich wyższy próg wyborczy, a mimo to startuje ona z list „Wiosny”, nie będąc formalnie jej członkiem). Według mnie- pani Wielgus (obok Sławomira Nitrasa) w ostatnich latach najbardziej przyczyniła się do spadku jakości polskiego parlamentaryzmu. Sejm powinien być poważnym i elitarnym miejscem, gdzie dyskutuje się merytorycznie i na wysokim poziomie. Dzięki takim osobom jak Wielgus- polski parlament to obecnie mieszanka cyrku, targowiska i meczu piłkarskiego. Dlatego to nawet dobrze, że pojedzie ona na 5 lat do Brukseli, bo przynajmniej nie będzie wykonywać „popisów” na Wiejskiej.

Partia „Wiosna” obecnie jest w defensywie. Początkowo dawano jej 16% poparcia, obecnie to już około 10%, na jesień (do sejmu) prawdopodobnie będzie jeszcze mniej. Robert Biedroń trawiony jest przez syndrom Ryszarda Petru, czy syndrom atrakcyjnej kobiety w klubie tanecznym. Gdy nikt go nie znał „z gadki” (tylko z retuszowanych graficznie zdjęć i laudacji w zaprzyjaźnionych mediach), to poparcie miał wysokie, ale z każdą głupkowatą i nieprzemyślaną wypowiedzią- czar coraz bardziej pryskał. Biedroń, podobnie jak Petru- lepiej wygląda, niż mówi. Minął efekt świeżości, a partią targają skandale. W Lublinie jeden z (byłych już) działaczy ujawnił przerażający mobbing, który do dnia dzisiejszego jest ignorowany przez Biedronia. Sam Biedroń wcześniej zachował mocno „tolerancyjną” postawę podczas skandalu pedofilskiego w słupskim Ratuszu (w dodatku kłamał, że zrobił w tej sytuacji wszystko, co mógł). Pani Schuering-Wielgus z kolei obecnie boryka się obecnie z krytyką ze strony miłośników zwierząt, gdyż sama oddała do schroniska swoje 2 psy (tłumacząc się alergią, o której jednak wiedziała w momencie, gdy te psy kupowała). Wiosna według mnie zdobędzie z 5 mandatów w nadchodzących wyborach, ale na dłuższą metę- podzieli los „Nowoczesnej”, czyli stanie się przybudówką Platformy.


Teraz chwilę o POKOKOD, czy jak to się teraz nazywa. Zdecydowano, że Platforma Obywatelska zostanie poszerzona o wszystkich chętnych, których głównym celem jest zastąpienie PiSu przy korycie. Poglądy i przeszłość nie mają żadnego znaczenia. Najpierw wchłonięto „Nowoczesną”, która (w przypadku startowania osobno) odbierałaby głosy Platformie, ponadto partia jest bankrutem i trzeba się jej jak najszybciej pozbyć z rejestru, aby przerzucić zadłużenie na skarb państwa i męża posłanki Gasiuk-Pihowicz, który przepisał na nią cały majątek, a sam pewnie ogłosi upadłość konsumencką. Następnie wchłonięto Barbarę Nowacką i „Zielonych”, aby zasygnalizować, że nie ma sensu głosować na „Wiosnę”, bo w POKO lewaków pod dostatkiem. Kolejnym „skalpem” było wchłonięcie postkomuchów z SLD, uśmiechając się do (wymierającego ze starości, ale zdyscyplinowanego) elektoratu post-stalinowskiego. Ten mariaż zaowocował wysokimi miejscami na listach dla takich komuchów, jak Miller, Cimoszewicz i Czarzasty. Następnie wchłonięto PSL, co było zagrywką mocno kontrowersyjną i ryzykowną. Samo POKO może na tym lekko skorzysta, wyciągając dla siebie trochę „betonowego” elektoratu wiejskiego, natomiast PSL mocno na tym straci (pewnie bez problemu przekroczyliby próg wyborczy startując osobno, a tak uzależnili się od Platformy, w dodatku zrażą do siebie wielu konserwatywnych i wiejskich wyborców, którzy trwale przejdą do PiS, więc potencjalny rozwód PSL i POKO prawdopodobnie byłby końcem PSLu). W ostatnich tygodniach do koalicji dołączyły takie dziwne twory, jak: KOD i tzw. „Obywatele RP” (czyli wyborcy PO i SLD), Barbara Nowacka (po raz drugi), organizacja „Wolne sądy” (która mieni się „apolityczną”), koło „Unia Europejskich Demokratów” Misia Kamińskiego, Jacka „heil Hitler” Protasiewicza i  Stefana „jurnego” Niesiołowskiego (który w marcu o swym nowym szefie, Grzegorzu Schetynie powiedział: „odrażająca kreatura„). Całość Koalicji uzupełniono o ‚ekologiczne’, feministyczne, proimigranckie i pro-gejowskie organizacje lewackiej ekstremy, zarządzane przez Sorosa. Ponadto z 4-letniej kwarantanny wyciągnięto kilka starych, skompromitowanych osób, jak Radek Sikorski (ponoć Sienkiewicz i Nowak też się ubiegali o miejsca na listach, ale ich odpalono, bo akurat kadr chętnych na koryto POKO ma pod dostatkiem).

O programie politycznym POKOTu z oczywistych względów nie ma co pisać, bo go po prostu nie ma. Członkowie Koalicji mają poglądy „od Sasa do lasa”, a łączy ich tylko zapał do zainstalowania swoich ryjów przy korycie (więc naturalnie nienawiść do tych, którzy teraz odbierają im miejsce przy tymże korycie). Koalicja Europejska to gospodarczo: lewicowi socjal-liberałowie centroprawicowi, a światopoglądowo: lewaccy konserwatyści patriotyczno-ojkofobiczni. Brak programu maskowany jest głównie na dwa sposoby- gadaniem w kółko o PiSie oraz górnolotnymi, utopijnymi sloganami, jak: Europa, wolność, praworządność, OTUA, służba zdrowia, pomoc niepełnosprawnym, walka z pedofilią w kościele, niższe podatki, inkubatory i klastry europejskie oraz inna, chamska kiełbasa wyborcza. Konkretów oczywiście brak. Nawet w „latarniku wyborczym”, który robiony jest przez sprzyjające im kręgi polityczne- nie potrafili wprowadzić swoich poglądów na dane kwestie. Imigracja? Za, a nawet przeciw. 500+? Za, a nawet przeciw. Roszczenia Żydowskie? Za, a nawet przeciw. Aborcja? Za, a nawet przeciw. Kościół? Za, a nawet przeciw. De facto zrobią oni wszystko to, co nakaże im Berlin i Moskwa (czyli legendarne Kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym). Smutne jest to, że Koalicja, która nie ma żadnego programu, ani wizji- posiada aż tylu wyborców. Są to na ogół wyhodowani przez TVN i GW podstarzali fanatycy, wyrażający się ciepło o PRL, zakompleksieni wobec zachodniej Europy, których łączy nienawiść wobec PiSu. Problem jest taki, że partii krytykujących PiS jest pełno (praktycznie wszystkie, poza samym PiSem), więc na dłuższą metę taka strategia nie może być owocna.

Ciekawy jest przypadek Michała „TW Znak” Boniego, który w mijającej kadencji wsławił się wieloma antypolskimi dokonaniami. W marcu dowiedział się on, że znajdzie się dopiero na piątej pozycji na liście wyborczej (za np. myszką-agresorką i TW „Carexem”). Początkowo Boni strzelił focha i wpadł w depresję (patrz poniższy tweet). Chwilę później chyba próbował szantażu, pisząc całkiem mądre rzeczy, choć o 5 lat za późno (np. „Gdyby to zależało ode mnie, nie likwidowałbym OFE. Uważam że popełniliśmy błąd, ratując pieniędzmi z OFE bieżący bilans budżetu„). Schetyna jednak pozostał nieugięty, nie dał Boniemu wyższego miejsca na listach, z kolei sam Boni chyba uświadomił sobie, że jest skazany na POKO, bo nic innego nie potrafi w życiu robić, więc zakasał rękawy, prowadzi kampanię i walczy o głosy z pozycji nr5.


Akapicik należy się Brexitowi. Już 2 lata temu pisałem, że do niego nie dojdzie, bo demokracja demokracją, ale ważne decyzje muszą być podjęte przez „kapitułę”, a nie jakiś „faszystowski” motłoch przy urnach. Jeszcze 2 miesiące temu oficjalną wersją było normalne przeprowadzenie Brexitu, a więc brak eurowyborów na terenie Wielkiej Brytanii (skoro opuszczają UE, to nie należą im się europosłowie). Jak to w UE bywa z ważnymi decyzjami: „ktoś” (nie wiadomo kto) zdecydował o podziale zwolnionych miejsc po europosłach brytyjskich. Zrobiono to według niewiadomej metodologii, w której trudno dojrzeć jakąkolwiek logikę. Polska miała dostać jednego dodatkowego europosła, a niewiele większa Hiszpania- pięciu, z kolei 8-krotnie mniejsza od Polski Irlandia- dwóch. Obecnie Polsce przysługuje 52 europosłów, czyli jeden na około 730.000 mieszkańców. Z kolei np. Estonii przysługuje siedmiu, czyli jeden na 185.000 mieszkańców. Kto to rozdziela i według jakiego klucza? Parafrazując Lecha Bolęsę- „samo interesowanie się tym- jest zbrodnią„. Na koniec, jak można było się spodziewać, okazało się, że Wielka Brytania jednak nie wyjdzie z UE, więc normalnie odbędą się tam eurowybory (co ciekawe- będą one dzisiaj, czyli w czwartek, podczas gdy w innych krajach odbędą się dopiero w niedzielę). W brytyjskich sondażach zdecydowanie prowadzi „Patria Brexit” Nigela Farage, z poparciem około 36% (kolejne partie mają po 18% i mniej). Korzystając z doświadczenia- zostanie to zinterpretowane (przez różnych Sorosów, Junckerów i innych Szechterów) tak, że skoro partia Brexitu popierana jest przez 36% ludzi, zatem automatycznie cała reszta (64%) go nie chce, więc należy „demokratycznie” brexit anulować. W Polsce od dawna obecne jest straszenie brexitem, który jest wrotami piekieł. Wśród lewaków notorycznie mówi się, że po potencjalnym brexicie wszyscy Polacy z dnia na dzień musieliby opuścić Albion. Ja mam więc takie pytanie techniczne. Mnóstwo ludzi w UK to murzyni, Hindusi, Arabowie i inni, którzy przyjechali tam spoza UE (i spoza byłego Imperium Brytyjskiego). Dlaczego oni mogą tam legalnie przebywać i pracować, a Polacy po brexicie niby mają zostać wyrzuceni?


Na koniec trochę wróżbiarstwa. W ostatnich wyborach wyniki były następujące: POKE (licząc z osobna wyniki partii: PO, PSL, SLD, TREP i Zieloni) łącznie uzyskało aż 51.5% głosów, co oczywiście jest wynikiem nie do powtórzenia. Teraz (w koalicji) zdobędą jakieś 32%, czyli stracą około 20%, co oczywiście, zgodnie z zasadą „podtrzymywania bojowego nastroju wśród lemingów”- uznane będzie jako wiekopomny sukces (gdyż nie przegrają z PiS, a Buzek dostanie najwięcej głosów). PiS ostatnio zdobył 32%, ale kolejne 7% zdobyły „przybudówki” Gowina i Ziobry, które w 2014 roku z niewiadomych przyczyn startowały osobno i nie przekroczyły progu. Teraz startują razem, ale raczej nie dostaną więcej, niż 32%. Czyli też de facto stracą, choć europosłów będą mieli tyle samo. Korwin i Ruch Narodowy w 2014 roku dostali łącznie 8.5% i wydaje mi się, że teraz ich spadkobierczyni (Konfederacja) może liczyć na podobny, albo nawet lepszy rezultat.

Moja prognoza:

PiS: 32%

POKO POKO Euro spoko: 32%

Konfederacja: 11%

Wiosna: 10%

Kukiz’15: 3%

Lewica Razem: 3%

Ruch 11 Listopada psychopastora Chojeckiego: 0.01%

Pozostałe komitety i głosy nieważne: 8.99%


RacimiR, 23.05.2019

PS: Wszyscy na wybory!

PS2: To czwarty najdłuższy tekst (spośród około 400), który się tutaj ukazał.

A na koniec coś z zupełnie innej beczki- casting na nazwę zespołu rockowego:

28 myśli w temacie “Konfederacja, eurowybory i „samiwieciekto”

  1. Trochę mnie dziwi Twój zachwyt na tym tworem tzn. Konfedercją. Jesteś już dużym chłopcem, niejedno w życiu widziałeś a tak się tym podniecasz. Przy pierwszej lepszej kwestii światopoglądowej typu np. aborcja itp. to coś jebnie. Za dużo zbieraniny, przypadkowych osób, liderzy o różnych poglądach i z różnych środowisk. Coś ja KE tyle, że z prawej strony.

    od RacimiR: Bez przesady, zróżnicowanie poglądowe jest dużo mniejsze, niż w KE, praktycznie wszyscy są przeciw aborcji, za to nie ma ani jednego, który za aborcję oddałby życie i robił z niej niezbędny krok do cywilizacyjnego postępu.
    Skoro nie Konfederacja, to kto lepszy?

  2. LPR była dobrą partią ale była zainfekowana przez agentów z Giertychem na czele którzy ją rozwalili (aczkolwiek ich elektorat przejął PiS).
    Drogę POPiS-u do władzy utorował SLD poprzez aferę Rywina ale i inne różnego rodzaju aferki (np. afera starachowicka). Co ciekawe do upadku SLD poprzez Rywina mocno przyczynił się Michnik (wtedy SLD i Wyborcza nie lubili się) i nagrał rozmowę z Rywinem który miał za pośrednictwem SLD złożyć korupcyjną propozycję (ciekawe czy gdyby wiedział że SLD upadnie w kontekście dzisiejszej polityki to ujawniłby tą aferę). W 2005 roku z niewielką przewagą wybory wygrał PiS z wynikiem 27%, PO miała 24% aczkolwiek te partie do tego roku były w dobrych stosunkach i planowały stworzyć rząd więc wtedy nie ważne było kto wygra bo i tak te partie będą rządzić. Partie te pokłóciły się o obsadę stołków, tak zaczął się ich konflikt który trwa do dziś.
    Co do SLD to ta partia postPZPR-owska początkowo odcinała się od lewactwa, towarzysze niechętnie patrzyli chociażby na małżeństwa homo a przynajmniej odcinali się od tych pomysłów, nawet dosyć konserwatywni byli w tych sprawach. No ale PZPR-owscy aparatczycy już odchodzą więc partia poszła w stronę lewactwa.
    Jeśli chodzi o PiS to uważam że choć jest to słaba i ulegająca partia to jednak sądzę że w PiS-ie są ludzie patriotycznie nastawieni którzy chcą dobra Polski. Myślę że jeśli do władzy w tej partii dojdzie nowe pokolenie to PiS zmieni się, będzie to partia bardziej walcząca o polskie interesy, partia bardziej patriotyczna. Na ten moment najlepszy i najbardziej realistyczny scenariusz to byłby po wyborach jesiennych koalicyjny rząd PiS-Konfederacja

    od RacimiR: PiS niewiele różni się od PO. Trochę mniej kradną (zaoszczędzone pieniądze przeznaczają na socjal) i trochę bardziej lansują się z Żołnierzami Wyklętymi. Reszta to samo, z kłamaniem w żywe oczy na czele (w tym przypadku udają, że nie ma problemu roszczeń i imigracji, choć wszyscy widzą, że te problemy jak najbardziej istnieją).

    • PiS uznaję za mniejsze zło ale przynajmniej jeśli chodzi o sprawy światopoglądowe to jestem pewny że nie wprowadzi związków partnerskich, eutanazji czy nie złagodzi prawa aborcyjnego (tym bardziej że oberwało mu się że go nie zaostrzyli).
      PS: Oczywiście dobrze by było gdyby Konfederacja uzyskała dobry wynik wyborczy, najlepiej przed Wiosną a PiS nawet minimalnie wygrał z KE aby nie dodawać im wiatru w żagle. Dobrze by też było gdyby Kukiz’ 15 przekroczył próg wyborczy.

  3. Tylko Konfederacja 🙂 Tylko! Raz – wysyłamy kwiat ekstremy – to nie żart, jako anarchista uważam konfederatów za ułomów, kompletnie bez refleksji nad spodziewanym zyskiem/stratą. Dobrzy, solidni półdebile-żołnierze, idealni do reprezentowania ogółu Polaków na obcym boisku. I koniecznie trzeba ich wysłać do EU! Cytat z Mikołajka wiecznie żywy: Ponieważ więc książę(tu suweren-ogół Polaków) obowiązany jest umieć używać bestii, powinien sobie wybrać lisa i lwa, lew bowiem nie poradzi przeciw sieciom, lis nie poradzi przeciw wilkom. Należy więc być lisem, aby się poznać na sieciach, i lwem, aby odstraszać wilków. Wysyłając ekstremę, jak Korwin, Braun, Liroy, z ich dość wesołymi pomysłami,do tego (sic!) korwinowskim, nad wyraz starannym nawiązywaniem do słów Kato Starszego, że EU należy zniszczyć, wysyłamy sygnał całej postępowej europeejskiej lgbtqwerty ludzkości, że mamy centralnie w dupie ich postęp. Że ciepłą uryną podlewamy ich zafałszowaną i pigmentalnie uposażoną rzeczywistość. Problem polega jedynie na tym, że do wyborów parlamentarnych nie ma nikogo w roli lisa, bo te wymydlone partyjki, te zgraje cwaniaczków, dętych intelektualistów lewicowych, z całym szacunkiem, ale są niewiele warte w starciu z czosnkowymi. Wciąż się łudzę, że powstanie twór, który będzie reprezentował tę większość, która ma wyjebane na dotychczasowy establishment. Płonne to nadzieje, wiem, bo ci, co faktycznie stanowią o sile tego kraju, harując na swój i swoich bliskich byt, nie mają czasu na pierdy okołopolityczne poza rzecz jasna narzekaniem i odwiedzaniem takiej dobrej publicystyki, jaką na przykłąd mam przyjemność czytać u Ciebie. Nie ma i nie będzie lisa RacimiRze, niestety. Może w kolejnym pokoleniu… oby-choćby, tego sobie i Tobie życzę

    od RacimiR: Nie przesadzaj z tą ekstremą. Konfederacja to dużo mniejsza ekstrema, niż POKO, nie mówiąc już o Wiośnie czy Razem. Jakubiak , Liroy, Wilk, Bosak czy Winnicki to wręcz konserwatywne centrum. Trudno znaleźć choć jedną ich kontrowersyjną wypowiedź, a gadają bardzo dużo od lat.
    Czy potrzebny nam Lis kiedy my mamy rację w sporze z Żydami? Lis jest potrzebny Żydom, bo im się ta kasa nie należy, więc bez lisiego chachmęcenia się nie obejdzie. A my? Wystarczy konsekwentnie powtarzać swoje silne argumenty. Na pewno Konfederacja lepiej sobie poradzi z Żydami, niż PiS, który ulega im na wszystkich frontach, buduje muzea, remontuje cmentarze, a ci w podzięce opluli im ambasadora i zwalili winę za to wydarzenie na legendarny polski antysemityzm (że niby ten, co opluł miał pełne prawo być wkurzony na Polaków). Nie mówię, że Konfederacja to ideał, ale w porównaniu z konkurencją- wypadają najlepiej.
    Konfederacja na pewno nie weźmie całej władzy, a przynajmniej jeszcze nie w tym roku. Jako 10% element kontrolujący sprawdzą się na Wiejskiej bardzo dobrze. A w Brukseli? kogo to obchodzi, przecież tych europosłów i tak nikt nie słucha, bo i po co?
    Negocjatorem do spraw stosunków z Żydami zrobić Grzegorza Brauna (z Szewachem Weissem jako jedyny w Polsce- poradził sobie wyśmienicie). Jak będą kozakować to nałożyć sankcje na izraelskie firmy, które w ostatnim czasie zainwestowały w Polsce fortunę. Cywilizacja żydowska uznaje tylko twardych rywali, a polityka prowadzona na kolanach (którą od dekad prowadzi POKOPiS) tylko zachęca ich do sprzedania nam soczystego buta w mordę z koszernej stalkapy, ot tak dla rozrywki, bo z góry wiadomo, że ich jeszcze za to przeprosimy.

    • RacimiRze, właśnie lis nam jest niezbędny. Lwa zaprezentują Konfederaci, oni są wręcz niezbędni w europejskim parlamencie. Natomiast w starciu z czosnkowymi potrzebujemy ludzi cynicznych, chamskich, ale w granicach prawa się poruszających. Nie wolno, absolutnie, bawić się w otwartą konfrontacje, potrzebujemy cyników, wykorzystujących choćby najmniejsze potknięcie ideologów nurtu ustawy 447. Wszystko w ramach litery prawa, które ma wiele luk, a nasz język taki piękny i można dorobić kilkadziesiąt znaczeń do dowolnej wypowiedzi. I tłumaczyć się tłumaczeniem. Mataczyć, zbijać argumenty, a potem miękko atakować argumentami wyrwanymi z cytatów adwersarzy. Co jak co, ale to powinniśmy umieć, bo jesteśmy cholernymi Słowianami, a słów wykształciliśmy zdecydowanie więcej.
      Ad rem… zagłosuję na Konfederację, choć jak wyżej pisałem nie spodziewam się cudów. Te muszą powstać w Polsce, czy się uda, śmiem wątpić…

      od RacimiR: A Grzegorz Braun zły w tej roli? Cynik do kwadratu, judeorealista, elokwentny, kulturalny, inteligentny, język polski i historia opanowane do poziomu arcymistrzostwa. Praktycznie z kim by nie stanął do debaty to zostaje z niego czerwona plama. Na pewno byłby skuteczniejszy, niż Gliński, Czaputowicz czy inny Brudziński, którzy by tylko przepraszali i fundowali jakieś geszefty z kieszeni podatnika. Dobry byłby też Michalkiewicz (chyba jeszcze większy cynik od Brauna, w dodatku z wielkim poczuciem humoru), ale nie wiem, czy chciałby on się angażować w bezpośrednią politykę, chyba odpowiada mu rola zaangażowanego komentatora (choć nieraz przemawia się na konferencjach prasowych Konfederacji).

  4. Dzień dobry, osobiście myślę że można zaproponować 3 opcję odpowiedzi w stosunku do roszczeń – chcecie roszczenia ? spoko damy wam pieniądze ale pod warunkiem że my wam wystawimy rachunek za utracony majątek związany z pomocą Żydom w czasie 2 wojny światowej bo jakby nie było to też na tym straciliśmy całkiem sporo
    Z góry zaznaczam że nie mam żadnego wykształcenia ekonomicznego i moje luźne przemyślenia mogą być czystą fikcją więc proszę o przymrużenie oka. Mój pomysł jakby można było wyliczyć nasze roszczenia wygląda z grubsza tak :

    1. za przyłapanie na pomocy Żydom w czasie wojny ginęła cała polska rodzina i cały jej majątek ginął
    2. w tamtych czasach pewnie już istniały jakieś statystyki ile taka jedna rodzina zarabiała w ciągu roku i ile tego oddawała państwu oraz pewnie już były jakiś przewidywania odnośnie średniej długości życia
    3. więc mój pomysł : uśredniona ilość pieniędzy oddawanych państwu w ciągu roku przez polskie rodziny x dajmy na to 30 lat (zakładając że przez tyle lat jeszcze by takie rodziny płaciła podatki) x ilość pomordowanych rodzin + wartość majątku tych rodzin, czyli ich gospodarstwa, sprzęty itp. Oczywiście tutaj dokładając różne czynniki ekonomiczne typu inflacja itp ale jak wcześniej wspominałem niewiele mam wspólnego z tematem ekonomii
    4. wystawić rachunek

    Jeśli ten pomysł jest nierealny to trudno, ale dla samego wyobrażenia sobie tego szoku i wrzasku ze strony Żydów o antysemityzmie było by warto 😀

    od RacimiR: Opcji obronnych jest wiele, sam nawet pisałem specjalny tekst o tym (zwał się ‚Fortyfikacje Obronne przed roszczeniami żydowskimi’, czy jakoś tak), trzeba tylko zacząć ich używać, czego nigdy nie zrobił PiS.

    • Faktycznie ciekawe pomysły i myślę że takimi najbardziej chwytliwymi i działającymi na wyobraźnię Polaków, byłyby te z odbiciem piłeczki jeśli chodzi o roszczenia oraz ten dokument potwierdzający spłatę długów.
      Po prostu zachować się cynicznie i wyrachowanie wykorzystując mentalność „Janusza i Grażyny” znacznej części społeczeństwa i tyle. Te dwa argumenty w najszybszy i najprostszy sposób trafiły by do dużej części społeczeństwa i najbardziej by ich to zainteresowało.

    • Co do roszczeń to jest jeszcze jedno – Netanjahu nie dał rady stworzyć rządu, w wyniku tego pod koniec maja wybrany 9 kwietnia Kneset dokonał samorozwiązania. Kolejne wybory parlamentarne w Izraelu 17 września. Na początku października prokurator generalny Izraela ma postawić Netanjahu oficjalnie 3 zarzuty korupcyjne, w związku z tym obecnemu premierowi Izraela grozi więzienie. Kampania w tych ponownych wyborach będzie dla niego walką na śmierć i życie. Dlatego spodziewam się że ze strony izraelskich polityków wielokrotnego podnoszenia sprawy uroszczeń i różnych oszczerstw, inwektyw pod naszym adresem.

      od RacimiR: Mam dokładnie te same spostrzeżenia. Netaniahuj będzie „bronił się” przez zarzutami o korupcję poprzez wściekłe ataki na Polaków, co być może napędzi elektoratu dla Konfederacji. W jesiennych wyborach problemem może być PSL, który odkleił się od POKO i teraz udają wielkich konserwatystów. Pewnie nie zdobędą wielu głosów, ale mogą odebrać kluczowych wyborców prawicy, która przez to znów nie przekroczy progu.

  5. zgadzam się z komentarzem pod tym artykułem
    http://xportal.pl/?p=34638
    „Mniejszym złem było dalsze trwanie rządów PO.
    Dlaczego?
    Tylko i wyłącznie dlatego, że nastrój ulicy, potencjał rewolucyjny, tendencja wśród młodych itp. itd. była wówczas po stronie prawych sił.
    PIS nie zrobił nic pozytywnego (nie mógł zrobić – patrz wyżej) ale swoimi działaniami dodatkowo otworzył puszkę pandory postmodernistyczego libero-lewactwa, uaktywniły się środowiska pro-aborcyjne, genderowe itd.”

  6. „Tekst jest bardzo długi, miało być zwięźle, ale się nie udało.”
    „Tego dnia byłem w Warszawie na meczu wyjazdowym Legia-Ruch, to była zresztą ostatnia kolejka sezonu 2013/14. Legia (dużo silniejsza, niż ta dzisiejsza) już wcześniej zapewniła sobie mistrzostwo. Wygraliśmy 2:1 na wyjeździe, zdobywając 3 miejsce w Polsce (obecnie Ruch = 3 liga).”

    No nic dziwnego, że się nie udało :DDDDD

    od RacimiR: ‚Rys historyczny’ musi być 😉

  7. https://wiadomosci.wp.pl/theresa-may-zrezygnowala-zdecydowany-faworyt-do-zajecia-jej-miejsca-6384426985924226a
    A jednak nie wszystko stracone w sprawie BREXIT-u ? Theresa May odchodzi ze stanowiska premiera, najpoważniejszym kandydatem do jej zastąpienia jest Boris Johnson zaciekły zwolennik BREXIT-u, nawet jeśli miałby być to twardy BREXIT bez umowy

    od RacimiR: Nie wypuszczą ich tak łatwo, zbyt wiele jest wpływowych kręgów, które tego Brexitu nie chcą. .

  8. Witaj RacimiR!!!
    Tekst jak zwykle bardzo dobry, prawdziwy i wnikliwy!
    Pomijając wszelkie partyjne niuanse, które świetnie podkreślasz i demaskujesz chciałbym w swoim komentarzu skupić się na 2 kwestiach.
    Po pierwsze przerażająca jest świadomość, że przed żydowską grabieżą wiszącą nad Polską nic i nikt nas nie obroni a sądząc z przeróżnych „przecieków” i zachowań rodzimej sceny politycznej sprawa jest zaklepana i czeka do możliwie cichego odpalenia po wyborach! Podejrzane wizyty żydowskich delegacji i potajemne obrady i spotkania dobitnie świadczą, że pętla się zaciska!!! A Polacy jak ta żaba w podgrzewanej wodzie wreszcie się ugotują nawet tego nie zauważywszy!! Nie wiem do prawdy co powinniśmy w tej sytuacji robić ale wiem, że jeśli zostaniemy sprzedani Żydom to skończy się to regularną wojną w Polsce włącznie z interwencją „zaprzyjaźnionej” Bundeswehry! Obym był złym prorokiem!
    Po drugie chwalona przez Ciebie Konfederacja pozornie rzeczywiście jawi się jako swego rodzaju „odtrutka” na beznadziejność, sprzedajność i głupotę panoszącą się w polskiej polityce i bardzo bym chciał aby takie remedium wreszcie się znalazło! Jednak osoby kandydujące z list Konfederacji jakoś zupełnie mnie nie przekonują! Weźmy choćby Pana Bosaka, Berkowicza (wygłupy z jarmułką!) czy wspomnianą niezbyt dobrze nawet przez Ciebie Kaję Godek! Pomijam zawsze przegranego i głoszącego równie idiotyczne (w dużym stopniu) co nierealne hasła Korwina Mikke!!! Delegacja tej partii zupełnie do mnie nie przemawia mimo, że trochę interesuję się naszą sceną polityczną.
    Co mają wobec tego powiedzieć wyborcy co to żadnej gazety nie przeczytali od paru lat, internet znają ze słyszenia a wiernie oglądają jedynie kretyńskie seriale masowo serwowane durnemu ludowi?
    Czekam z utęsknieniem na wejście do polityki siły uniezależnionej od nakazów i ustaleń „okrągłego stołu” i likwidację post PZPRowskich popłuczyn i ich progenitury ale obawiam się, że niestety Konfederacja to nie jest jeszcze to na co wielu Polaków czeka!
    PS
    Co do projektu „WypierPol” zgadzam się w 100%, jest to jedyna droga do wyrwania się z upadającego euro kołchozu i powinno się go zacząć realizować „od zaraz” problem jedynie w tym, że NIKT w Polsce nie zdobędzie się na takie działania!!!
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    od RacimiR: Niemożliwe jest, aby każda osoba z danej partii pasowała wyborcy. W Konfederacji nie wszyscy są super, ale większość wg mnie tak. To i tak lepsza sytuacja, niż w przypadku wyborców POKO, którzy głosują przeciwko PiSowi i na ogół nie potrafią wymienić ani jednego dobrego polityka PO.

  9. Wyniki exit poll z ostatniej chwili PiS 42%, KE 39%, niestety Wiosna wchodzi, ale też dobry wynik Konfederacji która mu ciut mniej niż Wiosna którzy dostali na ten moment około 6%. Frekwencja była rekordowa bo aż 43% (5 lat temu było o 20% mniej), zapewne ze względu na frekwencję Konfederacja jest punk procentowy więcej niż próg. Szkoda że Kukiz’15 nie wszedł.

    od RacimiR: Wg mnie dobrze, że Kukiz nie wszedł, teraz będą pod presją aby na jesień wstąpić do Konfederacji. A jak tego nie zrobią to dostaną 1%.

  10. I wszystko jasne, co mnie niestety smuci 6% ze ma konfederacja, a kukiz15 tylko 4% i sie nie dostał (a mogl wejsc w koalicje w sklad konfederacji).
    Nie dziwi mnie wynik pisu 42%, wszak wszelkie 500+ i kampania propagandowa prrania mozgow rezimowej tv zrobila swoje.
    Dziwi mnie natomiast 39% wynik koalicji euro-pejs-kiej (jakby ludzie zapomnieli co sie dzialo przez 8 lat rzadow popsl zwlasza nieskończenie duza liczba afer, ograbienie Polaków z OFE, i totalnie beznadziejna sytuacja na rynku pracy.
    Jeszcze bardziej dziwi wynik wiosny 6%, parti komercyjnego pedała ktora w zasadzie nic nie oferuje poza byciem przydupasem po, wszak nie chce mi sie wierzyć ze ludzie oddali na to towarzystwo glos.
    Z przykrością musze stwierdzić ze 90% polakow to glupcy, a wsrod nich wyborcy poko wiosny glupcy totalni. Glosujacy na pis przynajmniej kierowali sie swoim portfelem, wszak jak placa wysokie podatki przynajmniej panstwo wspomaga finansowo ich dzieci.
    Co do nieszczesnych roszczeń zydowskich i naplywu imigrantow nie mam wątpliwości ze to sie zmaterializuje (zlotowka kurs poleci na leb na szyje, inflacja dwucyfrowa).
    Chyba czeka kolejna masowa emigracja, tylko gdzie?

    od RacimiR: Z tą inflacją niezły pomysł, gdyby wszystko wzięło w łeb i trzeba było coś płacić haracz. Zapłacić go w złotówkach, a potem wydrukować 10 razy tyle złotówek dla siebie 🙂 No ale przedsiębiorstwo holokaust raczej w twardej walucie będzie chciało.

  11. wymiotować mi sie chce marne 6 % konnfederacji, a na pieprzoną jesień zapoiada się że pisiory albo przegrają albo będą mieć rząd mniejszościowy

    od RacimiR: Już mają niecałe 5%, oby nie skończyło się katastrofą. Wielka szkoda, że Kukiz nie chciał się dogadać z Konfederacją- teraz mają po 4% co zupełnie nic im nie daje. Ten Gwiazdowski też potrzebny był jak dziura w moście, gdzieniegdzie dostał powyżej 1%. Gdyby to wszystko zsumować to byłoby z 10%, a tak mają figę z makiem.

  12. No i po zliczeniu 99% PiS ma 45%, KE 38%, próg przekracza jeszcze Wiosna z wynikiem 6%, niestety Konfederacja nie wchodzi gdyż ma 4,6%. Kukiz’15 znika, Lewica Razem nie istnieje.
    Frekwencja ostatecznie ponad 45% czyli rekordowo duża, do tej pory w tych wyborach szły głównie duże miasta, tym razem do wyborów poszła też wieś i małe miasta. Moim zdanie wysoka frekwencja przyczyniła się do tego że dwie główne siły zdobyły razem około 80% głosów, widać że w Polsce mamy system dwupartyjny, trzecia siła czyli lewacka Wiosna ledwo przekracza próg, prawdopodobnie gdy w parlamentarnych będzie jeszcze wyższa frekwencja (moim zdaniem będzie około 60%) to żadna trzecia partia nie wejdzie do Sejmu.

  13. No cóż magdalenkowa partia Popis trzyma się dobrze…
    Tyle dobrego że Szlezwig Holstein, Myszka Agresorka, Rosati, Lewandowski, Boni czy Halicki będą mogli Bruskelę polizać przez szybę.

  14. Zgadzam się z rychem pijakiem.Z Konfederacją było niestety do przewidzenia. Jakim trzeba być kompletnym idiotą ,żeby przed wyborami pieprzyć jak obłąkany. Mówię o Korwinie , który parę dni przed wyborami krzyczał ,że wolałby żeby jego córka była klepana po pupie przez ksiedza pedofila niż miała lekcje o wychowaniu seksualnym w szkole. Coś go ta męska inteligencja strasznie wręcz zawodzi. Nastepnym kretynizmem były wypowiedzi Brauna ,który krzyczał o batożeniu gejów. Sorry ale Polska nigdy nie karała homoseksualistów i takie wypowiedzi są strzałem w kolano. Karoń u Roli aż się łapał za głowę nie mogąc uwieżyć ,że tak inteligentny, oczytany facet jak Braun może takie farmazony upubliczniać. Jestem przeciwko lgbt ale to co Braun wygadywał nie zasługuję nawet na komentarz. Czy oni nie zdają sobie sprawy że większość ludzi nie znosi skrajnego radykalizmu, i tego z lewa jak i tego z prawa. Do tego debilne zachowanie z jarmułką. W sporze z roszczeniami żydowskimi potrzeba nam ludzi mądrych a zarazem cwanych , a nie frustratów wymachujących jarmułkami. Jestem pewna ,że Konfederacja zdobyłaby duzo więcej głosów gdyby bardziej kontrolowali to co mówią. Za dużo było kwestii swiatopoglądowych. Gwoździem do przysłowiowej trumny było przyjęcie nawiedzonej Godek, która oprócz wrzasku o zaostrzeniu przepisów aborcyjnych, nie ma nic sensownego do powiedzenia. Czy ta cała Konfederacja nie zdaje sobie sprawy ,że ponad 70% Polaków nie chce zadnych zmian w tzw kompromisie aborcyjnym. Z tych prawie 30 pozostałych procent większośc jest za liberalizacją, a tylko znikomy procent za zaostrzeniem, więc po co to wogóle ruszać. Gdyby ich tzw piątkę konfederacji czyli nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej zmienili na mniej radykalnie hasła np nie godzimy się na roszczenia żydowskie .lgbt, podwyższaniu podatków i dominacji niemieckiej w UE ,a kwestie aborcji zostawili by w spokoju to zdobyliby dużo więcej głosów. Jednym słowem spieprzyli po całości.

    od RacimiR: Wypowiedź Brauna o batożeniu raczej bez echa przeszła, natomiast Korwin bardzo źle zrobił, coraz bardziej wierzę, że on to robi specjalnie. Na szczęście te wybory są gówno warte w realnej władzy i mam nadzieję, że przez kolejne miesiące Konfederacja zrobi dobrą kampanię do parlamentu.

    • Obejrzałem sobie wczoraj w realu24 powyborczy wywiad z Korwinem (https://www.youtube.com/watch?v=WuicHKJynIk) i jedna rzecz zwróciła moją uwagę. W pewnym momencie nazwał siebie „głównym przebojowcem Konfederacji” (po 45 minucie), a na sugestię redaktora, że Braun też jest tak postrzegany, co zrobił Korwin? uznał to chyba za próbę strącenia go z piedestału głównego szokera w Polsce i zaczął gadać totalnie nie na temat, czyli o Hitlerze, który wg niego mógł nie wiedzieć o obozach zagłady. Jasnym więc jest, że on lubi szokować, chce królować w tej dziedzinie i raczej nigdy nie przestanie.
      Ale również w tym wywiadzie odniósł się do kwestii tego, że jeśliby skupić się tylko na gospodarce i olać tematy światopoglądowe, to wtedy dostaje się 1% głosów, o czym świadczy wynik Gwiazdowskiego itp.

  15. Konfederacja nq chwilę obecną pod progiem wyborczym. Polin widać naszym rodakom wcale nie takie straszne. Wojska USA zadbają o bezproblemowe przejęcie Polski przez uciekinierów z Izraela i instalację nowej władzy. Nas czeka los szabes gojów, taniej siły roboczej. Ostatni gasi światło. Dziękuję.

  16. Dziś dziwnie się to czyta. Szkoda że Kukiz się nie dogadał

    od RacimiR: Z Kukizem to największy dramat, bo on dalej nie chce się dogadać 🙁

    • Po tym wywiadzie z Jakubiakiem (https://www.youtube.com/watch?v=mGotql3uzPc) zrozumiałem, że Kukiz chce być jedynym liderem (do tego jako piosenkarz i gwiazda jest przyzwyczajony) a Konfederacja ma wielu liderów i trzeba chodzić na kompromisy. Co w świetle krytykowania przez niego wodzowskiego charakteru jakiejkoliwek partii wydaje się być hipokryzją, skoro sam chce tym wodzem być. Jakubiak nie za bardzo chciał rozmawiać o Kukiz’15 i widać, że mu to nie leży ale takie wnioski wg mnie należy wywnioskować z tej rozmowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *