Cyberbug 2077

Dzisiaj tekst „rozrywkowy”, z zapomnianej kategorii „Na luzie”. Chodzi oczywiście o głośną grę komputerową „Cyberpunk 2077”. Gdy wiele lat temu usłyszałem, że takowa powstaje- postanowiłem, że „bede grau w gre„, gdy tylko się ukaże. Z dwóch powodów: po pierwsze- gra jest stworzona w Polsce, przez firmę CDProjekt RED. Chyba w całej historii Polski nie było nigdy tak, że niemalże cały świat ekscytował się jakimś naszym specjalistycznym produktem. To zresztą główny nasz (i wielu innych krajów) problem gospodarczy. Nie posiadamy dużych firm, które tworzą coś unikalnego, więc zostaje nam tylko rola wyrobników czy poddostawców, dlatego nigdy nie będziemy tak bogaci, jak np. Niemcy, najeżone globalnymi, innowacyjnymi firmami z wszystkich możliwych branż. Gdyby zapytać ludzi w innych krajach „Co eksportuje Polska”- pojawiłyby się odpowiedzi typu ziemniaki, siła robocza, amfetamina, prostytutki czy krasnale ogrodowe. Nagle jednak pojawił się pewien przebłysk, czyli polska gra Cyberpunk 2077. Mówi o niej cały świat, włącznie z Ameryką, Rosją czy Chinami. Skoro więc nasze chłopaki stworzyły takie dzieło, to nie było wyjścia- trzeba zagrać. Drugim powodem było to, że już za małolata miałem styczność z grami fabularnymi w uniwersum Cyberpunka i bardzo miło wspominam te czasy. Wtedy nie było oczywiście wypasionych komputerów, więc granie w Cyberpunka polegało na wyobraźni i umiejętnościach tzw. mistrza gry. Teraz jednak miałem okazję dodać do tego wizję i dźwięk. Co to dużo gadać- napaliłem się na tę grę, jak szczerbaty na suchary. Miała ona pierwotnie ukazać się już na początku 2018 roku, ale CDProjekt wielokrotnie przekładał datę premiery, tłumacząc się tym, że są zbyt poważną firmą, by wypuścić niedoróbkę, dlatego muszą „dopieścić” produkt, aby oczyścić go z wszelkich błędów, bugów i dziur. Jako zaawansowany logik uznałem, że skoro premiera została przesunięta o prawie 3 lata z powodu prac nad eliminacją błędów to produkt będzie od nich całkowicie wolny. Czy tak też się stało? Odpowiedź krótka TUTAJ, a odpowiedź rozbudowana w dalszej części tekstu.

Samo odpalenie gry zajęło mi pół dnia. Na szczęście sprzęt PC mam w miarę dobry, więc nie trzeba było wymieniać połowy podzespołów, aczkolwiek o najwyższych detalach mogłem zapomnieć. Problem pierwszy polegał na tym, że gra wymaga systemu WIndows7 lub Windows10, a ja od lat używam Windowsa8.1, który jest swego rodzaju „zapomnianym dzieckiem Microsoftu”. Jak to jednak mówią informatycy „u mnie działa”, więc polubiłem tego 8.1 i nie miałem zamiaru go zmieniać, tym bardziej, że tam mam poinstalowane milion programów, których reinstalacja na nowym systemie zajęłaby mi chyba z tydzień, rodząc mnóstwo mniej lub bardziej spodziewanych reperkusji. Postanowiłem więc, że kupię sobie osobny dysk twardy, na którym zainstaluję Windowsa10 tylko po to, aby grać w Cyberpunka, a jak skończę to podepnę stary dysk z Windowsem8.1. Pojechałem więc po dysk (75zł i 1 godzina) oraz zakupiłem grę (200zł i 30 minut). Instalacja Windowsa10 okazała się łatwiejsza, niż myślałem (30 minut), nawet klucz z Windowsa8.1 zadziałał, co mnie zdziwiło „na plus”. Zainstalowałem jeszcze sterowniki (30 minut) i mogłem przystępować do pobierania gry (4 godziny, drobne 65 gigabajtów). Gdy włączyłem grę- na dworze było już ciemno, ale moje podniecenie sięgało zenitu.

Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić jest stworzenie wyglądu naszej postaci. W tym celu do dyspozycji dostajemy fajny kreator, gdzie można dostosować praktycznie każdą cechę wyglądu. Niestety- kreator trąci trochę lewactwem, np. kolorów włosów jest kilkadziesiąt, ale 90% z nich to jakieś fiolety, róże czy zielenie. Można też zrobić sobie kobietę z penisem (rozmiar możemy regulować w kreatorze) czy faceta z waginą. Niemniej jednak- jeżeli ktoś chce mieć postać, która nie wygląda jak lewak to (z trudem, ale jednak)- jest to do zrobienia. Samego lewactwa nie zauważyłem w grze aż tak dużo, natomiast mnóstwo jest zepsucia, upadku obyczajów, narkomanii, prostytucji i innych tego typu rzeczy. W Cyberpunka na pewno nie powinny grać dzieci, bo może się to trwale odbić na ich psychice.

Zacząłem grę właściwą, wybrałem klasę Nomada. Pierwsze wrażenia- znakomite. Misja wstępna (na Badlandsach) wolna od błędów, dopieszczona do granic możliwości. Misja druga (ta z „kosiarzami”) również fajna. Ogólnie same misje (przynajmniej te, w które grałem) są wypasione i nie ma się czego przyczepić. Problem zaczyna się w „otwartym świecie”, na ulicach Night City (czyli mega-miasta, w którym toczy się rozgrywka). Producent reklamował, że miasto oraz przebywający w nim ludzie to będzie interaktywny majstersztyk, z niespotykaną wcześniej sztuczną inteligencją. Jak to wyglądało w mojej grze? Może po prostu opiszę chronologicznie moje poczynania.

Mój towarzysz-wspólnik Jackie Welles odwiózł mnie do domu po udanej misji z „kosiarzami”. Aby zakończyć misję miałem za zadanie brzmiące „Poczekaj na otwarcie bramy”. Problem w tym, że żadna brama nie chciała się otworzyć, mimo długiego czekania. Czyli już pierwszy bug. Zadanie do samego końca pozostało niezaliczone, gdyż nigdy nie doczekałem się otwarcia tej bramy (zresztą nawet nie wiem, gdzie miałaby być ta brama). Pomyślałem- no trudno, zdarza się. Wjechałem windą na swoje piętro. Na korytarzu było kilka osób. Z ciekawości chciałem wejść z nimi w jakieś interakcje, aby sprawdzić tę reklamowaną latami sztuczną inteligencję. Niestety- nikt nie chciał ze mną gadać, poza pojedynczymi, schematycznymi i powtarzającymi się krótkimi zwrotami. Pomyślałem, że skoro wszyscy mnie ignorują, to może przysolę komuś w mordę, żeby zobaczyć co się stanie. Napatoczyła się jakaś baba, która dostała gonga. W tym momencie wszystkie okoliczne osoby przyjęły postawę kucno-uszną, czyli tzw. „słowiański przykuc”, połączony z trzymaniem obu rąk w okolicach uszu. Chyba chodzi o to, że się mnie boją, ale wygląda to zupełnie nierealistycznie, zwłaszcza, że często można od nich usłyszeć jakieś chamskie odzywki w stylu Marty Lempart (czyli niby się śmiertelnie mnie boją, ale nagle wymsknie im się „spierdalaj’). No więc wszyscy okoliczni ludzie sobie kucają (będę ich nazywać „kucaczami”). Pomyślałem, że zostawię ich na chwilę w spokoju i odejdę kawałek, a po kilku minutach wrócę. Skoro AI jest taka mądra, to pewnie jak wrócę- już ich nie będzie (schowają się), albo może zadzwonią po kolegów i dostanę w dzban? Gdzie tam. Po moim powrocie dalej kucali. Odszedłem trochę dalej i postanowiłem sprawdzić, czy mogę kogoś zastrzelić. Obiektem był przypadkowo spotkamy, pigmentalnie uposażony dredziarz. Otrzymał on strzał w głowę, po czym dokonał żywota. Wyświetlił mi się komunikat, że policja została zaalarmowana o moim „incydencie”, więc muszę się gdzieś schować, np. we własnym domu. „Realistyka” gry jest taka, że jak kogoś zabijesz (nawet przy wielu świadkach), to wystarczy wejść na chwilę do własnego mieszkania, lub innego „bezpiecznego” miejsca, aby wszystko było OK. Pobiegłem więc do mieszkania, oczywiście po drodze mijając „kucaczy” (ogólnie szacuję, że około 20% populacji Night City to „kucacze”, najczęściej nawet nie wiadomo, dlaczego kucają).

„Kucacze” to stały widok na ulicach Night City

Wszedłem do mieszkania, nie będę się tu rozpisywał, poza jedną rzeczą. W szafie wywieszone były różne elementy garderoby, które posiadały różne właściwości. Wybrałem optymalny strój (który dawał najwięcej pancerza). Problem w tym, że po przebraniu się- na ekranie ekwipunku mój bohater miał… penisa na wierzchu. Był w spodniach i kurtce, ale przez rozporek wystawał mu dyndający kutas. To chyba najbardziej groteskowy bug, jaki w życiu widziałem. Niestety, nie zrobiłem screena, bo nie wiedziałem jeszcze, że będę pisał ten tekst (a gdy stwierdziłem, że będę pisał, to już to się jakoś naprawiło i dorodna faja zniknęła w spodniach). W każdym razie- przez pół gry mój bohater paradował z kutasem na wierzchu. Nie byłem jedynym graczem, któremu się tak zrobiło, poniżej animacja, znaleziona na Twitterze.

Wyszedłem z mieszkania o godzinie 11 rano (po 13 wirtualnych godzinach przebywania tam) i kogo spotkałem przed wejściem? Oczywiście bandę „kucaczy”. Tych samych, co wieczorem, plus kilku nowych. Czyli całą noc kucali pod moimi drzwiami, zamiast się gdzieś schować. Pomijam już to, że po kilkunastu godzinach w tej pozycji wysiadłyby im stawy, ale z drugiej strony- trening czyni mistrza. Zresztą- Night City reklamowane było przez producentów gry jako miasto przestępczości, zepsucia i nikczemności, tymczasem jedna baba dostała z liścia, a świadkowie będą sobie kucali do końca gry. Skoro Night City jest takie złe, to mieszkańcy powinni być oswojeni z brutalnością.

Wyszedłem na miasto. Interakcje z przypadkowymi ludźmi są praktycznie żadne- możemy albo usłyszeć od nich pojedynczy zwrot, albo ewentualnie im jebnąć i wtedy będą kucać (oni i świadkowie). Nagminni są też znikający ludzie, albo znikające głowy czy twarze (np. jak podejdziesz do kogoś blisko, to głowa mu nagle znika). Nierzadko spotkać można „hybrydy”, czyli dwóch ludzi, przebywających dokładnie w tym samym miejscu, co powoduje „przenikanie” ich ciał, np. na zdjęciu poniżej hybryda człowieka stojącego i „kucacza”.

Przeczytałem, że można nabić sobie punkty reputacji biorąc udział w ulicznych strzelaninach z gangsterami. Znalazłem taką strzelaninę, więc chciałem wyjąć spluwę (których miałem w plecaku chyba ze 30) i wyjaśnić gangusów, ale… nie da się. To kolejny bug- nieraz nie możesz wyjąć broni, ani nawet walczyć gołymi rękami, jedyne co możesz to uciec, zanim cię zastrzelą.

Niekiedy też znienacka na ekranie wyskakuje sporych rozmiarów okienko z opisem jakiegoś znalezionego przedmiotu (np. karabinu) i nijak nie idzie tego okienka zamknąć. Zasłania ono pół mapy i po prostu musisz tak grać z tym otwartym okienkiem, licząc, że ono kiedyś samo z siebie zniknie. Niekiedy pomaga też wczytanie zapisu gry.

Po Night City najlepiej podróżować samochodem. To również jest średnio realistyczne. Na co dzień jestem raczej dobrym kierowcą, ale po Night City jeżdżę tak, że co 5 sekund powoduję mniejszą lub większą kolizję drogową, oczywiście bez żadnych konsekwencji prawnych. Minimapa ma tak niewielką skalę, że jadąc autem nie jesteś w stanie reagować na zakręty, bo o tym, że masz skręcić- dowiadujesz się ułamek sekundy wcześniej, więc przy dużych prędkościach przejeżdżasz skrzyżowanie, albo go gorsza- próbujesz w ostatniej chwili skręcić, co często kończy się przejechaniem ludzi na chodniku (w efekcie mamy kilka trupów, 50 nowych „kucaczy” i pościg policyjny na głowie). Ciekawe jest to, że na skrzyżowaniach ZAWSZE jest zielone światło, niemożliwym jest przejechać na czerwonym. Sam samochód niby odnosi straty, ale nigdy nie udało mi się go rozwalić całkowicie. Raz już był mocno poturbowany, ale gdy go opuściłem i chwilę potem wezwałem, to przyjechał jak nowy. Innym razem zjechałem przypadkiem z wiaduktu i razem z samochodem wpadłem do morza (głębokiego na co najmniej kilkadziesiąt metrów). Po wydostaniu się na brzeg wezwałem swój samochód, który przyjechał z drugiej strony, oczywiście suchutki, błyszczący, nic nie stuka, nic nie puka, Niemiec płakał jak sprzedawał…

Limuzyna mojego zleceniodawcy z niewiadomych przyczyn przewróciła się na bok, ale nikt (poza mną) tego nie zauważył

W temacie samochodu- jednym z naszych pierwszych zadań jest rozmowa ze zleceniodawcą, Dexem. Pan Dex przedstawiony został jako „gruba ryba” Night City. Na tym przykładzie opiszę to, z czym mam największy problem w Cyberpunku 2077. Chciałbym „wczuć się w klimat”, zidentyfikować się z postacią i oddać się atmosferze Nocnego Miasta. Na upartego mogę nawet przymknąć oko na wszechobecnych „kucaczy” i milion innych bugów. Spotykam się więc z ważną postacią Dexem w jego limuzynie. Podczas przejażdżki Dex opowiada o szczegółach misji, którą miałbym dla niego wykonać. Wszystko fajnie, rozmowa jest konkretna, tyle że za Dexem jest okno. W tymże oknie widać wieżowce Night City, ale nagle widać w nim… asfalt. Samochód z niewiadomych przyczyn przewrócił się na bok. Co robi Dex oraz ja? Ano nic. Zero reakcji. Samochód dalej jedzie, tyle że na boku. Nie wiadomo nawet, czemu to auto się wydupcyło, bo wszyscy zachowują się tak, jakby dalej jechało na kołach. Dobijamy z Dexem targu, wychodzę z samochodu, a on dalej leży sobie na boku (patrz foto wyżej, brakuje tam tylko kutasa, wystającego ze spodni głównego bohatera, ale on chwilę wcześniej jakimś cudem się schował). No jak ja mam poczuć klimat? Chcę tego bardzo, ale takie sytuacje uniemożliwiają mi zachowanie powagi.

Albo podobna sytuacja- czeka na mnie Jackie, siedząc na motorze. Jadę do niego samochodem, ale mało czytelna mapa powoduje, że zauważam go w ostatniej chwili. Nie chciało mi się zawracać, więc wjechałem w jakąś barierę, „parkując” w zaprezentowany powyżej sposób. Wychodzę z samochodu, oczekując jakiegoś kąśliwego komentarza w stylu „Aleś zaparkował, he he„, ale tego nie ma. Jackie (i wszyscy inni ludzie) traktuje takie „parkowanie” jako coś zupełnie normalnego. Gdy np. jadę z nim samochodem, a on siedzi w fotelu pasażera to mogę staranować 40 samochodów, albo zatrzymać się na środku skrzyżowania, a on nigdy tego nie skomentuje. Będzie on sobie spokojnie siedział, jakby nic się nie stało.

Kolejna irytująca rzecz. W trybie „uczenia się” mamy takie okienka jak powyżej. Konia z rzędem temu, kto odczyta co mamy nacisnąć. Trzeba po prostu naciskać wszystkie klawisze po kolei, aż w końcu się trafi na odpowiedni. Być może na maksymalnej rozdzielczości i na najwyższych detalach byłoby to widoczne, ale nie każdy ma nowy komputer (mój nie jest taki najgorszy, a i tak nic nie widać). Co za problem byłoby to zrobić trochę większe? Cały tekst jest czytelny, ale akurat najważniejsza rzecz- nie jest. To dla mnie rzecz niepojęta. CDProjekt wiele lat robił grę, przez ponad 2 lata usuwano błędy, płacili testerom po 100zł/h, ale nie zauważyli tak prostych rzeczy? Ja po 2 godzinach grania mógłbym spisać 2 strony maszynopisu z błędami, które dałoby się łatwo naprawić.

Mógłbym się znęcać jeszcze bardzo długo, bo gra dostarczyła okazji aż nadto, a opisałem może z 10% przykrych sytuacji, które mnie spotkały. Opiszę jeszcze jedną, ale krytyczną i ostateczną, która uniemożliwiła mi dalszą grę. Chodzi o misję „Bilet Wstępu” w budynku „All Foods”. Sama misja jest bardzo fajna, ubawiłem się jak nigdy (pomimo tego, że podczas jej wykonywania zabili mnie 385 razy, ale chyba za wysoki poziom trudności wziąłem, jak na pierwszy dzień nauki mechaniki gry). Wszystko było super do momentu wyjścia z budynku, czyli ostatniej rzeczy w tej misji. Ja wyszedłem na parking, a mój wspólnik Jackie został w środku, patrz obrazek wyżej. Z niewiadomych przyczyn Jackie nie wychodzi, a ja nie mogę tam wrócić, bo ten wąsaty murzyn nie chce mnie tam wpuścić (odpycha mnie, gdy się do niego zbliżę). Problem w tym, że MUSZĘ porozmawiać z Jackiem (rozmowa z nim kończy misję). Jackie stoi 5 metrów ode mnie (czyli o jakieś 2-3 metry za daleko, żeby móc z nim porozmawiać). Nie mogę go zawołać, żeby podszedł bliżej. Nie mogę też do niego zadzwonić (nie odbiera telefonu). Nie mogę do niego też podejść, bo strażnik mnie odpycha. Nie mogę zastrzelić strażnika, ani zdzielić go w dzban. Ogólnie rzecz biorąc- nie mogę zrobić NIC. Jest to misja „główna”, którą po prostu muszę przejść, żeby grać dalej (bez tego mogę robić co najwyżej początkowe i mało istotne misje poboczne, które w końcu się skończą). Na domiar złego stwierdziłem, że skoro dyndający na wierzchu kutas nagle się jakoś „sam” naprawił, to może teraz będzie podobnie i wystarczy porobić jakieś inne rzeczy, a rozmowa z Jackiem będzie możliwa później. Odszedłem więc i zrobiłem całą misję „Cherchez la Femme”, co zajmuje ponad godzinę (włącznie z tymi szkoleniami z brain-dance). Wówczas nadpisały mi się wszystkie autozapisy (których jest „aż” 10), a ostatni „ręczny” zapis robiłem na początku gry. Po powrocie pod budynek „All Foods” sytuacja była ta sama. Gra domagała się rozmowy z Jackiem, który stał w przedsionku, strzeżonym przez nieubłaganego murzyna. Autozapisów sprzed wyjścia z budynku już nie miałem, bo były nadpisane, więc nie pozostało mi więc nic innego, jak ragequit.

Teraz mogę ewentualnie zagrać sobie od nowa i liczyć na to, że tym razem Jackie łaskawie wyjdzie z budynku, jednak na obecną chwilę- nie chcę tej gry widzieć na oczy. Foch do sześcianu. Pierwsze podejście do Cyberpunka2077 nauczyło mnie tego, że należy ręcznie zapisywać stan gry co około 30 minut i strzec tych plików, jak „kurwa, niepodległości”, cytując Sławka Neumana. Ponadto, jeżeli bierzemy się za zadanie z kategorii „głównych” (które są liniowe i jeżeli nie zrobimy któregoś, to nie odblokujemy kolejnych) to musimy zachować szczególną ostrożność, nie robić niczego „pomiędzy” (nawet jak coś fajnego samo się napatoczy) i przy pierwszym problemie od razu dokonać jego analizy oraz załadować ostatni „przedproblemowy” save. W przeciwnym razie gracza czeka przedwczesny „game over”.


Są oczywiście liczne plusy tej gry. Night City od 1-go piętra w górę (czyli bez „kucaczy”, ludzi bez głów i samochodów jeżdżących na drzwiach) wygląda fenomenalnie i czuć ten mroczny, duszny klimat. Świetna jest fabuła, scenki, dialogi i dubbing. Same misje również są gratką, zwłaszcza spodobało mi się hakowanie w warunkach bojowych. Nie można się jednak cieszyć długo tymi atutami, skoro już na dzień dobry dostajesz w ryj setką bugów, a po 2 godzinach gry dochodzisz do momentu bez odwrotu, gdy nie możesz wykonać głównej misji z idiotycznych powodów (tzn. MUSISZ porozmawiać z daną osobą, która przebywa w miejscu, do którego nie masz dostępu). Ogólnie rzecz biorąc- w miarę dobrze działają „questy” i wszystko co z nimi związane, walka i strzelaniny też są dobrze zrobione, świetnie wygląda samo miasto (z daleka), ale „otwarty świat” i ulice Night City (na poziomie gruntu/podłogi) to kopalnia błędów.

Nadmieniam, że ja grałem na PeCecie, czyli najbardziej stabilnym i kompatybilnym z Cyberpunkiem sprzęcie, w dodatku z patchem 1.04, który wyszedł kilka dni po premierze. Nie chcę nawet myśleć, jak gra wygląda na konsolach (zwłaszcza starszej generacji), bo podobno nie działa tam praktycznie nic, a CDProjekt oddaje rozwścieczonym graczom pieniądze za zakup.

Mam duży żal do firmy, że wypuściła takiego bubla, sprzedając do tej pory wiele milionów kopii niegrywalnego produktu (już przed premierą, w „preorderze” poszło 8 milionów egzemplarzy). Miał być ideał, a wyszło coś dokładnie odwrotnego. Gra miała szansę stać się światową legendą, a zamiast tego stała się symbolem niedorobionego półproduktu. To tak, jakby kobieta była piękna, miała ładną twarz, zgrabną pupę, idealny biust, zmysłowy wzrok, ale równocześnie miałaby wąsy i 7 palców u każdej ręki. Pewnie z czasem rozliczne bugi zostaną załatane, a gra stanie się genialna, ale muszą w tym celu minąć miesiące, albo nawet lata. Ja może dam Cyberpunkowi drugą szansę i kiedyś zagram w to jeszcze raz, ale jednak pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a było ono bardzo niekorzystne. Wydałem 200zł (nie licząc kasy za nowy dysk), a na dzień dzisiejszy mam z tego to, co przez pół gry dyndało głównemu bohaterowi przez rozporek, czyli chuja w największym dostępnym w kreatorze rozmiarze (a, co!).

RacimiR, 17.12.2020

PS: Dzięki za hajc dla Kamila i Grzegorza.

PS2: Gdybym już się nie odezwał w najbliższych dniach, to asekuracyjnie już teraz życzę wszystkim Wesołych Świąt!

24 komentarze do “Cyberbug 2077

  1. Zgadzam się w całej rozciągłości. Jeżeli chodzi o klimat to gra rozkłada konkurencję na łopatki. Fabuła, dialogi, postaci i poziom zadań to majstersztyk. Miasto wygląda super i wiele razy zatrzymuję się podziwiać widoki, gapię się na reklamy czy oglądam fragmenty programów tv. Cała wizja Night City przykuła mnie do monitora. Sam „gameplay” też jest najwyższych lotów. Pasuje mi zarówno wchodzenie do akcji z hukiem, jak i skradanie i hakowanie. Z samochodem sam miałem problemy, ale odkąd przerzuciłem się na motor jeździ mi się przyjemniej.
    Co do kreatora postaci, nie powiedziałbym, że trąci lewactwem. Wydaje mi się, że taka wizja przyszłości występuje w większości cyberpunkowych filmów i książek. Tutaj akurat koncept „płynnej płci” oraz „kolorowości”, wpasowuje się w tematykę i ogólny klimat. Na szczęście tematy LPG, trans itp. wydają się tu jakoś sensownie umiejscowione, a nie wepchnięte na siłę.
    Niestety ilość błędów faktycznie przytłacza. Wybija mnie to straszliwie z immersji. Główny wątek fabularny na pewno ukończę, ale z drugim podejściem poczekam kilka miesięcy na kolejne patche.
    Co do samego CDPR i wydawania gry w tym stanie…. nie rozumiem co tu się stało i nic tego nie usprawiedliwia. Gdybym miał to ogrywać na konsoli, zwrot gry nastąpiłby natychmiastowo i nie wiem czy zaufałbym im ponownie. Niepotrzebnie wyskoczyli z premierą w kwietniu, przekładając ją kilkukrotnie. Wydaje mi się, że marketing i inwestorzy wymusili wydanie tytułu, ale wszyscy musieli wiedzieć w jakim jest stanie. Wersja PS4 i Xbox to zwyczajne oszustwo.

    Sam ogrywam dzięki Geforce Now. Uniknąłbyś kupna dodatkowego dysku i bez problemu odpalił Cymbergaja. Mój PC uciągnie grę na średnich ustawieniach, ale ta usługa kosztuje 25pln miesięcznie, a dzięki niej gram z RTXem i ultra detalami, a ekrany ładowania to maksymalnie kilkanaście sekund. Tu warto wspomnieć, że porównuję grafikę na ekranie mojego monitora z tym co widzę na filmikach wrzucanych z konsol. Toż to jakaś masakra i nieśmieszny żart.

    A co do papierowego RPG to już ruszyły zamówienia przedpremierowe na nową wersję Cyberpunka. Sam regularnie grywam ze znajomymi w różne rpg, więc i po tę księgę sięgniemy. Racimir masz kilka miesięcy na zabranie drużyny i przeniesienie się do Night City w wersji bez bugów.

    od RacimiR: Imersja- tego słowa mi brakowało 😉 Bugi zabijają ją całkowicie, pomimo mojego pro-imersyjnego nastawienia wstępnego. Chyba masz rację z tymi kolorami, aczkolwiek żeby mieć „normalny” kolor włosów musiałem skorzystać z gotowca (normalnie się nie dało, wszystkie fryzury były oczojebne). Szkoda, że wcześniej nie wiedziałem o tym Geforce Now, ale w sumie dysk się przyda i nie był aż taki drogi (pamiętam czasy, gdy za talerzowy dysk 1GB trzeba było zapłacić pół wypłaty). Detale mam ustawione na „średnie” (gra sama sobie tak ustawiła przy instalacji i nic tam nie grzebałem)- nie mam stopklatek ani lagów, w sumie może spróbuję ustawić na wyższe i zobaczę co będzie. RAM, dysk i procesor mam aż za dobre, problemem jest karta graficzna, która wprawdzie kosztowała fortunę, ale ma już 6 lat. Co do lewactwa- przypomniała mi się misja „bokserska” i walka z tymi „bliźniakami”, gdzie V szydzi z ich niecodziennej „identyfikacji” 🙂 Toż to faszyzm i ksenofobia!
    Właśnie zacząłem grać od nowa i jest dużo lepiej. Gra nie aktualizowała się (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), ale już nie ma dyndającego kutasa, samochód Dexa się nie przewrócił, a w misji w „All Foods” użyję łapówko-chipa od korposuki, więc może zakończenie questa będzie jakieś inne i liczę na to, że Jackie tym razem łaskawie wyjdzie z budynku (a jak nie wyjdzie, to spróbuję z nim pogadać w tym przedpokoju, przed dedlajnem cyber-murzyna). Szkoda, że nie można pomijać filmików w questach, bo stracę pewnie ze 2 godziny, żeby drugi raz oglądać to samo (zwłaszcza te dosyć nudne brain-dancy w dyskotece z napadu na sklep i wizyty w apartamencie u Japończyka).

  2. Ja już nie gram od co najmniej 4 lat. Man ten sam komputer od 9 lat i nie miałem ochoty go zmieniać. Zresztą najnowsza gra w jaką grałem była z 2009 o dzisiejszym rynku nic nie wiem. Ale szczerze gdybym grał dzisiaj pewnie bym w to nie grał. Bo ja grał tylko w proste gry o zabijaniu typu GTA czy Max Payne ewentualnie taktyczne strzelanki delta force, swat, rainbow six Vegas. Zawsze unikałem wszelkich RPG czy strategii.

    A kupić coś takiego jak ten cyberpunk za dwiesta złotych dla mnie by było czymś chorym, głównie dlatego że nigdy nie wydałem więcej niż 30 zł na grę.

    od RacimiR: Cyberpunk to coś w rodzaju GTA z elementami strzelaniny, wiec pewnie by Ci się spodobało. Ja też nie kupuje gier, to jest duży wyjątek- powody podałem na początku tekstu.

  3. ▌▌O czasach gier komputerowych lubię sobie jeszcze powspominać w bujanym fotelu (właśnie niedawno pobrałem kilka tysięcy PNG-ów ScreenShotów z wciąż jeszcze dobrze pamiętanych gier [i poza muzą więcej mi chyba nawet nie trzeba ]), a czasem poczytać tekst o nowościach, jak ten właśnie.

    W praktyce nic nie wiem o produkcie „Cyberpunk 2077”, ale mam wrażenie, że „czuję klimaty” — antyutopia techno.

    Ten właśnie klimat przychodzi mi na myśl, gdy lewica już po utopieniu w morzu zbrodni haseł pt.: — „Cała ziemia w ręce chłopów! Fabryki w ręce robotników!” (po czym kładzenie warstwami do ziemi chłopów i robotników sprzeciwiających się kołchozom i całkowitej konfiskacie mienia) dziś szuka kolejnego wytrycha do władzy absolutnej nad ogłupiałym motłochem. Obecna „mądrość etapu” każe obiecywać bezwarunkowy dochód gwarantowany („dla wszystkich i bardzo wysoki!”), a mnie od razu staje przed oczami oczywiste dryfowanie patologicznej socjalistycznej rzeczywistości w kierunku cyberpunkowego filmu „Sędzia Dredd”… (A więc może i „Cyberpunk 2077” — świat ostatecznego zwycięstwa socjalizmu).

    .

    ▌▌„Misja wstępna (na Badlandsach) wolna od błędów”

    Nie wiem, czy to był materiał Demo, ale kiedyś (a i pewnie dzisiaj) obowiązywała zasada: Demo dopracowane do granic, okrojone z balastu (przez co chodzi płynnie nawet na starszych kompach), w efekcie Demo to magia cukierka przez celofan. Dopiero sama gra pokazuje, jak wiele rzeczy poszło źle…

    W niektórych grach większość zabawy polegała na eksplorowaniu bugów…

    .

    ▌▌Obietnice „realizmu” i „sztucznej inteligencji” są prawie tak stare, jak same gry komputerowe. Prawda jest jednak taka (i wciąż za każdym razem się potwierdza), że między „virtual” a „reality” jest tak wielka przepaść, że wciąż póki co nie wystarczy nawet najdłuższa robota największego zespołu koderów — to wszystko leci schematami albo rozwalającymi realizm, albo grywalność. To chyba zresztą najpoważniejszy problem: im więcej pracy włożone w „reality”, tym częściej zagubiona gdzieś „grywalność” — którą posiadały w stopniu maksymalnym czasem nawet bardzo proste gierki: od Tetrisa po Minecraft.

    Dla mnie najlepsze zawsze były (zajmujące ogony popularności) strategie turowe: mix szachów z losowością, gdzie po dopracowaniu trudno o jakieś malownicze bugi virtual reality: od „Celtic Legends” po ostatnie grane kolejne edycje „Age od Wonders”…

    od RacimiR: W Cyberpunku nie ma socjalizmu, wręcz przeciwnie. Każdy działa na własny rachunek, kariery postaci są bardzo szybkie ale krótkie, nawet nie wiadomo, kto naprawdę rządzi w Night City (korporacje? policja? samorząd? gangi?, a może nasz główny bohater?), a bez pracy nie ma kołaczy. Można by wymyślić wręcz nowe przysłowie: Bez pracy dołączysz do grona „kucaczy” 😉 Jeżeli łączyć grę z jakimś filmem to na pewno byłby to „Łowca androidów”.
    Obietnice realizmu i SI są stare, ale kiedyś w końcu muszą się spełnić, wszak technologia tej dziedziny rozwija się bardzo szybko. Niestety, Cyberpunk 2077 tego nie zagwarantuje. Ja też wolę strategie i spokojne gry typu Cywilizacja, Starcraft, Europa Universalis czy Heroesi, ale tu napaliłem się na klimat i to, że produkt jest polski, a ja jestem patriotą. Jak kupisz kiedyś nowy komputer, a gra będzie naprawiona i jej cena spadnie do 49.99 to polecam zagrać z ciekawości.

  4. Szansa na światową firmę była ale się zmyła. Szkoda nawet mimo że nie uważam Wiedzminow za szczególnie udane gry.
    Cóż wolano rozpasany do przesady marketing że znanym aktorem i podniecanie się możliwościami edycji fiuta niż szlifowanie samej gry. Cp77 dołącza do zasłużonego panteonu wraz z Daggerfallem, Arkham Knight i Falloutem 76.
    Tak kończą frajerzy.

    od RacimiR: Mnie też to boli, bo chciałbym, żeby Polska miała jak najwięcej dużych firm międzynarodowych, albo chociaż jedną, a tu zonk. Dzisiaj Sony wycofało Cyberpunka ze sprzedaży na PlayStation…

    • ▌▌Ale to nigdzie nie zniknie*** — jeśli tylko pozwolić działać wolności do działania. Dzięki temu zadziała schumpeterowska „twórcza destrukcja”, dzięki której zasoby marnotrawione (np. państwowe molochy siłą podtrzymywane na rynku kosztem biedy podatników) trafiają do firm bardziej nowoczesnych, bardziej wydajnych, bardziej ogarniętych i wreszcie zdobywają świat…

      Kiedy reżyser wypuszcza najgorszy film w karierze? Zaraz po swoim największym sukcesie, kiedy zamiast nadzorczej roli producentów dostaje wolną rękę na realizację marzeń życia („Piątka dla Kaczyńskiego” — to w sumie chyba też ten sam mechanizm).

      Smutne (ale i zrozumiałe) jest to, że nasza firma nie okazała się w niczym lepsza i powtórzyła dokładnie ten sam schemat porażek, co inne z przeszłości (skoro ja znam ten mechanizm nieopłacalności inwestowania w twórców gier z giełdy, to znaczy, że ta wiedza jest powszechna) — po sukcesie produkuje się blockbustera, który okazuje się porażką ciągnącą firmę na dół z siłą uwiązanego u szyi martwego konia.

      .

      ▌▌***To nigdzie nie zniknie, chyba że wtrąci się w to państwo i pasożytnicza kasta urzędnicza, włączając swoje zabójcze „zielone światła” — Polacy już dorzucili kosztem swojej biedy 10 milionów (dziś może nawet już więcej) na jakieś ~Centrum Wspomagania Rozwoju Gier Komputerowych, chyba w… Cieszynie, ale największym zabójstwem jest najnowszy, wprowadzony pod przykrywką „pandemii”, urzędowy zakaz sprzedawania firm inwestorom zagranicznym bez zgody urzędnika (czyli tą samą metodą, co polskiego rolnika przypisano do uprawiania ziemi na wieki wieków amen — zamiast posiadania udziałów np. w megafabryce smartfonów na swoim polu, jak syn koreańskiego chłopa):

      — Postawiłeś nowego Fejzbuka, Instagrama albo AliExpress i są na nie kupcy ze świata (tak, jak na inne jednorożce) za dziesiątki miliardów dolarów?

      — Hola, hola, koleżko! — najpierw nasi partyjni urzędnicy z PiS, jako specjaliści najwyższego wtajemniczenia, muszą przeprowadzić proces wyrażania zgody na sprzedaż tego twojego Fejzbuka, ty nasz niewolniku!

      — Podziel się miliardami z Partią albo zapisz się do kolejki! Patrz: nasi specjaliści właśnie kończą proces wydawania zgody na sprzedaż przeglądarki Netscape i licencji na produkcję polskich pagerów!

      Z takim podejściem gwarancji panowania kasty urzędniczej jesteśmy przegrywami świata na pełne 100%.

      .

      ▌▌Powalam żart rysunkowy, zamiast do niego odesłać (nie mam w tej chwili dostępu do dysku), ale proszę sobie wyobrazić: typowa siedziba światowego „jednorożca” wartego dziesiątki miliardów dolarów (jakiś milion naszych kopalń i państwowych producentów samochodów), typowe działania: chłopaki pogrywają sobie w ping-ponga, grają w kątach na konsolach, powiedzmy bawią się klockami, któryś rozwiązuje problem matematyczny nie do rozwiązania, któryś śpi i rozmowa:

      — Co, gdy osiągniemy pułap przymusu zatrudniania kobiecych pracowników? Zrobię to co wszyscy: sprzedam to wszystko od razu…

      (Jeżeli państwo kolejnymi regulacjami wymusza np. na bykach na rykowisku, żeby „na równych prawach” w rykowisku w 50% brały udział również łanie — a wszystko pod kontrolą „mądrych” urzędników — to wszystko naraz idzie się j…, a gatunek staje na granicy wyginięcia).

      Taka jest niszczycielska siła władzy pasożytniczej kasty urzędniczej.

      od RacimiR: Tu juz odchodzimy od tematu Cyberpunka. Najwazniejsze jest to, ze moglismy mieć globalną firmę z absolutnej światowej ekstraklasy, ale to niestety na razie się nie stało. Wg mnie trzeba było tą premierę znowu przełożyc.

    • Akurat marketing z Reevesem nie spowodował błędów, bo nie tym się zajmowali programiści. Być może wręcz było to „świecenie oczami” jak już było wiadomo, że wyjdzie bubel.

      Znając podejście współczesnej ludności do rozmiaru genitaliów, możliwości edycji fiuta akurat były bardzo trafnym zabiegiem, trafiającym wprost w potrzeby rynku.

  5. Te postacie są nie tyle lewackie, co po prostu futurystyczne. W taki sposób wyobrażano sobie przyszłość jeszcze zanim lewactwo przywłaszczyło sobie taki wizerunek. Zobacz „Łowcę Androidów”, albo „Piąty element”, albo nawet „Mad Maxa” – zdecydowana większość postaci to dziwolągi. Sam główny bohater wygląda normalnie, ale to dlatego, że gdyby był też dziwolągiem, to po prostu by się tego nie dało oglądać. Bo główny bohater musi być tak skonstruowany, żeby widz mógł się z nim jakoś identyfikować — im bardziej wygląda jak normalny człowiek, tym lepiej.

    A lewactwo sobie przywłaszczyło futuryzm, tak jak tęczę.

    • Ideolodzy LGBT+Pedofile przywłaszczyli sobie tęczę z filmu „Czarnoksiężnik z Oz”, gdzie praktycznie dorosła Judy Garland roztaczała pedofilskie klimaty (LGBT bardzo kochają takie klimaty) udając niewinne dziewczątko śpiewając „Over the Rainbow”. Ciekawe i znamienne, że Misia Pedobeara (co byłoby uczciwsze, choć pochodzenie w sumie to samo) ideolodzy LGBT+Pedofile jakoś sobie nie przywłaszczyli…

  6. A co do tego, że wszyscy przykucnęli jak komuś dałeś w mordę — być może w ich mniemaniu pokazałeś, kto tu rządzi. Taki może mają gest uległości w tym 2077, coś jak skomlenie psa. Gesty zmieniają się z biegiem czasu, są tu różne mody. Na przykład salut rzymski był bardzo modny 80 lat temu, a dzisiaj już nie jest.
    Co do chamskich odzywek, to weź pod uwagę, że język dzisiejszej młodzieży za 57 lat będzie po prostu standardem języka polskiego (w innych krajach będzie podobnie).

    od RacimiR: Musiałbyś sam w to zagrać, żeby stwierdzić, że „kucacze” są kompletnie nierealni. Dałem w mordę i kucali całą noc, gdy spałem, zamiast uciec? Zresztą nie trzeba nawet przemocy, oni i tak są po prostu wszędzie, nawet nie wiadomo czemu kucają.

    • No nie wiem, może taki zwyczaj. Udziwnienia nie muszą polegać tylko na tatuażach i dziwnych kolorach włosów. Przecież 50 lat temu, gdyby komuś pokazać autentyczne zdjęcie z jakiejś współczesnej imprezy, to też by stwierdził, że to kompletnie nierealne, że tylu ludzi się wytatuowało i zabarwiło sobie włosy na kolory, które są bez sensu, bo w naturze nie występują.

  7. Strasznie ten cyberpunk odbije się na reputacji CD projekt. Nie tylko ta gra jest zabudowana, ale i nie dokończona bo nie ma wielu rzeczy które obiecali. Fabuła jest strasznie krótka i wycięli cześć prologu na początku gry, zastępując go filmikiem. Chodzi mi o ten fragment, który powinien być zaraz po tym jak kończymy pierwszą misję w grze po stworzeniu postaci i podchodzenia. Samo pochodzenie wybierane na początku gry też nie ma wpływu na fabułę, jedynie niektóre dialogi trochę się zmieniają. Wydanie tej gry nie umywa się do wiedźmina 3, którego świat pokochał i rozsławił CD projekt na świecie, był też o wiele lepiej przyjęty wizerunkowo, bo na premierę nie był tak zabugowany jak cyberpunk. Jeśli nie grałeś w serię wiedźmina to polecam 😉

    od RacimiR: No faktycznie to było dziwne, gdy wykonałem misję wstępną to pojawił się jakiś dziwny filmik „zbiorczy” z różnych akcji z Jackiem, a potem napis „pół roku później” i dopiero mogłem grać dalej.
    Grałem w Wiedźmaka (1 i 3), ale jakoś mi nie podszedł. Fajne były rubaszne dialogi, ale gra mnie znudziła i przeszedłem może z 25%, no i tez czasu za bardzo nie miałem. Wiedzmin (dzięki swojej typowo europejskiej specyfice kulturowej) przyjął się tylko w białych, północnych krajach, został kompletnie olany przez latynosów, murzynów, arabów, i przede wszystkim największy obecnie rynek gamingowy- Azjatów (Japończyków, Chińczyków i Koreańczyków). Z Cyberpunkiem było inaczej- był oczekiwany na całym świecie i mógł być grą „globalną” numer jeden, ale ogromna seria błedów niestety zrujnowała jego wizerunek.

    • Z wiedźminem dziwne że się nie sprzedał w azjatyckich skoro nawet żenujący serialik z Żebrowski ponoć się przyjął w Japonii i w jakiś innych azjatyckich krajach

      od RacimiR: Pewnie na podobnych zasadach, co „sukces” zespołu Bayer Full w Chinach 😉

      • Azjatyckie kraje są nieprzewidywalne jeżeli chodzi o eksport wytworów kultury. Działa to w obie strony. Czasami coś, co jest popularne na Zachodzie, w Japonii jest odrzucane, a czasami wręcz przeciwnie, np. jest takie zjawisko jak „big in Japan”, odnoszące się do zespołów muzycznych z zachodniego kręgu kulturowego, które są mało popularne „u siebie”, ale odniosły wielki sukces w Japonii właśnie.

        od RacimiR: W tym przypadku chodzi głównie o to, że w Cyberpunku jest mnóstwo motywów Japońskich i Chińskich, a samo Night City wygląda trochę jak Tokio. W Wiedźminie tego nie było, dlatego Azjaci nie zainteresowali się tą grą.

  8. A co do gry made in Poland dla mnie najlepszą polską grą w historii będzie na zawsze Jack Orlando. Chociaż to była przygodówka pointy and click to mnie wciągnęła genialny klimat, muzyka i tekściory. I na dodatek niepoprawna musisz zabrać takiemu Murzynowo które korbę aby dosięgnąć nią drabinę. Na starcie on cię wita tekstem czego tu szukasz białasie guza, a ty musisz go sprowokować i do wyboru złote teksty typu taki jesteś dobry czarnuchu albo coś taki nerwowy wkurzasz się bo cię słabo w nocy widać. Oczywiście te dialogi w tej scenie w innych wersjach językowych było poprawne politycznie.

    • O tak, Jack Orlando najlepsza polska gra, trochę tam było niemieckiego kapitału, ale tak jak mówisz, treść była jeszcze normalna. Uwielbiam gry i gram dużo, ale po wieśku który mi całkiem nie podszedł do cyberka chyba nie podejdę

  9. Z polskich gier zapadł mi w pamięć Kangurek Kao. Fajnie się to przechodziło, ciekawa fabuła. Wszystkie części przeszedłem.

  10. Szkoda, że po długim czasie milczenia napisałeś artykuł z d… Myślę, że 90% twoich czytelników jest zawiedziona, bo to konkretni ludzie, a nie dzieciaki co chcą czytać o grach. Ale to twoja strona, więc ty rzadzisz ….

  11. Kolorowe włosy mają raczej niewiele wspólnego z lewactwem w tym kontekście – to jest raczej nawiązanie do estetyki kultury punkowej lat 80-tych gdzie królują buntownicze, kolorowe, dziwaczne czupryny, ćwieki i kolczyki. Jest to gra o dystopijnej przyszłości, gdzie wszystko jest zdehumanizowane, z ludźmi włącznie, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Pozdrawiam!

  12. Na początku zeszłego roku niejaki Mental co prowadzi strony o hoplofobii przewidział
    a) Donald Trump przegra wybory
    b) Republikanie stracą Senat
    c) Partia republikańska nie wygra żadnych znaczących wyborów przez 100 lat i być może się rozpadnie
    2 rzeczy się sprawdziły a 3 to pewniak

    Sam pisałeś że to musi się zawalić aby coś nauczyło ludzi w Polsce. Obawiam się tylko że oni są na to za głupi aby to zrozumieć.

    od RacimiR: No i dobrze, przynajmniej są daleko od nas i będą przykładem na to, czego nie robić w polityce.

  13. Mondrosc idioty sosnierza
    „Gdyby rząd znacjonalizował FB, to wyglądałby jak TVP i taka sama byłaby tam wolność słowa. Po twórczości wywrotowca Smuniewskiego pozostałby tylko ten jeden wpis na pamiątkę.
    Monopol korporacyj jest niebezpieczny, ale monopol państwa jest 100 razy niebezpieczniejszy”

    Dlatego nie cierpię korwinistów pieprzą o mitycznej wolności są sojusznikami lewactwa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *