„Polityka” Patryka Vegi

Dziś wybrałem się do kina na „Politykę” Partyka Vegi. Od początku zdawałem sobie sprawę, że to nienajlepszy pomysł, ale ciekawość mnie zżerała. Uzbroiłem się wcześniej w odpowiednie nastawienie (czyli nie oczekiwać cudów i traktować to jako komedię, najeżoną siermiężną propagandą). Dużej istotności w kwestii odpowiedniego nastawienia „przed-seansowego” nauczyłem się z filmu: „Węże w samolocie” (mieszkałem wtedy w Londynie i ten film był tam wówczas mocno reklamowany). Poszedłem do kina myśląc, że jest to normalny film sensacyjny. Po 15 minutach seansu byłem niemalże w stanie furii, obserwując ze zdenerwowaniem skrajnie nielogiczne zachowania bohaterów i mnożące się luki w fabule. Potem ktoś mi powiedział, że ten film należy oglądać z przymrużeniem oka i traktować jako zakamuflowana parodia filmów sensacyjnych. No i rzeczywiście, kilka lat później zobaczyłem go ponownie (już w TV w Polsce), z odpowiednim nastawieniem i zamiast się wkurzać na rozliczne idiotyzmy- uśmiałem się do łez. Nauczyło mnie to, że odpowiednie, wcześniejsze nastawienie do filmu do podstawa. Z okazji „Polityki” nastawiłem się więc na arcypropagandowy film dla mniej rozgarniętej części sympatyków opozycji totalnej, oczekując mniej więcej czegoś podobnego, co w przypadku „Węży w samolocie„. Widziałem wcześniej też kilka dokonań Patryka Vegi i podobał mi się tylko pierwszy Pitbull (serial). Moje cyniczne nastawienie spotęgowały też fatalne recenzje „Polityki”, które od wczoraj zasypują cały internet. Nawet Tomasz Raczek i Gazeta Wyborcza nie zostawili na „Polityce” suchej nitki. Niestety pan Vega mnie nie zaskoczył, takiego gówna już dawno nie oglądałem i żałuję, że wydałem ciężko zarobione 27zł na bilet. Na sali kinowej było w sumie z 40 osób, sądząc po znamiennych fizjonomiach- praktycznie sam KOD i widzowie TVN. Ja mam już bliżej 40-tki, niż 30-tki, ale w tym ‚szacownym’ gronie byłem chyba najmłodszy.

Zacznijmy od tego, co działo się przed premierą. Vega wcześniej uważany był przez „salon” za paździerzowego nieudacznika, który robi mało wymagające filmy dla „Januszy”, żuli oraz „pincetplusów” ze wsi i mieszkań komunalnych. To się jednak błyskawicznie zmieniło po deklaracji nakręcenia filmu o politykach PiS- nagle „salon” zaczął traktować go przychylniej, widząc w nim nadzieję na pomoc w odzyskaniu koryta. Vega zapowiedział swój film już wiele miesięcy temu. Zna on się bardzo dobrze na marketingu, więc skutecznie „podpuścił” media antyrządowe do zrobienia mu darmowej reklamy. Vega mówił podczas kręcenia, że w filmie pojawią się nowe, nieopisywane wcześniej afery i skandale, a w efekcie rząd PiS może być nawet zmieniony z powierzchni ziemi. Reżyser często opowiadał, jak bardzo „reżim” próbuje mu utrudnić produkcję „dzieła” (bez konkretów, żeby nie wyszło, że to ściema), co oczywiście błyskawicznie podchwytywała Gazeta Wyborcza i jej polityczni sojusznicy. Konkretnie, Vega mówił o mocnych naciskach ze strony służb specjalnych i groźbach sądowych, w celu zaniechania produkcji filmu, albo przynajmniej o przesunięciu premiery na „po wyborach”, ale on jest twardziel i go nie zakneblują. Mówił też, że reżim prawdopodobnie zrobi mu nalot i zniszczy wszystkie dotychczasowe materiały, ale wynajął on już zapasowe studio w Japonii oraz serwery w Chinach, więc pozostanie niezłomny i dokończy dzieło. Taktyka ta przypomina walenie kijem w klatkę z małpą (gdy walisz kijem w szczeble klatki, w której siedzi małpa- ta małpa będzie drzeć ryja, a im mocniej walisz tym małpa bardziej będzie się drzeć). Małpą oczywiście jest Gazeta Wyborcza i spółka, a kijem w klatkę bije Patryk Vega. Raz na kilka dni rzucił on więc jakieś insynuacje, że reżim utrudnia mu kręcenie filmu, a od razu małpa zaczęła krzyczeć we wszystkich antyrządowych mediach były to artykuły (bezpłatne reklamy) na pierwszą stronę. W komentarzach pod tymi artykułami KODziarstwo nakręcało się na premierę, jak szczerbaty na suchary. Oczywiście nie było żadnych utrudnień przy produkcji filmu, a chodziło tylko o marketing. Film (pomimo blokady reżimowej) od piątku puszczany jest praktycznie we wszystkich kinach (patrz obrazek niżej).

Teraz stricte o fabule. Najpierw napiszę kilka słów ogólnie o tym filmie, po czym przejdę do konkretnych 6 opowieści. Gdybym miał scharakteryzować to „dzieło” jednym zdaniem, napisałbym, że jest to mieszanka „Ucha Prezesa” z podniesionym do kwadratu „Sokiem z Buraka”. Film był zbyt długi, jak na treść którą prezentuje, wynudziłem się na nim niesamowicie, a jakikolwiek potencjał wg mnie miała tylko jedna (ostatnia) z 6 historii. Vega ewidentnie posiada jakiś kompleks Smarzowskiego (mistrza pokazywania patologii i rynsztoka), bo próbuje bo (mocno nieudolnie) naśladować. Przez cały film przebijają się jakieś dziwne sceny spod sejmu, gdzie trwa ogromna demonstracja KODu. Opisane w filmie „wydarzenia” zdarzenia dzieli czasowo jakieś 3 lata, ale demonstracja pod sejmem jest tam cały czas, tak jakby trwało to nieustannie przez całą kadencję sejmu (podczas gdy w rzeczywistości KODziarze przez 4 lata może raz czy dwa zebrali się w tym miejscu na kilka godzin). Vega przedstawił opisywane historie mocno „podkręcone”. Matematycznie rzecz biorąc- „waga” opisanych w filmie afer była na poziomie ‚n’, media opozycyjne z powodów politycznych zrobiły z tego ‚2n’, a na koniec Vega (z powodów finansowych) zrobił z tego ‚4n’. Coś jak gra w „głuchy telefon”, gdzie każda kolejna osoba dodaje coś od siebie. W wyniku tego ‚mnożnika’ Vega puścił na sale kinowe zwykłe fejk-niusy, ale zawczasu zabezpieczył się on przed konsekwencjami prawnymi mówiąc, że wszystkie postacie i miejsca są fikcyjne, ich zbieżność jest przypadkowa, zresztą ich imiona i nazwiska zostały całkowicie zmienione. „Cytaty” też zostały zmyślone, np. Kaczyński mówi do ludzi pod sejmem: „jesteście gorszym sortem i elementem animalnym„, czyli zmontowano 2 wypowiedzi (wyrwane z kontekstu) w jedną i jeszcze na koniec dali to na plakat. Ponadto z okazji historii drugiej (najbardziej przekoloryzowanej, tej z Misiewiczem) na sam koniec filmu pojawia się plansza z napisem, że opisywana historia NIE DOTYCZY Bartłomieja Misiewicza, a ‚twórcy wyrażają ubolewanie, że nie odcięli się od utożsamiania bohatera z politykiem jeszcze na etapie produkcji‚. Czyli oficjalnie- film jest wyłącznie ‚fikcją literacką’, bo Vega tyle w fabule nazmyślał, że reklamowanie tego jako film „na faktach” doprowadziłoby go do bankructwa w wyniku procesów sądowych. Przejdźmy do konkretów. Film składa się z 6 części, wyraźnie od siebie oddzielonych (coś jak w „Klerze”).


Cześć 1 – Beata Szydło (a raczej postać mająca ją przypominać)

Fabuła: Vega przedstawił panią Szydło jako stereotypową „wieśniarę”. W pierwszej scenie karmi ona kury na zabłoconym podwórzu (mimo tego, że prawdziwa Szydło od kilkunastu lat jest posłanką i spędza większość czasu w stolicy). Nagle z niewiadomych przyczyn dostaje ona telefon z Warszawy, że została premierem (jednym telefonem oderwana od pługa). W stolicy przechodzi ona szybki kurs gestykulacji i mowy ciała oraz dostaje drogie ciuchy. Spotyka się też z prezesem, który daje jej do zrozumienia, że nie ma ona używać mózgu, lecz powtarzać w kółko partyjne slogany. Następnie ministrowie przyznają sobie nagrody finansowe, partia przeżywa kryzys, a Szydło musi się z tego tłumaczyć przed społeczeństwem, co było zresztą zaplanowane przez prezesa, który od dłuższego czasu miał ochotę się jej pozbyć. Na koniec pani Beata wraca upokorzona do domu, gdzie najpierw przegania jakąś kobietę (kochankę męża?), a potem wraca do obierania ziemniaków.

Mój komentarz: Przede wszystkim opowieść jest nudna i zbyt rozwleczona czasowo, dałoby się ją zmieścić w o połowę krótszym czasie bez żadnej straty fabularnej. Druga sprawa to Brzeszcze. Byłem w tej miejscowości kilka razy (wprawdzie przejazdem) i na moje oko jest to całkiem urokliwe, 11-tysięczne miasteczko, położone w dosyć zurbanizowanej okolicy. Na pewno nie jest to wiocha zabita dechami, rodem z lat 80-tych, położona na końcu świata, jak to pokazał Vega. Nie zauważyłem, żeby rolnictwo posiadało tam wiodącą rolę. Tu ewidentnie Vega chciał puścić oko do „elyt” z Warszawy, które (pomimo tego, że sami często pochodzą ze wsi) gardzą ludźmi z prowincji i uważają, że wieśniacy nie powinni angażować się w żadne sprawy, poza hodowlą i rolnictwem. Kolejna rzecz to sympatia do głównej bohaterki. Ja, zamiast jej znienawidzić- bardzo ją polubiłem, inni widzowie pewnie też. Vega na koniec błędnie pokazał, że Szydło rzekomo została całkowicie odpalona przez prezesa (coś jak Hofman, Poncyliusz czy Ludwik Dorn) i wróciła na „wiochę” obierać ziemniaki. Tymczasem w rzeczywistości Szydło „od zawsze” kręciła się wokół polityki i Warszawy, a po utracie rangi premiera była posłem i wicepremierem, następnie zdobyła mandat europosła z najlepszym wynikiem w historii polskiej demokracji (około pół miliona głosów w Krakowie), a obecnie jest jedną z głównych twarzy kampanii parlamentarnej. Teza Vegi była taka, że zły Kaczor wyrwał Szydło ze wsi, wycisnął jak cytrynę i na koniec kopnął w dupę tak mocno, że doleciała z powrotem na rodzinne zadupie. Jednakże w rzeczywistości pani Beata zawodowo radziła sobie wcześniej i radzi sobie teraz całkiem dobrze, jest ważnym ogniwem w PiS i czekają ją wkrótce hojnie wynagradzane finansowo 4 lata w Brukseli (oazie demokracji, tolerancji i praworządności). Wątek miał sugerować, że Polską rządzi Kaczyński, a premierzy to marionetki. To prawda, lecz to nie jest jego wina, tylko systemu partyjnego, zbudowanego po 1989 roku i opisywanego jaki wielki sukces transformacyjny. Na domiar złego, mniej więcej w dniu premiery „Polityki”, prezes POKO Grzegorz Schetyna desygnował na stanowisko przyszłej premier… marionetkę Małgorzatę Kidawę-Błońską.


Część 2 – Postać, mająca przypominać Bartłomieja Misiewicza

Fabuła: Główny bohater jest prymitywem, dresiarzem i chamem. Studiuje w szkole Rydzyka, gdzie przed jej ukończeniem dostaje telefon o przyjęciu go na stanowisko wiceministra obrony. Od razu wsiada do samochodu żandarmerii i jedzie do Warszawy. Tam od razu po wyjściu z samochodu postać Antoniego Macierewicza każe mu… zbrojnie spacyfikować kwaterę NATO i przejąć jakieś tajne dokumenty. „Misiewicz” potem ostentacyjnie pije, ćpa, spotyka się z prostytutkami, współpracowników i żołnierzy traktuje jak gówno, kierownictwo partii z niewiadomych przyczyn o niczym nie wie, a Macierewicz go broni, wciąga z nim kokainę i próbuje go zwabić do łóżka. Na koniec „Misiewicz” oficjalnie ogłasza, że każdy przetarg wojskowy musi przejść przez jego firmę (dając jej zarobić), a prezes gdy się o tym dowiaduje- każe go umieścić w więzieniu, a Macierewicza dymisjonuje.

Mój komentarz: Tutaj zgodność z rzeczywistością oceniłbym na jakieś 10%, reszta to daleko idące dopowiedzenia twórców filmu (dlatego też „specjalne” oświadczenie na koniec filmu, że, parafrazując Bolęsę: „samo pomyślenie, że to Misiewicz- jest zbrodnią”). Prawdziwa jest historia, że Misiewiczowi raz żołnierze salutowali, z czego zrobiono aferę na kilka tygodni, tymczasem Vega przedstawił to tak, jakby zawsze mu salutowali, a ten, który tego nie zrobił (Dąbek)- został wywalony z wojska na zbity ryj. Cała ta historia (biorąc pod uwagę, że jest fikcyjna) to coś w stylu skróconej wersji „Kariery Nikodema Dyzmy„, niestety nie ma wiele wspólnego z prawdą. Sama scena z atakiem na kwaterę NATO mnie mocno zdziwiła. Wiadomo, że to film dla niewymagających KODziarzy, ale takie coś? Po co najbardziej „murzyński” wobec USA rząd w historii Polski miałby robić amatorski i prymitywny wjazd na kwaterę NATO? Przecież po takim czymś od razu wszyscy wylądowaliby na dywaniku u Donalda Trumpa. Ta historia jest dosyć ciekawa i nawet śmieszna (np. taniec naćpanego Misiewicza z Macierewiczem przy muzyce techno), gra aktorska też niezła, ale niestety propaganda jest tu bardziej ‚toporem ciosana’, niż w TVP. Macierewicz przedstawiony został tu jako totalny wariat, który nie myśli logicznie i musi mieć robione elektrowstrząsy mózgu w szpitalu psychiatrycznym. Być może to zemsta „salonu” za „Listę Macierewicza” z 1992 roku. Sam (prawdziwy) Misiewicz był oczywiście postacią negatywną, ale jego kompetencje i władza w filmie Vegi zostały radykalnie wyolbrzymione.


Część 3 – Postać, mająca przypominać posła Stanisława Piętę

Fabuła: Podtytuł to „Prawdziwy romans”, to chyba nawiązanie do starego filmu Quentina Tarantino (w mojej opinii najnudniejszego jego filmu). Tu też nudy nie brakuje. Na kameralnej popijawie śpiewana jest „Pierwsza Brygada”. Jedną zwrotkę śpiewa pięknym głosem kobieta (chórzystka, prywatnie modelka i żona Piotra Adamczyka), która od razu wpada w oko posłowi Pięcie. Ich znajomość się rozwija, niestety tylko na gruncie seksualnym. Ona chce czegoś więcej, on niby też, ale blokuje go żona oraz liczne obowiązki zawodowe (propozycja zostania prezesem nowej partii Ojca Dyrektora). Znajomość przestaje się rozwijać, więc upodlona (w wyniku nierozwijania się znajomości) kobieta postanawia opublikować niby-kompromitujące materiały (ćwiczenie przemówienia Pięty, siedzącego na muszli klozetowej).

Moja interpretacja: Teza główna, podsunięta na patelni przez Vegę to: „konserwatysta, a zdradza żonę, typowy PiSior, fuj!„. Fabuła do znudzenia przypomina głupkowate, walentynkowe komedie romantyczne dla nastolatek i podstarzałych singielek, tylko że odwrotnie. Tam na ogół jest 2 facetów i 1 kobieta, która nie wie którego wybrać, a tu na odwrót. Mamy zakochanego po uszy Piętę (pewnie 80% facetów by się na jego miejscu zakochało, bo aktorka śliczna i pięknie zaśpiewała), który nie wie co robić (serce i penis ciągną w jedną stronę, a odpowiedzialność i rozsądek w drugą). Jego żony nigdy w filmie nie mamy okazji zobaczyć, więc nie wiadomo, jakie panują między nimi relacje. Z jednej strony główny bohater nie chce rezygnować z małżeństwa, a z drugiej- seks z nową przyjaciółką jest dla niego uzależniający (czyli klasyczny, niesamowicie popularny problem męskiego „kryzysu wieku średniego” oraz młodej kobiety, która jest „tą drugą” i chciałaby wskoczyć na pierwsze miejsce). Trudno mi cokolwiek o tym więcej napisać. Nawet nie wiem, na ile przedstawiona historia jest wspólna z rzeczywistością, bo afera Pięty nigdy nie była jakoś specjalnie „grzana” przez media, nie przypominam sobie też żadnych kompromitujących taśm z jego udziałem, więc nie wiem, czy to Vega sobie wymyślił, czy to ja jestem mało poinformowany. Ogólnie, nuda, „samo życie” i zbyt niska szkodliwość społeczna czynu, aby wsadzać to do filmu, który kreowany był na polityczne trzęsienie ziemi. Zresztą ten wątek praktycznie nie istnieje w innych recenzjach „Polityki”, mimo że „zużył” jakieś 20 minut filmu.


Tutaj mała wstawka „separująca”. Do tej pory, w pierwszych 3 historiach- sprawa była jasna. Mniej więcej, jak w filmach Stalina czy Goebbelsa- mamy dwie przerysowane strony i klasyczny pojedynek dobra ze złem. Gdyby w tym momencie film się skończył- byłby on z pewnością dalej promowany przez media lewackie i POKO-wskie, pomimo tego, że te 3 pierwsze historie były raczej nudne i naciągane jak plandeka na Żuku. Linia polityczna jednak się do tego momentu zgadzała, więc widz KODziarski był zadowolony z arcydzieła Vegi. Niestety reżyser z niewiadomych przyczyn w kolejnych historiach zmienił taktykę, przez co na jego film spadła aura milczenia w mediach opozycji totalnej.


Część 4 – „Antyfaszyści” i urodziny Stalina

Tu dostajemy całkowite pomieszanie z poplątaniem plus mnóstwo fikcji. Historia jest nawiązaniem do słynnych, TVN-owskich „Urodzin Hitlera”, ale Vega odwrócił strony i zrobił z tego „Urodziny Stalina”, zorganizowane przez Telewizję Trwam. Ojciec Dyrektor nakazuje swojej pracownicy (narzeczonej postaci, która w żadnym przypadku nie miała przypominać Misiewicza) zbieranie haków na opozycję światopoglądową. Bohaterka udaje się w tym celu na demonstrację LGBT (na której nie ma ani jednej tęczy, za to są same flagi UE), gdzie ma miejsce jakiś bliżej nieokreślony atak neonazistów (?). Ląduje ona na komisariacie, gdzie wymuszane jest na niej przyznanie się do czegośtam (w sensie, że reżim karze ofiary, a nie napastników, choć w rzeczywistości jest odwrotnie, o czym pisałem tu wielokrotnie, np. Katowice i zatrzymanie uczestników legalnej manifestacji narodowców, blokowanej nielegalnie przez lewaków). Pod komisariatem poznaje ona „antyfaszystę”, który zabiera ją na lewacki squat, poi alkoholem i narkotykami oraz siłą pozbawia dziewictwa. Swoją drogą, ów „antyfaszysta” opowiada, że kiedyś został ciężko pobity przez skinów na koncercie zespołu Armia. Przecież Armia to zespół ultrakatolicki, to co on tam robił, skoro poznali się na Paradzie Równości? To już Vega mógł dać Dezertera zamiast tej Armii, ale nie o tym temat, zresztą cały film jest najeżony bezsensem, więc nie ma czasu czepiać się pojedynczych kwestii. Zgwałcona dziewczyna wraca do Rydzyka, a tan każe jej zaangażować tego „antyfaszystę” w zorganizowanie fikcyjnych urodzin Stalina, przeznaczając na ten cel 10.000 euro. Przekupni „Antyfaszyści” godzą się na inscenizację. Impreza zorganizowana jest w środku lasu, dziewczyna wraz z pomocnikiem (Tomaszem Oświecińskim, który kompletnie nie nadaje się do aktorstwa) wszystko nagrywa przy pomocy ukrytego pod odzieżą sprzętu. Urodziny nagle przerywają jacyś neonaziści (?), którzy pojawiają się nie wiadomo skąd, rozwalają wszystko, biją uczestników po ryjach, a dziewczynę chyba gwałcą. Wraca ona znów do Torunia, gdzie akurat trwa jakiś wielki kongres Rydzyka z udziałem polityków PiS, wpada ona na scenę i krzyczy że to kłamstwa. Koniec historii.

Mam duże problemy, żeby ten wątek jakoś zinterpretować. Jest w nim tyle chaosu i niezrozumiałych intencji reżysera, że nie wiem od czego zacząć. Dawniej popularny był następujący kawał: „Czy to prawda, że w Moskwie na placu Czerwonym rozdają Samochody? Tak, to prawda, tylko że nie w Moskwie, lecz w Leningradzie, i nie na placu Czerwonym, a na placu Rewolucji, i nie Samochody, a rowery, i nie rozdają, a kradną„. Można w kontekście filmu Vegi sparafrazować go w następujący sposób: „Czy to prawda, że TVN zorganizował urodziny Hitlera, a hajlujący dziennikarze dostali nagrodę Radia ZET? Tak, to prawda, tylko że nie urodziny Hitlera, a Stalina, nie TVN, a TV Trwam i nie dostali nagrody, tylko ich pobili i zgwałcili„. To jest tak idiotyczne, że nie podejmę się analizy. Nie mam pojęcia, dlaczego Vega popełnił ten wątek. Przecież dobrze wiedział, że urodziny Hitlera to obecnie (po aferze z Wacowskim) absolutny temat tabu wśród lewaków i KODziarzy, a przypominając tę historię- spalił swojemu filmowi przychylność mediów opozycyjnych, które w dniu premiery solidarnie przestały go reklamować. Gdyby do końca filmu Vega jechał chamskim anty-PiSem, miałby dalej darmową kampanię reklamową i więcej dolarów w kieszeni, a tak wyszła lipa z tymi leśnymi urodzinami. Antyfaszyści też są niepocieszeni, bo ich przedstawiciel okazał się przekupnym gwałcicielem, narodowcy również są źli, bo pokazano, jak dwa razy (raz na paradzie i drugi raz w lesie) biją ludzi i gwałcą, co nie miało w ogóle miejsca w rzeczywistości. Nawet KODziarski portal „Press” (KLIK) skrytykował Vegę za ten wątek. Jako, że lubię myśleć logicznie- mam teraz rozkminę na tydzień: po ch** Vega dał do filmu taki dziwny wątek?

Jeszcze słowo o odtwórcy roli Ojca Dyrektora. Grał go Zbigniew Zamachowski. Lubię tego aktora, ale faktem niezaprzeczalnym jest, że on potrafi grać wyłącznie jedną rolę (czyli siebie). Tak samo, jak Krystyna Janda potrafi grać tylko rozemocjonowane baby, które znalazły się w życiowych tarapatach, a Tomasz Karolak potrafi grać tylko przygłupich i pechowych cwaniaczków, tak samo Zamachowski potrafi grać tylko serdecznych, sympatycznych, życzliwych, poczciwych „kumpli”. Nawet w „Dekalogu X„, gdzie miał zagrać niegrzeczną gwiazdę rocka- i tak zagrał „ciepłą kluchę”. No i nagle Vega daje mu rolę Rydzyka, czyli osoby wypromowanej przez media jako tyrana, mafioza, kombinatora, złodzieja, despotę i dyktatora. Zamachowski swoją (defaultową) grą tylko ocieplił wizerunek Ojca Dyrektora, czyli mimowolnie wykonał robotę odwrotną do zamierzonej.


Część 5- Postać, która miała przypominać Jarosława Kaczyńskiego

Kolejna historia opowiada o prezesie Kaczyńskim, który po zabiegu ortopedycznym przechodzi rehabilitację biodra. Wątek nudny, jak „Śmierć w Wenecji„. Rehabilitantem prezesa zostaje Maciej Stuhr. Obaj panowie z czasem zaprzyjaźniają się, a prezes coraz bardziej zaczyna się przed nim otwierać (czego nie ma w zwyczaju wobec podwładnych polityków). Vega chyba sugeruje nawet jakiś element homoseksualny? Na koniec kilkunastominutowej nudziarni dostajemy jedną w miarę ciekawą (oczywiście całkowicie fikcyjną) scenę. Prezes próbuje się dostać do budynku parlamentu, gdzie jak wiemy- trwa permanentna i wielotysięczna pikieta KODu. Aby ułatwić sobie przedostanie się przez tłum- prezes ubiera maskę ze swoją podobizną (jakie noszą też obecni tam KODziarze). Zagadnięty przez dziennikarkę TVN- wygłasza on zmyślony przez autorów filmu monolog o tym, że Polska nie zostanie zachodnią kolonią, używając wykreowanych przez media zwrotów: „gorszy sort” i „element animalny” (w jednym zdaniu). Postać grana przez Stuhra okazuje się być sympatykiem ideologii LGBT, więc obraża się na prezesa, a obaj panowie się rozchodzą.

Nie wiem, czemu miała służyć ta historia. Jest strasznie nudna i niewiele wnosi. Na domiar złego- ten wątek (i poprzednie, w których prezes się przewijał jako postać drugoplanowa) pokazuje Kaczyńskiego w dosyć dobrym świetle, jako zwykłego i poczciwego człowieka, mieszkającego w skromnych warunkach, który dosyć skutecznie „ogarnia” cały rząd, ma umiejętności taktyczne i długofalową wizję rządzenia krajem oraz nie boi się pozbywać czarnych owiec (Misiewicz, Pięta). Widz KODziarski na pewno poczuł się zawiedziony, licząc na odczłowieczenie Kaczyńskiego i przedstawienie go w kompromitujących sytuacjach. Widocznie Vega uznał, że nawet pomimo zabezpieczeń prawnych- lepiej nie podskakiwać i nie wymyślać chamskich fejków na temat tej postaci.


Część 6 – Finał

Jeżeli do tego momentu widz o orientacji KOD twierdził, że film jest fajny (np. nie wiedział, że leśne urodziny to ustawka i nie skojarzył tego z historią nr4), to ostatni wątek wyprowadził go z dobrego samopoczucia. Fabuła (oczywiście fikcyjna w 100%) opowiada o rzekomej ofierze wypadku kolumny rządowej z Seicento, postać ta grana jest przez Daniela Olbrychskiego. Sam wypadek oczywiście przejaskrawiony- w rzeczywistości auto zostało uderzone w bok i miało trochę poobijany lewy przód i nikomu nic poważnego się nie stało, natomiast w filmie auto zostało uderzone prosto w drzwi kierowcy, po czym koziołkowało i dachowało (co ciekawe- drzwi od strony kierowcy, w które w filmie trafiło całe uderzenie, gdy auto leżało już na dachu- były jak nowe, ale nie będę czepiać się detali, bo bym do zimy nie skończył pisać tego tekstu). Najpierw Olbrychski jest niby wrabiany w rolę sprawcy wypadku, ale nie zgadza się on podpisać obciążających go papierów, ta sprawa u Vegi jest ucięta i nie wiadomo, jak się to skończyło, bo nagle na scenę wchodzi Grzegorz Schetyna. Niestety (dla KOD)- pokazany jest on w tym filmie bardzo negatywnie, dużo gorzej niż Kaczyński, podobnie inni politycy POKO, którzy kopią pod partyjnymi rywalami dołki i tylko patrzą, jak ukręcić na boku jakąś lewą kasę z kampanii wyborczej. Schetyna daje Olbrychskiemu propozycję wystartowania w wyborach z list jego partii. Dosyć groteskowe są 2 powody, podane Schetynie przez doradcę jako atuty Olbrychskiego. Pierwszy to popularność społeczna Olbrychskiego po wypadku, udokumentowana zebraniem przez darczyńców 150.000 złotych na nowy samochód (oczywiście u Vegi ani słowa o tym, że cała zbiórka dla kierowcy Seicento okazała się wałkiem, a kasa zniknęła w jakiejś KODziarskiej kieszeni). Drugi powód to nazwisko postaci granej przez Olbrychskiego, mające się dobrze kojarzyć wyborcom, którzy są tak głupi, że się nie pokapują, że to tylko zbieżność nazwisk. Postać ta nazywała się… Drzewiecki 🙂 Też wymyślili. Przecież Miro Drzewiecki, były baron Platformy to główny bohater afery hazardowej, odpalony przez partię w 2009 roku. Żeby wylecieć na zbity ryj z Platformy (gdzie ręka rękę myje) to już naprawdę trzeba być wyjątkowym ananasem, a Mirosławowi Drzewieckiemu się ta sztuka udała. Nie wiem, czy Vega dał to nazwisko specjalnie, czy po prostu nie wiedział, ale wyszło zabawnie. Wracając do fabuły filmu. Olbrychski to poczciwy ideowiec, który chce uczciwie działać w polityce. Schetyna szybko wybija mu to z głowy, mówiąc, że rządzi on, a reszta ma wykonywać rozkazy. Schetyna na podparcie swych słów potargał na oczach Olbrychskiego kartki, na których napisał on swój program polityczny. Końcowa scena to inauguracja nowego rządu, gdzie Olbrychski (jako najstarszy poseł) ma prawo otwarcia obrad i przemowy. Z tej okazji dostajemy „głębię”, że politycy powinni być dla ludzi, a nie odwrotnie, a na koniec pan Daniel pokazuje posłom gołą dupę. No i finito. Po tym jeszcze tylko „ekran taktyczny”, że zaprezentowany Misiewicz to wcale nie Misiewicz.

Ostatnia historia miała największy potencjał, ale niestety, jak to u Vegi- nie wykorzystano go. KODziarstwo po ostatniej historii przestało twierdzić, że film jest fajny, bo Schetynę obrażajo.


Podsumowanie. Film miał wywrócić polską scenę polityczną do góry nogami, a opozycja totalna mocno liczyła na to, że Vega wygra dla nich wybory. Miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze. Już w dniu premiery mądrość etapu lewaków została zmieniona z „film obali rząd” na „sztandar wyprowadzić„, a Vega dla znachorów z „salonu” z powrotem stał się chałturnikiem dla Januszy. Pompowany miesiącami balon pękł z dwóch powodów: film jest po prostu nudny i słaby, jakiś taki niechlujny od strony technicznej, a po drugie- historie 4, 5 i 6 są mocno niejednoznaczne i nie walą maczugą w PiS, jak życzyłaby sobie tego opozycja i jej sympatycy. Schetyna został przedstawiony źle, z kolei Kaczyński i Rydzyk przedstawieni zostali neutralnie.

Film miał niby pokazać jakieś nowe, nieznane dotąd afery rządu, ale nic takiego nie miało miejsca, a wręcz przeciwnie. Dostaliśmy przewałkowane i wyolbrzymione stare, dosyć nieistotne afery sprzed 2-3 lat. Media opozycyjne stosują taktykę Permanentnej Rewolucji, czyli grzeją do czerwoności jakiś nowy temat, robiąc z niego wielki skandal. Są plusy takiej strategii, ale są też minusy, w tym przypadku liczą się dwa. Pierwszym z minusów jest to, że każda kolejna afera jest kreowana jako „największa”, „fundamentalna” i „najpoważniejsza”. Skoro właśnie ta najnowsza jest największa, to mimowolnie deprecjonowane są wszystkie poprzednie. Drugim minusem jest to, że tych „afer” było w obecnej kadencji sejmu około 200, średnio jedna na tydzień (z czego poważne może ze 3, ale TVN/GW z każdej kolejnej robi najważniejszą, więc te naprawdę ważne gdzieś zniknęły w gąszczu tych bzdurnych typu odstrzał dzików). Pamięć ludzka (zwłaszcza u KODziarzy 60+) nie jest nieograniczona, więc ludzie pamiętają tylko kilka ostatnich „afer”, a wcześniejsze zapominają, albo przestają traktować emocjonalnie. Kto dzisiaj pamięta aferę z „pomazańcami”? 3 lata temu pompowane to było jako „must read” i umieszczane w czerwonych ramkach, a opozycja domagała się natychmiastowej dymisji rządu, a dzisiaj połowa ludzi nawet nie pamięta, że takie coś jak „pomazańcy” w ogóle było.

No i nagle Vega wyskakuje z filmem, w którym wyolbrzymia jakieś stare, niezbyt istotne „afery”, o których od dawna nie mówią nawet najbardziej zaangażowani KODziarze (Seicento, Pięta, Misiewicz). Obecnie na topie są „wieże Kaczyńskiego”, loty Kuchcińskiego czy Emi i Piebiak, wszystko reklamowane jako „najpoważniejsze dotychczas” i „niespotykane wcześniej w całej Europie”, a tu Vega wyskakuje z jakimś Seicento? Farmy trolli szaleją, sądownictwo rozwalone, a ten o Seicento za 3.000zł… Dlatego to nie mogło się udać. Czas produkcji filmu „od pomysłu do przemysłu” to co najmniej kilka miesięcy, tymczasem co miesiąc mamy 4 nowe „afery”, więc siłą rzeczy film tego typu musi być nieaktualny (w ostatniej scenie, na inauguracji sejmu pojawiają się Szydło i Pawłowicz, choć od dawna wiadomo, że ich tam nie będzie- pierwsza spędzi najbliższe lata w Brukseli, a druga całkiem odchodzi z polityki). Co innego, gdyby skupiano się na jakości afer, a nie na ilości (tak robił PiS, będąc w opozycji- było kilka/kilkanaście mocnych afer PO przez 8 lat, wszystkie pamiętne do dziś), ale Trockiści z mediów lewackich postawili na Permanentną Rewolucję, która mówi, że co tydzień musi być nowa afera (nieważne jaka, nawet z dupy wzięta, o której nikt za pół roku nie będzie pamiętał). Teraz akurat Rewolucja niebezpiecznie przygasa- totalni po dwutygodniowym wałkowaniu tematu „trolli” (gdzie nie ma żadnych konkretów, tylko same insynuacje) liczyli na dwie nowe „afery”, czyli film Vegi i potencjalny chaos w szkołach, związany z podwójnym rocznikiem po likwidacji gimnazjów. Tydzień nauki minął, a chaosu nie ma, Vega też się nie spisał, więc pewnie teraz wymyślają na poczekaniu coś, co ma utrzymać ich wiernych odbiorców w stanie podkurwienia i zagrożenia. Póki co TVNy skupiają się na krytyce przedwyborczych obietnic rozdawniczo-socjalnych PiS, przy czym ani słowem nie wspominają o kampanii POKO, która przebija PiS, obiecując utrzymanie wszystkich „kiełbas wyborczych” rywali i dołożenie od siebie jeszcze kilku swoich. Totalne media w kontekście POKO w ogóle nie mówią o ich programie, co najwyżej skupiając się na wychwalaniu Małgorzaty Kidawy-gdzie-jest-program-muhuhuhuhahaha-Błońskiej.

„Balon Vegi”, pompowany przez kilka miesięcy pękł już w dniu premiery. Film mocno zawiódł oczekiwania „salonu”, ich recenzje są mocno krytyczne (jedyną „laurkę”, jaką znalazłem to tekst histeryczki i feministki Dryjańskiej w lisowym NaTemat, czyli tej pani, która zebrała kilka tysięcy złotych na wytoczenie procesu Ziemkiewiczowi i nigdy tego procesu nie wytoczyła). Cytując Kazika: „Doktor Rintelen czekał nadaremno, pucz się nie udał„, a opozycja totalna musi szukać jakiegoś innego sposobu na wygranie wyborów.

Na koniec kilka słów o Vedze. Jest on doskonałym marketingowcem, ale słabym reżyserem. Umiejętności marketingowe ma opanowane do perfekcji- „Polityka” przez wiele tygodni miała darmową reklamę w mediach antyPiSowskich, bo Vega przewidział, z jakim tematem, w jakim momencie się wstrzelić i za który sznureczek u zakompleksionego KODziarstwa pociągnąć. Wprawdzie po premierze darmowa reklama się skończyła, bo film nie okazał się jednostronnym paszkwilem na PiS, ale Vega i tak pewnie zarobi kupę kasy. Nawet go za to trochę szanuję, bo przynajmniej nie wyciąga łap po publiczne pieniądze, jak różne Jandy czy Hollandy, kręcące nudne gnioty i inne Pokoty, które miesiąc po premierze kinowej za dopłatą 5zł dodawane są na płycie do Gazety Wyborczej. Gdyby Vega jako marketingowiec połączył siły z reżyserem Smarzowskim- odnieśliby w tym duecie ogromny sukces komercyjny. Obecnie Vega kręci film o piłce nożnej, a jego premierę wyznaczono na późną wiosnę 2020, czyli okres chwilę przed Mistrzostwami Europy w, zagadka: jakiej dyscyplinie sportowej?

PS: Wracając z kina nadziałem się w Katowicach na paradę gorszycieli. Nawet nie wiedziałem, że takie coś jest. Oni chyba specjalnie nie reklamują tych parad, bo aktywistów mają mobilnych, a reklama tylko nagoniłaby frekwencji dla kontr-demonstracji. Tak, jak było do przewidzenia- przyjechała objazdowa trupa, a lokalni mieszkańcy stanowili mniejszość liczebną. Najwięcej oczywiście było policji. Paradę otwierał… burmistrz Kolonii, czyli miasta, gdzie kilka lat temu odbyła się „słynna” impreza sylwestrowa (której „efekty” próbowano tuszować przez 5 dni).

PS2: Dzięki dla Tomasza, Romana i Grzegorza za flotę.

RacimiR, 8.09.2019

Zobacz też:

50 thoughts on “„Polityka” Patryka Vegi

  1. Gównofilm zrobiony prze gównoreżysera z gównoaktorami w obsadzie, w sumie z tego mógłby się składać ten wpis…

  2. Kolejny film od Vegi który obejrzy się na internecie a po godzinie już ledwo będę pamiętał co oglądałem. U mnie bilet na to kosztuje 17 złotych ale nie ma mowy żebym wydał tyle pieniędzy. W sumie potraktować to jako przygłupią komedię na wieczór i jakoś da się to obejrzeć (taktyka działała przy Pitbullu czy Botoksie).

  3. Klapa ,,Polityki” + wczorajsze obietnice, nie zdziwiłbym się gdyby PiS tak zmobilizował swój elektorat że dostaliby 50% poparcia.

  4. Wolałbym utopić te 27 złotych w kiblu niż iść na to do kina, on od zawsze robi przekłamane filmy także ten wychwalany pod niebiosa pitbull np strzelaninie w magdalence nic nie zgadzało się z realem ani broń, ani mundury, ani pora roku nawet przebieg akcji i śmierć tych dwóch mutantów była wyssana nie powiem z czego oni się zatruli czadem a u tego wysadzili się granatem. Wogóle to nie pierwszy antypis w wykoaniu tego pana zrobił już coś podobnego służby specjalne tam z koleji było jak zły macierewicz rozwiązał bastion patriotów WSI.

    Ten koleś to nawet nie potrafi oddać miejsca i czasu jak zauważyłeś. We wspomnianym badziewiu za prezydentury kwaśniewskiego był taki dobrobyt że były smartfony i telewizory 50 calowe. Szczerze to nawet kremlowscy propagandyści jak robią film który dzieje się w latach 80 i 90 starają się to oddać ten osobnik tego nie potrafi.

    od RacimiR: Ja też miałem wcześniej niskie mniemanie o filmach Vegi, ale zwyciężyła ciekawość no i nastawienie, o którym pisałem na początku. Nie szedłem na doskonale zrobiony film, bo wiedziałem że będzie kiepski, tylko żeby zobaczyć, czy film jest w stanie wywołać zapowiadany od tygodni przez GW/TVN przewrót polityczny.

  5. 27zł? W Multikinie masz bilet za 15zł przez cały tydzień, to tak na przyszłość 🙂 Też dopiero wczoraj dowiedziałam się o tym marszu równości w Kato i to z filmików lewackich znajomych na FB, którzy się tam lansowali. Skoro takowe udostępnili, to chyba byli zadowoleni z tego jak to przedsięwzięcie wyszło niestety. Ale moim zdaniem lepiej, że nie było o tym żadnego info i w rezultacie nie było też żadnej kontrmanifestacji, bo gdyby zebrała się tam jakaś hołota, mielibyśmy martyrologiczną powtórkę z Białegostoku i byłaby z tego niedźwiedzia przysługa dla środowisk prawicowych.

    od RacimiR: Też te 27zł w CC mnie zaskoczyło, a jeszcze byłem z osobą towarzyszącą o ‚zaściankowym’ podejściu do płatności wg płci :-/ Szacowałem że dam max 20 bo sobota, a tu nagle 27. Myślałem, że w multi tylko w poniedziałki jest taniej. Ja z multikina nigdy nie umiem wyjść, zawsze potem szukam auta przez pół godziny, to chyba specjalnie tak zbudowali żeby się zagubieni ludzie szwendali po galerii i coś kupili przy okazji.
    Co do marszu w sumie racja, niech nikt o tym nie mówi. Wydaje mi się, że oni w Kato na razie badają teren, a gdy będą chcieli prowokować, to kontrowersyjni ludzie się znajdą. Na razie idą spokojnie bez cipkomaryjek i parodii mszy, ale pewnie z roku na rok będą zaostrzać swój przekaz, bo takie łażenie bez robienia z tego newsa dnia szybko im się znudzi.

    • Być może się mylę, ale mam swoją teorię na temat marszu w Katowicach. Z Katowic startuje pan Morawiecki, więc nie chcą chyba denerwować mieszkańców przed wyborami. Podejrzewam, że gdyby nie wybory, temat marszu w tym mieście byłby bardziej nośny.

      od RacimiR: Trudno powiedzieć. Faktem jest, że cały katowicki Ratusz odciął się od tego marszu i pojechali gdzieś na grzyby tego dnia, żeby przypadkiem nikt ich z tym „eventem” nie połączył.

    • Aha, czyli wydałeś na to wybitne dzieło w sumie 54zł :,D Aż Ci chyba też coś podeślę po wypłacie XD Ale zaściankowe podejście? Myślałam, że jesteś konserwatystą 😛
      W Galerii Katowickiej chyba każdemu ciężko się odnaleźć. Te milion pięter robi swoje, a z moją orientacją w terenie to już w ogóle wolę się tam za często nie wybierać, zdecydowanie bardziej wolę Silesię. No ale jak mieli inaczej zbudować centrum handlowe w środku miasta, między tymi kamienicami…
      Jeśli chodzi o samo Multikino, ja z kolei myślałam, że taniej jest od poniedziałku do piątku, ale okazuje się, że nawet w weekend bilet kosztuje 15zł. Jedyny szkopuł jest taki, że nie można u nich rezerwować biletów, a płatność za bilety przez internet to dodatkowo 1,20zł do biletu, no ale to do przeżycia. Akurat z Multikina w GK nie jest ciężko dostać się na parking podziemny 🙂 Jak wjeżdżasz ruchomymi schodami już typowo do Multikina, to na wprost (albo lekko na lewo?) masz kasy, a na prawo jest taki korytarz i tam są windy, którymi możesz zjechać na piętra -2 i -3, czyli na parking podziemny 😉

      od RacimIR: 54 + dojazd + duperele 🙁 Ja jestem przede wszystkim logikiem i skoro faceci mają sprzątać, gotować, prasować i prać to czemu mają jeszcze płacić? A królewna jakie będzie miała obowiązki? Albo jedno albo drugie. Jeszcze co chwilę słyszę femi-pierdololo, że równości nie ma… W Galerii nawet nie chodzi o piętra, w Harrodsie też jest tyle, a łatwo się tam porusza. Chodzi o to, że w GK nie ma klarownych „pionów komunikacyjnych”. Są windy, które nie stają na wszystkich piętrach, to samo schody ruchome- wjedziesz 2 piętra i koniec jazdy, trzeba iść kilometr dalej żeby wjechać dalej do góry (a kino oczywiście na samej górze). Można też szukać windy, ale jest wielka szansa, że trafisz na taką, którą możesz jechać tylko na dół 🙂 Jak tam kiedyś wybuchnie pożar, to ludzie będą biegać w kółko i spłoną żywcem. Znam tą windę przy multikinie, ale tam po seansie stoi tyle osób, że trzeba czekać ze 3-4 kursy (oczywiście ci co wejdą naciskają na wszystkie możliwe guziki, co wydłuża długość jednego kursu), a ona chyba nawet nie staje na poziomie -1, czyli tym głównym (po co jechać na -2, jak -1 jest wolny). Już w Superjednostce, gdzie windy stają co 3 piętra, a jedno wejście to 3 numery budynku- łatwiej się połapać. Z cenami chyba musieli zmienić niedawno, dawniej tylko poniedziałki były po 15 i to jak pokazało w kasie kod kreskowy z pejsbuka. Chociaż teraz mi się przypomniało, że byłem kiedyś w poniedziałek z tym kodem z pejsa, a babka z kasy powiedziała, że jest promocja i nie muszę jej tego pokazywać. Tych kin jest teraz w okolicy tak dużo, że raczej nie ma co się bać, że nie będzie biletów przed seansem (ostatnio w Libero otwarli dużego Heliosa, ale tam moja noga nigdy nie postoi z powodów właścicielskich). Ja nie pamiętam, kiedy bym był w kinie i przynajmniej połowa miejsc była zapełniona, a nigdy nie rezerwuję wcześniej. Teraz na głośnym Vedze było 40 osób w sobotę, a na salę wejdzie pewnie z 700. Muszę przestudiować mapę tej Galerii i tylko do multikina chodzić, bo 27 w CC też mnie zdziwiło, choć pewnie dałoby się taniej, bo baba w kasie pytała o jakąś kartę rabatową i była zdziwiona, że jej nie mam.

      • Byłam kiedyś w Galerii jak wybuchł alarm, dosyć sprawnie poszła ewakuacja, tym bardziej, że musiałam zamknąć stoisko, bo akurat wtedy tam pracowałam 😛 Na -1 jest parking dla klientów? Tam jest jeszcze całe jedno piętro sklepów + dworzec autobusowy i jeszcze gdzieś zmieścili parking podziemny? Wiem na pewno, że parkingi są na -2 i -3, gdzie zjeżdża ta winda o której mówiłam. Schodami rzeczywiście trochę kapa, trzeba zjechać na poziom 0 schodami które do tego momentu zjeżdżają w jednym pionie i później dupa, trzeba szukać schodów na -1 (najbliżej są te koło SuperPharm, jak zjedziesz na 0, to idziesz później w tą lewą alejkę, a nie prosto jakbyś chciał się kierować do wyjścia na dworzec), a później z -1 bodajże koło Stokrotki jest ruchomy chodnik którym zjeżdża się niżej.

        Wracając jeszcze do ceny biletów w Multi, no nie wiem czy tak od niedawna, ja za te 15zł chodzę do Multi już długo, rok, półtorej minimum. Nie boję się, że nie będzie miejsc przed seansem, chyba raz mi się zdarzyło, że wszystkie były zajęte, na premierze Lasu samobójców. Chodzi o to, żeby kupić dobre miejsca 🙂 Dla mnie akurat jest to na tyle istotne, że mogę poświęcić chwilę, żeby kupić dzień wcześniej te bilety przez neta.

        Ja nie pozwoliłabym żadnemu facetowi prasować ani zrobić prania 🙂 No chyba, że chciałabym wymienić swoją szafę na nową, wiadomo za czyje ciężko zarobione pieniążki :> XD Żart 😀 Znaczy te drugie zdanie, pierwsze podtrzymuję ;P

        Mały offtop, ciekawi mnie co myślisz o dwóch sprawach, w sumie inne osoby też zapraszam do dyskusji. Pierwsza, wspominałeś o Kuchcińskim, chyba na tą chwilę gorętszym tematem niż ten z lotami, jest jego niby wizyta w jednym z podkarpackich burdeli, gdzie poużywał sobie na pewnej 14-letniej Ukraince. A druga, to wprowadzenie sieci 5G w Polsce, poważnie Waszym zdaniem może być ona taka groźna dla zdrowia i jest to kolejny sposób na depopulację Ziemii?

        od RacimiR: Ja już sam się pogubiłem w tych poziomach. Jeżeli ktoś tam pracował to pewnie wie jak stamtąd wyjść, gorzej z „Januszami” jak ja, którzy są tam raz na kwartał i błąkają się po całym budynku. Pamiętam, że kiedyś zjechałem na jakimś innym poziomie niż miałem auto i był problem (to było już po 23).
        Jaki problem włączyć pralkę i co za różnica kto to zrobi? No chyba że pierzesz ręcznie. Z prasowaniem to zależy, spodnie małpa wyprasuje ale koszule z kołnierzami no to już kapa.
        Co do Kuchcińskiego (burdeli) i 5G- moja wiedza jest praktycznie zerowa, więc nie wypowiem się. Zresztą obie sprawy to wręcz idealne pole działania dla propagandystów, więc trzeba uważać z czytaniem informacji.

        • Jak tam pracowałam to w ogóle nie ogarniałam gdzie co jest oprócz mojego miejsca pracy, kibli, jedzenia i kilku sklepów. Jakoś z czasem zdobyłam umiejętność (w miarę) poruszania się po tej galerii 😛 W sensie jak sobie tam chodziłam na zakupy, nie jak pracowałam 😛 Zawsze mnie rozwalało jak ludzie przychodzili do mnie i pytali gdzie jest jakiś niewielki, mało znany sklepik (miało to miejsce praktycznie cały czas) to, że pracuję w tym centrum handlowym nie znaczy, że muszę znać je całe na pamięć. A szkolenie w kwestii wyjść ewakuacyjnych to jedynie teoria, nie miałam w ogóle czegoś takiego.
          To w końcu biedni, współcześni mężczyźni muszą „sprzątać, gotować, prasować i prać”, czy może jednak „jaki problem włączyć pralkę i co za różnica kto to zrobi”? 😛 Umiejętność wyprasowania koszuli to kwestia ćwiczeń i cierpliwości plus polecam wskazówki z neta lub od mamy 🙂 Skoro dla Ciebie pranie polega tylko na włączeniu pralki, to muszę Ci podziękować za utwierdzenie mnie w przekonaniu, że jednak lepiej wam tego nie zlecać 😉 Przynajmniej nie tam, gdzie znajdują się moje ciuchy, ze swoimi róbcie co chcecie 😛 Ja zwykle tylko odkurzanie zlecałam facetom, odkurzacz jest dosyć ciężki 🙂

          od RacimiR: Pranie polega na włączeniu pralki, wsypaniu/wlaniu chemii i potem wywieszeniu zawartości na jakimś wieszaku. Co tu więcej robić? Prasowanie mi nie idzie, więc najczęściej je olewam (poza spodniami i prostymi rzeczami), na czym pewnie trochę cierpi moja prezencja, ale mam to gdzieś 🙂

  6. „Wątek nudny, jak „Śmierć w Wenecji„.” – RacimiR – Ty oglądałeś ten film z 1971 roku ??? O_o O_o O_o

    od RacimiR: Próbowałem go kiedyś oglądać ze znajomymi (tak dla jaj, na fali popularności „Chłopaków nie płaczą”), ale nie zdzierżyliśmy po 15 minutach. Tam chyba był jakiś wątek polski (molestowanie homo).

    • Molestowanie homo to przesadzone. W skrócie: starszy pan poczuł platoniczne zafascynowanie młodym chłopcem i umiera. Nie molestował go. Film (na podstawie powieści zresztą) rzeczywiście podobno mega nudny ale uznany za wybitne dzieło chyba ze względu na sposób przełożenia książki na ekran. Jakby nie patrzeć wątek homo jest, dlatego się zdziwiłem, że przytoczyłeś ten film. Osobiście go nie oglądałem.

      A co do wątków homo to tymczasem w Strasburgu (Francja) chyba osiągnięto poziom postępowości, wolności itd itp:
      https://twitter.com/WarrenHemrick (znalezione w czeluściach netu)
      tweet z dnia 30 sierpnia
      (nie publikuj tego RacimiR jesli uznasz to za rozpowszechnianie)
      Może o to chodzi w Marszach? Tam sobie ludzie chodzą jakby nigdy nic. Nie znam francuskiego i nie wiem o czym gadają. Szoker.

      od RacimiR: Napisałem o tym filmie stricte jako o symbolu nudy, czyli w ujęciu „Chłopaków”. Historie Vegi (poza Misiewiczem, urodzinami leśnymi i ostatnią) to jedna wielka „Śmierć w Wenecji”. Ten gość z twittera obrzydliwy. Może i tego chcą, ale islam im na to nie pozwoli.

      • No jak nie pozwoli, jak masz dowód, że to się już dzieje. Ten filmik powinien być filmem poglądowym na to co się może stać, jak się będzie ulegać środowiskom LGBT i popadać w skrajną polityczną poprawność.
        Nie wiem, o którym piszesz, bo tam jest ich dwóch. Szczyt wszystkiego byłby jeszcze, gdyby to był biały dzień, ale i tak trochę ludzi na ulicy jest, bo to niedaleko przystanku. Zresztą głowy bym nie dał, czy jeden z nich nie jest przedstawicielem „religii pokoju”.

        od RacimiR: Jeden filmik wiosny nie czyni. Pewnie w pobliżu (poza kadrem) była policja, albo jacyś ochroniarze, no i miejsce jest typowo ruchliwe, na 100% monitorowane. Natomiast gdyby takie rzeczy działy masowo w całym mieście, to prawdopodobnie w większości przypadków obaj panowie dostaliby po ryjach od wyznawców religii pokoju.

  7. Ej, ale to było dobre! Vega strollował totalnych. Vega jest moim bohaterem, zrobił to, o czym ja marzyłem, że kiedyś uda mi się zrobić (zajmowałem się kiedyś amatorsko kręceniem filmów). Marzyłem o tym, że kiedyś uda mi się zrobić film, w którym z założenia będą szkalowani nacjonaliści. Byłby więc główny bohater Żydoniemiec i nękające go chłopaki z osiedla. Tylko że ten Żydoniemiec byłby obsadzony przez nijakiego aktora, jeszcze bym mu kazał grać apatycznie, a chłopaki z osiedla byliby łobuzami, ale sympatycznymi. Vega zrobił coś w tym stylu, tylko z większym rozmachem i tylko o wiele mniej dyskretnie niż ja planowałem – no ale jego film poszedł do kin, a mój poszedłby co najwyżej na konkursy, inna publiczność. Poza tym dyskrecja nie jest w stylu Vegi.

    Możliwe motywacje Vegi:
    1. Hajs mimo wszystko się zgadza
    2. Chciał pokazać, że się nie sprzedał (w odróżnieniu od Smarzowskiego czy Gizy) i nadal jest artystą niezależnym
    3. Chciał się zemścić na salonie za negatywne recenzje wcześniejszych filmów
    4. Deklaruje się jako wierzący, być może totalni ze swoim podejściem do religii go wkurwiali
    5. Może dostał od PiS jakieś pieniądze
    6. Chciał po prostu wywinąć taki numer, dla zabawy
    7. Inne

    Jak wyjdę z dołka, to Ci przeleję te 27 zł z nawiązką. Dzięki.

    od RacimiR: W sumie to podobnie o tym myślałem. Miał być paszkwil na PiS, a wyszło odwrotnie, a wszystko było trzymane w tajemnicy do ostatniego dnia. Kaczyński – OK, Rydzyk (ocieplony przez Zamachowskiego) – OK, Szydło – bardzo OK, Pięta – raczej też OK, Misiewicz i Macierewicz nie OK, ale szybko ich prezes wyjaśnił i pozbawił władzy, a z drugiej strony Schetyna jako najbardziej odrażająca postać w całym filmie i na dokładkę przypomnienie wstydliwych leśnych urodzin.
    Dlatego media lewackie mają teraz bana na pisanie o tym filmie, mimo że przed premierą się podniecały mocno i naganiały do kin. Film paradoksalnie może przyczynić się do jeszcze lepszego wyniku PiS w wyborach, bo ta partia została pokazana „z ludzką twarzą”, jako bajzel, ale ze zdolnością samooczyszczania z czarnych owiec (a PO pokazano odwrotnie, jako partia składająca się z samych czarnych owiec i złodziei).
    Jak jesteś w dołku to daj spokój, ja głodem nie przymieram.

    • Słaba ocena tego filmu może się brać też z tego, że ocenia grupa docelowa – czyli kodziarstwo, które masowo poszło na ten film, a teraz czują się oszukani.

    • Filmu nie oglądałem, ale wszystkie recenzje potwierdzają ta teorie, Vega zrobił film za pieniądze salonu, gdzie w sumie skrytykował opozycje niż partie rządzącą i w sumie nawet sie nie połapali w tym ze taki numer im wywinął. A co zyskał Vega:
      1. Hajs sie zgdza,
      2. NIe zrazil do siebie PISu , a to oni pewnie beda rzedzic przez 4lata i moze sie dostac jaki hejs na nwy projekt Vegi
      3. W sumie nie zraziłł do siebie opozycji, tam jest przeświadczenie ze film dobry (pierwsze 3 watki), ze to film slaby ale z powodu raczej cos Vedze nie wyszlo staral sie ale efekt koncowy nie jest idealny. W kazdym razie Vega moze grac na 2 fronty i drogi sobie nie zamknal.

      od RacimiR: „Salon” połapał się, ale dopiero po premierze. Widocznie Vega do ostatniej chwili trzymał fabułę w tajemnicy. Wersja z 2 frontami jest najbardziej prawdopodobna, ma otwartą przyszłość (w przeciwieństwie do takiego Sekielskiego, który już się spozycjonował po jednej stronie do końca życia).

  8. Jeszcze co do nastawienia do filmu, o którym pisałeś we wstępie – to ważna sprawa. Jak się dowiedziałem, że w Matrixie maszyny hodują ludzi jako źródła energii elektrycznej (co jest bez sensu nawet w realiach sci-fi), to stwierdziłem, że będę to oglądał wyłącznie jako pokaz efektów specjalnych, i nie zawiodłem się.

    od RacimiR: Matrix był OK, jeden z lepszych filmów XXI wieku. Mimo wszystko miał całkiem mało luk fabularnych, jak na tak pokręcony projekt. To hodowanie nie było znów tak głupie, technologia była tak zaawansowana, że koszt produkcji żywności mógł być z nawiązką zrekompensowany przez energię cieplną (zamienianej na elektryczną), wytwarzaną przez „hodowlę”. Inne filmy „post-apo” na ogół mają tych dziur fabularnych 10 razy tyle.

    • Człowiek generuje tak znikomą moc w postaci energii elektrycznej, że nie uzyska się nawet promila tego, co idzie na jego wykarmienie. To już lepiej hodować węgorze elektryczne – dlaczego inteligentne maszyny na to nie wpadły? A jeszcze lepiej po prostu zrobić elektrownię.

      Pomysł hodowania ludzi jako źródeł prądu jest mniej więcej tak samo głupi, jak pomysł kradzieży i transportu wody w „Hydrozagadce”, tylko że tamto była komedia, a w Matrixie temat potraktowano poważnie.

      Istnieją filmy post-apo, mające dziury fabularne, ale to są z reguły filmy na jedną gwiazdkę, kino klasy B, a nie wysokobudżetowe blockbustery.

      od RacimiR: Tam chyba energię cieplną z ludzi przerabiali na energetyczną, coś jak z elektrowniami geotermalnymi. Wiem, że 36.6 stopnia jest nieefektywne, ale tam była dużo bardziej zaawansowana technologia (żarcie dla tych ludzi za darmo z recyklingu) co może to tłumaczyć (plus to, że tych ludzi tam były miliony, więc całkiem duży objętościowo „reaktor”). Nie raziło mnie to jakoś mocno w porównaniu do tego, co się dzieje w innych filmach (np. taka Arka Przyszłości- nagromadzenie idiotyzmów tam było 10 razy większe). WG mnie większość filmów post-apo (tych klasy „A”, bo te tańsze to już w ogóle) ma większe dziury od Martixa, chyba że nie ma w nich żadnej „technicznej” fabuły (jak np. w Mad Maxie, gdzie po prostu walczyli ze złymi ludźmi i uciekali). Nawet taki film „Jestem Legendą” niby fabuła prosta jak konstrukcja cepa, a i tak dostajemy dziury fabularne do kwadratu. Matrix wypada na tym tle dosyć dobrze, dlatego zresztą taki sukces odniósł. Ponoć ma być kręcona kolejna część i tu już się obawiam chałtury, bo pierwsze trzy zamknęły historię do końca, więc teraz będzie naciągane jak plandeka na żuku.

  9. dzisiaj w liberalno lewackim radiu rmf fm jak usłyszałem słowa pobicie studentów izraelskich to w mgnieniu oka dopowiedziałem sobie historię o prowokacji dla roszczeń , ale potem nastąpiło zdziwko bo mocno akcentowali arabskie pochodzenie napastnika, ciekawe czemu to służy bo wzorem swojej niemieckiej centrali powinni mówić ze to antysejsmityzm polski i pobicia dokonał „polski bandyta rasista”

    od RacimiR: Dla bezpieczeństwa jednak niech Duda jedzie tam przepraszać z walizką z 300 mld $$$. Jakoś gdy pobito polskiego konsula w Izraelu to nie robili takiego rabanu.

  10. Obejrzałem mecz Polska – Austria, który skończył się remisem 0:0.
    Powiem tak, jest to obraz nędzy i rozpaczy, powinniśmy się cieszyć że nie straciliśmy bramki, gdyby Austriacy byli skuteczni to skończyłoby się to porażką, jeszcze wyższą niż ze Słowenią i tylko Fabiańskiemu (który był naszym najlepszym zawodnikiem na boisku) i nieskuteczności Austriaków nie przegraliśmy. Jak drużyna która jest na podobnym poziomie co my może prawie cały mecz dominować na boisku, jeszcze bym rozumiał gdybyśmy grali np. z Niemcami, wtedy oczywistym byłoby że byśmy się głównie bronili. Po raz kolejny nie istnieje środek pola; nie rozumiem jak takiej klasy zawodnik jak Lewandowski nie może wykorzystać idealnego dośrodkowania Grosickiego. Dobrze że udało nam się dowieźć remis i ten jeden punkt do tabeli.

    od RacimiR: Słaby mecz, piłkarze nieskuteczni. Lewandowski i Glik byli blisko od strzelenia gola głową, ale Austriacy też mieli swoje „patelnie”. Pewnie jakimś cudem doczołgamy się do tych mistrzostw, a tam jak zwykle – eurowpierdol (choć teraz ponoć 3 drużyny z 4 mają wychodzić z grupy, więc może nawet jakoś na farcie wyjdziemy). Ogólnie to beznadzieja- starzy odchodzą i są bez formy (symbolem Błaszczykowski, który doznał kuriozalnej kontuzji bez kontaktu z rywalem), a młodych nie widać. Jak zwykle tylko bramkarza mamy dobrego. Zauważyłem też, że wszyscy Polacy, grający we Włoszech w nowym sezonie ligowym grają piach, ta liga chyba nam nie służy (np. taki Teodorczyk- gdzie on w ogóle jest?). Ponoć trener Izraela (Austriak he he) po porażce ze Słowenią wpadł w szał- zbeształ piłkarzy, obrzucał ich butelkami i połamał stół 🙂 Dobrze, że to nie Polak, bo byłby antysemicki skandal.

  11. Znowu zabłądziłem w internetach.
    https://m.fronda.pl/a/warszawa-arabowie-pobili-zydow-zydzi-oskarzaja-polske,132808.html
    Po przeczytaniu tego, aż mi klik ze śmiechu wyskoczył. W skrócie, kilku arabów w Warszawie oklepało żydów. Kto winien? Polacy 😎

    od RacimiR: Głośna sprawa, na amerykańskim fejsie jest ogromny rak- większość ludzi wini za to Polaków. Jednak gdyby Polacy się dołączyli do bójki, to gównoburza byłaby 10 razy większa.

  12. Co do tego badziiewia można łatwo wywnioskować kogo popiera vega po tym kogo nie pokazał, a nie pokazał eseldziadów i reszty lewactwa z razem i biedroni, a PiS kosztem PełO odbudował oszalałą lewicę,ona zrobi straszny szum. Sytuacji żenujących będzie mnóstwo. To będzie kompletna destrukcja pracy parlamentu. W dodatku będą grali kartą uciskanego lgbt na co Unia będzie reagować. Problemem tej kadencji były sytuacje wywoływane poza Sejmem przez ekstremistów – szczególnie lgbt. Teraz ta lewacka rewolucja, skrajnie radykalna – wejdzie do Sejmu, zyska immunitet i legitymację która otworzy wszystkie drzwi,

    od RacimiR: W ostatnim sejmie też było lewactwo, np. Szajbus-Bajbus. SLD będą kłócili się też z POKO, bo mają praktycznie ten sam elektorat. Wydaje mi się, że lewaki też będą kłócili się między sobą (stare komuchy z młodymi marksistami tęczowymi), już teraz jest afera że Miller bardzo źle wypowiedział się o rzeczniczce SLD, która palnęła jakieś głupstwo na POKO, a Zandbergi wzięły ją w obronę. Na pewno będzie ciekawie 🙂

  13. Postępowa Szwecja 🙂
    https://dzienniknarodowy.pl/szwedzki-naukowiec-zjedz-babcie-walczyc-z-ociepleniem-klimatu-kanibalizm-moze-byc-niezbedny-dla-ratowania-klimat/
    (pamiętam nawet ten film)

    naprawdę na świecie tyle się dzieje, że daje to większą rozrywkę niż jakaś Polityka Vegi. Ani przez chwilę nie byłem zainteresowany tym filmem i jak się okazuje: słusznie. Chyba już wolałbym oglądać przez 2 godziny jak farba schnie niż pakować w kieszenie temu panu.

    od RacimiR: To niech dla przykładu sam odda się na kotlety 😉 To jest fascynujące, że lewactwo, które co chwila ma jakieś „genialne” pomysły- nigdy samo nie chce ich realizować (tak samo z nachodźcami- chcą ich sprowadzać, ale żaden ich do własnego domu nie zaprosi).

  14. Heja, obejrzałem sobie film weze w samolocie. Moja opinia: film klasy b, ale tak zly i denny nie jest jak go zareklamowales, podobny do xxx, mission imposible, szybcy i wściekli i inne takie chlamy z wybuchami, poscigami, scenami kaskaderskimi i technikalio-belkotem. Nawet na filmweb ma słabą ocenę i na forum ludzie pisza swoje gdybania, nagle sa znawcami samolotów, węży, bagazowania samolotów, odpraw pasażerów, procedur FBI, ogolnie polactwu trudno dogodzic.
    Jak pisałeś to po prostu jest syjonwood – trzeba po prostu sie wyluzować i pominąć naciągane fakty. Film mial zarobic kase i zarobil. Zmiksowali czy leci z nami pilot z samuel jacksonem, dodali węże i ludzie popedzili do kin. Film znudził sie pewno po miesiacu ale tak dziala branza syjonwood, w kolejce sa następne gnioty i ludzie i tak to łykną. Bo do kina sie chodzi bo baba chce, bo impreza firmowa integracyjna, bo bachora trzeba jakoś zająć czas i tym podobne.
    A wega z polityką zrobił to samo na naszym swojskim podwórku. Nakręcił gniota, zmiksowal ucho prezesa z sokiem z buraka, ztargetowany element docelowy pobiegl do kin (ludzie w srednim wieku głównie mający kompleksy zachodu) marketing prawie za darmo bo podpuscil lewacko- niemiecką prase i hajs wyladowal u niego w kieszeni.
    Tez problem tu jest taki ze czy film jest dobry czy zly wychodzi tu na filmweb po kilku miechach, jak jest dobry i czlowiek chcialby isc do kina to niestety z repertuaru juz jest zdjety.

    A w ogóle moja rada – macie w domach tv 100 cali i wiecej, po co łazić w kino dawac sie doic z $ , po prostu zaprosic do domu kilka miesiecy po premoerze znajomych, cos przy okazji popić na jedno wyjdzie.

    od RacimiR: Ja pierwszy raz „Węże” oglądałem spodziewając się spójności i logiki, bo reklamowano go jako film sensacyjny a nie parodię komediową (chociaż po głupim tytule można było się spodziewać, ale wtedy nie zajarzyłem). Prawie dostałem na nim raka, bo zachowania bohaterów (i samych węży) były tak kretyńskie, że aż strach. To powinien być film instruktażowy „Jak się nie zachowywać spotykając węża” oraz „Jak umrzeć z głodu będąc wężem i mając wokół mnóstwo potencjalnego jedzenia, które wystarczy sobie upolować”. Dopiero za drugim razem bardziej się wyluzowałem.
    Ja oglądam głownie w domu filmy, ale ma to zasadniczą wadę, że w kinie filmy są wcześniej i w dobrej jakości. Na cda czy zalukaj coraz mniej jest filmów za darmo (a jak są to zacinają się co chwilę), a za te najlepsze i tak trzeba płacić hajs, więc na jedno wychodzi. No ale klasyki są. Teraz mam rozkminę czy iść na ostatniego Tarantino, bo ogólnie lubię jego filmy, ale naczytałem się negatywnych recenzji i mi się odechciało.

    • „Jak umrzeć z głodu będąc wężem i mając wokół mnóstwo potencjalnego jedzenia, które wystarczy sobie upolować”

      Wąż musi połknąć ofiarę w całości, tylko największe węże są w stanie połknąć człowieka. Takim wężom z kolei trudno ukryć się w samolocie.

      Nie oglądałem tego filmu, dlatego mam pytanie – jakie węże tam były?

      Co do Tarantino – „Django” to chyba ostatni jego film, który widziałem, nie podobał mi się. Zachowanie „dentysty” w pewnym momencie było tak nieracjonalne, że straciłem kontakt z fabułą (nie będę pisał szczegółów, bo nie chcę spojlerować).

      od RacimiR: Nie znam się na wężach, więc nie wiem. Zobacz sobie w google graphics albo puść kawałek filmu, łatwo go znaleźć w necie. Tych węzy tam było chyba z milion i miały ewidentnego smaka na pasażerów, ale były jak PiS z reformą sądownictwa czy rozliczaniem PO- dużo groziły i zapowiadały, ale w gruncie rzeczy prawie nic nie zrobiły, choć okazje miały.

      • Widzę te węże i ich wielkość, żaden nie byłby w stanie połknąć człowieka. Raczej widziały w „człowiekach” zagrożenie niż pożywienie. Jak będę miał czas, to postaram się obejrzeć cały film.

        od RacimiR: Nie jestem zoologiem, więc nie wiem, ale węże ewidentnie chciały zrobić pasażerom krzywdę, ale w ostatniej chwili robiły coś głupiego (zresztą ludzie w filmie tak samo postępowali).

  15. https://wpolityce.pl/polityka/463628-nieoficjalniew-dokumencie-pis-o-zakazie-aborcji-eugenicznej
    Ponoć PiS planuje zaostrzyć obecne prawo aborcyjne o zakaz aborcji eugenicznej w następnej kadencji. Oczywiście wiadomo że PiS mógł to zrobić wcześniej ale uważam że po prostu przestraszył się tego że większość Polaków chce obecnego kompromisu z 1993 roku a niewiele mniej chciałoby złagodzenia tej ustawy, mało osób chciałoby zaostrzenia obowiązującego prawa; także wśród wyborców PiS większość nie chciałaby zaostrzenia. Oczywiście gdyby było inaczej i większość społeczeństwa chciałaby zaostrzenia prawa to PiS już dawno by to zrobił, gdyż odniósłby wtedy polityczne korzyści; żyjemy w demokracji i PiS musi lawirować, z jednej strony musi kokietować wyborców katolickich którzy chcieliby chcieliby zaostrzenia prawa aborcyjnego a z drugiej musi mieć tych wyborców którzy tego nie chcą a głosują na PiS z innych powodów, wszakże PiS jeśli chce myśleć o jak najszerszym elektoracie żeby mieć co najmniej większość sejmową musi robić wszystko aby przyciągnąć go jak najwięcej i żeby nie odstraszyć jednej części elektoratu kosztem drugiego.
    Pewnie jest drugi powód – już nieaktualny – a mianowicie to że obecny kompromis był szanowany niezależnie kto rządzi, zarówno przez SLD jak i teraz przez PiS. Tylko że obecnie SLD z partii postPZPR-owskiej stał się partią lewacką, szczególnie gdy teraz przygarnął do siebie tęczowych lewaków z Wiosny i marksistów z Razem, gdyby mogli mieć wpływ na rządzenie np. w koalicji z POKO to prawdopodobnie zmusiliby ich do złagodzenia tego prawa.
    Jedyna szansa żeby zaostrzyć prawo aborcyjne to PiS musiałby to zrobić na początku kadencji, za cztery lata przy kolejnych wyborach ludzie nie będą już pamiętać, jeśli nie zrobi tego na początku kadencji to tego nie zrobi wcale, bo w czasie wyborczym takiej zmiany nie dokona z powodu który wymieniłem na początku. I najlepiej żeby ewentualny proces legislacyjny, najlepiej w jeden dzień Sejm, Senat i prezydent żeby lewacy nie mieli czasu organizować czarne marsze, żeby byli zaskoczeni.

    od RacimiR: Nie zrobią tego na 100%, więc nie ma co nawet pisać o tym.

  16. w 2016 jak jeszcze popierałem pis całym sercem byłem wkurzony że promują na tvp te badzieiwe feministyczne vegi pitbul niebezpieczne kobiety i powiedziałem sobie wtedy że nie zdziwię się jak za jakiś czas zrobi antypis i maiłem rację, zabawie się we wróżbitę teraz za rok jak zrobi o dudzie film to bankowo będą tam wątki antytrump zeby kupił to dziadflix na wybory w hameryce,

    a i jeszcze dopiero teraz pomyslałem kodziarstwo nie zauważyło ze chcąc nie chcąc pokazał ich jako ułomów skoro oni z bliskiej odległości nie poznali choćby po głosie swojego znienawidzonego wroga w śmiesznej maseczce

    od RacimiR: Ci KODziarze z filmu to wprost pokazane były jak jakieś ułomy. Nie wiem jak to wyjaśnić, najlepiej zobaczyć samemu. Vega chyba dał statystom honorarium 20zł i przyszli sami dziwacy.

  17. https://wiadomosci.wp.pl/donald-trump-jestesmy-gotowi-do-odwetu-chodzi-o-atak-na-rafinerie-w-arabii-saudyjskiej-6425010391463553a
    W sobotę doszło do ataku dronem na pole ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej. Od razu został oskarżony Iran. Trump zapowiedział nawet atak odwetowy. Chyba wojna z Iranem jest nieunikniona tylko że z Iranem nie pójdzie łatwo, Persowie są silniejsi niż Irak Saddama Husajna sprzed I wojny w Zatoce, ewentualna wojna to będzie duży konflikt regionalny. Nie wiadomo jak w razie ewentualnej wojny zareaguje Rosja która jest sojusznikiem Iranu, jeśli się tam znajdzie to może być to początek III wojny światowej.
    W każdym razie sytuację na Bliskim Wschodzie odczuwa każdy poprzez paliwo, już teraz po tym ataku w AS ceny ropy poszły do góry a skoro tak to paliwo zdrożeje a jak paliwo drożeje to wszystkie inne ceny towarów również idą do góry.

    od RacimiR: To wygląda klasycznie, jak prowokacja gliwicka czy „broń chemiczna” Saddama. Oczywiście naprawdę chodzi o handel ropą i wykoszenie mocnego gracza (Iranu) z rynku. Ja mam wrażenie, że USA wcale nie chcą tej wojny (dlatego sytuacja stoi w miejscu od 3 lat), ale mocno ciśnie ich na to Izrael.

    • Izrael – po co? Przecież Izrael nie eksportuje ropy. To USA i Arabia Saudyjska mają interes w udupieniu Iranu. A USA może nawet nie przystępować do wojny, sama zaogniona sytuacja spowoduje podwyżkę cen ropy, a USA to jednak eksporter ropy (a zwłaszcza republikańskie stany).

      od RacimiR: Konkretów nie znam, ale faktem jest, że politycy izraelscy i proizraelscy najbardziej optują za wojną z Iranem (z kolei żydokomuna/demokraci wręcz żądają ocieplenia z nimi stosunków).
      Izrael nie życzy sobie silnego państwa w okolicy i każdy, kto urośnie- poddawany jest tzw. „misji stabilizacyjnej” lub innej „wiośnie arabskiej”, co powoduje rozwalenie struktur państwowych. Kolejny w kolejce jest Iran. Turcję też by chcieli w przyszłości palnąć, ale ona jest w NATO, więc będzie trudniej. Bezpieczna jest jedynie Arabia Saudyjska, bo od nich mają ropę i oni też są mocno powiązani z USA. Cała reszta w promieniu do ~1000km od Izraela nie może urosnąć ponad pewien poziom, bo inaczej dostaną w łeb od Wuja Sama.

      • Być może politycy izraelscy, o których piszesz, postępują według wskazówek z centrali w Dżuesej. To tacy namiestnicy.

        od RacimiR: Raczej odwrotnie. Centrala rozkazów jest w państwie, położonym w Palestynie. Tym bardziej, że USA nie jest uzależnione od sprzedaży ropy (mają gigantyczne zużycie wewnętrzne i wysokie koszty wydobycia z powodu płac) i specjalnie im nie zależy, aby cena tego surowca była wysoka (tzn. trochę tak, ale nie aż tak bardzo jak Arabom czy Ruskim, którzy bez sprzedaży ropy plajtną błyskawicznie). Wg mnie chodzi tu tylko o ambicje regionalne Izraela.

  18. „Centrala rozkazów jest w państwie, położonym w Palestynie.”

    Nie wydaje mi się. Myślę, że centrala jest w USA. Oczywiście, etniczne pochodzenie członków tej centrali w USA jest znad Morza Martwego, ale tylko tyle (i aż tyle). Już kiedyś pisałem, że nad Morzem Martwym mieszka dolna część drabiny społecznej tego narodu (zbieranina z całego świata, i to tych, którym się nie układało i postanowili szukać szczęścia na Ziemi Obiecanej). Oni tylko wykonują rozkazy zza oceanu, ewentualnie występują jako mięso armatnie. Mają tam państwo, ale zarządzają nim nieumiejętnie – nie potrafią utrzymać tam porządku mimo posiadania około 50% swoich. Anglicy potrafili dysponując garstką swoich utrzymać przez lata porządek tam i na wielu innych terenach, w tym muzułmańskich. Krótko mówiąc – Izraelici robią to źle.

    W wojnach toczonych i wspieranych przez USA chodzi o wiele rzeczy. Ropa to jedna z nich. Kurs dolara to drugie. Kolejne rzeczy to ambicje amerykańskiej zbrojeniówki (i ogólnie przemysłu, który lubi dostawać rządowe zamówienia) oraz działanie na osłabienie Rosji (kontynuacja polityki zimnowojennej). Długo rozmawiać.

    od RacimiR: Długo rozmawiać, to prawda. W każdym razie potencjalna wojna z Iranem nie będzie z winy Iranu (pomimo sfabrykowania „dowodów” na atak), a pisanie że chodzi tylko o ropę również jest błędne. To złożony efekt kilku czynników.

    • Co do tego, gdzie jest centrala, pozwolę posłużyć się taką analogią.
      Diaspora w USA to taki dobrze ustawiony ojciec. Bogaty, zasobny, z układami. A Izrael to taki niezbyt rozgarnięty syn-bananowiec. Marnotrawi pieniądze ojca i pakuje się w kłopoty, ale ojciec wciąż mu pomaga na różne sposoby, bo to jednak syn. Tym niemniej, to ojciec decyduje w istotnych sprawach, a nie syn.
      Tak to widzę.

      od RacimiR: To też temat rzeka. Słynny filmik, gdy Netanjahu pojechał do kongresu i przemawiał jak Stalin- świadczy o tym, że Izrael nie jest to jakiś ubogi kuzyn i „amerykanie” mocno w niego inwestują.

  19. mowa lewacka nagonka https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/463952-rysownik-oskarzany-o-homofobie-czyli-jak-faszyzuje-lgbt
    z jednej strony obstaje za panem Kijucem z drugiej zaś strony mam mu jednak za złe że zgodził się rysować okładkę do takiego prodemokratycznego lewackiego badziewia, dla mnie niema bardziej porytego środowiska niż tzw „komiksiarze” oni są gorsi od kodziarstwa bo tamtym chociaż płącą a ci naczytali się głupot i powielają je za darmo i jeszcza za nie płącą kupując tony durnej lewackiej makulatury pseudosztuki
    ruski minister kultury powiedział ze „Dorośli czytelnicy komiksów to kretyni” i jak nie lubię ruskich tak się z nim zgodzę u nas wystarczy obejrzeć te konwenty na których gromadzą się tony tych kretynów, ich przykład idealnie pokazuje stopień ogłupienia kiedyś komiksy czytały głownie dzieci dzisiaj lewactwo od 16-30 roku życia

    od RacimiR: Za moich czasów komiksy były całkiem OK (tytus, Kajko i Kokosz, Thorgal), choć faktycznie przestałem je czytać około 18-tki. Były też spotkania fanów, ale tam po prostu przychodziło się porozmawiać i powymieniać komiksami, nie było żadnych przebieranek i innego lewactwa, które jest dzisiaj. Komiks to po prostu jeden z elementów rozrywki, a lewacka doktryna już kilkadziesiąt lat temu włączyła rozrywkę do rzeczy, które muszą opanować, aby zyskać władzę nad umysłami ludzi. A sam obrazek całkiem fajny i reakcja lewaków znamienna (nie ma tam nic ofensywnego, ale i tak musieli się zesrać, choć ich idole komiksowi rysują dużo większy hejt).

    • komiksy przynajmniej te amerykańskie od zawsze były lewackiem w latach 50 powstała książka „Seduction of the Innocent” Fredrica Werthama, opisał w niej że komiksy ogłupiają i promują homoseksualizm,

    • Dziękuję Panowie za ostrzeżenie, nie będę wysyłał dzieci na konwenty. Sam na konwencie byłem ostatnio 12 lat temu, współprowadziłem tam warsztaty filmowe. Nie dopatrzyłem się żadnego lewactwa. Dziś może jest inaczej.

      Jak lubicie komiksy, ale nie lewackie, to polecam pvek – politycznie są mniej więcej tam gdzie South Park, czyli dostaje się wszystkim, ale lewactwu jakby bardziej.

      od RacimiR: Ja to już chyba wyrosłem z tego. Ostatnio tylko jakieś zaległe Tytusy dorwałem, bo skończyłem chyba na 20 księdze, a kilka wcześniejszych w latach 90-tych było niedostępne i ich nie znałem. Wchodzę do znajomego a tu całe nowiutkie pudło z wszystkimi księgami 🙂 To jednak wyjątek i sentyment, ja ogólnie zgodzę się z przedmówcą, że jeżeli dorosły facet jest maniakiem czytania nowych komiksów, to jest duża szansa, że nie wszystko z nim w porządku.
      Cała „kultura” skręciła w lewo, poszła w jakieś cosplaye i inne ‚little pony’, najeżona została też seksem przez wpływy japońskiej mangi. Można skomentować to obrazkiem:

  20. Wiele polskich filmów fabularnych o polityce jest słaba. Jedynie „Układ zamknięty” mogę polecić. Żadne Smoleński, Polityki, itd do mnie nie trafiają.

    od RacimIR: To fakt, jednak kilka „okołopolitycznych” było całkiem niezłych, np. Psy, Ekstradycja, czy nawet „Uwikłanie” z … Ostaszewską.

  21. Offtop: Stonoga wyszedł z więzienia (czy tam aresztu). Nagle przed wyborami. I znów deklaruje, że chce zniszczyć PiS. W sumie to mi wisi ten cały PiS czy PO, jeden uj… Ale myślę, że PO albo KOD uruchomił to wydarzenie, żeby za pomocą Zbyszka odsunąć PiS od władzy. Nie udało się z filmem Vegi, to może uda się ze Stonogą, bo jest piekielnie antypisowski. To taki peowski odpowiednik Falenty. Jego akurat wykorzystali do afery podsłuchowej żeby skompromitować PO, po czym stal im się już niepotrzebny i niechaj sobie gnije w więzieniu. Obawiam się, że ze Stonogą może być to samo. Jak nie uda mu się rozwalić PiSu, to wróci za kraty. Proponuję notkę na blogu na temat Zbigniewa.

    od RacimiR: Dosyć cicho o tym było. Stonoga to w powszechnej opinii wariat, więc raczej nie wpłynie na kampanię. Nie porównywałbym go z Falentą (poza tym, że obaj handlowali węglem), ma bardziej agresywną i chamską naturę. Stonoga to chyba bardziej za wolnościowca robił, niż za KODziarza, ale teraz może być inaczej.

    • facet który miał mniej niż 1% poparcia w erze szczytowej popularności tym bardziej nie zmieni wyborów teraz, po jego zamknięciu w 2017 nawet sikorski się cieszył

  22. a co do tego badziewia najlepieij niech świadczy fakt że w mojej robocie o tworach smarzowskiego i sekielskiego dyskutowano przez pare tygodni, a o dziadostwie vegi nikt nawet słowa nie pisnął

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *